Następny mecz:  Barcelona  -  Girona     ·  Dziś o 20:45  ·  25. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Nad grobem złamanej tarczy

 10 lipca 2013, 18:22

 Cochise

 189 komentarzy

Źle się dzieje w krainie defensorów. Dużo wody upłynęło; już dawno nie widziałem tak słabej i bezradnej formacji obronnej. Dziecinnie ogrywana, popełniająca masę błędów, zagubiona i bezsilna. Niezbilansowana, przekombinowana, wyekseprymentowana, rozczłonkowana. Kaganek przedtem jaśnie świecący, teraz przytłumiony. Ognik przygasł i tylko żar bezradnie skwierczy, dogorywa. Palenisko rozdmuchane, wiatr gdzieś poniósł dawną siłę, temperament. Uleciała dusza i esencja.

Tak, postawa najważniejszej linii w całej drużynie jest godna płaczu i lamentu. Kiedy Barcelona traciła tyle bramek? Sezon 2012/13 - 40. Sezon 2011/12 - 29. Sezon 2010/11- 21. Sezon 2009/10 - 24. Sezon 2008/09 - 35. Sezon 2007/08 - 43. Zatem, kilka dobrych lat temu, tyle, że wtedy Duma Katalonii zajęła 3 miejsce w tabeli. Za Królewskimi i Żółtą Łodzią Podwodną. Wniosek? Wystarczy przeczytać pierwsze zdanie mojego tekstu.

Problemy mają to do siebie, że lubią chodzić parami lub też organizować się w grupy. Prawda, jednak to kropla drąży skałę. Brak zabezpieczenia, eksploatacja i tysiące innych czynników wpływają na taki, a nie inny stan rzeczy. Nikt w ciągu dnia nie łapie trzydziestu kontuzji na różnych częściach ciała, nie traci bezpowrotnie formy czy też nie jest przestawiany na nieznaną mu pozycję. Jednak już uwzględniając poszczególne myślniki, obraz układa się w całość. Pierwsza idea - krótkowzroczność, brak zdolności przewidywania, zbytnia pewność siebie, może nawet mistrzowska pycha, że zawsze to jakoś będzie? Nie było. Od dawna dzwon bił głośno i wyraźnie. Stawiane pytanie było niewłaściwe. Komu bije dzwon? - zamiast - Czy nie bije on mnie?

Po przyznaniu nagród dla najlepszej jedenastki zeszłego roku uderzyła we mnie fala niedowierzania. Piqué i Alves w tym zaszczytnym gronie? Absurd absurdu. Abstrakcja na najwyższych obrotach. Gromiłem ten medialny wybryk i celebryckie nominacje. Oczywiście, jak zawsze spotkałem się z dezaprobatą i powątpiewaniami w mój stan psychiczny. Co się okazało? Nie dość, że ci obrońcy już dawno temu zatracili swoje walory i grywali nierówno, mizernie, to zima i wiosna ewidentnie obnażyły ich wszelkie słabostki. Momentami miałem wrażenie, iż oglądam kabaret. Gerard poruszający się jak mucha w smole, spacerujący po murawie, sztywny, wręcz drewniany. Katastrofalnie czytający grę, niemobilny. Dani, który już nie jest tym samym zawodnikiem, co kiedyś. Biega od jednego pola karnego do drugiego, niestety rezultatów z tego nie ma - pozytywnych. Nie tylko pozostawia za sobą otwartą przestrzeń do błyskawicznego kontrataku, ale również, gdy już znajduje się w pobliżu bramki rywala ślepo dośrodkowuje, nie daje przewagi w walce jeden na jeden. Gdzie się podziała jego dynamika, niekonwencjonalność? Podanie do Messiego z meczu z PSG? To zdecydowanie za mało. Pozostając przy Argentyńczyku, pamiętacie fenomenalną współpracę tych panów? Gra z pierwszej piłki, wyjścia na wolne pole, finezyjne zagrania kończące się po raz kolejny bramką. Ile z tego zostało? Najwyższy czas, aby Brazylijczyk przystosował się do bronienia własnego podwórka, pożytku będzie więcej. Po drugiej stronie jest pełen wigoru Alba, który do skał i opok defensywnych nie należy, ale daje od siebie w ataku bardzo dużo. Jest jak pocisk wystrzelony z nowoczesnego karabinu, który niemiłosiernie penetruje i rozrywa najszczelniejsze szyki. To jest przyszłość Blaugrany. A oglądadając tez sezon widziałem niepotrzebne wycieczki z dwóch flanek. Po co? To tylko wzmaga poziom niebezpieczeństwa i zagrożenia na szestnastce Valdésa. Jasne, gdy ma się światowej klasy stoperów można kombinować. Tylko, że się ich nie ma. 

Wiecznie uśmiechnięty mąż Shakiry topowy nie jest. Chyba, że w innym zawodzie - modelingu. Nie ma tutaj z mojej strony żadnej uszczypliwości czy złośliwości. To są fakty. Dlaczego piłkarz z numerem 3, niegdyś tryskający pewnością siebie, podejmujący trafne decyzje, czytający w napastnikach przeciwnika jak w kolorowance stał się upadłym aniołem? A może on nigdy nie był geniuszem obrony? Piłkę wyprowadzać potrafi wyśmienicie, głową gra dobrze, asekuruje nienagannie, ale....wygląda na to, że dowódcą nigdy nie będzie. Puyol w pełni sił, dyrygujący, motywujący, żywy, przecinający podania, nieustępliwy, walczący, biorący destrukcję na siebie - oto odpowiedź. Piqué jest numerem dwa. Wszak bagaż doświadczeń u niego coraz większy, a gra coraz gorsza. Powtarzam - Puyol. Gerard jest owieczką. Co prawda, największą, najsprytniejszą, najlepszą, ale tylko owieczką. Pasterzem nie był, nie jest i chyba nie będzie. Nie ma ani charyzmy boiskowej, ani adekwatnych do tej roli umiejętności, ani nie potrafi się autodoskonalić, determinować. Kto, jak nie Carles łapał za pyski, krzyczał, tupał, a w razie potrzeby groził? Od tego jest Kapitan i centrum linii osłonnej, chroniący przed lawinowym turkotem maszynowych ataków. Legendarna "5" się starzeje. Nękany kontuzjami, dolegliwościami, nawrotami Tarzan zazwyczaj jest niedostępny i w tym sedno sprawy. Markowy defensor na gwałt potrzebny, w przeciwnym razie otrzymamy kilkudziesięcio-odcinkowy czeski film. Nie jestem wróżbitą, ale w chłodnych barwach maluje się obraz przyszłości. Melodia sentymentalna, nostalgiczna, refleksyjna, ale i przerażająco smutna. Powiew szorstkiego i przenikającego do kości zimowego wiatrzyska. Tajfun nad bezkresnym oceanem.

Stroskany i targany wątpliwościami Tito szkicuje węglem natychmiastowe solucje. A to wyciska krew nietoperza, kolekcjonuje ślinę szczura, dodaje mandragory, szczyptę końskiego włosia, by po chwili zmącić tafle bulgoczącego kociołka mahoniową chochlą. Z nad oparów niczym Afrodyta wyłania się Adriano. Doświadczenie zakończone, Frankenstein ożywiony! Eksperymentów czas. Otwiera zgrzytające zasuwy odrzwi prowadzących do katakumb, a tam przy ścianie w ordynku stoją inni. Zdezorientowany Song nucący pod nosem afrykańskie pieśni. Busquets, który już za kadencji Guardioli raczył się eliksirem reorganizującym jego boiskową przynależność. Mascherano, pokornie spełniający każdą zachciankę i wymóg szkoleniowca, niezależnie czy jest to dżentelmen w skrojonym na miarę garniturze czy obolały trener rozpoczynający swoją futbolową przygodę. Vilanova kroczy dalej, mija ten zróżnicowany regał i nagle zatrzymuje się przed wielką klatką, osłoniętą drelichowym płótnem. Zamaszystym ruchem zdziera płachtę, po czym z kieszeni wyjmuje rzadko używany klucz. Otwiera cztery spusty, zapala światło. I oto w rozmigotanym blasku jego oczom ukazują się ci nielubiani i przetrzymywani w odosobnieniu zawodnicy. Bartra i Montoya. Wytrawnie bada ich, mierzy, waży, cyrklem kreśli tylko sobie znane obroty, po czym skrzętnie notuje dane. Jeszcze nie ich czas - muszą dojrzeć, dopiero wtedy systematycznie wypuszczać na murawę ich będę.

Może i pokątnie napisane, ale sens każdy wyłapał? Ostatni przybytek przed Víctorem jest w fatalnej kondycji. Roszady, doklejanie, dostawianie, zamiast sprawdzonych środków. Nie przekonuje mnie to kompletnie. Ignorancja i znamię przeszłości - rzeczy niedokonanych, niezrobionych. Transfery, których nie było. Sny nocy letnich niespełnione, spóźnione, a teraz błagalne modły wznoszone ku niebu, ku pokrzepieniu serc. Bez wzmocnień, ani rusz. Jeden krok do przodu, dwa w tył. Nie da się w ten sposób rywalizować o najwyższe laury. Na domowe podwórko to wystarczy, a dalej? Im głębiej w las, tym i straszniej, i znacznie groźniej. Prognostyk na kolejny sezon niewesoły, lecz to jeszcze nie koniec okienka! Wszak one się dopiero zaczęło; tyle, że wyjść z tego labiryntu coraz mniej, kłębek utkany przez Ariadnę gdzieś w czeluściach zatracony, a półśrodki nie są przekonywujące. Marquinhosy i szajki innych młodzików to melodie przyszłości. Potrzebna jest reakcja niemal natychmiastowa. W związku z bolączkami, które trapią kataloński organizm, zwykły apap nie pomoże. Leczenie placebo także. Konkretne rozwiązania, tylko gdzie ich szukać?

Mieszanka wybuchowa eksplodowała w tych rozgrywkach. Saper już nie jest konieczny. Obrona rozminowana, zasieki poprzecinane, karabinierzy ospali, moździerzy brak. Nie wiem, co wymyśli Tito, na jaki pomysł wpadnie. Jego lista życzeń jest tak samo ciekawa, co nierealna. Cud jeno sprawi, iż stoper z prawdziwego zdarzenia otrzyma zielone światło na przyjście do Azulgrany. Narybek - po co? Wolałbym wypuścić na swieże powietrze Marca i Martína. Ten pierwszy powinien grać, by sytuacja, kiedy zamykano go w wersalskiej klatce, po to, aby wygonić, gdy rewolucyjna tłuszcza stoi już pod murami i dekapituje króla, strąca koronę i wkłada na własną głowę się nie powtórzyła. Potencjał ma, lecz niewykorzystywany należycie. Martín? Z powodzeniem może zastępować wypalonego Alvesa. Wszystko pięknie, ładnie, ale potrzebna jest rotacja! Granie tą samą jedenastką niszczy, dzieli zespół na tych, którzy co by nie robili mają zagwarantowaną posadę, i tych, którzy najchętniej rozłupaliby Misterowi czaszkę. Frustracja narasta, problemy nierozwiązane, a klub porywa się z motyką na Słońce. Upadek z wysokości boli mocniej.

Wina rozkłada się na kilka części. Pazerna ilość kontuzji, beznadziejne doświadzczenia początkującego alchemika z nieporęcznym alembikiem, drastyczny spadek formy, niepoważny traktat o obrocie ciał transferowych, sięgający czasów nieodległych, złe funkcjonowanie całej formacji, nietrafne przypisywanie zadań. Obrona nietrzymająca linii spalonego, gubiąca się, niziołkowata, rozkładająca ręce po stałych fragmentach gry, wyświechtane frazy o taktyce, ustawieniu. Brak fizycznych wzmocnień w pomocy, skoro nie radzi sobie defensywa! I wieczne, nudne tłumaczenie się na konferencjach. Zmurszała retoryka, jak klepanie po obwodzie. Trzeba wziąć się za prewencję, a nie bezustanny, pozycyjny atak przypominający bezpłodną bitwę o Verdun.

*Cochise to jeden z najbardziej szanowanych i najrozsądniej wypowiadających się czytelników naszej strony. To właśnie jego obiektywne komentarze poparte konkretnymi argumentami wyróżniają się wśród licznych wypowiedzi użytkowników fcbarca.com. W zamian za jego wzorową postawę postanowiliśmy po raz kolejny umożliwić mu napisanie felietonu. Powyżej możecie zobaczyć efekt pracy Cochise'a. Zapraszamy do czytania i wyrażania swoich opinii na temat artykułu naszego kolegi.

Udostępnij:

Komentarze (189)

Gorące tematy