Następny mecz:  Barcelona  -  Girona     ·  Dziś o 20:45  ·  25. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Okiem kibica. Finał z trybun Olympiastadion!

 28 czerwca 2015, 17:00

 zuziazla

Źródło:

 67 komentarzy

Mam milion marzeń, bo jestem marzycielką. Mam wielką pasję, jaką jest FC Barcelona.

Jak każdy kibic, długo marzyłam o tym, żeby pojechać na mecz Barçy. Zawsze marzyłam też, żeby pojechać na jakiś arcyważny mecz i dopingować swoich, być tam i poczuć tę atmosferę na żywo...

Jeszcze w połowie maja nawet nie śniłam o tym, że moje marzenie o byciu na takim meczu może się wkrótce spełnić. Nagle okazało się, że wygrałam konkurs, w którym nagrodą było zrealizowanie marzenia związanego ze swoją pasją. Początkowo miał to być wyjazd na mecz ligowy na Camp Nou, ale moja siła perswazji była wielka i udało się przekonać organizatora do zakupu biletu na finał LM w Berlinie!

 

Kilka tygodni wcześniej wzięłam udział w konkursie organizowanym przez producenta wody mineralnej. Zadanie polegało na opisaniu swojej pasji (u mnie: FC Barcelona), związanego z nią marzenia i skomponowaniu animacji ze zdjęć. Wtedy w ogóle nie myślałam o tym, że mogę wygrać. Wysłałam zgłoszenie i zapomniałam o sprawie.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie przyjaciółka i powiedziała, że na stronie widnieje moje imię i nazwisko. Zostałam jedną z laureatek! Nie mogłam w to uwierzyć. Szybko sprawdziłam skrzynkę email i okazało się, że to faktycznie prawda… Wygrałam to!

 

Powoli zaczynało do mnie docierać to, że będę na finale LM, w którym Barcelona zawalczy o tryplet. Moje największe marzenie, jakie kiedykolwiek miałam, było gotowe do spełnienia, wystarczyło tylko, żeby Barcelona wygrała.

W centrum Berlina było pełno kibiców, zarówno Barcelony, jak i Juventusu. Niemal na każdym kroku były widoczne mniejsze lub większe grupki culés i tifosi. Wielu w klubowych koszulkach, z flagami, słychać było ich okrzyki i śpiewy. Jednym słowem atmosfera w mieście od początku była niepowtarzalna.

 

Pod stadionem od samego rana była masa ludzi, przybywało ich z każdą godziną. Z wielką niecierpliwością czekałam, aż będę mogła wejść na stadion. Czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu chwilę po 19 przeszłam przez bramki i zajęłam swoje miejsce.

Miałam bilet ”kategorii 2” (oczywiście w sektorze kibiców FCB), więc widok był całkiem niezły. Z niecierpliwością czekałam na ceremonię otwarcia, hymn LM, który zawsze chciałam usłyszeć na żywo, oraz kartoniadę, którą zawsze chciałam współtworzyć. Coś niesamowitego!

 

Dookoła mnie siedzieli kibice Blaugrany. No, może za wyjątkiem jednego kibica Juve, który miał miejsce tuż za mną. Po tym, co słyszałam, mogę się domyślać, że zdecydowana większość z nich była z Barcelony i Hiszpanii. Byli i młodsi, i trochę starsi, ale każdy z nich dopingował równie mocno swój ukochany klub. Hiszpańscy kibice doskonale znali wszystkie przyśpiewki, zapewne nie był to pierwszy mecz Barçy, jaki mieli okazję oglądać na żywo.

Wreszcie zabrzmiał pierwszy gwizdek i Juventus rozpoczął mecz. Nie zdążyłam jeszcze dobrze usiąść, a już po kilku minutach Ivan Rakitić strzelił pierwszą bramkę dla Barçy! Publiczność oszalała, a ja razem z nimi.

Pierwsza połowa zleciała bardzo szybko, sama nie wiem kiedy. Na stadionie rozbrzmiała melodia The White Stripes "Seven Nation Army". Nie znałam jej wcześniej. Teraz to jedna z moich ulubionych!

 

W drugiej części meczu Juventus wyrównał i to trybuny zajmowane przez kibiców włoskiego klubu oszalały. W naszym sektorze zapanowała cisza, słychać i widać było tylko poszczególnych kibiców Juve, którzy byli obecni w sektorze culés, a ja chyba jeszcze nigdy tak się nie denerwowałam przy wyniku 1:1. Wierzyłam w to, że Barça wygra, ale mimo to stres był niesamowity. Wreszcie Messi wziął sprawy "w swoje nogi", zrobił rajd z piłką i strzelił, ale Buffon obronił. Na szczęście Suárez był tam, gdzie być powinien, dobił piłkę, a culés znów oszaleli! Potem Neymar trafił, ale gol nie został uznany.

Wybiła 90. minuta meczu, a sędzia doliczył aż 5 minut. Nie wiedziałam dokładnie, ile doliczonego czasu już upłynęło, bo zegar na stadionie zatrzymał się na 90:00. Nie chciałam przegapić końca meczu i w ostatnich sekundach włączyłam nagrywanie wideo, żeby uchwycić końcowy gwizdek i radość piłkarzy. I właśnie wtedy Piqué wybił piłkę główką do Messiego, ten wysunął ją Neymarowi, który rozegrał świetną akcję z Pedro, zakończoną golem na 3:1, a ja dosłownie zwariowałam (co widać na filmie). Wszyscy oszaleli, i kibice, i piłkarze. To było coś niesamowitego, zdobyliśmy tryplet! Neymar podbiegł do kibiców siedzących niżej w tym samym narożniku co ja. Naprawdę super, że siedziałam właśnie w tym rogu, przy którym potem świętowali piłkarze.

 

Gdy skończył się mecz, na Olympiastadion zapanowała jedna wielka fiesta. Zawiedzeni kibice Juve zaczęli powoli opuszczać stadion. Każdy, kto przyszedł kibicować Barcelonie, krzyczał z radości i cieszył się jak dziecko.

Piłkarze Blaugrany ustawili szpaler dla Juventusu, co spotkało się z pozytywną reakcją trybun. Gdy medal dostawał Álvaro Morata, został „pozdrowiony” przez bordowo-granatowe sektory gwizdami. Kibice chyba wciąż pamiętają, w jakiej drużynie grał rok temu ;) Głośną owację zgotowaliśmy żywej legendzie, Andrei Pirlo, gdy wręczano mu medal. Potem swoje medale otrzymali piłkarze Barcelony. Po dekoracji każdego z nich Xavi w końcu podniósł swój czwarty puchar Ligi Mistrzów i zaśpiewaliśmy hymn FCB, a ja chyba jeszcze nigdy nie krzyczałam tak głośno „Barça, Barça, Barça!". Gardło zdarte!

Barceloniści znów udali się do „naszego” narożnika świętować. Każdy nosił puchar i pozował do zdjęć. Nie zabrakło lejącego się szampana. Zgodnie z finałową tradycją, Gerard Piqué wziął nożyczki i uciął całą siatkę z bramki, do której gole strzelali Suárez i Neymar.

 

Do tej pory nie mogę dojść do siebie po tym meczu. Od powrotu do domu oglądam filmy, jakie udało mi się nagrać, i zdjęcia, jakie zrobiłam. Kilka lat czekałam, by znów pojechać na mecz Barçy, ale to, co przeżyłam i zobaczyłam w Berlinie, było warte oczekiwania! Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego meczu, na jakim będę. Być tam na miejscu i przeżyć to wszystko na żywo, widzieć to na własne oczy, poczuć te dreszcze emocji na własnej skórze? To coś wspaniałego, zawsze będę to pamiętać. Tak spełniło się moje największe marzenie!

PS  Warto mieć marzenia i warto wierzyć w ich realizację. Jeśli nie uda się ich spełnić teraz, to uda się później. Nigdy nie poddawajcie się w dążeniu do realizacji marzeń, bo gdy one się już spełniają, jest to najlepsze, co może Was spotkać :)

Visca el Barça!

 

 

  Radość po zwycięstwie!

Udostępnij:

Komentarze (67)

Gorące tematy