Następny mecz:  Deportivo  -  Barcelona     ·  Niedziela, 29 kwietnia 20:45  ·  35. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Długi język Gerarda Piqué, brak dystansu dookoła

 29 grudnia 2015, 15:15

 Challenger

Źródło: własne

 128 komentarzy

Gerard Piqué robi prostą rzecz. Wchodzi na Twittera i mówi „Tańczcie”. Po czym obserwuje efekt.

Prosto wydawać sądy o słowach Katalończyka. Z klawiaturą pod ręką, każdy jest dziś ekspertem od moralności. Wiem tylko, że robi się śmiesznie gdy najgłośniej o motcie Barçy wypowiadają się jej przeciwnicy.

Czy to zabawa czyimś kosztem? Tanie prowokacje? Arogancja? Wszystko po trochu i jeszcze więcej. Każdy ma własne zdanie na temat osób zachowujących się w ten sposób. Motywy? Trudno je rozstrzygać, nie siedzę w jego głowie. Sądzę przede wszystkim, że to co napisał ostatnio i powiedział Piqué najbardziej świadczy o nim. Odzew globalny odzwierciedla kondycję prących do koryta mediów bardziej niż upadek obyczajów w katalońskim klubie. Jak reakcje z drugiej strony świadczą o rycerzach i instytucji Realu Madryt?

Trudno mi ganić piłkarza Barçy za jego wybryki nie tylko dlatego, że to byłoby krótkowzroczne i pozbawione kontekstu przy historii najnowszej rywalizacji barcelońsko-madryckiej. Też byłem ciekaw (co na pewno świadczy o mnie niegodziwie) jak do jego prostackich zaczepek odniosą się w Madrycie. Zamiast odeprzeć tanie wycieczki osobiste o mało wyszukanej formie szlachetną wyniosłością i „usadzić” młodego z klasą – zareagowano gwałtownie i na zbliżonym poziomie.

Prawdziwe „winy” FC Barcelony

W klubie z Camp Nou Piqué jest tylko piłkarzem. Nie należy nawet do kwartetu kapitanów. Jest medialny z wiadomych względów, ale aż taki rezonans na Bernabéu? Skoro do wypowiedzi jednego „komedianta” odniósł się pierwszy kapitan Realu, inni piłkarze (Ramos, Arbeloa, CR7, Nacho), prezes, trener, dyrektor, czołowi aktywiści madryckiej prasy, byli zawodnicy, no i cała masa fanów – to na moje coś tu kogoś boli.

Faktyczną zmorą Realu Madryt nie jest jeden krnąbrny twitterowo obrońca, lecz 21 pucharów zdobytych przez Barcelonę w siedem ostatnich lat. Pięć mistrzostw Hiszpanii do jednego. To, że Barça wsadziła właśnie do gablot tryplet nr 2, gdy w Madrycie wciąż czekają na pierwszy. Zaciąg z Masii do kadry. Następne gradobicie goli w Gran Derbi, znowu na własnym stadionie. Kolejny rozczarowujący trener potrzebujący czasu, którego „Blancos” nie mają. Stabilizacja projektu sportowego i kontynuacja modelu Barçy na tle permanentnej wojny domowej w Realu i chaosu przekraczającego kolejny poziom abstrakcji w umizgach do trenera zwolnionego blisko trzy lata temu w atmosferze wzajemnego niesmaku.

Takie są faktyczne „winy” Barçy. „Sprawa Piqué” w dużym stopniu jest tylko pretekstem. Dla ludzi Realu Madryt ostatnie słowa Katalończyka okazały się doskonałą okazją aby uwolnić barcelońskie frustracje jak Jesse uwolnił orkę. Gdy już się wygadali, to może w niemym skupieniu zajmą się własnym podwórkiem? Wiem… To trudniejsze.

Brak dystansu – główny problem tych, którym nie idzie

W klubie o historii i wymiarze Realu Madryt nikt nie przejąłby się kilkoma zaczepnymi wypowiedziami gdyby „Królewscy” szli przez sezon od zwycięstwa do zwycięstwa. Jak wiemy, jest inaczej.

Weźmy sytuację z Czeryszewem, którą Real funduje sobie sam. To nie pierwszy taki błąd. Pamiętam szopkę sześć lat temu z Diarrą i Huntelaarem. Wyśmianie tego publicznie nie jest eleganckie, ale po co taki ciąg dalszy? Wściekając się na Piqué, przedstawiciele „Królewskich” wściekali się sami na siebie.

Wszystko odbiło się echem, bo jeśli spojrzeć na to z dystansu – taki błąd ośmiesza klub. Na Bernabéu dawno stracono dystans do siebie i zdrowe podejście do różnych spraw. Przyczyną jest Barca, ciężko ją dogonić. Piqué śmiał się odezwać, to madridismo ruszyło z bazooką na kaczki.

Sprawa żyje w klubie dalej, choć werdykt znany jest z góry. Zamiast pogodzić się z zaniedbaniem, zdjąć z piłkarzy jedną polemikę mniej i skończyć sprawę na pierwszej instancji, władze „Królewskich” brną w to dalej. Widocznie tak trudno przyznać się im do błędu.

A można przełknąć i iść dalej. Sezon jest długi, są inne rozgrywki. Zespół potrzebuje spokoju, nie wzniecania afer. Kolejne apelacje tylko przeciągają sprawę. W zeszłym sezonie urodziny Cristiano, teraz Czeryszew – w reakcjach władz Realu i wszystkich wokół brakuje przy takich okazjach rozsądku i opanowania, a najwięcej traci na tym drużyna.

Krótka pamięć

Ostatnie lata to tak samo regularność Barçy w ogrywaniu Realu, często znaczącą różnicą goli, jak igrzyska ostrej gry ze strony piłkarzy „Królewskich”.

Drżało się nieraz czy wytrzymają kości Messiemu, Fàbregasowi i innym, czy ze złamaną nogą nie złamie się w końcu czyjaś kariera. Z polowania na nogi barcelonistów Real uczynił w pewnym momencie element taktyki. Mogło dojść do serii dramatów jak dawniej w Arsenalu, okazji nie brakowało.

Wielki Real Madryt grał jak mały klubik z bagiennych nizin tabeli i poza maksymalnie ewidentnymi scenami boiskowego bandytyzmu, milczały gwizdki sędziów. Milczeli „eksperci” i stróże moralności. Dowiedziałem się wtedy, że nadmierna reakcja na faul to większa zbrodnia na futbolu niż wjazd wyprostowaną nogą w piszczel czy kopniak bez piłki na oczach liniowego.

A teraz Arbeloa wypowiada się teraz jak należy traktować kumpli z kadry. Po co ta autokreacja na autorytet, pokazał to już Villi. Kim jestem aby uczestnikowi tych zdarzeń wskazywać drogę postępowania? Piłkarze Barçy pamiętający tamte mecze nie mają wielu powodów odczuwania sympatii do Realu i ja im się nie dziwię.

Proporcje, granice i sprawa wrażliwości

Jak często w sferze publicznej, różne interpretacje słów piłkarza Barçy oddają głównie wrażenia i zmartwienia ich autorów. Nie sądzę, aby barceloniści mieli ważyć każde słowo żeby tylko nie urazić kogoś w Kastylii. Graczom i działaczom Realu Madryt od lat brakuje podobnej wrażliwości. Przekroczyli wiele granic w próbach strącenia Barcelony ze szczytu i zakończenia „cyklu”, który na Bernabéu przyprawia ludzi o obsesję.

Niezależnie od tweetu, Piqué przekazał też słowa wsparcia dla Czeryszewa w „trudnej dla niego sytuacji”. Kto z Was o tym słyszał? Ludzie woleli debatę o emotikonach. Poza gęsto cytowanymi Arbeloą, Cristiano i Granero, Ramos i Nacho też wypowiedzieli się o zachowaniu Katalończyka. Ich słów nie powtarzano. Za rozsądne, za „nudne”, nie pasowały do tezy… Sterować nastrojami publiki potrafią nie tylko Mourinho i Piqué. Dziennikarzom też się czasem uda.

Pod wpływem rozczarowujących wyników, madridismo potrzebowało ostatnio tematu zastępczego i go dostało. Póki Piqué nie „wyszpachlował” nad mikrofonem czy klawiaturą czegoś naprawdę przesadzonego, nie unosiłbym się z moralizatorstwem tak wysoko jak niektórzy próbują. Każdy ma swoje granice słownej tolerancji, lecz co tak poniżającego czy haniebnego (słyszałem też określenia „wulgarne”, co jest już maksymalną paranoją) powiedział o naszym ulubionym rywalu Geri żeby bić na alarm?

Wyraziste opinie i czujne podgrzewanie atmosfery mogą służyć Piqué do budowania przyszłego elektoratu wyborczego wśród culés… Do wszystkiego warto mieć trochę dystansu! W Realu poczucie humoru ostatnio nie dopisuje, ale czemu ma to być zmartwieniem piłkarza czy kibica Barçy?

Udostępnij:

Komentarze (128)

Gorące tematy