Następny mecz:  Deportivo  -  Barcelona     ·  Niedziela, 29 kwietnia 20:45  ·  35. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Turan i Vidal – w samą porę. Potrzeba was

 5 stycznia 2016, 19:30

 Challenger

Źródło: własne

 54 komentarze

Gdy latem ubiegłego roku FC Barcelona ściągała obu graczy za ponad 50 milionów euro, uznawano to za sporą ekstrawagancję. Uważałem inaczej, ale dobrze pamiętam głosy oburzenia zwłaszcza wobec Turka: że cena, styl gry, człowiek ulepiony z innej gliny niż grzeczni wychowankowie Masii. Dostało się też Vidalowi – za słabemu ponoć na Barçę, bez doświadczenia, z metką, którą też trudno uznać za okazyjną. Tak to wyglądało kilka miesięcy temu…

Od tego czasu dużo się zmieniło.

Rafinha zerwał więzadła. W czterech ostatnich kolejkach mamy trzy remisy. Całe MNS gra mecz w mecz po 90 minut, trzy różne kluby „władowały” Barçy po 4 gole, w nogach drużyny jest 30 meczów i to widać. Do tego skład wrócił właśnie z trzeciej w ostatnich miesiącach wycieczki przez pół planety, Espanyol jest tego pierwszym beneficjentem.

Kontekstu dopełnia fakt, że przemeblowane Atlético grające lepiej z meczu na mecz przewodzi tabeli, a notujący tragiczny rzekomo sezon Real miał właśnie okazję zrównać się z Barçą punktami. Po hossie świetnych występów w listopadzie, przedświąteczna seria remisów przypomniała czemu Barça straciła 15 goli w lidze i 9 w superpucharach. Na sześć meczów Ligi Mistrzów piłkarze osiągnęli czyste konto dwukrotnie, z BATE. To wciąż ci sami ludzie. Do dziś nie widzę wyraźnego postępu w obronie.

Problemy we własnej szesnastce mnożą się, jeśli gra w innych sektorach boiska kuleje. Zbyt mało uwagi syci ostatnimi wynikami kibice i zapatrzeni w MNS dziennikarze poświęcają temu, że obecna Barça to najlepszy atak świata mający za plecami mocno przeciętną pomoc i słabą obronę.

Ojciec Czas z typową dla siebie cierpliwością i dyskrecją weryfikuje opinie idiotyczne. Pół sezonu później Turan i Vidal nie są „zbytkiem luksusu” tylko źródłem nadziei na pobudzenie rozhuśtanej formy drużyny i – zerkam dalej w sezon niż najbliższy miesiąc lub dwa – decydującym warunkiem dalszego pozostania Barçy w grze o wszystkie trofea.

Proszenie się o kłopoty

Uważam, że Barça traci mniej goli niż zasługuje na to swoją kołowatą grą obronną. Ogólna jakość defensywy jako kolektywu jest poniżająco niska. Wystarczy chwilowa dekoncentracja, mniej szczęścia niż przy akcji Marcelo z GD i sito z obrony Barçy jest w stanie zrobić nawet Deportivo, piłkarzami sprowadzonymi za łącznie 25 eurocentów.

Wiosną przyjdą poważniejsi rywale w Lidze Mistrzów i nawrzucają grającej tak Barcelonie wory goli, jak latem Bilbao i Sevilla. Z obroną Katalończyków w aktualnej dyspozycji szanse ma nawet Arsenal.

Jeśli nic się nie zmieni… no właśnie: impulsu upatruję właśnie w tym, że z Turanem i Vidalem zmieni się obraz gry całego zespołu. Także w defensywie. Może przede wszystkim tam.

Naczynia połączone

Zaciętość rywalizacji na tym poziomie, bogactwo kadrowe najlepszych zespołów Europy sprawia, że czynnikiem sukcesu decydującym o przewadze jednego zespołu nad drugim, tym „pierwiastkiem mistrzowskim” bywa każdy detal. Spójrzmy na Arsenal i „efekt Čecha”. Póki co nie wierzę jeszcze w mistrzostwo „Kanonierów”, lecz wpływ byłego bramkarza Chelsea na defensywę ekipy Wengera jest ewidentny. Widać to w grze, widać w tabeli.

To pierwszy z brzegu przykład jak zmiana w jednej formacji działa na wszystkie pozostałe i w końcowym rozrachunku na wyniki. W przypadku Arsenalu to bramka, u Barcelony mam na myśli pomoc. Wydajnie funkcjonujący środek pola wspomaga napastników, skutecznie zabezpiecza tyły i rzadziej naraża obronę. W Realu świetny bramkarz i naprawdę dobra defensywa nie są w stanie „ratować” wyników i „nieść” gry z powodu dylematu z pomocą tworzącą rywalom autostradę do bramki. Jeśli chodzi o Atléti – twarda obrona i dyscyplina w środku pola niwelują trudności w ataku, skutkiem czego trzy, dwie, jedna okazje w całym meczu wystarczają podopiecznym Simeone kończyć kolejne zawody z pełną pulą. Co przy okazji wyjaśnia wyspecjalizowanie się Rojiblancos w wynikach 1-0, 2-0 i 2-1, zdołali wygrać wyżej dwa razy w 26 meczach.

Topowe zespoły piłkarskie stanowią system naczyń połączonych. Jeśli MNS dopadnie nieskuteczność w napadzie, nieumiejętność urozmaicenia gry ofensywnej przez innych barcelonistów kreuje „moment” rywali. Przegrany przez Rakiticia, Busiego i Iniestę bój o środek pola oznacza częstsze wystawianie słabej indywidualnie obrony Barçy na okazje do popełnienia błędu. Podejście „bij mistrza” oraz silna konkurencja w lidze i pucharach dodatkowo eksponują efekty. Byłoby inaczej, gdyby obrona Katalończyków była mocniejsza, ale kumulacja błędów indywidualnych dawno przekroczyła poziom "przypadku".

Bezbramkowy remis z Espanyolem to wynik o tyle znaczący, że pokazał jak MNS oplecione twardą, „ciasną” obroną robi się niegroźne. Brak goli wcześniej czy później prowadzi do kłopotów pod własną bramką – obok rozczarowań z Bilbao czy Sevillą, starcia z Depor i Valencią to świeże przykłady.

Targana urazami i wahaniami formy drużyna Luisa Enrique wciąż szuka optymalnej dyspozycji i ciągłości dobrych wyników w dłuższym okresie. Oferując nowe opcje w pomocy i ataku, posiadanie Turana z Vidalem do dyspozycji zapewni też oddech obrońcom. Ten „system naczyń połączonych” obejmuje też psychikę piłkarzy, ich ego i wrażliwość. Z całym szacunkiem dla Sandro i Munira, Neymar z Suárezem inaczej przyjmą zastąpienie ich na boisku graczem formatu Ardy niż jednym z juniorów.

Drużyna Messiego

Oczywiście, istotną rolę w procesie uzyskiwania stabilizacji przez ekipę w grze i wynikach odgrywa Lionel Messi, na Camp Nou lider liderów. Może ustrzelić nawet 50 goli w samej lidze, ale gdy z jego formą nie współgrają koledzy – wiosenne trofea drużynowe można od razu oddać rywalom. Ostatnio sytuacja jest trochę odwrócona: to wracający po kontuzji Messi fałszuje w orkiestrze.

Obrona obroną, przecież zawsze można strzelić więcej goli niż rywal. Brak skuteczności wystawił Barçę na stratę punktów i spiralę złych wyników. Dostało się głównie Suárezowi z Neymarem. Chcąc być wrednym zapytałbym gdzie w meczach z VCF, Deportivo i Espanyolem był Messi – nie chcę i nie będę. Poza tym znam odpowiedź. Wszystkim Leo-fantastom powtarzam: Argentyńczyk sam meczów nie wygrywa, do osiągania wyników i trofeów potrzebuje płynnie działającego teamu. Inaczej musi się cofać po piłkę we własne pole karne żeby przy kolejnym wyprowadzaniu nie stracił jej Alves albo Busquets (true stories z Espanyolu) i cały system gry Blaugrany bierze szlag. Konsekwencje widać po wynikach. Pogłębienie tej złej sytuacji w styczniowym „maratonie” meczów byłoby kwestią czasu.

Dojście obu nowych graczy właśnie teraz jest istotne w kilku aspektach. Messi potrzebuje jeszcze czasu na nabranie formy po kontuzji. Wyprawa do Japonii przedłużyła okres pourazowej regeneracji organizmu Argentyńczyka. Sytuacja jest logiczna i naturalna, nie mam do najlepszego piłkarza w historii klubu cienia pretensji o ostatnie wyniki. Zawalił zespół, brak iskry i wtórność w ataku, do czego dodało się zmęczenie Ney’a i Luisito nieustannie grających pełne mecze.

Gdy brakuje alternatyw, problemy z przodu stają się problemami całej drużyny

Przeciwko Espanyolowi w grze Iniesty, Rakiticia, Neymara i Suáreza brakowało świeżości. Dojście Vidala i Turana na tym etapie sezonu pozwoli odpocząć każdemu z członków formacji ofensywnej, wraz z nimi drużyna zyskuje z pół tuzina dodatkowych opcji taktycznych – myślę, że to odmieni, ożywi tak Barçę jako całość, jak indywidualnie jej liderów. Enrique kolejny raz powtórzył, że swoich nowych piłkarzy widzi w różnych miejscach boiska, zależnie od potrzeb i przeciwnika.

Od strony taktycznej ostatnie tygodnie z przemęczonymi Suárezem i Neymarem oraz Messim do dziś odzyskującym formę po dwumiesięcznej przerwie od grania uwypukliły bardzo ważną rzecz: gdy rywal zabunkruje się we własnym polu karnym, MNS zostaje bez miejsca na „swoją” grę, a pomocnicy nie oferują skutecznych rozwiązań. W takich chwilach Barçy brakuje z przodu alternatywy. Ustawiony w pomocy czy na skrzydle, zawodnik o charakterystyce Turana: waleczny, uniwersalny, dynamiczny, z dryblingiem i strzałem z dystansu – wydaje się rozwiązaniem idealnie skrojonym pod obecne potrzeby zespołu.

Do pewnego stopnia Barça może odnosić sukcesy gdy zespół gra tak sobie jako całość mając Leo w miażdżącej formie (mistrzostwo Hiszpanii 2013 będzie tu silnym dowodem), ale gdy Messi wpadnie dyspozycją w głębszy dołek to nawet życiowa forma 10 pozostałych piłkarzy nie wystarczy na Ligę Mistrzów czy mistrzostwo. Obecna konfiguracja – po przedefiniowaniu stylu gry przez Luisa Enrique pomoc ma mniejszy wpływ na obraz gry, wszystko co ważne dla wyniku dzieje się w ataku – dodatkowo wzmacnia tę tezę. Zespół potrzebuje Messiego w formie, ale też musi dawać swoim liderom opcje gdy nie idzie. W tym sensie były piłkarz Atlético na pewno się przyda. U Vidala wystarczy brak taśmowego nawyku posyłania górnych piłek w pole karne, to kilka lat jak Ibra nie gra w tym klubie.

Turan z Vidalem lekiem na sfatygowaną i bezzębną pomoc

Z powodu kontuzji jednego Alcântary Barça została praktycznie z trzema pomocnikami. Mówię „praktycznie”, bo w ważnych meczach zestaw Busi-Iniesta-Rakitić nie podlega żadnym rotacjom. Przy innych okazjach – bardzo rzadko. Wyeksploatowani pomocnicy nie w każdy mecz włożą tyle serca co w „Klasyk”. Ze składu wypadł właśnie Sergi Roberto. Ostatni uraz jest jego trzecim w sezonie. Powtórzę się, ale to szczerze ostatni gwizdek zanim pomoc Barçy się zajedzie.

Można się zżymać na pecha przy poprzeczkach Messiego oraz rzadkie chwile zawodu ze strony Suáreza i Neymara, ale przeciwko ciasno zestawionej obronie rywala, zwyczajnie nie mają miejsca na swoją grę serią krótkich podań i bajkowych asyst. W takich meczach potrzebują więcej wsparcia od pomocników – uderzeniami z dystansu lub banalnie większą liczbą nóg w atakowanym polu karnym. Iniesta ani Rakitić tego nie dają i nie jest to wyłącznie konsekwencją dużego obciążenia meczowego. Turan ma w ataku zdecydowanie bardziej bezpośredni styl gry, wpisując się w oczekiwania Lucho.

Czymś świeżym jak na FC Barcelonę będzie też zobaczenie w zgrai grzecznych pudli umiejącego ugryźć pitbulla. Klub nie miał nikogo takiego od czasów Edgara Davidsa. Tego brakuje Busquetsowi, w miejsce wilczej ma mentalność floppera i podglądacza. Iniesta z Rakiticiem obchodzą się z rywalami na miękko, przed nimi był Xavi, który ostatni faul popełnił około 2007 roku. Turan gra inaczej. Nie uważam aby to była wada. Gra jest dziś szybka i bezpośrednia, każdy wie, że z Barçą trzeba ostro, a sędziowie wolą rozdać mniej kartek niż więcej, bo boją się kontrowersji. W takich warunkach trzeba o siebie dbać samemu. Barcelona jest faulowana często i będzie częściej im wyższa stawka. Tacy piłkarze jak Turek są jej potrzebni.

Test nowych, test drużyny, „test” sezonu

Mecze kolejnych rund Pucharu Króla będą istotnym okresem ewolucji Barçy z turecko-katalońskim duetem. Stanowią też ważną okazję na nabranie przez Messiego płynności, regularności w grze i zespołu jako kolektywu razem z nim. Podczas gdy Ney, Suárez, Busi czy Iniesta powinni wreszcie odpocząć, jestem pewny, że Argentyńczyk w 1/8 i 1/4 finału CdR będzie grał dużo.

Uważam, że trzeba rozpatrywać sezon pod kątem celowania we wszystkie trzy główne trofea. Ten zespół ma na to potencjał. Mówi tez o tym Graham Hunter. Jeśli ktoś spyta o motywację, mam prostą odpowiedź: Iniesta, Messi, Busquets, Alves, Piqué i Masche dokonali wspólnie wielu wielkich rzeczy, ale Pucharu Europy jeszcze nie obronili. Jak nikt od 26 lat. Wyzwanie rzucone.

Jeśli wskazać chwili obecnej horyzont ataku na kolejny tryplet, dotychczasowy bilans sezonu – z transferowym zakazem, wszystkimi urazami i kalendarzem napiętym jak dżinsy na J-Lo – wciąż można uznawać za znakomity. Obecność w czubie tabeli, wygrany „Klasyk”, pokonanie Atlético i seria trudnych wyjazdów wczesną jesienią, spokojny awans w LM – wszystko składa się na dobry punkt wyjścia do frontalnego ataku w dalszej części sezonu. Wszystko do wygrania, wszystko do przegrania.

Turan z Vidalem dołączają w samą porę – zmartwienia defensywne trwają, wchodzimy w okres „styczniowej kumulacji” meczów, do decydujących rozstrzygnięć sezonu pozostaje jeszcze dużo czasu. Dużo czasu na poprawki, ale należy wykorzystać go wydajnie. Efekty muszą być widoczne od zaraz. Przed nami fascynujący etap sezonu. Ze względu na wyjątkową kumulację meczów, w stosunkowo krótkim okresie czasu poznamy wiele odpowiedzi. Przełom stycznia z lutym będzie prawdziwym testem – możliwości drużyny, formy Messiego, nowych wzmocnień i trenera. To, jak Lucho wkomponuje nowe puzzle w połowie sezonu, będzie cennym miernikiem jego kompetencji.

Wiele jest płaszczyzn, na których dwaj nowi gracze wpłyną na zespół, miło jeśli w lekturze ktoś dotarł aż tutaj :) W najbliższych tygodniach nie dowiemy się z jakim bilansem „nowa Barca” wzmocniona Turanem i Vidalem skończy sezon. Dowiemy się zaś w jakiej dyspozycji podejdzie do momentu, kiedy ten bilans się rozstrzyga. Będzie ciekawie.

Udostępnij:

Komentarze (54)

Gorące tematy