Następny mecz:  Deportivo  -  Barcelona     ·  Niedziela, 29 kwietnia 20:45  ·  35. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Szczyty energooszczędności

 8 lutego 2016, 16:30

 Challenger

Źródło: własne; grafika: transfermarkt.pl

 15 komentarzy

Przez całą drugą połowę wczorajszego meczu FC Barcelona balansowała na krawędzi straty punktów. Udało się wywieźć je w komplecie. Szczęśliwie. Suma stworzonych okazji i nędzna, po raz kolejny w sezonie, dyspozycja obrońców Barçy pozwalała gospodarzom liczyć na więcej.

Niezależnie od sfery codzienności, człowiek łatwo przyzwyczaja się do luksusu. Jeszcze dziesięć lat temu taki mecz zagościłby w powszechnej świadomości jako suchy wynik po ostatnim gwizdku. Oglądałaby to garstka na stadionie i kilku wariatów w zapyziałych barach. Hiszpańskich oczywiście, bo takich „szlagierów” za granicę nie wypuszczano. Internetowa rewolucja i reakcja telewizji kablowych zmuszonych do obniżenia cen dały komfort oglądania każdego meczu na jaki mamy ochotę.

Część ludzi jak już poświęci na coś półtorej godziny musi z kimś o tym pogadać. Powinni częściej ruszać na poszukiwania znaleźć sobie życie. Nie każde potknięcie ekipy walczącej na tylu frontach zasługuje na długie debaty. Trzeba umieć odróżniać, które z 60+ potyczek sezonu wydarzeń przebiegiem i okoliczności zbiegiem dają powody do rzeczowych wniosków na resztę sezonu.

Przez jakieś 75 minut gry Levante było bliżej „swojego” wyniku niż Barca. Co rzekłszy, czuję pewność, że w odróżnieniu od paru innych sprzed tygodni, po których w sztabie i szatni wyciągnięto właściwe wnioski – nie jest to jeden z meczów, którymi należy się martwić.

Kumulacja meczów z początku roku jest jedną z cech, za które uwielbiam La Liga. Jak kalendarz ułoży się sprzyjająco, co trzy dni mamy szlagier! Taki gąszcz meczów skutkuje obciążeniem podstawowych graczy, ale jednocześnie hartuje przyszłych mistrzów. Nie raz i nie dwa wyniki w tym gorącym okresie inspirowały hiszpańskie drużyny do przyszłych sukcesów i odwracania losów ligi. „Ciasny” moment sezonu co roku odbija się na wynikach ekip walczącym na wszystkich frontach, jak Barca.

Przebieg meczu z Levante wskazuje moim zdaniem, że drużyna Lucho ma ten styczeń w nogach – to wkrótce minie, ale skądś się wzięło. Pamiętajmy, że tym razem otwarcie roku było ekstremalnie ciężkie. Poza samą liczbą meczów, zwracam uwagę na ich ponadprzeciętną intensywność. Na dystansie kilku tygodni Barça mierzyła się z bezpośrednim rywalem do mistrzostwa oraz rozegrała dwa maratony z Espanyolem i Athletic Club. Cztery tygodnie, siedem skrajnie wyczerpujących meczów – w warstwie fizycznej i mentalnej. Tylko w pierwszym z nich „Duma Katalonii” odniosła remis. Wygrała wszystkie pozostałe! Kiedyś trzeba było to „odchorować”. Wyjazd na Stadion Miejski w Walencji był takim meczem.

Twierdzenie o „jednostkowości” ostatniego spotkania byłoby zniekształcaniem rzeczywistości, a to stosuję tu tylko czasami :) Poza słabą formą z Málagą pamiętamy ospałe otwarcie rewanżu z Baskami i drugą połowę przeciw Atlético. Pierwsze dwa mecze Lucho określił mianem „półtorej wpadki”, co wymownie świadczy o jakości gry jego podopiecznych. W niedzielę znów zobaczyliśmy „wersję energooszczędną”, żałośnie dysponowani byli Alves z Piqué, rywale mieli liczne prezenty, z których nie skorzystali.

Symptomy przeciążenia materiału widzieliśmy wcześniej przed Levante, ale chcę stanowczo podkreślić, że wspomniany wyżej maraton jest już za zespołem. Mając na względzie wymienione okoliczności i harmonogram kolejnych meczów, nie ma powodu szarżować z depresyjnymi wnioskami po niedzieli.

Poczynając od następnej partii w środę do meczu z Arsenalem pod koniec miesiąca, Barcelona ma wreszcie okazję odpocząć. Na boisku. Już wyjaśniam: choć do końca miesiąca Blaugrana gra z identyczną częstotliwością jak ostatnio – co trzy dni – kalendarz wymagań jest inny niż w styczniu. Z całym szacunkiem do najbliższych rywali Barçy, zakładam, że intensywność tych meczów będzie inna niż starć, bitew wręcz z Atlético, Espanyolem, Málagą i Athletikiem.

Pierwsza w menu: Valencia. Z zaliczką osiągniętą u siebie zawodnicy Barcelony – ktokolwiek by zagrał – przystąpią do rewanżu na luzie. Kolejna w grafiku jest Celta. Ligowa passa ostatnich meczów Galisyjczyków wskazuje, że to nie ta sama ekipa, która jesienią rozbiła Blaugranę. Eksperci przewidywali, że po żywiołowym otwarciu sezonu Celta kiedyś złapie zadyszkę. To chyba ta chwila.

  Ostatnie wyniki ligowe Celty Vigo

Ponadto podopieczni Eduardo Berizzo przyjadą do Katalonii bez połowy pierwszego składu! Nolito wciąż się leczy. Kontuzjowani są też podstawowy stoper Fontàs i Marcelo Díaz. Iago Aspas, Orellana, Sergi Gómez i Theo Bongonda pauzują za kartki. Choć przebieg wrześniowego meczu straszy jeszcze niektórych culés w nocy – ja sypiam spokojnie, nie oglądałem – Barça pokazała niedawno Baskom jak się odpłaca. Zemsta będzie słodka, z Celtą liczę na pewne trzy punkty. Następnie mamy Sporting i korsarzy z Las Palmas. Na tym etapie sezonu oba zespoły nie stanowią wyzwania dla ekipy celującej w mistrzostwo Hiszpanii. Do końca bieżącego miesiąca Barçę czeka „plażing” jeśli porównać z tym co oferował styczeń. Sytuację poprawia, że z obecną przewagą w lidze nie wszystkie te mecze trzeba wygrać! Z tą grupą piłkarzy może to oznaczać, że wygrają wszystkie.

Patrząc szerzej na mecze po powrocie zespołu z Japonii, uważam, że od złej organizacji całej formacji obronnej i błędów jakie nazywam „grupowymi” (Deportivo i Valencia, a wcześniej Celta i Sevilla) zaszła odpowiednia, wymierna poprawa. Świadczy o tym nie tylko wskaźnik pięciu straconych goli w 12 meczach i fakt, że ani razu w tym okresie defensywa Barçy nie straciła więcej niż jednej bramki w meczu. Mam na myśli ogólną grę bloku obronnego, która w zakresie wydajności i taktycznej konsekwencji wygląda dziś zdecydowanie lepiej niż jeszcze kilka tygodni temu.

Skoro jest "tak dobrze", czemu trzeba było drżeć o wynik z Levante do ostatniej minuty? Barça polepszyła się w kwestiach ustawienia w fazie bronienia i błędów kolektywnych, lecz te indywidualne zostały i mają się dobrze. W obronie znaczą kolejne etapy tego sezonu jak popsuta miska olejowa. Rozwiązaniem mogłoby być częstsze luzowanie Piqué, Mascherano i Alvesa, ale trener uważa inaczej.

Podobną niefrasobliwością defensywną co wczoraj, obrona Barçy „wykazała się” w Máladze z inną ekipą drugiej połowy tabeli oraz I połowie rewanżowego ćwierćfinału z Bilbao po uzyskaniu korzystnego wyniku wyjazdowego tydzień wcześniej. Trener nie przeskoczy (ha, ha) niskiego wzrostu trzech z czwórki obrońców, ale może i powinien popracować nad ich koncentracją.

Tym, co wyraźnie pokazuje wczorajszy mecz, jest różnica w dyspozycji podstawowych obrońców gdy są zmobilizowani, stawką meczu lub poziomem rywala, a w sytuacji spadku poziomu koncentracji. Coś jest nie tak, gdy pozwalasz stworzyć więcej okazji w meczu ostatniej ekipie ligi niż Realowi Madryt.

Trzy punkty mimo trudności zawsze są cenne. Myślę, że skala opisywanych problemów okaże się przejściowa i nadchodząca seria gier pozwoli zespołowi przypomnieć sobie lekkość gry z listopada, odzyskać niektórym piłkarzom zwietrzałą mobilizację i doładować wszystkim akumulatory przed kluczowymi starciami w marcu. Przebieg meczu z Celtą będzie ku temu solidnym prognostykiem.

Dla poprawienia humoru culés trzeba dodać, że ranga decydujących wyzwań też „zadba” o maksymalną koncentrację piłkarzy Luisa Enrique na kolejne tygodnie. PSG, City, Bayern i Real Madryt mogą na ten temat coś powiedzieć.

Udostępnij:

Komentarze (15)

Gorące tematy