Następny mecz:  Barcelona  -  Espanyol     ·  Czwartek, 25 stycznia 21:30  ·  2. mecz 1/4 finału Puchar Króla Canal + Sport   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. O co gramy w sobotę?

 30 marca 2016, 19:00

 Challenger

Źródło: własne

 72 komentarze

Dziesięć punktów różnicy. Sezon pod sztandarem sukcesu w Katalonii. Atmosfera stypy w Madrycie. Wydawać się może, że oba kluby są w tak różnych miejscach, że to mecz o nic. Błąd. To derby Barçy z Realem. Zagrają o to, co zwykle. O wszystko.

Ligowa przewaga Katalończyków nad madrytczykami tylko pozornie jest definitywna. To mecz o 6 punktów. Choć strata trzech nie zapewni walce o mistrzostwo nowego rozdania (do tego los musiałby nabroić mocniej niż pojedynczym meczem), z pewnością oznacza dla lidera okoliczność najmniej potrzebną na tym etapie sezonu: komplikacje. W razie zwycięstwa Realu, podopiecznym Simeone wystarczy pokonać dołujący Betis żeby zbliżyli się do tytułu na dystans 6-ciu oczek. To dużo dokładnie w chwili, gdy tyle zyskasz, i mało, gdy przed chwilą było o 50% więcej. Patrząc na formę ekipy Zidane’a w ostatnich tygodniach, stan permanentnej wojny domowej na Bernabéu i kalendarz spotkań do końca sezonu wykluczam powrót Blancos do walki o mistrzostwo po wywiezieniu najbardziej optymistycznego dla nich wyniku w sobotę. Taki scenariusz niesie natomiast ryzyko zakłócenia ligowej harmonii FC Barcelony przy jednoczesnym rozpaleniu nadziei Atlético. Dlatego Azulgrana powinna zrobić wszystko, aby tego ryzyka uniknąć poprzez zdobycie na odwiecznym rywalu kompletu punktów.

Pomimo serii słabszych wyników wicelidera z ostatnich tygodni – odpadnięcie z Celtą, domowy remis z Villarreal, trudności z PSV, świeża porażka z Gijón – uważam, że były one gorsze niż gra. Los był srogi dla Griezmanna i jego kolegów. Wyjąwszy wyratowany w karnych dwumecz z Holendrami, banda Cholo Simeone była wymiernie karana za każde potknięcie. Dlatego wpatrywanie się w tabelę jest złudne. Oni wciąż są groźni. Każda wpadka Barçy da wicher w żagiel Rojiblancos w pogoni po odzyskanie ligi. Największym z podmuchów mobilizacji byłaby przegrana w zawsze prestiżowym "Klasyku". Na ostatniej prostej walki o tytuły zwycięstwa mają wartość podwójną. Każda z porażek prócz zgagi kosztu utraconych możliwości oznacza wzmocnienie głównego rywala.

Jeśli szybko jedziesz motocyklem i się pomylisz, to giniesz. W przypadku sobotnich derbów sytuacja jest bardziej złożona, ale Barça wciąż powinna zachować najwyższy poziom koncentracji. Tak wyraźną przewagę nad drugim w tabeli Atléti warto "przytulić" po końcowy odcinek ostatniej prostej sezonu. W kontekście obciążeń fizycznych związanych z dwukrotnym podjęciem sfory wściekłych psów Simeone w ciągu tygodnia, biorę pod uwagę możliwość straty punktów przez "Dumę Katalonii" w jednym lub obu ligowych „meczach po”. Utrzymanie przez Barçę aktualnej przewagi nad pościgiem stanowiłoby cenne zabezpieczenie na niepomyślny wynik w San Sebastián (przegrali tam rok temu) i/lub tydzień później z jak śliczne dziewczę czarująco nieprzewidywalną Valencią. Należy wygrać z Realem, aby komfort wylądowania w tabeli na cztery łapy po ewentualnym niepowodzeniu zachować na później. Do końca miesiąca gramy co trzy dni, z 34. serią gier w środku tygodnia. Inny wynik sobotniego wieczoru, zwłaszcza porażka, utrudnia sprawy i zostawia ligowo minimalny margines błędu.

Rozumiem, że codzienne spoglądanie w tabelę może część fanów Barçy solidnie deprawować. Kultywowanie mistrzowskiego optymizmu jest przyjemne, trudno mu się oprzeć. Dlatego jeśli powstałe w wyniku niedobrego dla gospodarzy rezultatu w weekend zagrożenie Atlético w lidze jest dla kogoś nazbyt abstrakcyjne, to wpływ na mecz wtorkowy wydaje się bardziej namacalny. To jedno z tych niewielu starć w sezonie, do którego najlepiej podejść „na fali” – tak nieobliczalny może mieć przebieg. Analogicznie, okazanie słabości w sobotę będzie stanowić wymarzoną "zachętę" dla Atléti typu: „tę Barçę jednak da się ukąsić”. Jako wróg wszelkich pass i podniecania się nimi (podtrzymuję przekonanie, że półtora tygodnia temu z Żółtymi Submarinami była idealna okazja by przegrać, przegrana raz na jakiś czas wzmaga koncentrację), wyjątkowo zachęcam podopiecznych Lucho do podtrzymania jej w sobotę, ażeby nie wyręczać nadmiernie Simeone w mobilizacji jego składu przed wtorkiem. Co do trwającej serii zwycięstw z ATM, to odwrotnie do postawy dominującej napawa mnie ona podejrzliwością i obawami. José Mourinho znalazł w końcu receptę na Barcelonę, bo spotykał się z nią tak często, że ją rozgryzł. Simeone jest zbyt mądrym fachowcem, aby wątpić w zdolność jego teamu do odwrócenia passy. Barça potrzebuje najlepszej formy do wyeliminowania Atlético, zarazem brak wygranej w ostatnich 6 meczach stanowi ogromną motywację dla rywali! Jestem daleki od uzależnienia dwumeczu w LM od soboty, ta Barça jest na to za dobra, chcę tylko powiedzieć, że podniesienie własnego morale pokonaniem odwiecznego rywala przyda się, by do wtorkowego wyzwania przystąpić na spokojnie i bez świeżych zmartwień. Zakończenie "przed chwilą" długiej serii grozi uzupełnieniem jednego fiaska o kolejne. W całej sytuacji tyle dobrego, że ten rywal w ¼ wyklucza dalekie podróże. Tym razem wulkany nam niestraszne.

Przed napisami końcowymi pozwólcie, że wrócę jeszcze na moment do rywala z Bernabéu, by dodać, że wylosowanie „Wilków” z miasta Volkswagena daje "Królewskim" bezstresową ścieżkę do półfinału Ligi Mistrzów. Podczas gdy Barça i Atlético będą zajęte ciężką walką o awans, mający najsłabszego rywala w drugiej kolejnej rundzie Real może spokojnie skupić się na hurtowym trzaskaniu ligowych punktów. Można nie wierzyć w reaktywację ich szans na ponowne włączenie się do wyścigu o Ligę, ale po co podawać królewskim przyjaciołom dłoń pomocną, butlę z tlenem i ciepłe drożdżówki, gdy pojawia się szansa przymknąć trumny wieko i zabić je półmetrowymi gwoździami? Grzech, że tak powiem, nie skorzystać. W sytuacji Barçy celującej w trzy trofea i zmuszonej stosownie rozkładać siły, nie ma co ryzykować zdradliwym odprężeniem – z dwoma ciężkimi ćwierćfinałami pośrodku kluczowego etapu walki o ligowy prymat, zaaplikowanie nowej energii każdemu ze stołecznych rywali jest po prostu niebezpieczne. Niebezpiecznie zbędne.

Co do środków na sobotni wieczór, jeśli Barça będzie sobą – zobaczymy jej zwyczajową różnorodność w doborze narzędzi na pokonanie wrażej defensywy. Będą długie górne piłki, szeroka gra pod boczne linie boiska, kontrataki i diabelskie przyspieszenie gry piłką, im bliżej bramka Navasa. Gdy piłkarze Barçy wykażą się skutecznością, gole będą kwestią czasu. Obrońcy Merengues kolektywnie i indywidualnie nie są dziś w tak wysokiej dyspozycji, jak za późnego Mourinho oraz pewnymi okresami za Ancelottiego, co stanowi ułatwienie dla tanecznej swobody MNS. Ze strony Barçy nie spodziewam się spektaklu, priorytetem pozostaje mecz wtorkowy. Przeczuwam wyrachowanie w nastawieniu ludzi Lucho, raczej występ pragmatyczny aniżeli estetyczny, „brzydki” zdaniem idealistów, coś podobnego jak rewanż z Arsenalem. Tym razem nade wszystko liczy się wynik. Efekty specjalne zostawmy na inne okazje. Real zrobi to, co powinien był jesienią: zacznie z Casemiro. Ponieważ sezon przebiega Barcelonie tak, a nie inaczej, i nie boi się ona nikogo, to Casemiro też nie będzie. Sam nie wystarczy do uprzykrzenia planów gospodarzom. Zagranie dwójką defensywnych pomocników z Kovačiciem byłoby skuteczniejsze, ale Zidane nie ma wystarczająco silnej pozycji w klubie, aby zastosować tak radykalne rozwiązanie przeciw Barcelonie. Osobna sprawa, że podczas swej kadencji testował je incydentalnie – moim zdaniem wystawia to niepochlebną recenzję trenerskim kompetencjom Francuza, którą dodatkowo zaniża analiza dobieranych zmian. Jego pomysłom taktycznym brakuje elastyczności i efektu zaskoczenia. Poziom rywali w fazie pucharowej Ligi Mistrzów zamazuje weryfikację tak jednowymiarowej tożsamości piłkarskiej Realu Zizou. Większa drużynowość w parze z taktyczną elastycznością pod przeciwnika i przebieg meczu daje moim zdaniem przewagę gospodarzom nad wielkim rywalem. Jej wykorzystanie w trakcie meczu – tym bardziej o kalibrze GD – to osobna sprawa.

Z wymienionych powodów pokonanie gości powinno być dla Blaugrany tym, co zawsze przy okazji „Klasyku”. Priorytetem. Uważam, że z tym trenerem i grupą piłkarzy nawet tak obfita przewaga w tabeli nie grozi odprężeniem. Przed Barçą faza sezonu decydująca o wszystkich tytułach, z półfinałem Ligi Mistrzów na widoku oraz finałem Pucharu Króla za mniej niż miesiąc. Nadarzyła się okazja wejść w nią krokiem stanowczym, z głośnym przytupem. Warto z niej skorzystać. Czeka nas pasjonujący mecz!

  

Na Twitterze: @99challengerFCB

Udostępnij:

Komentarze (72)

Gorące tematy