Następny mecz:  Juventus  -  Barcelona     ·  środa, 22 listopada 20:45  ·  5. kolejka Liga Mistrzów , Gr. D   ·  Transmisja: TVP 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

15 dni z FCBarca.com. Wywiad: LOOKY

 17 października 2017, 14:08

 Eoren

 46 komentarzy

15 dni z FCBarca.com. Wywiad: LOOKY

Na co dzień znacie nas jako nicki nad tekstem. A może i one są Wam obce – w końcu to treść jest ważna, nie autor. Niektórzy z nas, choć pracują dla portalu codziennie, pozostają całkowicie niewidoczni. 15 lat serwisu FCBarca.com to dla nas okazja, by się Wam przedstawić. Przybliżyć naszą pracę, nieznane oblicze portalu, a także nas samych: Redakcję FCBarca.com. W najbliższych dniach będziecie mogli przeczytać serię wywiadów z wybranymi członkami zespołu redakcyjnego.

Tego cyklu nie mogłabym zacząć od innej postaci niż Looky. Współzałożyciel i ojciec FCBarca.com. Osoba, która – zwykle w cieniu, - stoi za wszystkim, co dzieje się na portalu. Wyjątkowy człowiek, który ma do opowiedzenia wyjątkowe historie. W końcu udało mi się go nakłonić do wspomnień. Zapraszam do wspólnej sentymentalnej podróży, w której zajrzymy do zamierzchłych czasów FCBarca.com.

Eoren: Zacznijmy od początku. Dlaczego i w jaki sposób trafiłeś do tego projektu?
Looky: Trudno mówić o przyczynach i o tym, że w ogóle trafiłem do projektu [śmiech]. Na początku lat 2000., gdy internet w Polsce dopiero raczkował i wszystko wydawało się nowe, stworzyłem stronę internetową o Barcelonie w darmowej subdomenie. Treści nie było tam za dużo, natomiast mogę się pochwalić, że na tyle zgłębiłem tajemnice języka html (wiem, teraz brzmi to śmiesznie, ale to były inne czasy), że samodzielnie byłem w stanie zaprojektować szablon dla swojego serwisu. Tak się złożyło, że równocześnie swoją stronę o Barcelonie prowadził Krzysiek (Uszaty) i po wymianie kilku maili doszliśmy do wniosku, że połączymy siły. Powstał więc jeden serwis o klubie, a my byliśmy tylko we dwóch. Później zebraliśmy grupę kilku pasjonatów, założyliśmy też forum i po jakimś czasie zorganizowaliśmy pierwszy zlot. W 2002 roku padło hasło, by wykupić profesjonalną domenę i choć teraz trudno to sobie wyobrazić, musieliśmy zorganizować na nią zbiórkę pieniędzy, co też nie było takie proste. Każdy dołożył jednak parę groszy i tak oto zarejestrowaliśmy domenę FCBarca.com. Później już poszło, choć początki i kolejne lata nie były łatwe.

Zostając przy tej internetowej prehistorii: jak wyglądały te początki strony?
Jak wspomniałem: nie było łatwo. Naprawdę dużo czasu poświęciliśmy, by rozkręcić projekt. Wszyscy robili to w swoim wolnym czasie, ale już wtedy było widać, że ten, kto dołączał do FCBarca.com, stawał się członkiem specyficznej rodziny i po krótkim czasie mocno identyfikował się z serwisem, mając na uwadze jego dobro. To były czasy, gdy portal współtworzyli ludzie, których teraz na FCBarca.com już nie ma, ale do tej pory mam do nich ogromny szacunek za wkład, jaki wnieśli w budowę tego projektu. Z niektórymi do tej pory utrzymuję serdeczne znajomości, co najlepiej świadczy o tym, że FCBarca.com już wtedy nie była tylko „jakąś tam” stroną w Internecie. Na początku pisaliśmy „dla nikogo”. Statystyki odwiedzin nie powalały, ale każdy robił to z pasji i to powoli zaczynało procentować. Wiesz, ludzie identyfikowali się z serwisem i w jakimś stopniu zaczynali czuć się za niego odpowiedzialni. Barcelona odzyskiwała blask pod wodzą Franka Rijkaarda, a FCBarca.com nabierała rozpędu, choć nadal była serwisem w pełni amatorskim, bez określonych standardów i procedur działania.

Jak przebiegał późniejszy rozwój portalu? Dostrzegasz w tej chwili, z perspektywy czasu, jakieś przełomowe momenty, zmiany koncepcji etc.?
Bardzo dużo zaczęło się dziać w maju 2006 roku, po wygraniu przez Barçę Ligi Mistrzów. Statystyki poszybowały w górę, a my... zaczęliśmy mieć problemy z serwerem. Można powiedzieć, że wtedy nie byliśmy przygotowani na taki wzrost popularności, dlatego zaczęły się poszukiwania rozwiązania, co z przerwami trwało przez kilka kolejnych lat. Jesienią tamtego roku do FCBarca.com dołączył Robert Wojtczak, który okazał się świeżą głową pełną nowych, ciekawych pomysłów. Z ważnych wydarzeń na pewno warto wymienić zmiany graficzne w 2009 i przede wszystkim zmianę całego silnika serwisu w 2011 roku. Cały system zarządzania treścią został napisany od podstaw specjalnie dla FCBarca.com i wraz z nim wdrożyliśmy nowy projekt graficzny. Do zmian wizualnych użytkownicy musieli się przyzwyczaić, natomiast każde wdrożenie nowych funkcjonalności praktycznie od razu było odbierane entuzjastycznie, bo przeważnie robiliśmy coś nowego, czego nie miał wcześniej żaden serwis zrzeszający kibiców jednej drużyny. Dużo świeżości i merytorycznej wartości dali z pewnością ludzie. Nie chcę wymieniać nikogo z nazwiska, ale od 2006 roku dołączyły do nas unikalne osoby, które do tej pory tworzą zespół redakcyjny. Nie oznacza to oczywiście, że wciąż nie ma pola do poprawy, jednak bez solidnych fundamentów i doświadczenia, którym już teraz dysponujemy, podążalibyśmy na ślepo. Obecnie mamy już określone cele.

Jak zmieniała się Twoja rola na FCBarca.com?
Przez długi czas zajmowałem się wszystkim, choć żeby zbudować pewną pozycję konieczne było na pierwszym miejscu wykonanie tysięcy tłumaczeń. Podobnie jak inni na samym początku skupiałem się na pisaniu artykułów, ale robiłem też inne rzeczy: moderowałem komentarze czy rozwiązywałem ewentualne problemy techniczne. W latach 2006-2008 dołączyły do Redakcji kolejne wartościowe osoby, które są z nami do dziś i wiele z nich odciążyło mnie z portalowej pracy na „pełen etat”, choć jeszcze przez kilka kolejnych lat przetłumaczyłem naprawdę dużo artykułów. Dzięki dołączeniu młodych i szybko uczących się redaktorów w ostatnich 3-4 latach, udało nam się wypracować już taką strukturę organizacyjną i tak podzielić zadania w Redakcji, że ja sam nie zajmuję się już tłumaczeniami, a skupiam się na zarządzaniu pracą i promocji serwisu. Nie znaczy to, że nie ingeruję w treści pojawiające się na FCBarca.com. Wręcz przeciwnie, na przykład nieraz „czepiam się szczegółów” jeśli chodzi o publikowane artykuły i wewnątrz zespołu zajmującego się pisaniem aktualności daję sugestie i wskazówki odnośnie uzupełnienia informacji pojawiających się na stronie. Ku rozpaczy i wkurzeniu naszych redaktorów [śmiech]; ci jednak cierpliwie słuchają i zawsze stosują się do moich wytycznych.

Kto wymyślił nazwę serwisu? Czy pamiętasz inne pomysły?
Wiem, że były inne pomysły, ale jakie – nie pamiętam. Ostatecznie postawiliśmy na FCBarca.com i choć ten twór na początku mógł wydawać się dziwny, to czas pokazał, że nazwa jest strzałem w dziesiątkę. Krótka i łatwa do zapamiętania, a w Internecie właśnie o to chodzi.

Twoje najgorsze i najlepsze wspomnienie związane ze stroną...?
Na pewno trudna była śmierć jednego z naszych redaktorów. Z takich mniej istotnych rzeczy to wszelkiego rodzaju problemy z wydajnością, co miało ścisły związek z gwałtownym wzrostem liczby odwiedzających. Kilka razy zmuszało nas to do zmiany serwera i powodowało przerwy w działaniu. Generalnie nie było dobre wizerunkowo. Rozwiązanie tych problemów zajęło nam wiele miesięcy, nie poradziło sobie z tym kilka ekip zewnętrznych „administratorów”, dopiero obecny przy współpracy z Robertem Wojtczakiem, poustawiał wszystko tak, jak należy. Trzeba mieć świadomość, że można dysponować najlepszą maszyną, a i tak problemy z ładowaniem serwisu będą się pojawiać, jeśli silnik strony nie będzie odpowiednio zoptymalizowany.

Tych dobrych wspomnień jest sporo, ale trudno mi wymienić jedno. Na szybko przypominam sobie dzień, gdy w ciągu 24 godzin zanotowaliśmy prawie milion odsłon i wcale nie było to po 5:0 czy 6:2 z Realem ani po zwycięstwie w Lidze Mistrzów [śmiech]. To zapada w pamięć, bo serwis tworzymy dla Użytkowników, a w takich momentach widać, że bardzo podoba im się to miejsce. Warto też wspomnieć o tym, iż swego czasu o naszej Redakcji napisała oficjalna strona FC Barcelony.

Wspomniałeś kilkukrotnie o osobach, które do Redakcji dołączyły w ostatnich latach. Jak, począwszy od początku, aż do dziś, zmieniały się wymagania i proces rekrutacji?
Na początku po prostu szukaliśmy ludzi mających wolny czas i znających jeden język obcy. Wystarczyła chęć do pracy, poprawna polszczyzna i znajomość piłkarskich realiów. Teraz proces jest dużo bardziej złożony i wymagania są dużo wyższe. Przede wszystkim trzeba znać hiszpański, ale to nie wystarczy. Obecnie żaden nowy redaktor nie ma możliwości samodzielnego publikowania artykułów. Tekst musi zostać najpierw sprawdzony przez oddelegowaną do tego osobę, która poprawia ewentualne błędy i daje feedback „świeżakowi”. Później następuje okres przynajmniej kilku tygodni szkolenia i w zależności od jego przebiegu zapada decyzja o otrzymaniu samodzielnego konta.

Jak się szkoli redaktora?
To temat rzeka, bo każdy jest inny. Na przykład można trafić na osobę, która znakomicie zna hiszpański, ale ma do przepracowania formę treści artykułów. Widzisz w takim człowieku potencjał, ale wiesz, że ma pewne braki gdzie indziej. U nas mamy teraz już wypracowane pewne standardy szkolenia, ale nadal do każdego podchodzimy indywidualnie. Nie da się tego robić inaczej, bo każdy ma inne mocne i słabe strony. Wspaniale jest jednak obserwować, gdy po jakimś czasie redaktor w praktyce stosuje wytyczne, które otrzymuje na bieżąco. Wtedy wiesz, że cały ten proces ma sens. I każdemu, kto uważa, że to łatwe zajęcie: siedzisz w końcu przy komputerze z kubkiem kawy i po prostu tłumaczysz sobie artykuł – polecam poddać się temu procesowi szkolenia od A do Z. Ja mam ogromny szacunek do moich ludzi, którzy codziennie wykonują tę pracę, często nocami. Publikacja artykułu to nie tylko jego przetłumaczenie, ale też poszukiwanie odpowiednich źródeł, selekcja szczegółów, weryfikacja informacji. To może wydawać się proste, ale zapewniam, że proces jest bardziej skomplikowany niż przepisanie informacji z hiszpańskiej prasy czy w przypadku ocen wystawienie po prostu not liczbowych. To obejrzenie meczu przynajmniej jeszcze raz i analiza gry każdego piłkarza z osobna, zebranie ocen pomocniczych od innych redaktorów i opracowanie artykułu.

Co jest najtrudniejsze w kierowaniu Redakcją?
To wiąże się nieco z tym, o czym mówiłem przed chwilą. Najtrudniejsze jest chyba to, że... każdy jest inny. Jeden potrzebuje poklepania po ramieniu, a inny przysłowiowego „kopa w tyłek”. Generalnie zarządzanie ludźmi jest trudniejsze niż wydaje się z perspektywy człowieka, będącego po drugiej stronie. Na szczęście mimo pewnych różnic w poglądach Redakcja FCBarca.com stanowi bardzo zgrany zespół, gdzie część obowiązków kierowniczych mają inne osoby i to one podejmują wiążące decyzje. Przy takiej liczbie ludzi konieczne było stworzenie pewnej struktury organizacyjnej, by ustalone przez nas procesy mogły funkcjonować, a założone plany były realizowane. Drugą ważną rzeczą jest to, że działamy zdalnie, bo mieszkamy w różnych miastach. Wielu z naszych redaktorów jak Łukasz Lewtak, Krzysiek Majewski, Daniel Olbryś, Julia Cicha mieszkało lub mieszka w Hiszpanii, więc dzieli nas spora odległość. Z drugiej strony obcowanie na co dzień z hiszpańską kulturą i piłką dużo uczy i procentuje później w pracy redaktora.

Najbardziej pamiętny zlot?
Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że premierowy zlot odbył się w 2002 roku? Pamiętam go dobrze, bo był pierwszy, choć uczestniczyły w nim osoby, których już na FCBarca.com nie ma. Później mieliśmy jeszcze wiele niezapomnianych spotkań, już w innym gronie i od wielu lat łączymy integrację z częścią merytoryczną: dyskutujemy na temat serwisu, planów odnośnie jego rozwoju, zawartości, itp. itd. Trudno mi wymienić jeden najbardziej pamiętny, bo w każdym takim spotkaniu liczy się obcowanie z ludźmi, a to zawsze mamy zapewnione.

Przybliżmy teraz odrobinę twoją osobę. Jakie były twoje początki z Barceloną? Dlaczego kibicujesz?
Można powiedzieć, że pasją do piłki zaraził mnie mój tata, chociaż nigdy nie był wielkim kibicem. Najważniejsze mecze jednak zawsze śledził i, jakże by inaczej, razem oglądaliśmy finał Pucharu Mistrzów w 1992 roku. Ja wtedy nie wiedziałem za kogo trzymać kciuki, więc zapytałem mądrzejszego od siebie i wybór był prosty – Barcelona. I Barça wygrała, ale to był początek lat 90. gdzie w Polsce regularne oglądanie lig zagranicznych czy nawet Ligi Mistrzów graniczyło z cudem, a o Internecie nie było nawet mowy. Później był mundial w USA w 1994 roku, z niego pamiętam tylko finał Brazylia – Włochy. Dopiero w drugiej połowie lat 90., trochę pewnie za sprawą Legii i Widzewa, które grały w LM, w polskiej telewizji zaczęły się regularnie pojawiać mecze zagranicznych drużyn. To w ogóle jest ciekawe, bo dla mnie przełomem okazał się mecz półfinałowy Pucharu UEFA z 1996 roku między Barçą i Bayernem. Barcelona grała wtedy na Camp Nou i po remisie 2:2 w Monachium była bliżej finału. W rewanżu u siebie dostała jednak dwa gole i dopiero de la Peña zdobył kontaktową bramkę w 89. minucie. Końcówka była szalona, widziałem w Barcelonie pasję i walkę o drugiego gola, w ciągu tych kilku minut moja miłość do tego klubu zapłonęła takim ogniem, że od tamtej chwili nic już nie było takie samo. Trudno to logicznie wytłumaczyć. Barça ostatecznie przegrała i odpadła, ale ja już wiedziałem, że to mój klub, że mam go w sercu. I taka chyba jest właśnie Barcelona. Niedoskonała, ale romantyczna. Trudno zakochać się w niej rozsądnie, skoro mnie to uczucie uderzyło, gdy odpadła z Pucharu UEFA (obecnie brak gry w LM byłby tragedią), a ligę zakończyła wtedy na trzecim miejscu. I wiem, że nie jestem jedyny.

Twoje najważniejsze wspomnienie związane z Barceloną?
6:2 na Bernabéu i 5:0 na Camp Nou: to były spektakularne momenty, człowiek po prostu pękał z dumy. Pamiętam też pierwszy Klasyk po odejściu Figo i świński łeb na murawie, ale chyba zawsze jest tak, że w pamięci najbardziej pozostają chwile, których doświadczyło się na żywo. Nigdy nie zapomnę meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Chelsea z marca 2006 roku. Byłem wtedy na Camp Nou i po raz pierwszy widziałem prawie 100-tysięczny tłum ludzi, wlewający się na stadion z każdej okolicznej ulicy. Po zwycięskim remisie (Barça wygrała wówczas pierwszy mecz 2:1, a przed tą rywalizacją wcale nie była faworytem – trenerem Chelsea był wtedy Mourinho) podszedł do nas groźnie wyglądający Anglik ze wściekłą miną i... po prostu pogratulował awansu, mówiąc że byliśmy lepsi. Kilka godzin wcześniej, siedząc przy Rambli i popijając piwo, angielscy kibice Chelsea szydzili z Katalończyków i Barcelony, nazywając ich panienkami. Po meczu przepraszali i gratulowali. Zostali upokorzeni. Nie lubię tego słowa, ale tu pasuje jak ulał – to było epickie.

Najlepsza wersja Barcelony jaką widziałem to...?
Barça Guardioli była unikatowa, choć pod koniec epoki Pepa też już trochę nużąca. Nie zapomnę Rijkaarda i Ronaldinho, którzy pomogli Barcelonie zdobyć drugą Ligę Mistrzów. Niesamowite przeżycie. Oczywiście każda kolejna LM smakowała fantastycznie, ale tamta jest dla mnie niezapomniana. To nie była najlepsza Barça, ale Barça która mimo pewnych słabości wróciła na szczyt. Właśnie taka trochę romantycznie niedoskonała, o czym mówiłem wcześniej. Trudno zapomnieć też wspaniały tryplet Luisa Enrique, to była drużyna grająca zdecydowanie inny futbol, widowiskowy, pełen dynamiki i szybkości. Nie odważę się wybrać najlepszej wersji, dla mnie każda wielka Barcelona, jaką widziałem w swoim życiu, była na swój sposób nie do podrobienia. We wszystkich czterech sezonach, gdy wygraliśmy LM, widziałem znakomity futbol grany przez fantastyczne zespoły.

Kim jest Looky na co dzień?
Normalnym facetem. Jest przedsiębiorcą, lubi piłkę nożną, podróże, nienawidzi zimy i opowiadać o sobie w trzeciej osobie [śmiech]. W wolnych chwilach wyjeżdża na łono natury i raczej unika dużych miast.

Czym jest dla ciebie FCBarca.com?
Jest jak moje dziecko, które wychowywałem i patrzyłem jak dojrzewa. Czuję się emocjonalnie związany z tym projektem i mimo że na przestrzeni lat pojawiały się różne problemy, to uważam, iż udało nam się stworzyć jedyne w swoim rodzaju miejsce dla polskich kibiców Barcelony. Z perspektywy czasu wiem, że było warto poświęcić tyle lat i energii w stworzenie, a następnie rozwijanie tego projektu. FCBarca.com to jednak przede wszystkim ludzie, którzy współtworzyli i współtworzą serwis przez te wszystkie lata. Bez nich nie bylibyśmy teraz tu, gdzie jesteśmy. Każdemu, kto miał wkład w budowanie FCBarca.com, kto poświęcił swój czas na ten projekt, należą się podziękowania. Nie tylko tym, których na co dzień widać w funkcjonowaniu serwisu.

Udostępnij:

Komentarze (46)

Gorące tematy