Następny mecz:  Juventus  -  Barcelona     ·  środa, 22 listopada 20:45  ·  5. kolejka Liga Mistrzów , Gr. D   ·  Transmisja: TVP 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Wartość wyniku z Metropolitano na tle taktycznych słabości Barçy [felieton]

 18 października 2017, 00:00

 Karol Chowański 'Challenger'

 72 komentarze

Wartość wyniku z Metropolitano na tle taktycznych słabości Barçy [felieton]

Obejrzawszy United-Liverpool kilka godzin wcześniej, można zwątpić, czy to ta sama dyscyplina. Taki był wydźwięk komentarzy na angielskich serwisach po meczu Barçy z Atléti. Szlagier na Metropolitano nie zdziwił poziomem ani intensywnością stałych widzów La Liga. Dla nas istotniejsze jest, co wynik, przebieg meczu mówią na temat Barcelony i rywalizacji o tytuły.

Ligowa passa Blaugrany pobudziła oczekiwania wobec osiągnięć zespołu w pierwszym sezonie Valverde. Remis w świątyni Atlético jest znakomitym wynikiem. Stanowi potrzebny drużynie kubeł zimnej wody przy minimalnej stracie punktowej.

Komentatorzy ligi hiszpańskiej mogą stwarzać pozory, że Superpuchar się nie odbył. To zrozumiałe, nadawała go inna stacja. Jednak dwumecz z Realem stanowi najlepszy benchmark możliwości Blaugrany na ten sezon. Będzie tak do kolejnego spotkania obu drużyn pod choinkę. Innego rywala z półki mistrzów Hiszpanii i Europy FC Barcelona nie zobaczy do fazy pucharowej Ligi Mistrzów w lutym. Juventus stał się starzejącą ekipą w przebudowie. Jej płynność zakłóca plaga kontuzji. To spodziewane ryzyko, gdy prowadzisz dom piłkarskiej starości. Włosi nie zagrożą Barçy w zajęciu I miejsca. Z kolei wypuszczenie w ostatnich minutach z rąk domowego zwycięstwa stanowi dla mnie kolejny dowód na systematyczną (od sezonu 13/14) utratę charakteru przez ekipę Simeone – potencjalnego rywala w P. Króla. Częstsze w sobotę wymuszanie fauli przez gospodarzy niż gości było wymowne. Daleko mi do przeceniania remisu z Metropolitano z pozycji Katalończyków, bo dzisiejsze Atléti nie jest tak mocne jak dzisiejszy Real ani jak było samo, kiedy trzy lata temu świętowało mistrzostwo na Camp Nou.

Moim zdaniem wartość tego wyniku dla Barçy leży gdzie indziej.

Dotychczasowy komplet punktów w lidze solidnie rozgrzał ludziom głowy. Terminarz szczęśliwy niskim poziomem przeciwników oraz sprzyjający przebieg części spotkań – Betis, Getafe, Girona, Sporting – nie poskromiły euforycznych reakcji w mediach. Nie sądzę, iż forma piłkarzy zależy od opinii prasy, ale atmosfera poklepywania po plecach zawsze tłumi czujność. Utrudnia identyfikację słabych stron i znajdowanie skutecznych rozwiązań. Komplet punktów z Metropolitano uśpiłby Barçę na najbliższe tygodnie (znając kalendarz spotkań, być może aż po grudniowe Gran Derbi). Trzeba podkreślić, że ekipa Valverde potrzebuje maksymalnej liczby punktów jesienią, kryzys polityczny w Katalonii wzmaga lobbing, aby tytuł trafił na Bernabéu. „Ćwierćzadowolenie” rozbijaniem słabszych w parze ze spadkiem koncentracji sztabu szkoleniowego są w tym kontekście realnymi zagrożeniami dla ekipy będącej dopiero w 1/4 dystansu do realizacji celów sezonu 17/18. Ekipy, która wciąż wychodzi z paskudnie zatęchłego dołu formy w ostatnim roku Enrique. Poważne mankamenty gry FCB były widoczne w praktycznie każdym meczu tego sezonu, lecz porażka w zeszły weekend mogłaby zakwestionować w klubie i szatni dotychczasową drogę Valverde, nad którą widać obietnice czegoś ciekawego. Trwająca jak najdłużej względna cisza i spokój wokół Blaugrany we wczesnym okresie pracy nowego trenera to najlepsza wiadomość dla niego oraz zawodników.

Barça nie wygrała, bo brakowało jej do tego atutów. Dobrze znam pojęcie jet lagu, ale tym razem to argument na poziomie szkolnej szatni przed wuefem. Szczerze silna Barça ograłaby Atléti z soboty mimo przerwy na reprezentacje. Remis rozpędzonej kompletem zwycięstw w siedmiu meczach drużyny zostawia niedosyt, weryfikując nadmiernych optymistów (także tych w szatni). Równocześnie remis ostrzega: przed drużyną dalsza praca nad pokonaniem swych problemów i braków kadrowych. Warto być ostrzeżonym w porę zamiast w ćwierćfinale Pucharu Europy dostać trzy gole… W chwili obecnej remis na Metropolitano jest najlepszym wynikiem dla Barçy.

Symptomów nie brakowało w poprzednich, zwycięskich kolejkach. Przez pryzmat wyniku i wymagającego rywala dolegliwości Barçy były na Metropolitano bardziej widoczne. Jeśli drużyna z Camp Nou ma tym razem wygrać cokolwiek ponad Puchar Króla, to musi natychmiast zapomnieć o komplecie oczku „oczek” na otwarcie ligi.

Kilka obszarów uważam tu za ważniejsze od pozostałych. Ernesto Valverde dopiero uczy się prowadzenia superklubu. Nie miał takiej okazji wcześniej, więc to musi potrwać. Trener doświadczony na najwyższym poziomie w moim odczuciu nigdy nie pozwoliłby sobie na publiczne uwagi o „za dużej kadrze”. Przekazałby to z dala od mikrofonów oraz stosował większą różnorodność w nazwiskach kierowanych na trybuny. Kwestia wprawy, wyczucia. W tym klubie zupełnie niedawno – w latach 2010-2016 – skład miał wielkie dziury (załatane Mathieu na rok i Vidalem na pół), co dało spodziewane konsekwencje w złych wynikach oraz utraconych trofeach.

Wycięcie zawodnika z drużyny oznacza straty finansowe dla klubu. Przerabiano to z Ibrą, dlatego dziwi mnie, że pozwala się Valverde na takie traktowanie Turana, Alcácera i Vermaelena. Przyczynę widzę wyłącznie w ciągłej karuzeli kadrowej w pionie dyrekcji sportowej. Poważny klub nie pozwala sobie na takie zagrywki. Nie twierdzę, że to problem pierwszorzędny, bo zespół ma większe, lecz widać, że trenerski rozwój Valverde na Camp Nou będzie mieć realną cenę. Kwoty za wspomnianą trójkę dają okrągłą sumę. Wysoki koszt osobistych decyzji trenera rekompensują jedynie duże trofea. Kto bardziej obyty w elicie, rozgrywa te kwestie inaczej. W interesie klubu i Valverde, aby uczył się szybko.

Pośród wspomnianych wcześniej pozytywów pracy szkoleniowca z Estremadury wyróżnia się dojrzałość taktyczna. Facet, którego drużyny grały twardą, męską piłkę, musiał być ważnym powodem uporu klubu w kupnie Paulinho. Chcę częściej oglądać Brazylijczyka w parze z Busquetsem. Ewidentne wady podstawowego duetu stoperów wielcy rywale rozerwą na strzępy, dlatego silny i umiejący wejść agresywnie w rywala Brazylijczyk powinien częściej gościć w pierwszym składzie. Para Busi-Paulinho stanowi wyłączną nadzieję Barçy na karierę w Lidze Mistrzów oraz pokonanie Realu w bezpośrednim meczu. A za rok przybędzie Yerry Mina. Teoretycznie w parze z Piqué może uszczelnić bronioną tercję boiska, da wiele w powietrzu. Może też zostać pochopnie skreślony w okresie przygotowawczym, a następcą Mascherano zostanie kto inny. Na pewno znacznie droższy.

Ech, z tymi stoperami… Zagrożeniem dla Piqué jest każdy średniodobry napastnik. W walce jeden na jeden pokonują go łatwiej niż terenówka progi zwalniające. Griezmann zrobił z Piqué durnia. To samo widzieliśmy w dwumeczu z Realem, w większym natężeniu. Na wiosnę. Rok temu. I trzy lata temu. Średnie oceny dla Piqué, także z renomowanych źródeł, od dawna są dla mnie wesołą zagadką, ale odkąd sam się nimi nie zajmuję, mało mnie interesują. Moim zdaniem pozytywny występ w obecnej kampanii miał Geri wyłącznie z Juve, co oczywiście wiąże się ze szkodliwą tendencją do mobilizacji tylko na wielkich rywali. Po 2011 roku to inny piłkarz, dlatego dawno przestano go nazywać Piquénbauerem. Miał być nowym Puyolem, bywa (nie: jest zawsze) spóźnionym, źle czytającym grę, potykającym się o własne nogi dziedzicem Oleguera. Marna forma Gerarda do pary z problemami Busiego to dwa największe zmartwienia obecnej Barçy. Z pierwszym nic się nie zrobi. Drugi potrzebuje Paulinho, aby znów móc „grać swoją grę”.

Męża opatrznościowego trudno też szukać w Umtitim. Wszyscy go chwalą, bo są powody. Rzadziej mówi się o tym, że jego niewłaściwe, mylne ustawianie się do rywala w kontratakach coraz częściej kreuje kłopoty. Wizyta na Metropolitano to kolejny ważny mecz (polecam „odwinąć” decydujące spotkania z zeszłej kampanii i obserwować zachowanie Umtitiego), który to obnażył. Zbyt wysokie ustawienie stoperów co roku zabijało Guardiolę w Lidze Mistrzów z Bayernem. Z parą Piqué-Umtiti Barça popełnia dokładnie ten sam błąd. Na dodatek obaj barcelońscy stoperzy są od siebie nadmiernie oddaleni wszerz boiska (patrz: PSG, Juventus, Superpuchar), co odbiera szanse na podwojenie krycia, gdy zajdzie taka konieczność. Szerokie ustawienie bocznych obrońców utrudnia pomoc z ich strony. Poważne usterki, z którymi najwyższy czas coś zrobić.

W odróżnieniu od pewnych decyzji kadrowych Valverde ma dobry pomysł z ustawieniem 4-4-2. Upowszechniające się w Premier League 3-5-2 z szeroko rozstawionymi w środkowej formacji Albą i Roberto na różne sytuacje meczowe lub rywali silnych kontrą byłoby jeszcze lepsze. Oba ustawienia wyrażają zamiar odzyskania kontroli w środku pola, której brak – wynikający z ograniczeń Rakiticia i profilu Iniesty – odpowiada za wpuszczanie przez Barçę ławic goli przez cały międzyczas po sezonie 2014/15. Kontuzja Dembélé oznacza, że Barça gra dziś dwoma nominalnymi napastnikami. W składzie jest miejsce na roszady wzmacniające obronę.

Wraz z odejściem Neymara natychmiast, z głośnym hukiem wrócił temat „Messizależności” [LINK]. Klub potrzebuje Luisa Suáreza w formie z jego dwóch pierwszych sezonów. Pomocnicy nie oferują bramek. Wynika to ze sposobu gry ofensywnej drużyny. Dalej stanowi patologię. Nie da się zdobyć Pucharu Europy ani ligi, gdy gole zapewnia dwóch zawodników! Zresztą Luisito w dziewięciu meczach trafił tylko trzy razy. Więcej – cztery – ma nowy talent Masii, Samobój.

Brak zakupu kreatywnego pomocnika latem oznacza, że dużo w tym sezonie zależy od Dembélé. Za dużo – jak na klub kalibru Barçy i obecny potencjał Realu Madryt. Nadzieją Azulgrany, że młodziutki Francuz roztańczy się w pierwszych rundach Pucharu Króla. Sądzę, że bez jego dryblingów, asyst i goli w najważniejszych meczach wiosny grozi Katalończykom trzecia kolejna wysiadka z Ligi Mistrzów przed przystankiem „Półfinały”. Do pary z wicemistrzostwem Hiszpanii.

---

W sobotę Barça przez 60 minut była gorsza. Mogła przegrać mecz już w pierwszej połowie. Dominowała w sumie kwadrans. Atlético było do ogrania, lecz Barça nie umiała rozorać ciasno zestawionej defensywy Simeone dynamiką ani kreatywnością swoich akcji. Stracona okazja. Remis jednak wciąż daje punkt. Myślę o tym jako osiągnięciu, mając na względzie przebieg spotkania, postawę gospodarzy oraz spodziewane przeze mnie trudy tego sezonu ligowego, w którym ze względów sportowych i pozasportowych będzie się liczyć każdy punkt.

Mimo obecnego prowadzenia, drużyna z Camp Nou dalej jest w stanie, w którym sezon może się potoczyć w dowolnym kierunku. Warto dostrzegać wady obecnego lidera, aby spokojnie i rzeczowo przyjąć gorsze wyniki; bądź docenić pracę trenera, jeśli z upływem czasu będzie notował dalsze sukcesy w eliminowaniu mankamentów. W ciągu dwóch minionych lat dyrekcja sportowa i sztab trenerski wpędzili Barçę w ogromne trudności. Wychodzenie z nich może potrwać dłużej niż sezon. Nawet z tak kompetentnym taktycznie graczem u steru jak Valverde.
                              

  "Megapunkt", donosiła okładka MD w niedzielę. Rezultat z Madrytu ma swoją wartość, lecz nie należy go przeceniać

                          

Udostępnij:

Komentarze (72)

Gorące tematy