Następny mecz:  Barcelona  -  Deportivo     ·  Niedziela, 17 grudnia 20:45  ·  16. kolejka La Liga   ·  Transmisja: Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

La Otra Liga: David Costas. Piłkarska perła czy organizator?

 2 grudnia 2017, 10:00

 ¡Olé! Magazyn

 5 komentarzy

La Otra Liga: David Costas. Piłkarska perła czy organizator?

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów LaLigi.


W minionych latach nie brakowało współpracy na linii Celta-Barcelona, ale dopiero teraz to ci drudzy mogą z niej skorzystać bardziej niż ci pierwsi. I to za sprawą piłkarza, którego największą zasługą, obok niezłej formy, jest to, że znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.

Galisyjsko-katalońska relacja zaczęła się od myśli szkoleniowej. Christo Stoiczkow był pierwszy, ale to wraz z przesiąkniętymi filozofią i atmosferą Camp Nou Eusebio Sácristanem, Luisem Enrique i aktualnym szkoleniowcem Celestes, Juanem Carlosem Unzué, przez Balaídos przewinęli się wychowankowie Dumy Katalonii. Rafinhi, Andréu Fontásowi czy Sergiemu Gómezowi towarzyszył odrzucony przez rezerwy FCB Nolito, a w odwrotną stronę – via Manchester, Sevilla i Villarreal – powędrował Denis Suárez. Dzisiaj na świeczniku jest wychowany w A Madroi (ośrodku Celty – przyp. red.) środkowy obrońca, David Costas, który do stolicy Katalonii trafił z takim samym statusem, jak większość wymienionych wcześniej do Celty – „półproduktu”.

Wykopał go Lucho

Losy takich „półproduktów” dzielą się na dwa przeznaczenia. Jednym Celta dała przepustkę do wielkiego futbolu (Enrique, Rafinha, Eusebio, Nolito), pozostałym – schronienie po niepowodzeniu w Blaugranie (Fontás, Gómez). Trzecią grupę, zupełnie niespodziewanie, otwiera Costas. Bo jak wytłumaczyć fenomen zawodnika, który kilka dni temu zadebiutował u Ernesto Valverde, choć latem Celta pogoniła go na kolejne wypożyczenie do Segunda División? I jak to w ogóle możliwe, że brzydkie kaczątko zamienia się w łabędzia poza znaną z dmuchania i chuchania na swoje dzieci Galicją?

Cofamy się do przeszłości. Nastoletni David dorosłego futbolu skosztował w Celcie… Luisa Enrique. Lucho dostrzegł w 18-latku potencjał, który otworzył mu drzwi nie tylko do pierwszego zespołu, ale i do wyjściowej jedenastki. Tak rozpoczynał się sezon 2013/14 – z Costasem na środku obrony. „To przyszłość Celty. Dojrzały, ma odpowiednią jakość i osobowość, a przede wszystkim sam jest przekonany, że jest dobrym piłkarzem. Posiada wszystkie składniki, które zbliżają go do gry w elicie” – rozpływał się nad młodzianem ówczesny opiekun rezerw klubu, Pichi Lucas. Ale sielanka skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. „Załapał się do ekipy Luisa Enrique bardzo młodo i popełniał błędy adekwatne do wieku. To sprawiło, że kibice równie prędko stracili do niego zaufanie i nie zmieniły tego udane występy na wypożyczeniach (w Mallorce i Realu Oviedo – przyp. red.) – mówi nam Esteban González, redaktor serwisu NoticiasCelta, słusznie zauważając, że nie zmieniła tego ani era Eduardo Berizzo, ani Unzué.

Enrique nie mógł ryzykować wynikami drużyny, która rok wcześniej w ostatniej kolejce przeskoczyła strefę spadkową, tylko dla perełki z A Madroi. Ale już Toto i Unzué obserwowali na treningach innego, dojrzalszego Davida. Mimo to w pełni zadowolili się Gustavo Cabralem, Gómezem i Fontásem, nawet kiedy ci kopali się po czołach, targając na zdrowie kibiców przy stałych fragmentach gry dla przeciwników. Wreszcie przed rozpoczęciem bieżących rozgrywek szkoleniowiec lekką ręką wypożyczył Costasa rezerwom Barcelony, nie dopuszczając myśli, że Katalończykom czasami brakuje ogniw w defensywie. Po prostu Unzué, niedawny pracownik Dumy Katalonii, popełnił grzech, za który przyjdzie mu zapłacić zimą. Właśnie wtedy zamierza wydać gotówkę na obrońcę, który podniesie poziom formacji, jaką i tak oszczędziło letnie mercado (32-letni Cabral podobno był zdecydowany na przenosiny do Genoi). A przecież wystarczyło postawić na chłopaka z własnego podwórka.

W Barcelonie, jak i w Celcie – pojawiły się problemy ze zestawieniem linii defensywnej. Przed tygodniem Ernesto Valverde musiało być nie do śmiechu, kiedy zdał sobie sprawę, że na hitowe starcie z Valencią ze stoperów tylko Samuel Umtiti i Thomas Vermaelen byli gotowi do gry. Na dodatek przewidywanie dyspozycji Belga jest jak wróżenie z fusów – przez trzy sezony w La Liga wystąpił raptem dwanaście razy. Baskijski trener sięgnął na zaplecze po dobrze sprawującego się Costasa, a ten musiał przeżyć swoiste déjà vu. W ostatnim meczu 22-latka w Primera División, jeszcze w Celcie Berizzo, też przyszło mu stanąć naprzeciw Valencii, a jego występ można ocenić jako słodko-gorzki. W 45 minut najpierw sprowokował rzut karny (zamieniony na bramkę) dla Daniego Parejo, by potem asystować przy wyrównującej bramce Facundo Roncaglii. Potem przepadł, bo Toto nie widział dla niego miejsca w drużynie i wysłał na staż do Oviedo. Mediom jednak umknęła ta historia, bo Valverde dał szanse wychowankowi Celestes dopiero kilka dni po spotkaniu z Nietoperzami. W Pucharze Króla z Murcią dał mu ponad 30 minut.

Piłkarz kluczowy?

Juan Carlos Cubeiro i Leónor Gallardo w swojej książce pt. „Mourinho vs. Guardiola” (polskim przekładem książki zajęło się wydawnictwo SQN) poświęcają kilka stron canterze FCB i temu, jak została zrestrukturyzowana przez Pepa Guardiolę. W wielkim skrócie: Barcelona B przestała być jedynie przystankiem na drodze z La Masíi na Camp Nou, a jej narybek dzieli się na dwie grupy: „organizatorów” i „perły”. Ci pierwsi, są de facto najemnikami poniżej 26 roku życia, którzy przez około dwa lata utrzymują poziom drużyny rezerw, a potem zwalniają miejsce „perłom”. „Perły” z kolei to „prawowici” kadeci niższych szczebli w Barcelonie i na udowodnienie swojej przydatności dla pierwszego zespołu mają podobny czas. W ostatnim etapie rozwoju „perła” staje się „piłkarzem kluczowym”, zapraszanym na treningi i branym pod uwagę przez głównego trenera klubu. Książkowymi „perłami” w przeszłości byli m.in. Sergio Busquets i Pedro, „organizatorem” Cubeiro i Gallardo nazwali choćby Nolito.

W tym postguardiolowskim modelu David Costas wyłamuje się spod jakiegokolwiek przyporządkowania. Nie może być „perłą”, choć wspinał się po nie byle jakiej drabince rozwoju w A Madroi. Z definicji bliżej mu do „organizatora”, ale i tutaj nazewnictwo gryzie się z faktyczną rolą Costasa w rezerwach klubu. Wygląda na to, że 22-latek, nie bez pomocy szczęścia, stał się „piłkarzem kluczowym”, mimo że przynależność do drugiego „sortu” wykluczałaby taki awans. Dziś ten przeskok (albo jak wolisz - wykorzystanie bierności FCB przy zakupach środkowych obrońców) Barcelona wycenia na 10 mln euro, bo zdaniem katalońskich tytułów właśnie tyle Blaugrana jest w stanie zapłacić za piłkarza, którego z Celtą wiąże kontrakt do 2020 roku. „Myślę, że za takie pieniądze klub byłby w stanie oddać Costasa, choć moim zdaniem nie byłby to dobry ruch zważywszy na jego potencjał i zalety, które już nabył” – wtrąca González. Tak czy owak, już sama kwota zaprzecza, jakoby David trafił do Katalonii na umowę o dzieło, po którego wykonaniu ma zniknąć.

„Nawet nie wiem, czy Celta zastosowała tzw. klauzulę strachu (zakazującą gry przeciwko swojemu klubowi będąc na wypożyczeniu – przyp. red.), byłbym zaskoczony, gdyby ją zastosowali, bo trudno przewidzieć co się wydarzy. A już na pewno nie zakładali, że Costas może zostać powołany do pierwszej drużyny Barcelony z realnymi szansami na grę u Valverde. Mnie samego to zaskoczyło” – kontynuuje nasz rozmówca, kiedy pytamy, czy Hiszpan pod nieobecność Javiera Mascherano i przy przepełnionym kalendarzu gier wejdzie choć na chwilę na murawę w sobotę. „Jestem szczęśliwy, że wystąpiłem na Camp Nou, mam nadzieję, że to się powtórzy. Trener we mnie wierzy, to dzięki niemu miałem okazję trenować z pierwszym zespołem. To jest przywilej, bo gra z nimi to prawdziwa nagroda” – cieszył się po meczu sam zainteresowany. Czyżby w tych dwóch zdaniach streścił to, co mu najbardziej dokuczało w Celcie?

Jest jeszcze jedna rzecz, o której piszą Cubeiro i Gallardo. „Piłkarz kluczowy” też ma swoją datę przydatności. W przypadku Costasa będzie ona trwała tak długo, jak Barcelona będzie bić się z personalnymi niedostatkami na środku obrony. Tak długo, jak alternatywą dla Gerarda Piqué i Samuela Umtitiego będzie starzejący się Macherano i przeszacowany Vermaelen. A potem Davida Costasa będziemy wspominać albo jako „perłę” wyrwaną Celcie, albo wróci do pierwotnej roli i podzieli los „organizatora”.

Autor: TOMASZ PIETRZYK
Twitter: @tomek2648

***

Oglądaj mecze La Liga na kanałach ELEVEN w jakości HD i z polskim komentarzem

Udostępnij:

Komentarze (5)

Gorące tematy