Następny mecz:  Barcelona  -  Girona     ·  Sobota, 24 lutego 20:45  ·  25. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

 28 stycznia 2018, 14:46

 1 komentarz

La Otra Liga: Alavés miejscem odrodzenia

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.


Chociaż stadion Camp Nou od siedziby klubu z Vitorii jest oddalony aż o ponad 500 kilometrów, to nietrudno znaleźć liczne powiązania między drużynami, które już za chwilę zmierzą się ze sobą w ramach kolejnej ligowej potyczki.

Jednym z najważniejszych mostów łączących te drużyny jest postać Abelardo, obecnego trenera ekipy z Kraju Basków. Ten pochodzący z Gijón szkoleniowiec przez osiem lat reprezentował barwy Dumy Katalonii, z której przeniósł się właśnie do Alavés. Dla niego będzie to więc mecz bardzo symboliczny, a byłby jeszcze bardziej, gdyby na ławce trenerskiej Barcelony wciąż siedział Luis Enrique, z którym przyjaźni się od najmłodszych lat. Tych dwóch panów, których daty urodzenia różnią się zaledwie o dziewiętnaście dni, pochodzi z tego samego miasta i przez długie lata podążali oni praktycznie tą samą ścieżką. Jeden uzupełniał drugiego: Enrique słynął z techniki, zaś Abelardo, początkowo pomocnik, później obrońca, słynął z zaangażowania i odpowiedzialności. Wiedział też, jak odnaleźć się, nie tylko pod swoją, ale i pod bramką rywali. Gole strzelał głównie głową i praktycznie każdy z nich był ważny. Albo wyprowadzał Barcelonę na prowadzenie, albo dawał impuls do odrabiania strat. A o jego wielkiej przyjaźni z Lucho pisaliśmy swego czasu na łamach Olé, co można znaleźć pod tym linkiem.

Abelardo wciąż czuję delikatny sentyment do byłego klubu z Camp Nou, bowiem jak dotąd w starciach z Barceloną nie zdołał zdobyć choćby punktu. Trzy mecze jako trener Sportingu Gijón przyniosły trzy porażki, tylko jedną bramkę zdobytą i aż czternaście straconych. Tym razem może być jednak inaczej, bo jego Alavés prezentuje się naprawdę dobrze. Pod jego wodzą Deportivo zanotowało sześć wygranych, remis i trzy porażki, co, jak na zespół z ograniczonym potencjałem, jest wynikiem ponadprzeciętnym.

Kiedy obejmował drużynę z Vitorii, zajmowała ona ostatnie miejsce w tabeli, z sześciopunktową stratą do miejsca dającego utrzymanie. Przyjście Abelardo było jak łyk świeżego powietrza dla piłkarzy. Najgorsza ofensywa ligi już w pierwszym meczu pod wodzą nowego trenera zdobyła trzy gole i wygrała z Granadą na wyjeździe. Wydaje się, że kluczem do sukcesu była przede wszystkim zmiana mentalności piłkarzy. Okazało się, że ci sami piłkarze, którzy jeszcze wczoraj zwieszali głowy, dziś walczą do ostatnich chwil o każdą piłkę. O tym, że Abelardo ma serce do trenowania, świadczy zresztą najlepiej fakt, jak pożegnał się ze stanowiskiem trenera w Sportingu Gijón. Scena gdzie na konferencji prasowej popłakał się, czując się bezsilny, nie pozostała bez echa.

I chociaż hiszpańscy kibice pamiętają go głównie z Barcelony, która słynie z ofensywy, to sam Abelardo nie zapomniał, że był obrońcą. Nic więc dziwnego, że właśnie grę w defensywie wskazuje jako najważniejszą: „w lidze utrzymają się ci, którzy będą grać najsolidniej w obronie” mówił po spotkaniu z Leganés. Te słowa nie są zresztą rzucane na wiatr. Alavés pod jego wodzą traci średnio jednego gola na mecz, co może nie jest jeszcze statystyką marzeń, ale i tak sporą poprawą. Abelardo udało się więc poprawić zarówno grę w obronie, jak i tę w ataku. Nic więc dziwnego, że jest zewsząd chwalony. Zwłaszcza, że sytuacja kadrowa jest, jaka jest, a jednym z głównych zadań Hiszpana było wyciągnięcie z kryzysu „napastników” po przejściach, o których mowa poniżej.

Munir i prawie manita

30 listopada 2017 roku. Copa del Rey. Munir El Haddadi strzela dwie bramki, a jedną dokłada Bojan Krkić. Niestety dla obu piłkarzy to nie jest mecz Barcelony, z którą obaj łączyli kiedyś swoją przyszłość, a Deportivo Alavés, przeciwko Getafe. I właśnie tych dwóch napastników to kolejne mosty łączące ekipę z Katalonii z klubem z Kraju Basków.

Ich droga na Mendizorrotza była różna, tak jak różny zapowiada się jej koniec. Munir bowiem z kolejki na kolejkę coraz lepiej odnajduje się w nowej drużynie. I chociaż wielu kibiców wciąż widzi w nim zagubionego napastnika, który nie odnalazł się na Camp Nou, to on próbuje napisać nową historię.

Przykład tego, wciąż młodego, piłkarza, pokazuje, jak brutalna jest piłkarska rzeczywistość. Kiedy strzelił on gola w barwach Barcelony przeciwko Elche w sierpniu 2014 roku, wszyscy widzieli w nim wielki talent i przyszłego reprezentanta Hiszpanii. Ówczesny selekcjoner powołał dziewiętnastoletniego wtedy napastnika na mecz z Macedonią, gdzie Munir mógł po raz pierwszy i jedyny zagrać w barwach Hiszpanii. Wszystko po to, by nie brał on już pod uwagę gry w reprezentacji Maroka. Przewrotny los sprawił jednak, że obecnie napastnikowi bliżej właśnie do reprezentacji z Afryki. Dzięki uprzejmości FIFA, która wyraziła zgodę na to, by piłkarz mógł wystąpić pod inną flagą, Munir wciąż może liczyć na reprezentacyjną przygodę. Bo o tej w Hiszpanii musi już zapomnieć, patrząc jak wielki wybór wśród napastników ma obecny selekcjoner.

Momentem, który symbolicznie zdecydował o przyszłości Munira w Barcelonie, było El Clásico na Bernabéu, wygrane przez Dumę Katalonii 0:4. Młody napastnik wszedł wówczas na boisko w 77. minucie i miał wyśmienitą okazję na podwyższenie wyniku na 0:5, tym samym zapisując się w historii niczym Jeffren, przy sławnej manicie na Camp Nou. Niestety napastnik nie trafił z kilku metrów do pustej bramki i chociaż ta sytuacja nie decydowała o losach spotkania, to została zapamiętana przez kibiców jako symbol tego, co najbardziej wówczas doskwierało Munirowi, czyli brak skuteczności. O tę tym bardziej było trudno, że młody piłkarz był tylko zmiennikiem dla takich atakujących jak Messi, Suárez czy Neymar, Grywał więc rzadko, a jak już grał, to często wchodził na boisko wtedy, gdy mecz był rozstrzygnięty.

Przez Nietoperze do Zjadacza Fasoli

Szansą na odrodzenie dla piłkarza urodzonego pod Madrytem, miało być wypożyczenie do Valencii. W klubie Nietoperzy miał udowodnić swoją klasę jako napastnik i wreszcie wypłynąć na szerokie wody. I chociaż otrzymał tam to co najważniejsze, czyli minuty na boisku, to jego pobyt na Mestalla ciężko ocenić jednoznacznie. Siedem goli i trzy asysty w 37 spotkaniach to wynik nie najgorszy, ale też nie na tyle przekonujący by włodarze Valencii zdecydowali się na wykupienie piłkarza Barcelony. Mimo wszystko chętnych na usługi napastnika nie brakowało. W lecie mówiło się sporo o zainteresowaniu ze strony Zenitu Sankt Petersburg, który miał oferować nawet kilkanaście milionów euro, jak i o możliwości transferu czy chociażby wypożyczenia do włoskiego Torino.

W końcu jednak sam piłkarz i klub zdecydowali się umieścić go w Alavés. Włodarze z Camp Nou, wierząc w potencjał piłkarza, wymusili na wypożyczającym klubie ciekawą klauzulę. Deportivo będzie musiało zapłacić Barcelonie 300 tysięcy euro, jeżeli napastnik nie zagra minimum 50% możliwego czasu. Na razie jednak na to się nie zanosi. Munir gra praktycznie w każdym meczu, a pod wodzą Abelardo zaczął też strzelać gole. W momencie oddawania tego artykułu do publikacji ma ich na koncie już osiem, do tego doliczając pięć asyst. Oprócz tego młody napastnik wygląda coraz lepiej na boisku. Cztery żółte kartki, które zebrał jak dotąd w rozgrywkach ligowych, potwierdzają, że Munir nie odpuszcza na boisku. Walczy, a kiedy trzeba, cofa się po piłkę i stara się współpracować z kolegami.

Szwedzka nieskuteczność

A za kolegę w ataku ma innego „napastnika po przejściach”, jakim jest John Guidetti. Ten szwedzki napastnik, który mając dopiero 25 lat, zdążył już zwiedzić osiem klubów, chciałby jak najszybciej zapomnieć o ostatnich miesiącach. Tak jak kampania 2016/17 nie należała do najlepszych, bowiem John w 42 spotkaniach zaliczył więcej żółtych kartek (jedenaście) niż goli (dziewięć), tak runda jesienna obecnego sezonu była koszmarem. Tylko 107 rozegranych minut w lidze i żadnego gola. To sprawiło, że Szwed postanowił jak najszybciej uciekać z Celty i skorzystał z wypożyczenia do Alavés.

Co ciekawe, z partnerem w ataku łączy go nie tylko chęć odbudowy reputacji, ale też klops strzelecki. Tak jak Munir nie trafił wspomnianego gola w spotkaniu z Realem Madryt, tak John Guidetti miał na nodze piłkę dającą Celcie awans do finału zeszłorocznej edycji Ligi Europy. Były piłkarz Citizens mógł sprawić sensację i wyeliminować Manchester United. Wystarczyło jedynie w 96. minucie trafić czysto w piłkę. Niestety dla Szweda zaliczył on wpadkę, która była bardzo brzemienna w skutkach, eliminując hiszpańską drużynę z europejskich pucharów.

Teraz jednak, pod wodzą Abelardo, Guidetti liczy na powrót na salony. A Abelardo liczy na to, że obaj napastnicy zrobią wszystko, by pisząc kolejny artykuł o nich, nie musieć już przywoływać kiksów jako najbardziej znaczących momentów w ich karierze, a skupić się na strzelonych golach.

Wczoraj talent, dziś obieżyświat

Na to liczyć nie może ostatni z wspomnianych w tym tekście napastników, czyli była wielka nadzieja Barcelony Bojan Krkic. „Z Formenterą nie zagrał, ponieważ pojawiła się opcja, iż Bojan pożegna się z klubem. Ryzykowanie kontuzji w takim momencie byłoby niewskazane” odpowiedział Abelardo na pytanie dziennikarzy, dlaczego na mecz Copa del Rey nie został powołany wychowanek Dumy Katalonii. Taka informacja to nie nowość w przypadku tego piłkarza, który praktycznie co okienko transferowe jest wypychany z klubu do klubu. Od kiedy uznano, że jest zbyt słaby na Barcelonę, odwiedził już kolejno: AS Romę, AC Milan, Ajax Amsterdam, Stoke City, Mainz oraz teraz Alavés, nigdzie nie zagrzewając miejsca na dłużej.

„Wróciłem [z meczu] do domu i położyłem się do łóżka. Zacząłem się trząść i miałem konwulsje. Rodzice zabrali mnie do szpitala. Od tego momentu miałem zawroty głowy każdego dnia”. Tak w niedawnym wywiadzie, którego część przytaczał Tomasz Ćwiąkała na 

Pamiętacie Bojana Krkicia? Udzielił bardzo mocnego wywiadu "Marce" i chyba jest odpowiedź, dlaczego mu nie wyszło. pic.twitter.com/ubcKpeU021

— Tomasz Cwiakala (@cwiakala) December 4, 2017 ">Twitterze, swoją nieudaną karierę tłumaczył Bojan. Piłkarz, który w juniorach Barcelony poprawiał rekordy Messiego, nie poradził sobie z presją gry na najwyższym poziomie. Niestety nie udało mu się też miękkie lądowanie na poziomie niższym niż ten, jaki prezentuje Duma Katalonii. Bojan nie daje tego, co dawać powinien ofensywny piłkarz, czyli przede wszystkim liczb. Przytaczany powyżej gol w starciu z Getafe to, jak dotąd, jedyne trafienie Hiszpana w tym sezonie i aktualnie nie zapowiada się na więcej, zwłaszcza że coraz częściej mówi się o tym, iż włodarze Alavés nie widzą dla niego miejsca w drużynie. 27-letni piłkarz i jego kariera mogą być przestrogą dla młodszego o pięć lat Munira. Łatka wielkiego talentu na pewno się przydaje, ponieważ pozwala na uzyskanie kilku szans więcej, ale na koniec przede wszystkim liczą się wyniki, a w przypadku napastnika po prostu gole.

Mecz z Barceloną będzie ważny dla każdego ze wspomnianych bohaterów. Dla Abelardo to powrót na Camp Nou, gdzie święcił piłkarskie tryumfy. Dla Munira i Guidettiego to kolejna szansa na pokazanie się szerszej publiczności. A dla Bojana, o ile nie otrzyma on powołania na mecz, ważny sygnał na temat jego przyszłości w tym klubie.

Autor: PATRYK WIECZYŃSKI

***

Oglądaj mecze La Liga na kanałach ELEVEN w jakości HD i z polskim komentarzem

Udostępnij:

Komentarze (1)

Gorące tematy