W ciszy stadionu. Błędy

Karol Chowański 'Challenger'

9 maja 2009, 14:37

79 komentarzy

FC Barcelona-Chelsea FC, Chelsea FC-FC Barcelona. Półfinał Ligi Mistrzów. Brzydki półfinał. Nienadający się za bardzo do promocji wzniosłych idei fair play. Pełen walki. Kopaniny. Antyfutbolu. Nieskładnych akcji. Dwumecz, który powinna wygrać silniejsza fizycznie Chelsea. Tyle, że odpadła. Dwumecz, którego nie wygrała Barca. Bo Barça rewanż w Londynie przegrała...

Azulgrana poległa w drugim meczu półfinału na Stamford w głównej mierze przez Josepa Guardiolę. Niestety, brak doświadczenia trenera FCB objawił się w najgorszym momencie sezonu - w kluczowym meczu dla losów krucjaty po trzy trofea nie podołał mister presji i oczekiwaniom. Od czasu do czasu dostrzec można jego niechęć do decyzji, no właśnie, jakich... nie: odważnych, lecz chyba oczywistych, skoro notorycznie nie daje szans Hlebowi na nominalnej dla niego pozycji środkowego pomocnika, a Bojana wprowadza na zmiany najczęściej około 84. minuty. W każdym razie, wobec zadeklarowanego na rewanż z Chelsea składu postępowanie trenera wobec Białorusina czy jego polityka zmian to doprawdy detale. Bo szereg nietrafionych decyzji personalnych Pepa zaważył na koszmarnym dla wszystkich culés wyniku na Stamford Bridge, znacznie ograniczył pole manewru w ataku i wcale nie uchronił drużyny przed stratą bramki. Desygnowana przez Guardiolę w Londynie jedenastka i podjęte w ciągu meczu decyzje (czyli ich brak), sprawiają, że nie można tu mówić o jednym nietrafionym wyborze. On nie zdecydowałby o losach spotkania rewanżowego w takim stopniu.

Błędy. Pluralis.

Naturalnym wyborem wobec absencji Carlesa Puyola i Rafaela Márqueza, wydawało się przesunięcie na lewy środek obrony Érica Abidala. Niejednokrotnie grywał na tej pozycji w reprezentacji; biorąc pod uwagę charakterystykę tej pozycji, warunki fizyczne Francuza również nie pozostawiają wiele do życzenia. Powstawałaby co prawda luka na lewej obronie, więc równie zrozumiałą decyzją byłoby wystawienie Brazylijczyka Sylvinho. Swoimi występami na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy udowodnił, że jest wartościowym zmiennikiem, pewnym w swoich poczynaniach i absolutnie nie odstającym poziomem od swoich kolegów z formacji obronnej FCB. Chętne włączanie się w akcje ofensywne zespołu oraz nieprzeciętna waleczność pozwalałyby ze spokojem oczekiwać pierwszego gwizdka. Choć byłemu graczowi Arsenalu i Celty nie starcza zazwyczaj sił na pełne 90 minut (zawsze mógłby zostać zmieniony w późniejszej fazie spotkania), okazane w ten sposób zaufanie trenera mogłoby wyzwolić w zawodniku znaczną motywację i dodatkowe siły... Ponadto, Sylvio Mendes potrafi mocno uderzyć z dystansu, co tworzyłoby wartość dodaną w ofensywie.

Kadrowy dobór wyjściowej jedenastki wyglądałby wówczas następująco: Valdés, Alves, Piqué, Abidal, Sylvinho, Touré, Keita, Xavi i z przodu Messi, Eto'o, Iniesta. Ale, jak było widać, najprostsze wybory nie zawsze otrzymują zielone światło.

Bo tymczasem na środku obrony ujrzałem w środę Touré, zaś w pomocy realizator zaanonsował parę Busquets-Keita. Biorąc pod uwagę ostatnie występy Sergiego, jego obecność w wyjściowej jedenastce kluczowego meczu sezonu, reakcja wielu kibiców Dumy Katalonii musiała, po prostu musiała i tyle - wyrazić się licznymi wielce nieparlamentarnymi słowy. Barcelońskie hołubienie wychowanków (tym bardziej: katalońskich) to fakt znany; wiadomo, że jest jednym z kluczowych elementów długofalowej strategii Klubu silnie stanowiącym o jego tożsamości. Ale podobne decyzje kadrowe raczej nie powinny mieć miejsca, skoro ryzykuje się finałem Ligi Mistrzów...

Każdy kto zadał sobie trud spodziewania się, co wniesie do gry Sergi Busquets, nie pomylił się. Nie wniósł nic. Wystawienie przez Guardiolę na środku obrony Yaya Touré stało się głównym czynnikiem sprawczym zdominowania meczu, a szczególnie środka pola przez Chelsea. Ballack, Essien, Lampard i Florent "mam super przypałową fryzurę" Malouda kilkakrotnie ośmieszyli Busquetsa, którego postawy w tym spotkaniu, mimo pamiętania o metryce i całej sympatii dla jego nie kwestiowanego talentu, nie sposób określić inaczej niż statysta. Truizmem byłoby powiedzenie, że obserwowanie nieporadności wychowanka Barçy było wybitnie frustrujące. Bez wchodzenia w szczegóły i dalszego rozwodzenia się nad jego postawą wydaje się, że Guardiola był tego wieczora jedyną osobą na Stamford Bridge niedostrzegającą bezproduktywności Busquetsa wobec wydarzeń na boisku, skoro trzymał Sergiego aż do 85. minuty... Z przykrością trzeba stwierdzić, że tego wieczora Busquets znalazł się w pierwszym składzie. Błędem wtórnym było trzymanie go aż 85 minut na placu gry.

Niestety, również daleki od optymalnej dyspozycji był Keita, który tym razem nie wnosił do gry (zarówno w defensywie, jak i ofensywie) tyle, ile grający zazwyczaj na tej pozycji reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej. Widać, że Malijczykowi lepiej gra się w parze z Touré, niż z Busquetsem - i również z tego punktu widzenia decyzje personalne podjęte przez Pepa wydają się co najmniej zaskakujące.

Także Barcelona przegrała ten mecz przez swego trenera. Paradoksalnie. Przegrała przez brak zmian (Bojan wszedł dopiero na minuty przed końcem - nie trzeba chyba tłumaczyć nikomu, że żaden zawodnik nie "wchodzi w mecz" od razu; szczególnie w "taki" mecz). Przegrała przez skuteczną grę Chelsea. Czyli twardą obronę, efektywny pressing, apoteozę antyfutbolu, przerywanie co drugiej akcji faulem, kopiącego po kostkach Ballacka i brak ewidentnego karnego do spółki z czerwoną kartką dla Niemca na Camp Nou. Sędzia pozwolił, więc Chelsea dążyła do celu wszystkimi dostępnymi środkami. Taki już Chelsea ma "styl".

Przegrała przez własną indolencję - trudniej zdobywać bramki, gdy przez pełne 90 minut nie trafia się w światło bramki. Choćby raz. Na 13 prób.
Przegrała przez Daniego Alvesa, który znów urządził sobie polowanie na kibiców. Chyba każdemu na jego miejscu nadal wykonywać wolne byłoby zwyczajnie wstyd... Przegrała przez pecha. W postaci nieprzeciętnie fartownej bomby Essiena. Po akcji, w której nie było zbyt wiele inwencji, zamysłu i pomysłu. Nie było też asysty, a był błąd obrony (czemu piłki nie wybito Lampardowi?), rykoszet (zdarza się), spontaniczny strzał "prawie z niczego" (choć reprezentantowi Ghany naprawdę oddać trzeba słowa uznania za kunszt, refleks i precyzję - strzał nie do obrony) i poprzeczka (nie można mieć pretensji do Valdésa). I Chelsea objęła prowadzenie w sposób banalnie prosty, nie odkrywając się nawet na sekundę - w czym tkwić miała szansa i koncepcja Barcelony.

Przegrała też przez Toma Henninga Ovrebo - który, choć mylił się na korzyść i niekorzyść obu drużyn, to z czerwoną kartką pod prysznic odesłał Abidala. Mimo że bliżej niż faulu było w tej sytuacji raczej do oscarowej roli Anelki. A ciężko gra się przeciwko mistrzom defensywy i przeszkadzania w grze, z 0:1 w plecaku i dziesiątką graczy na boisku. Zabawnym jest, że równocześnie, dzięki kilku kontrowersyjnym decyzjom sędziego w drugą stronę, Chelsea nie powiększyła przewagi. Przegrała z kretesem. Przegrała w regulaminowym czasie gry...

Bo po 90. minucie stał się cud. Parafrazując Larry'ego Birda, cud zstąpił na ziemię przebrany za Andrésa Iniestę. Bo każdy popełnia błędy. Essien też. I do Rzymu jedzie drużyna Guardioli, który po tym meczu na pewno jest lepszym trenerem, szczerze w to wierzę.

To niesamowite. Obserwować drużynę, która "wygrywa" (bo ten remis to przecież wygrana, skoro 1:1 na wyjeździe ma taki sam efekt jak stan 0:1:) bez względu na wszystko. Bez względu na demotywujący przebieg dwumeczu, o którego obliczu rzutowały krzywdzące Barçę błędy i niedopatrzenia sędziów. Bez względu na pomyłki i wyjątkową tego wieczoru bierność przy linii własnego trenera. Kontuzje i wykartkowanie kluczowych graczy. Eksperymentalne zestawienie obrony i defensywne ustawienie pomocy. Krótką ławkę. Słabszą formę kluczowych zawodników (Messi i Dani Alves na pewno nie zagrali meczu swojego życia). Zmęczenie trudami całego sezonu.

Bez względu na wszystko, co działo się na boisku i odwracając losy meczu, który Barça powinna przegrać 0:3. Bo "setki" wypracowane przez Chelsea i niepodyktowane karne (bo MOGŁY być 3. Nie wiem, ile powinno być. Nie mam pojęcia i mnie to nie obchodzi. Ale 3 karne mogły być podyktowane spokojnie. Za rękę Piqué, rękę Eto'o i jeden z wybranych fauli w polu karnym.) de facto powinny Barçę wyeliminować. Ale tak się nie stało. Za sytuację z drugiej połowy Anelka pewnie nie śpi do tej pory... Jednak zatriumfował futbol, a nie szachy i genialna taktyka hack-a-Messi autorstwa Guusa Hidinka, którą przez cały mecz entuzjazmował się Darek Szpakowski.

Tak, to jest sprawiedliwe, że awansowała Barcelona. Może nie w przekroju meczu środowego, bowiem potrafię przyznać, że Barcelona prezentowała się słabiej w tym spotkaniu, z gry miała mniej niż zero przez 90 minut, zatem teoretycznie zasłużyła na porażkę; i zapamiętam ten mecz jako taki. Ale traci to znaczenie w kontekście strzału Iniesty, całego dwumeczu (bo w jego przekroju na awans "zasłużyła" Barca) i historii pojedynków FCB z CFC w Lidze Mistrzów. Spoglądam, przyglądam się, analizuję: cóż, awans należy się Dumie Katalonii. Bo po takim dwumeczu, w którym nawet nie sposób ocenić, kogo bardziej skrzywdziły decyzje arbitrów:), nie może być mowy o retoryce "zwycięstwa zasłużonego" czy "zwycięstwa moralnego". Moralnym, to Barça jest tego dwumeczu przegranym, przecież po 90 minutach było 0:1, w stylu jaki mieliśmy okazję oglądać... Interesuje mnie więc tylko to, co na papierze. A stąd wynika, że do finału awansowała Blaugrana.

Co legitymuje ten wynik, jako zasłużony. Dziejowo. Bo rozpatrując awans Barçy, wypada na koniec odwołać się do historii. Teraz czas sympatyków Chelsea na żal, tak jak niezasłużony żal przeżywała Barça w 2005 roku po faulu Carvalho na Valdésie. Tutaj Chelsea ma ogromny kredyt u sędziów... Dodajmy do tego festiwal fauli z dwumeczu w tym sezonie i kontrowersyjne wydarzenia z pierwszej potyczki na Camp Nou. Czy, patrząc z takiej perspektywy, przedwczorajszy wynik nie wydaje się możliwie najbardziej sprawiedliwym?

Co prawda zrozumiała jest sfrustrowana postawa Drogby, który harował cały mecz i nie przełożyło się to na bramkę - ale czy obiektywne może być zdanie notorycznego nurka, symulanta i łowcy rzutów karnych... Czy uzasadnione jest oburzenie drużyny, która unika dwóch ewidentnych czerwonych kartek (Ballack na Camp Nou i Essien za faul na Inieście na Stamford), kilku żółtych i jednego w pełni zasłużonego karnego (swoją drogą, tak ewidentnego przewinienia jak faul Alexa na Henrym, to chyba nie widzieliśmy na Stamford w żadnym z trzech ww. przypadków). A już szczytem hipokryzji i żenady jest postawa Guusa Hiddinka, który we Włoszech i Hiszpanii do dziś bardziej jest znany jako Czarodziej odpowiednio z Daejeon i z Gwangju. Można tylko pogratulować Hiddinkowi tupetu i relatywistycznego spojrzenia na rzeczywistość. Tym bardziej, że po spotkaniu na Camp Nou nie rozumiał złości gospodarzy i mówił w stylu "nie rozumiem zarzutów o niesprawiedliwe sędziowanie; wystarczyło strzelić bramkę". Cóż, wystarczyło Chelsea strzelić tę drugą bramkę.

Awansowała Barca. To już historia. Której tworzenia się jesteśmy świadkami.

/fot. guardian.co.uk/

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

7 lat!

Wartym odnotowania jest jeszcze 3 minuta z meczu na Stamford Bridge i ewidentne zagranie piłki ręką przez Ballacka we własnym polu karnym po kopnięciu jej przez Messiego. Karnego oczywiście brak.

Swietny tekst, gratulacje. Zgadzam sie z autorem zwlaszcza w jednej, cholernie waznej kwestii. Oceny Pepa, ktory w meczu rewanzowym udowodnil brak swojego doswiadczenia. Nie chrzancie, ze dobrze, ze czekal tak dlugo ze zmianami bo kompletnie sie pogubil i nie wiedzial co robic. Busquets w podstawowym byl kompletna pomylka, brak zmian decyzja po prostu niezrozumiala. Badzmy obiektywni, jestem pod wrazeniem tego jak w tym roku graja rycerze Pepa, ale Hiddink pobil go na leb na szyje. czlowiek jednak uczy sie na bledach i licze na to, ze Pep wyciagnie odpowiednie wnioski. Bo przy nastepnej okazji cudu juz moze nie byc...

Visca Pep!

Artykuł bardzo ciekawy i nawet się z nim zgadzam. Wiele było błędów w tym dwumeczu i wiele można poprawić. Tyle że wytykanie w ten sposób błędów trenera jest zupełnie niepotrzebne, a już na pewno nieprzemyślane przez autora powyższego artykułu. Nikt przecież nie oczekiwał że Guardiola w swojej pierwszej pracy jako trener drużyny z najwyższej półki zdoła osiągnąć jakikolwiek sukces. Tymczasem on praktycznie już zdobył mistrzostwo La Liga i to w najpiękniejszym bodaj stylu w całej historii Barcelony, a możliwe że nawet całej ligi hiszpańskiej jeśli pobiją rekord Realu w ilości strzelonych bramek. Do tego Blaugrana Pepa Guardioli ma wielkie szanse na 2 kolejne tytuły, łącznie z najważniejszym trofeum Europy na czele.

To jasne że trenerowi brakuje doświadczenia, błędów się nie da uniknąć ale można się na nich uczyć. Tego właściwie oczekiwano po Guardioli na początku. Tymczasem on dał nam coś czego nie da się zapomnieć. Z całą czołówką ligi Barca grała jak ze swoimi rezerwami: 4-0 z Sevillą czy Valencią, 6-1 z Atletico czy wreszcie 6-2 z Realem. Jeśli ktoś nie potrafi docenić tego dorobku i ocenia pracę trenera po jednym słabszym meczu to oszukuje sam siebie.

Zresztą na refleksje przyjdzie czas po ostatnim gwizdku sezonu. Póki co mamy jeszcze 2 tytuły do wygrania i kilka drobniejszych celów do osiągnięcia i na tym powinna się skupiać uwaga piszących by każdy fan Barcelony czuł że zbliża się coś naprawdę wielkiego...

Barca11

W Polsce panuje coś takiego jak wolność słowa i obiektywna ocena, wiesz??

barca11

przez dwa lata to samo mówiliśmy o Rijkaardzie i Ronaldinho. I co?

co to za idiota pisal ten artykul ???? Kim Ty jestes by oceniac trenera, ktory sprawil ze ta druzyna gra najpiekniejsza pilke na calym swiecie, ktory wygral lige, jest w finale LM i pucharu Hiszpani, zastanow sie chlopie. Masz licencje trenera zeby moc podwazac decyzje Guardioli, na to moga pozwolic sobie wielcy trenerzy a nie amotorzy dziennikarstwa i pilki noznej.... zalość, ZWYCIEZCOW SIE NIE OCENIA

Busquets nie nadaje się do naszego zespołu.Ja bym go wypożyczył,a nawet sprzedał.On nic nie wnosi,jak to dobrze zostało ujęte-statystuje.

Nieważne jest to co było, ostatecznie wygraliśmy a reszta nas nie obchodzi.

[Zobacz link: http://videos.sapo.pt/iQsZp0zZu7lNcADW9pdz]

zobaczcie jak Anelka potyka się o własne nogi!!!!!

lewą nogą zahacza o prawą łydkę ! ;];];];]

doskonały artykuł

Zagłosujcie w sondzie na stronie manusite.pl na Barcelonę ;D Wygrajmy ten finał i na papierze xP [Zobacz link: www.manusite.pl]

Zagłosujcie w sondzie na stronie manusite.pl na Barcelonę ;D Wygrajmy ten finał i na papierze xP [Zobacz link: www.manusite.pl]

trzeba też pamiętać,że gdyby sędzia odgwizdał karnego na Henrym na CN nie byłoby absencji Puyola w środowym rewanżu ,gdyż właśnie po tej akcji był kontratak Chelsea,który to nasz kapitan zatrzymał nieprzepisowo,zac o otrzymał Ż.K.

maciach - Cáceres, a nie Caceras. Nie wiem kiedy sie w koncu nauczycie tego nie trudnego nazwiska;/

Ja pozwolę sobie z autorem się nie zgodzić. Wystawienie Toure w środku obrony choć na pozór szalone, w głowie Pepa gwarantowało jako taką równowagę fizyczną w polu karnym. Zauważcie że to nie Pique siedział na Drogbie, lecz Yaya. Kto wie jakby skończyła się sytuacja walki bark w bark z Drogbą w polu karnym z której Toure wyszedł zwycięsko? Z tym potworem trzeba walczyć fizycznie a Eric parę razy pokazał że nie może tego zrobić i dziękujmy sędziemu że ten sędziował tak jak sędziował i nie był skrupulatny. Niestety, skoro Toure w obronie, w środku pola zostało miejsce już tylko dla Sergio. Mam nadzieję, że w Rzymie wystąpi jednak Henry, że lekarze dokonają cudu, że może wreszcie sam Heniek zdecyduje się zaryzykować, bo przecież taka szansa może się już w jego życiu po raz 3 nie powtórzyć. To zagwarantuje nam naszą super zgraną formację w środku pola Toure-Xavi-Iniesta i panowanie w tym rejonie boiska. Ponieważ natomiast ManUtd. nie ma takich kafarów w składzie jak Chelsea, to w Rzymie mógłby na środku zagrać Abidal (dlaczego nie odwołują się od kartki tak jak ManUtd - czyżby tam jednak był faul?) ale skoro go nie będzie to z braku laku pewnie Pep wystawi Cacerasa.. Nie sądzę, żeby zaryzykował ponownie z Yaya w roli środkowego defensora. Ten świetnie walczył z Drogbą, ale widać było niezrozumienie z Pique i parę razy rozmontował swoimi wyjściami (z przyzwyczajenia) linię obronną.

co już nikt nie pamięta o karnym dla Barcy w Hiszpanii!?! zupełnie inaczej by to wtedy wyglądało. myślę że rozwiązał by się wtedy worek z bramkami!!

Niestety troche sie zgadzam, i mysle ze dobrze ze ktos to napisal. Oczywiscie ze zwyciezcow sie nie sadzi ale zawsze mozna wyciagnac wnioski. Ani jednego strzalu oddanego w swiatlo bramki, ani jednego stalego fragmentu gry wykonanego chocby poprawnie, ani jednej wrzutki ktora by zagrozila bramce rywali. Wszystko oczywiscie pomijajac strzal Iniesty w doliczonym czasie gry. Troche cierpialem ogladajac ten mecz do 93 min:-) i troche to malo jak na najlepsza druzyne na swiecie. Lecz wierze ze takie mecze sie po prostu zdarzaja, zebym nigdy wiecej nie musial przezywac takiego horroru.

Wszystko bardzo fajnie napisane, tylko trzeba pamiętać, że zupełnie abstrakcyjne. W najmniejszym stopniu nie weryfikowalne. Analiza miała by ręce i nogi, gdyby autor miał dostęp do wyników testów wydajnościowych, siłowych, szybkościowych, koordynacyjnych i wszystkich innych wykonywanych na treningach. Wtedy, mając takie informacje jak Guardiola mógłby mu wytykać błędy.

A tak bardzo gładko, ze swadą i erudycją trzepie pianę, generując szum informacyjny. Naturalnie jeśli ktoś chce poczytać sobie cokolwiek o piłce nożnej - OK, fajny głos w dyskusji. Nie dajmy się jednak nabrać, że stanowi to jakąś merytoryczną wartość, że jest rzetelną analizą. Chociażby postawiony dogmat, że żadne zawodnik nie "wchodzi" w mecz od razu - radzę przypomnieć sobie Henriego w ostatnim meczu z Valencją.

Visca! :)

A ja się zgadzam! Pep popełnił blędy w tym meczu i jakby nie Iniesta to byscie wszyscy psy na nim wieszali! :P nie ma co tego dwumeczu rozpamiętywać... zapamiętajmy tylko piękną bramke "Bladego" i awans Barcy do finalu Champions League!

Forca Barca !

GeorgBest

Piszesz, że Messi nic nie pokazał przeciwko angielskim drużynom.No dobra można sie z tym zgodzić ale weź pod uwagę sposób w jaki Messi jest pilnowany w takich konfrontacjach.Zawsze przy nim jest 2, 3 przeciwników a jak tylko przyśpiesza to wszyscy sie na niego żucają i próbóją odebrać mu piłkę.

Nie widziałem jeszcze meczu w którym Ronaldo byłby tak pieczałowicie pilnowany.

Gratuluje Challenger artykułu. Zdanie czysto subiektywne, ale myślę zgodzi się z nim wielu kibiców.

Według mnie busquets też nic nie wniósł, co i rusz gubił piłkę, niecelnie podawał. Iniestę mógł cofnąć na pomoc a Hleba dać do ataku i po sprawie :D

Zdecydowanie najlepszy felieton jaki tu czytałem od dawien dawna! Wreszcie ktoś miał odwagę przyznać jak było naprawdę, napisać o katastrofalnych błędach Guardioli i piłkarzy. Wreszcie nie muszę tu czytać samych wypowiedzi jaka to Barca była wspaniała w drugim meczu itd. Ale zakończenie też jest perfekcyjne, ostatecznie udowadnia, że jednak na ten finał zasłużyliśmy. Challenger czekam na Twoje następne felietony z niecierpliwością, bo masz naprawdę wielki talent do pisania! Borys27 - też świetny komentarz. Pozdrawiam

Jesli o mnie chodzi, nie ma znaczenia czy Hiddink jest hipokryta, czy nie. Wazne, ze w tym co robi jest postacia z najwyzszej polki. Cos wiedza o tym Holendrzy po ostatnim Euro :) Czy chocby mizerne PSV Eindhoven, z ktorym wygral Puchar Europy i gral w polfinale CL '04...

Challenger

Napisales wszystko to, o czym myslalem po tym meczu, dokladnie tak samo bym to ujal. Dobry felieton!

borys27 - w jednym szeregu z Challengerem odnosnie wypowiedzi

Pozdrawiam

Ładnie, pare drobnych błędów;) Choć nie zgadzam się z Tobą co do rzekomych uchybień Guardioli, to słusznie przywołałeś tu hipokryzję Hiddinka. Chyba nie tylko ja mam jeszcze w pamięci mecz Hiszpania- Korea w 2002 roku, oraz słowa wypowiedziane przez Guusa po spotkaniu:

"Trzeba było wykorzystać nasze błędy, zdobyć gole i wygrać, a nie zwalać winę na arbitra. Ja, kiedy przegram, staję przed lustrem, patrzę sobie w twarz i robię rachunek sumienia ze swoich błędów..."

Szczyt chamstwa i bezczelności. No ale cóż... Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy;)

Jezu, aż się miło robi od czytania takich tekstów, tym bardziej że doszedłem do podobnych wnioskow(dzięki Zuzce). Dla mnie to był rewanż właśnie za to trzymanie za rękę Valdesa w 2005 roku. A niech mają!

Challenger

Zawsze z przyjemnością czytam Twoje komentarze oraz Twoje oryginalne i przede wszystkim według mnie bardzo obiektywne felietony.Nie inaczej było i tym razem.Zgodnie z tytułem: W ciszy stadionu, przeczytałem ten artykuł właśnie w takiej konwencji czyli błogiej, bezszelestnej ciszy:),gdy emocje już opadły a po bitwie został kurz! Przeczytałem go kilka razy, próbując wedrzeć się w Twoje myśli, spostrzeżenia i skonfrontować je z moimi. Przyznam szczerze, że w tym przypadku to nie było trudne, żeby zrozumieć ich przesłanie, logikę i sens. Z jednego prostego powodu.Mianowicie pokrywają się praktycznie w sposób idealny do moich subiektywnych odczuć i wrażeń odnośnie meczu, wszelakich decyzji i zachowań trenerskich, błędów typowo piłkarskich czy całej otoczki towarzyszącej tej rywalizacji, zarówno przed dwumeczem jak i po nim!

Widząc skład przed pierwszym gwizdkiem, naprawdę nie mogłem uwierzyć w to co widzę, pragnąłem żeby ktoś wyrwał mnie z tego złego snu i powiedział, że to nie jest prawda. Pojawił się we mnie strach, lęk przed tym co ma nadejść za chwilę. Pojawiły się czarne myśli i miałem złe przeczucia, ale w głębi duszy myślałem sobie, że to co ja myślę, czuję,nie ma żadnego znaczenia, że to wszytko pryśnie jak bańka razem z pierwszym gwizdkiem sędziego, a moja obawa odpłynie w niepamięć.Chciałem się mylić! Niestety nie tym razem. Pierwszy gwizdek nie był końcem czarnych myśli, złego snu, a jak się okazało później, praktycznie jego początkiem. Początkiem niepożądanego obrazu z którego wyłaniała się bezsilność i bezradność.Obrazu który przedstawiał jak to trafnie określiłeś praktycznie wszystko co najgorsze czyli kopaninę, nieskładne akcje, chaos, niemoc, "brutalną" bitwę, którą przerywał co jakiś czas arbiter swoimi decyzjami lub jego brakiem, przypominając mi jednocześnie, że to jednak mecz piłkarski a nie bitewna walka na śmierć i życie. Mimo wszystko moje oczy cierpiały, a serce krwawiło!

Może za bardzo ubarwiłem, może za bardzo to wyolbrzymiłem, ale takie miałem odczucia, bo moja dusza nie znosi żeby nie powiedzieć nienawidzi , takich właśnie obrazów które ukazały się moim oczom w ten środowy wieczór, obrazów brzydkich i ciężkich do wytłumaczenia. Od razu zaznaczę, że nie chodzi tu o samą grę mojej ukochanej drużyny, ale tak jak mówiłem o całą otoczkę wobec tego spotkania, o jego przebieg, kontrowersje,o całkowite zapomnienie o głównym przesłaniu tej pięknej dyscypliny jakim jest dawanie ludziom radości, uśmiechu a nawet spełnianie marzeń! Nie chcę oglądać takiej reklamy tej dyscypliny sportu, ale tak jak w przeszłości widziałem wiele podobnych meczów a nawet gorszych, tak wiem, że w przyszłości to też będzie nieuniknione, bo zdaję sobie sprawę że futbol podobnie ja życie nie jest usłane różami i nie zawsze jest piękne, mam tylko nadzieję że każde kolejne takie doświadczenie pozwoli mi lepiej to znosić:)

Nie ukrywam, że Ligę Mistrzów a kiedyś Puchar Europy przeżywam jednak wyjątkowo. Chyba jednak bardziej niż La liga, bo te rozgrywki są dla mnie wyjątkowe, być może dlatego, że to od nich zaczęła się ta prawdziwa miłość do Barcy( co wcale nie oznacza że rozgrywki krajowe nie są istotne). Być może dlatego , że mogę być dumny ze swojej drużyny i jej nieskazitelnego piękna przed całym światem, przed milionami ludzi, że mogą razem ze mną zobaczyć coś co rozrywa od środka, że mogą zachwycać się razem ze mną i być tak samo szczęśliwi jak ja. Nie ukrywam, że płakałem po finale z Sampdorią w 1992 roku oraz 2006 z Arsenalem, po przegranym finale z Milanem w 1994 czy golu Zalayety w pojedynku z Juve. Może dlatego te rozgrywki tak bardzo są bliskie mojemu sercu:) A może jestem po prostu za bardzo wrażliwy,może... :)

Odnośnie samego spotkania i decyzji personalnych, tak jak mówiłem na wstępie, całkowicie zgadzam się z autorem tekstu. Już ,nie będę się długo nad tym rozwodził , bo praktycznie wszystko perfekcyjnie i co najważniejsze obiektywnie opisałeś, za co wielkie gratulacje! Tak jak uważam, że błędem było w 2006 roku posadzenie na ławce w finale grającego świetny sezon Iniesty( który zastępował w sposób naprawdę wyjątkowy jak na 21 letniego zawodnika, samego Xaviego ktory jak pamiętamy ze względu na zerwanie więzadeł opuścil praktycznie cały sezon) tak teraz błędem było cofnięcie Toure do tyłu a w jego miejsce desygnowanie do gry Busquetsa, który delikatnie mówiąc od dłuższego czasu jest pod formą.To całkowicie rozbiło tę wspaniale funkcjonującą maszynkę, trybiki się poprzestawiały a łańcuszek się rozleciał.Resztę rzeczy opisał challenger. Jednak nie mam zamiaru pastwić się nad piłkarzami, nad trenerem, nie mam do nich żadnych pretensji, bo wiem , że zawsze chcą jak najlepiej, ale wiem również ze są czasami takie dni, kiedy nic nie wychodzi, kiedy dzieją się rzeczy na boisku których nie pragniesz, do których nie dążysz.Piłkarze to to tylko ludzie, mają prawo do słabości i błędów, bo jak wiemy człowiek jest istotą kruchą. Być może wtedy kocham ich jeszcze bardziej i jestem z nich jeszcze bardziej dumny. Ale należy również być obiektywnym, uczciwym ,szczerym.Należy rzeczy nazywać po imieniu i przede wszystkim potrafić przyznać się do błędu i wyciągnąć z niego wnioski,bo to wielka sztuka! Dlatego przyznaję i zgadzam się z opiniami, że Chelsea była od nas lepsza w tym drugim meczu, nie wiem podobnie jak autor tekstu kto bardziej zasłużył na awans, myślę , że po tym co widzieliśmy to stwierdzić to jednoznacznie jest niemożliwe! Bez wątpienia sędzia pomógł Barcelonie, na pewno nie moglibyśmy mieć pretensji jakby podyktował przynajmniej ze dwa karne, nie moglibyśmy mieć pretensji jakbyśmy odpadli, taka jest prawda.To należy przyznać. Prawdą jest również, że Chelsea miała swoje sytuacje i gdyby wykorzystała choć jedną nikt by teraz nie mówił o tych błędach sędziego.Prawdą jest to wszystko co napisał challenger o Hiddinku, jak rownież o pozostałych wspomnianych przez Niego kwestiach Natomiast to co się stało w tej 93 min to nic innego jak CUD, OPATRZNOŚĆ! Inaczej się tego wytłumaczyć nie da, po tym wszystkim co widzieliśmy przez cały mecz.To była największa, namacalna PRAWDA! Być może to była nagroda za piękna grę na przestrzeni całego sezonu oraz zadośćuczynienie za wszystkie "piękne" porażki z przeszłości? Ten jeden, jedyny raz! Kto wie...

Żeby już nie zanudzać na koniec jeszcze szczerze powiem i się przyznam, że chyba pierwszy raz w zyciu w trakcie meczu zwątpiłem w sukces! Pierwszy raz! Nie wiem czy nie wierzyłem(byc może nie, nie potrafię powiedziec, tak jak obserwatorzy nie potrafią powiedzieć kto bardziej zasłużył na ten awans), bo jestem głęboko wierzący i wydaje mi sie to wręcz surrealistyczne, żebym mógł stracic wiarę lub nadzieję(która jak wiadomo umiera ostatnia) ale czułem coś takiego jak nigdy przedtem, takie zrezygnowanie, zwątpienie, pogodzenie z losem, pogodzenie się z porażką i szczere pogratulowanie sukcesu przeciwnikowi. Można powiedzieć ,że tak jak Piotr wyparł się Jezusa trzy razy i w niego zwątpił, tak ja zwątpiłem w Barce! Tylko z tą różnicą że, u mnie kogut nie zapiał(a może nie slyszałem?:)i może nie dostałem rozgrzeszenia:)

Challenger jedyne co mi się nie podoba w twoim "pamietniku" to słowo: pluralis:) Od razu przywołuje to u mnie dosyć niemiłe wspomnienia(naprawdę niewielki krok do traumy) dotyczący moich męczarni z gramatyki języka łacińskiego, na szczęscie chociaż jak w przypadku Barcy ze szczęsliwym happy endem:) Ale wszelkie pluralisy czy singularisy są u mnie na cenzurowanym:)

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję ze nie dostanę bana, że mnie na aż takie sentymentalne "słodkości" wzięło:)))

Aboutreka....taki wniosek można wysnuć jeśli oglądasz Barcę sporadycznie.

Od jakiegoś miesiąca Messi nie gra na swoich najwyższych obrotach. Fakt zagrał w miarę fajnie z Realem, ale wcześniej bezbarwnie z Valencia i w jeszcze poprzednich meczach też. Zresztą nie bez przyczyny czekało się tak zbawiennie na powrót Iniesty (po kontuzji). Każdy widział, że Messi gra słabiej. Xavi wtedy też nie grał pierwszych skrzypiec. Także genialność genialnością, ale Messi po prostu gra ostatnio słabiej i tyle.

GeorgBest.....taaa w zeszłym roku też Barcelona szła na pożarcie. Przecież ManU grało sezon życia, a Barca miała kryzys. Gdyby nie kosmiczny strzał Scholsa....to wynik tej rywalizacji rozstrzygnąłby się w karnych.

Jak sam pewnie wiesz mecz meczowi nierówny. To co mówisz o meczach Messiego z Anglikami....to samo można napisać o Ronaldo i meczach z Hiszpanami.....więc żaden to dowód na słabość jednego czy drugiego.

A co do ubiegłorocznego finału LM....tak strzelił bramkę....jak i przestrzelił najważniejszego w jego karierze karnego (nie jedynego zresztą w tamtej edycji LM) i gdyby nie "palec Boży", który spowodował upadek Terry'ego przy strzale....to pewnie pucharu by nie było.

Tylko to jak widzisz i z mojej strony i z Twojej to jest gdybanie gdybanie...Ja też mogę napisać....uuuu jak Messi Eto'o Xavi Iniesta Toure i cała Barca będzie w formie to wygranie z ManU będzie proste.

Tylko po co?? A czy dziurawa obrona??? Znowu gdybanie....wszystko zależy od formy zawodnika w danym meczu i tyle.

"Słabszą formę kluczowych zawodników (Messi i Dani Alves na pewno nie zagrali meczu swojego życia). Zmęczenie trudami całego sezonu"

Absolutnie ktos kto zna sie na futbolu nie moze sie z tym zgodzic. Messi wcale nie jest obecnie w slabszej formie!!! On nie gral swietnie w meczach z Chelsea bo pilkarze The Blues swietnie realizowali genialana taktyke Hiddinka ktora spowodowala ze Messi tak gral jak gral. Gdyby Messi byl w slabszej formie to w miedzyczasie nie zagralby tak swietnego spotkania z Realem!

Śmiechu warte to co tu niektórzy piszą :) Maniu24, a Messi co pokazał wielokrotnie w meczu przeciwko angielskim drużynom ? Kompletnie nic, Ronaldo nie jedno krotnie ratował tyłek MU strzelając ważne bramki, nie liczy się efektowny zwód czy technika a ważne bramki jakie Ronaldo strzel dla Manchesteru, ważny mecz... przepraszam ale ubiegłoroczny finał LM, Manchesteru z Chelsea nie był ważny ? W tym meczu zagrał bardzo dobrze przy okazji strzelając bramkę, nie będe ci tu wymieniał innych meczów bo widzę że znajomość na piłce nożnej i karierze Cristiano Ronaldo masz niczym nasi świetni eksperci ze studia w TVP2.

Po drugie Ronaldo w tym sezonie mimo iż nie miał formy pokazywał swoja klasę zdobywając mase ważnych bramek, nie przystępował on z resztą zespolu do przedsezonowych przygotowań a gdybyś miał styczność z piłką nożna wiekszą niż obraz monitora bądz ekranu telewizora wiedziałbys jak bardzo ważne są takie przygotowania i mogę jako kibic MU napisać że Ronaldo wrócił do formy od meczu z Tottenhamem wygranym 5:2. Zobaczymy jak Ronaldo i reszta zespołu zagra z waszą kosmiczną Barceloną, chce ci tylko napisać że w Manchesterze jest więcej walczaków i są lepsi piłkarze co pokazują punkty w lidze niż są w Chelsea. Manchester już raz wygrał z Barceloną i Chelsea w LM i teraz to my gramy jako faworyt w finale, będzie się dzialo ale z waszą obroną która jest dziurawa jak ser na pewno trudno nie będzie.

ja jak wiekszosc zgadzam sie z wiekszoscia tego tesktu :P ale i nie ze wszystkim jak wieszkosc :P ale niewazne juz. poprostu dzieki za fajny artykul

plocin - Manchester w fazie grupowej dwa razy zremisował bezbramkowo z villareal... wiec nie mów mi co zrobiłby ronaldo w "cienkiej" lidze hiszpańskiej. bo ja to już wiem:)

okej już rozumiem. Nauczka na przyszłość - nie czytać po piwkach :D

ekstra, ale kiedy Alex sfaulował Henry'ego na stamford?

portero

dzięki za korektę,już mi się miesza no ale w końcu tyle tych bramek było:) pozdro.

plocin

no i co z tego...jak nikt jeszcze tak nie grał przeciwko MU jak przeciwko Barcelonie. Jak gra Barca to nawet chelsea gra ultradefensywnie. ale jak gra chelsea z mu to nie ma czegoś takiego...a gdybys był obiektywny to byś napisał o tym ze cristiano ronaldo jeszcze w zadnym waznym meczu przeciwko silnej druzynie, która dobrze do przykryła nie rozegrał nawet dobrego spotkania. i to cristiano jak narazie potwierdził ze waznych meczach nie istnieje...

gola strzelił wtedy Toure Yaya.

to nie pierwszy raz Pep tak dziwnie namieszał w taktyce i ustawieniu. przypomina mi się mecz z Espanyolem w którym to dokonał takich roszad w drugiej połowie że w efekcie to wprowadzony na boisko Busquets zagrał jako wysunięty napastnik a Bojan przesiedział mecz na ławie choc akurat w tym momencie jego obecnośc na boisku była bardziej logiczna.Efekt pamiętamy gola i tak zdobył Keita a mecz się poszedł rypac1:2:(

Co to za odwracanie kota gonem,Chelsea pokazał Barcelonie ze ejst zespołem lepiej poukładanym,a takze mowinie ze Gdyby Chelsea sie odkryła barca by ich rozstrzelała jest nie na miejscu bo piłkarze Chelsa moze nie mają takiej techniki ale wiedza co to prawdziwa piłka nozna.Messi niby najlepszym graczem swiata,przy nim Ronaldo to nikt pałaczek itd,hehehe Teraz widzicie Co to znaczy Ronaldo mozecie go wyzywac mowic ze nie zasługuje na złota piłke,ale fakt jest taki ze w tym sezonie rowzniez on powinnien te nagrode otrzymac bo kto ? Messi?Za co ?Za bramiki w sąłbej lidze Hiszpanskiej,oczwyscie nie odmawiam mu techniki,szybkosci zwinnosci ale z boiskowymi gladiatorami nie ma szans,z ktorymi Cris sie mierzy na codzien.Wyobraznie cobie co by Portugalczyk robiłw Hiszpanii.RONALDINHO -gdy był w formie Messi nie rowna sie z nim,Bramki z Chelseą te asysty...Ronaldo w tym roku rowniez złota piłka,bo nie widze kogos lepszego w tym roku od tego piłkarza.

konto usunięte

Przedostatni akapit i ocena postawy Hiddinka swietna;)

Fajnie się czytało :)

Bardzo dobry artykuł. Mam nadzieję, że w Rzymie Toure zagra w pomocy.

Bardzo mało fanów piłki nożnej lubi Chelsea, Ani Drobge, ani Ballacka czy Abramovitcha ani w ogóle nikogo poza Avramem Grantem, który sprawił, że Chelsea przestała wyglądać jak zarozumiała flądra. Wraz z Hiddinkiem ten wizerunek powrócił. Powrócił wraz z meczem 0:0 w Barcelonie. A w meczu na Stamford Bridge się utwierdził

Felieton, pod ktorym podpisuje sie wszystkimi konczynami :)

do Semih

blau i azul to określenie tego samego koloru:)

nie wiadomo czy Henry zdąrzy :/ oby

Jak cycuś "Karwalio" faulowal Valdesa to od "de blus" ani slowa. A to był gol (g-o-l). A 1 (słownie j-e-d-e-n) karny za reke Pique, ktory sie nalezal, wyciagnalby Valdes..na pewno to nie był jeszcze gol..zreszta z Camp Nou tez jeden karny byl dla Barcy wiec sie wyrownalo.

jasne..i sedzia strzelił bramke dla Barcy, spekulacje zawsze bedą..czelsi byla za slaba na final, nie strzelila 2 gola oslabionej Barcie i to sie zemscilo. Poza tym stanela na koncu..brak sił? tacy silni sa ponoc. Zakonczmy ta szopke wreszcie. Ciekawe ze po meczu na Camp Nou bylo cicho. Czy Barca musi zawsze wygrywać przekonujaco po 6-0? to byl polfinal LM, czasami trudniejszy mecz niz sam final..szczescie usmiechnelo sie do Barcy 1 raz od niepamietnych czasow na taka skale i co? od razu takie halo? FUERA!

bravo23 - predzej na superfinał.

Mam pytanko...Marquez zdazy na final ?

raniLFC - nie wierzę, aby ktoś podsuwał jakiekolwiek sugestie, komu ma sedziować. No chyba że sedzia z poprzedniego spotkania, który ewidentnie mylił się na korzyśc Chelsea:) Zresztą, nawet jeśli miałby on sprzyjać Barcie, to gol Iniesty był strzelony w jak najbardziej regulaminowy sposób. Chelsea zamiast aktorzyć jak teatr przedszkolny mogło strzelić nam gola, ale Hiddink skutecznie jej to utrudnił.

rani

no co mamy sadzic? nigdy nie wiadomo, może mecz był ustawiony, moze obamy nie ma i został stworzony przez media, moze obraz w telewizji jest tworzony na dane potrzeny. moze zyjemy w matriksie, moze JP II był szatanem.....a może po prostu sędzia jest człowiekiem i nie może podejmować samych trafnych decyzji w meczu, w którym tak szybko wszystko sie dzieje...sedziowie to nie cyborgi. Wolfang w pierwszym meczu pewnie tez niechciał pomóc chelsea ale pomógł bo to nie możliwe zobaczyć wszystko z jednej perspektywy.

Świetny felieton. Z jednej strony padł komentarz, że zwycięzców się nie sądzi, z drugiej jednak strony brakowało tej równowagi w środku pola, która zapewniłby Toure. Jako kibic czekałem na zmiany, myślałem że muszą one nadejść koło 75min, ale tak się jednak nie stało (jak się okazało może i dobrze;]). I teraz tak - z jednej strony nieporadność Pepa, z drugiej strony jego geniusz.. Ciężko dokładnie stwierdzić. Natomiast nie zgodzę się z twierdzeniem, że sprawiedliwie awansowaliśmy, ponieważ większość pod koniec widziała nas poza burtą, chyba tylko szaleńcy wierzyli w ten cud. Ja tego meczu nigdy nie zapomnę, do tej pory nie wiem jak to się stało, że awansowaliśmy grając w taki sposób jaki graliśmy. Odwróciliśmy losu meczu po geniuszu Iniesty i po takim meczu, grzechem nie byłoby wygrać finału. :)

A co sądzicie Wy jako kibice Barcelony o tym co napisałem kilka komentarzy niżej?

Rzuty karne dla Chelsea, jak słusznie zauważył autor artykułu, MOGŁY a nie POWINNY być podyktowane. Co to oznacza? Ano to, że wielu sędziów w podobnych okolicznościach odgwizdałoby jedenastkę niezależnie od tego czy przewinienie było, czy też nie. Osobiście po dokładniejszym przyjrzeniu się tym kontrowersyjnym sytuacjom skłaniam się ku opinii że jedynie karny po zagraniu ręką przez Pique się należał (aczkolwiek niektórzy twierdzą iż piłka odbiła mu się od klatki piersiowej...). Rzekome faule to, przy poziomie "fizyczności" reprezentowanej przez Chelsea i inne angielskie kluby, zwykła farsa i marne aktorstwo, za które i Drogba i Anelka mogli spokojnie opuścić boisko. Zagranie Eto'o sędzie również mógł odgwizdać ale z drugiej strony podyktowanie takiego karnego w takim momencie również byłoby same w sobie bardzo kontrowersyjne...

wlasnie yaya powinien grac na pomocy i mam nadzieje ze zagra w finale lasnie na pomocy

Challenger- trafne spostrzeżenia , świtny artykuł..oby takich więcej:)