Następny mecz:  Barcelona  -  Alaves     ·  Sobota, 18 sierpnia 22:15  ·  1. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Ławka

 10 czerwca 2009, 16:08

 Karol Chowański 'Challenger'

 40 komentarzy

Kwestia, która swego czasu była jedynie głosem w ogólnej dyskusji nad równie ogólną dyspozycją drużyny, po zakończeniu sezonu absolutnie zasłużyła, by poświęcić jej dużo więcej słów i dużo więcej uwagi. Bo na tę uwagę teraz, w okresie przedsezonowym, niewiele czynników zasługuje bardziej niż ławka. Zazwyczaj z boku, w cieniu jupiterów wycelowanych w murawę boiska dwa metry obok, przysadzona pośladkami zawodników, trenerów i masażystów - po sezonie z tego cienia ławka triumfalnie wychodzi. Gdyż wszystkie wydarzenia, zapowiedzi wydarzeń i pogłoski o wydarzeniach na rynku transferowym skupiają się na jednym. Jak długą ławką może się dany klub legitymować w przyszłym sezonie.

Dla każdego młodego człowieka "ławka" to pojęcie o ogromnym znaczeniu semantycznym. A jeszcze większym znaczeniu sentymentalnym. W ławce spędziło się szkolne lata, między ławkami krążyły liściki (głównie miłosne), na ławce (w pobliskim parku albo w wuefowej szatni) odkrywano smak pierwszego piwa, znajdą się i tacy, którym ten element szkolnego krajobrazu kojarzy się z pionierskimi doznaniami jeszcze wyższego rzędu.
Futbolu, nie tylko profesjonalnego, ławka jest elementem równie istotnym. Podczas gdy dla młodych adeptów dorosłego życia stanowi jego symbol i zapowiedź, dla każdej drużyny z osiedlowego turnieju stanowi istotny determinant pozycji zajętej na koniec sezonu; mając decydujące znaczenie w ostatecznej walce o tytuły. Dla największych klubów świata też. To ławka i poziom zawodników "drugiego garnituru" decyduje o tym, czy wobec plagi kontuzji lub wykartkowania kluczowych piłkarzy w decydującym momencie sezonu, trener ma możliwość zastąpienia pierwszej jedenastki rezerwowymi bez uszczerbku na poziomie gry i wynikach drużyny.

Forma nie jest dana nikomu na całą karierę. Nie każdy jest Paolo Maldinim (któremu z mojej strony szacunek - nigdy nie byłem fanem calcio, ale nie ma to absolutnie związku z faktem, że na kołku zawiesił korki wielki i lojalny swemu Klubowi piłkarz), a przypadek Andrija Szewczenki dobitnie pokazuje, że nawet najlepszemu zawodnikowi trafić się może niespodziewanie dołek formy o majestatycznie Kanionu Kolorado (i wcale nie musi być to spowodowane stylem życia i dietą a la Ronaldinho.) Takoż, forma nie jest dana na cały sezon. Ups and downs w skali mikro zdarzają się prawie każdemu piłkarzowi - dobrym przykładem choćby Xavi; gdy miał słabszy dzień, przez kilka meczów na przestrzeni całych rozgrywek pomoc Barçy ewidentnie "ciągnął" Iniesta. Oczywiście, za formę odpowiada najczęściej zmęczenie sezonem. Dlatego na obecnym etapie rozwoju rozgrywek klubowych, gdy rozgrywanie 60 (w przypadku Premier League wręcz blisko 70) spotkań w sezonie jest standardem dla najlepszych klubów biorących udział we wszystkich możliwych rozgrywkach (liga, puchar krajowy, europejskie puchary, Klubowe Mistrzostwa Świata, ew. puchar ligi oraz spotkania przedsezonowe), długotrwałe przypadki niedyspozycji zawodników pierwszego składu przestają być rzadkością.

Aktualna niedyspozycja koresponduje z gorszą kondycją fizyczną piłkarza - bywając nie tylko jej wynikiem, ale też przyczyną. Kumulacja spotkań, jakiej doświadcza dzisiejsza piłka klubowa, odpowiedzialna jest w istotnej mierze za coraz wyższą ilość kontuzji profesjonalnych zawodników. W szczególności wysoka urazowość mięśni jest bezpośrednim wynikiem przemęczenia organizmu, czyli napiętego grafika. OK, w futbolu urazy zawsze były, są i będą. Ale teraz jest ich więcej. Niż jeszcze kilkanaście lat temu - gdy inna była formuła Pucharu Mistrzów, gdy eliminacje do turniejów narodowych były krótsze i mniej wyczerpujące, gdy europejskie kluby organizowały przed sezonem zgrupowania i sparingi w Szwajcarii, a nie w USA czy Japonii.

Bolączką klubów są też dziś relacje z federacjami poszczególnych krajów - bo kontuzję na boisku złapać można tak samo reprezentując klub, jak i kadrę narodową. Co czyni obowiązki reprezentacyjne poszczególnych piłkarzy kolejnym kryterium powodzenia i wyników danego klubu. Szczególnie wyczerpujące, a tym samym kontuzjogenne, mogą okazać się dłuższe zgrupowania, rozgrywane w odstępie czterech dni spotkania eliminacyjne oraz same imprezy rangi mistrzowskiej (w tym Puchar Narodów Afryki, który odbywa się w środku europejskiego sezonu i wraz ze zgrupowaniem może trwać prawie dwa miesiące). Coraz częściej zdarzają się kontuzje, po których rehabilitacja trwa miesiącami (najbardziej radykalne przypadki to Alan Smith, Eduardo da Silva, Djibrill Cisse, Gabi Milito, Kieron Dyer czy niedawno Brett Emerton). Po tak długim okresie rozbratu z piłką, powrót do poziomu gry sprzed operacji jest trudny i długotrwały; niestety, często okazuje się niemożliwy (adekwatny i świeży przykład to choćby Michael Owen, który od czasu serii urazów i 10-miesięcznego rozbratu z piłką nożną w wyniku zerwania więzadeł krzyżowych w prawym kolanie w grupowym meczu ze Szwecją na niemieckim Mundialu, nie jest już tym samym zawodnikiem). Ponadto, organizmy wielu zawodników nie wytrzymują dzisiejszego obciążenia całym sezonem, z czego bierze się coraz większa liczba piłkarzy po prostu kontuzjogennych (np. David Silva czy Louis Saha, a jako wyjątkowego pechowca trzeba tu przywołać Arjena Robbena; kariera Owena również usiana jest kontuzjami de facto od transferu do Newcastle w sierpniu 2005). Charakterystyka ich organizmów i częstotliwość urazów stanowi ogromne wyzwanie dla profesjonalizmu klubowych lekarzy oraz dla cierpliwości władz klubu i kibiców.

Forma sportowa to jednak kwestia złożona - i zawężanie jej jedynie do kondycji zdrowotnej byłoby sporym uproszczeniem. Mówi się, że profesjonalistom nic nie przeszkodzi w wykonywaniu swego zawodu - podboje Cristiano Ronaldo pozostają bez przełożenia na jego postawę na boisku mimo tego, jak regularnie stają się karmą prasy brukowej; z kolei impreza, jaką swego czasu zorganizował z Andersonem zaanonsowała na Wyspach ogólnospołeczną dyskusję, czy przy obecnych zarobkach w Premiership utalentowany młody piłkarz w ogóle można pozostawać z dala od pokus zabawowego trybu życia. Jednak alkohol, kobiety, hazard i problemy osobiste czy rodzinne mogą rzutować na każdy talent i każdą karierę. Przykry jest przykład Kamila Grosickiego - swego czasu wydawał się najbardziej obiecującym zawodnikiem całej polskiej ligi, jednak zamiłowanie do rywalizacji o zgoła innym charakterze niż piłkarska znacznie zahamowało jego karierę.

Gdy Thierry Henry przychodził do FCB, jego dyspozycja też zależała w ogromnym stopniu od czynników pozasportowych. Przeciągająca się sprawa rozwodowa z Nicole Merry oraz znaczne ograniczenie kontaktu z córką Teą sprawiły, że na początku swojej kariery w Barcelonie, Francuz nie był skoncentrowany li tylko na futbolu - co, biorąc pod uwagę okoliczności, wydaje się absolutnie zrozumiałe. Przykład Henry'ego sygnalizuje tym samym kolejny aspekt potrzeby inwestycji w ławkę - piłkarze to też ludzie. Życie prywatne (w którym przecież "wszystko się, ..., może zdarzyć"), jego wyzwania i zakręty, istotnie rzutują na dyspozycję danego zawodnika, skutkując finalnie tym samym, co każdy poważny uraz: nieprzydatnością zawodnika dla drużyny.

Mówiąc zaś o świeżych transferach oraz wychowankach, dochodzi problem aklimatyzacji zawodnika. Teoretycznie, dla profesjonalnego piłkarza nie powinno mieć znaczenia otoczenie, w którym gra - w końcu piłka jest wszędzie ta sama, bramki nadal są dwie. Ale rzeczywistość najczęściej od teorii jest daleka. Zależnie od klubu i kraju, z których przychodzi piłkarz, proces przystosowania się do specyfiki nowych rozgrywek, taktyki trenera i boiskowej tożsamości drużyny trwać może tygodniami, bywa, że idzie to w miesiące - a przykład Aleksandra Hleba w Barçy pokazuje, że czasem nie wystarczy cały sezon. Niestety, to przykład skrajny, zazwyczaj wkomponowanie się w drużynę zajmuje piłkarzom kilka tygodni - wspólnego treningu i względnie regularnej gry. Akurat Hleb jest przykładem jaskrawym, bo do pozycji, na której ustawiał go Guardiola zwyczajnie nie pasuje - jest jednak kilka przykładów z drugiego krańca skali. I nie mam tu na myśli jedynie Daniego Alvesa, na którego korzyść musiało przemawiać 6 sezonów (w których rozgrywał średnio 29 mecze na sezon) doświadczenia w La Liga. Interesujące i godne szacunku, jak szybko w nową drużynę (i nową dla siebie ligę) wkomponował się np. Klaas-Jan Huntelaar. Od swojego pierwszego meczu w barwach Realu 4.01.2009 strzelił już 8 bramek. W ciągu... 5 kolejek! W trakcie całej wiosny Holender wystąpił w 20 spotkaniach, co czyni średnią 8/20 mało szałową, ale gdy rzuci się okiem na minutową obecność Holendra na boisku - to pozostaje tylko pozbierać szczękę z podłogi. Wychowanek De Graafschap Doetinchem jedynie 6 spotkań w Liga BBVA rozegrał w pełnym wymiarze: siedmiokrotnie bywał zmieniany, również siedmiokrotnie wchodził z ławki.

Do tego - w kończącym sezon spotkaniu z Osasuną Pampeluna, po wejściu na boisko (zmienił Robbena w 78. minucie) nie wykorzystał maksimum czasu pozostałego do końca spotkania, gdyż na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, w odstępie dwóch sekund (czy to jakiś rekord ligi hiszpańskiej?) otrzymał dwie żółte kartki (zbytnia elokwencja przed sędzią bywa czasami zbędna). Statystyki Huntelaara z minionego półsezonu w Hiszpanii szokują jednak mniej, gdy weźmie się pod uwagę, że to napastnik legitymujący się średnią 71 procent skuteczności (188 goli w 265 meczach) przez całą profesjonalną karierę (kadra, liga + puchary); od debiutu w PSV Eindhoven 23.11.2002, gdy zmienił Mateję Keźmana w wygranym 3-0 meczu z RBC Roosendaal (swoją drogą, był to jego pierwszy i ostatni występ w pierwszej drużynie PSV, skąd później był dwukrotnie wypożyczany i wreszcie sprzedany - do SC Heerenveen), aż do niedawnego meczu z Osasuną. Niektórym futbolistom zmiana środowiska nie robi zatem żadnej różnicy. Niemniej, wyjątki w postaci Hleba i Huntelaara, potwierdzają regułę będącą wypadkową tych dwóch ekstremów - że wejście w drużynę zajmuje chwilę czasu.

Przy tym wskazane jest, by zawodnicy wchodzący w trakcie gry oferowali trenerowi możliwość innego niż dotychczasowe ustawienia na boisku, dawali drużynie taktyczną odmianę, pozwalali zmienić losy meczu. Czasami nie wystarczy wprowadzić świeżego gracza o podobnej charakterystyce by zaskoczyć przeciwnika - zawodnicy rezerwowi powinni wnosić do drużyny wartość dodaną. Przykładowo, skoro na boisku na pozycji napastnika ustawiany jest zawodnik bazujący na starcie do piłki, szybkości, technice, umiejętności ustawienia się w polu karnym dokładnie tam, gdzie akurat spadnie piłka, to wskazane jest, by jednocześnie mieć do zmiany gracza o zupełnie innych umiejętnościach i parametrach - np. bardziej siłowego, który cechuje się umiejętnością zastawienia się w polu karnym, subtelnego poprzestawiania obrońców, gdy zajdzie taka potrzeba, mile widziana będzie też skuteczna gra głową. Napastnikami pierwszego typu są np. Carlos Tevez, Filippo Inzaghi, Klaas-Jan Huntelaar, Eduardo da Silva, Sergio Agüero lub Landon Donovan. Przykładami ich przeciwieństw mogą zaś być: Didier Drogba, Luca Toni, Gabriel Agbonlahor, Mario Gómez, Diego Forlán, a jeszcze do niedawna za flagowy przykład tego typu piłkarza uznalibyśmy Adriano (który w minionego sezonu międzyczasie doszedł do wniosku, że zamiast grać w piłkę, fajniej jednak jest przeżywać codzienność opalając się gdzieś na Copacabanie).

Warto zwrócić uwagę na obecność Kuna Agüero i Forlána. Dwóch graczy Atlético Madryt znajduje się tu absolutnie nieprzypadkowo - to ciekawy przykład drużyny, w której obserwować można jednoczesną współpracę obu wspomnianych, jakże odmiennych, typów graczy ofensywnych. Do tego na ławce siedzi jeszcze Florent Sinama-Pongolle, a jako fałszywy (czytaj: cofnięty tudzież zbiegający ze skrzydła) napastnik może też być ustawiany Simao Sabrosa.

Podałem tu przykład najprostszego, najbardziej trywialnego rozróżnienia rodzajów zawodników grających na tej samej pozycji. Oczywiście rodzajów samych napastników można by wyróżnić jeszcze kilka. Można też zdywersyfikować ich podział na milion innych sposobów, a wielu piłkarzy wszelkim klasyfikacjom się wymyka, łącząc w sobie cechy i talenty, wydawałoby się, ambiwalentne.

To samo dotyczy innych boiskowych formacji. Meritum jest tu jedno: generalnie przydaje się mieć kilka opcji na każdą z pozycji - i byłoby miło, gdyby były to opcje między sobą zróżnicowane.

Urozmaicenie składu i troska o wyniki to najważniejsze, ale nie jedyne czynniki poszerzania składu - uzależnienie wyników całego sezonu od pomyślnej formy i zdrowia zaledwie kilkunastu graczy, których na wielu kluczowych pozycjach zastąpić mogą jedynie piłkarze średni lub wręcz słabi/niedoświadczeni (np. juniorzy), jest bardzo ryzykowne, jeśli chce się celować w tytuły. Brak rotacji i krótka ławka może zabić każdy, do tej pory najlepszy nawet, sezon. Ponadto, bez dysponowania wyrównaną "25" może drastycznie spaść motywacja zawodników nominalnego pierwszego składu, którzy stają się tak wysoce pewni występu w każdym meczu, że ich wysoka forma staje się przeszłością. Rywalizowanie o miejsce w składzie powinno toczyć się na każdym treningu - ale toczyć może się jedynie wówczas, gdy ma kto z kim rywalizować.

Powyższa analiza argumentów "za" de facto wyczerpuje ich ogół... Choć - OK, przepraszam. Jest jeden, choć całkiem istotny i niekiedy decydujący, argument "przeciw" kontraktowaniu kolejnych zawodników. To budżet klubu. I jego nie-nieskończoność.
Innych argumentów nie ma.

Dlatego magiczna jedenastka już nie wystarczy. Chcąc podbić piłkarską Europę potrzeba dziś szerokiej kadry. Czas przejść od rozważań czysto teoretycznych w praktykę - czy długa ławka naprawdę jest wśród największych klubów standardem?

Patrząc na sytuację w europejskiej piłce klubowej, realia tego rynku są takie, że ligowi potentaci, największe europejskie firmy zbroją się stale. Bez przerwy. Dlatego konkurencyjność klubu w ogromnym stopniu zależy dziś od możliwości zastąpienia każdego zawodnika pierwszej "11" graczem tej samej, względnie: podobnej, klasy. Na zmianach, mając tu na myśli każdą pozycję na boisku, drużyna nie może znacząco tracić, jeśli chce aspirować do miana ligowego i europejskiego potentata. I tu pojawia się pytanie kluczowe: Czy można zdominować krajowe rozgrywki i aspirować do zawojowania futbolowej Europy bez silnej ławki?

Oczywiście, że nie, nie da rady, no jak to, kim tu grać, ale kontuzje, ale wahania formy, ale, ale, ale... Można. Pokazał to w tym sezonie przykład FC Barcelony.

Coś, co na pierwszy rzut ucha brzmi jak herezja (przecież kadra Azulgrany też liczy 24 zawodników?!), przestanie sprawiać takie wrażenie, gdy bezpośrednio porówna się pełne składy czołowych klubów Europy. Polityka długiej ławki i zoptymalizowanego składu w pełni realizowana jest w czołowych drużynach Europy. Za takie uznajmy na potrzeby tych wersów angielską Wielką Czwórkę, tj. Manchester United, Chelsea FC, Liverpool FC i Arsenal FC. Z Serie A: Inter Mediolan, Juventus Turyn i AC Milan. Reprezentujące Hiszpanię Barça i Real Madryt. Mimo słabszego sezonu, nie zapominałbym o Bayernie Monachium (z całym szacunkiem, ale potencjał świeżo koronowanych mistrzów Niemiec z Wolfsburga uznaję za znacznie mniejszy). Warto dodać do tego zestawienia drużyny trochę mniejszego kalibru, ale również dysponujące interesującymi zasobami kadrowymi - jedynie dla zobrazowania, że szeroka kadra nie jest domeną jedynie klubów z absolutnej europejskiej czołówki. Tym właśnie motywuję obecność Manchesteru City, AS Roma, AC Fiorentina, Sevilli FC i Valencii CF.

Z kolei umieszczenie tu Olympique Lyon wydaje mi się nieuzasadnione - w minionym sezonie klub ten nie obronił tytułu mistrza kraju, z Ligi Mistrzów wyleciał z hukiem, a kadrę ma obiektywnie słabszą niż powyższe kluby. Z kolei przebijająca się w ostatnich latach do Europy trójka klubów holenderskich (AFC Ajax Amsterdam, PSV Eindhoven i Feyenoord Rotterdam) właśnie poniosła spektakularną klęskę na własnym podwórku (odpowiednio 3., 4. i 7. miejsce w Eredivisie w zakończonym właśnie sezonie). Ich brak również nie może dziwić.

W kilku kolejnych akapitach piszę o ilości, ale warto nie zapominać w toku tych rozważań o jakości. Cytowane składy (za oficjalnymi stronami klubów i innymi źródłami statystycznymi) zawężę zatem do zawodników, którzy faktycznie grali i w trakcie sezonu decydowali o obliczu swojej drużyny. Piłkarzy figurujących jedynie w statystykach, sporadycznie zaliczających kilkuminutowe epizody lub anonimowych juniorów z bardzo głębokiej rezerwy pozwolę sobie pominąć, ewentualnie w rzadkich przypadkach umieszczając ich po znaku "+". W przypadku wypożyczeń w trakcie sezonu, wedle dostępnych informacji podaję datę transferu. Gdy wypożyczenie obowiązywało przez cały sezon - data umowy jest zbędna. Członkowie kadry wypożyczeni z innych drużyn oznaczeni są jako "wyp." w odróżnieniu od zawodników danego klubu przebywających na wypożyczeniu ("na wyp.").

Z kolei gracze uniwersalni na tyle, by zależnie od ustawienia grać w różnych formacjach (obrona i pomoc bądź pomoc i atak), wymienieni są podwójnie. Ma to swój sens - gdyż dla drużyny mają oni właśnie podwójna wartość: dając możliwość wsparcia i odciążenia obu formacji, a trenerowi pozwalając na większą taktyczną dowolność, szczególnie w trakcie (!) meczu. Dla jasności mniej typową pozycję dla danego gracza wyróżniłem wzięciem w nawias.

Brałem też pod uwagę taktykę drużyny. Np. gdy drużyna preferuje ustawienie z jednym lub dwoma napastnikami - czwórka w kadrze spokojnie wystarczy. Ale jeśli gra się trójką z przodu - czterech napastników w kadrze, tj. tylko jeden rezerwowy, to niewiele.

Manchester United 4-4-2/4-2-3-1

BRAMKARZE: Edwin van der Sar, Ben Foster, Tomasz Kuszczak
OBROŃCY: Gary Neville, Patrice Evra, Rio Ferdinand, Wes Brown, Nemanja Vidić, John O'Shea, Jonny Evans, Rafael da Silva
DEF. POMOCNICY: Owen Hargreaves, Anderson, Paul Scholes
OF. POMOCNICY: Ryan Giggs, Cristiano Ronaldo, Park Ji-Sung, Michael Carrick, Nani, Darren Fletcher + Darron Gibson
NAPASTNICY: Dymitar Berbatow, Wayne Rooney, (Cristiano Ronaldo), Carlos Tevez + Danny Welbeck, Federico Macheda, Manucho (na wyp.)

Arsenal FC 4-4-2

BRAMKARZE: Manuel Almunia, Łukasz Fabiański
OBROŃCY: Bacary Sagna, Kolo Touré, William Gallas, Mikaël Silvestre, Johan Djourou, Gaël Clichy, Emmanuel Eboué, Kieran Gibbs + Gavin Hoyte, Philippe Senderos (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Abou Diaby, Denilson, Alexandre Song-Bilong
OF. POMOCNICY: Francesc Fàbregas, Tomáš Rosický, Samir Nasri, Theo Walcott, Aaron Ramsey, Andriej Arszawin + Fran Merida
NAPASTNICY: Eduardo da Silva, Robin van Persie, Carlos Vela, Emmanuel Adebayor, Nicklas Bendtner

Chelsea FC 4-4-2/4-1-4-1/4-2-3-1

BRAMKARZE: Petr Čech, Henrique Hilário
OBROŃCY: Ashley Cole, Branislav Ivanović, Ricardo Carvalho, José Bosingwa, Paulo Ferreira, John Terry, Alex, (Juliano Belletti)
DEF. POMOCNICY: Michael Essien, Juliano Belletti, John Obi Mikel
OF. POMOCNICY: Frank Lampard, Joe Cole, Michael Ballack, Deco, Florent Malouda, Scott Sinclair, Ricardo Quaresma (wyp. z FC Internazionale od 2.02.2009)
NAPASTNICY: Didier Drogba, Nicolas Anelka, Salomon Kalou, Franco di Santo + Miroslav Stoch, Claudio Pizarro (na wyp.), Andriej Szewczenko (na wyp.)

Liverpool FC 4-4-2/4-5-1

BRAMKARZE: Pepe Reina, Diego Cavalieri
OBROŃCY: Daniel Agger, Fabio Aurelio, Álvaro Arbeloa, Sami Hyypiä, Jamie Carragher, Martín Škrtel, Andrea Dossena, Emiliano Insua, Philipp Degen
DEF. POMOCNICY: Xabi Alonso, Javier Mascherano, Lucas Leiva
OF. POMOCNICY: Steven Gerrard, Yossi Benayoun, Albert Riera, Jermaine Pennant, Nabil El Zhar + Damien Plessis
NAPASTNICY: Fernando Torres, Dirk Kuyt, Ryan Babel, Robbie Keane (sprzedany 2.02.2009), David N'Gog + Andriej Woronin (na wyp.)

AC Milan 4-4-2/4-5-1

BRAMKARZE: Christian Abbiati, Dida, Željko Kalac
OBROŃCY: Paolo Maldini, Alessandro Nesta, Kakhaber Kaładze, Giuseppe Favalli, Marek Jankulovski, Gianluca Zambrotta, Daniele Bonera, Philippe Senderos (wyp. z Arsenal FC), Luca Antonini, Massimo Oddo (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Mathieu Flamini, Ivan Gennaro Gattuso, Emerson (zwolniony 21.04.2009)
OF. POMOCNICY: Kaká, Clarence Seedorf, Andrea Pirlo, Massimo Ambrosini, (Ronaldinho), David Beckham (wyp. z LA Galaxy od 7.02.2009) + Yoann Gourcouff (na wyp.; sprzedany 28.05.2009)
NAPASTNICY: Alexandre Pato, Filippo Inzaghi, Marco Borriello, Ronaldinho, Andriej Szewczenko (wyp. z Chelsea FC)

FC Inter 4-4-2/4-2-3-1

BRAMKARZE: Julio César, Francesco Toldo
OBROŃCY: Javier Zanetti, Maicon, Ivan Córdoba, Marco Materazzi, Davide Santon, Maxwell, Christian Chivu, Nicolas Burdisso, Nelson Rivas, Walter Samuel
DEF. POMOCNICY: Esteban Cambiasso, (Javier Zanetti), Patrick Vieira + Olivier Dacourt (na wyp.)
OF. POMOCNICY: Dejan Stanković, Sulleyman Ali Muntari, Luis Figo, Mancini, Antonio Luis Jimenez, Ricardo Quaresma (na wyp. od 2.02.2009)
NAPASTNICY: Zlatan Ibrahimović, Julio Ricardo Cruz, Adriano (zwolniony 24.04.2009), Mario Balotelli, Hernan Crespo, Víctor Obinna + David Suazo (na wyp.), Robert Acquafresca (na wyp.)

Juventus Turyn 4-4-2

BRAMKARZE: Gianluigi Buffon, Alex Manninger
OBROŃCY: Giorgio Chiellini, Olof Mellberg, Jonathan Zebina, Zdenek Grygera, Christian Poulsen, Cristian Molinaro, Paolo De Ceglie, Nicola Legrottaglie, Dario Knežević (wyp. z AS Livorno Calcio), Jorge Andrade (zwolniony 2.04.2009)
DEF. POMOCNICY: Mauro Camoranesi, (Christian Poulsen), Mohammed Sissoko, Tiago Mendes
OF. POMOCNICY: Cristiano Zanetti, Hasan Salihamidzić, Pavel Nedvěd, Claudio Marchisio, Sebastian Giovinco, Marco Marchionni + Ruben Olivera (na wyp.)
NAPASTNICY: Alessandro del Piero, David Trezeguet, Vincenzo Iaquinta, Amauri

FC Barcelona 4-3-3

BRAMKARZE: Víctor Valdés, José Pinto
OBROŃCY: Carles Puyol, Rafael Márquez, Gerard Piqué, Daniel Alves, Éric Abidal, Sylvinho, Gabriel Milito, Martín Cáceres, Víctor Sánchez + Henrique (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Yaya Touré, Seydou Keita, Sergi Busquets
OF. POMOCNICY: Xavi, Andrés Iniesta, Alexander Hleb, (Eidur Gudjohnsen)
NAPASTNICY: Samuel Eto'o, Thierry Henry, Lionel Messi, Bojan Krkić + Pedro Rodríguez

Real Madryt 4-4-2/4-3-3/4-2-3-1

BRAMKARZE: Iker Casillas + Jerzy Dudek
OBROŃCY: Sergio Ramos, Fabio Cannavaro, Pepe, Christoph Metzelder, Míchel Salgado, Marcelo, Gabriel Heinze, Miguel Torres, Royston Drenthe + Ezequiel Garay (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Fernando Gago, Mahamadou Diarra, Lassana Diarra (od 1.01.2009), Javi García
OF. POMOCNICY: Wesley Sneijder, Arjen Robben, Rafael van der Vaart, Guti, Ruben de la Red, Royston Drenthe + Julien Faubert (wyp. z West Ham United od 31.01.2009)
NAPASTNICY: Raúl, Gonzalo Higuaín, Ruud van Nistelrooy, Javier Saviola, Klaas-Jan Huntelaar (od 1.01.2009), Arjen Robben + Palanca

Bayern Monachium 4-4-2

BRAMKARZE: Michael Rensing, Hans-Jörg Butt
OBROŃCY: Lucio, Daniel van Buyten, Massimo Oddo (wyp. z AC Milan), Christian Lell, Martín Demichelis, Philipp Lahm, Breno, Willy Sagnol (zakończył karierę 1.02.2009)
DEF. POMOCNICY: Mark van Bommel, Andreas Ottl, (Martín Demichelis), Tim Borowski
OF. POMOCNICY: Franck Ribéry, Hamit Altintop, Ze Roberto, Bastian Schweinsteiger, José Ernesto Sosa
NAPASTNICY: Luca Toni, Miroslav Klose, Lukas Podolski, Landon Donovan (wyp. z LA Galaxy 01.2009-03.2009) + Thomas Müller

Manchester City 4-4-2

BRAMKARZE: Joe Hart, Shay Given + Kasper Schmeichel
OBROŃCY: Micah Richards, Pablo Zabaleta, Richard Dunne, Nedum Onuoha, Wayne Bridge, (Vincent Kompany), Vedran Ćorluka (sprzedany 1.09.2008), Tal Ben Haim (na wyp. od 1.02.2009), Michael Ball, Javier Garrido + Danny Mills (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Pablo Zabaleta, Dietmar Hamann, Vincent Kompany, Nigel de Jong
OF. POMOCNICY: Stephen Ireland, Shaun Wright-Phillips, Elano, Martín Petrow, Robinho, Gelson Fernandes, Michael Johnson
NAPASTNICY: Walery Bożinow, Robinho, Darius Vassell, Jô, Felipe Caicedo, Ched Evans, Benjani Mwaruwari, Craig Bellamy (kupiony 19.01.2009), Daniel Sturridge

AS Roma 4-1-3-2

BRAMKARZE: Doni, Artur Moraes
OBROŃCY: Christian Panucci, Cicinho, Philippe Mexès, John Arne Riise, Max Tonetto, Marco Casetti, Marco Motta (wyp. od 1.02.2009), Simone Loria
DEF. POMOCNICY: Daniele De Rossi, Simone Perotta
OF. POMOCNICY: David Pizzaro, Alberto Aquilani, Francesco Totti, Rodrigo Taddei, (Julio Baptista), Matteo Brighi
NAPASTNICY: Mirko Vučinić, Vincenzo Montella, Francesco Totti, Julio Baptista, Jérémy Menez, Stéfano Okaka Chuka (na wyp. od 01.2009) + Mauro Esposito (na wyp.)

AC Fiorentina 4-4-2

BRAMKARZE: Sébastien Frey + Marco Storari
OBROŃCY: Per Krøldrup, Dario Dainelli, Marco Donadel, Alessandro Gamberini, Juan Manuel Vargas, Luciano Zauri, Gianluca Comotto, Manuel Pasqual
DEF. POMOCNICY: Felipe Melo, Massimo Gobbi
OF. POMOCNICY: Franco Semioli, Riccardo Montolivo, Martín Jørgensen, Zdravko Kuzmanović, Sergio Almirón
NAPASTNICY: Adrian Mutu, Alberto Gilardino, Stevan Jovetić, Giampaolo Pazzini (sprzedany 14.01.2009), Pablo Daniel Osvaldo (sprzedany 20.01.2009), Emiliano Bonazzoli (wyp. od 14.01.2009) + Papa Waigo (na wyp. od 27.01.2009), Samuel di Carmine (na wyp.)

Sevilla FC 4-4-2

BRAMKARZE: Andrés Palop + Javi Varas
OBROŃCY: Javi Navarro, Ivica Dragutinović, Sebastien Squllaci, Julien Escude, Aquivaldo Mosquera, David Prieto, Fernando Navarro, Federico Fazio, Abdoulay Konko + José Ángel Crespo, Lolo Toribio (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Pedro Aldo Duscher
OF. POMOCNICY: Adriano, Jesús Navas, Enzo Maresca, Renato, Christian N'Dri Romaric, Diego Capel, Diego Perotti + Lautaro Acosta, Duda (na wyp.), Tom De Mul (na wyp.)
NAPASTNICY: Luis Fabiano, Frederic Kanoute, Arouna Kone, Javier Chevanton

Valencia CF 4-4-2/4-1-4-1

BRAMKARZE: César Sánchez + Renan Brito
OBROŃCY: Carlos Marchena, Raúl Albiol, Curro Torres, Asier del Horno, Alexis, Miguel, Emiliano Moretti, Iván Helguera (zwolniony 12.2008) + Carlos Bellvis (na wyp.), David Navarro (na wyp.)
DEF. POMOCNICY: Hedwiges Maduro, David Albelda, (Edu Gaspar)
OF. POMOCNICY: Ruben Baraja, Vicente, Joaquín, Manuel Fernandes, Pablo Hernández, Edu Gaspar, Hugo Viana + Ever Banega (na wyp.)
NAPASTNICY: David Villa, Fernando Morientes, Miguel Ángel Angulo, Nikola Żigić (na wyp. od 12.2008), Juan Mata

Nie pytajcie, ile czasu zajął mi ten mały research. Nie chcecie wiedzieć... Popełniłem go w jednym celu. Bo tylko w ten sposób czarno na białym można udowodnić, że nawet Roma czy Los Ches mają szersze pole manewru zarówno w pomocy, jak i w ataku niż barcelońscy Tricampions - o takiej Chelsea czy Interze nie wspominając... Tymczasem, wszystkie te drużyny Barça zostawiła we wstecznym lusterku. Czy ktoś jeszcze uważa, że w futbolu da się cokolwiek przewidzieć?

Oczywiście, Barça ma magiczną pierwszą jedenastkę. Potencjał tej wyjściowej formacji nie może równać się z żadnym innym klubem - ten sezon pokazał, że nie tylko na papierze. Jednak żadna "11" nie rozegra wszystkich 60 spotkań w sezonie. A FC Barcelona w minionym sezonie traciła jakościowo na każdej zmianie prócz pozycji bramkarza i formacji obronnej (obrona + DM). Determinacji piłkarzy (pod koniec sezonu pokonującej zmęczenie 10 miesiącami treningu i gry w imię najwyższych triumfów), ich zdrowiu oraz dużemu szczęściu (brak poważniejszych kontuzji w trakcie sezonu; za taką nie można uznać urazu Iniesty z wiosny) wszyscy fani Dumy Katalonii mogą zawdzięczać zakończenie sezonu 2008/2009 happy endem tak totalnym, jak totalny był futbol prezentowany przez drużynę. Jednak brak wartościowych zmienników był przez ten rok bardziej niż widoczny.

A w przyszłym sezonie Barça będzie rywalizować nie tylko na trzech dotychczasowych frontach (La Liga, Copa del Rey, Liga Mistrzów), ale również w wyczerpujących Klubowych Mistrzostwach Świata. Dojdą do tego spotkania o Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. Jednak kluczowe dla wyników mogą okazać się dwa inne eventy: Mistrzostwa Świata w RPA sprawiają, że rozgrywki ligowew przyszłym sezonie są skrócone i jeszcze bardziej skumulowane; w styczniu i lutym 2010 roku Angola gości Puchar Narodów Afryki, w którym zagrać może 3 piłkarzy Barçy. Na tym tle już dziś króciutka ławka Barçy, w przyszłym sezonie może okazać się bardzo poważnym problemem. Gdzie wzmocnienia są najbardziej potrzebne?

W trakcie sezonu Víctor Valdés miał swoje wahania formy. O tym, czy jest bramkarzem, na jakiego zasługuje drużyna o klasie klubu z Katalonii, niech każdy odpowie sobie sam. Doceniając nie tylko zdobycie Trofeum Zamory, ale też puszczając sobie powtórkę 1. (wybicie), a szczególnie 3. (rzut wolny CR7) minuty rzymskiego finału. Jednak z perspektywy całego sezonu, bynajmniej nie kwestionuję jego przydatności dla drużyny i postawę Valdésa należy ocenić jako dobrą (jeszcze nie b. dobrą, a do klasy wybitnej jeszcze mu trochę brakuje). Trzeba oddać podstawowemu bramkarzowi FC Barcelony, że coraz lepiej rozumie się z formacją obrony, a niewątpliwie dużym sukcesem barcelońskiego portero jest ponowny triumf w walce o Trofeum Zamory. Nie powinno się jednak zapominać o tym, że doskonała postawa obrońców bardzo pomogła bramkarzowi Barçy w zdobyciu tej nagrody. Z kolei José Pinto grał w Copa del Rey (gdzie spisał się znakomicie, a obroniony przez niego karny odmieniający losy rewanżowego spotkania z RCD Mallorca, zapamiętam jako jeden z najjaśniejszych momentów minionego sezonu) i dwóch spotkaniach La Liga, gdy losy tytułu zostały już rozstrzygnięte. Wydaje się być zmiennikiem idealnym - moment kariery, w którym jest Andaluzyjczyk, pozwala być pewnym, że będzie spokojnie czekał na swoje szanse i nie kreował nerwowej atmosfery w szatni z powodu ograniczonej liczby startów. A prawdziwi fani i tak docenią drugiego bramkarza, nawet jeśli grywa po 10 spotkań w sezonie... W bramce FC Barcelony zobaczyliśmy również Oiera Olazábala, obiecującego i wysokiego (190 cm) gracza Barçy Atlétic, którego obecność w kadrze seniorskiego zespołu to na razie pieśń przyszłości. Jedynie z kronikarskiego obowiązku należy wspomnieć o kolejnym sezonie w Barçy w wykonaniu Alberta Jorquery (1 mecz z Szachtiarem) - osobiście wydaje mi się, że nawet pozycja trzeciego bramkarza w takim klubie jak Barça to dla niego zbyt ambitne wyzwanie.
Valdés + Pinto stanowią idealne i najzupełniej wystarczające połączenie dla Barçy.

Guardiola prócz tworzących nominalnie podstawowy blok obronny RB Alvesa, RCB/RB/LB Puyola, LCB/RCB Márqueza i LB/LCB Abidala dysponował LCB Piqué, LCB/LB Cáceresem, LB Sylvinho oraz RB Víctorem Sánchezem. Wciąż kontuzjowany był i niestety nadal jest LCB Gabriel Milito, a na wypożyczeniu w Bayerze Leverkusen pozostawał RB Henrique. Czyniłoby to obronę Barçy kompletną formacją, jednak w trakcie sezonu okazało się, że forma Sáncheza nie pozwala mu jeszcze na bycie traktowanym jako pełnowartościowy zmiennik, a przedłużająca się kontuzja Gabiego Milito w obliczu urazu Márqueza i kartek dla innych zawodników pod koniec sezonu zmusiła trenera Blaugrany do wystawiania na pozycji środkowego obrońcy Yaya Touré. Wiemy już, że kontrakt z Sylvinho nie zostanie przedłużony - Brazylijczyk chyba już zdawał sobie z tego sprawę w Rzymie; to nie były łzy jednego meczu, lecz całej kariery, którą ten wieczór podsumował w najpiękniejszy możliwy sposób. Zostanie więc zakupiony nowy lewy obrońca, z wypożyczenia prawdopodobnie wróci Henrique. Jak już wspomniałem - za zmiennika godnego zaufania nie można jeszcze uznawać Víctora Sáncheza, nie zdziwiłbym się zatem, jeśli w obliczu przedłużającej się rehabilitacji Gabiego Milito, nie zostanie zakontraktowany inny jeszcze obrońca (co nie musi oznaczać ewentualnej sprzedaży Argentyńczyka - wierzę, że Klub wesprze tego piłkarza i umożliwi mu powrót do formy w bordowo-granatowej koszulce). Trzech nowych defensorów, w tym Henrique, powinno spokojnie wystarczyć.

Defensywny pomocnik to pozycja najbardziej dowartościowana na Camp Nou. Yaya Touré, Seydou Keita i Sergi Busquets pozwalają Pepowi spać spokojnie - każdy może pochwalić się innymi walorami, Touré to skała, Keita oferuje szerszą gamę zagrań z przodu, Busquets brak doświadczenia i chwiejną jeszcze formę nadrabia walecznością. Ufam, że jeszcze bardziej rozwinie się jego talent w przyszłym sezonie. Ta trójka jest zatem absolutnie wystarczająca. Oby tylko w lecie obyło się bez niespodzianek, Touré jest absolutnie kluczowym zawodnikiem dzisiejszej Barçy. Ewentualne wzmocnienie byłoby uzasadnione tylko w przypadku, jeśli zakontraktowanoby zawodnika mogącego grać na zarówno pozycji defensywnego, jak i ofensywnego pomocnika.

Wszyscy culés drżeli o to, czy w kluczowym momencie rozgrywek któremukolwiek z duetu playmakerów Xavi - Wychowanek Iniesta lub ofensywnej trójki Messi, Eto'o, Henry nie przydarzy się kontuzja eliminująca go z kluczowego skrawka sezonu. Na kości graczy Barçy polowano przecież w każdym meczu. Wobec zaskakującej nierzadko bierności sędziów, pozostawało zatem kibicom Blaugrany siedzieć, oglądać i zjadać z nerwów własne paznokcie - tylko i wyłącznie dlatego, że wspomnianej piątki na dłuższą metę nie byłoby kim zastąpić, przez co cała koncepcja drużyny momentalnie by się posypała. Gdy pod koniec sezonu urazu doznał Thierry Henry, więcej minut otrzymał Bojan Krkić. Wychowanek La Masía zrobił swoje, ale chyba każdy, włącznie z misterem i Prezydentem Klubu, uzależniał swe nadzieje na dobry wynik 27.05. od powrotu do składu Titiego. Ja: jak najbardziej TAK. Mimo wiary, że talent, ciężka praca i kolejny sezon lub dwa w pierwszej drużynie uczynią Bojana pełnowartościowym zawodnikiem Blaugrany, na dzień dzisiejszy uważam, że jest on idealnym dopiero piątym napastnikiem. Jeszcze nie czwartym. W każdym razie mam nadzieję, że nie zostanie nigdzie wypożyczony, bo w obliczu wyzwań sezonu 2009/2010 Barça bardzo potrzebuje co najmniej pięciu konkurencyjnych napastników.

Jednak najlepszym dowodem na ławkową dramatyczną ubogość Barçy była konieczność wystawienia Iniesty w Rzymie - mimo urazu, zawodnik i klub zdecydowali się podjąć ryzyko odniesienia poważniejszej kontuzji. W przypadku nieobecności Hiszpana na boisku, potencjał barcelońskiej ławki po prostu nie pozwoliłby na konkurencyjną postawę w starciu z Czerwonymi Diabłami - to odważne stwierdzenie, ale będę go bronił do upadłego. Zresztą - słowa Rooneya nie były przypadkowe. Niestety, po szczegółowych badaniach na przełomie maja i czerwca okazało się, że rehabilitacja niezaleczonego urazu mięśnia prawego uda musi potrwać jeszcze sześć do ośmiu tygodni. Podjęto decyzję co najmniej ryzykowną, całe szczęście, że nie okazała się ona poważniejsza w skutkach (wszak wydarzeń na boisku przewidzieć się nigdy nie da). Jednakże, z drugiej strony - kto miałby zastąpić Iniestę?! Wprowadzenie Keity oznaczałoby ustawienie ultradefensywne z dwoma DM i jednym rozgrywającym. Nad kreatywnością (?) Gudjohnsena spuśćmy lepiej zasłonę milczenia - nie ma już chyba pozycji na boisku, na której czułby się dobrze (stąd, w powyższej analizie figuruje w nawiasie i nie ma w tym absolutnie nic złośliwego - naprawdę ciężko traktować poważnie jego obecność w składzie jako zmiennika Xaviego). Znamienne zresztą, że w majowych meczach ligowych o pietruszkę lepsze wrażenie na boisku od Islandczyka sprawiała nawet niemająca większego doświadczenia w seniorskiej piłce wyciągnięta ad hoc młodzież z Barçy Atlétic. Ponadto, w całym tym kadrowym nieurodzaju Pep Guardiola w trakcie sezonu nie próbował z jakiegoś absolutnie niezrozumiałego dla mnie, tajemniczego powodu wystawiania na środku pomocy Aleksandra Hleba (czekam na biografię Białorusina, bo mało trenerskich decyzji w Barçie w ostatnich latach było dla mnie bardziej oczywistych niż danie szansy byłemu zawodnikowi Arsenalu właśnie w pomocy; z przodu na skrzydle nie szło mu, nie szło mu wybitnie i tak ewidentnie, że aż przykro było na to patrzyć). Przypadkowe po-pół-godziny Hleba na tej pozycji w dwóch meczach przez cały sezon to trochę mało. A w Arsenalu pomocnikiem był Białorusin całkiem niezłym. No właśnie: pomocnikiem.

Niewątpliwie brakuje zatem napastnika, który byłby pierwszą alternatywą dla Eto'o i Henry'ego. Przydałby się też mogący grać na nominalnej pozycji Titiego pomocnik/skrzydłowy. No i koniecznością jest sprowadzenie środkowego pomocnika, może dwóch, jeśli jeden z nich mógłby też grać na innej pozycji. Bo nie może powtórzyć się sytuacja, w której na podbój ligi i Europy rusza się dysponując tak krótką ławką, jak ta, którą rozporządzała Barça w sezonie 2008/2009.

Valdés, Abidal, Márquez, Puyol, Alves, Touré, Xavi, Iniesta, Henry, Eto'o, Messi oraz Piqué, Sylvinho, Cáceres, Bojan, Pinto, Keita i Busquets. Tymi zawodnikami zdobyliśmy Potrójną Koronę. Prawie 18 piłkarzy. "Prawie": bo Busquets wartościowym zmiennikiem jednak nie bywał we wszystkich spotkaniach, w których wystąpił w tym sezonie - choć w pierwszej jego części oraz na Stadio Olimpico spisywał się nienagannie. Porównując tę liczbę z powyższymi składami innych europejskich pretendentów do wielkości, warto zastanowić się raz jeszcze, jak wspaniałym był ten sezon w wykonaniu graczy Barçy. Wyczerpującym. I... jak to się mogło udać?!

Szkoda, że kwestia ta zupełnie nie pojawiała się w mediach, nie mówili o tym "znawcy". Bo sukces drużynowy osiągany względnie ograniczoną liczbą zasobów ludzkich zasługuje na jeszcze większy szacunek. Tym bardziej trzeba docenić triumfy i wielkość Barçy, niesamowitość tego sezonu - że Hiszpania i Europa, pozwalając sobie na koniec na subtelne uproszczenie (skoro o obliczu drużyny i tak decydowali Valdés, Puyol, Xavi, Iniesta, Messi, Eto'o, Henry - to oni rozstrzygali wyniki, to oni zdominowali Europę), podbite zostały praktycznie przez podstawową jedenastkę. Z bardzo skromnym, jak na Klub tego kalibru, wsparciem z ławki.

Mam nadzieję, że Joan Laporta zdaje sobie z tego sprawę tak samo mocno, jak ja. I po wakacjach zobaczymy jeszcze silniejszą Barçę. I personalnie-jakościowo liczniejszą. By tę ławkę choć trochę wydłużyć...

Udostępnij:

Komentarze (40)

Gorące tematy