Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Większy niż wielcy?

 29 lipca 2009, 18:22

 Karol Chowański 'Challenger'

 35 komentarzy

Paradoks futbolu. Wielu znamienitych sportowców nie miało nawet szansy spojrzeć na Puchar Europy. Choćby Bobby Moore, Lew Jaszyn, Jean-Marie Pfaff, Roberto Baggio czy Jürgen Klinsmann. Inni wielcy wznosili go zaledwie raz, np. Eusébio, George Best, Míchel Platini, Christo Stoiczkow, Roy Keane, Zinedine Zidane. Víctorowi Valdésowi udało się to dwukrotnie. Czy w kronikach futbolu zarezerwował już sobie kartę przy Facchettim, van Bastenie i Deschampsie?

Obiektywnie rzecz biorąc, wszelkie próby porównywania bramkarza FC Barcelony do bez wyjątku wszystkich powyższych piłkarzy trudno nazwać inaczej niż nadużyciem. Pojedyncze tytuły od zawsze stanowią w piłce nożnej potwierdzenie lub zaprzeczenie innych trofeów i zmiennych. Nie powinny stawać się kryterium samym w sobie - gdyby tak było, Holandia czy Anglia winna oddać swe miejsce w historii na rzecz Urugwaju, a świat zapomniałby o George'u Beście, bo z reprezentacją nie ugrał przecież nic... Z drugiej strony, podwójnego triumfu w najważniejszych klubowych rozgrywkach na świecie nie można tłumaczyć szczęściem. Ten retoryczny wybieg z tytułu i pierwszego akapitu ma zatem na celu coś głębszego niż wybiórczo-przekorne manipulowanie czytelnikiem. To pytanie: czy Barcelona ma tak znakomitego bramkarza, jak wskazywałby na to jego europejski rekord i fantastyczna postawa w ważnych meczach minionego sezonu czy tak słabego, jak wskazywałaby postawa w meczu z Espanyolem i niezmienny brak powołania do kadry?

Początki

Víctor Valdés zasilił szeregi pierwszej drużyny FCB w sezonie 2002/2003 stanowiąc rezerwę dla legendarnie słabego Roberto Bonano. Rok później był już graczem wyjściowego składu, gdy okazało się, że na świeżo sprowadzonego Reçbera Rüştü nie zamierza stawiać Frank Rijkaard. W ciągu tych dwóch sezonów wychowankowi Barçy zarzucano przede wszystkim nieumiejętność gry na przedpolu i "przyklejenie" do linii. Ten element uległ od tego czasu zdecydowanej poprawie: wyjścia do sytuacji sam na sam, skracanie kąta, pełnienie specyficznej dla bramkarza funkcji "ostatniego obrońcy". Lecz wyjścia do dośrodkowań (szczególnie z rzutów rożnych i wolnych) wciąż stanowią słaby punkt Valdésa. Mijanie się z piłką przy próbie piąstkowania albo zła ocena lotu piłki (vide bramka Lamparda lub Rubena z Recre) kosztują Barçę bramki, wynikając z chwilowej dekoncentracji lub nieumiejętności właściwego ustawienia się w bramce (przytrafiło się to też podczas pamiętnie przykrego strzału Julio Baptisty). Nie sprawia mi żadnej przyjemności wypominanie bramkarzowi Blaugrany takich "kwiatków", ale ograniczenie próby charakterystyki kogokolwiek, a szczególnie sportowca-piłkarza-bramkarza, do samych pozytywów i superlatyw zahaczałoby niestety o próbę manipulacji.

Doctor Jekyll & Mister Hyde

Wielkość Rogera Federera polega na tym, że nawet grając źle, potrafi wygrać ważny mecz. Ponownie zwycięska okazała się ta umiejętność we wczesnolipcowe niedzielne popołudnie. Mimo popełnienia aż 38 niewymuszonych błędów, Szwajcar odniósł triumf na wimbledońskim korcie centralnym zdobywając 15. laur Wielkiego Szlema. Rekord wszech czasów Pete'a Samprasa pobity.

Na innej murawie z kunsztem skuteczności i zwycięskości mimo słabszego dnia, trudności wciąż miewa Valdés. Jego największym minusem jest to, co nazywam "chorągiewkowością". Niczym na wietrze chorągiewka, bardzo zmienną bywa postawa barcelońskiego bramkarza. Genialną interwencją umie popisać się pomiędzy dwoma kiksami. Błędem w meczu bliskim ideału. Wszystko w ciągu tych samych 90 minut... Nie jest to regułą, ale się zdarza: gol Villi, główka Bellamy'ego, poprzeczka Sissoko, lob z Celtikiem. W jego CV zdarzają się znajdujące drogę do bramki strzały, które nie powinny stanowić cienia zagrożenia (ostatnio: wolny Juninho), ale też znakomicie wyniesione nad poprzeczkę petardy z daleka oraz parady, przy których poległby niejeden inny golkiper (choćby pojedynki z Henrym w finale LM 2006). Valdés bywa chimeryczny; nie zawsze i nie ciągle, ale dość często jak na bramkarza aspirującego do światowej ekstraklasy. Dodać do tego należy pojedyncze przypadki zaskakującej bierności w krytycznych sytuacjach podbramkowych; angielscy komentatorzy nazywają to "zamrożeniem".

Prócz "chorągiewkowości" dopadają też Valdésa problemy z koncentracją. Bo jak inaczej wytłumaczyć "wejście w mecz" takie, jak w Rzymie. 1. minuta: Panika po banalnym podaniu Sylvinho. 3. minuta: Na bramkę uderza Park Ji-Sung i z trwogą w oczach zamierają culés na całym świecie. Ubiegli Koreańczyka obrońcy, ale tej sytuacji by nie było, gdyby bramkarz Barçy wybił uderzenie C. Ronaldo w bok lub na rzut rożny. Wypluł tymczasem piłkę tuż pod nogi przeciwnika. Strzał Portugalczyka był silny, owszem, ale klasowy bramkarz powinien takie uderzenie sparować, nie wywołując przed telewizorami stanów przedzawałowych. Lutowe derby to najlepszy przykład spotkania, które mogło być wygrane, gdyby w bramce stał ktoś inny. Zresztą, Valdés asystował też Espanyolowi we wrześniu, gdy Corominasowi wystawił piłkę w stylu Pawła Zagumnego... Skupienie, właściwe ustawienie, "czytanie" gry, przewidywanie wydarzeń na boisku to cechy, nad którymi Katalończyk musi wciąż pracować, by potwierdzić zasadność umieszczania go w bramkarskiej elicie.

Toteż opinie są sprzeczne: czy Víctor Valdés objawia się jako portero, który dodaje drużynie skrzydeł czy ten, który je podcina? Na to pytanie trudno o jednoznaczną odpowiedź, gdyż różne mecze dostarczają w tej kwestii ambiwalentnych argumentów. Powyższych wad Víctora Valdésa nie da się zakrzyczeć ani pominąć - wymieniam z kronikarskiego niejako obowiązku, bynajmniej nie będąc ślepym na jego zalety. Po pierwsze, dobra gra całego zespołu sprawia, że Valdés gra pewniej i pod każdym względem lepiej. Po prostu. A gdy Katalończyk wzbije się na wyżyny swych bramkarskich umiejętności, przeistacza się w gracza ze wszech miar wartościowego. W optymalnej formie daje defensywie pewność i spokój. Warunki fizyczne, gibkość i zasięg ramion to niezaprzeczalne walory otrzymane od natury. Jeśli zaś chodzi o warsztat, Katalończyk cechuje się skuteczną grą na linii, ma niezły refleks, imponować może też jego intuicja w pojedynkach jeden na jeden. Ponadto, solidnie gra nogami - to ważne w schemacie gry Barçy, gdzie bramkarz często rozdziela piłki w obronie. Pozytywy Valdésa i coraz lepsza współpraca z obrońcami pozwoliły mu na dwukrotne zdobycie trofeum Zamory. Warto zauważyć, że w historii Barçy zdarzyło się to po raz pierwszy od lat 70. (podwójny triumf nie udał się nawet Zubizarrecie), a w najnowszych dziejach La Liga podobnym osiągnięciem może się legitymować tylko Santiago Cañizares (który dołożył później 2 kolejne triumfy).

Cichy bohater?

Zakończonym podwójną koroną sezonem 2005/2006 wszedł Valdés symbolicznie w piłkarską dorosłość. Sezon miał szczególnie udany; wiele udanych meczów podsumował znakomitym występem w finale Ligi Mistrzów... Niewątpliwie bardziej spektakularne są negatywne cechy bramkarza Barçy niż jego plusy - gdy nie popełnia błędów i zabiera na plac gry odpowiednią mobilizację, ze swej boiskowej roli wywiązuje się konsekwentnie i po cichu. Nieprzypadkowo mówię, że "po cichu" - czy media "wyświęciły" Valdésa po 466 minutach czystego konta w LM (2006/2007)? Albo chociaż po obronionym karnym Garay'a w lutym tamtego sezonu? Nie, w tym drugim przypadku ekscytowano się jedynie dwiema bramkami Ronaldinho. A warto pamiętać, że dwa miesiące później karne ówczesnego obrońcy Santander były zabójcze dla Casillasa i Real przegrał po nich 1:2...

Błędy popełniane przez bramkarza Barçy są spektakularne i medialne - więc trwają w pamięci latami, a przykłady jego bramkarskiej klasy lub tygodniami utrzymywanej wysokiej dyspozycji przez fanów i komentatorów przyjmowane są powściągliwie lub bywają wręcz bagatelizowane. To krzywdzące, a najlepiej wiedzą o tym jego koledzy z drużyny. Ujmujący manifest solidarności i poparcia dał Samuel Eto'o, gdy w 88. minucie meczu z Realem Sociedad 5 maja 2007 roku przebiegł całe boisko po strzeleniu gola na 2:0, by wyściskać swojego bramkarza. Nie było to nic spontanicznego. "Z takim zamiarem wyszedłem na boisko", powie później Kameruńczyk na konferencji prasowej.

Na tle konkurencji

Klasyfikacja topowych bramkarzy. Każdy ma własną. Czy istnieje jakaś obiektywna? Chyba nie. Dlatego przywołam zwycięzców i pokonanych z finałów Ligi Mistrzów od sezonu 2000/2001 (czasy wcześniejsze to prehistoria):
2009: zwycięski Valdés i van der Sar. 2008: van der Sar kontra Petr Čech. 2007: Dida vs. Reina. 2006: Valdés vs. Lehmann & Almunia. 2005: Dudek vs. Dida. 2004: Baía vs. Flavio Roma. 2003: Dida vs. Buffon. 2002: César & Casillas vs. Butt. 2001: Kahn vs. Cañizares.

Niejako "z pamięci" śpieszę natychmiast dodać Toldo i Bartheza. Patrząc na wyniki corocznego rankingu IFFHS "World's Best Goalkeeper", powyższą listę warto też uzupełnić o następujące nazwiska: Abbondanzieri, O. Sánchez, Ricardo, Júlio César, Akinfiejew, Palop plus ewentualnie Rüştü, Kameni, Friedel, Rogério Ceni czy Villar. Wniosek jest jeden: na przestrzeni ostatniej dekady bramkarzy wybitnych nie było wielu. Odbiera to główny argument zdeklarowanym antagonistom Valdésa, że na jego miejsce można zatrudnić "tyyylu" zawodników. Faktycznie lepszych jest dziś zaledwie kilku, a wykupienie praktycznie każdego możliwe jest jedynie w rzeczywistości wirtualnej.

Docenić Valdésa

Na dzień dzisiejszy umieszczenie wychowanka Barçy w ścisłej światowej ekstraklasie byłoby chyba przesadnym optymizmem biorąc pod uwagę wspomniane już mankamenty. Moim zdaniem jeszcze do niej nie należy (choć wielu fanów piłki sądzi inaczej i spór ten nie znajdzie wspólnego mianownika zostawiając obie strony w okopach własnej argumentacji), może kiedyś doń doszusuje. Ale nawet dziś jest Valdés na czele peletonu tuż za bramkarską czołówką - raz bliżej, raz dalej, ale zawsze w pobliżu.

Osobiście, przyjmując 6-stopniową skalę, podsumowałbym Valdésa mocną czwórką. Może z małym plusem. Celującą zarezerwujmy dla graczy faktycznie wybitnych, do bardzo dobrej Valdésowi też jeszcze brakuje. Ale 4 oddaje faktyczny potencjał urodzonego w L'Hospitalet de Llobregat golkipera. To po prostu dobry bramkarz. I moim zdaniem to wystarczy - nawet jeśli nigdy nie będzie wygrywał Barcelonie meczów sam. Przy obecnej dyspozycji i filozofii gry drużyna tego nie potrzebuje.

Docenienie barcelońskiej "1" może być dla wielu culés trudne, ale nowożytne czasy "przedvaldésowe" pokazują, że zaiste mogło być gorzej. Miniony sezon, zakończony trypletem i trofeum Zamory potwierdza, że wspólnie Barça i Víctor Valdés mogą osiągać rzeczy wielkie.

Udostępnij:

Komentarze (35)

Gorące tematy