Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Jedenastka dekady

 19 sierpnia 2009, 18:32

 Karol Chowański 'Challenger'

 70 komentarzy

Muszę się przyznać, że odczuwam ostatnio dość przeszkadzające uczucie. Chodzi za mną krok w krok i zwyczajnie irytuje. Trwale i metodycznie, choć subtelnie i drugoplanowo. Stan ten trwa praktycznie od końcówki minionego sezonu. To rodzaj zdziwienia, że po historycznym El Triplete komuś jednak udało się podkraść wakacje całemu barcelonismo. I zaskoczenia, że tak łatwo przyszło mediom kupić banalną i ckliwą historię o zazdrosnym madrytczyku z zamieszkania (bo nawet nie z urodzenia), którego tak bardzo oburzyła wieść o historycznej wiktorii piłkarskiego rywala, że (znów) rzucił codzienność w kąt, by ruszać "swemu" klubowi na ratunek. I po kredyt. Na kolejne szalone zakupy.

Euforia mediów na temat setek milionów płynących z Madrytu jest nudna i powoli staje się ciężkostrawna. Oczywiście, wydawane kwoty i kontraktowani piłkarze robią wrażenie na każdym, kogo kręci futbol, ale na medialne tornado o takiej skali nie zasługuje żaden sportowy team, który jeszcze nic wspólnie nie osiągnął. Ekscytacja "tym, co może być" zakrawa na groteskę w chwili, gdy tak niedawno inna drużyna empirycznie udowodniła całej Europie swoją absolutną hegemonię.

Dlatego piszę. By zwrócić tej drużynie jej czas, oddać atencję stosowną do kalibru odniesionego właśnie triumfu. Próżno szukać w te wakacje podobnych głosów w mediach głównego nurtu. Po dwóch dniach rzeczywistej egzaltacji, zajęły się wskaźnikami sprzedaży białych koszulek z numerem 9 zbyt zapamiętale, by dostrzec miast wielkości ułudnej - tę prawdziwą. Bo już udowodnioną. Gdy Real z Cristiano, Kaką, Benzemą, Albiolem i Alonso w składzie zdobędzie się na triumf porównywalny z barcelońskim, będę jednym z tych, którzy pierwsi dołączą do gratulacji. Ale obecne lato powinno absolutnie należeć do Barçy. Drużyny, która na to faktycznie zasłużyła.

Barça tworzy historię

Klasycznym trypletem zwykło się nazywać w futbolu zdobycie mistrzostwa ligi, pucharu krajowego lub pucharu ligi (nie jest rozgrywany we wszystkich krajach) oraz najwyższego klubowego trofeum na kontynencie. Triumf Barçy AD 2009 jest piątym takim wydarzeniem w historii europejskiej piłki. Katalończycy dokonali tego po Celticu (1967), Ajaxie (1972), PSV (1988) i Man Utd (1999). Tegoroczny triumf FC Barcelony należy ponadto nazwać historycznym z punktu widzenia klubowej piłki na całym świecie; poza Starym Kontynentem tryplet zdobyto tylko 8 razy (1x CONCACAF, 2x Azja, 5x Afryka). Co ciekawe, tylko raz odnotowano kwartet (Celtic w 1967 roku wykorzystał szansę zdobycia 2 krajowych pucharów) i obronę trypletu (egipski Al-Ahly w 2006 roku).

Wydarzeniem bezprecedensowym pozostanie już na zawsze barcelońska wiktoria dla futbolu hiszpańskiego. "Ten pierwszy raz" jest zjawiskiem niepowtarzalnym, przeważnie bywa też niezapomnianym. Szczególnie boleśnie odczuto to w Madrycie, toteż nie może dziwić tak ogromna mobilizacja władz Realu. Skład z sezonu 2008/2009 został przemieniony nawet nie w Galacticos II, ale wręcz Galacticos². Jednak atuty Dumy Katalonii z minionych 12 miesięcy nie stracą na aktualności u progu nowego sezonu. Przypomnę zatem czynniki, które pozwoliły zakończyć ten niezapomniany rok pełnym sukcesem. Włodzimierz Szaranowicz z pewnością powiedziałby w tym miejscu "przeżyjmy to jeszcze raz", ale ja z tymi słowami zaczekam do 31 sierpnia...

Teoria pizzy domowej roboty

Koszykarski komentator ESPN, Bill Simmons, legenda dziennikarstwa sportowego, porównał kiedyś prawidłowo funkcjonującą drużynę do własnoręcznie przyrządzonej pizzy. Dobra pizza wymaga dobrych składników. Dobra drużyna wymaga dobrych graczy. Każdy z nich musi następnie znaleźć swoje odpowiednie miejsce. Wiadomo, trzeba zacząć od ciasta, sosu pomidorowego i sera, przydadzą się też pieczarki, szynka i papryka. Ale to proporcje i sposób przyrządzenia decydują o tym, czy kolacja zakończy się towarzyskim sukcesem czy zdefiniowaniem na nowo pojęcie kulinarnej porażki w mgiełce pożaru piekarnika. Podobnie jest w piłce nożnej - dobry klub, podobnie jak pizza, potrzebuje czasu na przyrządzenie, podgrzanie i ochłonięcie. Nie możesz po prostu sypnąć czegokolwiek na placek i oczekiwać boskiego smaku. Nie radzę też rzucać się po widelec natychmiast po wyjęciu pizzy z piekarnika. Spali Ci podniebienie. Zarówno domowa pizza, jak i drużyna piłkarska potrzebują czasu na osiągnięcie prawdziwej doskonałości.

Sezon 2007/08 zakończył się dla Barçy wielkim rozczarowaniem. Przy niedawnym odrodzeniu Blaugrany (przypominam: zaledwie w rok później) bardzo ważną rolę odegrało właśnie długoletnie scalanie się drużyny. Valdés, Márquez, Puyol, Xavi, Iniesta i Messi to piłkarze obecni w klubie od sezonów. Kilku członków kadry gra ze sobą już od drużyn juniorskich. Tworzą razem monolit, którego rozbić nie udało się nikomu ani w La Liga, ani w Pucharze Króla, ani w Lidze Mistrzów. Doskonałego zrozumienia i pełnego zaufania nie można kupić. Trzeba je wypocić. Wspólnie.

Josep Guardiola

Unoszące się u progu lata 2008 nad zarządem widmo wotum nieufności i chęć zapewnienia sobie przychylności socis być może ostatecznie przeważyły kandydaturę Guardioli, ale nigdy nie umniejszały jego potencjalnych kwalifikacji. Ostatecznie - to one okazały się zwycięskie. Interesującej biografii Guardioli i tle jego wyboru na trenera pierwszej drużyny z pewnością przyjrzę się kiedyś pełniej, tym razem chciałbym jedynie zwrócić uwagę na te wyjątkowe cechy Pepa, które miały udział w doprowadzeniu Barçy do potrójnej korony.

Josep Guardiola już podczas swojej kariery piłkarskiej przejawiał zdolności przywódcze, a z biegiem lat rosło jego zainteresowanie zagadnieniami taktycznymi i dużo słuchał - potwierdzali to wielokrotnie jego koledzy z boiska i byli trenerzy. Po Bakero na kilka lat przejął kapitańską opaskę, a umiejętności interpersonalne i profesjonalizm sprawiały, że cieszył się ogromnym zaufaniem drużyny... Doświadczenie długiej, zwycięskiej i bogatej kariery piłkarza (co ważne, nie wolnej przy tym od trudniejszych chwil) pozwalało mieć nadzieję, że Guardiola-trener szybko zyska szacunek piłkarzy i znajdzie z nimi wspólny język. Miniony rok w pełni to potwierdził. Trzeba też podkreślić niebagatelną rolę, jaką w procesie tym odegrał fakt, że Guardiola jest "stąd", z Camp Nou. I z La Masía.

Sytuacja pierwszej drużyny, jaką zastał Guardiola latem 2008, nie była optymistyczna. Niesnaski pomiędzy zawodnikami, rozczarowanie dwuletnim brakiem trofeów i ligowa dominacja Realu składały się na wyjątkowo negatywną atmosferę. Pep przedstawił jednak swoją wizję sukcesów, a piłkarze odpowiedzieli mu kredytem zaufania. Imponowało, jak inteligentne i wyważone są przedsezonowe wypowiedzi Guardioli. Przebijała przez nie zaskakująca skromność - a przecież słuchaliśmy w jednej osobie legendarnego piłkarza i trenera czołowego klubu świata. Przykłady Alexa Fergussona czy José Mourinho pokazują, że splendor jedynie tej drugiej cechy zupełnie wystarcza, by wypowiadać się w zgoła odmiennym tonie... Mister mówił dużo o szacunku, jakim darzy swoich piłkarzy, podkreślał ich ciężką pracę w presezonie jednocześnie tonując wakacyjną gorączkę oczekiwań i zdejmując z piłkarzy presję. Elegancja, inteligencja, skromność i afirmacja drużyny będą już cechować każdą konferencję prasową i multum wypowiedzi Josepa Guardioli do końca sezonu 08/09. Nie jest to zwyczajem powszechnym wśród szkoleniowców na tym poziomie rywalizacji.

Seria fortunnych zdarzeń

Nominacji Guardioli wielu culés nie popierało. Z racji braku jakiegokolwiek doświadczenia Pepa na ławce na tym poziomie rozgrywek, nie wahano się nawet tytułować tej decyzji Zarządu "szaloną". Generalne poparcie towarzyszyło natomiast postanowieniu władz klubu o pożegnaniu się z Ronaldinho i Deco. Ciężko powiedzieć, czy to właśnie ta dwójka była najbardziej winna eskalacji negatywnych emocji w szatni i spadkowi wyników zespołu w tempie downhillu na X-Games. Ale z dzisiejszej perspektywy decyzję o pozbyciu się z klubu tej dwójki pomocników trzeba nazwać trafioną. Wystarczy spojrzeć, w jakim punkcie kariery Deco i Ronaldinho są dziś. Ówczesne uzyskanie za R10 aż 21 mln euro nazywam jednym z najbardziej jednostronnie opłacalnych transferów w historii piłki. Korzystając na powszechnie znanej fascynacji Brazylijczykiem Gallianiego i Berlusconiego, Barça zrobiła genialny interes. Niemożliwym jest stwierdzić, czy inicjatywa sprzedaży wspomnianej dwójki należała bardziej do Guardioli czy Laporty i zarządu. Teraz nie ma to jednak większego znaczenia - szczęśliwie dla Barçy, że obaj odeszli. Równolegle, fiaskiem zakończyły się poszukiwania kupca dla Samuela Eto'o. Jego finalne pozostanie w klubie nazwać należy kolejnym pomyślnym zbiegiem różnych okoliczności; rola Kameruńczyka w zdobyciu trypletu miała się okazać niebagatelna.

Pożegnano się ponadto z Zambrottą i Edmílsonem, Thuram zakończył karierę. Barça kupowała. Na wieki pozostanie dla mnie zagadką, jakim cudem Sir Alex Fergusson tak łatwo odpuścił Piqué. 5 mln euro brzmi dziś okazyjnie, bo po roku Katalończyk wart jest przynajmniej 3 razy tyle. Równie trafionym transferem okazał się Dani Alves, który momentalnie zgrał się z drużyną dając jej piąty bieg w ataku. Seydou Keitę należy również nazwać sprawdzonym nabytkiem. Te trzy transfery zmieniły oblicze drużyny i wprowadziły do niej nową jakość, choć w przypadku Alvesa obawy były przed sezonem duże; głównie z powodu ceny, której dziś nie żałuje żaden culé.

Bardzo miłym zaskoczeniem okazała się postawa Sergi Busquetsa, imponował formą szczególnie w rundzie jesiennej. Na koniec sezonu objawił się z kolei talent Touré jako środkowego obrońcy.

Niestety, mało błyskotliwa postawa Sáncheza i Pedro, niepewne wejście w drużynę Cáceresa, zawód formą Guðjohnsena i transferowa porażka w postaci Hleba znacznie ograniczyły pole manewru trenera w kwestii składu. Dlatego ogromnej rangi nabrała w trakcie sezonu kondycja zdrowotna kluczowych zawodników. Wystarczy chwila analizy, jak na wyniki mógłby wpłynąć brak niemiłosiernie poniewieranego przez rywali Messiego, dłuższa absencja Iniesty, nieobecność Xaviego, Alvesa, Henry'ego czy Eto'o. Przewlekła kontuzja któregokolwiek z nich mogłaby zahamować marsz po tytuły, brak choćby dwóch prawdopodobnie by go zatrzymał.

Dlatego tak wielkim szczęściem Dumy Katalonii był brak poważniejszych urazów niż przypadki szczęśliwie reanimowanego na Rzym Iniesty i Márqueza na koniec sezonu.

Jedenastka dekady

Króciutka ławka FC Barcelony z sezonu 2008/09 sprawia, że nie pokusiłbym się o nazwanie jej "drużyną dekady". Większe szanse miałyby na to inne, kompletniejsze kadrowo formacje ostatniego 10-lecia. Na uznanie zasługuje jednak wyjściowy skład Barçy. Valdés, Abidal, Márquez/Piqué, Puyol, Dani Alves, Yaya Touré, Iniesta Xavi, Henry, Eto'o i Messi to drużyna kompletna. Puryści mogliby się ewentualnie przyczepić do Abidala, jednak zarzut ten zbić należy kontrargumentem o balansie pomiędzy lewą a prawą stroną obrony. Alves to typowy wingback, naturalne jest posiadanie po drugiej stronie boiska obrońcy o bardziej defensywnej orientacji. Co do Víctora Valdésa - zdobywając po raz drugi Trofeum Zamory też udowodnił swą wartość.

Potencjał i komplementarność tej "11" oraz doniosłość El Triplete skłaniać mogą do wniosku, iż na tle innych zwycięskich wyjściowych formacji ostatniego 10-lecia, tytułowanie Barçy 2008/2009 "jedenastką dekady" jest zupełnie zasadne. Jako odnoszące faktyczne, choć pomniejsze, sukcesy nie umywają się do niej stetryczały od dawna Milan ni madrycki Real świecący Karankas, Solaris y Pavones, przegrywający na krajowym podwórku Liverpool, krocząca w Europie od klęski do klęski Chelsea Abramowicza, Bayern, Man Utd czy nawet Barça 2006 z dużo słabszą niż dziś linią obrony. Nikt.

Przeżyjmy to jeszcze raz

Prawdziwą wykładnią faktycznej wielkości drużyny jest tzw. "sezon po". Po sezonie 2006/07 barcelonismo nie trzeba tego wyjaśniać. Tak spektakularny kryzys atmosfery w drużynie nie powinien się powtórzyć w obecnej sytuacji (trener, piłkarze), to inne czynniki okażą się języczkiem u wagi. Do dotychczasowej transferowej bierności Zarządu nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi. Może ktoś jeszcze dołączy do drużyny tego lata, może władze klubu wybiorą eksperyment z poklejeniem składu wychowankami. Ale nie wolno zapominać, że kluczowy moment sezonu to wiosna. A przed wiosną jest jeszcze zimowe okienko transferowe.

Tymczasem należy mieć nadzieję, że kontuzje nadal omijać będą szerokim łukiem Camp Nou. Pozostaje też pytanie, jak z presją nadchodzącego sezonu poradzi sobie Guardiola. To mimo wszystko świeżak na tym poziomie rozgrywek, tryplet nikomu nie daje automatycznie +10 lat doświadczenia. Toteż pewną niewiadomą pozostaje, jak poradzi sobie teraz, gdy jego zawodnicy osiągnęli triumf absolutnie historyczny. Pełna dyscyplina, mobilizacja i niesamowita motywacja u zawodników (szczególnie była widoczna i słyszalna u Henry'ego) mogą osłabnąć. Nie tylko pod wpływem sukcesu czysto sportowego, ale również tego finansowego (na mega premie na pewno nikt się nie obraził). Josep Guardiola stoi więc przed największym wyzwaniem w życiu: ponownie zmotywować tych chłopaków do pracy. Inaczej on i jego drużyna staną się zakładnikami swojego sukcesu. Na krajowym podwórku rywalizować przyjdzie przede wszystkim z Realem.

Na tegorocznym Berlinale swój reżyserski debiut pokazała Madonna; wchodzi on zresztą obecnie do polskich kin. Po pokazie prasowym jego chaotyczną konstrukcję tłumaczyła zapatrzeniem na swoje reżyserskie autorytety. Wymieniła Altmana, Bergmana i Antonioniego - legendy filmowej awangardy. Dla zgromadzonych krytyków było to nazbyt ambitne porównanie biorąc pod uwagę słabiutki poziom "Filth and Wisdom" i wywołało na sali reakcję wprost odwrotną do zamierzonej. Duża część obecnych nie kryła się z rechotem, ci bardziej stonowani wymieniali się tylko kpiarskimi uśmieszkami.

Wynik odwrotny do nadziei Péreza może też osiągnąć Real - a upadek boli tym bardziej, im wyżej się siedzi. Przywołując raz jeszcze teorię Billa Simmonsa warto pamiętać, że Barça tę drużynę już ma - w dodatku wspólnie zaprawioną w najcięższych bojach. Madrytczykom stworzenie drużyny ze zlepku gwiazd (nawet mimo faktu, że gwiazdy zostały tym razem sprowadzone na wszystkie kluczowe pozycje, a nie tylko do formacji ofensywnych) może zająć trochę czasu. Po którym przewaga Barçy może już być nie do nadrobienia. Przeżyjmy to jeszcze raz.

Udostępnij:

Komentarze (70)

Gorące tematy