Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Szacunek

 4 września 2009, 18:34

 Karol Chowański 'Challenger'

 32 komentarze

Początek sierpnia. Popołudnie. Chwila wolnego czasu. W rzadkiej potrzebie uaktualnienia kto, na kogo i jak bardzo plugawymi pomstuje akurat słowy w (pół)światku polskiej polityki, załączam TVN24 - by zaraz, z irytacją bliską odkryciu przykrej niespodzianki na podeszwie obuwia, kanał zmienić czym prędzej. Nie toleruję, gdy media powszechnie uważane za opiniotwórcze babrzą się w rynsztoku i źródłosłów newsów czerpią od dzienników plwocin jeno godnych, a nie cytowania. W zniesmaczeniu tymże, prostokątny pożeracz czasu wyłączyłem byłem i wróciłem do czynności jakich codziennych.

Jakież było me zdziwienie, gdy dotarło do mnie parę dni później, że ów temat zdominował wszystkie media (tj. nie tylko tabloidy!) i powód zakończenia kariery w reprezentacji przez Dorotę Świeniewicz z domniemanego stał się powodem jak najbardziej faktycznym. Wszedłem momentalnie w stan szoku. Za totalne nieporozumienie uważam przejmowanie się opiniami sieciowego motłochu, a co dopiero uzależnianie odeń życiowych decyzji! Jednostkami, dla których nie tylko tzw. netykieta, ale elementarny szacuneczek dla innego człowieka, jest pojęciem obcym, nie powinien zbytnio przejmować się nikt przy zdrowych zmysłach. Toteż mimo pewnego współczucia dla pani Doroty, nie zamierzam jej bronić jak cała Polska. W dobie internetowej "wolności słowa" krytyka nie mająca absolutnie żadnego pierwiastka merytorycznego żenująco wpisuje się w element brutalnej codzienności i osoby publiczne powinny stale dawać świadectwo odporności na podobne przypadki. To zjawisko naganne, ale branie retoryki pogardy i glanowania do siebie, traktowanie tego osobiście, automatycznie oznaczałoby zniżanie się do poziomu szamba... A przecież każda wypowiedź świadczy przede wszystkim o jej autorze i nie powinno się o tym zapominać w dobie powszechnego w sieci braku szacunku dla rozmówcy.

Grupa społeczna aktywnych online kibiców piłkarskich z oczywistych względów jest przestrzenią podwyższonego ryzyka. Niewiele jest miejsc, gdzie tak łatwo zostać można werbalnie spoliczkowanym. Nasuwa się pytanie: czy tak powinno być?

Futbol i pokora

Dyskusje na forach poświęconych futbolowi nie pozostają wolne od słownej agresji, chamstwa i głupoty, które tak dotknęły Dorotę Świeniewicz. A paradoksalnie powinny! Piłka nożna to dyscyplina, gdzie powiedzenie "raz na wozie, raz pod wozem" jest naturalnym elementem codzienności. Możliwość porażki ligowego hegemona z outsiderem tabeli istnieje w każdej kolejce. Przypadek Kaiserslautern z 1998 roku (jako beniaminek zdobyli mistrzostwo Niemiec) dopełnia faktu, że kibice zawsze powinni brać każdy możliwy wynik pod uwagę. Dlatego żaden sympatyk futbolu nie zasługuje na szacunek, jeśli nie szanuje innych drużyn oraz ich zawodników, trenerów i przede wszystkim fanów. Drużyna, z którą się sympatyzuje, w każdym następnym meczu może przegrać. Z każdym. Niezależnie od tego, ile trwa seria zwycięstw, niezależnie od teoretycznej przewagi budżetu, składu i potencjału... A to powinno uczyć pokory wobec nieprzewidywalności wyników i szacunku do innych klubów. Tymczasem od chorej "rywalizacji" pomiędzy kibicami internet aż puchnie.

Smutek jednych a radość drugich

Wzajemne animozje pomiędzy zwolennikami rywalizujących ze sobą klubów piłkarskich od zawsze towarzyszyły tej dyscyplinie sportu. Na stadionie toczy się jedna rywalizacja, druga ma miejsce za jego murami. Ulice, domy i puby dawno temu stały się publicznymi arenami wymiany poglądów na temat wyższości jednego klubu nad drugim i drugiego nad pierwszym. W naturalny sposób kolejną taką przestrzenią stała się sieć www. Można by powiedzieć, że podążyła ścieżką przetartą przez radio i telewizję - gdyby nie fakt, że internet szlakiem tym przegalopował. I nie do poznania zmienił zasady komunikacji między wszystkimi, w tym także kibicami. Niezależnie od portalu, klubu i poruszanego tematu natrafić można na, hmmm, ten sam gatunek "wzajemnej nieżyczliwości".

Oczywiście, że trudno o Wersal, gdy mówimy o komunikacji pomiędzy jednostkami o poglądach i pragnieniach tak rozbieżnych jak ma to miejsce w przypadku sympatyków konkurencyjnych klubów. Szczególnego wydźwięku nabiera słowo "rywalizacja", gdy jest ona wyrównana, a przy tym odwieczna i zawzięta, bo współzawodnictwo boiskowe toczy się w szerokim kontekście historycznym czy społecznym. FC Barcelona i Real Madryt konkurują ze sobą pod wszystkimi tymi względami. Ich rywalizacja musi więc rodzić emocje wyjątkowe. I rodzi. Bo nie toleruje zgody sytuacja, w której niepowodzenie jednych (w lidze bądź pucharach) oznacza najczęściej triumf drugich. Dlatego wzajemnie uzależnieni idealnie przeciwstawnymi nadziejami sympatycy Realu i Barçy nie przepadają za sobą wyjątkowo. Jednak wśród cywilizowanych kibiców naturalnym elementem ich pasji jest wzajemny szacunek. Dotyczy to również fanów klubów z Barcelony i Madrytu.

Czasem śledzę zwykłe, codzienne dyskusje pomiędzy sympatykami Azulgrany i Los Blancos na poświęconych obu klubom największych polskich portalach. Nierzadko dyskusje te cechuje mało wyrafinowane chamstwo, dążenie do poniżenia adwersarza i gremialne tarzanie się w gnoju. A gnój ma do siebie to, że jest lepki, grząski i cuchnie. Jednakowoż chyba wielu lubi się brudzić, skoro szacunek kibica dla kibica przeciwnika często jest w tych rozmowach pojęciem nie-wy-o-bra-żal-nym.

"Gdyby nie internet, nie wiedziałbym, że na świecie jest tylu idiotów"

Cytat ten przypisuje się Stanisławowi Lemowi, ale w trakcie krótkich poszukiwań nie natrafiłem nigdzie na jego źródło. To jednak dość prawdopodobne, by słowa te wypowiedział sławny pisarz i filozof; sieci poświęcił wiele uwagi w esejach z ostatnich kilkunastu lat swojego życia. Niezależnie od faktycznej tożsamości autora, trudno o trafniejszą definicję internetowej codzienności. Moim własnym jej uzupełnieniem jest to, że zwyczajowo nie piszę słowa "internet" wielką literą. Bo na to nie zasługuje. Teza ta nie traci na trafności, gdy mowa o internetowej codzienności kibica.

W świecie wirtualnej rzeczywistości innego użytkownika można obrzucić wszelkimi znanymi światu obelgami, a rywalizujący klub zmieszać z błotem na milion wymyślnych sposobów. Poruszanie się po bezkresie portali, forów i komentarzy poświęconych futbolowi przysporzyć może zwątpienia w intelektualną przewagę rodzaju ludzkiego nad chomiczym. Rozmawiając z kimś twarzą w twarz najczęściej waży się słowa, by nie wyjść z rozmowy lekko niesymetrycznym. Tymczasem ekran prawego sierpowego nie wyprowadzi, nieważne jak bardzo ktoś po drugiej stronie by tego chciał. Sieć gwarantuje zatem wysoki stopień cielesnej nietykalności, na otwartych forach cała tożsamość to nick (zabiegami typu identyfikacja IP itp. fascynują się hakerzy i policja, ale nie przeciętni internauci). Czyni to internet obskurnym siedliskiem wszelkiej maści tchórzy, kretynów i nieudaczników. Nie mają oni w swej pożałowania godnej codzienności ciekawszego do roboty nic oprócz obrzucania innych użytkowników sieci szlamem bluzgów, kalumnii, kłamstw i argumentów o zerowym związku z meritum. Próżno w realu spotkać się z taką dozą wzajemnej nienawiści, ujadania i prostactwa. Jak można się spinać na konfrontowanie swej przemyślanej i wyważonej opinii z kimś, kto często nie ma nawet czasu przeczytać komentowanego wpisu czy artykułu, bo nazbyt zajęty jest opluwaniem autora, za nick, braki w ortografii albo zapomniany przecinek?

Portale poświęcone piłce, w tym FC Barcelonie i Realowi Madryt, codziennie potwierdzają tę charakterystykę. Zbyt wielu użytkowników opacznie pojmuje znaczenie słów "sportowa rywalizacja". Także na tych łamach. Także na innych łamach. Zapominając, że prawdziwego kibica stać na szacunek. W innym przypadku nikt nie będzie szanował Ciebie. Lub wypomni kiedyś, że prymitywnym poziomem dyskusji lub artykułu osiągnąć można tylko jedno. Przynieść wstyd klubowi, któremu się kibicuje.

Udostępnij:

Komentarze (32)

Gorące tematy