Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Optymalizacja składu

 5 września 2009, 19:03

 Karol Chowański 'Challenger'

 21 komentarzy

Letnie okienko transferowe się skończyło. Czasy są niełatwe. Ceny na rynku szalone. Skład Barçy jeszcze skromniejszy. A ja jako culé jestem zadowolony. Bo paradoksalnie uważam ten skład za subtelnie silniejszy niż zeszłoroczny. A gdyby "silniejszy" było dla zbyt wielu słowem w tym kontekście nie do przełknięcia - stwierdziłbym, tym razem z pełną gotowością obrony swego stanowiska do krwi ostatniej, że potencjał tego składu jest z zeszłorocznym porównywalny. Tym samym, obecnej sytuacji kadrowej FC Barcelony wcale nie uważam za gorszą niż pod koniec maja. Z kilku powodów. Żadnym z nich nie jest matematyka.

"Skład osłabiony" a "skład zoptymalizowany"

To nie są synonimy. Obecny skład Barçy, owszem, jest okrojony. Ale nie jest osłabiony. Jest zoptymalizowany. I biorąc pod uwagę przydatność w zeszłym sezonie zawodników, których pożegnaliśmy w lecie - może to wyjść Dumie Katalonii tylko na dobre.

Kalkulator nie kłamie. Skład pierwszego zespołu jest jeszcze węższy niż w poprzednim sezonie: 2 bramkarzy (Valdés i Pinto), 7 obrońców (Alves, Piqué, Márquez, Puyol, Czyhryński, Maxwell i Abidal), 5 pomocników (Touré, Keita, Busquets, Xavi i Iniesta) i 5 atakujących (Pedro, Henry, Krkić, Messi i Ibrahimovic). Rehabilitację nadal przechodzi Gabriel Milito. Daje to 19 graczy do dyspozycji trenera.

Kilku zawodników ze składu na sezon 2008/2009 już w Barçy nie zobaczymy, kilku zostało wypożyczonych. Zdecydowaną większość tych ruchów kadrowych Zarządu uważam za pozytyw. Z prostego powodu: dają szerokie pole manewru na przyszłość. Wypożyczenia młodych zawodników mogą się opłacić w dłuższej perspektywie - potrzeba trochę czasu, by ich umiejętności osiągnęły poziom Barçy. Dokonane zakupy bynajmniej nie pokryły wszystkich newralgicznych pozycji, ale należy je określić jako co najmniej obiecujące. Natomiast liczba i szczególnie personalia sprzedanych zawodników mogły z pozoru wydać się zaskakujące (nie brakowało głosów oburzenia ze strony zdumionych fanów), ale osobiście odbieram część tych transferów "na zewnątrz" jako wiszące od jakiegoś czasu w powietrzu. Wierzę, że drużyna na tym zyska. Ufam ponadto, że podobna recenzja znajdzie większe zrozumienie właśnie dziś - już po dokonaniu się wszystkich ruchów na rynku.

Bilans zysków...

Lato było bardzo zajmujące dla całego barcelonismo. Zawodników kupowano, sprzedawano i wypożyczano. Wybuchły nowe talenty wśród barcelońskiej młodzieży, a najmłodsi fani zyskali nowego idola - w osobie niewiele od siebie starszego Pedro Rodrígueza. Byłem nim trochę zawiedziony w poprzednim sezonie, ale jego czas po prostu miał dopiero nadejść - miejmy nadzieję, że to będzie jego sezon, a gol w Monako wydaje się ku temu stosowną uwerturą.

Zacznijmy od transferów "do Klubu". O Maxwellu pisałem już przy okazji tekstu o grzechu zaniechania ze strony Zarządu w postaci niesprowadzenia Filipe. Były gracz Interu ani myślał się tym przejąć, swoją grą starając się posłać w niebyt wszelkie wątpliwości co do jego osoby. Po tych kilku występach nie jestem zupełnie przekonany, ale: nie jest źle. Biorąc pod uwagę fakt, że Maxwell przychodził z ławki, to jego dotychczasowe występy jawią się całkiem pozytywnie; skłonność do strat takich, jak z Gijon, powinna mu wkrótce minąć. Kombinacyjna gra Barçy rzeczywiście musi brazylijskiemu obrońcy przypominać czasy gry w Ajaxie - szczególnie drugi mecz z Athletic każe ufać w jego możliwości.

Finalne sprowadzenie Czyhrynskiego jest dla mnie największą niespodzianką lata w Barcelonie. Rozumiem, że profil środkowego obrońcy jakiego potrzebuje ta konkretna drużyna jest wąski. Ale 25 mln euro, tj. prawie o 10 więcej niż wynosi jego nominalna cena wg tm.de, to sporo. Jeśli jednak Pep Guardiola mu ufa, to nie znajduję powodu by w Ukraińca wątpić -po prostu będę śledził jego występy z ogromną ciekawością. Odpowiedni wiek i warunki fizyczne już ma. Resztę musi udowodnić.

Keirrison to z pewnością melodia przyszłości, choć osobiście mam kilka innych kandydatur na wydanie 14 mln euro - może lepszych? Nie mam zamiaru się jednak nad tym dłużej zastanawiać, bo to ruch perspektywiczny nawet mimo ceny. Z brazylijskiego młodzika powinien jeszcze być pożytek.
Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że Zlatan Ibrahimović będzie kolejnym barcelońskim crackiem. Pytanie tylko: kiedy? Ile czasu zajmie mu zgranie z drużyną? Ile czasu potrwa przestawienie się z włoskiej filozofii futbolu na hiszpańską? W którym momencie będzie gotów (Szwed nie strzelił jeszcze nigdy gola w fazie pucharowej LM) brać odpowiedzialność w kluczowych chwilach sezonu? Ibra ma pół roku do momentu, gdy sezon wkroczy w decydującą fazę. Asysta w rewanżu o Superpuchar i gol z Gijon wydają się tymczasem dobrym wstępem do jego przygody z Barçą.

... i strat

Wspominając o optymalizacji sytuacji kadrowej w Barcelonie mam przede wszystkim na myśli oczyszczenie składu z graczy zbędnych, niewnoszących do Klubu nic oprócz pokwitowań za comiesięczną pensję. Liczbowo skład oczywiście na tym stracił. Ale w chwili końca letniego okresu transferowego świat się nie skończył. Jest okienko w zimie, są obiecujący zawodnicy z barcelońskiej cantery, a w dalszej perspektywie są szanse na cenowy powrót samego rynku do normalności. Barça wcale nie potrzebuje 25 obecnych reprezentantów swoich krajów, bo zrównoważone zarządzanie klubem piłkarskim (w tym: kadrami samej drużyny) to przede wszystkim interes długookresowy. Filozofia "liczy się tylko tu i teraz" jest czystym nieporozumieniem - także pośród kibiców.

Albert Jorquera od jakiegoś czasu bardziej byłby przydatny drużynie jako posiadacz całorocznego karnetu. Wtedy wraz z innymi kibicami pomagałby chociaż dopingiem. Także wyjątkowo cieszy mnie jego sprzedaż, bo stratą pieniędzy byłby kolejny sezon obecności tak bezproduktywnego bramkarza nr 3. Który w dodatku ma 30 lat i łapie kontuzje od siedzenia na ławce.

Formę Henrique obserwowałem dokładnie w meczach przedsezonowych. Zaskoczył mnie. Negatywnie. Spodziewałem się więcej po podstawowym zawodniku solidnej drużyny Bundesligi. Toteż wydaje mi się, że nie mogło go spotkać nic lepszego niż wypożyczenie. A Racing jako przyzwoity średniak La Liga zdaje się dla niego idealnym przyczółkiem na przyszły sezon. W Barçy z taką formą tylko by rozczarowywał albo przesiedział cały sezon na końcu ławki rezerwowych.

Do Xerez CD za darmo wypożyczono Víctora Sáncheza. W minionym sezonie spisywał się po prostu słabo. Umowę podpisano na rok, Katalończyk powinien mieć pewne miejsce w składzie beniaminka. To ten rodzaj transferu, z którego zadowolone są wszystkie trzy strony. Ja też.
Z kolei mniej szczęśliwy jestem z powodu wypożyczenia Martína Cáceresa (0,5 mln euro). Jego występy w drugiej części sezonu 2008/2009 wskazywały na to, że młody Urugwajczyk powoli znajduje swój rytm. Kilka występów w barwach Barçy oraz znakomity mecz w barwach reprezentacji z Brazylią dawały nadzieję na udany kolejny sezon na Camp Nou.

Zdecydowano inaczej. Wierzę jednak, że zawodnik będzie kontynuował swój rozwój we Włoszech i wróci po roku do Katalonii. Biorąc pod uwagę wiek i niewątpliwy potencjał tego piłkarza, tak byłoby najlepiej dla Barçy a każda inna decyzja będzie błędem. Również pod względem finansowym, bo jego sprowadzenie kosztowało Klub ok. 5,5 mln euro drożej niż kwota ewentualnego pierwokupu jaką ustalono z Juventusem Turyn.

Skoro brano pod uwagę wypożyczenie latem Cáceresa, atuty sportowe (solidny zmiennik), finansowe (niski kontrakt) i psychologiczne (pełna akceptacja swej roli w drużynie) mogły zdecydować o tym, by zostawić na jeszcze jeden sezon Sylvinho. Priorytetem Zarządu było chyba jednak uniknięcie posiadania w składzie 3 zawodników na tę samą pozycję i 35-letniego Brazylijczyka nie zobaczymy już w barwach Barçy. Ufam, że będzie szczęśliwy w Manchesterze.

Wypożyczenie Aleksandra Hleba (za 2 mln euro) udowodni nam wszystkim, czy Białorusin jest dobrym piłkarzem, który nie sprawdza się na Camp Nou, czy może zawodnikiem na miarę klubów stojących niżej o klasę, jak obecnie Arsenal, albo trzy - jak VfB Stuttgart (lśnił tam już w latach 2000-2005). Może wróci do formy w Bundeslidze i znów dostanie szansę od Barçy w presezonie za rok, a może obecne wypożyczenie jest jedynie grą wstępną przed transferem definitywnym za rok. Trudno w tej chwili ocenić, które rozwiązanie byłoby lepsze dla Blaugrany. To poczekajmy.

Wątpliwości co do Guddy'ego nie miałem z kolei żadnych. Od pierwszego dnia okienka liczyłem na jego sprzedaż. Jego boiskowa niepewność, niedokładność i nieporadność w znalezieniu sobie miejsca na boisku były tak irytujące, że jestem pełen podziwu dla cierpliwości Pepa Guardioli. U mnie Islandczyk na pewno nie zagrałby w takiej dyspozycji 33 (!) meczów. Ta słabość i nieefektywność Gudjohnsena objawiły się w pełni właśnie w minionym sezonie. Wcześniej radził sobie lepiej - może tak samo, jak czas Pedro w Barçy jeszcze nie nadszedł, tak czas Guddy'ego już się skończył. Życzę mu powodzenia w Księstwie, a z czasów jego gry w Barçy zachowam tylko pozytywne chwile i szacunek.

No i Samuel Eto'o... Rozstano się z nim w niewątpliwie przykrych okolicznościach, ale patrząc przez pryzmat jego zachowań na przestrzeni całej piłkarskiej kariery, to chyba człowiek o wyjątkowo specyficznym charakterze. Ograniczając ocenę tego transferu do kwestii czysto sportowych - mam nadzieję, że godnie zastąpi Kameruńczyka Zlatan Ibrahimović. Nic innego mi nie pozostaje...

Wzmocnienie przez osłabienie, czyli przypadki Hleba i Gudjohnsena

Muszę się podzielić pewną refleksją dotyczącą zeszłego sezonu. W Pucharze Króla i dość częstych sytuacjach, gdy wynik meczu był już przesądzony, Josep Guardiola decydował się dać odpocząć Xaviemu, Inieście albo komuś z formacji ataku poprzez desygnowanie do gry Białorusina albo Guddy'ego. Ilekroć któryś z nich zagościł na boisku, miałem nadzieję, że TYM RAZEM zaprezentuje się z pozytywnej strony i da drużynie cokolwiek prócz zawodu. Niestety, podczas minionego sezonu poczynania jednego i drugiego w barwach FC Barcelony obfitowały w straty, niedokładne podania, bezsensowne kółeczka, nieporozumienia i ostrzeliwanie trybun. Bramka jednego czy asysta drugiego na tle całokształtu kilkudziesięciu spotkań nie ma zupełnie żadnego znaczenia. Hleb został dla mnie ikoną niezgrania się z drużyną, a Gudjohnsen - generalnej boiskowej nieprzydatności. Sprawdzany w pomocy, na skrzydle i na szpicy Islandczyk nie potrafił zachwycić nawet w maju z ligowymi przeciętniakami. W drużynie stworzonej prowizorycznie i naprędce z graczy rezerw.

Przed poprzednim sezonem mogło się wydawać, że obaj piłkarze będą pierwszymi zastępczymi wyborami trenera, w pewnym sensie "liderami" ławki rezerwowych. Okazało się jednak, że nie są zdolni podołać nawet takiej "presji"... Drużyna poradziła sobie jednak w kluczowych momentach sezonu praktycznie bez rezerwowych ofensywnych pomocników. I całe szczęście - bo konieczność występu Hleba lub Guddy'ego przez 90 minut np. w półfinałach Ligi Mistrzów doprowadziłaby setki tysięcy culés na całym świecie do zawału serca. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

W tym wszystkim najgorsze nie jest to, że obaj byli zwyczajnie słabi. Tylko to, że z każdym ich wejściem na boisko, fani Barçy zaciskali kciuki i powtarzali w myślach "teraz musi się udać, to na pewno będzie JEGO mecz". I za każdym razem nadchodziła 90 minuta i rozchodzono się do domów ze wspomnieniem "no, no, dobry mecz, tylko szkoda, że Guddy'emu/Hlebowi znowu nie wyszło". Ich poprawne występy można policzyć na palcach jednej ręki. A "poprawny" to bynajmniej nie jest komplement. Dlatego dużo bardziej wolę skład Barçy bez Białorusina i bez Islandczyka. Tym razem sytuacja jest jasna - ich w tej drużynie fizycznie nie ma. Skutek dla drużyny, uwierzcie mi, nie różni się wiele od sytuacji, w której fizycznie biegali po boisku. Nie wynika z tego tyle samo - nic.
Tych dwóch rezerwowych pomocników nie ma. I to fakt, z którym codziennie mierzy się Zarząd, trener i fani. Uważam tę sytuację za zdrowszą, a przez to lepszą, niż ułuda, że - stawiając się w roli Mistera - w chwili kontuzji czy potrzeby zmiany taktyki, nie mogę liczyć ani na białoruskiego, ani na islandzkiego zawodnika, bo istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przegrają mi mecz...

W obecnej sytuacji Zarząd może kogoś kupi, a fanów nie będą frustrowały tak żenujące występy w ukochanych barwach. Liczbowo - to osłabienie. Ale jakościowo to wzmocnienie. Dlatego brak obu sprawia, że skład jest silniejszy. W przypadku młodzieży (J. dos Santos) przynajmniej jest jasne, że szału się spodziewać nie należy. Co do Hleba i Gudjohnsena - jasne stało się to za późno.

Najzdolniejsza młodzież w Hiszpanii

Słowa te usłyszałem od przyjaciela, rodowitego madrytczyka i kibica Realu od urodzenia. To prawda, szkółka Realu jest najliczniej reprezentowana w lidze. Ale ilu z nich jest faktycznie na topie? Casillas i ewentualnie Raúl, choć jego czas powoli już mija. Jako akt dobrej woli można też doliczyć Samuela Eto'o (kupiony przez Real dopiero w wieku 16 lat, piłkarskie przedszkole przeżył w kameruńskiej Kadji Sports Academy) i Matę (jako 15-latek przyszedł ze szkółki Realu Oviedo); Juanfran czy Portillo to już nie ten poziom. Z kolei Barça wychowała Xaviego, Messiego, Iniestę, Puyola, Fàbregasa, Reinę czy Piqué. Każdy jest absolutną gwiazdą, a ponadto Mikel Arteta właśnie nią zostaje.

Dlatego jestem spokojny o rozwój czterech najmłodszych członków drużyny, dołączonych niejako z przymusu wobec sytuacji kadrowej Barçy. Musiesa już teraz uważany jest za kandydata na następcę Carlesa Puyola. Fontàsa wybrał Guardiola kosztem Henrique - a to na pewno nie przypadek. Z kolei Jeffren potrafił zaimponować podczas sparingów, a Jonathan dos Santos ma zadatki na klasowego rozgrywającego. Obserwując ich postępy należy być cierpliwym - żaden z nich nie zostanie w tym sezonie drugim Lionelem Messim. Ale szczególnie Jeffren i Muniesa powinni w tym sezonie błysnąć, a nie wolno zapominać, że w odwodzie pozostają jeszcze Thiago Alcántara i Gai Assulin, po sezonie z wypożyczenia do Racingu wróci Alberto Botía, a przy darmowym transferze Xaviego Torresa do Málagi, Barça prawdopodobnie zawarła opcję pierwokupu. No i jest też Keirrison.

Perspektywy na przyszłość
Nie da się ukryć, że obecny skład FC Barcelony ma pewne braki. Ale wcale nie musi to przeszkodzić Klubowi w realizacji ambicji sportowych na najbliższy sezon. Obecna sytuacja kadrowa może pozwolić szybciej dojrzeć piłkarsko najnowszym wychowankom La Masía - a to wcale nie musi się okazać porażką Zarządu. Powtórzę też, że w przypadku mało optymistycznych wyników drużyny, kluczowe mecze czekają Barçę dopiero na wiosnę. Oznacza to, że szansa na dokonanie ewentualnych wzmocnień składu będzie jeszcze podczas zimowego okienka transferowego.

Ponadto, przy całej tej domniemanej "polityce oszczędności" Duma Katalonii i tak wydała na transfery 112,5 mln euro (69 mln za Ibrahimovica, 25 mln za Czyhrynskiego, 14 mln za Keirrisona i 4,5 mln za Maxwella). To nadal drugi wynik w Hiszpanii i nadal jeden z najwyższych w Europie. Trudno zatem mówić o szczególnym zaciskaniu pasa, lecz o orientacji na bardzo konkretne cele transferowe i realizowaniu zrównoważonego finansowo i kadrowo modelu zarządzania klubem piłkarskim.

A to są różne rzeczy - tylko niestety nie każdy potrafi tę różnicę zauważyć.

Udostępnij:

Komentarze (21)

Gorące tematy