Następny mecz:  Barcelona  -  Alaves     ·  Sobota, 18 sierpnia 22:15  ·  1. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Bóg to ja

 14 listopada 2009, 19:18

 Karol Chowański 'Challenger'

 20 komentarzy

Monachium. Połowa października. Bayern notuje wyjątkowo kiepską passę po jeszcze gorszej grze: porażka w 7. kolejce (0:1 na wyjeździe z HSV), następnie remis na Allianz Arena ze słabiutkim FC Koeln (0:0) i wreszcie wygrana we Freiburgu (1:2 w kiepskim stylu: stracona bramka w 90. minucie i nerwy do ostatnich sekund). Franz Beckenbauer powoli traci cierpliwość. "Drużyna nie idzie w dobrym kierunku", powie Prezes Bayernu po spotkaniu z SC Freiburg. Rezonu nie traci jednak trener Bawarczyków, Louis van Gaal. A powinien - niemieckie media ujawniły przecież nagranie z szatni, w którym Holender natchnionym głosem zapewnia swoich piłkarzy: "Jestem bogiem. Zawsze jestem nieomylny!". Chciałoby się powiedzieć: jednak są na świecie ludzie, którzy nigdy się nie zmieniają...

Genialny strateg

Jak wielu wielkich trenerów, Aloysus Paulus Maria van Gaal był piłkarzem przeciętnym (zjawisko godne obszernej pracy doktorskiej). Nie przeszkodziło mu to jednak uzbierać ponad 330 meczów na holenderskich i belgijskich boiskach. Prócz doświadczenia, z czasów piłkarskiej kariery zachował van Gaal swoje przezwisko - "Aloysus" brzmiało "wyjątkowo" nawet w Kraju Przedziwnych Imion, jakim jest Holandia. Przyzwyczaił się do zdrobnienia: Louis.

Podobno van Gaal zapragnął być trenerem, gdy tylko zdał sobie sprawę, że nie będzie wielkim piłkarzem. Drużyny juniorskie prowadził już w AZ Alkmaar, ostatnim klubie, w którym grał. Jednak przy najbliższej okazji przeniósł się do Ajaxu - uznając, że właściwym miejscem na realizację jego ambicji jest najbardziej utytułowany klub w kraju; poniekąd słuszna logika. W kilka lat van Gaal zaliczył wszystkie szczebelki kariery szkoleniowej w amsterdamskim klubie. Wreszcie w 1991 roku otrzymał szansę poprowadzenia pierwszej drużyny. Na swoim błyskotliwym asystencie poznał się odchodzący do Realu Madryt Leo Beenhakker. Przekonał on dyrekcję klubu, by nie zatrudniać bardziej doświadczonego trenera i wypróbować najpierw debiutanta van Gaala.

Ciąg dalszy to już historia, piękna historia AFC Ajax i całej generacji diamentów oszlifowanych przez młodego szkoleniowca. Skala sukcesów, zaskakująca jak na wiek piłkarzy boiskowa dojrzałość i zredefiniowanie idei totaalvoetbal wywołały powszechny zachwyt w całej Europie. Louisa van Gaala broniły wyniki, ale już wtedy dał się poznać jako wyjątkowy indywidualista, pragmatyk, podporządkowujący grę sztywnym ramom taktycznej dyscypliny. Realizacji przedmeczowych założeń podporządkował funkcjonowanie całego zespołu; co oczywiście odbijało się na stylu gry. Trudno było go określić mianem efektownego. Zwycięskiego, owszem - ale to nie przypadek, że w finale z Milanem padł wynik 1-0, a Puchar Interkontynentalny z Gremio rozstrzygnęły dopiero rzuty karne.

Sezon 1996/1997 Ajax zakończył bez żadnego trofeum na koncie - po raz pierwszy od czterech sezonów. Apetyty były rozbudzone, kibice sfrustrowani. Czwarte miejsce na koniec sezonu Eredivisie było ogromnym zawodem. A nieustępliwy charakter van Gaala w chwili porażki nie zjednywał mu ludzi. Pozwolono mu odejść wyjątkowo łatwo... Ajax do tych sukcesów nie nawiązał do dziś.

Barça i van Gaal: holenderska kolonia na Camp Nou

Tymczasem w Barcelonie liczono dni do odejścia Sir Bobby'ego Robsona. Anglik mimo niewątpliwych sukcesów w sezonie 1996/1997 (Superpuchar Hiszpanii, CdR, PZP i wspaniałe wprowadzenie do drużyny Ronaldo, który zdobył 47 bramek w 49 meczach wszystkich rozgrywek) nie był brany pod uwagę jako trener długoterminowy. W klubie wyczekiwano Louisa van Gaala. Prezydent Núñez widział w Holendrze zbawcę klubu. Sprowadził go, jak tylko nadarzyła się okazja.

Nowe otoczenie i perspektywy stanowiły prawdziwe wyzwanie dla holenderskiego szkoleniowca. Mimo początkowych trudności z wprowadzaniem swojej filozofii futbolu na Camp Nou, sezon ułożył się po myśli wszystkich sympatyków Barçy. Superpuchar Europy, Puchar Hiszpanii i mistrzostwo Hiszpanii (pierwsze od trzech lat) oznaczały jeden z najlepszych sezonów w historii Barçy. W kolejnym roku van Gaalowi udało się obronić mistrzostwo Hiszpanii (co zdarzyło się dopiero trzeciemu trenerowi w historii klubu), ale pojawiły się głosy zwątpienia. Zarzuty obejmowały schematyczny styl gry, brak ofensywnej kreatywności, masowe sprowadzanie Holendrów i brak znaczących sukcesów w Europie. Te ostatnie odnosił Real, więc frustracja fanów była tym większa.

Wszystkie złe przeczucia skumulowały się w katastrofalnym sezonie 1999/2000. Konkurencja szła do przodu, a w Barcelonie: błędne decyzje kadrowe i upór van Gaala w stosowaniu tych samych rozwiązań taktycznych. "Sprawdzone" schematy przestały się sprawdzać, a stylu gry Barçy nauczyła się cała liga. Ponadto, "holenderskość" drużyny wykroczyła poza ramy zabawnej anegdotki. Przed startem nowego sezonu "pomarańczowy zaciąg" liczył już 8 piłkarzy: Ruud Hesp, Michael Reiziger, Winston Bogarde, Boudewijn Zenden, Phillip Cocu, Patrick Kluivert, Ronald de Boer i Frank de Boer. Zdarzały się mecze, gdy na boisku przebywała cała ósemka, a nie wszyscy byli graczami wybitnymi.

Z racji swojego konfliktowego i autorytarnego charakteru, van Gaal specjalnym ulubieńcem kibiców nie był nigdy. Toteż gdy drużynie zaczęło nie iść, nikt nie miał wątpliwości czyja to zasługa. Szczególnie w drugiej części sezonu standardem na Camp Nou stały się białe chusteczki i przeraźliwe gwizdy. Zarząd do ostatniej chwili nie podejmował jednak nerwowych ruchów, nie chcąc osłabiać drużyny - teoretyczne szanse na sukces istniały do samej końcówki sezonu. Półfinały CdR i LM oraz zaledwie 2. miejsce w lidze oznaczały jednak porażkę. Louis van Gaal złożył swoją rezygnację w maju 2000 roku; wkrótce po tym, jak odbyły się nowe wybory prezydenckie.

Znów w tej samej rzece

Po niepowodzeniu ostatniego sezonu w Barcelonie oraz porażce w eliminacjach do Mundialu 2002 z reprezentacją Oranjes, van Gaal latem 2002 pozostawał bezrobotny. Wykorzystał to pozostający od chwili wyboru w niełasce kibiców (brak jakichkolwiek trofeów) Joan Gaspart i nakłonił holenderskiego trenera do powrotu na Camp Nou. Jeśli ktokolwiek myślał, że nie może być gorzej niż 2 lata wcześniej - to się zdziwił. Mogło. Błyskawiczne odpadnięcie z Pucharu Króla i jeden z najgorszych w historii klubu startów w lidze (bilans 6-5-8!). Już (dla wielu fanów: dopiero) po niecałych 6 miesiącach, w styczniu 2003 Holender został zwolniony. Zostawił klub na 12. miejscu w lidze. Tylko dzięki mrówczej pracy Radomira Anticia sezon ten nie skończył się blamażem. Serb doprowadził drużynę do 6. miejsca w tabeli, a śladem van Gaala do dymisji podał się też Joan Gaspart. Nadchodziły zmiany...

Jak feniks z popiołów... oby tylko z dala od Barcelony

Śledząc obecną sytuację Bayernu Monachium, może nasuwać się wątpliwość, na jakiej podstawie teoriom van Gaala ktokolwiek jeszcze daje posłuch. Zdobycie wicemistrzostwa (2006), a potem mistrzostwa i Superpucharu Holandii (2009) z prowincjonalnym (geograficznie i finansowo) AZ Alkmaar odświeżyło jednak omszałą legendę holenderskiego trenera. Na szczęście nie na tyle, by o swoją posadę musiał obawiać się Josep Guardiola, ale wystarczająco, by nazwisko van Gaal było wymieniane często na wyjątkowo szalejącym w tegoroczne wakacje europejskim rynku trenerskim.

Z dniem 1.07.2009 van Gaal został trenerem Bawarczyków. Ponieważ nikt nie lubi grać w rosyjską ruletkę za 75 mln euro, zakładam, że była to świadoma decyzja. Zarząd Bayernu podjął ją pewnie z czystej wiary w odrodzony geniusz byłego trenera Ajaxu; z kontraktem przesadnie nie zwlekano, by ubiec konkurencję. To ryzykowna decyzja i przyjąłem ją z zaskoczeniem. Beckenbauera miałem dotąd za człowieka kierującego się dużą przenikliwością w prowadzeniu bawarskiego klubu. Tymczasem drużynę za 250 mln euro oddaje van Gaalowi! I grę swoich pupili fani Bayernu obserwują dziś z zażenowaniem, zresztą nie sprawdzają za często ligowej tabeli. W trosce o serce.

10. kolejka Bundesligi. 88. minuta. Daniel van Buyten rozpaczliwym strzałem po rozpaczliwej akcji ratuje zwycięstwo z Eintrachtem i, jeśli wierzyć mediom, posadę van Gaalowi. Na ławce trener triumfuje jakby zdobył mistrzostwo świata i gestami daje do zrozumienia, że ta bramka to efekt jego taktycznej konsekwencji. Ta "nieomylność" koresponduje z wcześniejszymi o kilka dni słowami: "Nie wiem, kto może porównywać swoje trenerskie CV z moim? Ferguson? Capello? Zdobyli więcej tytułów niż ja. Ale nie wydaje mi się, by nagle rzucili swoje posady i przybyli do Bayernu".

Nic dodać, nic ująć. Cały van Gaal. Jego karierę w Monachium śledzę z rosnącą ciekawością, choć nie zanosi się tam na zmiany. W minioną sobotę Bayern zremisował u siebie z Schalke, a atmosfera w szatni ewidentnie nie jest najlepsza. Za krytykę letnich transferów drugi kapitan Phillip Lahm otrzymał właśnie najwyższą karę finansową w historii klubu - 25 tysięcy euro.

Udostępnij:

Komentarze (20)

Gorące tematy