Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Cel uświęca środki... chyba że zagwiżdże sędzia

 20 listopada 2009, 18:45

 Karol Chowański 'Challenger'

 60 komentarzy

Ręka Thiery'ego Henry obudziła wszystkich moralizatorów futbolu. Zazwyczaj siedzą oni cicho w swoich pustelniach, bo i tak nikt ich nie słucha. Tym razem, o dziwo, trafili na wyjątkowo podatny grunt. Zapominając o jednej rzeczy: w piłce nożnej, jak w każdym sporcie, chodzi o to, żeby wygrać. Jeśli piłkarz wychodzi na boisko nie chcąc wygrać za wszelką cenę, to niech lepiej zostanie w szatni, pomedytuje nad swoim jestestwem i przez internet wykupi najbliższy lot do Lhasy. Oczywiście, "za wszelką cenę" ma swoje granice i po to na boisku są sędziowie pilnujący tych granic. Ale co, gdy sędzia wykonuje swą pracę słabo? Gdy nie przyznaje drużynie rzutu karnego w dogrywce (choć w upadku Anelki można było dostrzec faul Givena). To oznacza, że dziś sędzia ma gorszy dzień. To ludzkie, ale można to wykorzystać. Można też przegrać. Decyzja należy do Ciebie.

O szlachetnościach i okolicznościach

Redaktor Stec na swoim blogu wytoczył przeciw francuskiemu napastnikowi krucjatę na wyjątkowo ciężkich działach. Pisze o nim per "sportowiec, którego podziwiałem" z naciskiem na czas przeszły w czasowniku "podziwiałem". To tak ckliwe, że mało się nie popłakałem ze wzruszenia... Szlachetność na polu sportowej walki czasami traci swój romantyzm. I nie jest już szlachetnością, tylko zwykłym frajerstwem. Po co te lata wyrzeczeń w imię sportu, jeśli w chwili próby traci się wolę zwycięstwa? "Grałem, bo sędzia na to pozwolił. Wszelkie pytania należy kierować do niego" - to nie jest zrzucenie odpowiedzialności. Henry jest szczery i nie owija w bawełnę. Ale przypomina, że to nie on jest sędzią. Warto o tym przypominać, bo po nocy na Stade de France zbyt wiele osób o tym zapomniało.

Marek Edelman wspominał, że w świecie bez Boga, rodziny i jakichkolwiek autorytetów - a getto warszawskie było takim światem - moralność czasów pokoju nie ma racji bytu. Jak można powiedzieć "nie kradnij" komuś, komu z głodu umierają na rękach kolejne dzieci? Ten ktoś zrobi wszystko, by uratować ostatnie z nich albo żonę czy samego siebie. Nawet jeśli oznacza to kradzież chleba... Zachowując wszelkie proporcje, pragnę tylko dyskretnie nadmienić, że moralność zerojedynkowa traci swoją logikę, jeśli pod uwagę nie są brane okoliczności.

Perspektywa Henry'ego i Francji

To nie była jakaś osiedlowa gierka, lokalny pucharek, nieznaczący mecz nieznaczącej ligi. Tu daje się z siebie wszystko - to reprezentacja. W dodatku: baraże o Mistrzostwa Świata, turniej-absolut dla każdego sportowca. A dla Henry'ego i kilku jego kolegów, RPA 2010 to ostatni potencjalny Mundial w życiu. W środę kapitan Francuzów miał ostatnią okazję, by zmienić szansę w bilet do RPA. Ogólnonarodową presję towarzyszącą takiej potyczce i odpowiedzialność za drużynę spoczywającą na Henrym (jako kapitanie i najbardziej utytułowanym graczu swojego zespołu) można sobie tylko wyobrazić. Ale domorośli moralizatorzy nie zadają sobie tego trudu.

Zachowałbym się tak samo, jak Henry. Jeśli miałbym taką samą okazję przy linii końcowej - wykorzystałbym ją. I czekał na decyzję sędziego... Bycie grzecznym chłopcem nie zawsze popłaca. Nie mam pretensji do Henry'ego. Mam do sędziego i do organizacji, która chroni jego.

Perspektywa Trapattoniego i Irlandii

Nie ma wątpliwości, że z drugiej strony - Irlandczyków i ich trenera spotkała ogromna niesprawiedliwość. Sędzia zaspał albo z jakichkolwiek innych powodów nie odgwizdał ewidentnego przewinienia. Tylko, że chwilę wcześniej Martín Hansson mógł dostrzec przewinienie Givena w polu karnym na Anelce. I Francuzi mieliby rzut karny.

Awanturujący się w swoim kwadraciku Giovani Trapattoni raczej nie widział fizycznie przewinienia Henry'ego. Ale połowa irlandzkiej drużyny widziała tę rękę, szczególnie Given i trójka obrońców najbliżej akcji. Widzieli ewidentne zagranie faul - ale grali dalej, legitymizując swoją biernością decyzję arbitra. Gdy kiedyś sam grywałem na podwórku i widziałem coś takiego, nigdy nie stwierdzałem: "OK, nic się nie stało, wszystko fajnie! No chłopaki, gramy dalej!". Nie wyobrażam sobie tego! Dlatego moim zdaniem Irlandczycy wyszli przy okazji na "loserów". Bo widząc taką kpinę z przepisów w wykonaniu Henry'ego pod żadnym pozorem nie powinni byli grać dalej! Powinni byli zejść do szatni albo siąść w kółku na środku boiska i zapalić po papierosie. Tak długo jak złodziejstwu FIFA nie sprzeciwią się sami piłkarze - FIFA będzie okradać kolejne drużyny i odmawiać nam wszystkim zapisu wideo. Irlandczycy nie zrobili nic, żeby świat faktycznie przejął się skandaliczną dla nich decyzją sędziego. Samuel Eto'o na La Romareda zareagował i poszły za tym konkretne decyzje hiszpańskiej federacji. A w paryskiej Saint Denis sędzia gwizdnął, mecz się skończył, wynik "poszedł w świat". I nie zostanie zmieniony. W postępowaniu FIFA też nic się nie zmieni. Henry pewnie nawet nie zostanie ukarany, choć absolutnie powinien dostać karę kilku meczów.

Irlandzcy piłkarze mieli czas na sprzeciw środowego wieczora, tuż po bramce Gallasa. Given zamiast biegać jak oszołom, powinien był rzucić rękawice sędziemu w twarz. Tymczasem oni po prostu grali dalej. Po meczu, po fakcie, wszyscy pomstujący na dziejową niesprawiedliwość Irlandczycy, na czele ze swoim premierem, są tylko zgrają "crybabies" (w polskim nie ma niestety tak obrazowego słowa). Trudno przejmować się kimś, kto sam o siebie nie dba, gdy ma na to jedyną właściwą okazję.

Przewinienie Henry'ego i milczenie Hanssona

Wypowiedź stonowana i zdystansowana nie przebije się w dzisiejszych mediach. Jest niemedialna. I takich artykułów nie ma. Jeśli krytykować - to tylko na całego! Skoro żałować tego przykrego wyniku, jaki padł na Stade de France, to jedynie w retoryce "hańby" i "śmierci futbolu". Patrzę tu szczególnie na media zagraniczne, oczywiście w publicznym roztrząsaniu moralności Henry'ego przodują media irlandzkie, a za nimi wyjątkowo zgodnie (sic!) media brytyjskie. Odsądziły Francuza od wszelkich świętości, trąbią na lewo i prawo o "wstydzie", "rabunku", "oszustwie" i "tragedii dla piłki nożnej".

Wszyscy zdają się zapominać, że kłamstwo i oszustwo są obecne we wszystkich sferach ludzkiego życia. Dlaczego w sporcie miałoby być inaczej? Tylko, że osoba, która oszukuje urząd podatkowy spotyka się z natychmiastowym sprzeciwem reszty społeczeństwa reprezentowanej przez sąd. Dostaje zarzuty, ląduje w więzieniu. Władzę sądowniczą na piłkarskim boisku reprezentuje arbiter. W środę w Paryżu był to Martín Hansson. Na występek Henry'ego powinien był on zareagować, bo to jego praca i obowiązek. Ale tego nie zrobił. To jego wina jest w całej tej historii dominująca. Piłkarz jest tylko piłkarzem. Nie jest sędzią.

W zeszłym roku w ferworze boiskowej walki rozum zatracił brazylijski obrońca Realu, Pepe. Został wyrzucony z boiska i ukarany 10-meczową absencją. Dokonał czegoś haniebnego. Ale sędzia Carlos Delgado Ferreiro oraz hiszpańska federacja wykonali swoją pracę i piłkarzowi nie uszło to płazem.

Krytykując krytyków

Ja nie bronię francuskiego piłkarza. Ja tylko krytykuję jego krytyków. Publiczny sąd nad Henrym to nieporozumienie, skoro bramka po prostu nie powinna być uznana. Niewątpliwie piłkarz jest tu winny zachowania mało honorowego, ale są od niego bardziej winni. To sędzia Hansson i FIFA. Nie był to podwórkowy mecz, na którym jegomościa z gwizdkiem nie ma i sędziujemy sobie sami. To rozgrywki sygnowane przez FIFA, organizację o ogromnym zapleczu finansowym, której członkowie wycierają sobie non stop gęby frazesami o "fair play". Środowy mecz Francja-Irlandia pokazuje, że to puste frazesy.

Na paryskim stadionie sędziów było trzech, z czego dwóch powinno widzieć, co się działo. Ewidentnego spalonego (Squillaci) nie odgwizdał liniowy. A bramkę po "ręcznej" asyście zaliczył sędzia główny. Dlatego zostawmy Henry'ego w spokoju. Główną winę ponosi tu system forsowany przez FIFA, który swoją nieskutecznością sankcjonuje patologie. Póki FIFA nie wprowadzi obowiązkowego zapisu wideo, takie sytuacje będą się zdarzać. Powiem to jeszcze raz: w ferworze walki o Mundial (!) zrobiłbym to samo, co Henry. Każdy chce wygrać. Nawet jeśli świadomość przekroczenia w imię tego pewnych zasad przychodzi dopiero po ostatnim gwizdku... Tylko że cały sens zabawy w futbol, sport i życie polega na tym, by system penalizacyjny działał sprawnie. FIFA nie działa.

Udostępnij:

Komentarze (60)

Gorące tematy