Henry: Mówienie o sporcie powoli mnie męczy

KoksCule

21 grudnia 2008, 18:28

Brak komentarzy
Oto fragmenty wywiadu, jakiego udzielił napastnik Barçy dziennikarzowi katalońskiego "Sportu". Zawodnik odbył prawie dwugodzinną rozmowę z jednym z reporterów. 'Titi' pokazał kibicom swoje drugie, bardziej osobiste oblicze. Thierry jako pierwszy przełamał lody - "Możemy rozmawiać o wszystkim, nie dlatego że piłka jest nudna, kocham ją, lecz czasem dobrze jest pomówić o czymś innym. Mówienie tylko o sporcie powoli mnie męczy".

Oskarżenia o bycie wściekłym.

Dokładnie półtora roku temu mówiliśmy o tym samym, musiałem odpowiadać na identyczne pytanie. Aby poznać mężczyznę należy poznać jego środowisko, miasto z którego pochodzi. Za jedną osobą stoi wiele czynników.

W takim razie zacznijmy od Les Ulis, miejsca w którym się urodziłeś.

Jest to dzielnica położona kilka mil od Paryża, bardzo wiele nauczyłem się na tamtych ulicach. Jeśli miałbym wybierać ponownie miejsce mojego dzieciństwa, chciałbym znowu tam być. To kim jestem zawdzięczam mojemu ojcu. Widziałem wiele rzeczy ciężkich dla dziecka, jednak na moje szczęście miałem parę wspaniałych rodziców. Czasami jednak nie rozumieli mnie, moi koledzy mogli wychodzić nocą z domu, ja natomiast nie. Chodziłem wtedy po domu i wyglądałem przez okna patrząc na nich, to było bardzo frustrujące. Kiedy oni bawili się na dworze, ja pytałem matkę czemu nie mogę być tam z nimi, ona odpowiadała po prostu "bo nie", ta odpowiedź bardzo bolała.

Rysuje się obraz trudnego dorastania.

Prawie wszyscy moi znajomi z tamtych lat są, bądź byli w więzieniu. Jednak teraz rozumiem jak trudno być rodzicem w takiej dzielnicy. Nasza sytuacja czasami była trudna, ale nigdy beznadzieja. Obecnie jest wiele młodych osób, które nie słuchają swoich rodziców, a to już problem. Moi też byli surowi, ale tylko dzięki temu byłem w stanie iść naprzód.

Opowiedz mi o swojej rodzinie.

Mam dwóch braci, Willy'ego i Dimitry'ego, mój przyrodni brat. Mój ojciec odszedł gdy miałem 8 lat. Opuściłem okolice w tym samym czasie co on, ale nigdy nie przestaliśmy się widywać. Gdy do tego doszło zrozumiałem, że wizja mojego życia powinna iść w linii prostej. Byłem sam w domu z matką, Willy poszedł do wojska, a ja zrozumiałem, że tonę.

Coś poszło źle? Czujesz się tym dotknięty?

Ludzie tego nie rozumieli, ponieważ byłem samotnikiem. Mój brat został żołnierzem, a ja byłem jedynym dzieckiem w domu. Miałem wtedy zaledwie 11 lat. Nie umiałem tego wyjaśnić, byłem na to za mały. Piłka nożna była w tym wypadku jedyną drogą ucieczki.

Jak zacząłeś grać?

W Les Ulis, dzięki mojemu ojcu. Był bardzo szczęśliwy z tego powodu. Wchodziłem na boisko kiedy on grał, wtedy zrozumiał, że jest dzięki temu szczęśliwszy niż kiedy sam biega za piłką. Każde dziecko chciałoby coś zrobić dla swojego ojca, jednak wtedy piłka nie była moim życiowym priorytetem.

Wywodzisz się z Martyniki i Gwadelupy.

Kiedy człowiek patrzy na siebie i próbuje budować swoją osobowość, zawsze pamięta, gdzie się urodził, ale nie może zapomnieć o swoich korzeniach. Ja także pamiętam o tych krajach, znam ich kulturę, muzykę, kuchnię, mówię nawet po kreolsku. Lubię tam podróżować, bo odnajduję tam spokój.

Czujesz się jak w domu?

Kiedy tam jestem czuję się na swój sposób nagi. Nikt tam na mnie nie patrzy. Kiedy zdobyliśmy z Francją Mistrzostwo Świata, pojechałem na wakacje do Gwadelupy, dokładnie na małą wysepkę - Désirade. Wszyscy tam świętowali, ale spojrzenia ludzi były inne, normalne. W dniu kiedy przyjechałem wszyscy byli podekscytowani przynosili mi jedzenie do domu, przychodzili do mnie, grali na bongosach, śpiewali. Ale już następnego dnia to wszystko zniknęło. Mogłem spokojnie chodzić sobie w krótkich szortach po całym mieście.

Brzmi jak opis raju.

Bo tam tak jest. Dla mnie to niesamowite chwile głębokiego życia. Ludzie myślą, że jestem nudny, ale to nieprawda, ja jestem po prostu bardzo spokojny. Lubię być na Désirade, mogę tam przejść niezauważony, dlatego z czasem będę chciał wyjechać do Stanów.

Podoba Ci się anonimowość?

Rozumiem, iż ludzie myślą, że my, zawodnicy, jesteśmy inni. Ale tak nie jest. Owszem, jestem piłkarzem, ale jak każdy mam dni lepsze i gorsze, mam problemy jak inni ludzie, czasem bywam smutny, zły...

Określiłeś siebie jako samotnika.

Lubię samotność, czasami. Ten czas przypomina mi o moim dzieciństwie. To mój sposób życia. Ech! Wiem, że mam przyjaciół i mogę na nich liczyć. W Arsenalu czy Monaco, wolałem zostać w domu sam.

Jesteś szczęśliwy?

Żyję moją pasją, jednak w piłce nie jest łatwo znaleźć się w tym miejscu, w którym dziś jestem. Czuję się w pewnym stopniu uprzywilejowany, bo są ludzie, którzy wstają o 5 rano i muszą iść do pracy, która niekoniecznie sprawia im przyjemność.

Jesteś zaniepokojony swoim złym wizerunkiem w mediach?

Zobaczmy. Kiedy rozpoczął się sezon, miesiąc po pierwszym meczu z Numancią, ciągle miałem zastrzeżenia co do swojej gry.

Normalne...

To jest mój sport, moje życie, jednak nie można oceniać kogoś tylko po jego pracy. Gry gram nie potrafię się uśmiechać, to tak jak z aktorem, gdy gra sympatyczną postać, nie oznacza to jednak, że jest sympatyczny całe życie.

Czy istnieje egoizm w piłce nożnej?

To logiczne. Piłkarze mają znacznie większe ego niż inni i to jest wspaniałe. Grałem kiedyś z Dennisem Bergkampem, wspaniały facet. Nazywaliśmy go "Ice Man", ponieważ nigdy się nie uśmiechał, ale nie w szatni, tam był bomba. Piłka to skomplikowana sprawa, musisz mieć na tyle dużo egoizmu, aby pomagał on drużynie. Jeśli potrafisz podać piłkę, wyjść na pozycję, wtedy twoja pomoc jest dobra. Jeżeli zawodzisz, musisz przyjąć krytykę.

Powinniśmy się komunikować?

To bardzo istotne. Musimy uczyć się od innych, od rodziny, przyjaciół, współpracowników. Mam wielu przyjaciół muzułmanów, bardzo lubię rozmawiać z nimi o ich religii. Chcę zrozumieć ich tradycje. Aby poznać człowieka, należy poznać jego pochodzenie, jego przeszłość.

A Ty jaką religie wyznajesz?

Urodziłem się w rodzinie katolickiej, ale nie praktykującej.

Kogo podziwiałeś jako młody piłkarz ?

Moimi idolami byli Marco Van Basten i Michael Jordan. Ta powaga na jego twarzy w czasie gry...

[źródło: Sport]

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.