Barça a sprawa polska

Lichy

2 sierpnia 2008, 12:57

Brak komentarzy
1 sierpnia 2008r. Godzina 12.00. Rozpoczyna się losowanie III rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Kiedy okazuje się, że zwycięzca pary Wisła Kraków/Beitar Jerozolima zagra z Barceloną, większości kibiców przypomina się z pewnością o dwumeczu, jaki Krakowianie i Katalończycy musieli stoczyć w sierpniu 2001r. Choć to spotkanie zapadło w pamięć wielu polskich kibiców, nie było oczywiście pierwszym starciem między Azulgarną, a polską ekipą.

W 1923r. jedenastka Cracovii udała się na tournee po Hiszpanii, gdzie zmierzyła się m.in. z Dumą Katalonii. Józef Kałuża i spółka w pierwszym meczu z Barceloną zaprezentowali się bardzo dobrze. Do przerwy prowadzili nawet po bramce Chruścińskiego, jednak 10 minut po wznowieniu wyrównał Pep Samitier, którego nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu kibicowi Blaugrany. Wynik nie uległ już zmianie. Następnego dnia rozegrano rewanż - tym razem nie było już tak kolorowo. Choć Pasy prowadziły po bramce Kałuży, to ostatecznie uległy Katalończykom aż 7:1.

Następne spotkanie między polskim klubem, a Barceloną miało miejsce 24 września 1957r., a okazją do rozegrania spotkania było otwarcie El Nou Estadi del Futbol Club Barcelona czyli po prostu Camp Nou. Jak każdy wie przeciwnikiem Azulgrany była Legia, a ściślej mówiąc reprezentacja Warszawy. Goście ulegli 4-2, a pierwszą bramkę na stadionie, na którym poza meczami Barcelony rozgrywano także Mistrzostwa Europy ‘64, Świata ‘82 (w tym mecz otwarcia), spotkania podczas Igrzysk Olimpijskich w 1992r (w tym mecz o złoto Hiszpania - Polska 3:2), finały Pucharu Zdobywców Pucharów (1972, 1982), Pucharu UEFA (1964) czy Ligi Mistrzów (1989, 1999), strzelił Paragwajczyk Eulegio Martinez. Oczywiście Camp Nou stało się też obiektem przygotowanym do koncertów czy innych ważnych wydarzeń, jak 17 listopada 1982, kiedy Jan Paweł II odprawił nabożeństwo dla blisko 120 tysięcy wiernych. A pamiętajmy, że otwarcie tego obiektu uświetniała wizyta drużyny z dalekiej Polski...

W 1970r. GKS Katowice debiutował w Pucharze UEFA. Niestety los nie okazał się dla niego szczęśliwy - już na początku na jego drodze stanęła Barcelona. W tym czasie jednak drużyny z Polski jeszcze wiedziały jak należy kopać piłkę, a liga jeśli była skorumpowana (a zapewne była) to nie w takim stopniu jak obecnie. Górnik docierając do finału PZP pokazał, że z ekipami znad Wisły należy się liczyć i świadomi tego Katalończycy przystąpili do potyczki z Gieksą. Głównie dzięki doskonałej postawie bramkarza Franciszka Sputa spotkanie zakończyło się jednobramkowym zwycięstwem Barcelony. Jako że wówczas popularne było rozgrywanie dwóch spotkań tego samego dnia (wyższa frekwencja) , na tym samym stadionie (Śląskim) rozegrano jeszcze jeden mecz: Ruch - Fiorentina, w którym padł remis 1-1. Katowiczanie do Barcelony jechali jak na pożarcie. Nie mieli złudzeń, że mogą wygrać, ale 23 września zanosiło się na sporą sensację. Najpierw gola zdobył Gerard Rother, później z karnego podwyższył Nowok, a to znaczyło, że GKS jest bliżej kolejnej rundy. Po zmianie stron gospodarze rzucili się na swoich rywali. I to przyniosło efekt w postaci bramek Pujola Marti-Filosii i Rexacha, które ostatecznie dały zwycięstwo i awans Barcelonie.

18 lat później Polacy byli bliżej wyeliminowania Barcelony niż kiedykolwiek w historii. Pierwszy mecz między poznańskim Lechem, a Blaugraną w ramach PZP miał odbyć się na Camp Nou. Długo wszystko szło po myśli Katalończyków. Aż tu nagle Bogusław Pachelski strzelił gola. Cruyff zapalił papierosa, Salinas, Txiki i Linker wraz z resztą zespołu ruszyli do huraganowych ataków, ale nie przyniosły one żadnego skutku. 1-1, a w perspektywie rewanż gdzieś w jakimś Poznaniu. Miało być zimno i rzeczywiście był to zimny listopadowy wieczór. Kolejorz objął prowadzenie, ale jeszcze zanim sędzia zakończył pierwszą połowę udało się wyrównać. Druga połowa nic nie zmieniła. Podobnie dogrywka. O wszystkim miały rozstrzygnąć karne. Zaczęła Barcelona, a konkretnie strzelec wyrównującej bramki - Roberto. Wziął długi rozbieg i strzelił bardzo mocno w ... Jankowskiego. Cruyff wyjął papierosa, jednak go nie zapalił, a po prostu wyrzucił. Do piłki podszedł Kruszczyński, uderzył w środek bramki, ale Zubizarreta nie wyczuł jego intencji i piłka załopotała w siatce. Tak samo po technicznym strzale Begiristaina i precyzyjnym uderzeniu Jakołcewicza w lewy górny róg. Po czterech strzałach 2:1 dla poznańskiego Lecha. Następnym w kolejce do strzelania był Ernesto Valverde (były szkoleniowiec Espanyolu). Choć Jankowski wyczuł jego intencje strzał w okienko był na tyle precyzyjny, że ponownie polski bramkarz musiał wyjmować piłkę z siatki. Również lewą stronę bramki upatrzył sobie Marek Rzepka. Jego intencji nie wyczuł jednak Zubizarreta, który spodziewał się strzału w środek. 3:2 dla Lecha. Od tej pory gracze Barcelony nie mogli już pudłować. Eusebio postanowił wziąć długi rozbieg - podobnie jak Roberto. Strzelił potężnie w środek bramki, ale... Jankowski tego nie obronił. Zubi przy kolejnym strzale nie musiał nawet interweniować, bo Argasiewicz zwyczajnie przestrzelił. Po ziemi, ale obok bramki. Po czterech seriach remis 3:3. Piąta, być może decydująca seria. Do piłki podchodzi Alexanco. Strzela lekko, także w lewy róg (wyraźnie upodobali sobie tę stronę gracze obu jedenastek) i ...pudłuje. Sędzia dopatrzył się jednak błędu - Jankowski ruszył się z bramki zbyt wcześnie i nakazał powtórkę. Alexanco tym razem wybrał prawy górny róg, ale znowu przestrzelił...Teraz jeśli Pachelski umieści piłkę w bramce to Lech awansuje. Jankowski nie patrzy na to co się dzieje. Pachelski bierze długi rozbieg, ale to tylko zmyłka. Zwalania. Chce uderzyć precyzyjnie w dolny lewy róg... Zubi broni! Po pięciu seriach remis 3:3. Jose Mari Bakero trafia precyzyjnym strzałem w prawy róg. W przeciwległym umieszcza piłkę Marian Głombowski. 4:4. Precyzyjne uderzenie Aloisio pozwala Barcelonie wyjść na prowadzenie 5:4. I tak też zostaje, bo Łukasik trafia w poprzeczkę, a piłka wychodzi poza bramkę.

Zaledwie rok później, znowu w PZP Katalończycy musieli stawić czoła polskiej drużynie. Tym razem była to warszawska Legia. Groźniej zaczęła Legia. Kosecki zmarnował dogodną okazję do zdobycia gola, ale w 25 minucie w okolicach 35 metra Łatka ograł szarżującego Zubizaretę i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w bramce. Następnie sędzia darował Txki'emu brutalny faul na Piszu, nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Koseckiego, stwierdzając że był on na spalonym oraz podyktował rzut karny z kapelusza, który na bramkę zamienił Koeman. Mecz zakończył się remisem 1-1, a w rewanżu bardzo odważnie grających Warszawian skarcił Laudrup i zdobył jedynego gola w tym spotkaniu.

Na początku dwudziestego wieku stanęły przed sobą dwie jedenastki - przeciętna (o pewnych drużynach po prostu nie wypada mówić - słaba) Barcelona i rosnąca w siłę jak na polskie warunki Wisła, która w poprzednim sezonie praktycznie dokonała niemożliwego odrabiając czterobramkową stratę z Saragossy. Wielki festiwal strzelecki pod Wawelem zaczęła Wisła. Na bramkę Patera odpowiedział jednak Rivaldo. Pater po raz kolejny pokonał Oscara ‘Babola' Bonano. Na jego trafienie znowu odpowiedział Rivaldo. Gdy gola zdobył Frankowski przypomniał o sobie Kluivert. I zapewne gdyby zakończyło się remisem 3-3 wszyscy byliby zadowoleni, ale ostatecznie dzięki Rivaldo triumf odnieśli Katalończycy. "Trudny mecz, ciężko pracowaliśmy, ale najważniejsze, że w Krakowie osiągnęliśmy wynik dający nam praktycznie awans. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli na Camp Nou powtórzyć te wszystkie błędy, które zrobiliśmy tutaj. Z pewnością nasi kibice do tego nie dopuszczą. Wygramy różnicą kilku bramek", powiedział po tym spotkaniu Patrick Kluivert. W rewanżu Biała Gwiazda zagrała zupełnie inaczej. Bała się srogiego lania. Tylko dwa czy trzy razy zagroziła Blaugranie. Nic więc dziwnego, że musiała odpaść. I przegrać, bo w 73 minucie Rivaldo podał do Savioli, ten z pierwszej odegrał do LE21, który nie dał żadnych szans Sarnatowi. Barcelona nie strzeliła kilku bramek, tak jak obiecywał to Party Pat, ale swój cel wykonała - awansowała pokazując, że nawet słaba Barça to jednak Barca. To Barca, w której już wówczas grali Puyol i Xavi.

Zaledwie rok później los znów skojarzył polską drużynę i Barcelonę. Tym razem była to ponownie warszawska Legia, a do graczy Blaugrany, których nadal możemy oglądać w bordowo-granatowych barwach dołączył Valdés. Przed meczem nadzieje były wielkie, ale już w ósmej minucie wojskowych na ziemię sprowadził Frank de Boer, który uderzył wolnego z 30m trafiając w okienko bramki strzeżonej przez Stanewa. Patrząc na grę warszawiaków można czuć było wstyd i dziękować, że Wojskowi nie przegrywają wyżej (m.in. słupek Xavi'ego). Po przerwie zaobserwować można było drobną poprawę jednak bramki zdobywali Katalończycy. Najpierw Riquelme precyzyjnym strzałem z około 20m pokonał Stanewa (był to zarazem jego oficjalny debiut w FCB), a kilka sekund przed końcem na 3-0 podwyższył Cocu. Z przebiegu całego meczu najbardziej chyba szkoda bramkarza Legii, którego Van Gaal uznał za najlepszego z graczy rywali. Rewanż był tylko formalnością i prawdę mówiąc wcale nie był ciekawy. Legioniści starali się grać agresywnie, ale Blaugrana nie miała się gdzie śpieszyć. I słusznie, bowiem zaliczka z pierwszego meczu była aż nadto wystarczająca. Na dodatek w 68minucie Zieliński sfaulował Kluiverta w obrębie pola karnego. Do piłki podszedł jeden z nowych nabytków Katalończyków - Mendieta, który pewnie wykorzystał karnego. Legioniści mogli wyrównać, ale Wróblewski będąc sam na sam z VV trafił wprost w niego. Na domiar złego w 86minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Jacek Magiera. "Byliśmy lepsi? No cóż, Barcelona to jedna z najlepszych drużyn na świecie, więc chyba trudno uznać za niespodziankę to, co się stało w meczach z Legią". Te słowa Puyola bardzo dobrze oddają zarówno to co działo się przed, w trakcie, jak i po meczu.

A jak będzie tym razem? Po pierwsze może wcale nie dojść do meczu Barcelony z Wisłą, bo póki co bliżej spotkania z Dumą Katalonii są gracze Beitaru. Nawet jeśli Krakowianom uda się przejść do III rundy i zagrać z Blaugraną cóż... W moim sercu Barcelona, więc adios Wisła.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.