Zawodowe wypalenie, czyli o tym, że należy się pożegnać

Looky

30 stycznia 2008, 22:47

Brak komentarzy
Futbol jest nieprzewidywalny i ten, na którym jeszcze przed kilkoma tygodniami wieszano psy, teraz ma być lekiem na całe zło w Barcelonie. Ronaldinho powraca, choć powrót ten to kolejna nadzieja mogąca okazać się obietnicą bez pokrycia. Wiele mieliśmy już sytuacji, w których Brazylijczyk po dłuższej nieobecności w składzie, pojawiał się na boisku i jeszcze szybciej na nim gasł. Nie zmienią tego nawet jego najwierniejsi zwolennicy, którzy uwielbiając "dziesiątkę" Barçy, zatrzymali się na sezonie 2005/06.

Ale przyczyn słabej gry i braku wyników jest wiele i nie wiążą się one tylko z osobą Gaúcho. Barça popełniła i wciąż popełnia te same błędy co przed rokiem, zapominając o złotej zasadzie, która mówi, że jeśli nie idziesz na przód, to się cofasz. Po dokonanych transferach latem 2007 roku ludzie związani z klubem buńczucznie mówili, że "ta Barça budzi strach". A zwłaszcza jej atak. Prawa raczej tak mówić nie mieli, bo sezon 2006/07 zakończyli totalnym blamażem i jedyną rzeczą jakiej od nich wymagaliśmy to pokora. Pokora, nawet jeśli sprowadzeni zawodnicy okazali się niezłą inwestycją.

Problem Barçy to kilku piłkarzy, którym wyczerpał się limit motywacji. I to oni, będąc gwiazdami, są jej największym wrogiem. Deco patrzy w stronę Premiership i odgraża się, że odejdzie jeśli w Katalonii dalej nie będzie sukcesów. Niech więc zrobi coś, aby te sukcesy były, niech odnajdzie formę, którą imponował dwa lata temu. To samo tyczy się Ronaldinho, w którego reaktywację chciałbym wierzyć, ale nie przychodzi mi to z łatwością. Jeśli będę się mylił i Brazylijczyk nagle przypomni sobie wspaniały sezon 2005/06, będę bił się w pierś z radością obwieszczając, że się myliłem. Ale żebym się mylił musimy widzieć równo i dobrze grającego Ronaldinho przez cztery miesiące. Czy naprawdę jest to możliwe, skoro nie uraczyliśmy tego przez blisko dwa lata?

W owym sezonie 2005/06 Barcelona mogła grać swoje, bo biegała. Żaden zespół nie potrafił oprzeć się jej pressingowi, stąd też kilkanaście zwycięstw z rzędu, po których katalońska prasa pisała, iż seria ta robi się "nudna". Jakże chcielibyśmy, aby owa nudność teraz się powtórzyła. Wierzyć w to jednak nie można, skoro na wyjazdach wygraliśmy od sierpnia jedynie trzy ligowe mecze. Błędem zarządu Barcelony było to, że latem nie przewietrzył składu, a nie to, że zostawił Rijkaarda. Dokupienie czterech dobrych piłkarzy stworzyło z nas najsilniejszą drużynę świata, szkoda jednak, że tylko na papierze. Zabrakło pożegnania z tymi, którzy nie mieli i wciąż nie mają ochoty z dumą reprezentować barw Blaugrana.

Rijkaard też ma swoje na sumieniu, choć daleki jestem od tego, by tylko jego obwiniać za 9 punktów straty do Realu. Zaimponował tym, że w grudniu odważył się kilkukrotnie posadzić słabego Ronaldinho na ławce, ale zburzył mit o namiastce silnego charakteru, kiedy w Gran Derbi wystawił i Gaúcho, i Deco. Tym bardziej, że miał ich kim zastąpić. Jeśli pod ich nieobecność przegralibyśmy z liderem - byłby to cios, ale nie tak duży jak to, że przegraliśmy i wystąpili ci, którzy nie byli w najwyższej formie. Rijkaard się przestraszył, choć katalońska prasa dołożyła do tego cegiełkę krytykując drużynę po jednej nawet wpadce, a po wysokim zwycięstwie wychwalając pod niebiosa.

Kozłów ofiarnych nie szukam, ale pewnym jest, że wpływ gwiazd na resztę zespołu jest ogromny. Jeśli kontuzjowany Messi jedzie do Kataru bez wiedzy i zgody władz klubu, a Deco wsiada za kierownicę samochodu po alkoholu to znaczy, że problem urasta do rangi zbiorowego, a pacjentem jest w tym przypadku FC Barcelona. I wychodzi na to, że wprowadzony latem kodeks postępowania nie znaczy nic poza tym, że po prostu istnieje. Zresztą jak może cokolwiek znaczyć, skoro nie przewidziano w nim kar za jego nieprzestrzeganie. W tym przypadku nie dziwię się, że pojawiają się informacje o Mourinho na Camp Nou. Nawet charyzmatyczny Jose nie uzdrowi jednak sytuacji, jeśli w katalońskiej stagnacji tkwić będą dalej ci sami, wypaleni zawodnicy.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.