Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W obronie zarządu

 20 czerwca 2013, 20:40

 Cochise

 240 komentarzy

W związku z pojawieniem się w ostatnim czasie dwóch podobnie traktujących sprawę Abidala felietonów, postanowiłem pokusić się o nieco inne spojrzenie na casus Francuza. Wiem, że stoję przed trudnym wyzwaniem, ale zrobię wszystko, aby stanąć na wysokości zadania.

Zacznę może od tego, że nie jestem pieszczotliwym zwolennikiem Rosella, ale też nie należę do jego zajadłych krytyków. Staram się uważnie obserwować jego decyzje. Część z nich jest trafna, część nie. Jasne, że trzeba podkreślać, te drobne i te większe potknięcia lub niedociągnięcia ze strony zarządu, aby ten na bazie konstruktywnej krytyki mógł sprawniej funkcjonować, ale odnoszę wrażenie, iż w ws. Eryka, Sandro Rosell stał się Józefem K. Uczyniono z niego kalkę głównego bohatera Procesu Kafki. Jak się skończyła opowieść zagubionego w nonsensach oskarżeń mężczyzny - wiemy, aż za dobrze. Nie chciałbym, aby Drakula został potraktowany w niemal identyczny sposób, a już na pewno nie w sytuacji, którą uważam za zawiłą, niejednoznaczną, choć taką może się wydawać na pierwszy rzut oka.

I oto zostaje wprowadzony na salę sądową, z ław przeznaczonych dla obserwatorów słychać gwizdy, pohukiwania, tupanie nogami. Sędzia musi postraszyć rozbestwioną tłuszcze karą porządkową, co przywraca spokój w pomieszczeniu, w którym zgodnie z oczekiwaniami Ludu ma dokonać się publiczny lincz na znienawidzonym włodarzu Dumy Katalonii.

Posępny prokurator odczytuje przydługawy akt oskarżenia. W skwarze czerwcowego słońca, w przepoconym powietrzu zatęchłej sali najświętszej opoki sprawiedliwości, z niedowierzaniem wyłapuje zaczerwienionym ze wstydu uchem pojedyncze słowa gwiazdy tego wieczoru - oskarżyciela publicznego, chcącego zrobić szybką karierę kosztem tego, na którego się pluje i wytyka palcami. Brakuje mi tylko korony cierniowej i szat w kolorze purpury. Prokurator skrzekliwym głosem dramatyzuje - oskarżam Prezesa Barcelony! Oskarżam go - o zdradę klubowych wartości, o bezczelne potraktowanie pracownika, o krótkowzroczność, o niehumanitarność! Siedząc po drugiej stronie tej barykady, we własnych sumieniu dodaje sobie - chyba o to, że jest po prostu Sandro Rosellem (Józefem K. w domyśle).

W końcu płomienna przemowa dobiega końca, państwowy urzędnik wyciera spocone czoło, po czym z uśmiechem zasiada na swoim krześle. Teraz moja kolej! Wszak jestem obrońcą Drakuli. Powstaję, rozglądam się po sali. Niemal każda para oczu jest skierowana w moją stronę. Czuję awersję wobec mojej osoby, za sam fakt, iż podjąłem się bronić takiej Bestii. Puszczam to bokiem i przystępuje do oracji.

Niestety, ale w tej biegunce pozwów, postulatów i zaleceń fundamentalne oskarżenie się rozmywa. Z każdego po trochu, na wyrost próbuje się zbudować taką wizję sytuacji, aby można było Prezesowi przypisać winę, a później już bezpardonowo go skazać. Jednym słowem z sądu chce się uczynić farsę, tudzież dom publiczny. Jeżeli nie uda się wymusić odpowiednich zeznań od Rosella, zawsze można rozpocząć proceder łamania kołem, pompowania hektolitrów wody, a na samym już końcu, w razie braku postępów pozostaną ordalia. Niech Pan zadecyduje, kto tu miał rację!

Stając się w tej sprawie Adwokatem Diabła muszę odpowiednio przedstawić linię obrony i odeprzeć najpopularniejsze zarzuty kierowane w twarz Sandro, tak, aby pewni swego prokuratorzy zbyt wcześnie nie postawili kreski na nielubianym Prezesie.

Rozpocznę od punktu kluczowego dla całej dysputy. Zdrowie. Warto byłoby wyciągnąć z akt dokument, w którym mamy jasno stwierdzone, że jest to już drugi powrót do sił Eryka Abidala. Z tego samego powodu. Nie każdy pokonuje tak straszliwą chorobę. Co więcej, podwójne zwycięstwo to coś pięknego i jeszcze bardziej niespotykanego. Normalną konsekwencją tych tryumfów jest zwrócenie szczególnej uwagi na swój stan zdrowia. Dmuchanie i chuchanie na nie. Nikt przecież nie chce, aby porzekadło - do trzech razy sztuka - się sprawdziło. Poza tym Francuz sporo schudł, ma wyniszczony organizm, nie jest przygotowany kondycyjnie do prawdziwego futbolu. Oczywiście, że samej gry w piłkę się nie zapomina, co najlepiej sam pokazał występując kilka razy w tym sezonie, jednak z naturą nie warto igrać. Na pewno bardzo mocno chce wciąż robić to, co najbardziej kocha i doskonale to rozumiem. Na tym etapie pozostaje pytanie - czy warto? Eryk twierdzi, że tak i w związku zakończeniem się obowiązywania obecnego kontraktu na własną odpowiedzialność postanawia dalej pozostać czynnym piłkarzem. Ma do tego pełne prawo.

Odpowiedzialność. Tego na swoje barki nie weźmie Barcelona. I bardzo słusznie. Zarząd po uzyskaniu klarownych odpowiedzi od konsylium lekarskiego musiałby upaść na głowę, aby wyrazić chęci na przedłużenie kontraktu z Abidalem. Czy ktoś wyobraża sobie sytuację, w której nasz piłkarz pada na murawę lub po rozegraniu meczu ląduje w szpitalu? Zapewnie nie, a zarząd musi przewidywać taki rozwój wydarzeń. Kto zostałby zlinczowany gdyby Erykowi coś się stało? Zarząd. Kto byłby palony na stosie za brak profesjonalizmu oraz profetycznych umiejętności? Ten oto siedzący obok mnie człowiek - Sandro Rosell.

Etyka i moralność? FC Barcelona w oficjalnym stanowisku stwierdziła, iż zaproponowała Erykowi Abidalowi inną posadę w Klubie. Nie dość, że wypłacała mu kontrakt, który opiewa na kilka milionów euro, zagwarantowała najlepszą na świecie opiekę podczas heroicznej batalii z nowotworem, organizowała przeróżne budujące eventy typu koszulki z napisem Ànims Abidal czy podnoszenie Pucharów, to jeszcze na sam koniec zamiast rychtować mu Łuk Tryumfalny zaoferowała strudzonemu wojownikowi zasiadanie w swojej naradzie wojennej. Wyróżnienie. Swoista laurka za to co przeszedł. Francuz zadecydował inaczej. Jego życie - jego odpowiedzialność!

Kolejna sprawa. Pieniądze. Ogłoszono urbi et orbi, iż musi nastąpić redukcja etatów. Duma Katalonii postanowiła odchudzić kadrę, to także był postulat Tito, który rzekł, że chce mieć skromniejszą ekipę. Po co trzymać zawodników zwiedzających trybuny? Czy tak nie było z Erykiem na 2-3 kolejki przed końcem sezonu? Dodatkowo za to podróżowanie trzeba płacić. Niemało. Zatem możemy spodziewać się odejścia także i innych piłkarzy. Kryzys w Hiszpanii, mniej na stadionach, do tego zadłużenie Blaugrany. Rozsądne decyzje pod względem finansowym.

Najbardziej smutną częścią mojej przemowy jest ta skierowana pod adresem Eryka. Może i wywoła to wielkie oburzenie, ale moim skromnym zdaniem Abidal przejawia oznaki megalomanii. Przecenia swoje możliwości. Rozpacza na konferencjach prasowych, niby próbuje robić to z miną dżentelmena, ale jednak nie powinien zachowywać się w taki sposób wobec klubu, który zrobił dla niego tyle dobrego. Filozoficzne rozprawianie, jaki to klub nie jest zainteresowany jego usługami jest niestety bardzo żałosne, szczególnie w obliczu tego jakim wojownikiem był do tej pory, i na boisku, i podczas ciężkich terapii. Nagle zakłada maskę męczennika? Całkiem niesłusznie! Rozumiem wytknięcie błędu, iż Francuz nie siedział w centralnym miejscu podczas pożegnalnej konferencji, ale zrozumcie, mój klient Sandro Rosell nie jest specem od wizerunku, nie zna się na savoir vivre, jest biznesmenem, który ma zamiar wyciągnąć klub z zapaści finansowej. Poza tym argumenty o niedotrzymaniu słowa nie powinny dotykać Prezesa, tylko Zubizarety. To on bezczelnie kłamał, że zostanie przedłużony kontrakt z Erykiem, to on twierdził, iż nowa umowa z Valdésem jest na ostatniej prostej i w końcu to on może być odpowiedzialny za odejście Thiago. Jeżeli chcecie już kogoś biczować w tej kwestii to Andoniego!

Rzekoma zdrada klubowych wartości. Mes que un club. To hasło zostało tak rozdmuchane na wszystkie strony świata, że pewnie niebawem dowiem się, iż reklamowanie rodzimych producentów napojów lub fast foodów przed klubowym budynkiem realizuje patriotyczno-ekonomiczne walory dewizy Dumy Katalonii. Fotka z chorym dzieckiem, wspieranie organizacji charytatywnych. Kompletny nonsens. Mes que un club odnosi się do pewnego wydarzenia historycznego związanego z walką o autonomie Katalonii. Camp Nou było świątynią nie tylko futbolu, ale i swobodnej wymiany zdań, opinii, faktów. Po katalońsku. I tyle. To bardzo szlachetne i szczodre, że Barcelona wspiera poszkodowanych, słabszych. To świetnie świadczy o Klubie, ale to nie jest mes que un club, tylko działalność poza tym hasłem. Tak przynajmniej ja to rozumiem i dzięki temu nie podaje tego historycznego zawołania na tacy marketingowo-medialnej teraźniejszości. Mass media łykają takie smaczki, aby na nich zarobić. Tani sentymentalizm.

Uważam, że w sprawie Eryka Abidala zarząd reprezentowany przez osobę Sandro Rosella jest  niewinny, ale to nie ja jestem sędzią. Do mnie należała jedynie obrona Prezesa. Czas na sprawiedliwe osądy, a w przeciągu następnych dwunastu miesięcy dowiemy się, czy faktycznie Francuz był potężny fizycznie.

*Cochise to jeden z najbardziej szanowanych i najrozsądniej wypowiadających się czytelników naszej strony. To właśnie jego obiektywne komentarze poparte konkretnymi argumentami wyróżniają się wśród licznych wypowiedzi użytkowników fcbarca.com. W zamian za jego wzorową postawę postanowiliśmy umożliwić mu wyrażenie swojej opinii na temat osoby Érica Abidala, którego pożegnanie pod koniec sezonu wzbudziło ogromne kontrowersje. Powyżej możecie zobaczyć efekt pracy Cochise'a. Zapraszamy do czytania i wyrażania swoich opinii na temat artykułu naszego kolegi.

Udostępnij:

Komentarze (240)

Gorące tematy