Tito Vilanova - człowiek, któremu nie dane było dokończyć

silver912

27 lipca 2013, 12:00

120 komentarzy

Poniżej kolejny felieton jednej z naszych Czytelniczek, którą znacie z łam naszego serwisu jako silver912. 

„Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą. Dążyliśmy prosto w stronę nieba i kroczyliśmy prosto w kierunku odwrotnym.”*

Sezon pracy Tito Vilanovy na stanowisku pierwszego trenera był sezonem wielkich oczekiwań i jeszcze większych rozczarowań; bolesnych porażek i chwalebnych remontad. Jednak nade wszystko był to sezon pełen wątpliwości, które bynajmniej nie zniknęły wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego w meczu z Málagą. Największą zaś wątpliwością przez cały ten czas była i pozostała decyzja zarządu o powierzeniu byłemu wychowankowi roli dyrygenta katalońskiej orkiestry.

Show must go on

O tym, że Guardiola opuści klub po sezonie 2011/2012, dawały sygnał wszystkie znaki na ziemi i niebie. Nieporozumienia z zarządem, przegrany półfinał Ligi Mistrzów 2012, porażka w lidze, wreszcie wypalenie samego szkoleniowca i brak pomysłu na udoskonalenie stylu gry. Nie ukrywam, że w kwestii przejęcia berła po misterze, dotychczasowy asystent Pepa nie był moim faworytem. Był nim Marcelo Bielsa, z przyczyn, których chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać. Świetny sezon z Bilbao, ciekawa wizja futbolu, silny charakter, wspaniała osobowość. Zdecydowano się jednak na Vilanovę. OK, też dobrze - pomyślałam - w końcu to Tito przez ostatnie lata był drugim mózgiem zespołu. Zawsze niedoceniany, odwalający czarną robotę przy analizie rywali i ustalaniu taktyki. Umiejętności z pewnością mu nie brakuje. Skoro już jesteś, to siadaj, zabieraj się do pracy i pokaż, co potrafisz.

Tabula rasa?

Przyjście nowego trenera do klubu zawsze jest zwiastunem zmian. Wcześniejszy sezon (2011/2012), aż zbyt dosadnie unaocznił, że zmiany nastąpić musiały. Po odejściu Pepa nie brakowało samozwańczych Nostradamusów i innych Wróżbitów Maciejów (wliczając redaktorów „Four-four-two”) wieszczących, tak upragniony dla całej reszty piłkarskiego świata, „Koniec Cyklu”. Jednak uzasadniając wybór Tito na trenera, w wypowiedziach samych zainteresowanych ciężko było dosłyszeć słowo „zmiany”. Za to o wiele chętniej powtarzano niczym mantrę zwrot „kontynuacja”. „Kontynuacja dzieła Guardioli”, „kontynuacja filozofii gry”, „podążanie zwycięską ścieżką” itp.

Gdy zjawia się nowy trener, każdy zawodnik powinien zaczynać nowy sezon z czystą kartą, móc na nowo walczyć o pozycję w drużynie, po raz kolejny udowadniać swoją wartość. Co jednak, gdy przychodzi osoba z wewnątrz? Która była tu od dawna, tylko jakby z boku? Tito znał zawodników, a zawodnicy znali jego. System miał pozostać taki sam, tylko z innym nazwiskiem na tabliczce trenerskiego biura. To była pierwsza przyczyna wypaczenia rywalizacji w drużynie. Zawodnicy z miejsca poznali swoją przydatność dla zespołu. Jedni otrzymali mniejszy kredyt zaufania, inni większy, jeszcze inni w kwestii zaufania otrzymali kredyt, kartę debetową i kupon rabatowy w jednym o nazwie „Wyjściowa jedenastka”. Oczywiście na tej sytuacji najbardziej stratni byli ”nowi”: młodzi wychowankowie oraz świeżo-nabyty-nie-wychowanek-Song. Rywalizacja w drużynie została wypaczona.  Jedni grali niezależnie od formy, drudzy zaś w oczekiwaniu na poważniejszą rólkę w barcelońskim teatrze mogli jedynie nucić pod nosem „The Day that never comes”.

Miłe złego początki…

Debiutancki sezon Tito można podzielić na dwie fazy: przednawrotową i post-nawrotową, jesienną i zimową. Jakkolwiek by je nie nazwać, pierwsza niemal kompletnie nie przypomina drugiej. Poważny sprawdzian przyszedł stosunkowo wcześnie, bo już w sierpniu przy okazji Superpucharu Hiszpanii. Wtedy to przyszła pora na „zawodowe rozdziewiczenie” Vilanovy. Dokonał tego nie byle kto, bo jeden z najlepszych współczesnych trenerów: José „por que” Mourinho. Jak potoczyły się losy dwumeczu nie trzeba nikomu przypominać. Umówmy się, że Barça przegrała go w okolicznościach co najmniej kuriozalnych, nie będąc ani trochę gorsza od przeciwnika. Możemy jedynie gdybać na temat strzeleckiej nieskuteczności Montoyi czy Iniesty, bądź też dryblerskiego tutorialu Valdésa. Jednak ta porażka była winą tylko i wyłącznie indywidualnych niedociągnięć, feralnej czerwonej kartki Adriano, braku szczęścia pod bramką rywala - nie zaś błędów taktycznych. Na szczęście potem było już tylko lepiej. Stosunkowo łatwa grupa w Lidze Mistrzów i niepowodzenia głównego rywala z Madrytu pozwoliły na najlepszy start w historii La Liga i zapewnienie sobie komfortu przed dalszą częścią sezonu. W tym czasie nasz nowy trener spisywał się bez zarzutu. Nie raz chwalono go za szybkość reakcji na boiskowe wydarzenia, skuteczne zmiany, efektowne remontady. W kwestii nastawienia zawodników mieliśmy wtedy do czynienia z czymś, co w moim słowniku zaczęło figurować jako „jazda na oparach po Guardioli”. Piłkarzom się zwyczajnie chciało. Byli podrażnieni, mieli coś do udowodnienia samym sobie i całej reszcie świata. Adriano, Busi, Alba, Leo i cała reszta paczki grali jak z nut sprawiając, że niemal całe barcelonismo zapomniało o niedawnej żałobie po odejściu ubóstwianego przez culés Pepa . Na zasadzie „Umarł król, niech żyje król” i tak faktycznie było. Gdyby ktoś mnie wtedy spytał o rozstrzygnięcia sezonu, byłabym się w stanie założyć o zgrzewkę czegokolwiek, że Wembley znowu będzie nasze.

Każdy orze jak może

W sporcie, jak w polityce - warunki dyktuje ten, kto ma po swojej stronie więcej argumentów. Gdy zaś argumentów brakuje, jedyne co pozostaje to uprzykrzanie życia konkurentowi do granic możliwości. To, że większość rywali ustawia się przeciwko Barcelonie ultra-defensywnie nie powinno nikogo dziwić. Co więcej, w świetle poprzednich sezonów wydaje się jedynym rozsądnym ustawieniem. Sforsowanie podwójnych zasieków rywali stanowiło w ostatnim czasie główną bolączkę zawodników z Camp Nou. Jak głoszą podręczniki militarnej strategii, najprostszą metodą szturmu jest zmasowany atak. Z tego założenia wyszedł też nasz własny sztab przy ustalaniu taktyki. Zadania ofensywne otrzymali niemal wszyscy, od bocznych obrońców po napastników. Lecz jak to zwykle bywa w przypadku wojny pozycyjnej, statyczność poczynań nie służyła nikomu. Zneutralizowane zostało pierwsze, najświętsze założenie tiki-taki: szybka wymiana podań z dynamicznymi zmianami pozycji. Doszło do sytuacji, w której mecze Blaugrany bardziej przypominały rozgrywki szczypiorniaka czy piłki halowej niż typową partię piłki nożnej. Na szczęście gra na małej przestrzeni nie jest pierwszyzną dla katalońskich krasnali, bramki przychodziły nadal - choć nieraz okupione były wieloma minutami bezproduktywnej klepaniny. W sporcie jednak o to chodzi, żeby zdobyć co najmniej jedną bramkę więcej niż przeciwnik. Nawet jeśli pojawiały się alarmujące rezultaty 5:4 niewielu dawały do myślenia. Trzy punkty były? Były! Cytując P!nk: „When it’s good, then it’s good”. W lidze jednak kalkulacje nie mają tak wielkiego znaczenia jak w przypadku dwumeczów. I tu zaczynają się schody, a konkretnie problemy w defensywie.

Atak wygrywa mecze, obrona mistrzostwa

Przed sezonem o tym, że barcelońska defensywa przestała być monolitem, wiedziały nawet dzieci w somalijskich wioskach. Wiedział też o tym nowy trener. I stąd decyzja o zakupie dwóch obrońców. Pierwszym z nich miał być Jordi Alba, zastępca Abidala będący prawdziwym objawianiem La Liga i Euro 2012. Filigranowy wychowanek La Masíi miał stanowić katalizator dla ataków lewym skrzydłem i tym samym odciążyć Daniego Alvesa z części ofensywnych obowiązków. Drugim zaś wzmocnieniem miał być stoper. Lista potencjalnych kandydatów przypominała rozmiarami paragon z przedświątecznych zakupów w „Biedronce”. Co chwilę pojawiały się nowe kandydatury, a wśród nich dwie najpoważniejsze: Thiago Silva i Javi Martinez. Trener poszukiwał idealnego „2w1”, mogącego odciążyć starzejącego się Puyola i zastąpić odchodzącego Keitę. Chęci były, plany były, stanowczych działań nie podjęto. Klub nie chciał obciążać budżetu kolejnym transferem z przedziału 35-40 mln. Oferty, które składano - nie zadawalały potencjalnych sprzedawców. Czas mijał, Barça nadal pozostawała bez środkowego obrońcy, aż w końcu pojawiła się okazja równie zaskakująca, co nieprzemyślana. Alex Song, defensywny pomocnik Arsenalu ulegający postępującemu exodusowi w londyńskim klubie. Jego dotychczasowy trener, niczym wzorowy akwizytor, przekonywał Vilanovę o wszechstronności swojego gracza. Piłkarz ofensywno-defensywny i stoper w jednym, malarz-tynkarz-akrobata. Lecz jak to zwykle bywa w przypadku ofert last-minute, rzeczywistość szybko zweryfikowała piękne zapewnienia. W opakowaniu po Play Station przysłano konsolę Nintendo.  Kameruńczyk na obrońcę po prostu się nie nadawał, a i jego początkowe występy w roli pivota nie miały zbyt wiele wspólnego z finezją i skutecznością Busquetsa. Tito skutecznie zniechęcił się do nowego nabytku, jak się później okazało, przedwcześnie spychając go do głębokich rezerw.

Swoisty fenomen naszej defensywy tego sezonu polegał na tym, że obrońców mieliśmy względnie dobrych, a obronę jako formację - koszmarną. Plaga kontuzji i wahania formy to jedno, obecne są one w każdej drużynie i stanowią nieodzowny element kadrowej układanki, brak lidera to już jednak zupełnie co innego. Przez większość sezonu kontuzjowany był Puyol, zaś bez Puyola cała reszta defensywy przypominała dzieci we mgle, nie było tego jakże ważnego czynnika, od lat spajającego poczynania kolegów z formacji. Nasi obrońcy indywidualnie mieli swoje lepsze i gorsze dni, zdarzały im się genialne interwencje, jak i niewymuszone błędy, potrafili w pojedynkę zdusić kontratak w zarodku, w pojedynkę ograć rywala. No właśnie, w pojedynkę. Gdy przychodziło do współpracy zwykle serwowali nam potrawkę z nonszalancji doprawioną dekoncentracją. Przekazywanie krycia, obrona stałych fragmentów, regularnie wołały o pomstę do nieba. Piqué dający się ogrywać jak amator, Mascherano wykonujący wślizgi na pograniczu ”czerwieni”, Alves kryjący skrzydłowych na radar. Zaskoczenie? Otóż z mojej strony ani trochę. Być może to dziwnie zabrzmi, ale inaczej to nie mogło wyglądać. Nawet gdybyśmy kupili Silvę czy innego Vertonghena to i tak niewiele by dało. Nawet gdyby pewien Doktor z Gallifrey sprowadził nam z przeszłości najlepsze wersje Maldiniego i Beckenbauera to ilość straconych bramek i tak by drastycznie nie spadła, a to z przyczyny tak prostej, że aż wręcz trywialnej. Defensywnych graczy w polu ma być co najmniej czterech, a nie dwóch i pół, kiedy zaś boczni obrońcy szarżowali z przodu tak to właśnie było. Rozwiązaniem mogłaby być gra dwójką pivotów, jednak to oznaczałoby jednego ofensywnego pomocnika mniej. Sadzać na ławce któregoś z Mistrzów Europy byłoby co najmniej marnotrawstwem. Zastosowano więc inny manewr. Ubezpieczać obrońców mieli skrzydłowi, a defensywny pomocnik „doskakiwać” do rywala podwajając pressing po stracie. Z początku to działało - nawet całkiem nieźle, szczerze powiedziawszy - lecz znowu jedną rzecz przeoczono. Żeby powracać za akcją trzeba biegać, żeby zarzucić pressing trzeba biegać - a żeby biegać trzeba mieć siły. Przed każdym meczem piłkarskie akumulatory musiały być naładowane do maksimum, niestety w okolicach marca szatniowe prostowniki odmówiły współpracy. Zawodnicy stali się ociężali, a przez to akcje jeszcze bardziej traciły na tempie. W kluczowej fazie sezonu zamiast mknąć niczym japońskie Shinkanseny, piłkarze snuli się po boisku z prędkością podkarpackich szynobusów.

Komu sił nie starcza, ten ginie w połowie drogi

Gdy drużyna nie wytrzymuje sezonu pod względem kondycyjnym najłatwiej jest zrzucić winę na trenera, że nie rotował składem, że zajeździł kluczowych zawodników nie dając możliwości rozwoju młodym wilkom. Na pierwszy rzut oka może i faktycznie tak było, jednak z pewnością nie był to czynnik decydujący. W takich chwilach z pomocą przychodzą doświadczenia lat minionych, a konkretnie statystyki. Wystarczy spojrzeć dwa sezony wstecz, na rok przez wielu uważany za ostatni udany sezon Guardioli w roli selekcjonera Barçy. Pamiętna „Once de Gala”, która wywalczyła mistrzostwo kraju, Puchar Europy, Superpuchar i finał Copa del Rey. Jedenastka niemal niepokonana, mimo że przez cały sezon poddawana jedynie niewielkim modyfikacjom. Czy wtedy ktoś mówił o rotacjach? Choć wielu może się to wydać sprzeczne z wizualnymi odczuciami, okazuje się, że Vilanova rozdzielał minuty między graczy całkiem racjonalnie:

Zawodnik sezonu 10/11

minuty

Zawodnik sezonu 12/13

minuty

różnica

Alves

4579

Alves

3815

-16,7%

Messi

4575

Messi

4098

-10,4%

Piqué

4405

Piqué

3594

-18,4%

Iniesta

4150

Iniesta

3466

-16,5%

Villa

4044

Villa

2373

-41,3%

Xavi

4032

Xavi

3648

-9,5%

Valdés

3960

Valdés

3945

-0,4%

Busquets

3812

Busquets

3434

-9,9%

Pedro

3595

Pedro

3357

-6,6%

Abidal

3101

Alba

3817

23,1%

Mascherano

3062

Mascherano

3217

5,1%

Maxwell

2878

Montoya

1691

-41,2%

Keita

2681

Song

2493

-7,0%

Puyol

2118

Puyol

1683

-20,5%

Adriano

2024

Adriano

2083

2,9%

Pinto

1605

Pinto

1497

-6,7%

Bojan

1549

Alexis

2634

70,0%

Thiago

1018

Thiago

1994

95,9%

Milito

998

Bartra

949

-4,9%

Afellay

998

Fàbregas

3336

234,3%

Jeffren

368

Tello

1683

357,3%

Kluczowi gracze zwykle nie grali dwóch meczów w tygodniu, odpuszczając pomniejsze spotkania ligowe lub Puchar Króla. Skoro nie to, to co?- chciałoby się zapytać. I znowu rozwiązania najprostsze umykają najbardziej. Mistrzostwa Europy, mecze reprezentacyjne na drugim końcu świata to jedne z istotniejszych czynników, dochodzi do tego jeszcze jeden, jakże istotny rzutujący na pracę całego zespołu i sztabu: absencja Tito.

Gdy trener jest przy drużynie, zawodnicy mają świadomość kontroli nad sobą, że są obserwowani, treningi zawsze mają określoną intensywność, czujne oko opiekuna drużyny nie ominie żadnego zawodnika, zawsze sprawdza czy piłkarz prowadzi się jak należy, czy nie obija się przy ćwiczeniach, czy jest zawsze odpowiednio przygotowany do gry. Los jednak sprawił, że płynność pracy trenerskiej została zaburzona. Trzymiesięczny okres pobytu Tito w Nowym Jorku sprawił, że organizacja pracy na Ciucat Esportiva została wywrócona do góry nogami. Mimo najszczerszych zapewnień o ciągłości pracy zapewnionej przez Jordiego Rourę i stałe kontakty z pierwszym trenerem, zawodników musiało w końcu dopaść rozluźnienie. Przewaga w lidze była znaczna, a nad głową nie było nikogo kto przypominałby o stałej potrzebie wysiłku i koncentracji. Nie łudźmy się, nawet najbardziej uczciwy uczeń odpuszcza sobie, wiedząc, że ma już wystawione oceny. Jakkolwiek zdyscyplinowani nie byliby zawodnicy, nawet największy trenerski autorytet nie jest w stanie zapanować nad wielkimi gwiazdami sportu z odległości 7 tys. km. Wielu twierdzi, że Barcelona to drużyna mogąca bez przeszkód grać przez dłuższy okres czasu na „autopilocie”, prawda jest nieco mniej różowa: żadna ekipa tego nie potrafi. Nie tak długo. Gdy Tito powrócił do pracy na dobre po trzech miesiącach, pewne rzeczy zaszły już za daleko. Na szczęście dwumecz z Milanem byliśmy w stanie uratować.

Audiatur et altera pars**

 Pracę trenera trudno oceniać inaczej niż przez pryzmat najważniejszego starcia sezonu, a takim z pewnością były spotkania z Bayernem Monachium. Przyjrzyjmy się jednak temu dwumeczowi z nieco innej strony, a konkretnie z punktu widzenia Bawarczyków. Bayern Monachium, klub wielki, klub szanowany, klub, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii europejskiej piłki, jednak w ostatnich latach klub przede wszystkim ośmieszany. Ośmieszany przez ligowego rywala - Borussię Dortmund - ośmieszany w finałach przez Inter Mediolan i Chelsea. Pomimo świetnej gry i klasowych zawodników, bez Pucharu Mistrzów od przeszło dekady. W sezonie 2012/13 owy głód sukcesów osiągnął prawdziwe apogeum. Chluba niemieckiej piłki klubowej zamieniła się w istny piłkarski czołg miażdżący rywali na wszystkich frontach.  Wreszcie na ich drodze stanęła FC Barcelona. Po losowaniu par półfinałowych wiadome było jedno - dostała nam się opcja najgorsza z możliwych, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem każdy kibic Blaugrany zdawał sobie sprawę, że o awans będzie niezwykle trudno. Kontuzje nękały niemal wszystkie formacje, z formą było krucho, a naprzeciwko stał rywal nie znający strachu. Jak to zwykle bywa w przypadku katastrof totalnych, przyczyn porażki było wiele. Zawiodło wszystko i wszyscy. Niemal natychmiast rozgorzały dyskusje na temat messidependencji. Trudno mi powiedzieć, czy wynikła ona z kiepskiej postawy reszty napastników, czy też kiepska postawa napastników wynikła z gry pod Messiego. Jedno jest pewne: gdy zabrakło dynamiki la Plugi, zabrakło dynamiki całej ofensywy. Na Vilanovę natychmiast posypał się grad krytyki. Dlaczego piłkarze grali z kontuzjami? Dlaczego nie dokonywał zmian? Dlaczego postawił na Bartrę dopiero teraz? Tito przyszedł na wesele w najlepszym garniturze licząc, że poprzez ostrożną zabawę nikt nie dostrzeże braku guzików i łat w marynarce. Jednak przeciwnik był bezlitosny. Potwierdził to, co do tej pory zwykła udowadniać Barcelona - gdy jesteś w formie, rywal nie ma znaczenia. To był pojedynek Dawida z Goliatam, wilków ze stadem owiec, głodnego z najedzonym. Rewanż był czystą formalnością, jednak nawet w meczu o honor Dawidowi zabrakło procy. Ustawienie Cesca na pozycji Messiego miało sporą szansę powodzenia, gdyby nie jeden szkopuł: testów beta nie robi się w dniu wypuszczenia na rynek aplikacji. To była klęska totalna, rozdzierająca serca całego barcelonismo.

Nikt mi nie wmówi, że białe jest czarne

Mam bardzo nietypową przywarę, niemal zanikającą we współczesnym świecie, mianowicie człowiek, który raz zyskał mój szacunek, nie traci go pod wpływem podmuchu wiatru zwanego opinią publiczną. Tito, jako człowieka nie sposób nie podziwiać, jednak mój respekt dla tego człowieka nie opiera się wyłącznie na docenieniu jego siły w walce z chorobą. Szanuję go jako trenera, jako fachowca i jako przywódcę drużyny. Gdy usłyszałam jego słowa na pierwszej konferencji „To nie jest klub towarzyski” od razu wiedziałam, że Tito nie jest bezbarwnym mężczyzną, za którego wielu zwykło go uznawać. Jego impulsywne zachowanie w meczu z Osasuną tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Przedtem miał moją ciekawość, teraz miał moją uwagę. Nikt nie jest w stanie mi wmówić, że Tito jest wiecznym asystentem. On nigdy nie był tylko asystentem, był prawdziwym mózgiem drużyny, odpowiadającym za sukcesy w równym stopniu co Guardiola. Nikt mi nie wmówi, że trener, który  wygrywa krajową ligę z rekordem punktów i dociera do półfinałów dwóch pozostałych rozgrywek jest „słaby”. Nikt mi nie wmówi, że selekcjoner posiadający bezwzględne poparcie szatni - nie ma charyzmy. Tito zdobył poważanie zawodników szczerością, bezpośredniością i prostotą. Niestety, rozpieszczonym kibicom każdy sukces wydawał się czymś naturalnym, a każda porażka oznaką niekompetencji. Gdy przejmujesz funkcję po wielkim poprzedniku, margines błędu jest drastycznie niski. Nie ma się co dziwić, że „nowy” mister wolał trzymać się sprawdzonych sposobów ograniczając eksperymenty do minimum. Niektóre jego decyzje sprawiały, że ręce same składały się do oklasków, inne lepiej skwitować wymownym milczeniem. Popełniał błędy. Który debiutant ich nie robi?

Jednak to nie one bolą najbardziej. Najbardziej boli to, że Tito nie będzie już miał okazji ich naprawić. Po raz kolejny choroba postanowiła wprowadzić własne korekty w scenariuszu jego życia. Na drugą szansę zasługuje każdy, czasami jednak los nie pozwala nam jej wykorzystać. W takich chwilach pierwsze co ciśnie się na myśl to to, że życie jest cholernie niesprawiedliwe. Niesprawiedliwe jest cierpienie spotykające tego młodego człowieka i niesprawiedliwe jest to, jak całą sytuację potraktowały media. Zawsze czułam, że nie należę do swojej epoki. Żałuję, że nie było mi dane obserwować przy pracy mistrzów renesansu czy pójść na koncert Elvisa, ale przede wszystkim żałuję, że żyję w czasach, w których człowiek znaczy tak niewiele.

W czasach, w których pół godziny po konferencji prasowej ogłaszającej nawrót choroby Tito, ludzie prześcigają się w obstawianiu zakładów na nowego trenera i lamentują nad odwołaniem meczu. Podobno o dzisiejszych zwycięzcach jutro nikt nie będzie pamiętał. Szkoda tylko, że niektórzy zapomnieli jeszcze przed północą.

* Charles Dickens „Opowieść o dwóch miastach”
** Należy wysłuchać także drugiej strony

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Dlaczego ten artykuł jest "na siłę" trzymany na samej górze?

Bardzo dobrze napisanny artykuł według mnie.
Bardzo przyjemnie mi się go czytało, mimo że niezbyt lubię czytać długie teksty. Brawa dla autorki ;)

Przepraszam , że nie w temacie , ale czy wie ktoś lub ma na sprzedaż taką oto koszulkę upamiętniającą finał 2011r.

oto zdjęcie koszulki chodzi o model BARCA CHAMPIONS

[Zobacz link: http://www.beautifulgear.com/wp-content/uploads/2011/05/1306663977020.jpg]

Proszę pisać na priv gg ( 4643454 )
BARDZO MI ZALEŻY ! :(

dobra dajcie se juz siana z tymi newsami o tym tito bo mi sie zygac chce na sam widok jego imienia bylo minelo napewno w pamiec kibicow tak jak pep guardiola nie zostanie a nalezy miec nadzieje ze ten caly tata da rade chociaz nikt go z nas nawet nie zna

Świetny felieton, oby więcej takich się pojawiało. Dobrze się go czyta, zgadzam się z Tobą całkowicie. Przykro jest patrzeć i słuchać nagonki jaka spadła na niego, ludzie nie mogą zrozumieć przez co przechodził. Chciałbym żeby dostał drugą szanse bo na nią zasługuje widać w nim było zapał i ambicję lecz jak wrócił w jego występach było widać przygaszenie i zmęczenie tym wszystkim już na meczach tak nawet nie dyrygował drużyną. Bardzo jest mi go szkoda i chciałbym żeby mógł się wykazać od początku do końca

Nie łudźmy się, nawet najbardziej uczciwy uczeń odpuszcza sobie, wiedząc, że ma już wystawione oceny. - Jeżeli, uważasz, że ktoś w tamtym momencie miał już wystawione oceny, to po prostu nie znasz się na piłce. Owszem przewaga w lidze była, ale w tej drużynie grają Xavi, Iniesta, Alves, Messi, Pedro, Valdes, Busi etc. i uwierz mi, że wygranie ligi to nie jest dla nich czas na odbieranie dyplomów.

Tito, miał dobre decyzje, ale miał tez fatalne, wręcz dziecinne i dziwne, co gorsza nie uczył się na błędach. Dublowanie Iniesty i Fabsa widział nawet mój kuzyn który ma 12 lat. Nie mogłem na to patrzeć, to było straszne, obaj się męczyli, a w szczególności Andres. Jedyny mecz w którym powrócił do starej taktyki, był ten rewanżowy z Milanem. Wyglądało to bardzo dobrze, wrócił, do starej szkoły Bielsy i Pepa... i co? wygrał! Reasumując, IMHO Tito chciał być inny od Pepa i zmieniał części w maszynie, jednak tylko trochę... ale zmieniał! Czy wymiana dobrej części, na nową również dobrą, może przynieść korzyść? Pewnie może, gorzej tylko jak ta nowa, od razu się zepsuje, a maszyna będzie chodziła gorzej. Jednak my będziemy pewni, że to nie mogła zepsuć się ta nowo wprowadzona część, tylko inna i dokonamy wymiany, jak tam powtórzy się historią, zepsute będą już dwie i maszyna może stanąć. Najgorsze jest to, że może to wydarzyć się w kluczowy momencie produkcji. Wydaje mi się, że Tito chciał oderwać się od Tito. Smutne jest to, że ten sezon właśnie miał taki być, ale nie będzie i szkoda, bardzo szkoda.

Niestety w moim odczuciu Tito nie ufał też wychowankom, nie chce mi się tego rozwijać, bo zaś będę musiał dzielić komentarz na 100 części. Jak się ktoś z tym nie zgadza, to rzucę parę przykładów

piękny tekst.

Szczerze z calym szacunkiem dla Tito ,, jego Barca " w niektorych meczach przypominala swietna pake ale bez polotu bez zazebiania sie akcji szla glupia kontra i lapalismy gole . Oby teraz ofensywny styl Taty przyniosl nam jakis tytul oraz Barce na wysokim poziomie ze swietnymi akcjami efektownymi dryblingami naszych gwiazdorow i wysokimi wynikami w EL CLASICO :) powodzenia ,, TATO''

znakomity felieton, doskonale podsumowany! zgadzam się z Tym co zostało napisane w 90procentach.

Trafny i dobrze napisany felieton, gratulacje.

Żałuję, że Tito nie przerwał kariery już zimą - wtedy i jego walka z nowotworem miałaby większe szanse na powodzenie, i kibice zapamiętaliby zupełnie inny obraz jego pracy w klubie. Dziś mało kto pamięta, jak wysoko ceniliśmy jego umiejętności zarówno w roli pierwszego trenera Barcelony w rundzie jesiennej, jak i drugiego trenera stojącego u boku Guardioli. Wystarczyło kilka miesięcy pracy po wyniszczających zmaganiach z chorobą, by przekreślić jego dotychczasowe dokonania i umniejszyć jego trenerskie kompetencje. To smutne i niesprawiedliwe.

Siemano!

silver912: Gratulacje! Miło się czytało, zwróciłaś uwagę na istotne rzeczy, które mimo, że oczywiste - zostały już zepchnięte w przeszłość, a przywoływanie ich po upływie pewnego czasu skłania do przemyśleń. Krótko: Masz rację; Powodzenia przy kolejnych felietonach.

Kilka słów do redakcji: "Nasz" serwis śledzę od ok. 2005 roku, dowiedziałem się o nim od kolegi, który (o ile dobrze pamiętam) był blisko związany z organizacją całego portalu, a obecnie mieszka poza granicami naszego kraju - pozdrawiam Sławek. Widząc jak portal rozwija się z upływem czasu można tylko gratulować osobom, które o niego dbają. Dość rzadko zdarza mi się zaglądać na strony internetowe innych drużyn, ale wydaje mi się, że fcbarca.com wyprzedza poziomem o lata świetlne wszystkie inne portale o podobnej treści. Jakiś czas temu na facebookowym profilu redakcja pytała, jakich treści powinno być więcej na fcbarca.com. Zaznaczyłem opcję "felietony" i widzę, że to najlepszy możliwy wybór. Świetny pomysł, uwielbiam je czytać, a nawet te z założenia ściśle subiektywne utrzymują poziom, którego pozazdrościć mogą inne portale, których szata graficzna jest zdecydowanie mniej atrakcyjna kolorystycznie ( ;) ). Nie sposób przejść obojętnie także obok wywiadów z cenionymi fachowcami dziedziny futbolowej, pasjonatami lig róznego rodzaju. Nie wiem, na ile redaktorzy "przygotowują się" do danej rozmowy, ale poziom ich wiedzy i oddanie pasji jest godne podziwu. Wydźwięk merytoryczny wywiadów, to - mówiąc krótko - pełen profesjonalizm. Patrząc z perspektywy lat mogę napisać tylko: Well done Panowie i Panie, well done!

Swoją drogą, podniecacie się tymi trenerami jakby mieli jakiekolwiek znaczenie. Nie mają!

Wyniki robią piolkarze i tylko oni. Trenejro może sobie jedynie zmianę zrobiić. Jak trafi to jest Bogiem, a jak nie, to staje się Smudą. Tak z grubsza, bo może jeszcze sypnąć kilka komunałów przed meczem, żeby wychodzą poraz 300 na mecz Iniesta przypadkiem nie zapomniał, aby biegać we właściwym kierunku.

Tito za rzadko grał Villą, a był to przecież jedyny napastnik z prawdziwego zdarzenia. Alexis to niestety pokraka, a szans miał co niemiara. To tyle przeciwko.

Ale plusów jest więcej. Szczególnie początek sezonu, gdy Vilanova popisał się niebywałym wręcz nosem do zmian. Czapki z głów za to. Poza tym nieźle rotował składem (tylko ten Villa nieszczęsny).

Widze że sekcja się prężnie rozwija i bardzo dobrze. Felieton bardzo dobry

"Mam bardzo nietypową przywarę [...] człowiek, który raz zyskał mój szacunek, nie traci go pod wpływem podmuchu wiatru zwanego opinią publiczną" - to jest dla Ciebie przywara? To powiedz silver912, jakie są Twoje zalety? :)

Naprawdę porządny i jasny w przesłaniu felieton wyszedł spod Twojej klawiatury. Mi się bardzo podobał! Ja daję mocną 5, a za debiut i swoje zdanie - z plusem. Czyta się lekko i jest to, co ma być, czego żądam = subiektywne spojrzenie.

Co do epoki, ja tam nie miałbym nic przeciwko temu, gdybym młodość miał spędzić w latach 60' i 70' w takich Stanach i pójść sobie na ten pierwszy Woodstock i posłuchać wściekłego "szarpania" Jimiego Hendrixa i reszty hehe. Zresztą uwielbiam wiele zespołów z tamtych lat i zawsze miałem sentyment do tamtych czasów :) Muzyka była lepsza, to na pewno, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to zapraszam do dyskusji!

Choć Sirkamillo99 słusznie zauważył: "Dlaczego jest tak, że gdy ktoś zachoruje to tego kogoś zasługi są wyolbrzymiane lub przypisywane?" - taką postawę kibiców da się zauważyć i też tego nie rozumiem, ale mam nadzieję, że nikt nie kieruje się w jego ocenie współczuciem. Empatia empatią, ocena oceną. Mnie np. było bardzo szkoda Davida Villi, cholernie go polubiłem, jeszcze przed przyjściem do Barcy. Ale jego gra obecnie mi się nie podoba i jego odejście jest słuszne i mało tego uważam, że nie zobaczymy nowo narodzonego Davida, nic z tych rzeczy, choć tego bym mu życzył. Gdybym miał kierować się sympatią i ode mnie zależało to, kto ma odejść, kto nie - Barcelona byłaby biedna, bo obecnie byłoby w niej ze 150 piłkarzy. Jeśli chodzi o stworzenie sobie autorytetu - myślę, że Vilanovie się to udało, miał posłuch wśród piłkarzy. Nie mówię tu systemem zero - jedynkowym i nie mówię, że spisał się na medal.

jest też inna sprawa. My (jakoś nigdzie tego nie przeczytałem) - nie znamy tak naprawdę choroby Villanovy. Wiemy że rak. Ale rak rakowi nie równy. Raz czytamy że rak - znowu że nowotwór. Definicje podobne ale czy tożsame ? Czy przypadkiem trener nie wiedział swojej diagnozie (nie wierzę że zarząd o niej nie wiedział, a także o wszystkim z czym się to wiąże) ??
Bo wiecie - z tego co czytam miał już niejedną operację, a także chemio i radioterapię. Jeśli teraz ma wznowę, to mogę się tylko domyślać, że to proces złośliwy.
Powstaje pytanie - na ile gość po takich przejściach jest w stanie trenować piłkarską legendę ?

Żeby było jasne - życzę mu jak najlepiej i przykro mi z powodu jego choroby.

Ale nie można oceniać jego pracy przez jej pryzmat. Dwa trudne ciosy dla drużyny - bo podobnie było z Abidalem.

Mógłbym zgodzić się także z tym, że Tito był człowiekiem charyzmatycznym, wbrew pozorom. Mogło się nam wydawać, że Vilanova to taki (nie chcę tu obrazić), jak to potocznie się mówi "anem". Tzn. "charyzmatycznym" w swoim wydaniu. Niektórzy dalej są zdania, że charyzma musi się objawiać tym, że "potrafi krzyknąć", "j..nąć pięścią w stół". A guzik prawda. Najważniejsze jest zwrócenie na siebie uwagi piłkarzy, wytworzenie tego elementu zaufania. Jasne, nie wiemy jak to na prawdę wyglądało w szatni, ale jak to ujęłaś: "bezwzględne poparcie szatni" może być argumentem za tym przemawiającym. Kluczem jest zbudowanie autorytetu. Jak to zrobisz jako trener, twoja sprawa.

Okej, rozumiem, o co chodziło Wam @destro i @Sirkamillo99, ale nie rozumiem skąd też macie pewność, że nie był dobrym motywatorem? Zależy jak to pojmować. Fakty są takie: nie wszystkie mecze udawało się wygrywać w sposób widowiskowy, ale pierwszą rundę miał nokautującą, później coś strzeliło. Ja tam wolę nie oceniać na podstawie sezonu, w którym dużą część spędził w NY, chciałem, jak pewnie każdy z nas, żebyśmy mieli lepszy obraz jego pracy w nadchodzącym sezonie, ale choroba nie wybiera czasu ani ludzi. Trudno jest motywować na odległość. Akurat tego bym mu nie zarzucał. Jeśli już się czepiać Titka to bardziej o skład, zmiany, taktykę. A tak na prawdę pewnie nikt z nas się nie dowie na prawdę komu tak na prawdę zawdzięczamy sukcesy ostatnich sezonów duetu Guardiola - Vilanova. Takie moje zdanie.

Gdybym miał się "założyć [cytując autorkę] o zgrzewkę czegokolwiek" strzelałbym, że Silverka z Eorenką to rodzone siostry hehe. Styl jednak trochę inny. Nie obraź się Silverko, ale Eorenka jak dla mnie jest na tę chwilę najlepszą felietonistką na tej stronie włączając redakcję. Dodam - dla mnie. Nie chcę robić tu jakiejś chorej rywalizacji, bo przecież te felietony nie są jakimś konkursem czy oficjalnym pismem do Barcy, ale są przez Was pisane po to, żebyśmy mogli se pogadać, przemyśleć co nieco, nie? Tak na luzie. Dzięki Wam za chęci, pracę, bo widzę, że tak mało się Was docenia, nawet jeśli się z Wami nie zgadza.

Na poważnie. W felietonie można znaleźć wiele celnych uwag. Bardzo mi się podobało, że przypomniałaś o tym: "Zneutralizowane zostało pierwsze, najświętsze założenie tiki-taki: szybka wymiana podań z dynamicznymi zmianami pozycji."; "bramki [..] okupione były wieloma minutami bezproduktywnej klepaniny."
Dodałbym tu jeszcze pressing, który nie był pierwszej klasy. Były przebłyski, ale z silniejszymi rywalami wyszła bardziej parodia tiki-taki, niż jej właściwa wersja. Tiki taka, jaką pamiętam to szybkie podania z pierwszej z wymiennością pozycji i basta. CD

Ciężko uczciwie ocenić pracę Tito, ale nie sposób zauważyć, że początek sezonu był niemal idealny. Głównym niedociągnięcie z tego okresu były głupio tracone bramki i momentami hokejowe wyniki. Nie mniej, zwyciężaliśmy aż do momentu choroby pierwszego trenera. Potem było już gorzej. Bardzo chciałem, żeby Tito potrenował Barcę jeszcze przez rok i pokazał swój kunszt, bo z pewnością ma pewien potencjał. To nie jest żywiołowy Pep Guardiola, ale taktyczna szara eminencja. Szkoda, że tak się wszystko potoczyło.

Prawdą jest, że na tej stronce powstało towarzystwo swoistej poetyckiej adoracji, a jak ktoś się nie zgodzi jest od razu hejtowany, Tito jako człowiek zasługuje na najwyższy szacunek, ale jako trener mimo wszystko nie jest jakimś wielkim guru, którego powinno się wystawiać nad piedestał. Niestety nie będzie mu dane trenować Barcy przez następny sezon, gdzie mógł udowodnić w pełni swój trenerski kunszt, ale oceny w stylu "Tito to świetny trener" są co najmniej na wyrost. Pokazał to Mourinho, który po rekordzie punktowym w lidze później nie osiągnął nic i wyleciał z klubu. Trochę dystansu ludzie. W końcu jesteśmy na tej stronce, żeby obiektywnie kibicować Barcie, a nie żeby sobie nawzajem przyklaskiwać.

to oczywiste że nikt nikomu nie życzy raka czy wznowy, ale można go chłodno ocenić jako trenera, za pracę jaką wykonał. Prawda jest taka, że dostawaliśmy regularnie od Realu i innych mocniejszych klubów. Przykro mi z powodu wznowy, ale cieszę się że już nie trenuje FCB. Nie dane było skończyć ? Może to i lepiej.

Nie wiem dlaczego ale Tito nie byl moim ulubionym trenerem.. popelnial bledy nie wpuszczajac i nie robiac zmian.. wspolczuje mu tej choroby i oby jak najszybciej powrocil do zdrowia

Przyznaję, że nieprzepadałem za nim, jako trenerem lecz naprawdę współczuję gościowi.... Szybko zaczął, jeszcze szybciej skończył karierę głównego szkoleniowca Barcelony.

Pierwszy artykuł z którym zgadzam się w 100%. Dobra robota!

Całe szczęście że nie dokończył swojego "dzieła" ! Wystarczyły jego popisy w końcówce ubiegłego sezonu...

wiecie czy będzie na jakimś Polskim kanale ten mecz Barcy dziś ?

Ja nie życze nikomu choroby, ale ja się ciesze z takiego obrotu sprawy. Dobrze, że Tito nie może dokończyć oraz ze Martino przejmuje zespół. Tito jest za słaby na Barcelone. Nie chce mu nic umniejszać i oczywiście współczuje mu choroby. Jednak interesuje mnie dobro zespołu, ktore Tito wystawiał na próbe, a tak być nie może.

dobrze napisane. Tito swoje wygrał w tym sezonie, jednak choroba zrobiła swoje. Szkoda faceta, że nie dostanie drugiej szansy. Życzę Mu aby się wyleczył w 100 % i kto wie, może jeszcze w przyszłości kiedyś powróci.

To co ludzie pisali o Tito i jego błędach to wiadomo lepiej nie komentować. Z kimkolwiek jak się przegrywa 7:0 w dwumeczu to przyczyn jest wiele i jest to skomplikowana odpowiedź, autor zmusił się do wysiłku i wyciągnął konstruktywne wnioski.
Dopiero po przegranym meczu 0:7 zdałem sobie sprawę jak cały świat czekał na zepchnięcie z tronu Barcelony... Teraz tam siedzi Bayern i jestem ciekaw jak długo im się uda to utrzymać.

Zgadzam się felieton świetny, jest w nim dużo prawdy. Tito podziwiam za to, że zdobył z Barcą wszystko co można było wygrać, ale pozostał w nim głód zwycięstwa. To on wyrównał rekord 100 pkt. w La Liga, NIKT mi nie powie, że TITO jest słaby trenerem.

Anims Tito!!!
VeB !!!

Dobry artykuł , dobrze napisane

Świetny felieton! Sama prawda!

Brawo ! konkretny felieton ,dobrze się czytało ,wypełni się zgadzam :)

Świetny felieton - napisany zrozumiale i z wyczuciem, bez niepotrzebnych zabaw językowych czy innego przerostu formy nad treścią. Ponadto zgadzam się w 100% z opiniami autorki. Gratuluję i czekam na następne :)

za nami sezon z rekordem punktowym w lidze,ale z drugiej strony sezon katastrofalnie zaprzepaszczonych szans na co najmniej dwa trofea : Superpuchar (wspomniany drybling roku Valdesa) oraz Copa del Rey.
Mieliśmy wtedy szansę upokorzyć Real na miarę pamiętnego 2:6.Na wspomnienie setek zmarnowanych przez Pedro i Fabregasa do dzisiaj chce mi się wyć.Zamiast tego dostajemy baty w rewanżu,dostajemy baty od rezerw Realu w lidze,kuriozalne baty z Realem Sociedad 2:3 i pewność gry obronnej ( i tak dyskusyjna ) leży w gruzach,co skutkuje w starciach z poważniejszymi przeciwnikami w CL. Tak więc sezon rekordowy ze sporą łyżką dziegciu.Mam nadzieję,że Martino będzie potrafił wyegzekwować zorganizowany pressing na połowie rywala,co pozwoli przykryć słabe strony naszej defensywy.Wracając do felietonu - napisany w rzeczowy i jasny sposób - gratulacje

Bardzo ciekawy artykuł. Spodobał mi się, jak nie każdy jeden na tej stronie. Szczerze gratulacje dla Ciebie. Naprawdę bardzo dobra robota.

Cóż więcej napisać, kiedy to co napisałaś wydaje się wszystkim w tej sprawie. Niektóre zdania mnie czegoś nauczyły, skorygowały moje błędy i pewne przypuszczenia, a także pozwoliły mi wyciągnąć wnioski. Jak na Twoje lata, to naprawdę genialna praca. Obyło się bez kwiecistej, płomiennej mowy i bez obierania słów w pięknotę. Dotarłaś do wszystkich i każdy zrozumiał Twoje przesłanie. Starałaś się dogłębnie znaleźć przyczynę naszych nieszczęść w tym sezonie. Udało Ci się to. Nie podpierałaś się powierzchownymi, niedorzecznymi przyczynami bez podjęcia żadnego wysiłku. Napracowałaś się i dużo napisałaś, więc trudno mi teraz ponownie "przeczesać" cały tekst w celu znalezienia jakiegoś błędu. Z problemem w naszej obronie trafiłaś chyba w sedno. Dobre spostrzeżenie. Zgoła inne, od reszty użytkowników. Felieton naprawdę fantastyczny. Jeszcze raz brawa.

Pewnie,że świetny felieton.Trafne analizy,
statystyki i spostrzeżenia(choroba Tito).
A ten mecz z Deportivo(5:4) to się go,długo nie zapomni.Zawsze puszczam z
"komento"w jez.angielskim.Ta egzaltacja
komentatora,jak dla mnie,miodzio.

Felieton elegancki. Nie bylo niepotrzebnych zawilosci jezykowych. Brawo.

Felieton ok, prosty, zrozumiały i lekki - nie to co ostatnie wypociny 'Cochishe' pisane językiem smoków i trolli

Przepraszam, ale czy teraz z komentarzy będziemy robić kącik wierszowy? ;) Felieton jest w porządku, ale zabrakło obiektywnego spojrzenia na rundę wiosenną: Tito zawalił ustawienie i taktykę na Bayern czy Real w półfinałach CL i CdR, ale to niestety wina jego choroby, bo wg mnie nie był w pełni sił, żeby porwać Barcę do zwycięstw w tych rozgrywkach. Niestety też nie będzie dane mu przekonać jego oponentów, że w pełni zdrowy jest w stanie poprowadzić Barcę to jeszcze większych sukcesów.

Silver912.Brawo!A te statystyki,jak dla mnie-bezcenne.każdy człowiek jest egoistą,a co dopiero kibic piłkarski.Smutne to,ale prawdziwe.Ludzie nawet tutaj,wyzywają się od debili ,przygłupów itd."Znafcy"-bronią swoich wypocin,na śmierć i życie. Żałosne "lalunie"-sorka za dygresję:-)

Przepraszam jeśli urażę, ale zupełnie nie podoba mi się ten tekst. Jest jak krótkie, niestety nieprofesjonalne, nieścisłe streszczenie sezonu dla osoby, która go nie śledziła. Najbardziej raziło mnie kilka ważnych kwestii, które zostały tu poruszone. Przekręcony transfer Songa (miał być zastępca Keity, a stoperem w wyjątkowych sytuacjach. Przed sezonem nikt nie spodziewał się, że Puyola praktycznie na boisku nie będzie). Do tego błędna opinia dotycząca obrony. Kto powiedział, że obrońców ma być 4? Połowa włoskich drużyn gra 3 obrońcami, a system gry Barcelony opierał się na defesywie zaczynającej się od pomocy i wg mojej opinii, to to było powodem tak złej gry obronnej. Ponadto bardzo nietrafnie i właśnie odrobine amatorsko niedopatrzone zostało rozdzielenie minut, które pod koniec sezonu wymuszone było przez kontuzje kluczowych zawodników (Messi, Puyol, Xavi, Busquets itd.). Ostatnią rzeczą, ktora mi nie pasowała był fragment o zaufaniu dla Vilanovy. Wg mnie na zaufanie trzeba zasłużyć, a to chyba wystarczający komentarz. Reszta felietonu to jak dla mnie oczywiste oczywistosci. Jeszcze raz przepraszam za krytykę, mam nadzieje, że była konstruktywna. :)

Moje gratulacje. Felieton jest świetny i mam takie samo zdanie jak ty.Jeszcze raz brawo silver912.

Jesli chcesz wiedziec to nie wszstkie zespoly maja prawo gry w pucharach europejskich. A po za tym sam uwazam ze poziom gry w anglii jest o niebo lepszy. Ale z taktyka tam maja niewiele wspolnego. I wciaz czekam na odpowiedz na moje pytanie

P.S rok temu ferguson nie wyszedl z grupy lm,przegral lige i nikt nie zakladal na devilpage.pl kont antyfergie

"..żałuję, że żyję w czasach, w których człowiek znaczy tak niewiele.." - święte słowa. Strasznie zabolało mnie jak ludzie zareagowali na wiadomość o rezygnacji Tito ze stanowiska trenera , a jeszcze bardziej nie rozumiałem kompletnego BRAKU REAKCJI mediów , kibiców na wiadomość o nawrocie choroby nowotworowej. Nasz trener walczy o życie i choćby w oczach wielu ludzi był nieudacznikiem i "wiecznym asystentem" to należy mu się szacunek i podziękowanie za pracę , którą wykonywał przez wiele lat na rzecz klubu.Specjalnie oglądałem wszystkie wiadomości , magazyny sportowe będąc ciekawym ( a może mając cichą nadzieję?) czy któreś z nich poświęci dłuższą chwilę na poinformowaniu o dramacie Vilanovy . Oczywiście tak nie było , wszystkie telewizje skupiły się na meczu z Lechią , traktując to spotkanie jak mecz półfinałowy LM . Straszne było też dla mnie zachowanie niektórych kibiców , którzy okazywali radość ze zmiany trenera , od razu szukając nowego .

Mógł zostać wielkim trenerem,dopóki ze zdrowiem było ok wszystko wydawało się takie łatwe(liga).100 pkt to potwierdza.Potem ten fatalny dwumecz z Bayernem na który wpływ miała nieobecność w trackie sezonu Tito. Myślę że Bawarczyków nie dało się pokonać ale można było przegrać w lepszym stylu.Zdrowia Tito!!!.

A show musi trwać jak śpiewał niezapomniany lider Queen .....

@destro i AntyTitek
Jedno jedye pytanie. Skoro uwazacie ze liga hiszpanska jest slaba bo sa tam tylko 2 kluby prosze mi wytlumaczyc dlaczego w poprzednim sezonie w polfinale ligi europejskiej graly 3 druzyny z hiszpanii, w lidze mistrzow 2? Dlaczego? 5 druzyn

Jeden z najlepszych felietonów jaki kiedykolwiek czytałem na tej stronie. Ciesze się też, że został napisany prostym językiem, więc będzie zrozumiały dla wielu czytelników :)
Bardzo dobrze silver912
Pozdrawiam

"Wyobraź sobie, iż idziesz przez ciemny tunel, a zgraja łachmytów próbuje obedrzeć Cie z szat, ukraść pieniądze, opluć - krótko mówiąc, sprowadzić do swojego poziomu. Nie reaguj"

@Cochise wiemy że chcesz uchodzić za człowiek który wypowiada się ciekawie i z klasą ale wyszedłeś na kogoś kto po prostu nie lubi swojego portfela i telefonu.

Spróbuj jeszcze raz.

Wielkie brawa. Sam do redakacji napisałem pismo w sprawie uszanowania osoby Tito ale redakcja miała mnie gdzieś rozumiem. Po ogłoszeniu tego iż nasz trener wielki czlowiek znowu podejmie walke życia ludzi nie myśleli o nim tylko o nowym człowieku. Zapomnieliśmy o męzczyźnie, który wbrew wszelakiej opinii pobił rekord ligowy. W meczu z Bayernem czuł się jak na zakupach z kobietą niby wie po co tam jest ale jednak nie jest w stanie jej pomóc. A co do szansy może ją dostanie kiedyś ? wkońcu Barca to więcej niż klub. Ogólnie fajna analiza gry obronnej, moglaś jeszcze tylko dodac, że kolejny pomysł irracjonlany nie wypalił czyli zrobione z Adriano stopera. Wspaniały tekst oby takich więcej, Brawa.

Z tymi minutami to wszystko fajnie, ale trzeba zauważyć, że zmiennicy grali więcej od końcówki kwietnia do końca sezonu, czyli wtedy, gdy "mleko się rozlało"

Nie rozumiem.Thiago dostawał więcej minut u Vilanovy niż u Guradioli.

Uwielbiam gadki o 100 punktach w lidze.

Tyle że te punkty nie mają w zasadzie żadnej wartości a już na pewno nie mają przełożenia na ilość punktów zdobywanych w latach poprzednich gdy liga jeszcze istniała. Teraz gdy federacja doszczętnie zrujnowała ligę dając kasę z transmisji telewizyjnych między Barcę i Real to wcale się nie zdziwię jak Tata 110 punktów nabije albo nawet komplet.

Jeżeli w poprzednim sezonie Barcelona z nieistniejącą defensywą i bez trenera przez pół roku nabiła w lidze prawie komplet punktów to nie świadczy to dobrze o Barcelonie tylko raczej źle o lidze. A będzie jeszcze gorzej bo ostatnia gwiazda spoza Barcorealu - Falcao się ewakuował do Monaco a reszta klubów klepie biedę.

Nie wiem co też kozaczenie o 100 puntach ma na celu skoro ludzie Tito będą i tak pamiętać za to 0:7? Więc po co taki spamik?

Najlepszy tekst jaki przeczytałem na tym portalu. Znalazłem w nim wszystko to o czym sam myślałem na ten temat. Niektórym się wydaję, że sport to playstation. Nie widzą, nie chcą dostrzec całego spektrum czynników, które wpływają na drużynę - żywy organizm.
W wiekszości pewnie sami nie mieli do czynienia jeszcze z przeciwnościami losu i nie są w stanie zrozumieć tego.
Tito jest wspaniałym trenerem i przywódcą co udowodnił wtedy gdy miał na to szansę. Choroba, kontuzje graczy później mu tą szansę znacznie zmniejszyły. Żył piłką nożną i FCB i dalej to będzie robił.

Szkoda,że dane było mu w ogóle zacząć.

Trzeba przyznać, że w wielu użytkownikach tej strony drzemie ogromny potencjał. Ten felieton świetny, napisany fajnym, przyjemnym stylem. Ogólnie mogę się zgodzić z większością argumentów. Brawo silver :)

Z miejsca chciałam podziękować redakcji za możliwość podzielenia się swoimi przemyśleniami, szczególnie Challengerowi za słowa otuchy i korektę tekstu

Haha! Zawsze wiedziałem, że drzemie w Tobie potencjał, ale nie spodziewałem się, iż tak ogromny! Felieton cudowny, wspaniały. Czytając go miałem uśmiech od ucha do ucha - poprawiłaś mi nieprawdopodobnie humor, za co Ci serdecznie dziękuję :) Zgadzam się z Tobą w niemal każdej sprawie, którą poruszyłaś. Należą Ci się silver912 oklaski na stojąco. Może i słodzę zbyt mocno, ale uważam, że to jeden z najlepszych felietonów, napisanych w ostatnim czasie, nie wyłączając tutaj redakcji. Czekam na kolejne, jeśli nie spuścisz z tonu, to będę przygotowywał się na czytanie Twoich tekstów - zakupując popcorn, piwko, cokolwiek :)

Zaczalem to czytac i kiedy doszedlem do zdania "wreszcie wypalenie samego szkoleniowca i brak pomysłu na udoskonalenie stylu gry." to pomyslalem sobie co za ...... to napisala. Nie wiem jak mozna napisac takie brednie ja sie pytam? Guardiola podczas swojego pobytu w Barcelonie wygral wszystko co sie dalo. Przeciwnicy byli miazdzeni az przyszedl taki dzien ze naraz sie wszystko skonczylo i nalezalo cos zmienic w druzynie. Podstawowa rzecza byli sami wypaleni zawodnicy ktorzy wygrali wszystko co sie da. Pep doskonale wiedzial co robi pod koniec swojej kadencji w Barcelonie. Widzial co sie dzieje oraz to ze wielu zawodnikow po prostu sie juz nie nadaje na gre w Barcelonie. Przyklad moge podac z Pique. Od kad gosc zwiazal sie z Shakira to nie ten pilkarz co kiedys. Jednak niestety nikt mu nie dal wolnej reki i nikt mu nie powiedzial rob co uwazasz za stosowne i odszedl.

Świetna u trafna analiza debiutanckiego sezonu trenerskiego Tito Vilanovy. Ja liczę tylko na to, że wraz z przyjściem Taty do Klubu zmieni się jedno - będą grali ci, którzy na to zasługują, a nie ci którzy mają nazwisko (Alves, Pique, Pedro, Busquets, Xavi).