Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Zastąpić niezastąpionego

 13 października 2013, 11:39

 zoltan87

 87 komentarzy

Nie dajcie się zwieść wstępowi, malowniczo wprowadzającemu w pejzaż dalszej części. To świetny, swoją wnikliwością hipnotyzujący Czytelnika, artykuł o taktyce, który bardziej niż felieton przypomina skrypt do piłkarskich szachów. Rozgrywanych na jakże szczególnej szachownicy - na Camp Nou. Zapraszamy do lektury i komentarzy!
[przyp. chllngr]

„Gra Misakiego wyciągnęła Nankatsu z tarapatów.
- Dobra robota, Misaki!
- Teraz nasza kolej na atak*."

„Przyszedłem tutaj, aby pomóc Messiemu, nie by się z nim ścigać. On jest najlepszy." Takimi słowami nowa „jedenastka" Barcelony powitała dziennikarzy na swojej pierwszej konferencji prasowej. Wypowiedź, którą media przyjęły z rezerwą. W Brazylii - z zaskoczeniem, bliskim autentycznemu oburzeniu.

Wygłoszona przez bodaj największy piłkarski talent młodego pokolenia, mega-gwiazdę reprezentacji, traktowaną na kontynencie amerykańskim w kategoriach pół-Boga, a przy tym sportowca-celebrytę zarabiającego krocie na reklamówkach, uwielbiającego pokazywać się publicznie i wartego ponad 50 milionów euro w wieku dwudziestu jeden - wówczas słowa o tym, iż w nowym miejscu pracy chce się jedynie pomagać innemu piłkarzowi w zdobywaniu kolejnych tytułów najlepszego futbolisty globu, niejednemu z nas zapachniały fałszywą kurtuazją.

Piszę „wówczas", bo obecnie mijają dwa miesiące od chwili gdy Neymar zaczął biegać w bordowo-granatowych barwach. Trudno dziś sobie wyobrazić, aby Brazylijczyk mógł swoje słowa wprowadzić w życie bardziej adekwatnie i dobitnie niż robi to w kolejnych spotkaniach. Były gracz Santosu nie tylko jest, obok Víctora Valdésa, najrówniej i najlepiej grającym piłkarzem Katalończyków, ale ponadto każdym swoim boiskowym zachowaniem udowadnia, iż do nowej szatni i nowych kolegów pasuje jak ulał. Dość powiedzieć, że jedynym aspektem gry Neymara, który w tym momencie jest krytykowany bądź kwestionowany jest jego... rzekomo zbytni boiskowy altruizm. Można zatem rzec, iż zadanie jakie przed sobą postawił - traktuje póki co jak najdosłowniej.

Mimo świetnej, często decydującej gry Neymara jego status w ekipie Martino jest cały czas jasny: to Messi jest liderem; Ney zaś - brakującym wcześniej, fantastycznym uzupełnieniem. To właśnie ta rola i sposób podejścia do niej samego Brazylijczyka, przypomniał mi, o zamieszczonym wyżej w postaci obrazka, kultowym duecie z dzieciństwa w postaci Tsubasa-Misaki.

W tej analogii zgadzają się nawet numery zawodników, ale moje skojarzenie związane jest przede wszystkim z tym jak Misaki rozumiał swoją rolę w zespole i ile podobieństw jest między nim a brazylijskim czarodziejem. W obu przypadkach uzasadnione jest mówienie o fantastycznym duecie (tam z Tsubasą; tu z Messim), ale i w obu lider jest bardzo wyraźnie określony.

Niezawodny kompan Tsubasy był jednak wyjątkowy nie dlatego, że na boisku potrafił być jednocześnie prawą i lewą ręką swojego „szefa", ale dlatego, że kiedy Tsubasy zabrakło, Misaki robił coś, czego nikt inny przed nim robić nawet nie próbował: wchodził w jego rolę i dawał to, czego drużyna potrzebowała.

Misaki działał oczywiście na swój sposób, inaczej, ale co ważne: równie spektakularnie i równie skutecznie. Ostatnia kolejka ligowa i mecz z Valladolid pokazał, że z Neymarem może być podobnie.

O pozycji na jakiej w Barcelonie ustawiany jest Messi napisano już pewnie tomiszcza artykułów i analiz. Często mówi się o Leo jako tzw. „fałszywej dziewiątce", jednak jest to, jak się zdaje, duże uproszczenie w charakterystyce stref w jakich porusza się Mag z Rosario i sposobu w jaki to robi... Zresztą termin „fałszywej dziewiątki" generalnie używany jest przeważnie w odniesieniu do napastnika grającego za plecami wyżej ustawionego zawodnika o określonych parametrach (wzrost, siła, umiejętność gry w powietrzu itp.). W Barcelonie nadano temu określeniu nową interpretację, polegającą na tym, iż przed Messim nie ma nikogo - „klasyczna dziewiątka" w rozpisce taktycznej Barçy po prostu nie istnieje. Stąd częsty boiskowy obrazek, w którym stoperzy drużyn przeciwnych nie mają do krycia nikogo prócz siebie nawzajem.

Wynikające z takiego ustawienia, atakowanie z głębi pola ma oczywiście swoje plusy. Łatwiej jest się odwrócić przodem do bramki, rozpędzić, wejść w szybki drybling. „Fałszywa dziewiątka" z większości innych zespołów ma dodatkowo o tyle łatwiej w zestawieniu z tym, co robić musi Leo, że przed sobą ustawionego ma zazwyczaj silnego napastnika, którego może wypuścić zagraniem prostopadłym bądź zagrać z nim tzw. „ściankę". W Barçy, jak podkreśliłem wcześniej, wszystko wygląda inaczej - nasza „fałszywa dziewiątka" ma zadań po pierwsze więcej, a po drugie są to zadania bardziej złożone. No i nie ma przed sobą żadnego dryblasa.

Wydaje się, iż kluczem w grze Messiego (a w jakimś stopniu całej Barcelony) jest timing - umiejętność odpowiedniego wyczekania albo przyspieszenia w konkretnym momencie; przewidywania kilku ruchów do przodu (własnych i przeciwników), czy szukania pustych stref, w które lada chwila wbiegnie kolega z drużyny. Messi wszystkie te zadania spełnia kapitalnie.

Są mecze, w których wygląda tak, jakby cała ta specyficzna formacja - wraz z jego pozycją - została wymyślona specjalnie dla niego, a on urodził się po to, by na niej grać. Argentyńczyk to geniusz - koniec i kropka. Czasem słyszy się głosy, że Cristiano Ronaldo strzela tyle samo bramek co Leo, a w przeciwieństwie do niego jest „tylko skrzydłowym". Z całym szacunkiem dla wielkości cracka z Madrytu, ale gdy wyobrażam sobie Portugalczyka (który w ogromnej mierze bazuje na własnej sile i szybkości) uwikłanego w małą grę i konieczność krótkich dryblingów w najbardziej zagęszczonej strefie boiska, gdzie zagrożenie może nadejść z każdej z czterech stron boiska, ukazuje mi się obraz Cristiano częściej kładącego ręce na biodrach w wyrazie rozczarowania, niż prezentującego w geście triumfu dorodne mięśnie własnych ud.

W FC Barcelonie pod nieobecność Leo na jego pozycji próbowano już wielu różnych wariantów. W mojej opinii żaden z występujących tam zawodników nie sprawił nawet wrażenia, że pretenduje do wypełnienia w danym spotkaniu roli Messiego - żaden nawet nie zbliżył się do tego, co robi Argentyńczyk w układance Katalończyków. Villa, Alexis, Thiago, Fàbregas, czy ostatnio Dongou - każdy z nich teoretycznie bywał wkładany w buty Leo, ale w praktyce zawodnicy ci albo nie rozumieli co mają robić, albo ich możliwości były zbyt wąskie, by zastąpić Messiego. Przełom nastąpił w sobotę, przed ponad tygodniem.

Mecz z Valladolid nie był być może jakimś spektakularnym spotkaniem Neymara, w którym Brazylijczyk strzeliłby hat-tricka czy zaliczył pięć asyst. To jednak te dziewięćdziesiąt minut uważam za koronny dowód dla culés, iż jest to gracz wybitny. To, co wcześniej nie udawało się kolejnym wielkim postaciom z szatni Barçy w kilku albo kilkunastu próbach, Neymar osiągnął za pierwszym - mam tu na myśli 90 minut bez Leo podejściem. Odniosłem wrażenie, że odnalezienie się w tej sytuacji, zrozumienie wszystkiego zajęło Brazylijczykowi jakieś 25 minut meczu.

Ney, po kilku łatwych stratach w środku, w których został zaskoczony przez przeciwników atakujących go z kilku stron równocześnie, momentalnie wprowadził w głowę nowe zmienne i w dalszych etapach gry wyglądał po prostu imponująco. Pierwszy raz, odkąd Pep wraz z Tito przesunęli Messiego do środka pola, zmieniając tym samym system gry całej drużyny, zobaczyłem zawodnika, który był w stanie zastąpić Argentyńczyka - na swój sposób, inaczej, ale też spektakularnie i równie skutecznie.

Wszystko to nie znaczy oczywiście, że Neymar zacznie od dzisiaj rywalizować z Argentyńczykiem o grę na jego pozycji. Gdy Leo wróci do składu, porządek zostanie zachowany - Ney powędruje na lewo, a Messi będzie grał tam, gdzie lubi najbardziej. Z drugiej strony - nie należy moim zdaniem odbierać wagi temu, co zobaczyliśmy w ubiegłą sobotę. Mamy w składzie kogoś, kto być może potrafi zastąpić niezastąpionego. Mam nadzieję, że świadomość tego faktu wzmocni tego pierwszego, a drugiego popcha w stronę bycia jeszcze bardziej niezastąpionym. Byłoby iście uroczo.

* Fragment dialogu między Tsubasą Ozorą a Misakim Toro, bohaterami popularnego w Polsce w latach '90 serialu anime pt. „Kapitan Jastrząb", opowiadającego o przygodach młodych japońskich piłkarzy.

Udostępnij:

Komentarze (87)

Gorące tematy