Młodzi pokorni

silver912

6 stycznia 2014, 14:40

40 komentarzy

„Osiemnaście mieć lat to nie grzech", jak śpiewała kiedyś Kasia Sobczyk. Któż, ślęcząc nad biurkiem od 8 do 16, nie zatęskni do czasów młodości? Wolność, imprezy od zachodu do wschodu słońca i ostatni rok szkolnej ławki . Gdyby tak podróże w czasie były możliwe! Wspominać na pewno każdy co ma, tym gęściej zbiera się na wspomnienia, im większe głupoty zdawało się popełnić. Tak to już w życiu jest, że najważniejsze dla siebie decyzje podejmujemy, gdy jesteśmy jeszcze młodzi i o świecie wiemy tyle, ile nam powiedzą. Sama, będąc w owym znamiennym okresie, czuję się upoważniona do „rozgrzeszania" sławniejszych rówieśników z takiego czy innego podejścia do dorosłości.

Wbrew wszelkim przesłankom świat futbolu ma do siebie to, że nie jest wszechświatem alternatywnym. Chociaż mogłoby się wydawać, że życie piłkarzy rzadko ma wiele wspólnego z szarą przyziemnością, ludzie z nim związani są... no właśnie: ludźmi! Oprócz milionów na koncie i wystawy sportowych samochodów w garażu, mają też kota, cieknący kran, młodszą siostrę lub coś równie denerwującego. Mieli też młodość i to na ogół młodość tym burzliwszą, im większy sukces odnieśli. Dorosłość nie wybiera sobie ofiar. Dopadnie każdą osobę. Każdy musi obrać swoją ścieżkę.

Osobiście znam całą masę ludzi, którzy w tym okresie złamali sobie życie i codziennie obserwuję tych, którzy są na najlepszej drodze, żeby pójść tym śladem. Dziesiątki razy dziennie słyszę w kółko „chciałbym/chciałabym wiedzieć, co zrobić ze swoim życiem". Nie to jest jednak najgorsze. Najgorsze jest, gdy pomimo świadomości celu - nie będziesz w stanie go osiągnąć. O „być albo nie być" niemal zawsze decydują detale, dwa punkty na egzaminie, przecinek w równaniu... Dziesięć minut na boisku.

„Slumdog: Milioner z La Masíi"

Panie i Panowie! Mamy kumulację! Niby nic wielkiego, ale 68% wychowanków w kadrze pierwszego zespołu to wynik, który robi wrażenie nawet na największych sceptykach barcelońskiego systemu szkolenia i filozofii budowania drużyny. Rezultat imponujący tym bardziej, że składa się na niego ponad 20 lat marzeń o wielkości dyrektorów La Masíi i wszystkich culés.

Ze wszystkimi tego konsekwencjami jest to jednak wynik procentowy, nie zaś: średnia ważona przydatności dla zespołu. Biorąc pod uwagę to drugie kryterium, z rozrzucaniem confetti radzę się nieco wstrzymać. Choć wielkich pośród grających dziś w I składzie wychowanków nie brakuje, ich droga na murawę Camp Nou była bez wyjątku zawiła i nieraz wiodła okrężną ścieżką. W zasadzie do biografii każdego z wielkich-wyhodowanych można zamieścić dopisek „Ja się w bólach rodziłem".

O tym, jak miała się sytuacja Valdésa pisałam już przy innej okazji, dorzucając do tego pozostałe historie mamy niezły materiał na telenowelę. I chociaż historie te są na ogół skrajnie różne, powtarza się za to punkt kulminacyjny: zmiana trenera. Swego czasu Xavi był jedną nogą w Milanie. Puyol wzbudził zainteresowanie sir Bobbiego jedynie poprzez rzekomy „brak pieniędzy na fryzjera". Iniesta miał odleżyny od ławki, a Busquets był bliski porzucenia profesjonalnej kariery. Alba opuścił klub, mając lat 16, w tym samym wieku co Cesc i Piqué. Dopiero zmiana trenera odwróciła losy ich przygody z Barceloną o 180 stopni.

Oglądając mecze presezonu, wielu miało nadzieję, że Gerardo Martino będzie kolejnym entuzjastą „młodej fali", jednak czytając najnowsze doniesienia o możliwym odejściu Sanabrii, Tello czy Montoyi, można doświadczyć nieprzyjemnego deja vu. „A miało być tak pięknie". Tak nowatorsko. Tak odważnie. Zamiast tego presja wyników sprowadziła kolejnego trenera na manowce asekuranctwa, zmuszając do trzymania się sprawdzonych graczy.

Albowiem każdy kot musi znać miejsce w szeregu

Szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego młodzi zawodnicy grają tak mało, nie wydaje mi się zbyt zasadne. Równie dobrze można by się pytać: dlaczego praktykanci parzą kawę i ślęczą godzinami przy kserze. W każdej pracy istnieje hierarchia i staje się ona coraz bardziej wyraźna wraz ze wzrostem dysproporcji w umiejętnościach pomiędzy nowicjuszem a resztą ekipy. Nawet najbardziej obiecujący adept jest skazany na porażkę w bezpośredniej rywalizacji z mistrzem świata.

Powiedzmy sobie szczerze, nawet biorąc pod uwagę najbardziej wymyślne kategorie, tylko głupiec jest w stanie powiedzieć, że Montoya jest lepszy od Alvesa, a dos Santos od Busquetsa. To, czy występ młodzika będzie mniej lub bardziej imponujący, zależy przeważnie od koncentracji, determinacji, zwyczajnej dyspozycji dnia. Nieważne, jak bardzo będziemy tupać nogą, nie zmienimy faktu nierówności takiej walki. Co dla trenerów jest przyjemnym bólem głowy, dla młodych zawodników jest prawdziwą udręką. Jak ciężko przebić się z poziomu brązowego na srebrny wiedzą wszyscy gracze RPG. Co dopiero w rozgrywce tak rozbudowanej fabularnie jak ludzkie życie.

Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że dobrobyt we wszystkich kategoriach wiekowych Barçy sięga niemal wyłącznie dwóch formacji: pomocy i ataku. O ile w początkowych etapach rozgrywki mogą liczyć na support, podczas walki z bossem nawet najlepsza zbroja nie zawsze zatrzyma cios. Talenty pokroju Thiago czy Bojana zdarzyły się raz na milion. Ich problemem była obecność na tej samej mapie graczy pokroju Xaviego, Iniesty czy Messiego. Podstawowym „bagiem" życia jest brak opcji „save". Decyzja o dalszej karierze jest ostateczna, co czyni ją jeszcze bardziej przerażającą.

Mimo upływu kolejnych sezonów problem pozostaje cały czas ten sam - młodzi barceloniści nie mogą grać wtedy, kiedy mają czas na zdobywanie doświadczenia. W celu ograniczenia tego swoistego bezrobocia podjęto się nawet kłamliwej propagandy: „Nie zniszczymy wam dzieciństwa". Skutkiem owej „szlachetnej" akcji zostało wypaczenie funkcji Barçy B. Gdzie jeszcze poza Katalonią 21-latka uważa się za obiecującego juniora?! Podczas gdy rówieśnicy z Francji czy Niemiec brylują w najwyższej klasie rozgrywkowej, nasze „dorosłe dzieci" jedynie hamują swój rozwój, fermentując pokłady talentu w meczach o przysłowiową pietruszkę.

W tym miejscu jako rzecznik Ministerstwa Głupich Kroków wnoszę petycję: ograniczmy działalność tego cyrku, wypuśćmy lwy na wolność i wyłapmy z powrotem, gdy się nasycą. Cóż jest złego w stosowaniu polityki wypożyczeń na wcześniejszym etapie? Miejsce w kadrze A nie jest pisane każdemu, a wcześniejsza weryfikacja skali talentu może wyjść wszystkim tylko na dobre. Zawodnika, który bezproblemowo przeszedł przez wszystkie szczeble barcelońskiej kariery, znam tylko jednego. Nazywa się Leo i jest w tej kwestii ewenementem. A ewenementy nie powinny stanowić uniwersalnego punktu odniesienia. Chociaż przywiązanie do klubu jest cechą, którą najbardziej cenię wśród naszych wychowanków, nie mogę patrzeć, jak ślepo podążając przykładem wielkich, marnują najważniejsze lata swojego życia. Oczekując swojej szansy, muszą wystawiać się na nieludzką próbę cierpliwości. Bo alternatywą dla cierpliwości jest jedynie banicja. Tak, banicja właśnie. Trudno nazwać inaczej obecny system wypożyczeń w klubie. W tej kwestii wciąż pozostaje wiele do poprawy, jednak przy zmianie podejścia i podjęciu stosownych działań szanse powodzenia mogą być niewspółmiernie większe niż wmawianie, że „na wszystko jest czas". Tak jak dawna róża trwa w nazwie, nazwy jedynie mamy z niegdysiejszych „drugich Iniestów".

I tak źle, i tak niedobrze

Opcji cała masa, realnych rozwiązań zero. Jak żyć, panie trenerze? Właśnie to pytanie zdaje się być skrzętnie zakamuflowanie pod każdą wypowiedzią młodych graczy. Chyba nikt, łącznie z nimi samymi, nie oczekiwał po awansie do pierwszej kadry gwałtownego zwrotu w karierze. W sumie bycie regularnym zmiennikiem na tym etapie - też nie jest złe. Niestety, w wielu przypadkach nawet na to ciężko liczyć nowej barcelońskiej młodzieży. Otrzymanych minut jak na lekarstwo, a jedyną szansą na występ - kontuzja podstawowego gracza. Na nieszczęście nas wszystkich, „dream team" młodszy się nie zrobi, a zmiana pokoleniowa z czasem straci pozory misji pobocznej. Chcąc uniknąć losu Milanu czy Manchesteru United, o przyszłości trzeba pomyśleć już teraz.

Na całe szczęście nie potrzeba nam na razie rewolucji. Jak mi życie miłe, prędzej wolałabym podlewać konewką murawę na Camp Nou niż patrzeć, jak nasze legendy podzielają los Raúla czy Pirlo. Nie w tym rzecz, żeby odmładzać kadrę na siłę. Sęk w tym, żeby nie powielać błędów z przeszłości. Być może nie każdy trener ma instynkt Obi Wana Kenobiego. Do młodzieży trzeba mieć podejście i ja to w pełni rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że przypadki jak chociażby starszego z braci Alcântara nie mogą się powtórzyć. Ślepe trzymanie się reliktów wielkości nie wyszło nigdy na dobre ani starożytnym, ani współczesnym. Nam nie wyjdzie tym bardziej.

Swego czasu przyszedł tu pewien młody trener, przewietrzył szatnię i dał kilku nowych geniuszy. Teraz od każdego kolejnego wymagana jest podobna odwaga. To, że wzorzec trenera z Santpedor po drodze oddał na przemiał niemal tylu canteranos, ilu stworzył, a na poczet eksperymentów kadrowych poświęcił mistrzostwo kraju, zdaje się niektórym umykać. Z 21 debiutantów w klubie za Pepa pozostało sześciu, kolejni trzej grają na wypożyczeniach. Smutna rzeczywistość. Do gry w Barcelonie nie nadaje się każdy wielki talent ze szkółki.

Przestańmy więc wymagać, by każdy dobrze prosperujący zawodnik został drugim Fàbregasem. Jeśli wśród obecnych wychowanków znajdzie się kolejny Joan Verdu czy Sergi García też będzie to nie małym sukcesem.

„Should I stay or should I go?"

Zostawmy jednak kwestię „kto komu i dlaczego", a powróćmy do sprawy zasadniczej: co powinni zrobić zawodnicy stojący obecnie w La Masíi przed życiową decyzją. Wszystkich, którzy postanowili brnąć wytrwale przez moje wypociny w oczekiwaniu jednoznacznej odpowiedzi, muszę zawieść. Nie jestem Sokratesem, Freudem, nawet nie Buddą. Nie znam uniwersalnej recepty na szczęście (czy takowa w ogóle istnieje?), jednak jeśli życie czegokolwiek mnie nauczyło, to tego, że są na tym świecie rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. Stojąc na rozdrożu, w głowie młodych zawodników powinna zapalić się czerwona lampka: czym dla mnie jest właściwie gra w Barcelonie? Celem czy tylko środkiem? Spełnieniem marzeń czy przystankiem w karierze? Daleka jestem od sądzenia, że pod każdą umową powinien widnieć drobny druczek „Póki śmierć nas nie rozłączy". To, że ten klub nie dla każdego wychowanka jest priorytetem, nie jest dla mnie skandalem czy ostatecznym upadkiem wartości. W świecie powszechnej globalizacji i hołdowania hedonistycznej zasadzie: „jak ci źle, to odejść", znikome przywiązanie do korzeni nie powinno już nikogo dziwić. Nigdy nie nazwałam wychowanków opuszczających klub zdrajcami i chyba się do tego nie posunę. Ucieczka jest rozwiązaniem marnym, wciąż jednak lepszym od pogrążania się w konformizmie marazmu. Czasem po prostu aby zrobić krok do przodu, trzeba zrobić dwa kroki wstecz.

Gdy zawodnik opuszcza klub, jest to dla kibica ciężkie przeżycie bez względu na subiektywne sympatie i klasę piłkarza. Żegnając się z wychowankiem, dodatkowo odczuwa się cierpki smak zawodu. Czasem jest to złość na klub, przeważnie jednak na zawodnika. Nic nie denerwuje tak jak trzaskanie drzwiami przy wychodzeniu. Niestety na ogół podobnym „rozwodom" towarzyszą wzajemne oskarżenia, niedomówienia i pretensje. To smutne, że odchodząc z klubu, wychowankowie nieraz nie potrafią powiedzieć o Barçy nic ponad „to zła kobieta była". Nawet jeżeli zostali skrzywdzeni w taki czy inny sposób, nawet jeśli nie potrafią się już zdobyć na szacunek, powinni chociaż okazać pokorę.

W domu nie powinno się na dzieci chuchać i dmuchać, powinno się ich przygotować do życia. Dlatego też tym, którzy postawili na wytrwałość - wypada jedynie pogratulować. Ścieżka, jaką obrali, będzie kręta i wyboista, ale wciąż możliwa do przejścia. Sukces nie przyjdzie łatwo. W końcu gdyby miał przyjść łatwo, to po co nazywać go sukcesem?

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Moim zdaniem zmiana pokoleniowa powinna następować wcześniej. Tacy gracze w wieku 19 lat powinni już zdobywać minuty w końcówkach, grać w pucharze króla. Najgorsze jest ta chora reguła a mianowicie ''Barca musi wygrywać wszystko i zdobywać wszelkie rekordy''. Dzięki temu kolejni trenerzy (przykład Tito i Taty) są pod ogromną presją i nawet przy pewnym wygraniu ligi stawiają na tych czołowych graczy. Niestety, koniec kariery Puyola i Xaviego zbliża się coraz szybciej a perełka która mogła być jego zastępcą ucieka nam do Bayernu. Trzeba w końcu zaryzykować. Przykładem tego jest Juventus i Pogba. Marchiso (nwm jak się pisze) Pirlo, Vidal. Niby nie ma miejsce dla jakiegoś młokosa skoro ma się takich graczy. A jednak zaryzykowali Paul wszedł do drużyny idealnie i jest teraz kluczowy. Wszyscy mowili że Thiago idzie siedzieć na ławie ale Pep też zaryzykował i stawia młodego Hiszpana często za samego Schweisteinegera. Mam jedynie nadzieje że Tata nie popełni tego błędu Vilanowy. Nie wypuści Bartry,Montoyi,Sergi'ego czy Tello oraz Deu. Takie jest moje zdanie.

Nikt jeszcze nie wynalazł sposobu na prawidłowe kształtowanie młodych talentów w Barcelonie i raczej nigdy nie znajdzie. To nie jest klub pokroju Ajaxu ( z całym szacunkiem do tego klubu), że może sobie pozwolić na wymianę pokoleniową w każdym momencie. Blaugrana, aby wygrywać i ciągle liczyć się w Europie i Hiszpanii musi robić to kosztem wychowanków. Nie ukrywajmy, że taki Montoya, Bartra, Tello czy Sergi Roberto w wielu klubach grałoby pierwsze skrzypce lub przynajmniej byliby jednymi z najlepszych. Jeśli chcą grać w takim klubie jak Barcelona to muszą cierpliwie czekać lub liczyć na szczęście.

Kobieto, naprawde masz talent. Jestem pod wrazeniem. Czyta sie latwo i z przyjemnoscia. Ale co najwazniejsze - sklaniasz do przemyslen.

Przez ostatnie 5 lat Barcelona nie miała nikogo kogo można byłoby nazwać perełką jeśli chodzi o wychowankA. Złota era chłopców z La Masii się skończyła i nic na to nie poradzimy. Od 2007 a jest 2014 nikogo z graczy ofensywnych nie wprowadzono do stałej gry w pierwszym składzie. ostatnim był Pedro, a takie komety jak Cuenca, czy Tello to raczej zmiennicy zmienników. Jedynym którego jeszcze by można było wyróżnić to sprzedany Thiago, a tak posucha.

młode wilki ! po sezonie kupic Ter Stegena i Pogbe :D

Nie można wprowadzać młodych kosztem starszych, lepszych, dla zasady. Każdy musi na swoje szanse zasłużyć i każdy średnio rozgarnięty o tym wie. Trenowanie w wieku 20-21 lat z Messim i Xavim nie jest karą, tylko darem. Te 30 osób denerwuje się, że nie gra w ich miejsce, a kolejne 300 000 marzy, żeby się z nimi zamienić. Denerwować się, że gra się mniej, niż czołowi zawodnicy na świecie? Gdy jest się lepszym tak... dlatego rozumiem Montoyę, którego autorka niemiłosiernie skrzywdziła stawiająć jako dużo gorszego niż Alves. Nic z tych rzeczy. Alves gra tak, że młody może się domagać większej ilości minut, natomiast Tello? Dostaje minuty wtedy, kiedy może i na razie musi wystarczyć. Skoro na ławce siada Pedro, Neymar czy Alexis, to jakim prawem ma się denerwować Tello?
Kolejna sprawa, że na wypożyczeniach wielu młodych przepada. Bo dopiero tam się oczekuje wyniku, gry od zaraz, tam nie głaszczą po główkach dzieci, bo to nie ich. Tam się wymaga. Oczywiście niektórzy się przebiją, ale procentowo marnuje się chyba tyle samo, co tych, co czekają... :)

ps. Jak się słucha rapu, a nie popowego ścierwa, to człowiek wie, co ze sobą robić już od gówniarza :)

ps2. Ci co na praktykach noszą kawę są najwyraźniej ćwokami i/lub głąbami. Bo wyłącznie usługiwanie komuś, to nie jest "Swoje miejsce w szeregu"

Pozdrawiam.

@StrangeFruit, @SzahMatt
Rzecz w tym, żeby postawić przed nimi sprawę jasno: albo widzimy w tobie potencjał i stopniowo wprowadzamy do pierwszej kadry, albo szukaj szczęścia gdzie indziej. Nie twierdzę, że w Barcy B powinni grać sami nastolatkowie, ale to co się obecnie dzieje wykracza ponad granice rozsądku. Ta drużyna ma największy budżet transferowy spośród klubów Segunda! Im nie chodzi już tylko o ogrywanie młodzieży, ale o walkę o lokaty. Takie perły jak Dongou czy Samper powinni grać kiedy tylko jest to możliwe. Po co trzymać w drużynie Espinozę czy Planasa, skoro wiadomo, że na awans do kadry A nie mają szans, a "doświadczona starszyzna" z nich żadna. Co do kwestii czy lepiej grać regularnie w drugiej lidze czy sporadycznie w ekstraklasie, uprę się przy ekstraklasie: rywale zdecydowanie z wyższej półki, a nawet pojednyncze przebłyski mogą zwrócić uwagę lepszego klubu. Poza tym po co mają tkwić w Segunda gracze, dla których tamtejszy poziom nie stanowi wyzwania? Lepiej uczyć się od lepszych niż ciągnąć za sobą przeciętniaków. Sęk w tym, żeby nie uciekać byle gdzie jak polscy kopacze, a znaleść sobie klub, w którym będzie się miało realna szansę bycia kluczową postacią.

Nie zgodzę się.

Jeśli uznamy Barce B jako normalny-macierzysty klub to wsadzenie takich zawodników do pierwszej drużyny jest jak by "wypożyczeniem". Ile grał Gerard, a ile Rafinha? Gerard wchodził z ławki w podobnym stopniu co Sergi Roberto i jakoś różnicy nie widać. Innym przypadkiem jest Rafinha który jest filarem drużyny Luisa. Bojan też ominął "kiszenie się" w Barcie B i co z tego było? Nie rozwinął się prawidłowo, może nie potrafi gospodarować sił na cały mecz bo się tego nie nauczył bo był wiecznym jokerem? W Barcie B chłopaki mają spokój i rytm meczowy, jeśli się pokażą wędrują dalej, jeśli nie mają drogę otwartą ale ich celem jest Barca A.

Planas i reszta też narzekać nie mogą bo kto ma teraz lepiej: Muniesa który gra 10 meczy w roku czy Planas który jest w 1 składzie w drugiej lidze? Kto ma większe możliwości rozwoju? Pokazania się?

[Zobacz link: https://www.youtube.com/watch?v=ReqQoevLQ_8] - Nowy filmik! Mimo, że gracz Królewskich, to i tak jest bardzo dobry!

silver912
Niby masz rację.. Ale probem jest jednak wielowymiarowy.. Najłatwiej jest powiedzieć: dajmy szansę młodym.. Wszystko fajnie,pięknie.. Ale za kogo miałby grać Thiago w tym sezonie..? Za Cesca,Iniieste,czy Xaviego..? Mielibyśmy 4 zawodników na 2 pozycje.. Każdy wyśmienity,każdy chcący grać! A do tego dochodzi jeszcze osoba Sergi'iego Roberto... Może trzeba było odpuścić sprowadzanie Cesca,i postawienie na Thiago..? Tego nie wiem.. Albo inna kwestia.. Trzymajmy zawodników do 20 roku życia,a później wypożyczajmy.. Ok,super! Na pewno sie ucieszą.. Ale ilu z nich..? A co z resztą Barcy B? Jeśli najlepszych zawodników wypożyczymy,to kto będzie stanowił o sile drużyny..? 15-16-latkowie..? Jeśli najlepsi odejdą,Barca B spadnie do Tercera.. I z kim wtedy będą rywalizować..? Czy wtedy będą mieli szanse rozwijać prawidłowo swoje umiejętności..? Bo mnie się tak nie wydaje.. Nie potrafię podać rozwiązania tego problemu. Nad tym zastanawiają się mądrzejsi ode mnie,czy od Ciebie.. Fajnie jest przeprowadzić czysto akademicką dyputę,ale coś czuję,że jakiejś wielkiej Ameryki to my tu nie odkryjemy... :/

Licze ze Deulofeu wroci do nas, to bedzie duze wzmocnienie lini ataku. To bedzie taka osoba na ktora smialo mozna stawiac. Nie rozumiem dlaczego poszedl na wypozyczenie juz w Barcie B byl wystarczajaco dobry zeby trafic do pierwszej druzyny. Ponad 20 goli w drugiej lidze, a przeciez nie same bramki byly wyznacznikiem jego gry. Ile bramek mieli inni kiedy wchodzili do pierwszego skladu? Ile goli mial Pedro, ile goli mial Tello czy Cuenca? Mocno licze na jego powrot, widzialem go na zywo gdy bylem na meczu Evertonu, chlopak jest niesamowity...

Rafinha 100 zmarnowana ;c

Ale Rafinha gra mecz! :)

Taki przykład z Barcy b , Jonathan Soriano ...30 bramek w drugiej lidze i grał mniej niż Chygryinski .

Dobry felieton. Moim zdaniem wychowankowie powinni grać w Barcelonie B do 20 roku życia, a potem wypożyczenie. Dobrze zrobili z takim Delofeu czy Rafinhą. Dali rade w drugiej lidze to wypożyczenia do lepszego zespołu niż cofanie się. Taki Planas czy Espinosa mają ponad 21 lat i nie wiem poco oni tam jeszcze grają. Powinni pójść na wypożyczenie lub zostać sprzedanie, natomiast na ich miejsce młode pokolenie ze szkółki.

To nie jest tak proste, jak może się wydawać.

Wypożyczenie? Ok, ale tylko pod pewnymi warunkami, które musi spełnić tymczasowy klub:
- odpowiedni poziom sportowy,
- duża liczba minut dla naszego zawodnika,
- rola wypożyczanego w takim klubie musi być zbliżona do tej, jaką ma docelowo pełnić w Barcelonie,
- odpowiednie warunki treningowe i zaplecze na wysokim poziomie,
- dobrze by było, gdyby nasz młodzik miał od kogo się uczyć w takim klubie (wartościowy sztab szkoleniowy i doświadczeni koledzy),
- mile widziane są też kluby o podobnym stylu gry i/lub kluby ligi hiszpańskiej,
- i pewnie coś jeszcze o czym nie pomyślałem ;)
Nie możemy też zapominać o aspekcie psychologicznym - niejeden młody zawodnik nie da sobie rady w nowym miejscu.

Dawanie większej liczby minut? Jasne, ale z głową. Nie chcemy przecież kolejnego Bojana.

Powiem to w sposób niecny i nikczemny,ale za bardzo to nie ma co się egzaltować i ekscytować tematem,bo to jest temat stary jak świat,czyli jak połączyć młodość ze starością(stare wygi).Oczywicha, że nie chodzi mi o pióro autora,bo jest glanc-torpeda,a porównanie do tekstu piosenki kultowego zespołu The Clash czy cyrku Monty Python'a,wprost strzał w przysłowiową dziesiątkę, yo!Fakt faktem,że Xavi został w Barçie dzięki m.in.mamie Xaviera,Marii Merce,która to zagroziła nawet rozwodem wobec ojca Xaviego,jeżeli ten odejdzie do Rossoneri. Wówczas to Galliani kusił Xaviera pensją 1,5 mln euro,willę z czterema służącymi czy superbryką...a w Barçie Xavi zarabiał 240 tys.euro.Jeszcze odnośnie Xaviego to przez pięć sezonów nie zdobył z Barçą żadnego trofeum,a jednak został i chwała Mu za to po wszystkie czasy.Gdy tymczasem młodzież, która nie zagra parę meczyków to już drze kopary i straszy zmianą barw klubowych.Ze zmianą pokoleniową w dzisiejszej piłce,to jest tak jak chciał zrobić m.in.Mourinho czy Villas-Boas,którzy się dobrali do skóry Ikera,Terry'ego czy Lamparda to w podzięce za to,dostali kopala w dupala za przeproszeniem, oczywicha, że też były inne przyczyny ich odejścia z klubów,ale wiemy jak jest i tyle. Żeby się przebić do 1 jedenastki Azulgrany to trzeba mieć po prostu metafizyczny talent taki,jak Leo, Don Andrés czy Xavi kto jest cienki Lolek,ten nie wytrzymuje rywalizacji i odpada z gry,czyli że
pękają jak gumy od majciochów i odchodzą.Ja takich cieniarzy nigdy nie szanowałem,więc nigdy nie będę becał za nimi m.in.Thiago! Świetny felietonik,więcej takowych... ale temat bardzo konfliktogenny :)

konto usunięte

Moim zdaniem żeby zawodnicy z La Masii mieli szybszą drogę by zagrać na Camp Nou w koszulce Blaugrany to oczywiście talent, ciężka praca, cierpliwość i wytrwałość ale również Barca musi pokazać że chce korzystać z wychowanków, dlatego powinni jak najmniej kupować zawodników. W tym sezonie jest tylko potrzebny bramkarz, stoperów Barca ma 4 nominalnych i ewentualnie jako 5 byłby Song.

,,TA NASZA MŁODOSC,,

'Młodości dodaj mi skrzydła' zdają się mówić młodzi adepci La Masi. Wielkość FC Barcelony pochodzi właśnie z tych murów, lecz paradoksalnie największą przeszkodą w rozwijaniu talentów jest sama La Masia, która tak regularnie wypuszcza nowych zawodników na murawę Camp Nou, do których dołączyć i rywalizować zapewne łatwo nie jest a gdy komuś to się uda możemy mieć pewność ,że jest naprawdę dobry.

Mądry felieton;) szczególnie podoba mi się zdanie, że nie dla każdego jest miejsce w Barcelonie

„Slumdog: Milioner z La Masíi" :D

Jak dla mnie zawodnicy z naszej cantery sa zbyt pozno wprowadzani do skladu pierwszej druzyny. Wydaje mi sie, że maksymalnie 2 sezony ( czasen 3 sezony jesli ktos bardzo wczesnie dolaczyl do druzyny rezerw) powinny dac odpowiedz czy dany zawodnik ma potencjal do gry w pierwszej ekipie czy tez nie. Mowa o 19/20 latkach.Moim zdaniem tacy zawodnicy jak Bartra czy Montoya powinni juz przynajmniej rok albo dwa lata wczesniej awansowac do pierwszej druzyny niz to mialo miejsce. Przez ostatni sezon w rezerwach nie zrobili pod wzgledem pilkarskim zadnego postepu. Takie jubileusze jaki obchodzil ostatnio Planas( 100 wsytepow na poziomie rezerw) nie powinny miec kompletnie takiego miejsca.