Następny mecz:  Barcelona  -  Alaves     ·  Dziś o 22:15  ·  1. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Kilka słów od kibica. Rewolucja i detronizacja

 22 lipca 2014, 17:05

 rafkop8

 102 komentarze

Kurz bitewny na brazylijskich stadionach powoli opada. Tytuł najlepszej drużyny świata powędrował, po 24 latach, do naszych zachodnich sąsiadów. Drużyna Niemiec odtańczyła, symboliczny i uderzający w niechlubną historię tego kraju, taniec zwycięzców. „Niemcy, Niemcy ponad wszystko”. No cóż… można i tak. Podobno wygranych się nie osądza. Mundial w Ameryce Południowej przeszedł już do historii, ale futbol – i to w najlepszym wydaniu – wcale nie zamierza udać się na długie i poniekąd zasłużone wakacje. Niedługo koledzy z reprezentacji staną przeciwko sobie. Przyjaciel stanie się wrogiem, na szczęście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Panie i panowie, niedługo się zacznie…

Duma Katalonii – nowa Blaugrana

Po zakończonym sezonie 2013/2014 gabloty klubowe po raz pierwszy od wielu lat nie otrzymały daru w postaci zdobytych pucharów. Pomijam Superpuchar Hiszpanii, który traktuję jako zdobycz z jeszcze wcześniejszego sezonu (pewnie się ze mną nie zgodzicie, ale ja tak to widzę). Jakoś tak dziwnie się na koniec maja zrobiło. Smutno i w wielu przypadkach nerwowo. Jak to? „Duma Katalonii” nie zdarła z rywala żadnego skalpu? Nie będzie fety? Nie będzie pięknych wspomnień? Otóż nie, nie będzie. Tłum internetowych „krzykaczy” zażądał natychmiastowej rewolucji, zmian okupionych licznymi piłkarskimi ofiarami. Czegoś nowego, ludzi bez przyszytej łatki z napisem „wychowanek” oraz trenera, który będzie miał przysłowiowe „cojones”. Ruszono także z posad świata filozofię Barcelony. Wieloletnią, ugruntowaną, będącą marzeniem wielu klubów. Tłum zażądał i tłum to dostanie. Tłum ma rację (a przynajmniej mieć może), jak mawiał filozof. Rewolucja, póki co kadrowa, nadeszła, a to może być dopiero jej początek…

Piłkarskie sieroty

Rzadko się zdarza, aby w jednym momencie odeszło tylu ważnych zawodników. Kapitanów, klubowych ikon oraz ludzi, którzy mają serce w kolorze Blaugrany. Víctor Valdés i Carles Puyol (nie bawiąc się we wróżkę pominę osobę Xaviego). Legendy klubu, które z różnych przyczyn postanowiły zakończyć stricte piłkarską przygodę z Dumą Katalonii.  Nie ma sensu opisywać ich dokonań i wpływu na filozofię gry Dumy Katalonii. Nie chciałbym, aby mój cykl felietonów zmienił się na „kilka milionów słów od kibica”… Odeszli i już nigdy nie wybiegną na murawę w barwach klubu, któremu przez te wszystkie lata oddali wszystko. Nie zapominam również o drugim portero. Pinto był kimś, kogo potrzebowała szatnia. Osobą, która miała pozytywny wpływ na młodszych kolegów. Jego też już z nami nie ma. Szafki przejmą inni, nowi gracze. Oby pamiętali, kto przed nimi tu występował. To bardzo ważne, choć z początku może wywoływać lekką tremę. Może i powinno. Pokora. 

Nie koniec zmian, czyli „możecie mnie zabić”

Nie tylko legendy odchodzą. Robią to również ci, którzy nie odegrali aż tak wielkiego znaczenia w dziejach klubu, ale mimo wszystko zostawili w nim kawał swojego serca i ducha. Cesc Fàbregas. Telenowela z kupnem gracza Arsenalu zostanie przeze mnie zapamiętana na wieki. W końcu się udało, Fabs wrócił do swojej małej ojczyzny. Wieszczono mu chwalebne czyny oraz przejęcie buławy generalskiej od coraz starszego Xaviego. Cesc miał być w niedalekiej przyszłości liderem zespołu, podobnie jak… Thiago. Stała się jednak rzecz dziwna. Z kilku powodów. Będąc graczem „Kanonierów” Fàbregas zarzekał się, iż nigdy nie zasili lokalnego rywala – Chelsea. „Jeśli to zrobię, będziecie mnie mogli zabić” – grzmiał w wywiadach reprezentant Hiszpanii. Futbol jest jednak do bólu nieprzewidywalny. Cesc zagra od nowego sezonu… w Chelsea. Ze względu na to, iż reprezentował on barwy Blaugrany napiszę jedynie tyle: „Błagam, nie zabijajcie chłopaka”.

Alexis Sánchez. Postać o której pisaliśmy na tej zacnej stronie wiele. Tyle samo było też kontrowersji wokół występów Chilijczyka. Jedni uważali, że chłopak, jak nikt inny w zespole, oddawał murawie całego siebie. Walczył, biegał, umierał za swój klub. W ubiegłym sezonie dołożył do tego wszystkiego wiele bramek i asyst. Jak widać było to za mało. Zwłaszcza, że klub szykował dla nas transferową bombę… Kontrowersje wokół występów Sáncheza nie ucichną. Broniłem go jak mogłem, choć nie ukrywam - czasami brakowało mi już argumentów. Mimo wszystko jest mi strasznie przykro, iż chłopak będzie od przyszłego sezonu „Kanonierem”. Oby wystrzeliwane przez niego pociski często znajdowały drogę do bramki rywali. Tego mu życzę.

To nie koniec transferowych pożegnań. Kierunek Portugalia, czyli nowe życie dla Tello. Bardzo dobry ruch zarządów oraz samego zainteresowanego. W Barcelonie Cristian nie mógłby liczyć na tyle minut, co w Porto. Może jego talent w końcu eksploduje. Może wróci do nas wtedy silniejszy, lepszy. Pożyjemy – zobaczymy. Cieszę się również, iż klub podjął w końcu ostateczną decyzję względem Cuenki. Niepewność jutra jest chyba najgorszą rzeczą, która może spotkać sportowca. Skończyło się dawanie nadziei, odsyłanie z klubu do klubu, z kraju do kraju. Cuenca jest wolnym zawodnikiem i mam nadzieję, że odnajdzie w końcu szczęście gdzieś tam na piłkarskiej mapie. Tego samego życzę zresztą Bojanowi.

Uff, wielu odeszło, a wciąż nie mamy pewności, co stanie się z takimi piłkarzami jak chociażby Xavi lub Alves. W przypadku tego pierwszego napiszę jedynie, iż chciałbym, aby przez kolejny sezon był naszym generałem (choć przy zredukowanej liczbie minut na boisku). Zwłaszcza w okresie tak wielkich zmian. Dani Alves? To nie jest już ten sam Diabeł Tasmański co kiedyś. Resztę dopiszcie sobie sami. Furtkę, jak zwykle, zostawiam otwartą.

Witamy na pokładzie, czyli nowa nadzieja

Koleżanki i koledzy – po raz pierwszy od wielu lat nie mamy pewności, kto zostanie pierwszym bramkarzem naszego klubu. Bravo, Ter Stegen i ewentualnie Masip. Wszyscy bramkarze zaczynają z tego samego pułapu. Nie będzie gry za zasługi, dokonania. Na treningach prezentujesz się najlepiej – witamy na murawie. Bardzo się z tego cieszę. Mamy dobrych bramkarzy i spokój duszy na kilkanaście następnych sezonów. Taką mam przynajmniej nadzieję. Wiążę ją również z Rakiticiem oraz Rafinhą i Deulofeu. Panie i panowie, to idzie młodość wzmocniona na dodatek bardzo wysokimi umiejętnościami.

Na sam koniec mojej globalnej książki telefonicznej zostawiam sobie postać Suáreza. Dla mnie jest to prawdziwa bomba i hit transferowy. Klasyczny środkowy napastnik, który szuka piłki, a i ona bardzo często wykazuje wolę współpracy z Urugwajczykiem. Prawdziwy łowca bramek i człowiek z charakterem. Kogoś takiego potrzebowaliśmy i mam nadzieję, że chłopak nie zatraci tych cech po… wspólnych występach z Messim. Nie udało się to Zlatanowi, po części El Guaje. Teraz przyszedł czas i test dla Suáreza. Oby nie podążył on drogą poprzedników. Nie wierzę w to, po prostu nie wierzę.

Hasło na nowy sezon: „Detronizacja”

Straciliśmy wszystko, tyle też mamy do odzyskania. Wydawałoby się, iż kierunek walk jest jeden – Madryt. W końcu to drużyny ze stolicy Hiszpanii zdobyły wszystko, czego nie udało się zdobyć Barcelonie. Krajowe podwórko? Niech tam, pobawię się jednak we wróżkę. Sensacji nie przewiduję. Wszystko wróci do „normalności”, a o tytuł najlepszej drużyny powalczą Real z Barceloną. Atlético, jak to często bywa w przypadku „biedniejszych braci”, utraciło wiele krwi. Przeciwnicy też będą już znacznie czujniejsi podczas bitew z drużyną Simeone.

Tu koniec bawienia się we wróżkę, czyli Liga Mistrzów. Tradycja nakazuje, iż z grona pretendentów powinniśmy wyrzucić zespół „Królewskich”. Nikt nie obronił Pucharu Mistrzów, czemu ma to zrobić Ronaldo i spółka? Oczywiście, traktuję to w kategorii przesądów, chociaż… Kto inny? Chelsea z kilkoma zacnymi transferami, Bayern, Juventus, PSG i kilka innych zespołów. Im więcej kandydatów, tym lepiej. Wygrać z najlepszymi – lubię to.

Jeśli…

Jeśli klub zakupi w końcu klasowego stopera, a najlepiej dwóch…

Jeśli zaiskrzy na linii Messi – Suárez – Neymar…

Jeśli Luis Enrique (o którym celowo nie wspomniałem powyżej – w obawie przed moją osobistą klątwą związaną z Guardiolą) okaże się człowiekiem z potężnym charakterem…

Jeśli przejdziemy przez sezon bez poważniejszych kontuzji…

Jeśli, jeśli, jeśli…

… wtedy będziemy świadkami czegoś wielkiego. Mocno w to wierzę. Wierzcie i wy, koleżanki i koledzy.

Udostępnij:

Komentarze (102)

Gorące tematy