Okiem kibica: Parszywa dziewiątka?

wpwelement

21 lutego 2015, 12:01

167 komentarzy

„We wszystkich drużynach, a w Barcelonie przede wszystkim, na dziewiątkę patrzy się nieco uważniej. Ludzie od takiego piłkarza oczekują najwięcej”, podkreślił Paco Clos, były zawodnik Blaugrany, który w latach osiemdziesiątych nosił trykot z tym numerem na plecach.

Cyfra 9 na koszulce to z całą pewnością wyjątkowy numer, szczególnie dla każdego culé. Jedna z teorii głosi, że dostaje go najlepszy strzelec w drużynie. Patrząc na wielkie nazwiska, które nosiły na plecach ową liczbę, trudno tej tezie zaprzeczyć. To zobowiązuje. Tradycja piłkarska od wielu lat określa takiego gracza mianem strzelca lub, jak mawiają w Hiszpanii, goleadora.

W dzisiejszych czasach przywykliśmy do tego, iż każdy zawodnik ma przypisany na stałe swój numer, z którym biega po boiskach co najmniej przez cały sezon. Dla niektórych jest jak talizman, dla innych może stać się znakiem rozpoznawczym. Niegdyś jednak zawodnikom przypisywano numery dopiero przed meczem. Były one ściśle związane z pozycjami na boisku.

„W Ajaksie stale rozmawiało się o numerach. Dziesiątka robi to, numer jedenasty tamto, ale żaden nie był tak cenny, jak dziewiątka – ten, który miał Van Basten. Noszenie go było wyjątkowym zaszczytem, ale jeśli nie stawało się na wysokości zadania, odbierano ci go”, pisał w swojej książce Zlatan Ibrahimović. W historii piłki nożnej numery na koszulkach zaczęły się pojawiać mniej więcej w czasie drugiej wojny światowej, w Anglii oraz we Włoszech. W Hiszpanii zwyczaj ten był rozpowszechniony dopiero po jej zakończeniu. Wcześniej zawodnicy grali z „czystymi” trykotami, przez co dochodziło do pomyłek w rozpoznawaniu graczy. Z racji tego, iż numer, z jakim grał zawodnik, był związany z pozycją - a ta z pewnych przyczyn zmieniała się w czasie sezonu - trudno ustalić, kto założył jako pierwszy koszulkę z dziewiątką. Najprawdopodobniej był to sam César Rodríguez w sezonie 1948/1949. Wybitny strzelec Dumy Katalonii swój pierwszy epizod w klubie zaliczył już jako 19-latek. Po wypożyczeniu do Granady wrócił jako lepszy i dojrzalszy piłkarz w 1942 roku. Dla katalońskiego klubu trafiał do siatki ponad 250 razy. Zdobył pięć mistrzowskich tytułów przez 13 sezonów gry w drużynie Azulgrany. Poprzeczka dla kolejnych posiadaczy tego wyjątkowego numeru została zawieszona bardzo wysoko.


Można śmiało powiedzieć, że kolejna „dziewiątka” Barçy stanęła na wysokości zadania. Kubala zachwycał swoją grą do tego stopnia, że zarząd, chcąc pomieścić wszystkich zainteresowanych culés, musiał wybudować większy stadion – ochrzczony przez kibiców i do dziś zwany Camp Nou. Jego pozycja w klubie była niepodważalna, a rywalizacja z Di Stéfano do złudzenia przypomina nam tę nowożytną pomiędzy dwoma innymi crackami.

Kubala zdobył 194 gole w 11 sezonach w klubie: 131 w lidze, 49 w Pucharze Króla, 7 w Pucharze Europy, 6 w Pucharze Miast Targowych i jedną bramkę w Pucharze Łacińskim. Zawiesił buty na kołku w 1961 roku, aby zostać trenerem juniorów w Barcelonie. Gdy jednak został zwolniony, powrócił z emerytury aby grać razem z Di Stéfano w Espanyolu. Po latach Di Stéfano powiedział: „Kubala był jednym z najlepszych zawodników. Jego gra była czysta, krystaliczna, to prawdziwa radość dla fanów. Pamiętam jego duch braterstwa i lojalność, jaką okazywał jako przyjaciel.

Laszló z pewnością zasługiwał na numer, który tak często nosił na swoich potężnych barkach. Historia dziewiątki obliguje do tego, aby nosił ją najlepszy snajper w ekipie. W tym czasie najlepszym strzelcem zespołu przez trzy lata z rzędu (1956/57, 1957/58 i 1959/60) był Eulogio Martínez, pochodzący z Paragwaju jeden z najbardziej popularnych członków drużyny i pierwszy zawodnik, który strzelił bramkę na Camp Nou w meczu otwarcia stadionu z Reprezentacją Warszawy. W następnym sezonie nowym nabytkiem klubu stał się Evaristo, Brazylijczyk, który miał konkurować z Eulogio na środku ataku. Po meczu z Atlético Madryt wygranym 8-1, w którym Martínez strzelił aż 7 bramek, Evaristo powiedział: „Mając takiego napastnika, nie mam pojęcia, dlaczego zakontraktowali mnie. Być może trzeba im kogoś do zamiatania szatni. Jednakże transfer okazał się strzałem w dziesiątkę bowiem obaj rozumieli się perfekcyjnie, tworząc jeden z najbardziej zabójczych duetów, jaki kiedykolwiek miał grać dla klubu. Pierwszy w historii brazylijski transfer Barçy pomógł wygrać pięć trofeów, w tym dwa kolejne tytuły mistrzowskie. Natomiast spór z klubem na temat przyjęcia hiszpańskiego obywatelstwa sprawił, że goleador musiał odejść z szeregów drużyny. Dołączył do Realu Madryt po pięciu sezonach gry w Blaugranie, ale opuszczał klub jako legenda i tak będzie pamiętany przez wiernych culés.

W 1961 roku Kubala został trenerem młodzieży w Barçy. Jego numer przejął Hiszpan José Antonio Zaldúa. Po roku do jego obowiązków doszło zastąpienie w roli głównego strzelca odchodzącego Evaristo. Choć Zaldúa był bardzo dobrym napastnikiem, jak przystało na dziedzica wielkich barcelońskich dziewiątek, nigdy nie zdobył tytułu mistrza Hiszpanii dla katalońskiego klubu. Trzykrotnie wygrywał Puchar Króla (1963, 1968 i 1971) oraz Puchar Miast Targowych (1966). Był niezwykłym zawodnikiem, grał skutecznie głową oraz potrafił celnie uderzać na bramkę, powodując niesamowity zachwyt publiczności. W dniu 21 maja 1969 roku, w Szwajcarii, Barça grała w finale Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko Slovanowi Bratysława. Zaldúa zdobył bramkę, ale zmarnował dwie proste i praktycznie stuprocentowe okazje, w drugiej połowie gry strzelając metr od czeskiego bramkarza. Blaugrana przegrała ostatecznie 2:3 i gracz opuszczał murawę stadionu, płacząc. W prasie pojawiło się jego zdjęcie i nagłówek „Łzy rozpaczy". Po kolejnym przegranym mistrzostwie odszedł z FC Barcelony do Sabadell w 1971 roku, a koszulka z numerem 9 powędrować miała do kogoś, kto w końcu zdobędzie bardzo długo oczekiwane przez kibiców mistrzostwo Hiszpanii. Ostatnie, o zgrozo, Barça zdobyła w sezonie 1959/60.

Dziewiątka Johanów

W tym miejscu należy się na chwilę zatrzymać, ponieważ to właśnie tutaj rozpoczęła się rzekoma klątwa katalońskiej dziewiątki. Marti Filosia przejął koszulkę, lecz okazał się mizernym strzelcem. Powodem zapewne były problemy z zakontraktowaniem obcokrajowców, jakie podówczas stwarzano, w szczególności FC Barcelonie. Gdy pod naciskiem zarządu otrzymano w końcu zielone światło na transfery zagraniczne, do stolicy Katalonii natychmiast sprowadzono Peruwiańczyka Sotila. Resztę dostępnych pieniędzy wyłożono na zdobywcę Złotej Piłki Johana Cruyffa. Zaraz po przybyciu do Barcelony El Flaco wzbudził podziw i zachwyt wśród każdego culé, nie tylko postawą na boisku, ale także poza nim.

„To geniusz, który z sobie tylko wiadomych powodów nie wykorzystał do końca swojego wielkiego potencjału. Bał się odpowiedzialności. Popisy indywidualne zbyt często przedkładał nad dobro drużyny”, mówił o nim trener Rinus Míchels. Dzięki Cruyffowi Blaugrana zdobyła pierwsze od 14 lat mistrzostwo Hiszpanii, 17 lutego 1974 roku pokonując stołeczny Real na Estadio Santiago Bernabéu roku aż 5:0. Mimo porażki w finale mistrzostw świata w 1974 roku, Cruyff po raz drugi z rzędu i trzeci w karierze sięgnął po prestiżową Złotą Piłkę magazynu France Football. Kolejne lata nie były już tak owocne, na pewno nie dla półek z klubowymi trofeami. Spodziewano się, że rekordowy transfer z Ajaksu wypełni gabloty Barçy, tak jak to czynił w Amsterdamie. Jednakże Cruyff do mistrzowskiego tytułu może doliczyć jedynie Puchar Króla, zdobyty w 1978 roku. Trzy wicemistrzostwa z rzędu jak dla tak znakomitego zawodnika, którym bez wątpienia był, musiały być potężnym ciosem. Wszystko to okraszone konfliktem z trenerem oraz wieloma incydentami boiskowymi, z których słynie po dziś dzień. Dodatkowo problemy finansowe Holendra oraz zmiana zarządu spowodowały jego odejście do USA. W sercach culés został zapamiętany jako sztandar drużyny, która przełamała hegemonię Realu Madryt, co miało też dla wielu charakter polityczny. Należy tutaj wspomnieć, że w 1978 roku zmarł Santiago Bernabéu. Czyżby to on przed śmiercią rzucił klątwę na dziewiątkę Barcelony? To przecież Holender był jaskółką nadziei dla culés, a przysłowiowa wiosna rozpoczęła się wraz z blamażem Realu Madryt na stadionie nazwanym właśnie imieniem byłego prezydenta. Czy może to sam Johan rzucił klątwę na swój numer, ponieważ jedynie on, szczególnie we własnym mniemaniu, był na tyle wielki i barceloński, aby nosić ten numer na bordowo-granatowym trykocie? Zapewne to czysta fikcja. Podążając dalej, każdy z nas znajdzie na pewno swoją odpowiedź na pytania: jak i kiedy się zaczęła, dlaczego i czy faktycznie istnieje klątwa dziewiątki Dumy Katalonii?


W 1978 roku do władzy doszedł Josep Lluís Núñez i Clemente. Jednym z ważniejszych zadań junty było sprowadzenie na Camp Nou dziewiątki, rasowego strzelca, który jednocześnie mógłby zastąpić kibicom Holendra. W prasie pojawiały się wielkie nazwiska: Keegan, Paulo Rossi czy Gerd Müller. W tym samym czasie Valencia była bliska pozyskania laureata Złotego Buta ‘78 – Johanna Krankla. Ostatecznie, gdy Austriak dowiedział się o zainteresowaniu ze strony Dumy Katalonii, nakazał agentowi podjęcie rozmów. Kibice z Walencji pękali ze złości, Núñez szykował nowy trykot z numerem 9 dla nowego Johanna. „Jedyne, co mam wspólnego z Cruyffem, to imię”, powiedział Krankl. Nie mylił się, ponieważ w przeciwieństwie do El Flaco Austriak miał całkiem inną charakterystykę gry. „Typowy goleador”, wspominał po latach jego kolega z boiska, Carles Rexach.

Już w pierwszym sezonie Krankl odwdzięczył się zarządowi, zdobywając Trofeo Pichichi ze średnią 0,96 gola na mecz. Miał niebywały instynkt strzelecki, świetnie poruszał się na małych przestrzeniach i bardzo dobrze grał głową. Wyróżniała go szybkość i umiejętność przewidywania zdarzeń boiskowych. Dysponował dobrymi warunkami fizycznymi oraz świetnie grał w powietrzu. Doprowadził Azulgranę do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Jednak Krankla mogło w nim zabraknąć, ponieważ uległ strasznemu wypadkowi samochodowemu zaledwie kilka dni przed meczem. Mimo że nie ucierpiał, piłkarz był załamany - jego żona została odwieziona do szpitala w stanie krytycznym. Gdy rozeszła się wieść o wypadku, setki fanów Barçy udało się do szpitala, aby przekazać potrzebującej krew. Na szczęście oboje przeżyli, choć żona Krankla potrzebowała więcej czasu, by dojść do siebie, i nie była w stanie towarzyszyć mężowi w Szwajcarii. Krankl uległ namowie żony i zagrał w finale, strzelając nawet gola w dogrywce. Blisko dwa miliony ludzi wyszło na ulicę Barcelony, aby przywitać piłkarzy i podziękować za pierwszy od bardzo dawna triumf na europejskich salonach. Kolejny sezon nie był już tak udany. Konflikt z trenerem Rife przekonał Austriaka do tymczasowego powrotu do rodzimej ligi w połowie sezonu. W miejsce, jakie zostawił, zakupiono Roberto Dinamite (sporadycznie grywał z numerm 9), a w pierwszym składzie promowano Simonsena (zwykle grywał z siódemką). Gdy okres wypożyczenia minął, zaś drużynę przejął Kubala, zapomniana dziewiątka z Wiednia wróciła do Barcelony. Jednak po paru kolejkach Laszló został zastąpiony przez Helenio Herrerę, który, grając swoje słynne catenaccio, preferował na środku ataku Quiniego, zaś w drugiej kolejności Niemca Schustera – nowe nabytki klubu. Krankl oraz skrzydłowy Asensi najwięcej na tym ucierpieli i nie zagrali do końca sezonu po czym opuścili stolicę Katalonii.


Porwana dziewiątka

W 1980 roku koszulka z numerem dziewiątym powędrowała do nowoprzybyłego trzydziestojednoletniego Hiszpana. Quinigol przybył do stolicy Katalonii ze Sportingu Gijon. Miał za zadanie zdobywać „mniej więcej” 20 bramek w sezonie, tak jak to robił w poprzedniej drużynie. Założenia okazały się trafne, bowiem nic prócz kolorów koszulek nie zmieniło się dla asturyjskiego snajpera. Wciąż miał podobną skuteczność i nieuchronnie zmierzał po Pichichi. Jednak znów czarne chmury zebrały się nad dziewiątką. Stało się coś, co w dzisiejszych czasach jest chyba nie do pomyślenia. Quini został porwany z własnego samochodu i to będąc w szczytowej formie. Zniknął na prawie cały marzec 1981 roku (cztery kolejki). Morale drużyny było bardzo słabe, niektórzy, na czele z Schusterem i Alexanko, odmawiali gry podczas nieobecności kolegi. Na szczęście powrócił i zdobył trofeum najlepszego strzelca ligi. Niestety FC Barcelona nie zdołała odrobić strat, jakie powstały podczas absencji Hiszpana, i pożegnała się z walką o tytuł (przed porwaniem – 2. miejsce, na koniec - 5. lokata). Mimo że Quini z bordowo-granatową dziewiątką na plecach został królem strzelców hiszpańskich boisk dwa razy z rzędu, nigdy nie udało mu się wygrać mistrzostwa rodzimej ligi.

Od 1983 roku koszulka z numerem dziewięć nie posiadała stałego adresata. Gra w ataku koncentrowała się wówczas wokół dziesiątek, takich jak Maradona, Lineker czy Archibald. W składzie nie było zawodnika, który wyróżniał się na tyle, by przez większość sezonu dzierżawić numer katalońskich goleadorów. Sytuacja trwała przez pięć lat. W tym czasie z dziewiątką na plecach, lecz bez większych sukcesów, biegali: Amarilla, Caldere, Carrasco, Clos, Hughes, Pedraza, Rojo, Roberto, Urbano i Víctor. Dopiero w sezonie 1988/89, wraz z powrotem Cruyffa, dziewiątka znów pojawiła się na plecach jednego zawodnika: Julio Salinasa.


Powrót dziewiątki


Choć Salinas pozostał w klubie do 1994 roku, w sezonie 1990/91 koszulkę z dziewiątką przejął Michael Laudrup, ściągnięty do Barcelony przez místera Cruyffa. Był bardzo ważnym elementem Dream Teamu, który w 1992 roku zdobył pierwszy dla Barçy Puchar Europy. Duńczyk dwa razy zdobywał nagrodę najlepszego zawodnika w Hiszpanii. Jednak i w jego przypadku coś poszło nie tak. Popadł w konflikt z trenerem, który odsunął naszą dziewiątkę od gry w arcyważnym finale z AC Milan, w 1994 roku. Barça przegrała 0:4, zaś dni Laudrupa na Camp Nou dobiegły końca. Sezon później dołączył do madryckiego Realu. Jest jedynym piłkarzem, który grał w dwóch hiszpańskich klasykach zakończonych wynikiem 5:0, szkoda tylko, że w dwóch różnych klubach.

Po Duńczyku numer 9 przejął Guillermo Amor. Pewna teoria głosi, że dopiero w tym momencie owa klątwa rzeczywiście się rozpoczęła, o ile w ogóle tak było. Wychowanek zadebiutował w pierwszej drużynie w 1988 roku, choć, jak mówią źródła, zmieniał Maradonę podczas otwarcia Miniestadi w 1982, kiedy był jeszcze graczem niższych kategorii. Z Barçą zdobył Puchar Europy w 1992 roku i cztery tytuły mistrzowskie z rzędu, jednak jego rola w tych sukcesach była niewielka, przynajmniej nie tak wielka jak jego kolegów – Romario i Stoiczkowa. Dlatego właśnie Amor zdecydował się spakować walizki i udać do Florencji. Od tego czasu jego kariera to równia pochyła. Nigdy nie sprawił by jego dziewięć zaświeciło najjaśniejszym blaskiem. Od tamtego momentu Włochy stały się swoistym azylem dla tych, których dotknęło hipotetyczne przekleństwo katalońskiej dziewiątki.


Jordi Cruyff, syn Złotego Holendra, młody canterano, ówczesna nadzieja culés, także nosił trykot z dziewiątką. Niestety, okazał się zaledwie cieniem swojego ojca i kolejnym rozczarowaniem. Po odejściu místera z Barcelony poszedł szukać szczęścia na Wyspach, aby następnie wrócić do Hiszpanii. (Po kontuzji kolana w 2004 roku grał nawet w Blaugranie, a dokładnie w Barcelonie B.) Zanim zwolniono Cruyffa ojca z posady trenera, nalegał on na transfer Bośniaka Mehmeda Meho Kodro, który strzeliwszy zaledwie 9 bramek w 32 meczach, wyleciał razem z trenerem po sezonie. Mityczny numer znów został zwolniony.

Rewolucja numerów

W sezonie 1995/96 doszło do rewolucji. Numery zaczęły być przydzielane zawodnikom na stałe, przed rozpoczęciem sezonu. Pierwszym zawodnikiem z dziewiątką przypisaną na cały rok był wspomniany wcześniej Meho Kodro, który szybko pożegnał się z nim i klubem ze względu na mierne statystyki strzeleckie. Nie można tak było powiedzieć o zdobyczach strzeleckich kolejnej dziewiątki z Camp Nou. Dziewiątki, która miała rozsławić ten numer jeszcze bardziej niż jego poprzednicy.

Luís Nazário de Lima albo po prostu Ronaldo. Jego 47 przecudnej urody bramek w zaledwie 49 meczach było najlepszym dowodem zmian. Ci, którzy wierzyli, że nad owym numerem wisi jakieś fatum, porzucili te chore myśli. Zła passa miała się na dobre zakończyć. Niestety, nie do końca. Po zdobyciu Pucharu Zdobywców Pucharów ówczesny prezydent Núñez miał renegocjować kontrakt brazylijskiego napastnika. Nie udało mu się, Ronaldo przeszedł do Interu Mediolan, który wcześniej rywalizował o jego usługi z FC Barceloną. Zachwyt i marzenia kibiców Barçy nie trwały długo.

Nadzieję przynieść mieli następcy. Regularnie z numerem dziewiątym na plecach grywał Sonny Anderson, który był zawsze w cieniu dokonań swojego poprzednika-rodaka. Po odejściu Sonny'ego do Lyonu koszulkę przejął Patrick Kluivert (pierwszy sezon grał z numerem 19). Niestety, również w przypadku ich karier w stolicy Katalonii można doszukać się co najmniej pecha. A wszystko tym razem za sprawą Królewskich z Madrytu. Los Galacticos zdominowali Europę spychając w cień dokonania Barcelony, która w erze Van Gaala nie zachwycała widowni na Camp Nou. Dlatego też ówczesne bordowo-granatowe „dziewiątki” nie zapisały się złotymi zgłoskami na kartach historii klubu, mimo iż byli to bardzo dobrzy zawodnicy.


Era Pepa

Czarna Perła, czyli Samuel Eto’o, był ostatnim barcelonistą, który szczerze zapracował na numer, jaki mogą nosić nieliczni. Wszystko wskazywało na to, że pod wodzą Franka Rijkaarda, bordowo-granatowa dziewiątka za sprawą Afrykańskiego Lwa miała znów rozbłysnąć na światowych boiskach, wbrew wszelkim zabobonom. Trofeum Pichichi, Puchar Ligi Mistrzów i triumfy na hiszpańskich arenach dawały nam po temu jasne przesłanki. Jednak, gdy trenerem został inny członek Dream Teamu, w Barcelonie znowu przypomniano sobie o gdzieś krążącym fatum, które często czepiało się właścicieli tego trykotu. Przypadek bądź nie, fakty mówią same za siebie. 


Samuel Eto’o musiał opuścić kataloński klub, gdyż nie potrafił znaleźć wspólnego języka z Guardiolą. Co więcej, míster Barcelony uznał także, że zważywszy na trudny charakter Kameruńczyka, jego obecność w zespole może mieć zły wpływ na resztę drużyny. Jak to bywało wcześniej, rzekoma klątwa pokierowała Samuela do włoskiego Interu. Poszukiwania nowej dziewiątki ruszyły pełną parą. Wybór padł wtedy na Zlatana Ibrahimovicia, w którego transakcję włączono Kameruńczyka. Miał być rozwiązaniem na wszystkie trudności w ataku. Niestety, Ibra nie zdołał wpasować się w zespół i po zaledwie rocznej przygodzie z klubem opuścił Barçę. Nie omieszkał przy tym zwymyślać Guardioli, czym jedynie udowodnił, że jego transfer do Blaugrany był pomyłką. Ibrahimović był zatem drugim piłkarzem z dziewiątką na plecach, który odchodził do Włoch skonfliktowany z pochodzącym z Santpedor trenerem. Po odejściu Ibry, jego koszulkę, oczywiście o trzy rozmiary mniejszą, przejął Bojan.

Początki w Barcelonie wskazywały, że zapowiadał się na wyśmienitego gracza. Jedyny młody zawodnik, który zdobył imponującą liczbę 800 goli pomiędzy 8. a 17. rokiem życia. Jednak wraz z objęciem posady trenera przez Guardiolę wszelkie nadzieje Bojana na zaistnienie w pierwszej ekipie prysły bardzo szybko. Po odejściu Zlatana Pep praktycznie zawsze wystawiał Messiego na pozycji fałszywej dziewiątki, kosztem minut dla Krkicia. Na lewej stronie grał bezkonkurencyjny David Villa. W dodatku komunikacja między oboma panami stawała się coraz trudniejsza. Młodzian, martwiąc się o swoją przyszłość, postanowił odejść. Oczywiście do Włoch, co dla ludzi przesądnych czyniło klątwę coraz bardziej wiarygodną. Być może na przekór złym przepowiedniom postanowiono sprowadzić nową dziewiątkę prosto z Italii.

Niño Maravilla przychodząc w 2011 roku z Udinese, jak sam potem opowiadał dziennikarzom, nie był świadomy istnienia klątwy, która rzekomo spoczywa na jego numerze. Pewnie nie był przesądny, ale... chyba powinien. Alexis Sánchez miał na nodze więcej setek niż poszło na weselu Ferdynanda Kiepskiego. Istny pech prześladował Chilijczyka. Przychodził do Barcelony pełen nadziei, które rozpalił także w każdym z culés, lecz z meczu na mecz jego niemoc strzelecka coraz bardziej przyprawiała o zawał. Wspierali go culés w pamiętnym meczu z Málagą, wspierałem go ja sam, przed telewizorem, wykrzykując w jego kierunku: „Alexis! Alexis!”. Jednak na nic się to wszystko zdało, gdy działają siły wyższe od nas. Pech wciąż prześladował Sáncheza. Dopiero w następnych sezonach poprawił osiągnięcia strzeleckie, w ostatnim z nich zostając nawet drugim strzelcem w drużynie. Co zastanawiające, zbiegało się to z odejściem Guardioli z ławki trenerskiej.


Dziewiąta oficjalna dziewiątka

Teraz kolej na Luisa Suáreza. Niewiele można powiedzieć o jego golach, które zapewne przyjdą. Niewiele o jego trofeach, bo nie miał jeszcze szansy ich zdobyć. Widać jednak od razu, że jeśli jest jakaś klątwa, to w jego przypadku zaczęła działać momentalnie. Oczywiście chodzi tu o zawieszenie zawodnika przez FIFA, przez które musiał rozstać się z futbolem na cztery miesiące. Jednak nic w tym przypadku nie jest jeszcze przesądzone i osobiście czekam aż Urugwajczyk rozpocznie złoty okres w dziejach dziewiątki Barçy. Na pewno wielu polskich culés pokłada w nim nadzieję, tak samo jak widzowie zgromadzeni na Camp Nou. W meczu pucharowym z Atlético Madryt, kibice skandowali jego imię zaraz po tym jak nie wykorzystał bajecznego podania Rakiticia. Takie chwile zawsze wywołują u mnie chęć połączenia się z trybunami we wspólnym przekazie, dlatego przyłączyłem się do nich. Momentalnie przypomniała mi się bliźniacza sytuacja z Alexisem Sánchezem, o której pisałem wyżej. Dokładnie po tym zdarzeniu u Chilijczyka nastąpiło przełamanie i zaczął nabierać wiary w siebie. To kibice dali mu siłę, przynajmniej ja chcę w to wierzyć.

Być może przełamanie Suáreza przyjdzie szybciej, niż ktokolwiek zdoła chociaż przez chwilę pomyśli o klątwie, wiszącej podobno nad koszulką z numerem 9. Ja tylko zacieram ręce na myśl o kolejnych spotkaniach FC Barcelony, bo wiem, że silnik nowej maszyny musi się najpierw dotrzeć, aby mogła ona pracować na pełnych obrotach. Zaś w naszych intencjach, w zamyśle każdego culé, powinno być wspieranie naszej dziewiątki. Aby Barcelona była silna, musi być jednością. Tots units fem força! 

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Niestety troszkę to trwało. Dopiero dzisiaj miałem troszkę więcej czasu aby dokładnie przeczytać felieton. A obiecałem, że to zrobię. Oczywiście wielkie gratulacje za świetny artykuł i podziw za wykonaną pracę. Cieszę się, że zrezygnowałeś z tej opcji twardego trzymania się teorii z klątwą na rzecz łagodniejszych przypuszczeń o jej istnieniu. Oczywiście, czy ona istniała, lub czy wszystkie dziewiątki ostatnich 30 lat spełniły swoje/nasze oczekiwania to inna kwestia.

Co do kwestii z Etoo to pamiętam, że głównie chodziło Samuelowi o kasę, chciał więcej zarabiać i mimo oferty nie przedłużył kontraktu, a został sprzedany/oddany rok przed zakończeniem kontraktu i jeszcze sądził się z Azulgraną sądził o kasę, chyba 3 miliony.

„Niestety, również w przypadku ich karier w stolicy Katalonii można doszukać się co najmniej pecha. A wszystko tym razem za sprawą Królewskich z Madrytu. Los Galacticos zdominowali Europę spychając w cień dokonania Barcelony, która w erze Van Gaala nie zachwycała widowni na Camp Nou”. Nie zgodzę się tu, że Van Gaal to został całkowicie przyćmiony przez Real. Trenował łącznie 4 lata Barcę i 2 lata zdobył mistrzostwo i puchar. A jeśli chodzi o Galaktycznych to ta nazwa funkcjonuje od sezonu 2000/2001 (wybór Pereza i sprowadzenie Figo) i od tego czasu Real tylko raz dobijl się do finału Ligi Mistrzów (2002). Galaktyczni nie zwojowali Europy a nazwa pochodzi raczej od kwot transferów niż od tytułów. Sam Kluivert nie okazał się niewypałem, był nie raz wiceliderem strzelców strzelając przez 5 sezonów co sezon 14-18 bramek.

Felieton świetny, bardzo fajnie poprowadzony główny watek przez cały tekst. Jeszcze raz gratuluję.
pozdrawiam

Świetny artykuł, gratulacje wpwelement.
Drobna uwaga tylko, za Franco nie było "Pucharu Króla" tylko "Puchar Generała", ale to tylko drobna rzecz, wszyscy i tak wiedzą o jakie trofeum chodzi.

Genialny felieton-brawo ;)

Przede wszystkim chciałbym podziękować Eoren za pomoc, autorowi pierwszej ilustracji za natchnienie, paxowi i Ledsowi za cenne rady i pomoc w edycji oraz wszystkim, którzy przeczytali do końca całą opowieść o katalońskiej koszulce z numerem 9!

Dzięki!

Tots units fem forca!
Gratulacje i szacun wpwelement! Pełen profesjonalizm. No i godzina dodania: "W samo południe";) Ale jak poprzestaniesz tylko na tym jednym artykule, to... Pozdrawiam.

Nadal nie noge wybaczyc ze sprzedano Sancheza. Kibicowalem mu od samego poczatku. A gdy juz zaczal przypominac siebie z Udinese to zostal sprzedany.

Swoją drogą najlepszym napastnikiem dla Barcelony byłby Lewandowski tak myślę.

Nareszcie artykul ktory stanowi odskocznie od tych pseudo newsow z kolorowych szmatlawcow. Takie cos cudownie sie czyta i można komentowac. Brawo.

A Messi bez 9 i tak bije wszystkich na głowę :D

Bravo! 100% prawdy, fragment o Alexisie najlepszy, na jego nodze było więcej setek niż poszło na weselu F. Kiepskiego

Świetny artykuł. Gratulacje dla autora. Miejmy nadzieję, że Suarez udźwignie ciężar tego numeru na koszulce. Umiejętności i potencjał by stać się jednym z najlepszych strzelców Barcy na pewno ma. Trzymamy kciuki, bo świetnie ogląda się grę naszego Tridente w ataku

Wpwelement, brawissimo. Genialny felieton, z przyjemnością go przeczytałem, do tego statystyki. Świetna robota, propsik ; )

Świetny tekst wpwelement, kawał historii. Bardzo lubię czytać o starych karabinach. Co do Suareza, myślę, że facet zapisze się w historii Barcy w sposób jak najbardziej pozytywny. Przyniesie nam równie dużo radości co Etoo, Kluivert, Ronaldo czy Cruyff. Swoją drogą nie wiedziałem, że Hughes był piłkarzem Barcy, każdego dnia dowiadujemy się czegoś nowego :) Jeszcze raz gratki i podziękowania za ten rewelacyjny felieton!

Dzięki za ten długi tekst. Świetny rys historyczny zmian na pozycji środkowego napastnika.

Mimo, iż od czasów, gdy do Barcelony dołączył Kluivert minęło już niemal 20 lat, śmiem twierdzić, że do sposobu grania Leo i Neymara pasowałby idealnie. Patrick był nieprawdopodobnym połączeniem siły, kapitalnej gry w powietrzu, bajecznej techniki i charakterystycznej dla niego gracji - swobody i lekkości.

Dla młodszych widzów, wrzucam jedno zagranie (właściwie jedno dotknięcie) Holendra, które pokazuje cały jego geniusz: wizję gry, technikę, wyczucie, altruizm: [Zobacz link: https://www.youtube.com/watch?v=bvAX22AiqHw]

Super artykuł.

Suarez wykonuje świetną pracę na boisku, robi miejsce Messiemu, tak jak to powiedział jeden z komentatorów, wykonuję on czarną robotę. Efekty widać w naszych wynikach, nasz atak gra wspaniale, Messi grając na skrzydle ma dużo miejsca by się móc rozpędzić, Neymar to samo, a to dzięki temu że Suarez skupia na sobie uwagę obrońców. Według mnie bardzo dobry zakup, bramki przyjdą, wydaje mi się że już przychodzą, a po takim golu jak z Levante, musi to go podbudować :)

Super artykuł :D jak narazie czarna pantera z Kamerunu nie ma sobie równych :)
[Zobacz link: https://www.youtube.com/watch?v=ZUYNc8hezZM]

Artykuł ciekawy, ale na przyszłość radziłbym go podzielić na 2 części. Ułatwi to odbiór tekstu i pewnie większość użytkowników przeczyta go dokładniej i do końca.

Miejmy nadzieję,że Luis dorówna statystykami choćby takiemu Eto'o

Klątwy istnieją tylko jeśli w nie wierzymy! Nie ma to jak wmawianie rzeczy nieistniejących.......

A wracając do futbolu. Czy Villa był bezproduktywny? Jego "klepy" z Messim były genialne, a dodając do tego fantastyczne trafienie z ManU w finale LM czy z genialny mecz z Realem to nie wygląda beznadziejnie.
Alexisa mi szkoda, bo trafieniami z Realem czy Atletico pokazał, że ma nie mały potencjał. Teraz trafił - szczerze mówiąc - do europejskiego średniaka i od razu ciągnie tą drużynę. I - jak już ktoś w komentarzach zauważył - mało grywał u nas na klasycznej pozycji dla "9". Więc porównywanie do reszty "dziewiątek" wydaje mi się nie na miejscu.

Ani sława o Savioli który był naprawdę solidnym napadziorem, i gdyby nie to że wstrzelił się na jeden z najgorszych momentów w historii Barcelony wróżył bym mu karierę.

koledzy - E2 BYŁ najlepszą 9, bo w tych czasach Leo dopiero zaczynał panowanie.

W czasach obecnych mamy bezsprzecznie najlepszego piłkarza na świecie na pokładzie. Więc tutaj nie ma co patrzeć rygorystycznym okiem na jakąkolwiek 9 - bo i tak cała gra jest zależna u nas nie od 9 tylko od 10 ;)

Teraz Suarez pokazuje jak to właśnie się powinno robić. On gra dla całego ataku. Moim zdaniem właśnie z nim Barca jest w stanie ugrać znacznie więcej niż z Alexisem. Chodzi mi tu o zaangażowanie, siłę i kompletne przestawienie Leo tam gdzie jest w stanie robić różnicę.
Prawda jest taka, że to i tak sport drużynowy, więc nie da się widzieć zasług tylko jednego piłkarza - i tak na niego pracuje cała drużyna (a skrzydłowi?!).

Podsumowując - uważam Suareza za świetny zakup i jestem spokojny o jego gole i pracę dla drużyny ( a co za tym idzie gole DRUŻYNY).

Skutecznosc el phenomeno to cos niezwyklego. Kapitalny zawodnik.

Fajny artykuł. Lubiłem Sonny Andersona, ale najlepiej spisywał się w klubach francuskich czy to w lidze czy pucharach

Fajny artykuł. Ciekawe jest to, że taki odpadek z Realu Madryt był najlepszą 9 ostatniej dekady! Guardiola jak widać nie ma szczęścia ani do stoperów ani do napastników.

Świetny artykuł widać że autor włożył w to dużo wysiłku oby takich więcej

Heh najlepsze jest w tym wszystkim to, że Alexis by się jeszcze bardziej rozkręcił bo jest młody a Suarez nie ma za dużo czasu... potrzebowaliśmy goleadora na już a nie jak mu "strzeli" 30 na karku... wystarczy zobaczyć na Iniestę kto by pomyślał, że jak 3 mu stanie z przodu w liczbie wieku to nic nie będzie grał.
+ Alexis grał na skrzydle a Suarez może grać tak jak lubi i zobaczymy kto co zrobi :) chociaż w sumie pamiętam mecze na których Chileno grał na środku i wymiatał a to jak w jednym meczu woził Ramosa i Pepe do spółki grając na 9 to była poezja.

Jak myślicie kto będzie miał 17 jak song odejdzie ( prawdopodobnie nie będzie grał u nas)? Deulofeu?

Dziewiątki na przełomie wieków to był największy dramat Barcelony, oczywiście nie licząc Ronaldo, ale to tylko jeden sezon. Sonny Anderson to była ciekawa postać i szkoda, że tak słabiutko wyglądał. Można dodać jeszcze Geovanniego, mimo że nie był typową dziewiątką, to jako napastnik kosztujący 18 mln euro też kompletnie zawiódł.

Kapitalny tekst wpwelement. Chylę czoła i... czekam na kolejny ;)

jak Suarez zacznie strzelać to Messi i Neymar będą strzelać mniej bo nie wieżę, w seryjne hokejowe wyniki

Dalej nie rozumiem jak można było wymienić Eto'o na tego leszcza Ibre....

konto usunięte

Niebywale udana lekcja historii. Ale i dająca do myślenia... Oczywiście najpierw ogromne gratulacje dla Autora i szacunek dla ogromnej pracy. No i podziękowania.

Czy przypadkiem w sytuacji Barcelony "klątwa" rzeczywiście nie ma miejsca? Z tym, że nie dotyczy ona numeru, a - zgodnie z początkowymi akapitami tekstu - pozycji? Bo może to nie pech zawodników, a styl gry Barcy, ewoluujący przecież, spycha "dziewiątkę" na margines, a gdyby pójść dalej - niepasującą do owego stylu pozycję "wypluwa", a kolejni zawodnicy tylko są tego ofiarami?

Ja pełnej wiedzy historycznej nie mam, ma ją zapewne Szanowny Autor. Czy mógłby więc odpowiedzieć na pytanko ile "dziewiątek" grało faktycznie na "dziewiątce"? Popatrzcie na ostatnie, dość chude dla "dziewiątek" lata od pierwszego sezonu Pepa... Może jest coś na rzeczy...

Kluivert... od Niego wszystko się zaczęło - w moim przypadku :)

nr 1 Eto
nr 2 Ibrahimovic
nr 3 Kluivert

być może Suarez jeszcze zapracuje by być w TOP 3

Jeszcze co do skutecznosci to smieszne jest wyliczanie zawodnikowi spotkan, bo jesli wchodzi z lawki na 10 czy 15 minut i liczy mu sie to jako caly mecz czyli 90 minut to chyba troche to zaklamuje statystyki.

konto usunięte

Na początek muszę podziękować wpwelementowi za świetny tekst, dzięki któremu dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy na temat naszych historycznych dziewiątek. Z pewnością jest to jeden z najważniejszych i wzbudzających nadzieję chyba najszybciej na samą myśl numer. To musi być zaszczyt nosić dziewiątkę na plecach biorąc pod uwagę jak przywiązani są piłkarze do swoich numerów. Nie pamiętam, o którym to trenerze czytałam (ale chyba był to mój powszechnie znany ulubieniec Mourinho), że na treningach, w komunikacji ze swoimi piłkarzami zawsze zwraca się do nich po ich numerach, wzbudza to w nich motywację i dumę już na samych treningach! Co do klątwy, jestem osobą, która raczej nie wierzy w takie rzeczy ale czy te wszystkie zbiegi okoliczności mogą być normalne? Sam przykład Zlatana czy Alexisa i to jak sobie niesamowicie radzą w swoich obecnych drużynach pokazuje, że jednak te osoby, które u nas " nie dały rady" jako dziewiątki są przedoskonałymi graczami kiedy tylko opuszczą Barcę na rzecz innej drużyny. Ale jednak chyba szukałabym odpowiedzi bardziej w stylu gry niż klątwie. U wspomnianego Pepa typowi goleadorzy być może się nie sprawdzali bo miał on wizję fałszywej dziewiątki, do której trzeba było sprytu jaki ma sam Leo Messi. Myślę, że u nas poprostu często "marnuje" się typowe dziewiątki na skrzydłach gdzie nie mogą jednak pokazać swoich całych możliwości. Puentując moją myśl "klątwa dziewiątki" jest u nas już nie ważna bo mamy najlepszą dziewiątkę jaką sobie można wymarzyć, fałszywą dziewiątkę Leo Messiego, tyle tylko, że zamaskowała się pod numerem 10 na koszulce.

W pierwszym sezonie Alexis też był 2-gim strzelcem drużyny -.-

Naprawdę świetny tekst. Bardzo przyjemnie się go czyta.
Co do Luisa, to mam nadzieję, że to on zdejmie tą klątwę dziewiątki. Jest fantastycznym zawodnikiem i mam nadzieję, że jego gole przyjdą jak najszybciej. :)

konto usunięte

Czapki z głów przed autorem tego tekstu! Nieźle się napracował. :)

Najlepsza 9 byl Eto bez dwoch zdan. Suarez supersnajperem u nas nie zostanie, u nas liderem jest Leo a Luis bedzie pracowac na dorobek glownie Leo i po czesci swoj i Neymara.

Najbardziej żałowałem odejścia dwóch zawodników: Ronaldo, który jakby został w Barcelonie to mógł przejść do historii. Brazylijczyk był fenomenalny, ale wyprawa do Włoch zahamowała mu karierę.
Ciężko było mi się też pogodzić z odejściem Eto'o, zawodnikiem, który zawsze na boisku dawał z siebie wszystko. A już wymiana za Ibrę z dopłatą to już było samobójstwo ze strony Guardioli.

Co do Suareza to uczciwą ocenę będzie można dopiero po zakończeniu drugiego sezonu w jego wykonaniu w barwach Barcelony. Przyjdzie zgranie z zespołem, przyjdą też bramki. Bo o walkę i asysty jestem spokojny.

" Pech wciąż prześladował Sáncheza. Dopiero w następnych sezonach poprawił osiągnięcia strzeleckie, w ostatnim z nich zostając nawet drugim strzelcem w drużynie."

Kolejna bzdura, po pierwsze to jego niemoc strzelecka trwala jedynie w rundzie wiosennej w wylacznie drugim sezonie!!
Po drugie czesc sytuacji ktore zmarnowal byly spowodowane problemami mentalnymi. Druga czesc jak najbardziej pechem bo to zawsze gdzies tam slupek, a to poprzeczka bo dobrych strzalach, lub wyjatkowo bramkarze bronili dobre uderzenia.

Ja twierdze że Suarez gwiazdą Barcy nie będzie

Cóż.. naszym liderem jest teraz "10" czyli Leo, Suarez nigdy nie będzie przed nim.. ale on wystrzeli jestem pewny bo jest genialny ;) Suarez robi na boisko bardzo dużo, asystuje, walczy i wgl. A bramki przyjdą, już powoli przychodzą ale to nie jest jeszcze ten El Pistolero jakiego wszyscy znamy ;) A tekst świetny, super się czytało :) A poza tym to moją ulubioną "9" Barcy jest Eto'o.. za te gole w finałach LM :)

Szkoda, że Suarez trafił do nas, kiedy nie ma już Guardioli. Guardiola docenił by umiejętności Suareza w przeciwieństwie do tego jak postąpił ze Zlatanem. Suarez to pracuś, odciąga obrońców, daje zaskakująco dużo asyst, stwarza okazje strzeleckie, które często marnuje. Ale nad tym da się popracować. Za "Ery Pepa" mieliśmy kilera Messiego i gdyby był wtedy jeszcze Suarez. To myślę, że obrona tytułu ligi mistrzów w 2012 była by bardzo realna. A także wpier#ol od Bayernu pewnie też by nie nastąpił. Nie wiem jak by to wszystko się potoczyło, ale posiadanie Suareza to duży przywilej. Wiem, wiem popłynąłem "D

Moja ulubiona "9" to oczywiście Samuel Eto'o, gdyby nie on to prawdopodobnie nie udałoby się zdobyć dwóch Lig Mistrzów.

Jak juz mowimy o klatwie to chyba kazdy zapomnial jak Villa nie mogl przez cala wiosne strzelic bramki i marnowal takie patelnie ze masakra. Tego oczywiscie nikt pamietac nie bedzie bo zdobylismy potrojna korone. Zawsze sie pamieta tylko to zle gdzie nie bylo pucharow...

konto usunięte

A mi sie podoba jego gra

"Alexis Sánchez miał na nodze więcej setek niż poszło na weselu Ferdynanda Kiepskiego." - haha, tutaj się uśmiałem :D

A tak już zupełnie na serio - przepiękny tekst, na pewno kosztował wiele godzin pracy, takie czyta się jednym tchem. Gratulacje z mojej strony.

A Luis Suarez przełamie klątwę dziewiątki, głęboko w to wierzę ;)

Nie ma to jak porownac skrzydlowego Sancheza do pilkarzy o zupelnej innej charakterystyce. Guardiola sprowadzil Alexisa ze wzgledu na asysty a nie gole o czym mowil w wywiadzie. Swoja droga jestem ciekaw ile by w tym sezonie goli strzelil grajac na "9" wlasnie kiedy juz mocno poprawil strzal i wykonczenie.

ludzie nie płaczcie tak ;) gość potrzebuje czasu na zaaklimatyzowanie się w drużynie. Neymar też potrzebował, roku ;) zobaczycie będziemy się jeszcze nie raz cieszyć z Suareza ;)

według mnie jest zbyt wcześnie na osądzanie Suareza, on jeszcze nie raz udowodni że jest najlepszą dziewiątką na świecie i zamknie usta wielu krytyków.
On się dopiero rozkręca :D

Ja i tak najbardziej z ostatnich lat żałuję odejścia Ibrhimovica. Chciałbym go teraz widzieć w ataku z Messim i Neymarem to dopiero mógłby być zabójczy tercet :)

najlepiej z tych ''dziewiątek'' wspominam Eto oraz Kluiverta ;) poeazja, teraz brakuje nam w składzie takiej ''czarnej siły''

Klątwa klątwą, ale trzeba wziąć pod uwagę że od strzelania bramek mamy już Messiego i Neymara.
Dla rzekomej 9tki zostaje niewiele, chyba że pokaże że jest lepsza od tamtych dwóch..
A to raczej niemożliwe, skoro jeden jest panem Bogiem a drugi niedługo ma nim być.

"Alexis Sánchez miał na nodze więcej setek niż poszło na weselu Ferdynanda Kiepskiego." Jakie porównanie :D

Świetna lekcja historii o "9" Barcy :) Brawo ,bardzo mi się podobało !

Eto'o to był jednak gość i ten jego gol w finale LM z 2009 roku, typowy snajper.

Naprawdę bardzo ciekawe. Warto poświęcić te 10 min na przeczytanie tego. I trzymam kciuki za Suareza