Okiem kibica: Xavi Hernández Creus - piłkarz, mistrz, legenda vol. I

pax

29 maja 2015, 15:44

53 komentarze

Interesując się piłką nożną nie sposób nie wiedzieć, kim jest Xavi Hernández Creus – najbardziej utytułowany aktywny piłkarz świata, legenda Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Przez prasę bywał określany jako syn Guardioli i wnuk Cruyffa. Miejsce, w którym się urodził oraz piłkarskie sympatie rodziny sprawiły, że istniała możliwość rozwoju kariery Xaviego. Była nią oczywiście Futbol Club Barcelona.

Czytając autobiografię Generała, inne książki czy rozdziały opracowań mu poświęconych, nie sposób nie patrzeć z podziwem na tę postać. Trzeba przyznać, że przebył długą drogę, aby znaleźć się w miejscu, w którym jest obecnie. Nie była to tylko droga usłana różami, bowiem zdarzało się, że był obrażany i niechciany przez barcelonismo. Klub kilkukrotnie chciał się go pozbyć; przez lata Xavi grał na nienaturalnej dla swoich umiejętności pozycji. Jednak mimo ofert topowych europejskich klubów, oferujących kilkukrotnie wyższe zarobki, trwał w swojej miłości do bordowo-granatowych barw.

Rodzinne miasto

Terrassa – podbarcelońskie miasto, oddalone od centrum stolicy Katalonii o niespełna 25 kilometrów. Tam właśnie od najmłodszych lat mieszkali przyszli rodzice Xaviego - Maria Mercè Creus i Joaquim Hernández. Znali się od dzieciństwa. To tam, razem z grupą rówieśników, spotykali się w barze Europa, prowadzonym przez ojca Marii. Po ukończeniu szkoły podstawowej drogi znajomych z podwórka rozeszły się i na kilka lat stracili ze sobą kontakt. Joaquim Hernández wyjechał z miasta. Po ukończeniu edukacji w szkole wojskowej powrócił do rodzinnej Terrassy. Został tam w niedługim czasie trenerem piłkarskim, a wcześniej grał w La Liga (w Sabadell) oraz w Segunda División.

Maria i Joaquim spotkali się ponownie dość przypadkowo, na głównej ulicy miasta w czerwcu 1972 roku. Rozmowa szybko zeszła na temat Blaugrany, której oboje byli wiernymi kibicami. Rok po odnowieniu znajomości stali już przy ślubnym kobiercu w kościele Can Boixeres w Viladecavillas. Z tego związku zrodziła się czwórka dzieci: Alex, Oscar, Xavi i Ariadna. Jednak nie wszystko przy narodzinach odbyło się bezproblemowo. Przy trzecim dziecku ciąża była zagrożona, gdyż już w szóstym miesiącu pojawiły się skurcze. Na szczęście udało się ją donosić i 22 stycznia 1980 roku, kilka minut przed godziną 22.00, mierzący 49 centymetrów i ważący 3400 gramów, Xavi Hernández Creus przyszedł na świat. Jako niemowlę nie używał smoczka, a ulubionym przedmiotem, z którym się nie rozstawał, był kocyk podarowany przez brata, Oscara. Mając 9 miesięcy Xavi już chodził, a w wieku 3 lat biegał po podwórku z piłką u nogi. Bawiły go te same rzeczy, co inne dzieci w jego wieku. Razem z siostrą zbierał naklejki z Inspektorem Gadgetem i Dragon Ball, a ze starszymi braćmi grał w gry komputerowe na Nintendo. Każdej niedzieli cała rodzinna poddawała się cotygodniowemu rytuałowi – wszyscy wychodzi na boisko aby razem pograć w piłkę – nawet kilkuletnia Ariadna.

Pierwsze futbolowe szlify

W wieku czterech lat chciał, tak jak starsi bracia, trenować w miejscowej szkółce piłkarskiej Jaba Carmelitano w Terrassie. Musiał jednak poczekać aż osiągnie odpowiedni wiek. W zajęciach uczestniczył od ukończenia 5. roku życia. Na pierwsze treningi zawoził go swoim Seatem 127 dziadek Jaume Creus (dziadek od strony matki), zdeklarowany culè, dla którego Real Madryt był wrogiem. Jego niechęć do drużyny Los Blancos była tak duża, iż nie akceptował osób, które deklarowały sympatię do Królewskich. Zdarzało się, że w trakcie dyskusji odwracał się od rozmówcy i wychodził, gdy ten wypowiadał się pochlebnie o Realu. Swoim wnukom nie pozwalał rozmawiać z sympatykami drużyny z Madrytu. Potrafił robić w domu awantury, gdy ojciec Xaviego, również gorliwy culè, jako trener potrafił pochwalić Królewskich za grę czy taktykę. Kiedy Real przegrywał dziadek kupował madrycki AS, tylko po to, aby upajać się porażką rywali.

Z dziadkiem Jaume i babcią Paquitą

W wieku 6 lat Xavi po raz pierwszy w życiu był na stadionie Camp Nou, oglądając mecz Barcelony o Puchar Gampera. W tym samym roku zalewał się łzami siedząc przed telewizorem i patrząc porażkę Barcelony w finale Pucharu Europy ze Steauą Bukareszt. Mając niespełna 7 lat Xavi przeszedł do nowo utworzonej szkółki piłkarskiej Terrassa FC, gdzie jego ojciec został dyrektorem. Pierwszym trenerem młodego Hernándeza został Antonio Ladero.

Przez cały trzyletni okres gry w tym zespole Xaviego bacznie obserwował Oriol Torta – znajomy jego ojca i skaut Barcelony. Przez ten czas Tort starał się przekonać ojca chłopca, aby wyraził zgodę na przejście syna do La Masíi. Była to jedyna możliwość, biorąc pod uwagę sportowe sympatie rodziny, która w tym czasie dostała już oferty przejścia Xaviego do Espanyolu i Realu Madryt. Zostały one szybko odrzucone. Po trzech latach zabiegów Torta, piłkarska przygoda Xaviego w Terrassie dobiegła końca.

FC Barcelona

29. sierpnia 1991 roku Xavi po raz pierwszy ubrał bordowy-granatowy trykot Barcelony i wybiegł na trening na Mini Estadi, grając w drużynie Alevin A, której trenerem był Juan Manuel Asensi. Po trzech dniach Hernández został kapitanem drużyny. Grając w tej ekipie mógł z bliska przekonać się o kunszcie piłkarskim m.in. Cruyffa, który dość przypadkowo w trakcie treningu drużyny Alevin, kręcił filmik do programu o grze fair-play. Młodemu Xaviemu u El Salvadora szczególnie zaimponowała obunożność. Pierwszy sezon Xaviego w Alevin A był już rekordowy – drużyna w 18. spotkaniach strzeliła 108 bramek. W kolejnym roku Xavi przeszedł do Infantil B, drużyny wyższej kategorii wiekowej, gdzie trenerem był Manel Lobo. Nowy trener był niespełnionym piłkarzem, który często tłumaczył młodym adeptom czego należy się wystrzegać aby kariera piłkarska nabrała pozytywnych perspektyw. 

                                                                Xavi z siostrą Ariadną

W tym czasie Hernández dostał swoją pierwszą wypłatę (4 tysiące peset), za którą kupił swojej mamie toster marki Philips. Kosztował 3995 peset i sprawił, iż łzy wzruszenia popłynęły jej z oczu. Drugie podobne wzruszenie po prezencie od syna Maria Creus przeżyła, gdy otrzymała od Xaviego karnet socio na swoje nazwisko z miejscówką na Camp Nou, opłacony na cały sezon. Maria Creus była, jak cała rodzina, zagorzałym kibicem Azulgrany. Już wcześniej była socio, posiadała nawet karnet na stadion, ale bez miejscówki, podarowany przez jednego ze starszych synów. Ojciec piłkarza, mówiąc na temat charakteru syna, często opisywał pewną sytuację: gdy Xavi miał 11 lat i razem z ojcem miał pograć w piłkę na podwórku, nie chciał założyć koszulki Barcelony, w której już grał, tylko dlatego, aby się nie wywyższać. Wciąż kontynuował swoją pasję, nie tylko praktycznie realizując ją na boisku, ale również zgłębiając wszelkie wiadomości teoretyczne na temat futbolu. Jako dziecko rozpisywał w zeszytach taktyki ulubionych zespołów, zestawiał formacje. Te zeszyty do dziś trzymają w domu rodzice Xaviego. Zawsze oglądał wszystkie mecze, uwielbiał szczególnie mundiale. Kolekcjonował też karty z piłkarzami.

Z braćmi - Alexem i Oscarem

Kolejnym etapem w karierze młodego Creusa był Infantil A, później drużyna Cadete a następnie Juvenil A. Trwało to od trzynastego do siedemnastego roku życia, a przez cztery lata jego trenerem był Joan Vilá Bosch - wymagający perfekcjonista, fanatyk taktyki i znawca futbolu, który odcisnął swoje piętno nie tylko na Xavim, ale na wszystkich zawodnikach La Masíi, których trenował. Joan tak wypowiadał się na temat Hernándeza: „Byłem zaskoczony, widząc trzynastolatka, który na boisku potrafi zrobić tak wiele. Znał swoje miejsce na murawie. I nigdy nie tracił piłki. Bardzo szybko myślał i sprawiał, że jego partnerzy stawali się lepsi. Tej wizji nie można kupić. To coś, czego nawet nie da się ulepszyć.

Na jeden z treningów drużyny Cadete, w której Xavi grał pod okiem Joana, przyszedł Pep Guardiola. Vilá opowiadał mu o potencjale Hernándeza. Po latach Pep przyznał, iż wyraził wtedy następującą opinię na temat Xaviego: „Ten chłopak jest niesamowity. Za cztery lata na pewno zabierze mi miejsce”. O jego kunszcie panowania nad piłka przekonał się Carles Puyol, który dopiero jako siedemnastolatek trafił do Barcelony. Gdy Tarzan dołączył do La Masíi bał się, że nie zostanie przyjęty, gdyż swojego pierwszego sparingu nie mógł zaliczyć do udanych. Wszystko ze względu na grę piętnastolatka z Terrasy. Puyi mówił wtedy: „Myślałem, że Barça mnie nie przyjmie, bo temu gościowi po prostu nie dało się przeszkodzić”.

Xavi z czasów Alevin A

Xavi jako nastolatek nie miał swoich idoli piłkarskich, ale wzorem dla niego byli Amor i Guardiola, z racji doskonałej gry na pozycji, na której sam grywał. W latach wcześniejszych szczególnie imponowała mu gra Michaela Laundrupa i Bernda Schustera.

Młody wiek stwarzał normalne dla tego okresu problemy. Czternastoletni Xavi był młodzieńcem dość boleśnie przechodzącym okres dojrzewania. Ze względu na trądzik pokrywający jego twarz koledzy z drużyny nazywali go mało elegancko paellą, od nazwy potrawy na bazie ryżu o niezbyt wyszukanym wyglądzie.

W wieku 17 lat nastąpiło przejście Xaviego do Barçy B, pod skrzydła trenera Josepa Gonzalvo. Podpisał kontrakt na 4 lata z opcją przedłużenia na kolejne trzy i zarobkami wynoszącymi 4 miliony peset brutto. W drużynie B zaprzyjaźnił się z Miguelem Ángelem, również zawodnikiem środka pola, po pewnym wydarzeniu który nadał Hernándezowi przezwisko Pelopo. Było to związane z uwłosieniem pewnej części męskiego ciała, o czym sam zainteresowany w licznych wywiadach wypowiadał się dość enigmatycznie. Pelopo w skróconej wersji brzmi Pelo, czyli włosy.

Kariera Xaviego nabierała niesamowitego tempa. Pierwszy sezon w rezerwach Blaugrany był zarazem jego ostatnim w drużynie i w Segunda B. Przełomowym, zarówno dla niego jak i dla zespołu. Już na jego początku pojawiła się intratna propozycja trzymiesięcznego wypożyczenia za 21 milionów peset do Yokohama Marinos. Stał za nią Carles Rexach. Nie ona doszła jednak do skutku. Po trzech miesiącach, 26. listopada 1997 roku, Pelo został powołany przez van Gaala na mecz Ligi Mistrzów z Newcastle United. Mimo że nie zagrał ani minuty, to po raz pierwszy w życiu był członkiem pierwszej drużyny, a na jego koszulce widniał numer 29. Sam Van Gaal, widząc stały progres u zdolnego siedemnastolatka, mówił na jego temat publicznie: „W akademii mamy zawodnika, który jest połączeniem Amora i De la Peñii”.

Ten etap kariery w Barcelonie B Xavi zakończył sukcesem drużynowym – awansem do Segunda División. Drużyna była druga w tabeli, tracąc punkt do Realu Madryt B, z którym miała zmierzyć się w ostatnim dwumeczu sezonu. Pierwszy mecz zakończył się manitą dla Barcelony - zespół dyrygowany przez Xaviego, w którym defensywę trzymał grający ze złamanym nadgarstkiem Puyol, zaaplikował rywalom pięć bramek już w pierwszej połowie. W rewanżu w Madrycie Barcelona B pokonała przeciwników 2:0. Drużyna awansowała do zaplecza ekstraklasy, a Xavi prosto do pierwszego zespołu prowadzonego przez Luisa van Gaala.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Fajnie streszczony rys historyczny! Swietna robota. VeB ahh ten Puyol fircyk wszedzie sie pojawi gdzie mowa o Xavim;)

Pisze tu więcej niż w Wikipedii:)Od początku do końca kariery.

Nawet są zdjęcia jego jak był mały

Zastanawiałem się, jednocześnie dżinesika przez zęby filtrując, czy zabrać głos w dyskusji czy też pozostać niemym odbiorcą powyższego tekstu. I być może to właśnie dżinesik ów sprawcą mojego natchnienia się stał, co faktu nie zmienia, ponaparzać w klawiaturkę wieczorową porą postanowiłem.

Chciałbym być dobrze zrozumianym. Xavi jest dla mnie odzwierciedleniem bohatera jednoznacznie pozytywnego, jakiego nawet w bajkach Disneya na próżno szukać ze świecą. Nie mniej, jeśli mam być szczery, a chcę być szczery - nie mam pojęcia po co ten tekst powstał. Jest o wiele za długi, nudny, niewiele lub nawet nic nie wnoszący. Rozumiem i doceniam, Autor się napracował. Zapytam jednak, co z tego wynika? Chodzi o to aby się napracować, czy aby wynikiem pracy był wymierny efekt końcowy? Brak w tekście, emocji, własnych odniesień, ikry. Rozumiem, że koronną dyscypliną Autora bywają statystyki. Dlaczego więc wskoczył tym razem na nieznane sobie poletko? Bije po gałach właśnie, ta statystyczna suchość przekazywanych faktów. Równie dobrze redakcja mogła się postarać o prawo przedruku biografii piłkarza, serwując rozdział za rozdziałem. Efekt zbliżony. Jak wnioskuję z zapowiedzi, kolejne części ukażą się wkrótce. Oby były kreślone z większym biglem i charyzmą, by nie okazały się tylko kolejnym, nudnym streszczeniem faktów.

I już zupełnie na koniec, wetknę jeszcze swoje trzy grosze. Nie Guardiolę, lecz Luisa Aragonesa - co podkreśla często sam piłkarz - uważa Xavi za swojego piłkarskiego ojca. A do przenosin do Milanu było bardzo blisko, przy ogólnej aprobacie i gorącym namowom ojca. Przeprowadzce do Włoch sprzeciwiła się jednak na szczęście matka Xaviego, rdzenna Katalonka.

No no dziadek ładnie nam Xaviego wychował:)
Bardzo fajny artykuł, dobrze się czyta i dużo ciekawostek, czekam na drugą część.

O piłkarzach Barcelony wydanych w Polsce wszystkie. Tao mi się wydaje. Około 30

Jak ja uwielbiam czytac takie teksty!! Xavi to urodzony przywódca, dla takich piłkarzy sie ma wyjątkowy szacunek. Oby wygrał PK i LM a potem niech mu sie jak najlepiej wiedzie, i niech wraca na Camp Nou w roli trenera!

urodził się, wychował się i umarł w barcelonie. Uwielbiam go

Dla mnie zawsze pozostanie on Ogrodnikiem .

Świetny artykuł. Xavi jest najlepszym pomocnikiem w historii Barcelony ,Hiszpanii ,może nawet i całego świata. Za to co zrobił należy mu się szacunek.

Myślę, że nie potrzeba już kolejnych lustrzanych artykułów dot. wielkości piłkarskiej Xaviego, a nie każdy wie, jak wyglądały kulisy sławy Xaviego, w tym, jak pisałeś, duże prawdopodobieństwo sprzedaży. I chwała Ci za ten artykuł. Cóż, smutek pozostaje, ale nie żegnamy się. Wszyscy na Xaviego dalej przecież patrzymy z nadzieją i czekamy. Liczymy, że te zeszyty z dzieciństwa, w których rozrysowywał taktykę i ustawienia nie zmarnują się i mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie kreślił wzory dla swojej drużyny z Camp Nou. Skoro jego piłkarski "dziadek" El Salvador i "ojciec" Pep byli zbawcami Barcelony, czemu nie liczyć już niedługo na wielką powtórkę z historii.
Jeszcze raz - wielkie dzięki za artykuł i czekamy na kolejne! :)

PS. Kto by się spodziewał, że ten sam Rexach, który z otwartymi rękoma przyjmował do Barcelony utalentowanego Argentyńczyka, do Xaviego obrócił się plecami, nie widząc w nim przyszłości. :)

Ja też napiszę swoje miłe słowa. Po pierwsze, kolejny bardzo dobry artykuł. Nie jest to felieton, to ciekawie napisany skrót rzemiosła piłkarskiego naszego Generała, taką formę przybrałeś. Przyciąga wieloma szczególikami, w zasadzie drobiazgami jak ksywki paella i pelopo, ciekawostka o realofobii Jaume (mam nadzieję, że czytelnicy odebrali to bardziej przez pryzmat humoru, choć sam Jaume pewnie tak tego nie odbierał :D), wspinanie się Xaviera szczebel po szczeblu po drabinie kolejnych drużyn wiekowych Barcelony, wszystkie problemy natury zawodowej ale nie ominąłeś spraw domowych, relacji z rodziną, kolegami. Od A do Z od bajtla po młokosa (w tej pierwszej części).

Oprócz Twojej super umiejętności scalania faktów w zgrabną całość, co kosztowało - wiadomo - mega dużo pracy, żeby te wszystkie fakty odnaleźć, to pogrzebać tu, to pogrzebać tam, brakuje mi czegoś od siebie, czegoś, co piszesz prędzej w komentarzach, jak pod spodem, niż w tym artykule. Jest to świetny artykuł i zazdroszczę pióra. Chciałbym, żebyś na koniec dorzucił coś od siebie, jak Ty odbierasz postać Xaviego, coś naprawdę od siebie. Naprawdę nie czepiam się, ale nawet w takiej relacji z życia Profesora X przydałaby się szczypta subiektywizmu. Oczywiście nie narzucam się, bo może celowo wybrałeś formę bardziej relacji niż felietonu.

Dziadek widać że antymadrysta.

7 czerwca zobaczymy remake zdjęcia u góry :)

Widać, że czytałeś biografię Xaviego. Mało tu swoich słów, swoich zdań. Niektóre zdania jakby żywcem wyjęte z książki. Ładnie się czyta aczkolwiek lekki niedosyt pozostaje. Lepiej by było gdybyś "ubrał" to w swoje słowa :D

Fajnie się czyta :P

Świetna robota "człowieku od statystyk" :) Naprawdę miło się czyta taki dobrze napisany tekst niezwykle bogaty w szczegóły.

Dziekuje autorowi czytalo sie swietnie.czekam na dalsz czesc

Bardzo dziękuję za miłe słowa.

Cieszę się, że felieton przypada do gustu.
Xavi to Barcelona i chciałem złożyć mu hołd za to co nam dał przez te kilkanaście sezonów. Podziękować za trwanie w miłości do bordowo-granatowych barw, mimo wielu przeciwności (o czym będzie w kolejnej części felietonu). Patrząc na lojalność, wierność i oddanie Xaviego dla Barcelony mam w pamięci słowa Tito Villanovy które dla mnie oddają całą istotę tej miłości.

- Dlaczego kochasz Barcelonę?
- To jak pytać dlaczego kocha się rodziców.

Kolejna część powinna się ukazać dość szybko, czeka tylko na odpowiedni moment :-)


Dziękuję Endlessowi i Don Lucasowi za pomoc przy korekcie.

Dobrze, że dziadek internetu nie miał, bo portal realmadrid.com nie wyrobiłby z ciągłym spamem hejtów

"Młody wiek stwarzał normalne dla tego okresu problemy. Czternastoletni Xavi był młodzieńcem dość boleśnie przechodzącym okres dojrzewania."

Wywiad z 2013 roku:

El Pais: W jakim wieku po raz pierwszy uprawiałeś seks?
Xavi: "14 lub 15 lat. Zacząłem szybciutko"

:)

konto usunięte

Xavi to futbol.

Ogromny szacunek dla autora. Dobra robota...

Czekam na kolejną część :)

Ja pamiętam od zawsze że Xavi grał w Barcy , taką ją pokochałem . Wiadomo łezka się zakręciła w oku , był to jeden z nielicznych momentów w których uroniłem łzę przy footboolu . Drugi taki moment to była śmierć Tito , płakałem jak mały chłopiec .
A Btw Dzięki Pax za materiał .

takie streszczenie biografii XAVIEGO ! dzięki PAX

Bardzo dobrze się czytało, czekam na.dalszą część.

Zajebiście się czytało, proszę wrzucać następne części!
Zgłaszam literówkę: Lua'N'drup, w piątym od końca akapicie.

Dzięki Pax za świetną lekturę.

Dziadek Xaviego najlepszy :D

"Jego niechęć do drużyny Los Blancos była tak duża, iż nie akceptował osób, które deklarowały sympatię do Królewskich. Zdarzało się, że w trakcie dyskusji odwracał się od rozmówcy i wychodził, gdy ten wypowiadał się pochlebnie o Realu. Swoim wnukom nie pozwalał rozmawiać z sympatykami drużyny z Madrytu. Potrafił robić w domu awantury, gdy ojciec Xaviego, również gorliwy culè, jako trener potrafił pochwalić Królewskich za grę czy taktykę. Kiedy Real przegrywał dziadek kupował madrycki AS, tylko po to, aby upajać się porażką rywali."
I to mi się podoba. Real to wróg i też nie lubię tego udawanego głaskania się po główkach. Kibic Barcy nie powinien wypowiadać się pochlebnie o Realu bo jest to nieszczere, na siłę. Aby pokazać że piłka piłką, ale szacunek trzeba zachować.

Pax jak zawsze genialny artykuł :) Nasz forumowy człowiek statystyka!;)!Dzięki za znakomity artykuł :)

Ależ ten czas leci.. Pamiętam jak Xavi wchodził do drużyny a teraz juz odchodzi..
ps: Pierwszy :D