Okiem kibica: Xavi Hernández Creus - piłkarz, mistrz, legenda vol. II

pax

5 czerwca 2015, 13:05

43 komentarze

Interesując się piłką nożną nie sposób nie wiedzieć, kim jest Xavi Hernández Creus – najbardziej utytułowany aktywny piłkarz świata, legenda Barcelony i reprezentacji Hiszpanii. Przez prasę bywał określany jako syn Guardioli i wnuk Cruyffa. Miejsce, w którym się urodził oraz piłkarskie sympatie rodziny sprawiły, że istniała możliwość rozwoju kariery Xaviego. Była nią oczywiście Futbol Club Barcelona.

Czytając autobiografię Generała, inne książki czy rozdziały opracowań mu poświęconych, nie sposób nie patrzeć z podziwem na tę postać. Trzeba przyznać, że przebył długą drogę, aby znaleźć się w miejscu, w którym jest obecnie. Nie była to tylko droga usłana różami, bowiem zdarzało się, że był obrażany i niechciany przez barcelonismo. Klub kilkukrotnie chciał się go pozbyć; przez lata Xavi grał na nienaturalnej dla swoich umiejętności pozycji. Jednak mimo ofert topowych europejskich klubów, oferujących kilkukrotnie wyższe zarobki, trwał w swojej miłości do bordowo-granatowych barw.

Co cię nie zabije, to cię wzmocni – 1998/03

W pierwszym sezonie, po dołączeniu do pierwszego zespołu na pełnych prawach, Xavi dostał szafkę po Guillermo Amorze. Pierwszym numerem, który wybrał było 26, następnie nadszedł czas na 16 i wreszcie 6. Van Gaal szukał u Xaviego głównie umiejętności defensywnych, dlatego zdarzył się i taki mecz, w którym trener wystawił go na pozycji stopera czy na prawej obronie. Jednak Hernándeza prześladował pech. Boudewijn Zenden po jednym z treningów chciał zademonstrować swoje umiejętności w judo - kiedyś był młodzieżowym mistrzem Holandii w tej dyscyplinie. W tak niefortunny sposób założył Xaviemu dźwignię, że wyrwał mu bark ze stawu. W tym samym sezonie, w nocy, przy otwieraniu lodówki, na nogę spadł mu wazon, rozcinając duży palec. Potrzebne było założenie siedmiu szwów. Jednak to nie kontuzje były głównym problemem Hernándeza.

Xavi wskoczył do składu w 1998 roku z powodu urazu Guardioli. Zagrał we wszystkich rozgrywkach, zbierając bardzo dobre recenzje. Jednak gdy Pep uporał się z kontuzją rywalizacja z ikoną Barcelony, a dodatkowo z Cocu, Enrique i Rolandem de Boerem, z góry skazana była na porażkę. mimo że Xavi był canterano, który przeszedł wszystkie szczeble La Masíi, mimo że był młodym, perspektywicznym graczem, dla wielu jawił się jednak jako ten, który śmiał swoją grą zaburzyć klubową hierarchię. W wieku 18. lat Pelopo poddawany był permanentnej presji ze wszystkich stron. Xaviego i Guardiolę porównywał nie tylko Van Gaal na konferencjach prasowych, ale też prasa idziałacze klubu z prezesem Nuñezem na czele. Xavi mówił: „Porównywano nas prawdopodobnie dlatego, że graliśmy na tej samej pozycji. Ale on wówczas był gwiazdą. A ja? Nowicjuszem. Dopiero zaczynałem”. Był to okres, gdy Guardiola znajdował się w szczytowej formie. Pep był kapitanem, ikoną, duszą Barcelony. Dla culès był kimś więcej niż tylko piłkarzem. Porównywano grę osiemnastolatka, nieobytego w meczach o stawkę, z prawie o dekadę starszą, doświadczoną gwiazdą zespołu. Xavi, choć odpłacał się perfekcyjna grą, przez lata nie zyskiwał uznania. Wprost przeciwnie – był lżony przez dziennikarzy i kibiców w prasie, radiu czy telewizji. Dostawał listy, w których pisano, aby się wynosił z Barcelony.

Mimo że na stole pojawiła się kolejna świetna oferta, tym razem z Manchesteru United, on z uporem maniaka wciąż walczył o serca barcelonismo. Chciał udowodnić, że zasługuje na grę w granatowo-bordowym trykocie. Gdy wchodził za Guardiolę witały go gwizdy trybun. Prawie nikt go w Klubie nie chciał. Dyrektor zarządzający, Javier Pérez Farguell, ze względu na słabą wartość marketingową Xaviego, oświadczył, że klub jest otwarty na sprzedaż zawodnika. Nawet rodzina radziła mu by opuścił Camp Nou, bo w takich warunkach nie było możliwe aby został doceniony. Sytuacja była fatalna, Xavi grał tylko wtedy, gdy nie mógł tego robić Guardiola. Klub myślał o sprzedaży młodego pomocnika do Premier League lub o wypożyczeniu do Atlético Madryt. Xavi powoli stawał się czarną owcą. Ten etap w karierze Hernándeza to okres frustracji i upokorzeń. Jednak on był zdeterminowany, by grać na Camp Nou.

                               

                                                                   Xavi i Luis van Gaal

W wieku 19. lat młody Hernández był na celowniku AC Milan. Oferta Rossonerich była kosmiczna. Młodziutki Xavi, ze względu na obecność Guardioli w składzie, pozostawał tylko rezerwowym. Atmosfera była fatalna, a presja na zawodniku nieznośna. Prezes Milanu - Adriano Galliani - oferował Hernándezowi 5,1 mln euro jako wpłatę odstępnego, a następnie 6 milionów za cztery sezony gry. Dodatkowo jego ojciec miał dostać pracę trenera w szkółce Milanu, zaś cała rodzina posiadłość z czwórką służących, samochód, pakiet darmowych lotów do Barcelony i 3 miliony euro do podziału między Xavim a jego agentem. Wystarczy dodać, że w Barcelonie Hernández zarabiał 240 tysięcy euro za sezon. Ojciec i bracia naciskali na Xaviego twierdząc, iż taka oferta zdarza się raz w życiu. Prawie cała rodzina była za przeprowadzką. Prawie. Maria Creus podjęła decyzję za wszystkich. Uznała, że Xavi ma serce w barwach Azulgrany i nigdzie się nie przeniesie, a ojcu zagroziła, że jeśli ta decyzja mu się nie podoba musi być przygotowany na rozwód. Mówiła poważnie. Wobec takiej postawy wszelkie argumenty finansowe traciły na znaczeniu. Xavi został na Camp Nou.

Po mistrzostwach świata do lat 20. zapytania o Xaviego złożyły Valencia, Real Madryt, Atlético i ponownie Manchester United. Hernández mógł przebierać w ofertach największych europejskich potęg, z których każda oferowała kilkukrotnie większe pieniądze niż Blaugrana. Nowy kontrakt z Barceloną podpisał z nieskrywanym niesmakiem, umowa była niezbyt dobrze przygotowana i zawarta w pośpiechu. Mimo podwyżki, gaża oferowana przez Barcelonę znacznie odbiegała od ofert innych klubów. On jednak chciał za wszelka cenę kontynuować karierę na Camp Nou.

Pep odszedł do Brescii w 2001 roku, po trzech latach koszmaru dla młodego zawodnika. Wcześniej Barçę opuścił także Van Gaal, którego zastąpił Ferrer, a następnie Rexach. Później Blaugranę znów trenował holenderski szkoleniowiec, po nim zaś przyszła kolej na Radomira Anticia. Pod względem czasu spędzonego na boisku sytuacja uległa poprawie, jednak nikt z kolejnych trenerów nie odkrył prawdziwego talentu Xaviego i nie docenił jego roli na środku pomocy. Lata 1999/03 były dla Barcelony fatalny. W tym czasie nie zdobyła ona żadnego trofeum. Krytyka spływała głównie na dwudziestokilkuletniego Xaviego. W radiu kibice nazywali go nowotworem, który niszczy drużynę. On, mimo upokorzeń, wciąż trwał w swojej miłości do Blaugrany.

Czasy Rijkaarda

Antić przesunął Xaviego bliżej bramki przeciwnika. Odzyskiwaniem piłki mieli się zająć Cocu i Rochemback. Prawdziwa zmiana nadeszła dopiero wraz z Rijkaardem w roli trenera Blaugrany. Tenże ustawił Xaviego o 10-15 metrów wyżej, uwalniając go całkowicie od pozycji pivota. Wcześniej Hernández był zmuszony pracować jako defensywny pomocnik, często grający box-to-box, głównie z zadaniami defensywnymi. Teraz miał stać się piłkarzem kreującym grę. Efekty? Przez pierwszych pięć sezonów ligowych w Azulgranie Pelopo uzbierał 18 asyst w lidze, tyle samo co podczas dwóch pierwszych sezonów pod wodzą Rijkaarda. Dwie pierwsze kampanie Guardioli zakończył z kolei z kosmicznym wynikiem 33 asyst. Ile miałby ich na dziś dzień, gdyby od początku był ustawiany na swojej nominalnej pozycji? Tego się już nie dowiemy…

Pierwsze kroki u boku Rijkaarda nie były pomyślne. Nowy trener nie stawiał na Xaviego. W piątej kolejce, w meczu z Atlético, znów był tylko rezerwowym, jednak w wyniku czerwonej kartki dla Motty wszedł na boisko. Pięć minut przed zakończeniem spotkania Xavi wychodził sam na sam z bramkarzem, jednak przed polem karnym został sfaulowany przez Barjuána. Wstał i oznajmił kolegom, że to on będzie wykonywał rzut wolny. Pięć lat gry w zespole miało wystarczyć, by uzyskać szacunek innych zawodników i podporządkowanie się jego decyzji, jednak nie wystarczyło. Sprowadzony do zespołu dwa miesiące wcześniej Giovanni van Bronckhorst powiedział do Hernándeza: „Dobra, spokojnie strzelaj”. Gdy Xavi brał rozbieg do strzału, do piłki podbiegł Van Bronckhorst i strzelił dobre kilka metrów nad bramką. Xavi nigdy jeszcze nie był taki wściekły. Puyol odepchnął Xaviego szarżującego w stronę Holendra. Gdy mecz się skończył, Pelopo biegł za uciekającym Van Bronckhorstem, wyzywając go i wymachując pięściami przygotowanymi do uderzenia. W szatni najpierw zatrzymał go Eusebio, a następnie Puyol. Cała sytuacja zaimponowała Rijkaardowi. Po dziewiątej kolejce, gdy mimo ponownej roli rezerwowego zaliczył świetny występ przeciwko Realowi Murcia, Xavi na stałe zagościł w pierwszym składzie.

Sukcesy w Azulgranie pojawiły się wraz z przyjściem Ronaldinho, który mawiał do Maestro: „Będziemy się dobrze bawić, Xavito”. I tak było. Kilka tygodni później Xavi po raz pierwszy dostał owacje na stojąco w trakcie meczu, a cały stadion skandował jego imię. Był to mecz z Milanem w Lidze Mistrzów, po którym Laporta powiedział Xaviemu w szatni: „Eres un crack. Jesteś wielki”. Barcelona grała coraz lepiej, a sukcesy miały dopiero nadejść.

Prawdopodobnie przełomem w karierze Pelopo był mecz z Los Blancos w kwietniu 2004 roku. Być może było to spotkanie, którego skutki Real Madryt odczuwał później przez kilka lat. Królewscy byli pierwsi w tabeli i na pięć kolejek przed końcem sezonu nieuchronnie zmierzali po tytuł mistrza Hiszpanii. Na cztery minuty przed końcem meczu, mając za sobą dobre spotkanie Xavi, dostał świetną piłkę od Ronaldinho i bez przyjęcia, w ekwilibrystyczny sposób, przelobował Casillasa. Po tej porażce drużyna ze stolicy Hiszpanii przegrała kolejno z Deportivo, Mallorką, Murcią i Realem Sociedad, żegnając się nie tylko z tytułem mistrza kraju, ale spadając poza podium. Ta porażka zakończyła nazywanie Los Blancos mianem Galacticos.

Sezon 2005/06 to jeden z najlepszych sezonów Barcelony. Zdobyła ona mistrzostwo Hiszpanii i wygrała Ligę Mistrzów, jednak dla Xaviego był to w większości sezon stracony. Przemęczenie organizmu i kilkudniowa gorączka dały fatalny skutek. 1. grudnia, w czasie sesji treningowej, Xavi przyjął piłkę, zrobił zwód, zmienił kierunek biegu i prawie całe ciało zmieniło swoją pozycję. Prawie. Jedna noga została w miejscu. Xavi padł jak rażony piorunem. Diagnoza: zerwane więzadła krzyżowe i minimum pięć miesięcy rekonwalescencji. Mimo że wystąpił w czterech ostatnich meczach ligowych, choć tylko w jednym przypadku rozegrał całe spotkanie, finał Ligi Mistrzów oglądał z ławki rezerwowych.

Dwa ostatnie lata Rijkaarda to pasmo niepowodzeń Barcelony, za które oprócz Ronaldinho obwiniany był również Xavi. O ile zarzuty wobec Ronniego skupiały się na jego pozasportowych wyskokach i mniejszym przykładaniu się do treningów, tak Xaviego wprost obwiniano o porażki zespołu i grę wszerz boiska. Cóż z tego, że Maestro, jak określała go prasa, grał koncertowo w prawie każdym spotkaniu. Jego gra nie była tak widowiskowa jak R10. Ronaldinho strzelił dla Blaugrany dwie bramki przewrotką, wszyscy zachwycali się jego kunsztem, jednak nikt nie zwracał uwagi na to, że w obydwu przypadkach piłkę dogrywał mu Xavi. Piłkarz znów przeżywał ciężkie chwile. O tym czasie mówił poźniej: „Możesz mieć świetne nastawienie, ale jeśli nikt w ciebie nie wierzy[…] trzeba być bardzo upartym. Kiedy miałem poważną kontuzję kolana sam zwątpiłem czy uda mi się wrócić. […] Gdy część fanów mnie krytykowała miałem ciężkie chwile, ale wszystko to sprawiło, że stałem się jeszcze silniejszy. Pomogło mi to w zdobyciu obecnego uznania”. Przez cały sezon 2007/08 zarząd naciskał na wymianę Xaviego na Cesca Fábregasa. Creus jednak znów walczył z uporem o pozostanie w Klubie, mając przeciwko sobie, oprócz zarządu, także wielu culès.

Na szczęście zawsze mógł liczyć na wsparcie rodziców. Po latach przyznali oni, że oglądali prawie wszystkie mecze FC Barcelony, rozgrywane na Camp Nou z Xavim w składzie. Opuścili tylko jeden – w rundzie eliminacyjnej do Ligi Mistrzów z Wisłą Kraków. Nie mogli wtedy odmówić znajomym, którzy zaprosili ich na koncert Enrique Iglesiasa.

Era Guardioli

Przyjście Guardioli mogło wzbudzać niepokój u Xaviego. Przecież to Pep w niezamierzony sposób hamował w początkowych latach jego grę w pierwszej drużynie. Jednak to właśnie trener z Santpedor zrobił z niego i Iniesty najlepszych pomocników świata. Guardiola przebudował zespół, dokonał kilku modyfikacji w ustawieniu, a swoją grę oparł właśnie na Xavim. Jego umiejętność doskonałego podania, przytrzymania piłki i regulowania tempa gry przeszła już do legendy. W Barcelonie na Hernándeza koledzy z boiska wołali przeważnie Maki, co stanowi skrót od maquina, czyli maszyna. Tylko Dani Alves i Messi nazywali go na boisku mu po prostu Xavim.

                                 

                                  Xavi na Estadio Santiago Bernabéu po wielkim zwycięstwie 6:2

W końcówce pierwszego sezonu Guardioli doszło do jednego z największych zwycięstw Azulgrany nad Los Blancos. 2. maja 2009 roku, na Estadio Santiago Bernabéu, Blaugrana wygrała 6:2. Xavi rozegrał być może najlepsze spotkanie w swojej karierze. Perfekcyjna gra w środku pola oraz cztery asysty przesądziły o zwycięstwie Katalończyków. Asysta do Messiego, gdy robiąc kółeczko przed polem karnym związał trzech obrońców Realu, była jedną z najpiękniejszych akcji w historii El Clásico.

W taktyce Guardioli pomoc była pierwszym elementem defensywy i ofensywy. Czy Maestro został zrodzony do tiki-taki, czy tiki-taka została wymyślona dla niego? Teraz to mało istotne. Jego styl gry analitycy i on sam często określano mianem „gry na pół-kontaktu”, czyli podawanie w błyskawicznym i nieprzewidywalnym tempie. Była to bardzo szybka gra na małych przestrzeniach z ostatnim prostopadłym zagraniem do wychodzącego zawodnika. Pep oddał panowanie w środku pola Xaviemu, a ten, pozbawiony wielu zadań defensywnych, kreował grę całej drużyny. W pierwszym sezonie Guardioli, jako trenera, Maestro stał się rekordzistą ligi pod względem asyst w jednym sezonie, wyprzedzając Luisa Figo. Maki zanotował ich dwadzieścia.

                                

                                  Wygrana Ligi Mistrzów i tytuł najlepszego zawodnika finału 2009

Jego perfekcyjne podania znajdywały wielu wielbicieli. Andrés Montes, komentator radiowy i telewizyjny, przywołując film „Casablanca” nazwał go Humphreyem Bogartem z uwagi na słynne zdanie „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. Tak, Xavi potrafił zagrać to same idealne podanie jeszcze raz, i jeszcze raz… Tamte czasy stanowiły najpomyślniejszy okres gry Pelopo w Azulgranie. Był wtedy trzykrotnie wybierany do pierwszej trójki Złotej Piłki FIFA. Podczas odbierania swojej czwartej Złotej Piłki Leo Messi powiedział: „Chciałbym podzielić się tą nagrodą z moim przyjacielem Xavim. To już czwarty raz kiedy jestem tu z tobą. Ty także zasługujesz na tę nagrodę”. Grę Maestro trafnie podsumował również inny Argentyńczyk, Diego Maradona: „Xavi każdym meczem daje wykłady piłki nożnej”.

Creus wraz z drużyną wywalczył w erze Guardioli 14 pucharów, w tym trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Hiszpanii, zaś dwa razy triumfował w Lidze Mistrzów. Wreszcie doczekał się gry w finale najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek i był to jeden z najlepszych meczów jego życia. Po doskonałej grze i asyście na głowę Leo Messiego został wybrany zawodnikiem spotkania finałowego. Chyba dopiero wtedy poczuł się doceniony przez barcelonismo i spełniony jako piłkarz. W drugim finale, dwa lata później, również asystował, rozprowadzając świetnym podaniem Pedro.

Tito, Tata i Lucho

Xavi, mając już na karku ponad 30 lat, przez kolejnych trenerów poddawny był rotacjom. Z początku sytuacja ta wymusiła sprowadzenie Cesca Fàbregasa. O ile pozycja defensywnego pomocnika była zagwarantowana dla Busquetsa, to rywalizacja o środek pomiędzy Xavim a Fàbregasem, czasami nawet Iniestą, a później Rakiticiem, trwała w najlepsze. Po wspaniałym sezonie 2012/13, pod kierunkiem Villanovy i Roury, nadeszła najsłabsza kampanina w ostatnich latach, przynajmniej pod względem triumfów. Trenerem był Tata Martino. U wszystkich zawodników dało się zauważyć wypalenie, jednak wina spadała głównie na trzech z nich: Messiego, Xaviego i Alvesa. Maki znów słyszał głosy o statycznej grze i uprawianiu tiki-taki, jednak w dużo słabszym wykonaniu.

Mógł odejść, miał 34 lata i milionowe oferty z Kataru, Arabii Saudyjskiej i USA. On jednak znów się zawziął. Chciał opuścić Camp Nou w glorii zwycięzcy. Przedłużył swój kontrakt i walczył. Nie miał pewnego miejsca w składzie, a nowy trener - choć stary znajomy - poprosił go, by powściągnął pretensje, kiedy nie będzie powoływany. Mimo takiego postawienia sprawy przez Lucho, Xavi został. Nie robił scen, ciężko pracował. Tak jak wygrał rywalizację z Fàbregasem, tak w kończącym się sezonie był o poziom wyżej od Rakiticia i Iniesty, uzyskując największą liczbę asyst i kluczowych podań wśród pomocników. Doświadczony gracz pokazał spokój, opanowanie, ale i umiejętność przyspieszenia oraz gry wertykalnej. W obecnym sezonie pobił rekord występów dla Blaugrany, w barwach której występował ponad 750 razy. Wyśrubował rekord liczby asyst dla Barcelony we wszystkich rozgrywkach, uzyskując ich ponad 170. Będąc tuż za Messim, z wynikiem 110 ostatnich podań, został wiceliderem asystentów La Liga w całej jej historii.

Sukces reprezentacyjny

W trakcie mistrzostw świata do lat 20 w Nigerii, Hiszpania zdobyła złoty medal. Xavi był prawdziwą gwiazdą. Trener kadry, Iñaki Sáez, mówił o nim: „On wie o futbolu więcej niż ja”. Jego grą zachwycał się Franz Beckenbauer: „Dawno mnie widziałem czegoś takiego”. Xavi w głosowaniu zawodników na najlepszego gracza turnieju dostał większość głosów; oddali je na niego wszyscy trenerzt reprezentacji. Po wygranym finale Platini nieoficjalnie pogratulował mu tytułu MVP turnieju. Na gali nagrodę dostał jednak jedyny nominowany Afrykańczyk – Malijczyk, Seydou Keita. Trener Urugwaju powiedział wtedy Xaviemu: „To niesprawiedliwe. Dla polityki wiek nie ma znaczenia”. Wobec tego wydarzenia reprezentacja Hiszpanii zbojkotowała oficjalną kolację i udała się na pizzę do pobliskiego lokalu. W trakcie występów na igrzyskach olimpijskich, gdzie Hiszpania zdobyła srebrny medal ulegając Kamerunowi. Młodej drużynie, w czasie podróży autokarowej bez nadzoru sztabu trenerskiego, zebrało się wtedy na wygłupy. Naśladując aktorów z filmu „Goło i wesoło” rozebrali się do naga lub pół-naga i tak krążyli po Sydney.

W 2008 roku Maestro, pod wodzą José Luisa Aragonésa, zdobył wraz z drużyną złoty medal mistrzostw Europy, uzyskując nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju. W 2010 roku w RPA został mistrzem świata. W 2012 ponownie zdobył złoto, tym razem na mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie. Hiszpania pokonała w finale Włochy, a Xavi do swojego gigantycznego dorobku doliczył dwie asysty - do Alby i Torresa. W sumie, w seniorskiej reprezentacji uzbierał 133 występy i 12 bramek, a w juniorskiej 57 występów i 13 trafień. To Xavi kierował drużyną narodową, gdy ta odnosiła swoje największe sukcesy w historii. Vicente del Bosque, trener, który poprowadził Hiszpanię do wygranej na turniejach w 2010 i 2012 roku, wypowiedział się na temat gry, zasług i wpływu na drużynę swojego podopiecznego tak: „Xavi jest ważniejszy od selekcjonera”.

***

Zastanawiając się, co będzie z Barceloną i samym Xavim, gdy Maestro odwiesi buty na kołku, nasuwa się banalnie prosta odpowiedź. Blaugrana oczywiście przetrwa, ma potencjał i historię, której wielkości nigdy nie wyznaczała jedna - choćby nawet największa - postać. Właściwe pytanie nie powinno brzmieć CZY Xavi Hernández Creus będzie trenerem Azulgrany, tylko KIEDY nim będzie. On, człowiek prowadzący od najmłodszych lat zapiski z taktyką poszczególnych drużyn, oglądający ogromne ilości meczów, niezależnie od ligi i poziomu rozgrywek. Jego znajomi zdradzają, że wymieniłby bez trudu reprezentantów Japonii, nie mówiąc o zawodnikach wszystkich europejskich lig czy drużyn narodowych. Człowiek, który wyrósł w Katalonii, który przeszedł wszystkie szczeble młodzieżówek Blaugrany, który o Klubie wie wszystko. Ten, który sam szkolił się pod okiem takich trenerów jak Van Gaal, Rexach, Rijkaard, Guardiola, Enrique, Aragonés czy Del Bosque. Ma duszę i serce barcelońskie, a dodatkowo bordowo-granatowe DNA. Ciężką, pełną wyrzeczeń pracą na boisku zasłużył na powszechny szacunek i uznanie. Oczywiście minie kilka lat, z pewnością zacznie od pracy asystenta u boku któregoś z autorytetów trenerskich. Być może będzie prowadził drużynę rezerw. Tak czy inaczej, Xavi jeszcze nie zapisał swojej ostatnieego rozdziału w historii Barcelony. Tego jestem pewny.

Najlepsze spotkania Xaviego według paxa:

1. La Liga. 2. maja 2009: Real 2 – 6 Barcelona; Xavi – cztery asysty.

2. Finał Ligi Mistrzów. 27. maja 2009: Manchester United 0 – 2 Barcelona; najlepszy zawodnik finału Ligi Mistrzów, asysta do Messiego.

3. La Liga. 25. kwietnia 2004: Real 1 - 2 Barcelona; bramka Xaviego na cztery minuty przed końcem zakończyła istnienie Galacticos.

4. La Liga. 22. marca 2009: Barcelona 6 - 0 Málaga; bramka i trzy asysty w 24 minuty.

5. La Liga.10. Kwietnia 2010: Real 0 - 2 Barcelona; asysty Xaviego przy obu bramkach.

6. Copa del Rey. 4. stycznia 2012: Barcelona 4 - 0 Osasuna; cztery asysty Xaviego.

Dziękuję za pomoc przy korekcie Endlessowi i Don Lucasowi.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Podziękowania dla autora za ten arykuł, oprócz zgrabnego opisu kariery piłkarskiej przybliża osobowość Generała, za którą można go podziwiać chyba jeszcze bardziej. Naprawdę musiał mieć twardą skórę, że mimo wszystko został z Barcą. Po przeczytaniu tego żałuje, że nie widziałam więcej meczy Xaviego i w żadnego wychowanka nie zwątpie (a nawet jak zwątpie, będe siedzieć cicho;)).

Komentarz usunięty

Ja natomiast dziękuję za świetny artykuł i kapitalną robotę jaką wykonałeś przy jego napisaniu. Napiszę jeszcze raz: chapeau bas!!

Drugi artykuł Twojego autorstwa, na który się porwałem i drugi raz identyczne odczucia. Można powiedzieć, że skutecznie starasz się mnie zniechęcić do siebie. W zasadzie dziwić nie powinno, że odczucia mnie towarzyszące po lekturze Twojego tekstu są takie, a nie inne. Wszak to jeden tekst pisany ciurkiem, tylko rozerwany przez redakcyjne grono na dwie części. Zarzuty te same. Artykuł zatytułowałbym „Za dużo”. Za dużo w nim średnio istotnych faktów. Nie potrafiłeś dokonać selekcji rzeczy istotnych, od tych mniej, przez co artykuł jest – tak mi się wydaje – za długi i ciągnie się niemożebnie długo, bez jakiejkolwiek potrzeby. Długo nie znaczy dobrze. Brakuje ładnych (czyt. dobrych) przejść pomiędzy kolejnymi faktami. Własnych przemyśleń, spuentowań. Coś co by je (oczywiście te fakty) w fajny sposób klamrowało. Jeśli zamierzałeś ograniczyć się jedynie do wymienienia istotnych wydarzeń z życia Xaviego, należało je wyjustować w punktach. Byłoby to bardziej czytelne.
Poza tym, za dużo w tekście slangu, który jak dobrze zrozumiałem ma podnosić wartość merytoryczną tekstu. Chyba nie do końca się tak dzieje. Dla mnie bije z tego taki nieco infantylizm. Ale..., może się mylę, bo w końcu co ja tam wiem o zabijaniu? Dobrą zasadą jest pisać w taki sposób, aby osoba postronna czytająca tekst, a niezbyt zorientowana w temacie była w stanie przeczytać go ze zrozumieniem. Ja przyznam się bez wstydu - choć moja piłkarska miłość w kolorach blau – grana wkroczyła już w trzecią dekadę – miewałem czasami kłopoty, czy rzucając kolejne boiskowe ksywki wciąż mówisz o Xavim, czy to może jakiś nowy artysta wkradł się do Twojej opowieści?

Z ciekawostek o Xavim można dodać, że mimo, iż żywił szacunek do Realu Madryt, przyjaźniąc się z Casillasem, Raulem czy innymi zawodnikami, to właśnie Los Blancos byli jego głównymi "ofiarami". Czy to podświadome oddziaływanie dziadka Jaume czy wyjątkowa ambicja w meczach z Królewskimi - nie wiem.. Przeciwko Realowi Xavi zaliczył 5 bramek i 10 asyst.

Brakuje mi w artykule informacji o istotnym wpływie śp Luisa Aragonesa na Xaviego, co pozwoliło mu lepiej uwierzyć w swoje możliwości.

A jutro ostatni mecz i oby ostatnie, najważniejsze trofeum, Generale!



To się nazywa miłość do klubu! Brawo Xavi za tą długą walkę, i za to że osiągnąłeś to czego chciałeś!. Mama Generała też spisała się świetnie gdy oznajmiła że zostaje w FCB. Niesamowity człowiek który zapisał się w historii klubu. Oby tylko mógł jeszcze podnieść jutro puchar LM!

Kocham Xaviego

Ładne pożegnanie Generała.

"Tak czy inaczej, Xavi jeszcze nie zapisał swojej ostatnieego rozdziału w historii Barcelony. Tego jestem pewny."
Także jestem tego pewien i mam przeczucie że pójdzie w ślady Guardioli oraz Enrique zdobywając z Barcą mistrzostwo, puchar i LM, który to jutro może zdobyć jako piłkarz.

Gracias Xavi !!! :D
Świetny tekst, miło się czytało.
I pomyśleć że za te kilka lat będzie trzeba czytać podobny tekst tylko może 2x dłuższy o Messim ; (

Generał bez wątpienia jest żywą legendą posiadającą bordowo-granatowe serducho! Fajny artykuł dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Fajne słowa od Ciebie Pax i Twoja refleksja. Czekam kiedy machniesz taki tekscior o moim idolu Carlesie :-P. Pozdrawiam !

Gratuluje artykułu . Miło się go czyta :)

Pax dzięki serdeczne za kolejny odcinek wspaniałej lektury.

Chciałoby się, żeby powstała część trzecia (i czwarta, i piąta...).

Przy 6 skrócie jest błąd.Xavi w tym meczu miał 3 asysty,anie tak jak napisałeś 4.

Mam nadzieję, że tekst przypadł do gustu. Miłego czytania i wielkiego kibicowania Azulgranie, jutro finał i miejmy nadzieję (graniczącą z pewnością) że: Xavi Hernandez Creus (Pelopo, Maki, Xavito, Generał, Maestro) wzniesie swój ostatni puchar w roli zawodnika i natchnie go do wielu podobnych tryumfów jako trenera Blaugrany w przyszłości.

Jeszcze raz podziękowania Endlessowi i Don Lucasowi i oczywiście redakcji za puszczenie tekstu i swoją korektę. dzięki.

Wielkie propsy dla paxa!
Strona klubu jest najlepsza w Polsce!
Redakcja jest ze światowego topu!
Do tego dochodzą użytkownicy m.in pax którzy mają dużą wiedzę na temat klubu i chcą się nią podzielić . Jeszcze raz wielki propsy !

Świetny artykuł.

Mecz z Realem na Bernabeu to była uczta dla oka. To co tam wyprawiał Xavi przechodziło ludzkie pojęcie.

oj kurwa dajcie spokój juz z tym xavim ;p

Good job!

najlepszy, który został legendą. najlepszy który o to nie walczył a i tak nim został ;)

W "Najlepszych spotkaniach" jest błąd w nr 3. Powinno być 2004 a nie 2014 :v

W "Najlepsze spotkania Xaviego według paxa:" w spotkaniu nr 3 powinno być 25 kwietnia 2004, a nie 2014. Dobry artykuł.

Xavi piłkarz, który nigdy nie chciał być najważniejszy, ale w najważniejszych meczach to on błyszczał najjaśniej.

No kolejny genialny artykuł paxa! ;)

Co zrobią piłkarze Juve po wygraniu LM?
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Wyłączą Fife :D

w mocnym skrócie:
najlepszy gracz środka pola w histori :)

Xavi to żywa legenda, wspaniały piłkarz i dobry człowiek.