Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Busquets, reaktywacja

 10 lipca 2015, 12:00

 Challenger

Źródło: własne

 54 komentarze

Od czasu do czasu przez fan-społeczność FC Barcelony przejdzie prąd sentymentu. Za Puyim, za Abim, Eto'o. Fizyczną dominacją Ibry, asystami Fabsa, Villą sprzed kontuzji. Xavim, od zaraz. Za takimi graczami jak Sylvinho lub Keita nie tęskni nikt. Do czasu.

Finał z Juventusem w wykonaniu Sergio Busquetsa przebiegł doskonale. Busi był niewidoczny.

Nie mógł pchać się w kamerę. Był zajęty. Swoją robotą. Taką, której nikt nie zrobi za niego: szczelnie krył środek pola, pozbawiał piłki operujących tam rywali, utrudniał im rozegranie. Wraz z Rakiticiem zniszczył mecz Pirlo, zredukował do minimum wkład ofensywny Pogby i Vidala. Miał 4 bezpośrednie odbiory na przeciwniku, do których dodał 2 przechwyty. Przy stałych fragmentach gry jego udział był standardowo mizerny (tylko jedna wygrana główka), za to świetnie się zastawiał. Gdy tylko potrzebował tego zespół, zachowywał piłkę aby precyzyjnym zagraniem nadać akcji drugie tempo.

Przetrzymanie piłki i oddanie jej w odpowiednim momencie autorom zagrań przyspieszających akcje (bocznym obrońcom, Rakiticiowi, Messiemu, Inieście) stało się w tym sezonie znakiem rozpoznawczym Busiego w doskonale kontrującej rywali Barcelonie.

Busquets nie jest typem defensora-dominatora jakim jeszcze w Barçy bywał Yaya Touré (np. w tej akcji). Wychowanek nie wyróżnia się otwartymi szarżami todocampisty (hiszp. pomocnik całego boiska), odważnymi strzałami z 40 metrów, asystuje z rzadka. To typ gracza, który po udanym meczu nie zapada w pamięć kibicom, ten zespół takiego nie potrzebuje. Potrzebuje kogoś innego.

Defensora, który poza czujnym patrolowaniem strefy środkowej otrzymawszy piłkę pod nogę sprawnie rozprowadzi akcję z defensywy do ataku, wesprze rozegranie z inwencją i precyzją zagrań godną wychowanka La Masíi. W tym meczu wychodziło mu to doskonale. Precyzja 66 podań na poziomie 94% była drugą najlepszą wartością na boisku (przy czym Lichtsteiner miał ich równo 3-krotnie mniej). Zachował pełną celność przerzutów (1/1) i długich piłek (2/2) obok różnorodnego wsparcia ofensywy: prostopadle, na "półboki" (świadomie wybierał trudne zagrania kątowe lub wciskające się między gęsto ustawionych w strefie środka rywali aby nadać akcjom szybsze tempo, ergo: ułatwić ataki kolegom), z "pierwszej" na małej przestrzeni. Delicje? Też były: kółeczko (3. minuta), minięcie ze zwodem (11', ofiarą Vidal) czy podanie bez patrzenia (28' do Iniesty). O tym jak komfortowo czuł się Busi w meczu świadczy jeszcze jedna statystyka: 0 fauli. Dla defensywnego pomocnika, który w bronieniu i okoazjonalnym rozgrywaniu spisywał się tak bezbłędnie jak w tym meczu Sergio B. - to dokonanie wyjątkowe. Wyróżnienie przy najwyższej nocie z najtrudniejszego egzaminu współczesnej piłki, finału Pucharu Europy.

Przy recenzji brukowanej tyloma pochlebstwami ktoś inny postawiłby kropkę, dla mnie stanowi ona punkt wyjścia do innego wątku. Tak udany występ z Juventusem pomaga wreszcie wskazać co było nie tak w grze Busquetsa od dłuższego czasu. To samotność. Samotność po Keicie. Osłabiająca formę indywidualną wychowanka FCB, od ostatniego sezonu Pepa miesiąc po miesiącu silniej odkładała się w wynikach zespołu.

Malijczyka nie ma. Zajęło ponad dwa sezony nim Busi zyskał nowego, efektywnego sojusznika.

Keita odszedł z klubu latem 2012*. Słabe wyczucie czasu, metryczki Iniesty i Xaviego osiągnęły właśnie 28 i 32 lata. Bliskie krycie w strefie środkowej boiska to ważny czynnik przewagi (lub słabości) w opartym na pressingu systemie obrony Pepa i Vilanovy. Z upływem lat krzepa już nie ta sama. Różnicę u obu barcelońskich magików w tym elemencie gry widać najlepiej przy porównaniu meczów z pierwszego i ostatniego sezonu Pepa.

Poza dodaniem roboty dojrzewającym Xaviemu i Inieście, brak takiego ogniwa jak Keita uwypuklił słabość kolejnych. Podczas sezonu 12/13 rywale Barçy skwapliwie wykorzystywali obniżone wzrostem Jordiego Alby boki obrony. Brak klasowego stopera w zapasie wielokrotnie mścił się wiosną 2013 (np. Real 26 II i 2 III; Bayern). Jeszcze częściej w następnym sezonie, że przypomnę tylko sprint Bale'a przez Bartrę.

Pozbawiona Keity Barça (choćby z ławki, co Guardiola stosował często w obliczu kłopotów w trakcie meczu lub fizycznie grających rywali) na dystansie sezonu Vilanovy i Roury systematycznie traciła kontrolę na przedpolu własnej bramki. Rozedrgało to grą bloku obronnego. Tej Barcelonie było łatwiej strzelić bramkę niż ekipie z lat 2008-2012. Miały to potwierdzić statystyki nadchodzących miesięcy i rezultaty kluczowych meczów w LM i Lidze.

Gwałtowne spotkanie się wszystkich wymienionych wątków miało moim zdaniem współdecydujący wpływ na rozczarowującą posuchę w gablocie Barçy w sezonach 2012/2013 i 2013/2014. Potencjał tej ekipy był większy niż Mistrzostwo i Supercopa, ale futbol to nie matematyka.

Pozbawiony wsparcia jakie wcześniej dawał Malijczyk i bez odpowiednich wzmocnień w składzie, słabł i Busquets. Wystawiony na ostrzał rywali i obserwatorów, gubił formę i gubił się. Ogrywano go łatwiej 1 na 1. Nie dawał pewności drużynie. Z czasem coraz mocniej przekładało się to na wyniki – nawet jeśli przyczyny umknęły nam z pola widzenia pod wpływem tuzina innych problemów sportowych i instytucjonalnych lat 2012-2014.

Sytuacji nie ratowały półśrodki ani decyzje obu następców Pepa – rotacje na tej pozycji stosowali z rzadka, a w decydujących meczach nigdy. W formie czy bez, grał Busquets. Zawodnik się męczył, drużyna dryfowała w otchłań defensywnej bezradności. Próby ustawienia środka pola w konfiguracji z dwoma DP (Martino próbował w tej roli Masche) prowadzone były rzadko i bez przekonania. Busquets marniał, w sezonie „Taty” był już głośno krytykowany jako jeden z symboli czasów, które minęły. Na forach i w edytorialach ostrożnie kwestionowano jego przyszłość w klubie.

Sprowadzony za Keitę Song nigdy nie otrzymał pozycji w zespole ani zaufania trenera jakimi cieszył się były gracz Sevilli. Mając za sobą najlepszy pod względem jakości i osiągnięć ofensywnych sezon w Arsenalu, został tu sprowadzony do zaszczytnej roli zapchajdziury. Podczas 2 lat na CN rozegrał 97 z 900 minut w fazie pucharowej LM i 122 z 1 350 w meczach z Realem i Atléti we wszystkich rozgrywkach. Poza jednym, Keita wystąpił we wszystkich finałach Pepa. Song zaliczył tylko półoficjalny Pucharu Katalonii, gdzie zresztą zanotował najlepszą akcję w barcelońskiej karierze. Poważniejszych szans mu nie dawano, co najlepiej podsumowuje karierę w Hiszpanii sprowadzonego za 19 milionów Kameruńczyka.

Ma swoją politykę Real, ma i Barcelona. Na natarczywie rozważane tu przeze mnie swego czasu ustawienie z doble pivote nie było wystarczającego przyzwolenia - czy to od będącego w tamtym okresie pod gradobiciem trudnych pytań Zarządu, czy też w głowach dwóch ambitnych trenerów chcących kontynuować dzieło Pepa.

Na przykładach Seydou i Songa widać, ile znaczy pozycja trenera! Pep dostał Keitę i swobodę we wprowadzeniu go do systemu gry. Vilanova z Martino jednego nie mieli, a drugiego nie dostali. Obowiązywało ustawienie 4-3-3 z jednym pomocnikiem defensywnym (Busquets), dwoma ofensywnymi (Xavi, Iniesta).

Swoją cegiełkę do zachowania gnijącej miesiącami stagnacji w barcelońskiej taktyce środka pola miały także histeryczne katalońskie media. W prognostyce sięgającej najdalej jutrzejszego wydania, reagowały paniczną krytyką na każdy eksperyment trenera wyglądający na zamach na święty w Katalonii „styl" ofensywnego 4-3-3… Podjęte przez Tito i Tatę próby funkcjonowały źle, to oczywiste! W FC Barcelonie dostosowanie się gracza do nowej pozycji trwa dłużej niż 2 mecze. Mediom nie starczyło wyobraźni by dać takim pomysłom więcej czasu. Władzom i trenerom zabrakło odwagi ciągnąć je dalej. W efekcie, obiecujące, choć oczywiście wymagające udoskonalenia, przepisy na ochronę zespołu w kluczowych meczach sezonu - wstydliwie schowano gdzieś do szafy. Nieużywane zarosły mchem i pajęczynami. Niestosowane - wystawiły Busiego i zespół na kanonadę klasowych rywali i gorzkie klęski.

Chory system utrzymywano dwa długie lata. Grę Barçy przejrzano na wylot. Innych rozwiązań nie było. Songa przyklejono do ławki. Busi osiągnął wiosną 2014 formę tak mi(z)erną, że kwalifikuje się do usunięcia z internetu.

Latem zeszłego roku nikt nie spodziewał się, że zmienią coś transfery. Barça nie zakupiła żadnego def. pomocnika. Jakby celowo dano wykazać się trenerowi.

Ten sam efekt - wzmocnienie przewagi Barçy w środku pola przez dopełnienie charakterystyki Busquetsa walecznym sercem i wytrzymałymi nogami - który PepTeamowi dawał Keita, Lucho osiągnął fortelem. Wprowadził do składu drugiego defensywnego pomocnika… w przebraniu. Pomocnika ofensywnego.

I o fortel chodziło. Z zabobonami publiczności bądź "łatkami" nadanymi przez media na zapas - rzadko można inaczej. Od pewnego momentu stało się dla mnie jasne, że żadne bivote jest tu niemożliwe! Nie w tym momencie, nie w przytoczonych wcześniej okolicznościach, no i nie w postaci dwóch graczy mających opinię, wizerunek pomocników defensywnych. Nie z trenerami bez marki jaką na ławce wyrobił sobie Pep.

Być może z czasem okazjonalne rozwiązanie z dwoma graczami defensywnymi w środku pola lepiej akceptowałyby stadion i prasa, gdyby nie zarzucono go wstydliwie po paru próbach. Władze i sztab szkoleniowy wolały nie podejmować ryzyka. Inna sprawa to tło gotowości do zmian. Za kadencji Vilanovy i Martino kibice i media nazbyt świeżo pamiętali oszałamiającą dominację PepTeamu aby odebranie jedenastce jednego gracza ofensywnego przyjąć z większym zrozumieniem. Porażki lat 2012-2014 stworzyły w całym barcelonismo klimat dużo większej przychylności wszelkim zmianom taktycznym niż jeszcze 2 lata temu.

Jestem przekonany, że Luisowi Enrique byłoby nieporównywalnie trudniej przyzwyczaić ludzi do Barçy tak regularnie korzystającą z kontrataku, długiej górnej piłki nad głowami pomocników i innych rozwiązań taktycznych, z których ekipa Pepa korzystała rzadko albo wcale.

W odrodzeniu się Busquetsa na przestrzeni tego sezonu nie widzę przypadku, a regułę. Barça osiąga lepsze wyniki, gdy w obowiązkach defensywnych nie zostawia się go zupełnie samego w strefie środkowej boiska. W powietrzu gra ośmieszająco jak na swój wzrost. Prędzej wyląduje nosem w trawie niż wygra główkę w środku pola. Ostatni strzał oddał w późnym średniowieczu. Stanowi widoczny przy stałych fragmentach gry obraz tezy, że "biali nie potrafią skakać", w pojedynkach fizycznych zagrożeniem jest umiarkowanym. Świetnie się ustawia i imponująco wyłuskuje piłki zaskoczonym rywalom spod nóg (znów odsyłam do finału z Juve), jest zwrotny, nie jest szybki. Z tych względów potrzebuje drugiego destruktora. Kiedyś był nim Keita, teraz znalazł go Busi w dzielącym swe obowiązki na ofensywę i defensywę z precyzją najdroższych procesorów szybkobiegającym Chorwacie.

Runda wiosenna przyniosła wyraźną poprawę defensywy kolektywnej zespołu i skuteczności indywidualnej Busquetsa. Z zespołu broniącego panicznie (runda jesienna z meczami przeciw RM i PSG na czele), Barça Lucho stała się ekipą skutecznie zabezpieczającą przedpole własnej bramki na całej szerokości boiska. Kluczowe w osiągnięciu tej przemiany i osiągnięciu niemal doskonałego balansu gry między morderczą ofensywą, a uszczelnieniem obrony wydają mi się dwa czynniki. Jakość gry defensywnej drużyny – skuteczność bloku obronnego, automatyzm w chronieniu newralgicznych przestrzeni (np. prawego boku defensywy przy stratach Alvesa), budowanie dominacji w środku pola – wzrosła gdy pod wpływem piłkarzy Lucho przestał na początku roku rotować co mecz i Ivan Rakitić stał się żelaznym członkiem wyjściowego składu. Drugą konsekwencją postawienia na Chorwata stał się tyleż wysoki, co stabilny poziom gry Busquetsa. Jego forma rosła wiosną z miesiąca na miesiąc. W meczu z Juve był doskonały.

Przywrócenie Barcelonie skutecznego Busquetsa uważam za kolejne z tak laudowanych dziś osiągnięć Luisa Enrique. Może pośrednie, może nie do końca zamierzone, osiągnięte jakby przy okazji ogólnej metamorfozy drużyny, ale równie co pozostałe znaczące dla płynności gry, wydajności w obronie i wpływu na wynik. A to główne czynniki sukcesu tego sezonu.

Lucho chciał do pomocy Rakiticia, nikogo innego. U boku byłego gracza Sevilli gwiazda Sergio znów świeci pełnym blaskiem.

Zero fauli w finale LM? Nie musiał. Nie było okazji... Kolejny raz w tym sezonie był znakomity we wszystkich aspektach swojej gry. Koncentracja, pewność gry, wydajność - wszystko na najwyższym poziomie. Polecam każdemu z Was obejrzenie tego meczu jeszcze raz - patrząc tylko na Busiego.

Barça Enrique umie atakować pięknie, z rozmachem. Co moim zdaniem ważniejsze dla końcowego bilansu trofeów, nauczyła się też bronić najlepiej od lat. W Rakiticiu nowy trener Barçy nie zyskał następcy Xaviego, ale odnalazł doskonałego partnera Busquetsowi. Czy o to chodziło? Nie mogę tego wiedzieć. Liczy się korzyść zespołu i uzyskany przez trenera znakomity balans między siłą ofensywną i zapewnieniem jednocześnie odpowiednich zasobów obronnych.

Każdy kto w tryplecie 2015 widzi tylko gole MNS nie zna się na piłce.

 

* W stylu Barçy, czyli za darmo. Miał jeszcze 2 lata kontraktu.

Udostępnij:

Komentarze (54)

Gorące tematy