Następny mecz:  Barcelona  -  Sociedad     ·  Dziś o 20:45  ·  38. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Barça gotowa na kolejne puchary

 10 sierpnia 2015, 23:32

 Challenger

Źródło: własne

 36 komentarzy

Co wiemy po środowym meczu przedsezonowym Barçy z Romą? Uważam, że relatywnie dużo. Chodzi nie tylko o to, że poprzedzał pierwszy mecz w sezonie i od razu o trofeum. Pod względem jakości gry, taktyki i emocji była to obiecująca zapowiedź tego, co szykuje Barça na drugi sezon z Enrique.

Zacznę od tego, że Roma była idealnym rywalem na ostatni test presezonu! Klub ze Stadio Olimpico odzyskuje blask. Ekipa z ciekawym składem, uznanym menedżerem i pomysłem na grę. Przy 6-0 z León, 8-0 z Santosem, klubie formatu Sampdorii (Gamper 2012; zresztą przegrany), Nicei (przykład z zeszłorocznego sparingu) lub Vålerengi (jak Real wczoraj), prognozy na sezon są niepoważne. Roma to inny poziom. Odpowiedni w obliczu Bilbao i Sevilli. Wybór takiego rywala na Puchar Gampera, wicemistrza Włoch – aktywuje przepływ spostrzeżeń i nadaje mu podstawowy sens.

Przechodząc do konkretów, zaznaczam, że tekst dłuższy niż zwykle. Ukrzyżować za to można w komentarzach.

Pierwsze co dowiedzieliśmy się z Pucharu Gampera 2015 to, że Dani Alves naprawdę ma "6-kę". Czyli to nie był żarcik. Przejaw rozmiarów ego Brazylijczyka, myślę. Ekstrawagancja na miarę jego barwnych stylówek; rodzaj ironicznej "zagrywki" w stronę prasy, internetów, władz klubu. W czerwcu mało nie odszedł, ale jak został – to przejął numer legendy Camp Nou. Trochę jak wybór nazwiska artysty-ikony na tytuł swojego kawałka.

Pozwalam sobie mówić o tym z dystansem, ale taki ruch ma też serio wpływ na futbol i zespół. Oddaje motywację gracza. Skoro Alves potrzebował tego do szczęścia i nie było innych "odważnych" (bezczelnych?) na nr 6, to OK. Yelawolf uniósł "Johnny'ego Casha" klimatem, przekazem i kompozycją. "Ciężar" koszulki Xaviego może służyć komuś takiemu jak Dani, mobilizować. To konieczne zespołowi, bo sądzę, że był to ostatni sezon Brazylijczyka na takim poziomie. Na pewno musi częściej odpoczywać. W maju skończy 33 lata. Rozegrał 135 meczów w ostatnich 3 sezonach, ponad 3 700 minut w każdym. To 41 pełnych gier. Ostatni uraz miał pod koniec 2012 roku. Przy tak wyczerpującym stylu gry, organizm będzie go teraz zawodzić częściej. Zdobycie przedłużenia kontraktu grozi zaś odprężeniem psychicznym. Cienka wersja Alvesa też istnieje, znamy ją z lat 2012-2014. Dobrze, że Dani został i cieszy, jak zapowiada swoje podejście do sezonu. Jeszcze lepiej, że jest Vidal.

Po meczu z "Wilkami" można z pełnym przekonaniem stwierdzić, kto będzie bronić w Superpucharach. Marc-André ter Stegen jest w rytmie meczowym od 3 tygodni. Z Romą spisał się bez zarzutu. Koncentracja, zagrywanie nogami, współpraca z obrońcami – wszystko na dobrym poziomie. Minuty spędzone w sparingach nadały jego grze pewność i spokój. Barça potrzebuje tych cech. Zwłaszcza w Gruzji nie będzie czasu na wpadki.

Chilijczyk dołączył do zespołu ostatni. Nie jest ograny. Potrzebuje minut. Mimo to, z Romą otrzymał ich dwukrotnie mniej niż Niemiec. Luis Enrique tą decyzją wskazał, który wystąpi w najbliższym pojedynku o Superpuchar Europy. Ogrywa Bravo oszczędnie, bo nie potrzebuje go od razu.

Pech Claudio, że Copa América wypadła w tym roku. Ambitny młodziak może mu zabrać ligę. Jednak trener powinien kierować się interesem drużyny. Takim jest zagranie MAtS-em w Tbilisi i Bilbao. Reszta jest otwarta. Ze względów taktycznych i dla utrzymania przewagi konkurencyjnej Barçy w poszczególnych rozgrywkach - o czym przy innej okazji - uważam, że Enrique powinien zachować ligę dla bardziej doświadczonego Chilijczyka, a w LM i CdR dalej stawiać na wychowanka 'Gladbach.

Innym wymownym sygnałem było wręczenie 90 minut Marcowi Bartrze. Młody stoper - zaskakująco dla mnie niedoceniany przez większość culés - wykorzystał szansę. Dobrze się ustawiał, zagrał na skupieniu i skuteczności w pojedynkach 1 na 1. Gra w powietrzu, jakość wyprowadzania piłki i 2-3 wizyty z nią na połowie rywala z korzyścią dla kolegów to standardowe wartości dodane Katalończyka. W najgroźniejszej akcji Włochów całego meczu czujnie wyczekał szarżującego w szesnastkę Gervinho i zablokował jego strzał. Pewność ruchów, mądrość przy tej i innych interwencjach bardzo mi się podobały.

Z Sevillą i tak zagrają Piqué, Mascherano i Busi, ale dobrze, że Lucho pamięta o Bartrze, ma pomysły na wplecenie go w jedenastkę i doskonali je przy takich okazjach. Po to są. Przeciw Włochom widzieliśmy Marca w parach z Vermaelenem oraz Piqué, z Masche jako defensywnym pomocnikiem i potem Busquetsem. Pod tymi względami było to wartościowe 90 minut dla obrońcy, który zasługuje na więcej zaufania i wciąż może być przyszłością klubu na swojej pozycji. Roma mogła "poniepokoić" pole karne Barçy częściej, ale czy to jego wina? Zostawił odpowiednie wrażenie na tle silnego indywidualnie rywala, aby regularnie dostawać szanse jesienią.

"Verma" też się spisał. To stoper twardy, skoczny, takiego potrzebuje Barca. Tak jak z Depor, w trakcie gry pilnie konsultował się z Lucho. Belg dobrze rozumie, że wymagania są tu od niego inne niż w Arsenalu. Skupił się z Romą na defensywie, wyprowadzenie zostawiwszy Bartrze, Mascherano i Piqué. Ciekaw jestem jak się sprawdzi na dystansie sezonu - że będzie potrzebny, to pewne. W nowej kampanii meczów jest więcej i gęściej (z powodu Euro i CA Centenario). Finał Ligi Mistrzów odbędzie się ponad tydzień wcześniej. Po drodze wyjazd na Mundialito. W kampanii 14/15 środek obrony Barçy omijały kontuzje, Lucho mógł wybierać do woli. Takie luksusy nie trwają wiecznie. Oby nie padło znów na Belga. Po tym co pokazał z rzymianami, zdrowie powinno być jedynym związanym z nim zmartwieniem culés.

Były obrońca Arsenalu może też zyskać czas gry na częstszych występach Mathieu na lewej flance. Przeczytałem w jakimś nagłówku, nie pamiętam gdzie, że mecze presezonu nie niosły żadnych nowinek taktycznych. To ciekawe, bo Mathieu z Albą trochę różnią się wzrostem.

Wystawienie na tej pozycji to jedno, wyjściowy skład – to drugie. Widzę tu wyraźny sygnał Lucho, że jeszcze zobaczymy to rozwiązanie w sezonie. To świetna wiadomość. Bez nowych pomysłów, zaskakiwania rywali, ciągłego rozwoju taktycznego, panoszy się stagnacja, a stagnacja to końcówka kadencji Pepa. Katastrofa z Bayernem za Vilanovy. Wiosenna indolencja ekipy Martino.

Odkąd zaczął się mecz, trudno było mi śledzić występ Francuza bez szerokiego uśmiechu na gębie. Barça nie ma silnego bocznego obrońcy odkąd wykryto raka u Érica Abidala. Alba jest waleczny i wnosi swoje do ataku, ale, cóż, pewnych rzeczy - dosłownie - nie przeskoczy. Użyteczność Mathieu przy stałych fragmentach gry daje Barcelonie moc w powietrzu, jakiej formacja z duetem Alves i Alba dać nigdy nie da. Z tercetem Piqué-Bartra-Mathieu we własnym polu karnym, nikt nie jest Barçy straszny w obszarze, który latami był jej największą wadą. No, może poza Peterem Crouchem, ale Stoke na szczęście nie gra w LM.

W przeciwieństwie do pamiętnego meczu z Realem, Mathieu podobał mi się też w bronieniu z gry. Ile znaczy wprawa zdobyta minutami gry i przepracowaniem pełnego presezonu. Jasne, grał jako LO w Valencii, ale Barça to co innego. Z Romą dobrze się ustawiał, udanie pozbawiał piłki rywali i umiejętnie utrzymywał ją dla zespołu. Kompletnie zagrodził Włochom swój korytarz. Od jakiejś 15.-20. minuty rywal praktycznie przestał atakować jego stroną boiska! W wypadach na atakowaną połowę też przypomniał mi swojego rodaka. Na wycieczki wybierał się rzadko, ale konkretnie. Dobrze wspierał kolegów w innych sytuacjach, no i ta akcja na 1:0. Tyleż inteligentne co dynamiczne wyjście do piłki od Leo wykreowało czystą sytuację Neymara. Dogranie do Brazylijczyka – cudo. Jeśli po takim występie „Palacza” ktoś jeszcze raz nazwie go „drewnem” w komentarzach, moi redakcyjni koledzy powinni sadzić bany :)

Uraz Alby (do zejścia spisywał się słabo) otwiera moim zdaniem kolejne okazje do sprawdzenia w boju najnowszego taktycznego wynalazku Luisa Enrique. Stanowiłoby to powrót do idei „mały i duży” na bokach obrony, którą z sukcesami stosował Pep z Alvesem i Abidalem. Na występy Mathieu w superpucharach na pewno zwrócę baczną uwagę.

Jeśli widzicie przebijający tu optymizm wobec ustawienia z Mathieu na lewej obronie, wynika on nie tylko z opinii, że Francuz świetnie sprawdził się z Romą, ale i spostrzeżenia, jak był ustawiony w tym meczu Dani Alves. Wydaje mi się, że znacząco wyżej niż ogólnie rzecz biorąc w zeszłym sezonie. Nie znalazłem infografiki pokazującej obszar gry Brazylijczyka z Romą, ale mógł być do 10 metrów wyższy w porównaniu z jego uśrednioną pozycją za zeszły sezon. (Jeśli ktoś znajdzie, dzielcie się linkiem.)

To Jérémy na lewej stronie pozwala grać wyżej Alvesem. Mający odpowiednie warunki fizyczne Francuz z dużym doświadczeniem w grze na środku, momentami pełnił w tym ustawieniu rolę lewego półstopera.

Manewr z Alvesem pod linią środkową przypomina zaskoczenie PSG z Pedro (3:1) w grudniu, ale jest lepszy. „Przybliża” Alvesa do Messiego, a nikogo nie trzeba przekonywać jak współpraca między nimi służy zespołowi. Wykorzystanie Alvesa w ten sposób przyczynia się też do oszczędzania przez niego sił w trakcie meczu (skoro jest przynajmniej częściowo zwolniony z głębokich powrotów pod swoje pole karne co akcję), które można zaangażować w ofensywę. Mogąc grać wyżej, Alves może przypominać poprzedniego właściciela tej koszulki bardziej niż się nam dziś wydaje.

Oczywiście, taki zabieg wymaga zrównoważenia wysokiego ustawienia Daniego delikatnym, acz istotnym taktycznie, przesunięciem w prawo całej formacji obronnej. Poza modyfikacją roli Mathieu, wykorzystuje to mocniej niż dotychczas jedną z ról Rakiticia w systemie Lucho polegającą na ubezpieczaniu strefy Alvesa.

Niezależnie od interpretacji, z Romą zafunkcjonowało to dobrze. Być może z powodu letniej formy rywala, jego niechęci do nękania ter Stegena częściej, wystawienia po drugiej stronie wysokiego i silnego Mathieu, a może przypadku. Na pewno wymaga usprawniania i kolejnych testów, ale to obiecująca koncepcja w kontekście wyzwań nadchodzącego sezonu.

Wszystko to wskazuje też w jakimś sensie na flirt Lucho z ustawieniem z trójką stoperów z tyłu. W przeciwieństwie do podejmowania takich prób przez jego poprzedników (zwłaszcza Guardiolę) to Lucho nie zapomina, że skoro pozbawiasz kluczową dla wyniku formację jednego człowieka, to przynajmniej zadbaj aby wszyscy pozostali mieli wzrost i łokcie. Muszą, bo taki jest dziś futbol. Do tego system Barçy wymaga od całej trójki nadzwyczajnej jak na wysokiego obrońcę gry nogami. Bartra, Piqué i Mathieu spełniają wszystkie te warunki.

Mathieu idealnie nadaje się na lewego stopera w linii z 3 z tyłu. Swoją uniwersalność udowodnił występami w Valencii jako środkowy i boczny obrońca. Uznaniem jakie zdobył na Camp Nou w rok, pokazał, że zasługuje na kolejne wyzwania. Bartra też grywał w Barçy jako boczny, po prawej stronie. Piqué wreszcie odbudował formę i reputację po okresie bycia piłkarzem na pół etatu i osobą publiczną na pełen. Taki tercet defensorów ma sens, w przeciwieństwie do tego, który tworzył Pep.

Wystawienie Javiera Mascherano na pozycji defensywnego pomocnika w kolejnym meczu presezonu też oddaje w moim odczuciu zapowiedź zmian. Lucho w przeciwieństwie do obu swoich poprzedników nie próbował alternatyw na tej pozycji. W przekroju całego sezonu obowiązywało ustawienie z Busquetsem. Inne warianty były stosowane w starciach ze słabszymi rywalami i nie uwzględniały osoby „Jefecito”. Jeśli się to zmieni, to z korzyścią dla zespołu.

Poza Katalonią futbol od lat robi się bardziej siłowy. Mascherano jest za niskim stoperem jak na wyzwania Barçy i zasoby kadrowe głównych rywali do tytułów w kraju oraz Europie. Jest skoczny, ale nie w każdej akcji zbilansuje tym fakt, że nie ma nawet 175 cm w pionie. Wyczekiwane od lat bogactwo na pozycji środkowego obrońcy zachęca do częstszego korzystania z usług Argentyńczyka w pomocy. Stanowiłoby też taktyczne wzmocnienie „efektu Lucho” w systemie gry Barçy – fenomenalne przerzuty byłego kapitana LFC mogą być jeszcze groźniejsze dla rywali, gdy kierowane ze środka pola niż głęboko z własnej połowy.

Busi w zeszłym sezonie wystąpił w 47 spotkaniach przez 3 588 minut. Musi odpoczywać częściej. Przewlekle kontuzjowany nie przyda się klubowi. Masche jest dziś jego jedynym rozsądnym zastępcą.

Neymar był znakomity. Jednym występem sprawił, że wszyscy kretyni wieszczący po Copa América, że Ney zostanie zaraz Justinem Bieberem futbolu, wyjęli z szafy jego koszulki i popłakali się na wieść, że Brazylijczyka zabraknie na mecze z Sevillą i Bilbao. Pozytywnie zaskoczył Rafinha, dla którego będzie to sezon próby. Albo stanie się po nim pierwszym kandydatem do zastąpienia Iniesty, albo pierwszym na sprzedaż. W zacnej formie po wakacjach jest gra wzajemna barcelonistów po obwodzie ciasnego rombu bądź pięciokąta z udziałem Alvesa, „Rakiety”, Leo, Rafinhy, Neya i Suáreza.

Musi cieszyć, że Lionel Messi podchodzi do nowego sezonu na motywacyjnej petardzie, której nie pamiętam u niego od lat. Mordercza jakość zagrań, wygłodniałe spojrzenie pod bramką. Snajpera. Wampira. Oglądając jego grę z Romą, nie da się powiedzieć, że ten gość 2 miesiące temu zebrał tryplet! Jasne, „mobilizację” w mało sympatyczny sposób – wypominany najgłośniej przez fanów Realu, kto by pomyślał – okazał Mapou, ale skoro Messiemu tak zależało na wygraniu w Pucharze Gampera, to na Stamford Bridge, Bernabéu i Calderón, w Monachium, Paryżu, Manchesterze i Turynie powinni się solidnie martwić.

Wejście Pedro też musiało się podobać. Żywotny, precyzyjny, nieodpuszczający w odbiorze. Za te walory był skarbem klubu i partnerem w ataku dla najlepszych napastników świata przez wszystkie lata w pierwszej drużynie. Strzał z 78. minuty zasługiwał na finisz w sieci. Jeśli Pedro zdoła utrzymać taką dyspozycję, lepiej aby został na Camp Nou jak najdłużej. Choćby i do stycznia.

Ostatnią rzeczą, która przykuła uwagę w tym bardzo ciekawym jak na sparing meczu, był oczywiście zmienny styl gry. Podobnie jak z Bayernem, Barça naskoczyła na Romę od pierwszej minuty. Grała I połowę z rozmachem, „na full”. Co innego po przerwie. Gospodarze spokojnie prowadzili grę, oszczędzając siły, tworzyli mniej okazji, zdołali podwyższyć prowadzenie. Ogromnym walorem tej Barçy jest, że nie tylko potrafi osaczyć innych – potrafi też odpoczywać, czekać, uśpić czujność rywala aby zadać kolejny cios. W tym sensie to wyrachowana, mądrzejsza Barça niż Barça Pepa i Vilanovy. Po bombowej pierwszej połowie nie było żadnej potrzeby forsowania gry w kontekście najbliższych meczów o stawkę. Drużyna wyszła rozluźniona, świadoma tego co chce osiągnąć, a i tak kontrolowała przebieg gry. To z kolei scenariusz analogiczny z przebiegiem drugiej połowy rewanżowego starcia z Bawarczykami – z tą różnicą, że Niemcy zdobyli 2 gole, a Roma żadnego.

Nieprzypadkowy rywal na koniec, odpowiedni pozostali

Miło, że w klubie pamiętano o Keicie. Wybór Romy – jak Clubu León z Rafą Márquezem przed rokiem – dał okazję do symbolicznego pożegnania „Keiteeeee” przez działaczy i kibiców. Barça pamięta o swoich byłych piłkarzach długo jak odejdą z klubu i pod tym względem zdecydowanie pozostaje więcej niż klubem. Oglądanie Malijczyka schodzącego z murawy przy oklaskach stadionu było wzruszające. Dodatkowo, było to sentymentalne spotkanie dla Luisa Enrique. Piłkarscy mędrcy mieli okazję przekonać się, że piłkarze Romy z Tottim na czele naprawdę dobrze wspominają pracę z Hiszpanem.

W międzyczasie ucieszyło mnie, że Szczęsny trafił właśnie do Romy. Po części dla „sprawdzenia” formy byłego bramkarza Arsenalu odpaliłem mecz. Polak pasuje do takiej ekipy. W silniejszym zespole nie miałby tak łatwej drogi do pierwszego składu, a wicemistrz Włoch ma na ten sezon spore ambicje. Widać, że Polak czuł się swobodnie, grał pewnie, był najlepszym piłkarzem swojej drużyny.

Co się chwali, poza L.A. Galaxy, wszyscy rywale tego presezonu to uznane firmy. United i Chelsea w Stanach, Fiorentina i rzymianie w Europie. Za to plus dla działaczy. Mimo wakacyjnej formy, mecze z takimi przeciwnikami są solidnym materiałem do analizy przez trenerów. Dla graczy drugiego garnituru stanowią lekcję, która w ten lub inny sposób zaprocentuje w przyszłości. Wolę taki kalendarz przygotowań – nawet z wliczoną „w koszty” wycieczką przez ocean – od presezonu lśniącego jak w latach ubiegłych rywalami ze Skandynawii, Szkocji, Azji, Maroka czy Gdańska.

Wyniki Barçy? Nie mogą za bardzo przejmować. Młodzież dostała swoje szanse, Suárez minuty, których nie miał przed rokiem, a kibice MU trochę frajdy przed kolejnym sezonem rozczarowań. Tryplety lata zostawiam innym.

Pod opublikowanym na naszych łamach ciekawym tekście z ESPN na okazję meczu z Galaxy zjawiły się niesprawiedliwe moim zdaniem komentarze, że bez sensu wyciąganie wniosków po takim meczu. Tezy autora były logiczne i ciekawe. Mistrzowie rodzą się też wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Nigdy nie oglądam meczów przedsezonowych. Pożegnanie Keity i jego dyspozycja, Superpuchary na horyzoncie, ciekawość jak spisze się Roma Garcíi i jej nowy bramkarz – wszystko to zachęciło do złamania przyzwyczajenia. Ze wszystkich względów, dla których ktoś może uznać ten tekst za wróżenie z fusów, podobało mi się. Oczekiwałem żywego, atrakcyjnego meczu i takiego się doczekałem. A co zobaczyłem, tym się podzieliłem.

Ha, pomogło też wypełnić czas do otwarcia sezonu... Z przyjemnością oddaję scenę Lucho i jego drużynie.

Udostępnij:

Komentarze (36)

Gorące tematy