W ciszy stadionu. Mit kryzysu (obrony) Barcelony

Challenger

29 września 2015, 01:05

własne; zdj. grup14.com i BR.net

42 komentarze

Jest taka scena w filmie pod tytułem… Aaa, solić to! Zajmijmy się futbolem.

Widać, że Barça gra daleko od optymalnej formy. Jeszcze dalej od możliwości. O błędach indywidualnych z poprzednich spotkań mówiło się wiele. Na językach byli Piqué, Ter Stegen, Alves, Busquets, Rakitić, Roberto (jeśli grany w środku pola). W różnych proporcjach, wszyscy zasłużenie. Busiego tłumaczyłem już przemęczeniem, u „Marca-André Neuera” widać brak doświadczenia i nadmiar ambicji. Inni po prostu byli sobą, choć oczywiście w najgorszej wersji.

To choroba zakaźna. Rakitić częściej traci piłki dające akcje rywalom – ze względów taktycznych są to straty mniej kosztowne niż Busiego, ale są. Błędy kosztujące gole zdarzały się wcześniej Javierowi Mascherano maksymalnie 2 razy na sezon. Teraz zbiera tyle w miesiąc. Częściową odpowiedzialność za stracone bramki ponosił do tego przy kilku innych okazjach. Jego ogólną postawę w zbyt wielu meczach tego sezonu oddaje używane przez komentatorów anglojęzycznych na defensorów słowo „chybotliwy” (shaky).

Póki co mówimy wyłącznie o obronie. Dodaję od siebie dołującego Messiego (Sevilla od 16. do 116. minuty, Málaga, Roma), ale ta opinia tradycyjnie nie zyskuje sojuszników. Ofensywnie Rakitić wykazywał się brakiem wykazywania czymkolwiek, najgorszy występ Suáreza w Hiszpanii też przypadł na ostatnie dni (Celta). Jest też godna aforyzmów nieskuteczność z karnych. To wszystko mniejsze zmartwienia, kłopotem jest obrona. Czy rzeczywiście?

Las Palmas = las błędów

Pierwszy kwadrans z „Palmami” tęgimi pomyłkami zaczęli Piqué i Rakitić. Drżące przyjęcie piłki przez pierwszego (6. minuta) pachniało kolejnym po Celcie wyprowadzeniem rywala na intymną randkę z Ter Stegenem. Poprzeczne podanie Chorwata na własnej połowie spadło precyzyjnie na nos gotującego się do kontry rywala. Sytuację wspaniałomyślnie przerwał gwizdkiem sędzia. Dopatrzył się przewinienia, na które w Premier League nie zwróciłby uwagi nawet sam „poszkodowany”.

Źle od 1. minuty wyglądał nadmiernie eksploatowany na tym etapie sezonu Sergio Busquets. Nie składa się z góry mięśni, a co mecz toczy ciężkie fizyczne boje. Właśnie ze względu na jego budowę uważam, że zasługuje na regenerację częściej niż średnia w zespole. Jest odwrotnie. Ma ją rzadziej.

W sobotnim meczu piłka odskakiwała mu 5 razy do przerwy. Mnożył niepodobnie złe jak na siebie podania (jak to z 22. minuty), tracił piłki przy prostych zagraniach. W 27. po raz drugi w meczu zadryblował się w gąszcz nóg rywali. Po co? Po stratę. Katalońskiemu pomocnikowi tak poważne wpadki z tą częstotliwością nie zdarzają się z dużo silniejszymi przeciwnikami. Trzeba podziękować gościom, że ospale zabierali się do ich wykorzystywania i efektów nie widzimy dziś w wyniku.

Zmęczył ich, widocznie, lot z Wysp Kanaryjskich. Albo byli równie zaskoczeni obrazem gry Busquetsa co widownia.

Wypoczęty Busi to Busi najlepszy dla zespołu. W sytuacji gdy środkowi obrońcy regularnie rozchodzą się w systemie gry Barçy na boki celem lepszego rozegrania piłki na własnej połowie, wielokrotnie w meczu za plecami Sergio robi się autostrada do bramki. Dobrze to widać na przykładzie niżej. Stoperzy nie zdążą dobiec do napastnika rywali, który w razie straty przez "5" staje w idealnej sytuacji do zdobycia goli. Dlatego Busi zmęczony to potencjalny sabotażysta swego zespołu.

W 86. minucie Mascherano popełnił identyczny błąd co w meczu z Atlético tylko tym razem akcja nie skończyła się interwencją Vermaelena. Zdecydowanie zawiodły Argentyńczyka zimna krew i szybkość decyzji w wyjaśnieniu sytuacji. Podobne straty jak przy golu Viery widzieliśmy u Masche wcześniej, myśl o jego przyzwyczajeniach jako pomocnika nasuwa się sama. Argentyńczyk powinien lepiej pamiętać, że gdy popełnisz taki błąd „na stoperze” – za Tobą jest tylko bramkarz.

Osobiście wolę podejście „Vermy”, który z Bilbao wielokrotnie pokazał, że potencjalnie szkodliwej piłki najlepiej się pozbyć w pierwszym kontakcie. Nie jest to może podejście w Barcelonie ulubione. Za to: skuteczniejsze. Wolę piłkę na aucie niż w sieci.

Fakty oddzielone od wydmuszek, tombaku i śmieci

Do momentu błędu Masche, Barça miała mecz z Las Palmas pod kontrolą. Na pewno nie pełną ani szczególnie władczą (co wyraża mi częstotliwość akcji podbramkowych bardziej niż „sucha” suma strzałów na bramkę), ale wystarczającą na spokojne prowadzenie. Trudno mi wskazać moment kiedy FCB „wsiadła” na dużo niżej notowanego rywala. Może dlatego, że takiego momentu nie było. Zmienia to wynik? Barça zasłużyła na 3 punkty, zdobyła je i nazywanie rezultatu szczęśliwym to bzdura. Szczęśliwie to gola zdobyli goście, gola zamaszyście zamazującego obraz gry.

System gry Barçy wygląda dobrze. Piłka krąży płynnie, każdy z graczy doskonale zna swoje zadania. Zauważcie, że wszystkie błędy, o których mówimy są błędami indywidualnymi. Nie chodzi o obraną taktykę czy "system gry". Obrona w przekroju całości dokonań tego sezonu wygląda porządnie. Momenty „zawieszenia się” danego gracza to co innego, nie mówimy o sytuacji, gdy Barça traci tuziny goli po stałych fragmentach gry; tylko lewą stroną; samymi strzałami głową; inną wymuszającą faktyczne powody do zmartwienia tendencją.

Ofensywa? Zespół stwarza sobie okazje, strzela bramki, nie zna klątwy wyniku 0:0, zbiera punkty.

Zadyszka Barçy jest oczywista, ale rozdmuchiwanie jej tylko zdradza uprzedzenia. Większość opinii (wystarczają nagłówki!) to jak zlot defetystów. Przegrana w Supercopie i mozolny start ligowy to dla wielu dziennikarzy i kibiców fusy do wróżenia klapy w całym sezonie, na wszystkich frontach. Remis z Romą dla części „ekspertów” stał się okazją do wyrażenia pewności, że klub z Camp Nou nie obroni tytułu.

Reakcje na dwie porażki i dwa remisy nawet culés przyniosły kryzys tożsamości. We wrześniu stanowią wyłącznie dowód nie wprost jak bardzo piłkarski świat obawia się tej Barcelony. Każdy powód dobry do wykrzyczenia jej końca.

Logiczne powody i parę tygodni cierpliwości

Ta panika w komentarzach jest rozczulająca jak codzienne zmagania menedżerek średniego szczebla w walce o atrakcyjność. Łatwo wskazać powody domniemanego supermegakryzysu FCB. Wynikają z kalendarza. Podobnie jak spodziewana przeze mnie tych problemów przejściowość.

Hiszpańska federacja ułożyła grafik Superpucharu Hiszpanii w ten sposób, że Barcelona grała 3 mecze w 6 dni – z przelotem do Tbilisi w obie strony włącznie. Na Mistrzostwach Świata gra się rzadziej! W latach wcześniejszych wielokrotnie przekładano hiszpański superpuchar na grudzień, normą był co najmniej tydzień przerwy między oboma meczami. Widocznie tym razem podobne pomysły nie leżały w interesie osób decydujących o terminarzu Supercopy.

Odniesiony na boisku w równej walce triumf jest wielkim zwycięstwem Athletiku. Decyzję podjęli inni. Cieszę się, że ten zasłużony klub zdobył swoje trofeum po 31 latach oczekiwania. Nawet jeśli ten 6-dniowy trzymeczowy maraton wpłynął jakoś na postawę Blaugrany w dwumeczu z Baskami to bardziej zajmuje mnie, jak wpłynął na postawę zespołu w kolejnych tygodniach. Uważam, że silnie. Konieczność rozegrania 300 minut w tym odstępie – plus lot i powrót z Gruzji – to ogromny wysiłek praktycznie bez możliwości regeneracji. Umiem ocenić formę Barçy i dopiero w meczu z Levante przestałem widzieć dominujące w ogólnej postawie zespołu symptomy zmęczenia „posuperpucharowego”.

Od rewanżu z Bilbao w SH – Barça grała z Levante 20. września – minął miesiąc. Wszystkie wygrane jedną bramką (5/6) w międzyczasie nie wzięły się ze złośliwości losu. Jak wiele rzeczy w futbolu stanowią wynik konkretnych faktów i zdarzeń. Sam początek sezonu z definicji nie jest momentem gdy zawodnicy dysponują najwyższą formą fizyczną, a tu mieliśmy ekstremalną kumulację. Organizmy podopiecznych Lucho nie zapomniały w noc o intensywności 120 minut w Gruzji i graniu kolejnych 90-ciu co 2 dni. Przyczyniło się to do "nadwyrężenia" sił zespołu i takiego poziomu gry w kolejnych tygodniach, jaki widzieliśmy.

Oczywiście przy jasnym dla mnie założeniu, że wysiłek włożony w te trzy mecze „dodał się” z amerykańskim tournée i, w przypadku części graczy, Copa América.

Co dalej? Poczekajmy 2-3 tygodnie. Organizmy zapomną o superpucharach, duet NS wyreguluje celowniki, MAtS się uspokoi, Bravo wyzdrowieje, obrona uszczelni, Busquets odsapnie, „Rakieta” odpali, całość zatrybi, wyniki w konsekwencji przyjdą „same” i spłynie na świat zaskoczenie, że „Barça znowu wielka”.

Messi? Na co teraz komu. Niech odpoczywa i zbiera siły na wiosnę. Zasłużył całym ostatnim rokiem aż nadto.

To już było, przegapiliście?

Mało uwagi zbiera fakt, że defensywa FCB gra z grubsza tak samo jak o tej porze rok temu. Różnica jest taka, że teraz rywale wykorzystują jej błędy. Taka sytuacja jest normalna. Nie jest normalne, że drużyna popełnia błędy, a co tydzień kolejni rywale marnują je jakby działali w zmowie tego rodzaju, który teoria ekonomii zwie mianem kartelu. Zachwycano się serią Bravo. Nie zachwycano się, co robili napastnicy rywali. A byli autorami tej serii nawet bardziej niż barcelońscy obrońcy.

Przypominając zdarzenia z zeszłego sezonu chcę powiedzieć, że nie ma nic niezwykłego w tym, że defensywa Barçy potrzebuje czasu na rozpęd. Rok temu przeżyła kadrową rewolucję i w sytuacjach „awaryjnych” ma to wpływ do dzisiaj. Defensywnego automatyzmu (w przekazywaniu krycia, ubezpieczaniu obrońców bocznych przez środkowych i vice versa, przewidywaniu błędów kolegów) znanego z drugiego czy trzeciego roku pracy Pepa nie widzimy i być może w tym zestawie personaliów nie zobaczymy nigdy.

Dodajmy do tego zamieszanie z odzyskanym i straconym ponownie Vermaelenem, zawieszonym Piqué, kontuzje Alvesa i Alby i skołowanego Mathieu, który już sam nie wie, czy jest dziś dla trenera obrońcą lewym czy środkowym. Znajdziemy kilka określeń na opisanie poczynań defensywy Barçy w tym sezonie, ale wśród nich na pewno nie ma „stabilizacji kadrowej”. W 10 meczach było 8 różnych zestawów.

Dwukrotnie więcej goli niż Blaugrana u siebie, wpuścili ligowo mistrzowie Anglii. Bilans bramkowy obrońców tytułu we Włoszech po 6 kolejkach wynosi -1. Drużyny triumfujące seryjnie w poprzednich rozgrywkach (The Blues i Juve zdobyli po dublecie, do tego Włosi osiągnęli finał LM) z trudem radzą sobie w kolejnych i to od lat znany wzorzec: Inter, Bayern po Heynckesie, MU po SAF-ie itd. Konkurencyjność współczesnej piłki sprawia, że sukcesy trzeba „odchorować”. Chelsea z Juventusem są tego przykładami lepszymi niż szukając potwierdzenia mojej tezy mógłbym sobie wymyślić.

Chelsea jest u siebie piętnasta. Piętnasty jest Juventus. Barça trzyma się punkt za liderem – mając w ręku o jedno trofeum więcej, a w lidze wyjazdy na Calderón, Bilbao i mecz z Málagą za sobą. Tam, gdzie inni widzą słabości Barçy, ja szukam jej siły, bo tylko Barça opiera się na przestrzeni ostatnich 7 lat zaznaczonemu powyżej „wzorcowi”. Czy znalazłem – każdy ma swoje zdanie.

Powyższe rozważania prowadzą mnie do przekonania, że dowody na domniemaną słabość Barçy to argumenty śmieciowe. W tych warunkach – powtórzę: tournée po USA, ułożenie Superpucharów w prezencie od RFEF, uraz Bravo, niedostępności w obronie – nikt rozsądny nie zakrztusi się tym, że Barça straciła w tym sezonie 17 goli i ja też nie zamierzam. Cieszę się, że nie ma ich więcej!

Konsekwencja i regularność mimo trudności

Z gorliwością policjantów stawiających mandaty na przejściu w dzień wiejskiego festynu szuka się Barcelonie dziury w całym i wyolbrzymia jej każdą wywrotkę. Jestem to nawet w stanie zrozumieć. Piłka jest z założenia sportem nieprzewidywalnym i obfitującym w niespodzianki. Powinno tak być zwłaszcza w okresie zażartej konkurencyjności między klubami, największego ścisku na szczycie w historii – każdy autor wypatruje zmiany warty w interesie widowni. A tu ciągle ta Barcelona.

W tych okolicznościach to szczerze nic dziwnego, że dostrzega się problemy, dramaty i katastrofy Barçy tam gdzie ich nie ma. Nie widzę jednak żadnego powodu dlaczego miałbym przyjąć podobną perspektywę. Chwilami słabo, ogólnie jest nieźle. Będzie lepiej.

Nie pierwszy raz w swojej historii jest FC Barcelona sama przeciwko wszystkim. Ktoś nazwie umiejętność wychodzenia z kłopotów szczęściem, ja nazywam doświadczeniem. Ta drużyna osiągnęła razem tyle i ma wystarczająco kompetentnego trenera, aby w chwili głębszej zadyszki wiedziano w szatni, jak grać żeby znowu wygrać.

Jasne, Barça nie gra efektownie. Jednak etap rozgrywek na jakim jesteśmy - generalnie nie jest efektowny. Sezon jest długi, na manewry zrzucające czapki jest czas wiosną. Teraz ważniejsze niż wszystko inne jest zbieranie punktów. Barcelona Luisa Enrique stała się od tego ekspertem bez względu na okoliczności.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

I jeszcze jedno. Trudno żebyśmy mieli szczelna obronę, skoro zawodnicy grają ze świadomością, że 60% tego co leci w bramkę strzeżoną przez MAtS, wpada do sieci.

Facet ma pecha- wpadają mu strzały życia z oddane z ciemnej strony Księżyca albo głupie bramki jak wczoraj. Faktem jest też, że niestety w tym sezonie nie miał chyba żadnej nadzwyczajnej interwencji i raptem dwie -trzy ponadprzeciętne.

Przypomnijmy sobie jak VV wspaniale zachowywał się w sytuacjach 1 na 1.
Bravo wracaj!

Challenger, nie wiem co palisz- ale przestań :)
[cytat]
"Organizmy zapomną o superpucharach, duet NS wyreguluje celowniki, MAtS się uspokoi, Bravo wyzdrowieje, obrona uszczelni, Busquets odsapnie, „Rakieta” odpali, całość zatrybi, wyniki w konsekwencji przyjdą „same” i spłynie na świat zaskoczenie, że „Barça znowu wielka”. [/cytat]

Chłopie, jak piłkarze mają odpocząć, skoro kończymy maraton spotkań co 3 dni, potem reprezentacje i potem znowu mecze co 3 dni?
Jak mają odpocząć, skoro wskutek urazów i wielotygodniowych kontuzji , ci którzy zostali zdrowi będą w większości grali 90 minut co 3 dni- co potęguje ryzyko kolejnych urazów ?
W zeszłym sezonie - w nowy rok wchodziliśmy w takiej sytuacji, że nasi podstawowi zawodnicy mieli w nogach o 500-700 minut ,mniej niż zawodnicy Realu. W tym sezonie tak nie będzie- real też ma kontuzje ale kontuzjowani zaraz wrócą a ławkę, szczególnie w pomocy, mają długą.

U nas- na sześc pozycji z przodu mamy siedmiu zdrowych zawodników - liczac Mumina i Sandro.
Oczywiście, możemy z braku laku liczyć także Robert- choc on najlepszy jest w tej chwili na prawej obronie.
No i Masche- jeśli wróci Verminator.

Messi wypadł na dwa miesiące, Iniesta na ponad miesiąc- juz mówi się o 4-6 tygodniach, a Rafinha do końca sezonu.
Aby do stycznia. cel to wyjśc z grupy LM na pierwszym miejscu- wczoraj byliśmy o 10 minut od skomplikowania sobie tego celu już we wrześniu! i utrzymać się w czołówce LL z ewentualnie niewielką stratą do lidera.



Z autorem się zgadzam. Sezon zaczął się słabo. A teraz to co było trzeba oddzielić grubą krechą wylać wszystkim na łeb wiadro zimnej wody i iść do przodu po swoje. Do roboty panowie. Nie zapominajmy, że w tamtym sezonie też był taki moment a skończyło się jak się skończyło. VAMOS!

Zgadzam się z tą analizą, jednak autor pominał bardzo ważny problem. Ławka rezerwowych. O ile bramka (mimo kontuzji Bravo) czy obrona (mimo kontuzji Alby, Alvesa i Vermalena w jednym czasie) są obsadzone mocno i zawsze na każda pozycję się znajdą zmiennicy, o tyle pomoc i atak kompletnie nie ma żadnej możliwości rotacji (przesunięcie Busiego czy Masche w tą czy drugą stronę to żadne rotacje). Munir i Sandro niestety nie wnoszą właściwie nic do zespołu, odszedł Pedro i niestety Xavi, który wybitnie potrafił zwolnić, uspokoić czy rzucić jakiegoś rodzynka jak trzeba! Wszyscy wiemy o problemach i braku możliwości przeprowadzania transferów, ale myślę, że jeszcze jeden pomocnik i napastnik będzie niezbędny na tak długie sezony jakie Barca gra. Suarez chyba też będzie potrzebował zimnego kubła wody, bo z tym swoim kręceniem głowy i machaniem rękami co chwile jest tak wyjątkowo irytujący w tym sezonie, że aż cięzko to oglądać (a twierdził, że jest w super formie bo przepracował idealnie presezon).

Czarno na białym widać dlaczego jeszcze nikt nie obronił Ligi Mistrzów. Tournee po stanach czy azji, superpuchary, puchar interkontynentalny. A oni są tylko ludźmi. Może niektórzy z innej planety ale jednak.

konto usunięte

Można wejść w sezon jak Real w zeszłym roku a potem zdychać na wiosnę, ale można to zaplanować na odwrót. Toteż, jak słusznie zauważył autor, nie ma żadnych powodów do paniki lub choćby malkontenctwa. Nawet ta kontuzja niezdejmowalnego Messiego może się okazać zbawienna na wiosnę. Bilans bramkowy 11-7 nie wygląda dobrze, a może wręcz nie uchodzi, pewnie jesteśmy przyzwyczajeni do cyferek typu 15-3, 20-4, itp, ale jakie to ma znaczenie? Real ma piękne estetycznie 14-1, a i tak ogląda Katalończyków z dołu. I o to chodzi. Jeżeli górujemy nad rywalem "tak" grając, to mamy tylko powody do optymizmu. A przecież Real w niedzielę ma gorszy wyjazd od naszego. Są realne przesłanki by przewagę zwiększyć. Jest dobrze. Ale wyobraźmy sobie, że dziś Barca przegrywa. Zrobiłoby się gorąco, a do myśli wdarłby się niepokój.

Oj zajebisty artykuł Challenger! Brawo :) Tylko szkoda że taki krótki bo tak fajnie się czyta. Czekam na inne :)

Świetny tekst. Dzięki za głos rozsądku!

Bardzo dobry artykuł jeden z lepszych jakie czytałem ostatnio jak nie najlepszy. Mimo swojej długości ani razu się nie znuzylem, wręcz przeciwnie im dalej tym lepiej mi się czytało. Zgadzam się z Tobą w 100%. Sam uprawiam sport zawodowo i zmęczenie organizmu na początku sezonu po okresie przygotowawczym to coś normalnego,szczególnie ze Barca ma inne cele niż athletic celta czy las palmas. My musimy mieć formę przez cały długi sezon z naciskiem na jego końcówkę. Taki athwltic w SH był świeżutki jak Maria zawsze dziewica :) my musieliśmy być podmeczeni bo bez ciężkich treningów nie ma formy na koniec sezonu a to jest potrzebne straszliwie.

Wydaje mi się, że gdy wróci Bravo cała obrona zacznie grać lepiej i to nie dlatego, że Bravo jest lepszym bramkarzem, ale będzie to swoisty "efekt placebo", każdy ma gdzieś tam z tyłu głowy, że z Bravo tracimy mniej bramek. Tak samo jak przy wejściu Messiego na boisko inni zawodnicy zaczynają grać lepiej tylko dlatego, że wiedzą, że obok nich biega najlepszy zawodnik świata:)

konto usunięte

Fajny, pouczajacy krytykow, kibicow Realu ale przede wszystkim kubucow Barcy - z Barca na dobre i na zle. Vamos Barca!

Skoro artykuł ewidentnie "ku pokrzepieniu serc" to ja dorzucę od siebie pean nad Sergi Roberto. Ja osobiście nie byłem (obecnie się jeszcze waham) zwolennikiem jego talentu. Nie da się jednak odmówić chłopakowi nieprawdopodobnej ambicji, woli walki i pragnienia udowodnienia że wszyscy jego antagoniści się mylą. Jest na razie największym wygranym plagi kontuzji i "kryzysiku" Barcy. Jestem naprawdę oczarowany jego kolejnymi występami i liczę że w obliczu kontuzji Messiego tym razem załata kolejną dziurę, czyli w ataku. Sergi, który wydawał się kruchą wydmuszką, tombakiem, nagle rozbłysnął blaskiem najszlachetniejszych kruszców. Brawo.

Zapomniałeś dodać że Lech jest 16 wymieniając Chelsea I Juventus :p

Zwykle nie lubię czytać długich artykułów, ale ten się bardzo dobrze czytało.

Kiedy wraca vermalen ???

Artykuł zweryfikują najbliższe mecze z Leverkusen i Sevillą.
Na miejscu przeciwników rzuciłbym się nam do gardła.
W końcu jak nie teraz to kiedy ?

Dobre. Dobrze się czytało. Nawet na moment przy lekturce udało mi się zapomnieć o bólu spowodowanym pieprzonym zapaleniem ucha.

Również zwróciłem uwagę na to, jak wiele mamy pecha w stosunku do początku zeszłego sezonu.



Ile razy Bravo był ratowany przez słupki czy niewidomych napastników drużyny przeciwnej? I jaki to tworzy kontrast z tym, że choćby Atleti czy Roma pierwszy celny strzał zamieniły na gola. W obu wypadkach piłka odbiła się od słupka (!). Ile okazji strzeleckich miała Celta na zdobycie pierwszych trzech bramek?! Skuteczność lepsza niż u MSN na wiosnę. Swoją droga Barca miała w tym meczu masę okazji i mecz mógł zakończyć się każdym rezultatem. Podobnie z Athletic przy 4:0- czy Lwy miały aż tyle sytuacji strzeleckich? Nie. Ale mieli swój dzień i trochę szczęścia.



Do zdobycia pucharów potrzebny jest uśmiech losu. W zeszłym sezonie mieliśmy go masę- omijały nas kontuzję, traciliśmy o połowę mniej bramek, niż powinniśmy, a nasza ofensywa miała nadnaturalną skuteczność. Obecnie kontuzji mamy masę, tracimy bramkę za każdym razem, gdy to możliwe i jeszcze częściej (FLORENZI!), a atak zawodzi. To wszystko zaś polane sosem niezrozumiałych decyzji sędziowskich.



Rozumiem Cules, którzy są sfrustrowani, ale apeluję o spokój. To ta sama Barcelona, która zdobyła już 4 puchary w zeszłym roku. Możliwe, że tym razem nie zdobędziemy niczego. Ale nie można winić Lucho za trzymanie się strategii, która sezon wcześniej umożliwiła klubowi sięgnięcie po tryplet. A jeśli przetrwamy ciężki okres i Barcelona zrzuci z siebie to swoiste fatum... Bramkarze rywali znów wykupią karnety na wyciąganie piłki z własnej bramki ;)

konto usunięte

Ani przez moment nie wierzyłem w Vermaelena i to się raczej nie zmieni. Zawsze staram się twardo stąpać po ziemi i nie robię sobie naiwnej nadziei w beznadziejnych sprawach. Nie można Vermie odmówić umiejętności ale organizmu się nie oszuka. On zawsze był i będzie podatny na kontuzje i to się nie zmieni. Możemy sobie tylko dyskutować o tym ile meczy uda mu się zagrać nim znów coś sobie nadwyręży. Barcelona musi wreszcie ściągnąć konkretnego i młodego stopera a nie wyszukiwać kolejnych dziadków żeby połatać dziury. Mathieu to właśnie taka typowa zapchaj dziura. To na lewej, to na środku, czasem coś spartoli. Generalnie w takiej roli ,,jako tako'' się sprawdza i nie można tez od niego za wiele wymagać, choć był o wiele za drogi. Bardzo liczę na sprowadzenie wreszcie jakiegoś dobrego stopera w najbliższej przyszłości.

Na pewno termin Superpucharu był ustawiony przez macki Pereza, jak cały sezon, ustawiony pod Real. Komentarz do tego punktu bystry jak woda w pisuarze...

Nie mam nic przeciwko by Barca traciła po 2,3 bramki w meczu do końca sezonu, oczywiście jeżeli strzeli min. jedną więcej.

Myślę, że Enrique widzi, że obrona Barcy w porównaniu z zeszłoroczną defensywą jest zdecydowanie słabsza i postara się to z asystentami poprawić. Możecie mnie teraz wyśmiać, jednak ja dalej wierzę w Verme. Facet ma ogromnego pecha, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że w tych meczach których grał był zdecydowanie najlepszym naszym obrońcą, i miałem wrażenie, że cofnąłem się pare lat wstecz i oglądałem Verminatora, który wymiatał w obronie Arsenalu. Wierzę, że pech go opuści.