W ciszy stadionu. OctoBusi

Challenger

12 marca 2016, 14:15

własne; grafiki: opracowanie własne na podst. FFT/Opta, goal.com i whoscored

20 komentarzy

Po meczu Barcelony z Arsenalem kolejny raz okazało się, że historię piszą zwycięzcy. Podopieczni Wengera stworzyli sobie kilka okazji w szczerze dobrym występie. W razie wykorzystania którejś z nich losy meczu byłyby inne, a zachwyty Sergio Busquetsem – zawodnikiem przecież defensywnym, odpowiadającym za goli przez Barçę nietracenie – cichsze lub zupełnie nieobecne. Barça zwyciężyła. Zachowała czyste konto. Katalończyk jednogłośnie został jednym z bohaterów spotkania.

FC Barcelonę się poszturchuje, kwestionuje, dyskredytuje i metodycznie obraża, a oni wciąż i wciąż wygrywają. Czasem dziwi mnie, że sukcesy Barcelony, zdobywane w pełnej wierności firmowemu stylowi gry mimo serii egipskich plag ostatnich lat, nie zdobyły całego internetu jak Caitlyn Jenner i memy z kotami. Myśląc podobnież przypominam sobie szybko, że miarą prawdziwego sukcesu nie jest dziś powszechne uznanie, lecz to ilu masz hejterów. Barçy trudno narzekać na ich brak. Ten największy jest prezesem sąsiedniego klubu z Madrytu, z jej powodu spokojnie spać nie może pewien Portugalczyk, paru dyryguje pawilonami mediów, resztę znajdziecie wśród piłkarzy, blogerów, działaczy, znajomków na fejsie i legionów innych fanów. Trochę inaczej jest z Sergio Busquetsem. Ten wzbudza publiczny zachwyt cyklicznie jak święta w kalendarzu. Wiele analiz jego gry gubi proporcje i kontekst budząc zastanowienie czy nie dochodzi do przegięcia w drugą stronę?

Jakby co jakiś czas kilka osób przypominało sobie, że skoro ta Barça ciągle jeszcze wygrywa to potrzebuje twarzy. Bohatera artykułu na jutro. Messi nazbyt oczywisty, o Piqué też było, a przeprowadzenie taktycznego striptizu Blaugrany Lucho, analiza przemiany Iniesty w systemie nowego trenera bądź wpływ utraty Abidala to są rzeczy złożone i czasochłonne. Trafia na Busquetsa.

Trudno znaleźć mi innego piłkarza, który swą grą ma tak istotny wpływ na całą drużynę. Kiedyś był nim Patrick Vieira w Arsenalu, po nim Gerrard w Liverpoolu, należy pamiętać o roli Lamparda z Terrym w Chelsea. Inny charyzmatyczny duet – Godín i Gabi – od lat przewodzi Atlético. W Monachium jest Lahm, choć jego rola w klubie i kadrze ostatnio oklapła… Za Guardioli i Tito tempo zespołowi dyktował generał Xavi. To Xavi był twarzą tiki-taki, twarzą Barcelony i kadry. Dziś metronomem gry Barcelony jest Sergio Busquets. Funkcja inna, znaczenie zbliżone: faktyczne, bo najczęściej „stempluje” przepływ piłki po odejściu Xaviego, i ideologiczne: Barça Luisa Enrique jest w swej grze ostrożniejsza, a centralną postacią defensywy jest nikt inny jak on. OctoBusi, jak czasem zwą go kibice, „ośmiornica Busi”. Mówi się, że jest jak z gumy. Potrafi popisowo ustawić ciało aby w optymalnym momencie wsadzić rywalowi nogę „między szprychy” i wyłuskać piłkę. Pajęczym zasięgiem nóg i gibkością gibbona specjalizuje się w przechwytach typu prawą nogą za lewe ucho.

Nikt nie zachwycałby się Busquetsem ani nie nazywał najlepszym defensywnym pomocnikiem świata gdyby nie jego przydatność w grze zaczepnej. Akcje Barcelony zaczynają się od niego. Wraz z Piqué, Iniestą i Messim Busquets stanowi kręgosłup gry całego zespołu, główną arterię, od której odchodzą wszystkie boczne. Szuka trudnych podań, które rozdaje z precyzją chirurga choć nie ma tyle miejsca co nocą na parkingu przed Tesco. Strefa środkowa boiska jest najbardziej zatłoczona ze wszystkich.

Rzadko popełnia faule w pogoni za rywalem. Ponieważ jest wolny, Busquets nie biega do tyłu. To rola jego przybocznego. On gra dość statycznie. Po boisku przemieszcza się dostojnie. Unika atakowanej tercji boiska – nie takie są jego obowiązki taktyczne, sprinty „box to box” nie leżą też w jego naturze na płaszczyźnie fizycznej. Gracze wysocy mogą być szybkobiegaczami np. Touré, Mathieu, Fellaini, Sissoko z Newcastle, tenisista Berdych albo pędzący pierwszy do kontr swej drużyny Marcin Gortat. Busquets nie jest jednym z nich. Upewnimy się w tym patrząc na obszar gry Busiego. Jest relatywnie płytki, krótki względem długości boiska – w odróżnieniu od innych graczy na tej pozycji.

Obszar działań Busquetsa w meczu na Emirates Stadium

Wychowanek Barçy ma swoją strefę, którą patroluje stale. Naciskanie wysoko rywali i gonienie za nimi pod własne pole karne to zadanie innych: Rakiticia, w razie potrzeby Iniesty, na lewej stronie boiska Neymara, Suáreza przy bronionych stałych fragmentach. W reprezentacji najlepiej czuł się mając obok Xabiego Alonso. Busi podąża za piłką z opóźnieniem – w czujnej asekuracji „swojej” strefy środkowej – i gdy rywal atakuje pozycyjnie, wolniej.

Busi jest najaktywniejszy w środkowej tercji boiska

Jak widać po tym i zdecydowanej większości innych meczów, defensywny pomocnik Barcelony w ramach tej swojej płytkiej sadzawki grasuje na jej całej szerokości. Bez dużej przesady powiem, że od lewej linii autu do prawej. Obszar jego gry jest ciaśniejszy wzdłuż (przypomnijmy sobie jak grał na Camp Nou Yaya Touré, a przed nim gdzie indziej Makelele, Gattuso, Keane czy Deschamps) względem tradycyjnej definicji defensywnego pomocnika, za to bardziej rozłożysty w poprzek. Busi jest jak tama. To istotne dla całego systemu gry Barçy, tak przedtem, jak i teraz, bo pozwala ofensywnie uwalniać wahadłowych. W wielu sytuacjach boiskowych rywal inicjujący akcję zaczepną po tym jak Alves bądź Alba zapędzi się daleko, rozbija się o „falochron Busquetsa”. Przy bronionych rzutach rożnych Busquets ustawia się wysoko na przedpolu – z powodu przeciętnej jak na swój wzrost gry głową, dużo przydatniejsze dla zespołu aby zbierał piłki u szczytu linii „szesnastki” i inicjował atak precyzyjnymi podaniami z jakich słynie. Gorsza dynamika i nieskuteczna gra głową są też powodami, że przy rzutach wolnych zamiast zajmować się kryciem i walką w powietrzu – z reguły staje w murze.

Przy stałych fragmentach Busi "zbiera" piłki na przedpolu. Inaczej niż dobrze grający w powietrzu Piqué, który z reguły staje bliżej bramki. Na pomarańczowo zaznaczony Luis Suárez. Przykład z meczu z Celtą

Częściej wraca się Rakitić, a w pojedynczych akcjach Andrés Iniesta. Natomiast Busi płynnie wkleja się między stoperów przy wyprowadzaniu piłki przez bramkarza. Nie musi wtedy dotykać piłki, wystarcza jego „pomocna” obecność. W takich sytuacjach przesuwa się do przodu wraz z piłką, stanowiąc opcję do podania któremuś z bocznych lub środkowych obrońców przez cały proces wyprowadzania piłki z własnej połowy.

Inną cechą boiskowej postawy Busquetsa jest wysoka zależność od systemu gry, swego rodzaju wrażliwość. Mówię o systemie, bo mam na myśli wypadkową paru czynników: skuteczności całego bloku obronnego, aktywności w pressingu napastników i modelu taktycznego, jaki przyjął trener. Sportowcem najlepszym jest dla mnie ten, kto wyjęty jak pionek z jednej szachownicy i przestawiony na inną dalej będzie najlepszy w swojej dziedzinie. Chodzi o uniwersalność. Mam ugruntowane latami wrażenie, że dla swej pozycji Busi tego kryterium nie spełnia; tymi zwłaszcza latami kiedy Barçy nie szło. Naturalnie, każdy ma swoje kryteria „najlepszości” i – uwaga, będzie niespodzianka – nie dotyczy to tylko futbolu. Zamierzam je uzasadnić i rozwinąć, ale dobrze pamiętam, że mówię o subiektywnym odczuciu.

Zjawisko zależności od efektywnej gry innych dotyczy nawet Leo Messiego. Wątpię, aby stwierdzenie, że zachodzi również w przypadku Busquetsa wywołało w komentarzach zamieszki. Specyfiką jego roli w systemie FC Barcelony – z wysoko stawianą linią stoperów i wahadłowymi na speedzie – jest jednak to, że jego zła gra, gorszy dzień natychmiast niosą zagrożenie na zespół i wynik. Niektórzy sportowcy gdy wokół wali się wszystko i pali, są w stanie rozegrać swój wielki mecz niezależnie od sytuacji. Drużyna przegra, ale oni ze swych zadań wywiążą się znakomicie. Dotyczy to też graczy na pozycji defensywnego pomocnika. Z Busim jakoś jest tak, że gdy drużyna cierpi to on razem z nią. Czy wynika to z modelu gry Barçy czy cech osobistych zawodnika? Nie wiem. Natomiast prawidłowość, że do bardzo dobrych występów własnych potrzebuje dobrego funkcjonowania całego organizmu, drużyny, jest moim zdaniem silnie zauważalna. Gdy ciśnienie meczu rośnie, a rywal przeważa, Busiemu zdarza się znikać w meczu, ugiąć pod napierającym rywalem (zwłaszcza gdy w swych szeregach ma silną fizycznie pomoc i atak). Efektem jest utrata stabilności w grze i słaby mecz Sergio. Najlepiej pamiętane przykłady to zdmuchnięcie Barçy w Monachium wiosną 2013, seria niepowodzeń z Atlético i wszystkie przegrane przez Barçę „Klasyki” ery Mourinho. Wszystkie te mecze łączy, że o końcowej porażce decydowały inne zmienne. Wszystkie łączy, że Busquets zagrał w nich słabo. Znacznie poniżej swego poziomu, należał do najsłabszych na boisku.

Obok takich czynników jak posiadanie piłki, dominacja w meczu, skuteczność napastników, pilność bocznych obrońców w powrotach na własną połowę – gra piłkarza z numerem „5” najmocniej skorelowana jest z jego najbliższym otoczeniem: pozostałą dwójką pomocników. Barça od lat gra trójką w pomocy. Jest cechą klubu jeszcze sprzed PepTeamu, że dwóch z nich koncentruje się na ofensywie. Aby grać najlepiej Busquets potrzebuje obok dodatkowego wsparcia, zabezpieczenia. To wsparcie nie będzie skuteczne kimkolwiek, kto umie odebrać piłkę, przetrzymać ją i celnie podać. Eksperymenty z Thiago i Fàbregasem w tej roli się nie sprawdziły, opcja Songa również. Nie ma przypadku w tym, że najlepszą wersję Busiego oglądaliśmy gdy miał obok „zadaniowego” pomocnika o obowiązkach przeważająco defensywnych: Keitę u Pepa i Rakiticia u Lucho. Okres między latami 2012 i 2014, kiedy odszedł Malijczyk, a Rakitić błyszczał w Sevilli, pokrywa się z najsłabszą dyspozycją Busiego jaką mam w pamięci. Straciwszy oparcie w modelu kadrowym i taktycznym, z miesiąca na miesiąc Busi zjeżdżał też z formą indywidualną. Przez dwa lata Barça zdobyła mistrzostwo Hiszpanii i krajowy Superpuchar. W tym skomplikowanym okresie szwankowały różne rzeczy, ale dyspozycja Busiego była jedną z nich. Grał jak podduszony, pełniąc defensywnie w środku pola zbyt wiele ról. Zmuszony cofać się głębiej pod pole karne – zwłaszcza w ustawieniu z Xavim i Iniestą – nie mógł skutecznie wywiązywać się z obowiązków pressingu i przechwytu na pograniczu własnej połowy i pierwszych 10 metrach strefy przeciwnika. Bez choćby awaryjnej alternatywy z ławki w postaci Keity musiał się rozdwajać, co wychodzi tylko bohaterom kreskówek. Cierpiała na tym także kreacja. Busi nie mógł inwestować pełni sił w grę transmisyjną. Jednoczesne wystawianie Busquetsa i sprowadzonego w miejsce Keity Songa nie sprawdziło się i napotkało głośne reakcje fanów i mediów. „Pan Piosenka” nie pasował do rytmu Camp Nou. W żadnym ze swych dwóch sezonów Kameruńczyk nie rozegrał więcej niż 20 meczów w lidze. Jego rola była skurczona do pełnienia funkcji zastępcy Sergio ze słabymi ekipami, często z ławki. Pozbawiony polisy ubezpieczeniowej (jaką wcześniej był Keita, a od półtora roku jest Szwajcar chorwackiego pochodzenia) Busquets grał najsłabiej i najmniej skutecznie w swojej karierze w pierwszej ekipie. Zwracam uwagę, że nie była to kwestia przejściowa, spadek formy przez miesiąc lub dwa, lecz sytuacja trwała, utrzymująca się niemal przez dwa pełne sezony. Punktem kulminacyjnym była utrata miejsca w składzie wiosną 2013. Będąc zdrowym, na przełomie marca i maja Katalończyk w 7 kolejnych meczach ligowych rozegrał łącznie 39 minut! Ani razu nie zaczął w pierwszym składzie, w czterech meczach nie pojawił się na murawie. Kolejnego sezonu pozycja Gerardo Martino nie zachęcała do odstawienia tak ważnego gracza na dłużej, ale poważny problem Busiego pozostawał aktualny. Jego forma wciąż kulała, w szalonym 4:3 na Bernabéu albo ćwierćfinałowym dwumeczu z Atlético był piłkarzem-hologramem. Odrodzenie, swoisty reboot Busquetsa przyniosły dopiero kadencja Lucho i transfer Rakiticia.

Barça powinna dbać o jak najlepsze warunki dla Sergio Busquetsa, tak jak należy dbać o osobę towarzyszącą gdy ma trudności w pracy lub natury osobistej. Lucho wykazał się wielką intuicją i trenerską mądrością, że przed objęciem nowej roli dostrzegł potrzebę ustabilizowania środka pola. Dlatego sprowadził Ivana, kandydata mało medialnego w odróżnieniu od forsowanego równolegle Toniego Kroosa.

Busi unika stanowczych, ostrych fauli. Czasem trzeba. Robił tak Deco, robi Xabi Alonso. Robili tak defensywni pomocnicy stanowiący niedawno wzór swoich czasów: Vieira i Makelele. Podobnie jak Fernando Redondo Busquets jest typem pomocnika niefaulującego. Stwierdzenie „nie fauluje, bo nie musi” z racji genialnego ustawiania się i antycypacji – jest kuszące i wielu daje się nabrać. Pozycjonowanie się i przewidywanie wydarzeń o kilka zagrań do przodu są u Busiego na najwyższym poziomie. Jego boiskowa inteligencja stanowi bezcenną zaletę w wielu okolicznościach meczu. Jednak chęć zamknięcia dyskusji rzekomym brakiem konieczności faulowania jest tylko naiwną próbą zbicia argumentu, wymówką, bo w meczu jest zbyt wiele sytuacji kiedy podanie jest za szybkie, kunszt rywali wykluczy przewidzenie kierunku zagrania lub mamy pojedynek 1 na 1. W takich sytuacjach jeśli nie wyjaśnisz rywala konkretnym wejściem lub złapaniem za koszulkę (w Anglii stosowane co chwilę, wychowanek Masii tak nie może?), akcja cię mija i wychodzisz na głupka. Czasem trzeba banalnie złapać za fraki albo władować się w nogi gdy piłka dawno uciekła w inną strefę czasową. Tymczasem Busquets jak ktoś już go minie, to nabiera stóp z ołowiu i zostaje daleko za rywalem. Było tak choćby w starciu z Deportivo, w przywołanych wcześniej meczach z poprzednich sezonów i przy licznych innych okazjach, które szczęśliwie dla Blaugrany nie kończyły się golem. Z Arsenalem takie okazje także miały miejsce, lecz jak wspomniałem na początku: nie cieszą się niczyją uwagą, bo wynik był taki, a nie inny.

Ukryta – a raczej: pomijana – wielkość Chorwata w dzisiejszej Barcelonie polega na tym, że w fazie obrony robi to, czego nie robi Busi. Dla przykładu nie patyczkuje się z przeciwnikami i nie waha się wyciąć rywala gdy robi się groźnie. Zwracam uwagę, że mówię o sytuacjach i przewinieniach w strefie środkowej – takich, które nie skutkują rzutem wolnym tak blisko własnej bramki, że to prawie rzut karny. Nadrzędną misją reprezentanta Chorwacji w systemie Lucho jest ułatwianie boiskowego życia Busquetsowi. Jeśli przy okazji popędzi pod pole karne rywala, zaliczy bramkę lub asystę, to wspaniale! Głównym jego zadaniem pozostaje zaangażowanie w obowiązki defensywne, zresztą nie tylko wsparcie Busiego w strefie środkowej, lecz także Alvesa w pasie bocznym; nie zawsze Brazylijczyk ma dziś siłę zdążyć na czas do obrony po solowej wycieczce na połowę rywali. Rakitić zapewnia nam najlepszą wersję Busiego i opinie kanapowych kibiców osobiście urażonych obecnością byłego gracza Sevilli w składzie Barçy nie są warte funta kłaków, skoro tę obecność firmuje swymi decyzjami Luis Enrique. To z Rakiticia korzystał najczęściej w swoich pierwszych 100 meczach. Tak samo w Lidze Mistrzów: z 21 meczów trenera w tych rozgrywkach Rakitić wystąpił w dwudziestu.

Lista najczęściej wystawianych piłkarza w 100 pierwszych meczach Luisa Enrique

Pozycja, na której już tyle lat oglądamy Sergio Busquetsa to jedna z najważniejszych na boisku – gdzie tak ważne są dominacja w powietrzu, siła atletyczna, a strzał z dystansu stanowi mile widziany dodatek. Katalończyk ma inne cnoty. Wyjątkowe nie tylko dla swojej pozycji, ale dla piłkarza o podobnych parametrach fizycznych w ogóle. Busquets zasługuje na wszelkie oddawane mu uznanie i jeśli rezultatem obecnej „mody na Busiego” będzie np. miejsce w czołówce tegorocznej Złotej Piłki to wspaniale, bo zasługuje na nie bardziej niż połowa zeszłorocznej stawki. Jego gra odgrywa dla drużyny znaczącą rolę – lecz to samo trzeba mówić o Inieście, Piqué, Mascherano, bramkarzach czy Suárezie. Odnoszę wrażenie, że podobną dyfuzję podziwu obserwatorów miał na myśli Masche w niedawnej rozmowie w TV3 kiedy wspomniał, że aby któs z trójki Messi, Neymar, Suárez trafił do siatki ktoś inny musi przebiec 70 metrów dostarczyć im piłkę.

Busquets jest kluczowy dla obecnego zespołu i jego sukcesów. Utrzymuje się na ścisłym szczycie wiele lat. Dłużej niż niejeden zdobywca „Złotej Piłki”. W swej grze i piłkarskiej tożsamości tyczki o technice wychowanka Masii jest wyjątkowy. Należy to doceniać, lecz nie w oderwaniu od kontekstu: otaczających go piłkarzy, taktycznej tożsamości klubu i systemu gry trenera, które warunkują jego grę, a także minimalizują wpływ jego klarownych niedoskonałości, mankamentów na obraz gry drużyny jako całości. No i wyniki. O Busquetsie mówi się zachwytami albo wcale. Myślę, że ocena jego gry powinna być bardziej zniuansowana, nie pomijać „cichych dni” z lat 2012-2014 ani mundialu w RPA. Inaczej jest oderwana od rzeczywistości.

W pewnym sensie Keita dawniej, a dziś Rakitić pracują na „markę” Busquetsa w opinii publicznej. Na boisku ułatwiają grę Katalończyka w sytuacjach spoza zainteresowania kamery, „za kulisami”. Obecność w składzie „cienia” uwalnia najlepszą wersję Busiego. Nie chodzi mi o szermierkę na zasługi, ale zwrócenie uwagi na okoliczności, w jakich rozpatruje się grę dryblasa z Sabadell. Każdy publicystyczny pomnik stawiany Busquetsowi powinien zawierać obok podobizny Keity i Rakiticia. Inaczej to dla mnie pomnik z tombaku.

  

Ten, kto ma na wszystko odpowiedź, jest ignorantem. Esencję tego, jak postępuję, stanowi wątpliwość.
Javi Gracia, trener, Málaga CF

El ignorante es el que esta seguro de todo. Me gusta dudar, es la esencia de mi trabajo.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

przestałem czytac po zdaniu że busquets jest twarzą gry barcelony - błagam was

Świetny tekst, bardzo dobra analiza, kąśliwy humor tradycyjnie się pojawił, chociaż widać, że ze względu na szeroki temat, nie mogło być go za dużo.

Dodam tylko, że nikt ze sztabu szkoleniowego nigdy nie wypowiadał się na temat Rakitica, jako zastępcy Xaviego, chociażby dlatego, że jak słusznie zauważył challanger, jego rola jest zupełnie inna. Rakieta jako następca Xaviego to klasyczny przykład życzeniowego myślenia opartego o niejasnych przeciekach z szatni w wykonaniu dziennikarzy. Dlatego jeżeli ktoś poddaje w wątpliwość zasługi Chorwata urodzonego w Szwajcarii, z sercem w Sevilli - nie rozumie gry, którą ogląda.

Powracając do tematu, brawa za przypomnienie o Keicie (Keitee!), wydaje mi się, że już kiedyś autor zwracał na to uwagę w innym felietonie, ale należy o tym przypominać, bo bez tego analiza gry OctoBusiego nie będzie pełna.

W tym sezonie cieszy, że Roberto potrafi zagrać na pozycji DMa, chociaż ma zupełnie inną charakterystykę niż Busi. Chociażby wczorajszy mecz, gdzie zaczynał jako DM, a następnie zajął miejsce magika Iniesty, oby tak dalej.
Jeżeli chodzi o ustawienie Busiego przy stałych fragmentach gry, to także wczorajszy mecz był pod tym względem ciekawy, gdyż Samer po pojawieniu się na boisku zachowywał się dokładnie tak samo, jak referencyjny Busi.

Rewelacyjny tekst i pełna zgoda z wnioskami.
Wiele elementów tekstu, opisuje rzeczy, które człowiek kiedy o nich przeczyta, wydają się oczywiste, intuicyjne. Autor je świetnie logicznie zebrał, połączył i podsumował. Chwała mu za to.
Na pamięć przychodzi mi też artykuł Paxa chyba, o Rakiticu. Pax, któremu się zdarzało w ocenach Alvesa, za błędy rodzące się na prawej stronie, obwiniać Rakitica, za brak asekuracji, ma chyba teraz trochę materiału do analizy.
To Rakitic zapewnia płynność w trójkącie między Alvesem Busquetsem i stosownie do miejsca akcji - Messim lub innym ŚP.
Co oczywiście nie znaczy, że jest bezbłędny, ale głębię taktycznych wymagań gry w na tej pozycji w systemie Lucho, artykuł opisuje świetnie.

Challenger, szacunek za słowa o Rakiecie i Keicie. Obecnie rzadko kto zauważa tytaniczną pracę Chorwata na rzecz drużyny, większość niestety widzi tylko asysty i bramki, nie zauważając pracy "ludzi z cienia". O ile Busquets etap pomijania ma już za sobą (zapanowała wręcz "moda" na wychwalanie poniewczasie jego zasług) o tyle Rakitić dalej jest oceniany przez pryzmat jego gry w Sevilli. Tam był główną postacią w pomocy, tutaj jest wiecznie w cieniu. Chwała mu za to, że potrafi się do tego dostosować i walczyć z całych sił przez cały mecz. Wystarczy popatrzeć na jak wyczerpane wygląda kiedy schodzi z boiska lub kończy się mecz.

Tytuł razem ze zdjęciem 10/10, genialnie to przedstawiliście :D

Obejrzałem sobie ostatnio dwumecz z Bayernem z tamtego sezonu i w pierwszym spotkaniu na Camp Nou Rakitic i Busi zagrali wtedy na dużej intensywności z czego ten pierwszy to już zupełnie i Bayern praktycznie nie stworzył nam zagrożenia, natomiast na Allianz Arena oboje praktycznie przeszli obok meczu, ciągle spóźnieni do przejęcia czy odbioru i ekipa z Monachium podchodziła sobie jak chciała pod nasze pole karne, drugorzędną sprawą już była obrona gdzie królował Masche który przy bramce Lewego dał sie skręcić jak junior ale to też pokazuje jak wygląda równowaga w Barcelonie Lucho, Ivan dla mnie nie jest zawodnikiem który w kreacji daje dużo, odnoszę wrażenie że z przeciwnikiem stosującym mocny pressing tracimy dobre wyprowadzanie piłki czyli w czymś gdzie Xavi był mistrzem ale nie można mu odmówić pracy w defie.

Nie zgodzę się z akapitem odnośnie zależności Busquetsa od gry całego zespołu - moim zdaniem jest na odwrót, mylisz skutek i przyczynę. Raczej to wygląda tak, że gdy Busi ma słabszy dzień, to reszcie zespołu nie idzie. Np. klasyk na Camp Nou z zeszłego sezonu - mieliśmy okrutną lukę w środku pola (nie mówię tutaj o Modriciu! :P ), co prawda wygrywaliśmy z Realem, ale mecz był wyrównany i generalnie nie najlepszy w wykonaniu Barcy, przynajmniej w stosunku do tego, czego spodziewali się kibice. Dopiero wejście Busiego, świeżo po kontuzji, uporządkowało grę.

Wow zostało tu napisane dokładnie wszystko to co sam zauważyłem na temat Busquetsa, nawet porównanie z Redondo :). 2 zawodników nie za szybkich ale szlachetnie i mądrze się poruszających którzy nie są typowymi defensywnymi pomocnikami ale raczej lekko cofniętymi środkowymi. Super się czytało. Cieszę się też że w końcu doceniono tu Rakiticia. Przy takiej 3 z przodu Barca nie może mieć 2 typowo ofensywnych pomocników w składzie. Fajnie to trener ogarnął.

świetny artykuł!

Ciekawy artykuł, analiza Busiego może otworzyć niektórym ludziom oczy o jego wartości :) Tylko na przyszłość dla autora artykułu :

,, Duzi gracze mogą być szybkobiegaczami np. Touré, Mathieu, Fellaini, Sissoko z Newcastle, tenisista Berdych albo pędzący pierwszy do kontr swej drużyny Marcin Gortat ''

Lepiej brzmi po prostu '' Wysocy zawodnicy ... '' ;)

Trochę naciągana ta teoria o sprowadzeniu Rakiticia na pomoc Busiemu.
Chorwat miał rozgrywać, a że nie podołał to wypełnia zadania bardziej defensywne.
W zestawieniu z SuperTrio zdaje to egzamin i mamy dobrze funkcjonujący zespół.
Gorzej jak się trafiają mecze w których potrzeba kreatywności w pomocy,
wtedy cierpimy z powodu dwóch DMów w składzie.

Świetny, obszerny tekst brawo.

Dobrze że jest tu wzmianka o wiecznie wyzywanym Rakiticiu, może wielu wbije sobie do głowy na czym rola Rakticia w Barcy.

konto usunięte

Naprawde fajny artukul , a co do Busquetsa to dopiero zaczniemy go tak naprawde doceniać jak odejdzie z barcy

Zdecydowanie niedoceniony to nie ulega żadnej wątpliwości cichy bohater ale taka rola defensywnego pomocnika.