Następny mecz:  Barcelona  -  Boca Juniors     ·  Dziś o 18:15  ·  Finał Puchar Gampera FCBarcelona.com   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Barça uzależniona od MNS

 12 kwietnia 2016, 17:26

 Challenger

Źródło: własne

 29 komentarzy

W zdobywaniu bramek FC Barcelona jest zależna od Messiego, Neymara i Suáreza, ale to nie jest czas na zmiany. Powtórzę, że zmęczenie nie jest żadnym wytłumaczeniem. W razie braku dostaw od trójki z przodu, zespół powinien mieć w plecaku pakiet metod na zdobywanie goli w inny sposób. Na dzisiaj nie ma żadnych.

Od pierwszego meczu sezonu, Superpucharu Europy w dalekim Tbilisi, było wiadomo, że przed zespołem Luisa Enrique długi, wyczerpujący rok. Zmęczenie, fizyczne i psychiczne, nigdy nie było lumpem wyskakującym znienacka z ciemnego zaułka. Było stałym towarzyszem tej podróży.

Marcowy kalendarz eliminacji MŚ 2018 w Ameryce Południowej i wplecenie „Klasyku” w przededniu ćwierćfinałów Ligi Mistrzów składają się na niefortunny układ okoliczności dla Barcelony, ale schylanie się po nie w szukaniu wymówek dla ostatnich wyników drużyny jest mylące. Czynniki zewnętrzne mogą sprzyjać wystąpieniu objawów, sednem problemu pozostaje ograniczenie pomysłów w ofensywie do oddania piłki MNS. Kontry i długa piłka do napastników są oczywiście czymś nowym względem dominującej wcześniej szybkiej gry po ziemi, ale w dzisiejszej Barçy u celu wszystkich tych metod jest tercet podstawowych napastników. Zespół praktycznie przestał stosować inne środki na zdobycie bramki. W składzie brakuje napastnika – skrzydłowego lub doświadczonego „nowego Larssona” – zdolnego wejść z ławki i odmienić obraz gry. Pomocnicy za rzadko „wjeżdżają” z piłką w pole karne. Ożywczą tendencją w innych klubach jest schodzenie wahadłowych do środka boiska i kończenie wypadu strzałem. Nawet jeśli bezpośrednio nie daje goli, to łamie schemat gry i utrudnia rywalom bronienie kolejnych akcji. W przeciwieństwie do wiosny 2015 Barça przestała być groźna ze stałych fragmentów gry. Niechęć do katapultowania po kilka strzałów zza pola karnego na mecz jest ułomnością drużyny od czasów Guardioli. Messi zmonopolizował wykonywanie rzutów wolnych przy tendencji strzelania z każdej pozycji (nawet, gdy miejsce preferuje dośrodkowanie albo oddanie piłki Ney’owi). Rakitić, Iniesta i Alves za rzadko decydują się na strzały z dystansu. Nie trzeba dodawać, że w ekstremalnych momentach meczu – decydujących, więc i bardziej stresujących – oba ostatnie narzędzia stają się ekstremalnie zawodne.

Messi, Neymar i Suárez – wymieniani w tej kolejności

@Wachafcb Neymar był w klubie pierwszy i ma dla mnie większe znaczenie strategiczne. Piszę tak w artykułach,utrzymuję na TT. Nie ma błędu ;)

— KarolChallenger (@99challengerFCB) February 25, 2016 ">z dobrego powodu – grali w tym sezonie obłędne liczby meczów i obłędne sumy minut w tych meczach. Ekstremalnie rzadko zmieniani, jeszcze rzadziej odpoczywający na trybunach. W tym sensie wzmocnienia przedniej formacji – jakiekolwiek, tak naprawdę – powinny być latem zdecydowanym priorytetem transferowym klubu. Mówię „jakiekolwiek”, bo chodzi o zmianę nawyków i zaskoczenie rywali. Inne kluby coraz lepiej „czytają” ataki Barçy oparte na MNS, tak, jak kiedyś czytały tiki-takę Pepa i Tito. Jeśli będzie trzeba poświęcić Turana, to trudno – były gracz Atlético nie dał wielu argumentów, aby trzymać się pozostania go w klubie. Definiując priorytety potrzeb kolejnego sezonu atak wymaga wzmocnień pilniej niż pomoc z Busim, Iniestą, Rakiticiem, Roberto i Rafinhą.

Oznaki przeciążenia to naturalnie nie jedyne zagrożenie dla uzależnionej od swego tercetu cracków Barcelony. Dłuższy uraz lub zawieszenie któregoś z nich za kartki też mocno skomplikowałyby końcówkę sezonu Katalończyków. Bez Suáreza w San Sebastián ofensywa Barçy w sobotę była daremna. Duże szczęście zespołu, że wyjątkowo nerwowy w pierwszym meczu z Atléti Urugwajczyk nie opuścił przed czasem murawy i będzie mógł wystąpić w drugim. Reakcje i komentarze kibiców w obliczu ewentualnej straty Luisito na tak ważny mecz pokazują, że ofensywne ograniczenia drużyny są im doskonale znane.

Czy wobec tego Barça powinna spanikować i nagle sięgnąć po dawno odstawione środki?

Obecny moment jest moim zdaniem najgorszy na głębokie zmiany taktyczne. Ostatnia prosta, gdy rozstrzygają się tytuły – nigdy nie jest właściwą okazją do testów i wdrażania nowinek. Kalendarz meczów też jest niesprzyjający. Z EURO i Copą Centenario za kilka tygodni, czołowe kluby Europy grają co trzy dni. W tej fazie sezonu treningi to głównie regeneracja. Dlatego zamiast kombinować, Barça musi zewrzeć szeregi. Trenerzy mogą dodatkowo zabezpieczyć defensywę przez cofnięcie stoperów i Rakiticia bliżej własnej bramki w starciach z silnymi rywalami, nakazać bardziej zachowawczą grę bocznym obrońcom i silniejszy pressing od graczy ofensywnych. Zaś wszystkie poważniejsze modyfikacje powinny moim zdaniem poczekać do kolejnego sezonu. Okres przygotowawczy jest najlepszą okazją na naukę drużyny nowych rozwiązań taktycznych i przedefiniowanie tych, które były stosowane wcześniej. Przy świadomości, że uzależnienie od MNS okazuje się coraz bardziej zgraną kartą, muszę stwierdzić, że to wciąż najlepsza karta, jaką Barça dysponuje w tym sezonie.

Kreatywność w dywersyfikacji stanowi oczywiście sferę odpowiedzialności trenerów. Jest wyraźnym zaniedbaniem Luisa Enrique i jego sztabu, że skupieni na dostosowywaniu kolektywu do MNS, nie wprowadzili na wcześniejszych etapach sezonu części wymienionych wyżej rozwiązań – uderzenia głową po stałych fragmentach gry, łamanie bocznych obrońców do środka ze strzałem i, niezmiennie, częstsze uderzenia pomocników zza „szesnastki” to moi faworyci. Wobec tego, sympatykom Barcelony pozostaje liczyć, że na tę decydującą fazę sezonu Messi, Neymar i Suárez szybko odblokują się strzelecko. I, jakimś cudem, z ogromem wszystkich minut kampanii 2015/2016 w nogach – dojadą na oparach paliwa do ostatniego meczu sezonu.

Udostępnij:

Komentarze (29)

Gorące tematy