Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:05  ·  International Champions Cup TVP Sport   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Dwóch w bramce Barcelony

 12 sierpnia 2016, 22:00

 Challenger

Źródło: własne

 15 komentarzy

Kto tak nie ma? Zostać numerem jeden. Zdobyć afisze. Na środku sali koncertowej wysiąść z helikoptera. Bramkarze FC Barcelony też poczuli ochotę na więcej. Równocześnie.

W słonecznym sercu Katalonii i złotym sercu La Liga osoby odpowiedzialne za transfery rzadko doczekują się komplementów. Za obsadę bramki latem 2014 należą im się wszelkie wyskakujące ze słowników. Klub doskonale wytypował następców Víctora Valdésa i José „Wahina” Pinto. Jeden przebił swą postawą wszelkie oczekiwania. Drugi wygląda na czołowego fachowca swego pokolenia.

Wierzchołek inny niż inne

W związku trzeba o siebie dbać. Umieć słuchać. Chcieć rozumieć. Niektórzy całe życie nie potrafią stworzyć szczęśliwej relacji. Z zasady trudniej jest w trójkątach. Claudio Bravo, Marc-André ter Stegen i Barça – jednoczesne zadowolenie wszystkich trzech stron jest niemożliwe. Miejsce w bramce jest jedno. Ta sytuacja różni się od najdoskonalszej poliamorycznej historii brakiem choćby pozorów równości. Jeden z wierzchołków trójkąta jest ważniejszy niż inne. Najważniejszy jest interes klubu. Uważam, że do tej pory Barça rozgrywała to prawidłowo. Na dystansie długiego sezonu ligowego zespół polegał na spokoju i doświadczeniu starszego z nich. W pucharach, gdzie pojedyncze akcje i bramkarskie parady liczą się podwójnie, postawiono na energiczność, zuchwałość, jak Sorrentino w tytule jego ulubionego mi filmu: na młodość. W sytuacji bez wyjścia dla wszystkich liczy się najlepsze wyjście dla klubu.

Duet bramkarzy mobilizował się nawzajem udanymi występami. Pysznie enigmatyczne wypowiedzi nadzorcy trzymały obu w stałej gotowości. Nie było wiadomo, czy Lucho pewnego dnia złamie schemat, czy będzie mu wierny dalej. Cały czas karty rozdawał trener i miał w zanadrzu swoje atuty; jak KMŚ, gdzie w obu meczach postawiono na Bravo. Bilans złotego kompromisu oddają zdobyte trofea.

Obiecująca przyszłość

Od początku było dla mnie jasne, że tym, kogo podział Luisa Enrique zacznie uwierać, będzie ter Stegen. Gdyby Niemiec zawiódł oczekiwania, jego rola w drużynie by zmalała i musiałby szukać nowego klubu do reanimowania kariery. W razie stabilnego rozwoju, nabierałby śmiałości i nowego klubu szukałby z chęci. Z tą drugą sytuacją mamy do czynienia dzisiaj. Myślę, że klub i Lucho ustalili już z Markiem-André warunki jego pozostania w Barçy. Ma argumenty czujnie rozglądać się za przeprowadzką. W pierwszym sezonie w Hiszpanii wyrósł na konkretnego fachowca. Potwierdził swą pozycję w drugim, mimo początkowych komplikacji. Został dużą obietnicą na przyszłość. W wieku 24 lat może iść, gdzie chce. City, United, Arsenal i PSG czekają w kolejce żywo zainteresowanych. Obok Courtoisa, Butlanda, Oblaka i Perina MATS należy do najlepszych bramkarzy Europy poniżej 25. roku. Ma świetny refleks. Akcje 1 na 1 są jego dużym atutem, co jest ekstraważne w zespole, gdzie wysoko grająca linia obrony zapewnia je częściej od innych. Nogami gra lepiej od stoperów większości lig w Europie. Dobrze pasuje do Barçy. Potrzebująca bramkarza z przyszłością Barça dobrze pasuje do niego. Jeśli będzie dalej rozwijał się w dobrym kierunku i potwierdzi to występami co tydzień, szybko zamieni zestawienia młodego pokolenia na top 3 najlepszych bramkarzy w ogóle. To nie tylko moja obserwacja. Talentu tego kalibru należy pilnować.

W układance z bramkarzami Niemiec jest dla klubu absolutnym priorytetem. Musiano mu zagwarantować na trzeci sezon większą rolę niż w obu poprzednich. To nie wybór. To konieczność, by został. Doniesienia o jego możliwym odejściu przewijały się jeszcze podczas EURO. Nagle zupełnie umilkły, stąd zakładam, że ustalenia na linii piłkarz-klub-trener zostały już poczynione. Idące dokładnie tym tropem doniesienia TV3 są tylko potwierdzeniem moich przypuszczeń.

Konieczne zabezpieczenie

Zmontowałem tu kilka mocnych słów pod adresem 24-latka znad Renu. Claudio Bravo jest dla mnie kimś równie kluczowym. Podczas gdy jego konkurent obiecuje udane jutro, Chilijczyk daje Barcelonie bezpieczne dzisiaj. Jego ogranie w Hiszpanii pomogło w dwukrotnym zdobyciu ligi. Kampanię 14/15 zakończył z czwartym najniższym wynikiem w historii. Gdy wszedł do bramki po kontuzji przed rokiem, całej barcelońskiej defensywie przywrócił tak potrzebną stabilizację. Pewnością w bramce promienieje na widza, to co powiedzieć o obrońcach? Bravo świetnie się ustawia. Jest jeszcze lepszy w wybiciach po stałych fragmentach gry. Choć nie gra tak efektownie jak jego kolega z Niemiec, też ma dużą skuteczność w pojedynkach solo z napastnikami. Cechy przywódcze z kadry przeniósł do szatni Blaugrany, co zapewnia mu szacunek drużyny i sprzyja w komunikacji na boisku. Jego spokój i pozytywnie rozumiana rutyna działają na korzyść Barçy za każdym razem, kiedy Claudio gra w jej barwach.

Konfrontacja z młodym-zdolnym zawsze stawia starszego w gorszym położeniu. Na wyraźne wyróżnienie zasługuje, że kapitan reprezentacji Chile o swoje miejsce w klubie rywalizuje z godnością. Po cichu. Jeśli upomina się o swoje, to w dyskrecji biur Camp Nou. Nie chadza z przemyśleniami do mediów. Chciałbym, by jego pozycja w „Dumie Katalonii” pozostała silna – bardzo ważnym elementem całej sytuacji jest mi, że w swojej nieposkromionej ambicji Marc-André ma tendencję do przegrzania się, „przemotywowania”. Inaczej już dziś mógłby być kandydatem do zajęcia miejsca w bramce na cały sezon. Nie jest. Brak mu wprawy w radzeniu sobie z presją na najwyższym poziomie (wyzwania, przed jakimi stawał w ‘Gladbach, to inna… liga). Zawodzi go koncentracja. Kilkakrotnie doprowadziło to w ubiegłym sezonie do błędów zawodnika i złego wyniku drużyny. Muszą tu przyjść na myśl mecze w Superpucharach z Sevillą i Bilbao, niepewny ze strony Niemca początek ligi. Tamte gole nie padły dlatego, że jest złym bramkarzem. Padły, bo poczuł się zbyt pewnie. Sądzę, że niedostępność Bravo odegrała w tym rolę; perspektywa stałego miejsca w składzie przez kilka tygodni, i to na samym starcie sezonu, zachwiała psychiką młodego bramkarza tłumiąc jego atuty sportowe. Luis Enrique też to zauważył, w moim przekonaniu postawienie na Bravo podczas Mundialito w grudniu dało tego wymowny dowód.

Klub nie może pozwolić Niemcowi za wcześnie uwierzyć we własną wielkość. Stary sąsiad świętego Sebastiana jest tego najlepszą gwarancją. Jeśli nadejdzie zbyt szybko, to dzień, kiedy MATS zdobędzie przekonanie o byciu tu niekwestionowanym pierwszym bramkarzem, może okazać się ostatnim dniem jego dobrej formy na Camp Nou. Ter Stegen potrzebuje jeszcze czasu, by dojrzeć i nauczyć uodparniać się na wszystkie sytuacje, które na piłkarskim szczycie decydują o wzniesieniu pucharu bądź patrzeniu jak wznoszą go inni. Barcelona potrzebuje stosownego zabezpieczenia przynajmniej na kolejny rok. Chilijska polisa spisywała się do tej pory powyżej oczekiwań. Claudio Bravo nie zawiódł mnie na boisku ani razu.

Co dalej?

W sportowej elicie czas nie stoi w miejscu. To, co dobre, chętnie się kończy. Tak korzystne klubowi współtowarzystwo dwóch wielkich bramkarzy dziś poprzedza tylko kartę kolejnego rozdziału. Claudio Bravo wrócił z wakacji 1 sierpnia i, jak wcześniej ujęli to przedstawiciele klubu, sytuacja nie była z nim omawiana. Ustalenia, które w międzyczasie podjęto z reprezentantem Niemiec i które dają mi podstawę do stanowczości pewnych wniosków, a katalońskim mediom do krzykliwych tytułów – mogły postawić Claudio Bravo przed faktem dokonanym. Można uznać to za nieeleganckie, ubolewać nad różnymi czynnikami… Myślę, że nie należy. Czemu się dziwić? Nim skończy się sezon 16/17, Chilijczyk skończy 34 lata. Od ich pierwszego wspólnego treningu było wiadomo, że inwestycją na przyszłość jest ter Stegen. Nie dał podstaw do tego, aby było inaczej.

Uważam, że były gracz RSSS zaakceptuje nowy podział ról – jaki by nie był. Pojawią się pewnie duże słowa o walce i zaangażowaniu, bo każdy piłkarz tego formatu ma swoją dumę i musi pilnować wizerunku, ale moim zdaniem zostanie na Camp Nou przynajmniej jeszcze rok. Mam dwa tropy. Pierwszy: ledwie w marcu niedawnemu zwycięzcy Copa América urodziło się czwarte dziecko. Dla świeżo powiększonej rodziny to nie czas na zmiany, przeprowadzki do nowego kraju. Drugi: w kontekście zmiany barw bramkarza Barçy padł tylko jeden kierunek: Premiership, z City na czele. Bravo nie mówi po angielsku. Doskonale wiadomo, jak to ważne w tamtejszej lidze, w szczególności dla bramkarza.

Nie wiem, jaką postać przyjmie nowy podział obowiązków w barcelońskiej bramce. Wiem, jaka byłaby optymalna. Zamiana ról. Ter Stegen na rozgrywki ligowe, Bravo do Ligi Mistrzów i Pucharu Króla. Wraca tu pytanie, czy taki podział zyska aprobatę 24-latka znad Renu. W tym rozdaniu otrzymuje występy co tydzień (w licznych wypowiedziach podkreślał, jak to dla niego ważne) i teoretyczną pozycję „bramkarza nr 1”. Claudio Bravo zyskuje zaś „awans” do Ligi Mistrzów. W moim przekonaniu taki układ zadowoliłby Chilijczyka. Odstąpienie ligi nie jest dużą stratą dla gracza w jego położeniu. W Hiszpanii rozegrał blisko 250 meczów w Primera División (obok 57-miu w Segunda A). Za to reprezentowanie w najważniejszych klubowych rozgrywkach świata ekipy co roku grającej tam o zwycięstwo byłoby pięknym zwieńczeniem jego kariery. Nie widzę innego klubu dającego mu taką okazję.

Odstąpienie podstawowych rozgrywek będzie pewnie odczytane jako pierwszy krok do pożegnania. To nie musi być w konflikcie z interesem i zamiarami Claudio Bravo. Tak jak Messi chciałby zakończyć karierę w Newell’s, tak Bravo – lider i kapitan reprezentacji – nie raz mówił o powrocie do Chile. Nie wiem, do kiedy planuje grać, ale w okolicy 35. urodzin termin wyprowadzki z Europy może być bliżej z każdym rokiem.

Wracając do wątku przewodniego: spośród opcji przewidujących pozostanie obu w klubie, wymienienie się rolami na nadchodzący sezon zdaje mi się najrozsądniejszą propozycją dla klubu i każdego z zawodników. Jeśli MATS uzna, że liga to za mało, Bravo najpewniej zareaguje odejściem. Co oczywiste, nie można wykluczyć kilkuetapowego porozumienia Barçy z 24-letnim Niemcem – pozycja bramkarza ligowego w kampanii 2016/17 i gwarancja pakietu „liga + Liga Mistrzów” w kolejnej. Szczerze mówiąc, taka wersja jest dla mnie bardziej prawdopodobna. Pozostanie trzeci sezon przy obecnym systemie oznacza brak rozwoju ter Stegena. Klubowi daje to wątpliwe korzyści natury sportowej, dodatkowo pachnie mi to huraganem przy Aristides Maillol po jego spodziewanych wypowiedziach.

Nie znamy podjętych decyzji, więc na poważnie trzeba brać możliwość odejścia Bravo. Dostępność Diego Alvesa to sytuacja idealna dla FC Barcelony. Moim zdaniem w obecnej sytuacji bardziej niż realną opcją transferową jest przewagą negocjacyjną klubu wobec Chilijczyka. Ten w innych okolicznościach mógłby poczęstować dyrekcję słowami: Odchodzę i macie problem. A tak riposta jest prosta: Odchodzisz i mamy Alvesa. Kontuzja „tego drugiego” może ostatecznie zatrzymać wychowanka Colo-Colo w Katalonii. Mówi się o 3 tygodniach przerwy. W tym czasie Bravo jest pewnym numerem 1. W tym czasie minie okno transferowe. Uraz Niemca nie rozstrzyga nic na dłużej. W lidze zacznie Bravo, to jasne, nie słyszałem Luisa Enrique mówiącego o utrzymaniu tego stanu rzeczy przez resztę sezonu.

Najbardziej zasłużonego bramkarza w historii klubu nikt dziś nie wspomina. Żaden z jego następców nie popełnił błędu decydującego o wyniku ważnego meczu. Obaj kulturalnie wyrażali swoje niezadowolenie z sytuacji, obaj są w klubie do dzisiaj. Dwa lata i siedem trofeów później można z przekonaniem stwierdzić, że bramkarski system Lucho się sprawdził. Niech sprawdza się dalej – z lekkimi modyfikacjami dyktowanymi banałem upływającego czasu. Uważam, że najlepiej dla klubu, jeśli na kolejny sezon zatrzyma obu swoich bramkarzy.

Udostępnij:

Komentarze (15)

Gorące tematy