Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:05  ·  International Champions Cup TVP Sport   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Ciężka harówa w Sewilli [felieton]

 16 sierpnia 2016, 06:30

 Challenger

 11 komentarzy

Najlepsze wejście w sezon to wejście z trofeum w dłoniach. Barcelona jest na dobrej drodze. Po ciężkim meczu pokonała silnego rywala. Długimi fragmentami meczu Sevilla była lepiej dysponowana od Katalończyków.

Barca, wersja pragmatyczna

W zeszłym sezonie pojawiły się tezy o Barcelonie ekonomicznej. Niedzielny mecz w Sewilli pokazał, że zostaną nie tylko słabym żartem z dwumeczu z Atlético. Umiejętność gry wyrachowanej jest dziś w piłce bardzo ważna. Topowe kluby czeka 60 meczów w sezonie. Nie da się grać wszystkich na 100%. Barcelona – ze swoim DNA i łatką umiejącej grać pięknie albo wcale – zawsze miała trudności z zaciąganiem na boisku hamulca. (Nie mam tu na myśli okresów, gdy grała po prostu słabo.) W erze wielkich sukcesów i obciążeń Guardiola nie nauczył zespołu spuszczać z tonu, bo nie chciał albo nie umiał. Lucho próbuje. Takie zwycięstwa jak to na rozgrzanym do piekielnych pasteli Sánchez Pizjuán cieszą mnie bardziej od kolejnego 5:0.

Każdy w piłce wie, że spotkanie z Barçą grozi gradobiciem goli. Ligowy średniak, Real Madryt, europejska czołówka – rywal nie ma znaczenia. Nad czym Barcelona musi pracować, to zwyciężanie ważnych meczów „nieswojego” dnia; gdy nic nie idzie, rywal interesuje się kolejnym faulem bardziej od gry w piłkę, na przedwiośniu sezonu. Trzeba się w tym doskonalić, bo sezon długi, a zdrowie jedno. Pierwsza odsłona Supercopy pokazała, że futbol pragmatyczny ekipie Enrique wychodzi coraz lepiej.

W wyrównanej rywalizacji o zwycięstwie decyduje przejęcie kontroli nad kluczowymi momentami meczu. Aby uzyskać swój wynik, nie potrzeba 90 minut pięknej, natchnionej gry. Czasem wystarczą trzy. Na resztę: konsekwencja.

Obrona, pomoc, atak – żadna formacja w szeregach „Dumy Katalonii” nie zagrała dobrego meczu. Żadna nie grała też „padliny”. Zaliczka przed rewanżem wygląda solidnie. Jest czyste konto. Przeciętny mecz, a idealny wynik. Piłkarski utylitaryzm: „co przynosi pozytywne skutki, jest dobre”. Czerpiąc z najlepszych wzorów Chelsea, Realu, Manchesteru United czy Interu Mourinho, Barça pokazała, że też tak umie. To główny pozytyw po niedzielnym meczu. Zaraz za nim widzę kilka innych.

Zwarta obrona

Przed rokiem o tej porze FC Barcelona była organizacją charytatywną. Rozdawała bramki hojnie i każdemu. Dużą ulgą było tym razem zobaczyć obrońców Barçy, którzy bronią. Zamiast ścigać się na błędy, czwórka z tyłu trzymała linię, pilnowano krycia, nikogo nie zawiodła koncentracja. Porządnie zagrali stoperzy, Busi gorzej, ale jako formacja wszyscy dali radę. Niedoskonałości się zdarzały – dziwne, gdyby na tym etapie sezonu ich nie było – ale nie w ilości i kalibrze skutkującymi fontanną goli dla przeciwnika. Nakaz gry bocznych obrońców płytko na swojej połowie też był celowy. Lucho ze sztabem wyciągnęli wnioski sprzed 12 miesięcy i po meczu zasłużenie zgarnęli Nagrodę Czystego Konta imienia Bernarda Madoffa.

Piqué przytomny i skoncentrowany

W ramach całej formacji jednej osobie należą się osobne słowa pochwały. Piqué jest Katalończykiem i wychowankiem. Zostanie tu na długo. W obliczu niechcącego się cofać wieku Javiera Mascherano, stabilna forma Piqué jest warunkiem koniecznym dobrych wyników Barçy. Gdy dobrze gra Piqué, dobrze gra cała obrona.

Będąc na boisku ciałem jedynie, Geri destabilizuje całą formację i resztę zespołu. W ośmiu przypadkach na 10 gorzko odbija się to na wyniku. Jego dobra dyspozycja w niedzielę – żaden pokaz doskonałości, ale skupienie przez cały mecz i skuteczność w rzadkich sytuacjach wymagających zdecydowanej interwencji – stanowi solidny fundament, na którym zespół może się oprzeć w kolejnych tygodniach.

Turan odzyskany, Munir z golem

Obaj nowi gracze spisali się nieźle, z grubsza tego się po nich spodziewałem. Z większą ciekawością czekałem na znajomych z zeszłego sezonu.

Bardzo się cieszę, że Turek pozostał w klubie. Myślę, że tym, co najbardziej wstrzymywało go wiosną – był on sam. Ma wiele do udowodnienia. Jest w stanie to zrobić. Asysta do Suáreza to pewna statystyczna anomalia – w przekroju całego meczu nie „mieszkał” w polu karnym – ale na pewno zasłużona. Zrobił to tak, że lepiej się nie dało. Podobało mi się jego orbitowanie pod linią boczną i schodzenie do środka z piłką. Rósł w tym meczu wraz z płynącymi minutami. Może na skrzydle faktycznie znajdzie „swoje miejsce” w Barcelonie? Niedzielny występ jest dla niego przedłużeniem bardzo udanego okresu przygotowawczego. Oby tak dalej, niech początek rozgrywek „uwolni” Turana dla Barcelony. Po wcześniejszych deklaracjach Lucho, taki występ w Sewilli mogą tylko pomóc.

Przy pierwszej okazji Munir El Haddadi pokazał, ile pewności zyskał jednego lata. Bramka identyczna do tej z Leicester City, podanie Messiego wykończył jak Thierry Henry. Nowy napastnik naprawdę jest potrzebny?

Wymierny test przed I kolejką

Stawka. Trudny rywal. Ciężki mecz. Dobry wynik. Świetny test. Sezon ligowy, na który tak „grzeje się” Real, należy rozpocząć pewnie i bez potknięć. Na rozpędzanie się do listopada nie ma czasu. Stabilna forma potrzebna jest dużo wcześniej. Nie chodzi o show, teraz liczą się tylko punkty. Od pierwszej kolejki trzeba ich łapać jak najwięcej.

Przykładanie wagi do dwumeczu z Sevillą nie jest przesadą, ponieważ liga startuje już w sobotę. Pozytywny start bardzo się przyda. W drugiej rundzie FCB gra w Bilbao, trzy kolejki później z Atlético. W październiku czekają wyjazdy do Vigo i na Mestallę. W Andaluzji wypadło obiecująco. Jeśli w rewanżu podopieczni Lucho spiszą się równie efektywnie, o udane otwarcie ligi można być spokojniejszym.

Udostępnij:

Komentarze (11)

Gorące tematy