Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Pięć sposobów na "koniec cyklu"

 1 września 2016, 21:30

 Challenger

Źródło: własne

 51 komentarzy

Odnoszę wrażenie, że barcelonismo przyjęło letnie transfery przede wszystkim zdumieniem i rezerwą. Jakby kupienie połowy składu z 23-latków było plotkami dopiero i to z podłych źródeł, a nie zamkniętymi transakcjami. Moim zdaniem ta gorączka zakupów przyniesie katalońskiej ekipie wiele korzyści. Najważniejsza: Luis Enrique znów udowadnia, że trzyma rękę na pulsie.

Minęła 22:00, była zeszła niedziela. Na olśniewającym stadionie w Bilbao FC Barcelona zrobiła właśnie to, co za kadencji Lucho robi najlepiej. Wygrała mecz. Czwarty w sezonie. W trzech z nich uzyskała czyste konto. Wystarczy cofnąć się o rok, by zdać sobie sprawę, że mocne otwarcia nie są regułą nawet dla trenera, który 100 zwycięstw osiągnął po 126 spotkaniach, najwcześniej w historii klubu. Na starcie kampanii 15/16 zespół miał w czterech grach bilans po 90 minutach: 1 zwycięstwo, 2 remisy, 1 porażka. Po stronie strat straszyło 9 goli. Było nerwowo.

Z zewnątrz patrzy się dziś na Barcelonę, jak na córkę, która zwędziła kartę kredytową rodzicom i ruszyła na zakupy bez limitu wydatków. Przypominam odczucia sprzed roku, bo klubu z Camp Nou znów się nie docenia. Ten plan jest przemyślany, a transferowe wybory lata – bardzo potrzebne.

Enrique i Barça wyciągają wnioski

Wiosną Lucho Barcelonę oszukał. Przede wszystkim kibiców i obserwatorów. W pewnym sensie chyba też piłkarzy. Rotacje, świeże pomysły taktyczne, odważne stawianie na graczy drugiego planu (jak Mathieu) – wszystkiego, co zdecydowało o sukcesie Barçy na wiosnę 2015, zabrakło rok później. Efekt to przegrane nadzieje o obronie Ligi Mistrzów przysypane serią ligowych katastrof. Sytuację udało się uratować. W jedenastu, praktycznie bez wkładu rezerwowych na finiszu sezonu.

Trener „Dumy Katalonii” miał w odwodzie alternatywy (Roberto za coraz wolniejszego Alvesa, Mascherano w środku pola, zluzowanie MNS przed GD i Atléti póki przewaga ligowa jeszcze była bezpieczna), ale z nich nie korzystał. Musiał widocznie uznać, że dają niewystarczającą jakość. A skoro tak, to bardzo się Enrique postarał, aby nic podobnego nie zdarzyło mu się w następnym sezonie.

Konkretne potrzeby kadrowe

Ktoś, kto ogląda Barcelonę raz na miesiąc, może uznać wydanie 110 milionów euro na rezerwowych za przesadę. Uważniejszy obserwator dostrzeże w tym reakcję trenera i dyrekcji na aktualną sytuację kadry.

Masche coraz rzadziej będzie grać co trzy dni. Uwielbiam jego charakter, ale rywale regularnie wykorzystują jego niski wzrost i słaby wyskok, będą robić to częściej. Oszczędzanie Iniesty jest konieczne dla wydłużenia jego kariery. Środkowi pola przyda się wzrost i mięśnie, a jeden z „nowych” mierzy prawie 190 cm wzwyż i waży o 10 kilo więcej niż Busi. MNS potrzebuje zmiennika, bo jak udowodniła wspomniana wiosna jednak nie mogą grać wszystkiego; zresztą po ludziach chodzą kontuzje. No i Rakitić, cyklicznie kwestionowany. Dobrze mieć dla niego opcję, jeśli zależnie od przebiegu tego sezonu sytuacja będzie wymagała zmian.

Potrzeby personalne pierwszy raz od dawna są na Camp Nou prognozowane daleko w przód, najmniejsze wątpliwości zabezpieczono przy pierwszej okazji. Na tle szalejących na rynku stawek Barça zdołała utrzymać wydatki na rozsądnym poziomie. Za pieniądze wydawane teraz na jednego piłkarza kupiono pięciu. Kosztowali 3,25 miliona euro, 25, 16,5, 30 i 35. Zawsze można taniej, ale na tej zasadzie najlepiej nie wyjmować portfela. Najwięcej (zmienne) wyniesie najmniej przekonujący mnie Gomes, ale podebrano go głównym rywalom do mistrzostwa, a to ma dodatkową wartość.

Piątka piątce nierówna

Graczy pokroju Vermaelena, Bartry, Adriano, „Douggiego” i Sandro trener przyspawał wiosną ubiegłego sezonu do ławki. W decydującym momencie urazu doznał Mathieu. Tamten zespół miał wiele zalet. Nie miał głębi składu. Kupienie pięciu nowych graczy z pola sprawia, że będzie z kogo wybierać.

Denis, Umtiti, Digne, Paco i Andre Gomes mają jakość. Nie mam zamiaru przekonywać, co dokładnie dadzą drużynie. To najlepiej czuje trener, a zweryfikuje boisko. Trudno mi jednak kryć optymizm znając profile tej piątki. Umtiti był wyróżniającym się stoperem całej ligi. Został rewelacją EURO 2016. Pierwszymi oficjalnymi meczami w Barcy – zebrał w nich 251 minut zanim nastał wrzesień – robi furorę, na jaką liczyłem w artykule sprzed paru tygodni. Digne wygląda na walczaka i przywraca tak potrzebną rywalizację na lewej obronie. Bardzo spodobała mi się jego gra w nowym otoczeniu. Andre Gomes – rewelacja sezonu 14/15, na pewno nie zaskodzi. Denis Suárez pojedynczymi zagraniami zdradza wielki potencjał, aż strach wymieniać głośno nazwiska przychodzące po nich na myśl. Widać feeling z Messim. Alcácer to najwszechstronniejszy – przykro mi, Álvaro – hiszpański napastnik młodego pokolenia, gwarancja goli, wisienka na torcie.

Gracze wchodzący do zespołu jako dopełnienie składu potrzebują lepszych referencji?

Rezerwowi doskonali

Nie chodzi o sam wiek i umiejętności. Wszyscy po raz pierwszy trafili do wielkiej piłki. Lyon, Roma, Villarreal, Valencia – w debiutanckim sezonie w klubie kalibru Barçy będą to rezerwowi bezproblemowi. Nie nawiązuję do słodkich deklaracji z powitalnych konferencji, mam na myśli własny interes zawodników. Poza Alcácerem i Umtitim, status pozostałych w futbolu jest znikomy. Jeśli chcą przenieść swe kariery na wyższy poziom, wykorzystają ten sezon przede wszystkim na naukę. Cicho, pokornie, wsłuchani w trenera na treningach i z oddaniem na boisku.

A za rok pomyślimy, czy prezentują odpowiednią jakość. Odpowiednią, aby pewnego dnia zastąpić Mascherano, Iniestę, Rakiticia i zostać tu na dłużej.

Młodość i doświadczenie

Grają na różnych pozycjach, ale poza cyframi „2” i „3” mają inną istotną cechę wspólną. Zwróćcie uwagę, od kiedy występują na poziomie pierwszoligowym. Barça nie kupiła samej młodości. Kupiła młodość i doświadczenie. Na rynku to rzadkość, wystarczy zważyć, ile kosztował Pogba. Piłkarz o większej renomie, ale na boisku zajmie jedną pozycję. To mniej niż pięć.

Barcelona nie sprowadziła żadnego z gorących nazwisk lata, jak Sané, Dembélé, Stones czy Gabriel Jesús. Na Camp Nou wybrano młodych, ale od dawna już ogranych. Inteligentnie, minimalizując ryzyko. Z tej perspektywy wszystkie pięć wygląda na świetne interesy.

Aksamitna wymiana pokoleniowa

Mówiąc o tym transferowym przepychu, można zadać sobie pytanie: Czy Barcelona już teraz potrzebuje tylu nowych piłkarzy? Odpowiedź jest prosta, brzmi „nie” i jest w tym wszystkim najlepsza.

Od pewnego czasu mówiono, że Barca się starzeje. Polityka transferowa klubu koncentrowała się na graczach w pobliżu 30-ki, były polemiki. Letnie wybory je kończą. Nikt nie zapomniał o odmłodzeniu składu, czekano tylko na właściwy moment. Jedyne zaskoczenie polega na tym, że zamiast małej fiolki z eliksirem młodości, do szatni FCB wniesiono kilka wiader. Moim zdaniem klub wie, co robi.

Jeśli kupuje się na raz pięciu zawodników kwalifikujących się do kadry U-23, a starszego o rok bramkarza z fanfarami mianuje numerem „1” – stoi za tym głębszy zamysł. Podejmując już dziś taka inwestycję w młodość, na Camp Nou uprzedza się fakty. Zamiast biernie patrzeć na schyłki karier swoich legend, klub reaguje zawczasu i stawia na proces rozłożony na lata. To rewolucja pokoleniowa, ale kamuflowana. Aksamitna. Iniesta ma przed sobą co najmniej dwa sezony gry na wysokim poziomie. Mascherano też nie rozgląda się za domem spokojnej starości. Żelazny kręgosłup składu Piqué-Busquets-Messi pochodzi z roczników 1987-1988 i jeszcze trochę się nagra. Latem 2016 tylko pozycja stopera wymagała natychmiastowej reakcji, co zresztą załatwiono w pierwszej kolejności. Dzięki temu nowe pokolenie wchodzi do drużyny płynnie, ląduje miękko, na zakładkę z ikonami poprzedniej ery. Nowi dostają szansę na naukę zanim filary zespołu znajdą się na marginesie. To, jak każdy z młodych-zdolnych to wykorzysta – zależy tylko od nich. Czy klub mógł stworzyć im lepsze warunki? Uważam, że nie sądzę.

Przewagi konkurencyjne

FC Barcelona funkcjonuje w przestrzeni silnie konkurencyjnej. Jak próbuję czasem dowieść, Lucho nie tylko jest czujnym kadrowym. Z każdym rokiem staje się bardziej inteligentnym. Intencje klubu i trenera widać wyraźniej, gdy spojrzeć na to, co dzieje się u rywali Barcy, krajowych i zagranicznych. Bayern kupił kolejnego skrzydłowego. Pogba trafia do Anglii bez okresu przygotowawczego. Pół roku po odkryciu kart, dwa miesiące po rozpoczęciu pracy i 3,5 tygodnia po starcie sezonu Pep do ostatniej chwili żonglował granatami nierozwiązanych problemów kadrowych. W Atlético i Chelsea drugie lato z rzędu przewija się w obie strony tylu ludzi, co niedzielą przez centrum handlowe. Ruchy kadrowe Arsenalu są tradycyjnie nieszkodliwe.

Aktywność Realu znikoma. Letnie wypowiedzi Péreza i piłkarzy wskazują, że po EURO najwięcej na Bernabéu zainwestowano w lustra dla Cristiano Ronaldo. I tylko Zinedine Zidane, jak informują wiarygodne źródła w Hiszpanii, na nowy sezon patrzy niepyszny i sfrustrowany, że klub poniósł fiasko w ściągnięciu dużego nazwiska. Wielki faworyt Zizou Paul Pogba trafił gdzie indziej... Na tle konwulsyjnych ruchów konkurentów rozwaga i konsekwencja Barçy tym bardziej zasługują na uznanie. Nowi piłkarze o takim profilu to przewagi konkurencyjne. Poza Alcácerem wszyscy byli w klubie do 21 lipca. Przepracowali okres przygotowawczy w nowym otoczeniu. Było to widać w ich pierwszych występach. Kolejny punkt dla Enrique.

Charakter wzmocnień kluczem do pozostania Lucho na Camp Nou?

Skala zysków, jakie z zakupów poczynionych przez ostatnie tygodnie Barça może mieć podczas długiego sezonu i kilku kolejnych lat, nie dla wszystkich jest teraz przejrzysta. Lucho wzmacnia ławkę, ale przede wszystkim wzmacnia poczucie głodu w drużynie, która zdobyła już wszystko. Kilkukrotnie. Z drugiej strony, bardzo dobrze, że spektrum korzyści – klarownych teraz, z potencjałem wzrostowym zaraz – tak wielopłaszczyznowego dowartościowania kadry umyka publice. Nową układankę można tworzyć po cichu, dopracowując efekt zaskoczenia.

Wystarczy otwarty umysł i trochę zorientowania w aktualnej sytuacji kadrowej Barçy, by dostrzec, jak ciekawie przedstawia się drużyna po zmianach. Powrót do zdrowia Rafinhi i „odzyskanie” Turana zaostrzają rywalizację jeszcze bardziej. Lucho skomentował to entuzjastycznymi, zupełnie nie w jego stylu, słowami o „najlepszej drużynie, jaką miał”. Nie umiem mu się dziwić.

Poza całą resztą, szeroki strumień sangre nueva, świeżej krwi niesie obietnicę, że Luis Enrique wciąż ma pomysły na tę drużynę i ochotę do dalszej pracy na Camp Nou. Dla klubu i jego kibiców nie może być lepszej wiadomości.

Udostępnij:

Komentarze (51)

Gorące tematy