Panika po Alavés, niedosyt po Atléti

Challenger

23 września 2016, 00:45

17 komentarzy

W czterech pierwszych meczach podopieczni Enrique odnieśli komplet zwycięstw. Pewnie zdobyli tytuł na aktualnym wiceliderze. Trzykrotnie zachowali czyste konto. Nieoczekiwana porażka z beniaminkiem wprowadziła wokół drużyny panikę. Dwa mecze i tuzin goli później przychodzi remis z Atlético. Niedosyt. Panika ta mocno przedwczesna, niedosyt zbyteczny. Jakość w składzie i okoliczności obu rezultatów powinny powstrzymać zwolenników Barçy od wskakiwania do basenu histerii.

Minęła 23:00. Pep Guardiola wciąż był w swoim gabinecie na Camp Nou. Przewijał w tę i z powrotem fragmenty obu ostatnich meczów. Urojenie przez późną godzinę czy słyszał pukanie do drzwi? Ponowne, głośniejsze rozwiało wątpliwości. Ocknął się i powiedział:

- Tak?
- Trenerze, to ja. Mogę?
- Jasne, proszę wejdź.

Krajowy futbol dwukrotnie zapisał się w historii Barçy. Polacy otworzyli Camp Nou. Rewanż z Wisłą w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów był pierwszą porażką ery Guardioli. Drugą było spotkanie z Numancią. Sezon ligowy 08/09 zaczął się od rozczarowania. Remis z Racingiem przyniósł kolejne. Blisko 55 tysięcy widzów wracało z Camp Nou do domów w podłych nastrojach. Entuzjazm z powrotu Pepa ustąpił. Następnego dnia w ankiecie „Sportu” blisko ⅔ głosujących chciało jego dymisji.

Za złymi wynikami widziano złą grę i brak potencjału na więcej. Mało kto zachowywał rozsądek, cierpliwość. Wśród tych nielicznych był ktoś, kto postanowił przekazać to trenerowi osobiście. Wieczorem po remisie z Racingiem, gdy Pep był pewny, że biura Camp Nou już opustoszały, odwiedził go Andrés Iniesta z jedynym w swoim rodzaju wotum zaufania. Ze wszystkich w drużynie właśnie Iniesta, ten, który zabierał głos najrzadziej. Uspokoił trenera zapewnieniem: „nie martw się, mister. Idziemy we właściwym kierunku. Lepsze wyniki są tylko kwestią czasu. Nie zmieniaj niczego”.

Po meczach z Alavés i Atléti ktoś powinien złożyć Luisowi Enrique podobną wizytę.

Alavés

Trudno wzbudzić kontrowersje stwierdzeniem, że Blaugrana przegrała to spotkanie w wyniku tłumu zmian. W wyjściowym składzie zaszło siedem modyfikacji, w tym cztery debiuty sezonu. Liczne roszady wyglądały na spowodowane przerwą na kadrę, z jakiej wracali piłkarze. Mam inne zdanie. Nad ranem w środę przed Alavés „Masche” i Neymar zagrali po 90 minut. Należą do tych, którzy mają najdłuższy powrót do klubu. Obaj zaczęli mecz ligowy, zostali na boisku do końca. Uważam, że trener FC Barcelony dokonał tak głębokich operacji na drużynie ze względu na charakter kolejnego meczu, nie przez „wirus FIFA” per se. Już 70 godzin po ostatnim gwizdku arbitra Marín Lópeza Barça grała z Celtikiem. Mecz pod każdym względem ważniejszy od sobotniego.

Liga jest długa. Faza grupowa LM liczy 6 meczów. Pierwsze miejsce ma znaczenie dla każdej ekipy patrzącej na część pucharową długofalowo. Trener uznał, że priorytetem tygodnia będzie jak najlepsze otwarcie tych rozgrywek. A do tego potrzebował maksymalnie wypoczętej „jedenastki galowej”.

Przez specyfikę grupy C takie podejście Enrique jest zupełnie zrozumiałe. Wszystko może się zdarzyć w meczach z rosnącym w siłę z każdym tygodniem City. Barcelona potrzebuje dwunastu punktów z „Celtami” i ‘Gladbach. Jeśli prowadzenie w grupie rozstrzygnie różnica bramek, kto będzie zaskoczony – ręka w górę! Ponadto, dwie ostatnie rundy fazy grupowej LM przypadają w kalendarzu [LINK] Barçy na szczególny zestaw w lidze: wyjazd do San Sebastián i Gran Derbi na Camp Nou. Klub potrzebuje pierwszego miejsca w grupie C i potrzebuje dbać o nie od razu. Stąd tak zapobiegliwe podejście „Lucho” do meczu otwarcia ze Szkotami, nawet jeśli wynik z Alavés miał na tym ucierpieć.

Celtic nie uchodził za faworyta do pokonania Barçy, co potwierdził przebieg meczu. Zluzowanie ponad połowy podstawowego składu nie musiało być jedynym motywem szkoleniowca, który w jednoczesnym wystawieniu Vidala, Mathieu, Digne’a, Denisa, Alcácera i Turana mógł dostrzec okazję na okrzyk „sprawdzam!” i porównanie na tle tego samego przeciwnika, którzy piłkarze „rokują” na silnych rywali w dalszej części sezonu. Ten test Mathieu, Turan i Digne zdali lepiej od innych. Podobny manewr zastosował ostatnio José Mourinho przeciwko City. Myślę, że „Lucho” lepiej dobrał okazję.

Przy skali wzmocnień, jaka latem zaszła na Camp Nou [LINK], trzeba sprawdzać swe zasoby w boju. Im szybciej, tym lepiej. Strata punktów z Alavés nie musi być wysoką ceną za doradzenie trenerowi w selekcji i płynące z tego korzyści na przyszłość.

Atlético

W przeciwieństwie do niektórych innych klubów, sploty złych okoliczności są dla Barçy jak dzieci zaniedbane przez rodziców wobec złapanej muchy. Podcinają skrzydła. Tym razem było trochę inaczej. Azulgrana powinna być zadowolona z tego remisu, ale na koniec pokazała pazur.

Mijała 59. minuta, gdy Lio Messi mijał zmieniającego go Ardę Turana. Nagła cisza wyjątkowo głośnego tego wieczora Camp Nou oddała reakcję kibiców. Po stracie swego lidera drużyna stanęła na pięć minut. W szoku był Luis Enrique – zły przebieg wydarzeń skwitował brakiem zmian do końca meczu. To aż dziwne, że sokoły Simeone nie rzuciły się z miejsca po kolejne gole.

Atléti podjęło pewne próby, ale nie zdołało wykorzystać momentu słabości Barçy. Po chwili ocknęli się gospodarze i pokazali charakter. Neymar błyskawicznie wszedł w buty lidera. Mascherano otrząsnął się z błędu już w kolejnej akcji i do końca meczu był wielki, tak samo Piqué. Sergi Roberto zagrał swój najlepszy mecz jako obrońca. Oglądanie Iniesty stanowiło przywilej. Suárez zdobyłby gola rękami gdyby mógł, po meczu był autentycznie wściekły na wynik. Barça kopana i poniewierana, jak Atléti w styczniu grająca w dziewiątkę – bo tak należy ocenić wkład w mecz Gomesa (świetnego z Celtikiem!) i użyteczność Ardy na prawym skrzydle – do ostatniego gwizdka nacierała na zawsze groźnego w kontrze rywala znad Manzanares. Gołym okiem było widać, kogo remis urządzał, a kogo ani trochę.

Po wyrównującym trafieniu Correi FCB odpaliła do końca meczu 10 strzałów. Przesądzić o wyniku mogły okazje Neymara, Suáreza, Piqué, Rakiticia. W tym czasie Atlético oddało w sumie jeden strzał. Główkę Godína obronił ter Stegen. Rozmiary przewagi Barçy oddaje nawet „klasyfikacja Piechniczka”. Bordowo-granatowi mieli w meczu osiem rzutów rożnych przy dwóch rywali.

Zwycięstwa najlepiej smakują tym, co znają smak porażki

O meczach, jak ten z Alavés, często mówi się „do zapomnienia”. Ufam, że trener FC Barcelony tego nie zrobi, a wnioski okaże decyzjami kadrowymi w kolejnych meczach. Raczej nie zdobędzie już Złotej Piłki, lecz Jérémy Mathieu znów udowodnił, że można na niego liczyć. Powinien zacząć w sobotę.

W pewnych meczach (w ogóle?) bardziej niż Messiego FCB potrzebuje Busquetsa, na pewno są w tym gronie starcia z Atlético. Strata ich obu, dwóch z czterech kluczowych postaci drużyny – nie zatrzymała ataków gospodarzy. Mieli jakość i „cojones”, by nękać gości do ostatniej sekundy gry. Z takim nastawieniem Barça jest zdolna do wielu zwycięstw w tym sezonie. Przed golem Correi Atlético w żadnym momencie nie było stroną przeważającą. Simeone nie zaskoczył żadnym taktycznym szach-matem, poza metodami, które dobrze znamy. Jedyne zmiany w grze Rojiblancos po trafieniu Correi to większa kumulacja fauli i zaminowanie się na własnej połowie, tym bardziej czytelne po wprowadzeniu Thomasa Teye.

Jakkolwiek nastroje w Barcelonie zmieniają się ostatnio częściej od trenerów Valencii, rzeczowość oceny sytuacji zyskuje przez uwzględnienie kontekstów. Rok temu o tej porze – po V kolejce, dnia 23 września – podopiecznych „Lucho” właśnie stłukła Celta, zsyłając późniejszego mistrza na 5. miejsce. Barça wygląda dziś dużo lepiej [LINK]. Dysponuje na ławce rzeczowymi opcjami. Przy własnych niedoskonałościach i lidze pełnej śmiałych drużyn, oba kluby z Madrytu stracą jeszcze sporo punktów do ostatniego dnia ligi. Tylko od „Dumy Katalonii” zależy, czy wysforuje się wtedy na bezpieczny dystans, czy zaliczy dalsze potknięcia.

Choć puchary wręczają wiosną, myśląc o tytule w lidze wyrównanej u szczytu tak, jak hiszpańska, trzeba trzymać dystans od początku. Barça ma 3 punkty straty do lidera. To różnica jednego meczu.

Powiązane artykuły

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ja bym nie nazwał tego startu słabym, jeżeli w weekend zdobędziemy komplet ptk. Pamiętajmy, że wygraliśmy na bardzo trudnym terenie w Bilbao, gdzie zawsze trudno nam było o ptk. Porażki z Alaves u siebie nie można niczym wytłumaczyć, ale remis z Atletico grające całą drużyną we własnym polu karnym to też zły wynik nie jest. Oczywiście żal, że nie zdobyliśmy kompletu oczek, zwłaszcza że Mascherano popełnił fatalny błąd, ale nie ma co dramatyzować. Drużyna gra dobrze, widać że pomysłu nie brakuje. Przyjdzie zaraz zwycięska seria i nikt nie będzie już pamiętał o tych 2 meczach na CN bez zwycięstwa ;)

Bardzo dobry artykuł, wszystko świetnie opisane.

Żadna panika i żaden niedosyt... Taka jest piłka. Nie da się wszystkiego wygrywać... Real też straci pkt nie raz, nie dwa, nie trzy i również my potracimy jeszcze pkt...

Brawo ! Artykuł trzeźwo myślącego człowieka. Podpisuję się pod nim w całości.

Świetny artykuł

Tytuł oddaje, jakie powinniśmy mieć stanowisko, jednak mimo wszystko szkoda meczu z Alaves, gdzie najzwyczajniej w świecie trener przeszarzowal i szkoda strasznie takich punktów, gdzie może zadecydować każdy jeden. Moim zdaniem bez wątpienia 3 punkty z Alaves byly dużo ważniejsze, niz ilość bramek wciśnięta kelnerom z Glasgow. Pozdro

To porównanie z pierwszego akapitu nietrafione, bo Pepa jako trenera nikt wtedy nie znał, gdyż był to jego pierwszy sezon, a Luchoosiągnął słabszy start dopiero w trzecim swoim sezonie w Barcy. No i każdy kibic już wie, że Lucho ocenia się w maju, przy odbiorze pucharów tak jak było przez ostatnie 2 lata. No i oby tak było dalej

Prawda jest taka, że gubimy punkty na własne życzenie. Naprawdę nie rozumiem czasami decyzji Lucho.

1. Na mecz z Alaves wystawił rezerwowy skład, a przecież kolejkę (czy dwie) wcześniej Atleti zremisowało z nimi - to chyba musiało o czymś świadczyć?
2. Dyspozycja Mascherano od początku sezonu jest (delikatnie mówiąc) kiepska. Dlaczego nie wystawił w tym meczu Mathieu??? Prawda jest czasami brutalna, ale jest taka, że to przez Mascherano uciekły nam 2 punkty w meczu z podpiecznymi Simeone...

Niby to dopiero początek sezonu, ale takie wpadki mogą mięć ogólny wpływ na rozrachunek kto na koniec sezonu będzie świętować tytuł mistrza Hiszpanii 2016/2017.

No ale nic. Miejmy nadzieję, że będzie to sezon pełen sukcesów!

VeB i dobranoc! :)

Może i start w sezon ligowy jest dość słaby, ale to dopiero początek sezonu.