Następny mecz:  Barcelona  -  Sociedad     ·  Dziś o 20:45  ·  38. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Lucho brakuje umiaru

 8 października 2016, 19:40

 Challenger

Źródło: własne; wideo: LFP/youtube

 27 komentarzy

Stadion Miejski Balaídos jak wiele hiszpańskich aren sportowych lekko komponuje się z okoliczną zabudową. Siatka ulic ciasno oplata go ze wszystkich stron. Pod kibicami płynie strumyk Lagares, nakryty południową trybuną. Przez ulicę Rúa de Citroën obiekt Celty sąsiaduje z fabryką francuskiego producenta, od 1958 roku związanego z największym miastem prowincji Pontevedra. Słynne „schody motywacyjne”, blisko sto lat historii i uchwytna do dziś nuta wspomnień z 1982 roku, kiedy droga Polaków po ostatni medal Mistrzostw Świata zaczęła się w Vigo od remisu z Włochami. Oto Balaídos, Barcelony nowy stadion przeklęty.

Podróż nad Atlantyk była dla Katalończyków trzecim wyjazdem z rzędu. To ostatni z siedmiu meczów w 22 dni. To zrozumiałe, przy wyborze jedenastki na Celtę udział miały różne okoliczności. Efekt zaskoczył największych zwolenników polityki kadrowej Luisa Enrique. Zestawieniem na Celtę zagrał w rosyjską ruletkę z ledwie jedną komorą pustą. Poprzednio w tym miejscu Barça została zdmuchnięta. Podstawowa zasada w piłce podpowiada, że gdy wynik sprawą otwartą, to ze składem ostrożnie. Delegować żelazną 11-kę, wetknąć jedną-zmianę-najwyżej-dwie, zacząć zachowawczo.

Skoro ktoś łamie te zasady, lubi jak boli albo ma głębszy cel. Mecz z Celestes wyglądał na poświęcony w imię innych – przynajmniej dla trenera, każdy fan i dziennikarz może mieć swoje – priorytetów niż trzy punkty same w sobie. Oczywiście Enrique byłby w niedzielę jednym ze szczęśliwszych ludzi na planecie, gdyby takie ustawienie i gospodarka minutami w trakcie meczu zapewniły wygraną. Wyszło, jak wyszło. Trener szukał swoich odpowiedzi, na pewno nie był to skład przypadkowy.

A wyglądał tak w grze.

Dla Sergio Busquetsa tyle pomyłek prowadzących do goli i okazji bramkowych to w pracy dzień mocno nie-zwykły. Sobą nie był Neymar. Suárez był w tym meczu tak słaby, że nie umiem wytłumaczyć go inaczej niż… zmęczeniem. Rafinha zaginął. Jordi Alba spóźniał się w tym meczu częściej od PKP Intercity, a biegać on potrafi. Dla Andre Gomesa to czwarty pełny występ w klubie. Piqué z Mathieu są obaj lepszymi stoperami niż pokazali tym razem. W kryciu zagrali na współmiernie smętnym poziomie. „Geri” wręczył rywalom gole nr 2 i 3, Francuz zaliczył pomyłkę przy drugim z nich, zostając „twarzą” porażki, takie już jego szczęście. Marc-André ter Stegen nie raz jeszcze zbierze prztyczka w nos za zbędną zuchwałość. Tylko ten facet nie gra w Śląsku Wrocław, żeby każdy jego błąd od razu bojkotował wynik drużyny.

  Wyjście na murawę Balaídos. Tędy prowadzi droga do zwycięstw nad Barçą

To był mecz inny od poprzedniego. We wrześniu 2015 FC Barcelona była gorsza przez całą partię. Werdykt brzmiał 4:1. Odkąd Nolito trafił na 1:0, goście ani minuty nie wyglądali na zespół zdolny wrócić do meczu, tym bardziej: odwrócić jego wynik. Katalończycy znów wyglądali w Galicji nieprzesadnie ładnie, ale w niedzielę, 2 października ustrzegli się zeszłorocznej kolektywnej bezradności, poza Vigo dobrze zapamiętanej z Sewilli. O wyniku sprzed paru dni zdecydowały solowe pomyłki. Padły po nich wszystkie bramki gospodarzy. Gdy drużyna formatu FC Barcelony przegrywa po błędach indywidualnych – a te biorą się na tym poziomie wyłącznie z niezgrania lub zmęczenia – stanowi to słaby impuls do wniosków ogólnych, chyba, że ktoś chce szukać sensacji na siłę. Najważniejsze mecze jesieni i decydujące starcia wiosny ekipa Luisa Enrique rozegra w zupełnie innym składzie. Mecz z Celtą na płaszczyźnie wyniku i ogólnego obrazu gry to dla mistrzów Hiszpanii żaden powód do obaw, natomiast dostarcza kilku cennych obserwacji.

Pierwszą z nich jest postawa po wyjściu z szatni. Barça zareagowała. Po przerwie zabrała się za gonienie wyniku. Zdobywszy dwa gole, dostała efekty. Przy wyniku 3:2 było bliżej remisu niż czwartej bramki „Błękitnych”. Celta była zamknięta na własnej połowie, spłoszona. Nie sprawiali gospodarze wrażenia kogoś, kto wie jak w nowych okolicznościach odzyskać inicjatywę. Mieli w tym spotkaniu sporo zasług, ale swój plan w II połowie realizowali daremnie (co przyznali sami w pomeczowych wypowiedziach). Barça przyszła im z pomocą. Podarowana bramka na 4:2 padła w newralgicznym momencie i rozstrzygnęła mecz. Goście zebrali się i po tym, zdobyli trzecią bramkę. Można docenić, a przynajmniej zauważyć.

Dwa ostatnie wyniki FCB w Vigo odróżnia dynamika zdarzeń i ich sekwencja. Jeśli ktoś kwituje oba mecze uznaniem, że są porównywalne, to powinien zastanowić się, czy futbol jest tym, na co chce poświęcać czas. Niektórym frajdę sprawia origami.

Porażka z Celtą ma w moim przekonaniu sporo wspólnego z jedyną wcześniejszą przegraną Blaugrany tego sezonu, z Deportivo Alavés. Widząc eksperymentalne składy na te mecze zdało mi się, że piłkarski Titanic bierze kurs na górę lodową. A potem cofa się i uderza jeszcze raz, tak dla jaj.

Ruchom kadrowym Enrique trudno zarzucić przewidywalność. To może być atut w dalszej części sezonu. Na razie nie jest. Po wykreśleniu rotacji z programu wiosną [LINK], Lucho znów miesza składem z umiarem alkoholika sięgającego po butelkę. Dobrze dla Barçy, że rywale w lidze nie odjechali daleko.

Najsilniejszy na dziś zestaw FCB w polu to: Roberto, Piqué, Umtiti, Alba; Busi, Rakitić, Iniesta; Messi, Suárez, Neymar. Zmian w składzie na Balaídos było znacznie mniej (4) niż z Alavés (8), lecz miały duży, równie negatywny wpływ na jakość gry „Dumy Katalonii”. Z Celtą wszystkie dotyczyły kluczowych pozycji: jednego ze stoperów, środka pola, prawego skrzydła. Od początku wystąpił Alba, który wcześniej zaliczył cztery pełne mecze w klubie z rzędu i 90 minut z kadrą (Liechtenstein). Skalę obciążeń w pierwszym składzie poznał też Sergi Roberto. Jego wkład ofensywny podczas delegacji w Vigo był żaden, co stawia pod znakiem zapytania przeświadczenie trenera, że może grać za dwóch [LINK].

Roszady w składzie dotyczą też innych okazji. Wspomniana dziesiątka nie zaczęła wspólnie żadnego z jedenastu meczów sezonu. Prowadzi to do wrażenia, że Lucho rotuje w tym sezonie za często, za bardzo i w przesadnie ryzykownych strefach boiska. Dobrym przykładem tego ostatniego zjawiska jest dla mnie wymiana na Celtę formacji defensywnej w osi pionowej (stoper i dwóch pomocników) przy zachowaniu obu podstawowych bocznych obrońców, Roberto i Alby. Zwłaszcza w tym meczu należało te akcenty odwrócić, np. wyborem zgranej pary obrońców Piqué-Masche (mimo zmiennej ostatnio formy Argentyńczyka) i wymianą na lewej obronie. Mięśniowy uraz odniesiony w starciu z Włochami jest przykrym potwierdzeniem widocznego na Balaídos przeciążenia Alby. Oparta o piłkarzy szybkich, niskich ofensywa Celty rzadko korzysta z rajdów skrzydłem kończonych dośrodkowaniem. Wszystkie gole gospodarzy przed przerwą zostały wyprowadzone ze strefy środkowej.

Ten aspekt meczu z Celtą dowiódł, że przeciw silnej konkurencji FC Barcelona musi zaczynać dwoma z trójki Busquets-Rakitić-Iniesta. Trener wystawił tylko jednego z nich, w dodatku tego najbardziej obciążonego meczami w klubie i kadrze. Rozumiem obawy Enrique o termin przydatności Iniesty, ale moim zdaniem powinien grać częściej. Nawet „AS” zwrócił na to uwagę jedną z ostatnich okładek [LINK]. W tym sezonie don Andrés tylko raz zagrał w lidze 90 minut. W Gijón odpoczywał cały mecz. Widziałbym go w wyjściowym składzie na tak trudnego rywala, jak Celta.

Przykład Iniesty to jeden z przejawów tego, że w Barcelonie obecnego sezonu są obszary „przerotowane”, jak środek obrony i oba miejsca obok Busiego. Zaś na innych pozycjach manewry należą do rzadkości, część piłkarzy (D. Suárez, Digne, Vidal, Rafinha po powrocie z Igrzysk) z wyboru trenera na długo trafia „na półkę”. Nie musi to być coś złego, jeśli zostanie wyśrodkowane w porę. Póki co skutkuje rozchwianym obrazem gry i drużyną sprzeczności, w której piłkarze przemęczeni (Busquets, Piqué, Alba, Ney, Suárez, Roberto) grają obok „niedogranych” (Rafinha, Gomes, Mathieu), a kluczowe spoiwa zostają na ławce (Iniesta, Rakitić).

Sprawy nie rozstrzyga banał stwierdzenia, jak będzie z czasem, bo „lepiej” w tym przypadku nie zależy od czasu jedynie, a odrobienia lekcji przez Enrique. Po letnich wzmocnieniach trener Barçy musi się nauczyć, które klocki może wymieniać kiedy, aby całość raczyła się nie posypać.

Choć wprawiona wynikiem sprzed roku i naładowana serią trzech kolejnych zwycięstw [LINK] Celta Vigo skutecznie obnażyła mankamenty ekipy z Katalonii, pokonani zyskali z tego spotkania dwa silne pozytywy. Jak pokazał presezon i pierwsze mecze o stawkę, Denis Suárez jest na tę chwilę najwartościowszym letnim wzmocnieniem Barçy. Wspaniale wsiąknął w drużynę i jej niełatwy system gry. Ostatni mecz w pierwszym składzie zagrał miesiąc temu. Nie chcę być złośliwy, ale #LogikaLucho. Na boisku w Vigo Denis pojawił się ledwie na kwadrans. Indywidualnie dał jeden z najlepszych występów wieczoru. Każdym kontaktem z piłką zdradzał zamiar zmiany wyniku. Wiedział, jak to zrobić, i bez zwłoki brał się do rzeczy. Przy akcji bramkowej mógł trzy razy się wywrócić, ale szarpiącym go rywalom pokazał plecy i posłał świetne dośrodkowanie wprost na głowę kolegi. Do tego stuprocentowa celność podań, dwie inne piłki kluczowe, zaangażowanie defensywne. Muy bien. W wyjściowym składzie powinien być częstszym gościem. Z kolei Turan nie może narzekać na liczbę minut, ale Lucho zdarza się przeszarżować obsadzając Turka. Moim zdaniem na prawym skrzydle nie da Barçy pożytku. Co innego odnośnie jego gry w środku pola. W chwilach gdy zajmował pozycję ofensywnego pomocnika, łącznika pomocy z atakiem, stanowił silny punkt zespołu. Coraz lepiej czuje DNA Barçy i widać to nie tylko na lewym skrzydle, gdzie daje drużynie najwięcej jakości. Na tle Celty dał radę. Bez straty z 31. minuty wrażenie byłoby jeszcze lepsze.

W ogóle zaproponowanych w Vigo ruchów kadrowych trener FCB szukał wskazówek na resztę sezonu. Ciekawe, czy je znalazł. Rozgrywki ligowe wyglądają na najbardziej zacięte od lat. Klub z Camp Nou będzie miał niewiele okazji na podobne eksperymenty na otwartym organizmie zespołu, igranie z wynikiem. Z drugiej strony, to jeden z 19 meczów w rundzie, a skala letnich wzmocnień skłania do testów przydatności poszczególnych piłkarzy pod kątem reszty sezonu. Przed Lucho zadanie ciężkie, ale jednocześnie bardzo ekscytujące – oszczędzanie pierwszych strzelb na decydującą fazę rozgrywek może stanowić klucz do sukcesu. Co wygląda na kolizję z lodowcem może w zamiarze trenera być wczesną selekcją. Potrzebuje pewności, na kim może polegać w decydujących meczach wiosną, a kto będzie potrzebował więcej czasu. Przypomina mi to niedawną zagrywkę Mourinho. Nominacjami na derby Manchesteru Portugalczyk w lot się przekonał, że w Mchitarianie zbawcy na razie nie ma, a Lingard błyśnie tylko ze słabszymi.

Rezultaty przeciw Celcie i Alavés wraz z gorszymi fragmentami innych meczów należy brać bez zadęcia. Co dały sztabowi w kontekście rychłych meczów z City, Valencią i Sevillą – dopiero się okaże. Mając świeżo w pamięci rozpaczliwą formę kluczowych piłkarzy FCB ubiegłej wiosny, spodziewam się, że okres wzmożonych rotacji potrwa do stycznia. Nie po, by wykrystalizować najlepszą jedenastkę, bo tę wszyscy znają. Raczej celem poznania realnej wartości barcelońskiej ławki. Nadaniu w składzie numerów 12, 13, 14 i kolejnych.

Poszukiwania sensacji na siłę to hobby wielu ludzi. Obserwatorzy La Liga powinni zachować więcej rezerwy. Luisowi Enrique w kilku meczach tego sezonu brakowało umiaru w modyfikacjach składem i mecz w Vigo to najświeższy przykład, ale widać motywy stojące za takimi wyborami. To wczesny etap sezonu, a trener szuka kompromisu pomiędzy rotacjami dającymi odpoczynek liderom i zachowaniem konkurencyjności w każdym występie. Stracone punkty są i będą kosztem tego procesu. Im szybciej ten „złoty środek” zostanie znaleziony, tym lepiej dla klubu.

FC Barcelona znów celuje w zdobycie wszystkich trofeów wiosny. Wygląda na to, że tym razem zabrała się do tego wcześniej niż zwykle.

Udostępnij:

Komentarze (27)

Gorące tematy