W ciszy stadionu. Guardioli w City samych porażek

Karol Chowański 'Challenger'

19 października 2016, 13:35

72 komentarze

Podejmując decyzję o przeprowadzce do Premier League Pep Guardiola miał do wyboru co najmniej trzy ekipy. Zdecydował się na Manchester City. Chłodna ocena tego postanowienia przez zawodniczą i trenerską legendę katalońskiego klubu jest nie tylko opinią. Obecność Guardioli w City poręcza za działania, które FC Barcelonie szkodzą.

Ciężko określić, czemu osoby utożsamiające się z FCB popierają Pepa w City. Szukając na futbolowej mapie instytucji stanowiącej zaprzeczenie tego, czym jest Barça – obok PSG czy Chelsea trzeba wskazać klub z City of Manchester Stadium.

Barça jest najlepiej znanym symbolem Katalonii. Stąd pochodzą jej władze, trenerzy, wielu piłkarzy. Barceloniści odegrali kluczową rolę w sukcesach reprezentacji Hiszpanii, na które składają się dwa mistrzostwa Europy i zwycięstwo na Mundialu. Fundament składu Blaugrany tworzą wychowankowie. Nie ma ich tylu, co jeszcze parę lat temu, to prawda. Nie codziennie jest piątek. Istotny element polityki kadrowej klubu stanowi obecność Katalończyków. W składzie jest ich dziś szóstka: Busquets, Piqué, Alba, Roberto, Vidal i Masip. Z czterech ostatnich trenerów Luis Enrique jest trzecim w tej roli byłym piłkarzem „Dumy Katalonii”. Klubowa fundacja ma globalny zasięg. Każdego roku prowadzi szereg działań w dziedzinach edukacji dzieci, zdrowia i promowania praw człowieka.

Związki barcelońskiego klubu z arabskim kapitałem są oczywiste. Jest zresztą tajemnicą klubowych korytarzy, że grający u schyłku kariery w Katarskiej Lidze Gwiazd Guardiola pośredniczył w kontaktach z Qatar Foundation. Barça do dziś ma napis „Qatar” na koszulkach. Mimo to trzyma Katarczyków na dystans. Wedle obecnych zasad nie mogą nawet zostać socis, członkami klubu. W tonie wypowiedzi przedstawicieli FC Barcelony z ostatnich miesięcy o przedłużeniu umowy sponsorskiej czuć dystans. Na Camp Nou od przedstawicieli QA zależy czcionka ich nazwy. W City od arabskich właścicieli zależy wszystko.

Abu Zabi – miasto powstałe przed chwilą, oaza szklanych biurowców wystająca z pustyni. Stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich (i siedziba rodu Al Nahyan, właścicieli City) liczyła w 1952 roku 4 000 mieszkańców. Dziś ma około miliona, GP Formuły 1, park rozrywki „Ferrari World”, oddział New York University i własny Luwr z terminem otwarcia pod koniec tego roku.

Póki drużyna należała do Anglików, przez 82 lata spędzone w najwyższej klasie rozgrywek Manchester City zdobył dwa mistrzostwa Anglii: w 1937 i 1968. Pozostałe sukcesy ponad stuletniej historii sprzed zagranicznych inwestorów to: cztery Puchary Anglii (1904, 1934, 1956, 1969), trzy Puchary Ligi (ostatni w 1976) i Puchar Zdobywców Pucharów (1970). Pozycję The Sky Blues lepiej niż bilans do ery szejków oddają losy najnowsze. W 1999 roku drużyna Pepa Guardioli grała w III lidze.

Rurociąg emirackich petrodolarów odmienił historię klubu. Man City to Abu Zabi piłki nożnej.

Zjawiło się w wielkiej piłce z dyskrecją kogoś flirtującego na pogrzebie. Po przejęciu klubu od Thaksina Shinawatry latem 2008 roku obecni właściciele sprowadzili do The Sky Blues zawodników za 157,5 miliona euro. Nie wszystkie zakupy zostały przemyślane. Hit był z napastnikami. Mogli stworzyć własną drużynę, było ich jedenastu. Jednego wypożyczono (Jô), jednego zwolniono (Mpenza), do rozgrywek przystąpiło dziewięciu. Dziesiątego (Bellamy) sprowadzono w styczniu.

MCFC nie ma za sobą historii sukcesów. Ma zaś pieniądze na tworzenie nowej. Nie ma wypracowanej latami piłkarskiej tożsamości, emblematycznego stylu gry. Ma pieniądze. Niby to klub angielski, lecz w 22-osobowym składzie (podstawowa 20-ka [LINK] + Iheanacho i Sane) Anglicy stanowią 14%. Są za to pieniądze – na stranierich z całego świata. Kibice chodzący na stadion nie znajdą na boisku chłopaków z sąsiedztwa. Wiadomo, co mają zamiast. Sytuację potwierdza nawet profil władz klubu. W dwudziestoosobowej dyrekcji sportowej jest miejsce dla trzech Anglików. Reszta pochodzi lub została podkupiona z innych klubów. Ferran Soriano pełni w City funkcję dyrektora generalnego. Dyrektorem ds. sportowych jest Txiki Begiristain. Obaj pracowali poprzednio w Barcelonie.

Wszystko dające klubowi jego obecną sportową pozycję – czołowej ekipy ligi i uczestnika LM – jest kupione.

Od pierwszego dnia obecności w City arabscy szejkowie deklarowali chęć inwestowania w szkółkę. Osiem lat później w pochodzącej z 12 krajów kadrze nie ma jej ani jednego absolwenta. W 2014 roku ukończono z pompą piłkarską akademię Manchesteru City. Posiada centrum treningowe z 15 boiskami, kriokomorę, siłownię, college, mały szpital, laboratoria i hotel dla I zespołu. Kosztowała ok. 200 milionów funtów (równowartość 250 mln euro). Suma wydatków na zawodników należących dziś do pierwszej drużyny (bez tych, którzy w międzyczasie odeszli) wynosi 579 milionów funtów.

W ostatnich czterech latach inwestycje The Citizens coraz częściej obejmują juniorów. To rosnące zagrożenie dla klubów takich, jak Barca, której szkółka co roku kształci utalentowanych zawodników we wszystkich kategoriach wiekowych. Kelechi Iheanacho, w powszechnej opinii wychowanek angielskiego klubu, trafił do niego dwa lata temu z Taye Academy w nigeryjskim Owerri. Kupiono go za 660 tys. euro, 420 tys. euro „opłaty transferowej” wręczono ojcu piłkarza. W okresie 2013-2016 City wydało na nastolatków ponad 40 milionów euro. Napastnik Patrick Roberts kosztował piętnaście. Listę wydatków uzupełniają m.in. Angeliño (4,5 mln €), Marlos Moreno (5,5), Aleix García (4) i Ołeksandr Zinczenko (2). Trzech z czterech młodzieżowców stanowiących zaplecze obecnego składu zostało podkupionych z hiszpańskich klubów: Angeliño (2013, Deportivo), Maffeo (2013, Espanyol) i García (2015, Villarreal).

Po przyjściu Pepa, jego współpracowników i skautów do klubu można się spodziewać, że barcelońską młodzieżą będą się interesować z tą samą powściągliwością, co latem sytuacją w bramce.

Wątła wydajność własnego systemu szkolenia i niechęć do promowania angielskich piłkarzy ma konsekwencje. Wąska kadra City wynika z przepisów Premier League. Zgodnie z nimi każdy klub może zgłosić 25 piłkarzy powyżej 21 lat. Tylko siedemnastu może być wychowankami z zagranicy. Mając czterech piłkarzy spełniających kryteria wyszkolenia na Wyspach (Delph, Sterling, Clichy i Stones), City mogło zgłosić maksymalnie 21. Z kwartetu Nasri, Mangala, Bony, Touré co najmniej dwóch musiało pójść na wypożyczenie, bo i tak nie byliby uprawnieni do gry. Podobne zasady obowiązują w Lidze Mistrzów. Tu, z racji ukarania Touré, skład City jest jeszcze mniejszy.

Trudno wskazać aspekt funkcjonowania Manchesteru City, który jest wypracowany. „Built, not bought” – to popularne naklejki [LINK] na zderzak lub szybę. Umieszczane są na autach, których właściciele odbudowali lub przerobili je sami; dla odróżnienia od ozdób ulic, które zostały po prostu kupione. Dobrze, że w Anglii wciąż są kluby rozwijające się inną drogą niż City, Chelsea i im podobni. Tottenham z Evertonem zyskują coraz więcej sympatii wśród obserwatorów Premiership.

Motywy kierujące Pepa Guardiolę na Old Trafford, do Arsenalu lub City są jego prywatną sprawą. Rezultat tej decyzji jest sprawą publiczną. Kibice kupujący bilety, widzowie płacący abonament, klienci płacący za reklamowane przez Pepa produkty – mają swój udział w finansowaniu jego pensji. Mają prawo do swojej opinii.

Nie twierdzę, że Man City to samo zło. Miewają mecze, w których oglądanie ich gry stanowi dużą przyjemność. City nadaje lidze kolorytu. Na przestrzeni lat sprowadziło wielu wspaniałych piłkarzy. Część z nich dalej jest w zespole: Kompany, Kolarov, Agüero, Silva, Fernandinho, De Bruyne, Iheanacho. Co zwraca moją uwagę, to brak pierwiastka lokalnego. Skład City ma niewiele wspólnego z Anglią i jeszcze mniej z Manchesterem. Mógłby reprezentować Melbourne, Paryż, Nowy Jork, Buenos – jaka byłaby różnica? Luźne związki piłkarzy z klubem nie sprzyjają wykrzesaniu dodatkowej motywacji, gdy trener i drużyna mają trudne dni, ważą się losy ligi, a LM wchodzi w fazę pucharową. Z fachowcami tej klasy City co roku powinno bić się do końca o mistrzostwo.

Odnosząc się do wyboru Pepa, można powiedzieć, że w świecie futbolu są inne miejsca pracy. Wymagania wobec Guardioli są lustrzanym odbiciem jego wizerunku dziecka Barçy i obrońcy katalońskości. Gdyby Pep wybrał Arsenal lub Manchester United, łatwo byłoby wspierać go z całego serca. Zdecydował inaczej, więc odczucia w jego stronę są dokładnie odwrotne.

Poza tym, kilka zachowań Guardioli po odejściu z Camp Nou spotkało się z niesmakiem. Jako trener Bayernu wielokrotnie krytykował sędziów. Jego stanowcze protesty podczas meczów wywołały w Niemczech ostre komentarze. Głośnym echem odbiła się postawa Pepa wobec sędzi Steinhaus w Mönchengladbach (X 2014). Przy pożegnaniu z Barçą trener zapewniał, że nie będzie wyciągał piłkarzy Blaugrany. Do Monachium trafił Thiago Alcântara. Sytuacja powtórzyła się po objęciu Manchesteru [LINK]. Pep próbował sprowadzić do swego klubu ter Stegena, a gdy okazało się to niemożliwe – przekonał do przenosin Bravo. Chilijczyk zastąpił Joe Harta, który został wystawiony z klubu jak worek zgniłych kartofli. Pep wymógł na 66-krotnym reprezentancie Anglii odejście poprzez wystawianie gorszego pod każdym względem, z mityczną grą nogami na czele, Wilfredo Caballero. Jest odzwierciedleniem najgorszych cech dzisiejszej piłki, że jedyny w klubie piłkarz sprzed ery emirów nie dostał od nowego trenera ani jednej szansy. Pojedynczy mecz ze Steauą był stypą, do City Guardioli Hart już nie wróci. W potraktowaniu Yayi Touré, innego ulubieńca trybun i byłego podopiecznego trenera w Barcelonie, też nie ma sympatii. Takie zagrywki lepiej pasują do Mourinho niż do Pepa.

Na deser w przededniu jednego z najważniejszych dla swojej drużyny meczów sezonu Pep zajmuje się mizernymi aluzjami wobec prezesa swego byłego klubu [LINK]. Ludzie są wystarczająco inteligentni, aby wyrobić sobie własne opinie o ruchach transferowych Guardioli po jego odejściu z Camp Nou. Niech się bardziej martwi wynikami własnej drużyny niż o Josepa Bartomeu. Ten wypowiada się o Pepie w zupełnie innym tonie [LINK].

FC Barcelona jest dumą Katalonii. City jest dumą Benjamina Franklina, którego oblicze zdobi studolarowy banknot. Inny jest odbiór Pepa trenującego Barçę, klub swojej młodości i zawodniczej kariery – a inny, gdy obejmuje drużynę poskładaną z petromamony i firmuje swym obliczem działalność kogoś takiego jak szejk Mansour [LINK]. Pomijając obyczaje w kraju, którym włada wraz z rodziną, przy aferze Banku Barclays kwoty w sprawie Neymara to kłótnia dzieci o drobne.

Póki Pep Guardiola pracuje w Manchesterze City, jemu i jego klubowi nie mogę życzyć nic innego, jak kolekcji porażek. Pierwsza okazja w środowy wieczór.

Artykuł przedstawia opinie jego autora i nie odzwierciedla stanowiska redakcji na poruszony temat.

Wideo: Bundesliga, yt; zdj. MCFC, Sky Sports, Daily Mail

Powiązane artykuły

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

@konraden: Wydaje mi się, że nie złapałeś do końca fragmentu, do którego się odniosłeś, a skoro nie widzisz tu różnicy MCFC/FCB, to wyjaśnienie:
"To co, wychowankowie spadną z nieba?"
Nie, ale szkółka piłkarska jest jak uprawa. Plony przychodzą z czasem i jak na polu – są lata, że nie ma nic. Gdyby City cierpliwie czekało na swoje owoce, to spoko. Ale City idzie na skróty i skupuje w międzyczasie młodzież po świecie. O tym każdy może mieć zdanie, jakie chce. Ja mam swoje.

Jeśli ktoś nie czuje, że można inaczej, wystarczy spojrzeć wstecz. W historii prawie wszystko już było, historii futbolu też.

Gdyby City postąpiło jak United za wczesnego Sir Aleksa Fergusona: dało sobie i fanom bufor paru lat na rozwój, chwilowo odpuściło pogoń za tytułami, wpuściło do pierwszej jedenastki wychowanka czy trzech - większość argumentów z artykułu traci podstawy. No ale władze wolą FC Hollywood. Łatwo to wyjaśnić: taka droga jest bardziej medialna i głośniej promuje Emiraty na świecie.

"Klasa '92" z Beckhamem, Nevillami, Scholesem i Buttem nie spadła United z nieba. Jest konsekwencją pewnego modelu i podjętych przez klub wyborów. City woli inną ścieżkę rozwoju. Efekty ma, jakie ma.

Spójrz na Monaco. Też miało moment "galaktyczny", ale minął. Postawiono na młodego, rozsądnego trenera, który dwa lata z rzędu dał im III miejsce. Teraz policz w ich składzie piłkarzy w wieku 25 lat i młodszych. A zespół gra chwilami rewelacyjnie.. Zawsze można inaczej. Tylko trzeba chcieć.

Jeszcze @ Johnnie: „w City nie miał jeszcze takiej okazji.” Widziałem derby Manchesteru. Można powiedzieć, że już miał.
[Zobacz link: https://www.youtube.com/watch?v=cHVMZF5Czbs]

@Issun: OK, no to wiadomo z bólu czego Ty udzielasz się w necie, ale nie musisz tego samego przypisywać innym.
Chodzi o tę samą kwestię, którą poruszyłem w komentarzach już dwukrotnie: proporcji. Kupować tyl-ko (City itp.) i kupować rów-nież (np. Barca). Zdaję sobie sprawę, że można tego nie widzieć/nie rozumieć/nie zgadzać się, ale nie ma co winić listonosza.

Odważny i bardzo dobrze napisany tekst. Podziwiam Twoją motywację, Challenger, publikujesz regularnie, chociaż w komentarzach już od dawna nie ma miejsca na konstruktywną polemikę. Wielkie dzięki za Twoją pracę.

Co do Pepa, uwielbiałem go na boisku, kocham za to co wygrał z naszą wspaniałą drużyną. Myślę, że w Bayernie też będą za nim tęsknili, pomimo tego, że nie wygrał LM.
Rozumiem jego motywację, w City dostał pełną władzę i nieograniczony budżet. Pracuje ze starymi znajomymi, do tego komercyjnie rozsławiona (przechwalona?) Premier League, kolejna na liście do podbicia. Tylko w tym wszystkim coraz mniej jest romantycznego Pepa (chociaż fanatyczne oddanie do tiki taki pozostaje). Mam wrażenie, że stał się dużo bardziej wyrachowany, nie jest już niedoświadczony, jak wtedy gdy razem z Tito i genialnymi piłkarzami wygrał sekstet.
Guardiola dokładnie wie czego chce: ustawiać zespoły by były mu posłuszne niczym muzycy dyrygentowi, zdobywać kolejne trofea, wpływać na piłkę nożną w skali światowej, być odniesieniem. Jest przy tym bezwzględny i autor słusznie wypunktował zachowania, które są złe. I tak bardzo w zgodzie z tym jak aktualnie wygląda futbol na najwyższym poziomie, bez przebaczenia, bez wyrozumiałości, liczy się tylko sukces. Jeżeli ktoś nie widzi w tym kontrastu do wartości, które reprezentuje (niestety też nie zawsze) Barcelona, to obawiam się, że to nie tylko problem ze wzrokiem. Czy można mieć o to pretensje do Pepa? Tak, można, ale całość jest podszyta raczej smutkiem, takim jaki zawsze się pojawia, gdy pewne idee są naginane.

"Takie zagrywki lepiej pasują do Mourinho niż do Pepa."

żeby być obiektywnym, to zdecydowanie częściej negatywnie wypowiadają się byli piłkarze o Guardioli niż o Mourinho! z resztą wystarczy przytoczyć casus Eto'o czy Toure :) O Zlatanie nie wspominając ;)

Guardiola vel Filozof jest tylko człowiekiem i to pełnym wad. Nie byłem za tym, żeby go gloryfikować, tak jak i nie zamierzam wywyższać Enrique. Obaj zrobili wiele dla Barcelony, ale obaj popełniali kosztowne pomyłki. Żyjemy w erze FCB, w ostatnich kilkunastu latach kadrę stanowią wspaniali piłkarze z Leo na czele. A mimo to w LM na wiosnę potrafią wszystko roztrwonić, bo jak nie murawa za wysoka, to erupcja wulkanu, to zaparkowany autobus, to... Atletico ;)

Każdy menedżer (poza Mourinho) chciałby prowadzić w tych latach Barcelonę, bo to gwarancja sukcesu. Nawet słabiutki Martino "prawie" wygrał ligę, mimo, że nie wiedział co czyni...

Osobiście cieszę się, że Guardiola odszedł, bo dzięki temu Barcelona gra mniej schematycznie i jak widać w bezpośrednich pojedynkach z drużynami Pepa, dużo zyskują :)

Tekst na tyle długi i poruszający tyle spraw, że ciężko się do wszystkiego odnieść, ale...

Na dobry początek- tytuł to jakieś habala habala- kompletnie niezrozumiały.

Nie można oczekiwać od City, że nie ma wielkiej piłkarskiej tradycji i weszli na salony pokazując czeki na wejściu. Nikt nie będzie budował historii klubu przez najbliższe 50 lat, bo komuś się nie podoba ich sposób.

Wybór dla mnie oczywisty. Przede wszystkim w City miał zawodników, o których ubiegał trenując Barce, więc od razu mógł na nich budować drużyne. Wiedział też, że nikt nie będzie mu mówił jak ta drużyna ma wyglądać i miał na to niewyobrażalne sumy. Z całym szacunkiem dla 4rsenalu, na teraz to europejski średniak, który trzeba by kompletnie przebudować i ustabilizować, co wymaga czasu, a Pep nie lubi długo być w jednym klubie. Utd prezentuje inne wartości, a co samego zarządzania, to tam też wydaje się bajońskie sumy.

Nigdy nie podebrał nam ważnego zawodnika, jak go o nas pytali to zawsze bronił klubu jakby cały czas stał u jego sterów. Zaproponował grę tylko tym, którzy byli rozgoryczeni sytuacją w klubie i pasowali do jego koncepcji i wszystkie 3 strony dobrze na tym wychodziły.

Życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieje, że bogaty w nowe doświadczenia do nas wróci i będzie nas trenował przez długie lata.

Z tonu części komentarzy wynika, że ich autorzy reagują na opinię odmienną od własnej za małym dystansem, a zbyt dużymi emocjami. Można się nie zgadzać z klasą, ale to jak z nauką pływania. Przychodzi z czasem. I nie każdemu się uda.

Odbiór opinii z artykułu musi być różny, bo Pep na zawsze ma miejsce w historii tego klubu. Jego osoba, forma opuszczenia Camp Nou i kariera "po Barcy" zawsze będą wywoływać kontrowersje. Można rozmawiać o tym z kulturą, można bez.

@Morm: Szanuję Twoje zdanie i cieszę się, że się tu znalazło.
Natomiast nie można się zgodzić, że się nie różni. To kwestia proporcji. Barcelona ma kręgosłup składu ze szkółki, do którego dodaje transfery. Kluby, które wymieniłeś, mają fundament z transferów, do którego dodają następne transfery. Wyjątki (jak dawniej Casillas; dziś: Chalobah i Loftus-Cheek w Chelsea; Nacho, Morata >16l. i Lucas Vazquez w RM; Rabiot w PSG; Adarabioyo w przedsionku City) są nieliczne i rzadkie. Jak na kluby tego formatu, jest ich śmiesznie mało. Do tego mało który pełni w drużynie rolę porównywalną z wychowankami Barcelony w Barcelonie.

@Baros1990: Zdania wypowiadane przez ludzi na konferencjach prasowych to jakaś świętość i należy wierzyć w każde słowo? Mam inne zdanie. City i Pep osobiście mają udział w namieszaniu w barcelońskiej bramce latem - tyle. Inaczej ani ter Stegen, ani Bravo nie mieliby dokąd iść, bo wszystkie liczące się kluby Europy miały bramkę obstawioną. Fakty są tu moim zdaniem mocno jednoznaczne i stoją w sprzeczności z dyplomacją Pepa ze wczorajszej konferencji. Poza tym sam potwierdził telefony z oboma bramkarzami. To, co zrobił, jest zabronione przepisami FIFA. Za kaperowanie Neymara Barca obrywa (i słusznie), za to samo Pepa się broni. Taki paradoks.

@Radek Barcelona: Jak wyżej: proporcje.

@Johnnie_Walker: Wyważony, mądry komentarz mądrego komentującego. Nie ze wszystkim się zgadzam i tym lepiej. Bardzo wiele podzielam. Wolny wniosek polania zdecydowanie ma mój głos!

I co ten tekst ma na celu udowodnić? Po co to w ogóle zostało opublikowane?

Jak dla mnie Pep wybrał bardzo dobrze, bo City jest jak dla mnie jednym z niewielu, obok przykładowo Liverpoolu, czy Arsenalu, klubów z Premier League, które lubię. Życzę mu sukcesów z tą drużyną.

"Ciężko określić, czemu osoby utożsamiające się z FCB popierają Pepa w City."
Ta? Jak dla mnie, to ciężko jest określić, czemu osoby utożsamiające się z FCB piszą artykuł o tak żenującym tytule jak: "Guardioli w City samych porażek".

najgorszy tekst na tej stronie od dawna, pomijając już poglądy i opinie do których autor ma prawo to argumentacja i przywolywane liczby śmieszą ;)

Poza ostatnim akapitem popieram poglądy autora. A fanatyczni obrońcy Pepa, hejtujta dalej.

Tak poważna redakcja publikuje tak niepoważny tekst. Jedna wielka żenada.

Z całym szacunkiem, ale cały artykuł wydaje mi się próbą łagodzenia bólu tyłka, osoby, której żal cztery litery ściska, że City ma więcej pieniędzy niż my. Najbardziej rozbawiło mnie to, że najpierw przy opisie tego jaki ten City zły podaje się, że na zawodników obecnej kadry wydali 579 milionów funtów. Potem pada stwierdzenie, że gdyby Pep wybrał United to wszystko byłoby cacy. Sprawdziłem - United wydał na swoich piłkarzy ok. 600 milionów funtów, poza tym nie widzę tam zbyt wielu wychowanków, poza Rashfordem, który dostaje szanse tylko dlatego, że sprowadzeni piłkarze okazują się nie do końca udolni w swojej grze. Proszę mi więc wytłumaczyć w czym United jest lepsze od City? Czy kapitał amerykański jest "czystszy" niż arabski? Osobom, które mają ochotę wziąć na tapetę historię i tradycje przypomnę, że powstanie obu klubów dzieli zaledwie dwa lata, a fakt, że United wygrało więcej trofeów niż City jest nierozerwalnie związany z obecnością większej ilości pieniędzy po czerwonej stronie Manchesteru. Pieniędzy, którymi, jak zrozumiałem, autor artykułu tak gardzi.

Autor tekstu powinien sie wstydzic !!! serio,zyczysz mu samych porazek?jesli masz takie poglody,to chyba nie powinienes sie nimi dzielic publicznie..az mis wstyd za Ciebie

Co to za tytuł???

Aż nie wierzę, że taki tekst powstał na tej stronie. Tendencyjne, na siłę wyciąganie wnioski. Może autor zazdrości takiego budżetu, a może i słusznie obawia się, że City dołączy do ścisłej czołówki, ale nie wypada pisać takich głupot.

Szanuję autora i jego pogląd, ale jest to Idealny przykład ortodyksyjnego zapatrzenia się w Barcelonę. Pamiętam jak wszyscy "znawcy" 8-10 lat temu wmawiali wszystkim, że jedyną słuszą drogą jest wychowywanie swoich zawodników, stawianie na nich, a nie drogie kupowanie. Miało to sens gdy miało się argument w postaci złotej generacji z Messim, Xavim, Iniestą, Pique, Busquetsem, Pedro itd. Ale jak teraz nie ma kolejnych wybitnych wychowanków to jakoś ich przekonania poznikały, albo za chwile znikną jak kariery skończą Messi, Pique i Busquets. Trzeba umieć popatrzyć na całą społeczność piłkarską w sposób taki, że jak ktoś inaczej prowadzi swoją drużynę to nie trzeba od razu go hejtować. My robimy po swojemu - super, ale jak inny chce inaczej to jego sprawa. Lepiej się powstrzymać z takim hejtem, bo jak widać realia w piłce się zmieniają i nawet nie zauważysz jak Twoja ekipa zacznie robić to o co tak przeklinasz rywali.
City chce szybkiego sukcesu, a nie stawiania na młodzież skoro nie są jeszcze gotowi. To jest długofalowy proces i efekty będą najwcześniej za 10 lat, a teraz kupują najlepszych, bo ich po prostu na to stać.

Challenger - chcesz mi powiedzieć, że przez to, że stawia na młodych wychowanków w United to popierasz bardziej Mourinho, bo jego filozofia jest bliższa Barcelońskiej? Przekładasz fragment filozofii gry ponad pochodzenie, historię i dokonania człowieka?

Nie bardzo rozumiem sens powstania tego tekstu. Ma on na celu wysmianie rywala? Autor szczyci się ,ze Barcelona stawia na wychowankow ,a potem nabija się z tego ,ze city wydaje 200 kk na mlodziez. To co , wychowankowie spadną z nieba , ot tak za darmo? Kompletnie nie rozumiem po co wstawiać tak durny tekst. Guardiola to wolny człowiek i mógł iść gdzie chciał, wybrał city bo wiedział ze tam będzie miał najwięcej swobody na dzialanie. A autor używa takiego języka, jakby gardził city za to ,ze ma dużo pieniędzy a mało trofeów. Spróbujmy to zrozumieć z ich strony. Są klubem który nie jest potęga, ba nie jest nawet w czolowce! Przychodzi arab i mówi ze da pełno kasy. Dlaczego maja się nie zgodzić? Drogi autorze, gdybyś miał własny klub, i przyszedł by do cb bogaty inwestor, to nie przyjął bys go z otwartymi ramionami?

Podsumowując, tekst kompletnie bez sensu i wstyd mi ze coś takiego pojawia się na stronie mojego klubu

Może mój komentarz nie będzie otwierał przed większością ludzi bram niebios i wielkich nowinek nie powiem, ale idealizowanie Pepa jest czymś nagminnym i bardzo nieuczciwym. W Barcelonie zrobił coś niepowtarzalnego, za co osobiście zawsze będę mu wdzięczny. Jego drużyna grała niesamowicie skutecznie i do tego pięknie. Nie mniej, nawet wtedy miał swoje wady i minusy, zachowania, których nie poprę i nie przymknę na nie oko. Bycie fantadtucznym trenerem nie oznacza braku wad i osoby, które próbują go tak przedstawić zaklinają rzeczywistość. Najeżdża się na Mourinho, słusznie tępi się jego złe skandaliczne zachowania, ale tak samo trzeba tępić zachowania innych, nawet trenerów, czy byłych trenerow swoich ukochanych ekip. Szczególnie w Bayernie Guardiola kilka razy pokazał się ze złej strony, w City nie miał jeszcze takiej okazji. Czy chcę go pokazać jako złego człowieka? Absolutnie nie, bardzo cenię sobie wiele jego cech, jednak jestem przeciwnikiem tworzenia sztucznego, wyidealizowanego obrazu, kiedy mówi się de facto o zwykłym człowieku. Nie sądzę, że objął Barcelonę z miłości do wartości. Raczej dlatego, że jako początkujący trener dostał taką szansę, a to, że był to klub który kocha - tylko lepiej. Tak samo Bayern wziął ze względu na projekt sportowy, a nie miłość do bawarskiej kultury i to samo tyczy się City. To jego decyzja i nie mam zamiaru nikomu życzyć źle, ale z drugiej strony rozumiem podejście ludzi, którzy mówią 'nie ważne, że prowadzi ich Guardiola, City jest rakiem w świecie piłki nożnej i nie będę im życzyć zwycięstw. Pewnych rzeczy się nie kupi." I z tym też się zgadzam, bo złe traktowanie wielu swoich zawodników, żeby mieć lepszy skład i tak mała ilość angielskich zawodników w angielskiej drużynie po prostu razi.

konto usunięte

Nie wiem, jak można nazywać się kibicem Barcy i życzyć źle Pepowi - człowiekowi, który zmienił oblicze zarówno Klubu, jak i futbolu zarazem. Ja nie cierpię Bayernu, ale za kadencji Guardioli do głowy mi nie przyszło, żeby życzyć im porażek w każdym meczu. Jedyne dwa kluby, którym zawsze życzę porażki to Real i Espanyol, czyli drużyny rywalizujące w tej samej lidze, co Barca.

Osobiście uważam, że przyjście Pepa do BPL to najlepsze, co mogło spotkać tę ligę - to jest człowiek, który może zrewolucjonizować w jeden sezon spojrzenie Brytoli na futbol.

Zgadzam się w 100% z Challengerem.

Coś nie czaje tytułu tego artykułu. Nie powinno być "Guardiola w City..."? Drugi błąd: zamiast "socis" powinno być "socios". Dalej nie czytałem. Jego sprawa gdzie przeszedł. To, że jest Katalończykiem, grał i trenował w Barcie nie znaczy, że musi iść do klubów, które wyznają takie same lub podobne wartości.

konto usunięte

Lubię Pepa, i podoba się mi to w jaki sposób grają jego zespoły. Co do City, a może inaczej nie podoba mi się to, że klub z kraju X, ma w swojej kadrze garstkę zawodników z kraju X, a w wyjściowej 11 nie ma co szukać grajków z kraju X. To mi sie w Barcy podoba(teraz już trochę się od tego odchodzi, a szkoda), że są wychowankowie i zawodnicy z jednego kraju i grają razem w repce i w klubie.
Przez to podobają mi się transfery Bayernu.

Delikatnie mówiąc zupełnie nie zgadzam sie z artykułem.

a ja Pepa kojarze przede wszystkim jako profesjonalistę. Wybrał City bo daje mu swobodę i świetną infrastrukturę (także jeśli chodzi o piłkarzy) do tego, żeby prowadzić zespół w sposób taki jaki lubi. Zdaje się, że najpierw myśli i piłce, dopiero potem o tradycjach i sympatiach (dlatego też często chłodno traktuje piłkarzy o co niektórzy się obrażają). Taki ma styl i ja to szanuję. City to nie moja futbolowa miłość ale bardzo chętnie oglądam ich ewolucję pod skrzydłami Guardioli, jego kunszt widać w tej pracy bardzo wyraźnie i niewielu trenerów na świecie może się pochwalić tak oczywistym wpływem na grę drużyny jak to możemy obserwować w przypadku City. To jest gra a my oglądamy widowisko, brak głębi tradycji tego zespołu nie wzbudza we mnie takiej niechęci jak u autora artykułu.

konto usunięte

Barcelona swoją "świętość" straciła za złamanie historycznej tradycji braku sponsora na koszulkach, a więc sprzedała ją za "Benjamina Franklina" - a to, że w City szejkowie mają więcej do powiedzenia, niczego dla mnie nie zmienia. Teraz czekam jeszcze na zmianę lub dodanie jakiegoś członu sponsora do nazwy naszego stadionu, bo to zapewne tylko kwestia czasu.

[Zobacz link: https://pbs.twimg.com/media/CvFaQoHXgAAfidA.jpg:large]

Tyle na temat podkradania piłkarzy. Kilka informacji zostało przez autora wrzucone tylko po to, żeby spotęgować efekt "złego City", chociaż prawda jest zupełnie inna.

konto usunięte

A ja Guardioli życzę wszystkiego najlepszego w MC. Niech wygra mistrzostwo Anglii, a w LM będzie tuż za Barcą. Barca też kupuje zawodników za kosmiczne pieniądze i pod tym względem nie różni się ona od Realu, MU, Chelsea, czy MC właśnie. Wychowankowie? Owszem, są - jeszcze. Jak kariery pokończą przedstawiciele złotej generacji (Messi, Busquets, Pique, Iniesta), to z kim zostaniemy? S.Roberto plus ktoś jeszcze, czyli przeciętna liczba swoich.