Dlaczego 4:0 to niebezpieczny wynik

Challenger

20 października 2016, 21:50

własne

55 komentarzy

Jak powszechnie wiadomo, 2:0 to w piłce niebezpieczny wynik. Niby prowadzenie, ale wystarczy jedna przypadkowa bramka, by ci drudzy nabrali woli walki i wrócili do meczu. Naturalnie, wynikiem jeszcze gorszym jest 0:1, 1:4 i wszystkie pozostałe na korzyść rywala. Patrząc na mecz z City, 4:0 to też jest niebezpieczny wynik.

Rewanż obu drużyn już za dwa tygodnie. Ośmieszone przez Barçę City zrobi wszystko, aby się odegrać. Piłkarze zostawią na boisku serce i wyplują płuca, a trener na pewno wybierze inną taktykę. Zamiast takiej, która Agüero zapewniwszy ławkę okazała się dwunastym graczem gospodarzy.

Kłopoty Barcelony

To rezultat osobliwy, bo swymi rozmiarami łatwo prowadzi do opacznych wniosków.

Podzielam przekonanie wielu obserwatorów: wynik nie oddaje przebiegu meczu – ale z innych powodów. Gdy mówią tylko o czerwonej kartce dla Bravo, zwracam uwagę, jak słabo przez blisko godzinę pojedynku grała Barca. Okazji bramkowych do przerwy miała relatywnie mało, jedyny gol nie padłby bez poślizgnięcia Fernandinho.

Posiadanie piłki i strzały po 90 minutach nie mówią nic ciekawego, liczba strzałów w I połowie wprost przeciwnie: goście mieli ich więcej (3:5). W celnych był remis (2:2), ale City tuż przed przerwą dodało do tego dwa groźne uderzenia obok lewego słupka ter Stegena (strzelali De Bruyne i Stones). Barça cofnęła się po golu, za bardzo. Do wykluczenia Bravo nie zdołała stworzyć zagrożenia po raz drugi.

W grze podopiecznych Enrique widać było efekty poreprezentacyjnego przeciążenia. Prowadzonym przez nich akcjom długo brakowało werwy. Można było odnieść wrażenie, że w pierwszych dziesięciu minutach najczęściej przy piłce był ter Stegen. Katalończycy prowadzili ryzykowną grę podaniami pod własnym polem bramkowym, a jedno z niedociągniętych – jak niedociągnięty bywa forhend tenisisty posłany w trybuny – podań niemieckiego bramkarza już w drugiej minucie meczu zwiastowało problemy dla Barçy w tym meczu.

Mistrzowie Hiszpanii specjalizują się w tym sezonie w zapraszaniu rywali do głębokich odwiedzin na własnej połowie. Jednak to, co przy optymalnej formie fizycznej każdego z piłkarzy stanowi atut i element taktycznej przewagi nad rywalem – zamienia się w igranie z ogniem, gdy zawiedzie dowolny odcinek na nitce podań na centymetry od rywali. Podanie do bramkarza nie zawsze jest dobrym pomysłem. Robi się ryzykowniej, jeśli podopieczni Enrique mają za sobą wiele meczów w krótkim czasie, powroty z dalekich meczów kadry lub po prostu silnego rywala naprzeciw. Niebezpieczeństwo takiej gry rzadko widać lepiej niż w środę.

Momentami przecierałem oczy ze zdumienia, czy na ławce gości siedzi Pep Guardiola czy Simeone z Mourinho. Pressing zawodników Manchesteru był intensywny, agresja Silvy zapewniła Piqué trzy tygodnie wakacji, ale z taką „ambicją” Barça też powinna sobie radzić jeśli szuka w tym sezonie dużych sukcesów. Nikt nie przyjeżdża na Camp Nou poprzyglądać się, jak Messi z kolegami dziurawią siatkę i siatki zakładają. Każdy chce wygrać, niektórzy ich skopać – na koniec najbardziej liczy się wynik.

Barça zabrała się za niego dopiero po wykluczeniu Bravo i posypaniu się morale rywala. Rzadko który mecz układa się równie sprzyjająco. Powinno to stanowić zmartwienie dla Lucho w kontekście wyjazdu do Sewilli i grudniowego „Klasyku”.

Detale, detale

O mocno przypadkowym golu Leo już było. Z pozycji fana City trudno też nazwać akcję z Bravo szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Z nich wszystkich najistotniejsza jest moim zdaniem sytuacja, której nie było. Mam na myśli rzut karny przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania.

Nielegalne odbicie piłki przez Digne’a było więcej niż klarowne. Powinien zostać odgwizdany rzut karny dla gości, lecz na to sędziemu Mažiciowi zabrakło odwagi. Ręka ręce nierówna – jedna obrońcy, druga Bravo.

Wspominam o tym, aby wskazać rangę małych detali tworzących wielką goleadę. Po błędzie bramkarza City powiedziałem sobie: „No to teraz im nawrzucają” – i tak było. Meczowa sytuacja, która mogła pójść na 10 różnych sposobów, dla jednej z drużyn ułożyła się najgorzej, jak mogła. „Jedenastka” oznaczałaby duże szanse na remis po 45 minutach, a ten oznaczałby dużo emocji i trudności Barçy po przerwie. Warto dostrzegać w piłce wymiar detali, uwzględniać je w formułowanych wnioskach. Wynik środowego meczu jest złudny i tak powinien być traktowany.

De Bruyne zostawiony w szatni

Pep ma tendencję do wprowadzania w dużych meczach zaskakujących rozwiązań taktycznych, których nie testował wcześniej ze słabszymi rywalami. Co dało świetne rezultaty np. w grudniu 2011 na Bernabéu, wczoraj wybuchło City w twarz. Myślę, że to silnie różni go od Enrique, który we wprowadzaniu modyfikacji w modelu gry jest ostrożniejszy. Było to także widać w tym meczu – mimo częstych ostatnio, także z konieczności, romansów z formacją 3-4-3, Barça podjęła Man City swoim klasycznym 4-3-3; w trakcie meczu modyfikowanym, zgodnie z obrazem gry i urazami.

Uważam, że „The Citizens” z Agüero na boisku byliby groźniejsi, a przynajmniej lepiej wiedzieliby, co grać. Guardiola chciał oszczędzić Argentyńczyka po powrocie z kadry i zaskoczyć obronę Barçy, ale jedynym efektem było zdestabilizowanie ofensywy City. Im bliżej pola karnego Katalończyków, tym gorzej wyglądała współpraca Sterlinga, De Bruyne, Nolito i Silvy. Szukali się w każdej akcji, nad podaniami zwlekali dłużej niż zwykle, gra była rwana i ogólnie nieskuteczna. Do wielu akcji prosiło się „dokleić” Kuna, co zresztą zrobili redaktorzy Canal+ w pomeczowym studiu.

Po stronie Barçy świetnie wyglądał eksperyment z prawym obrońcą nazwiskiem Mascherano. Do Lucho można mieć pretensję o traktowanie Vidala [LINK], ale to jego okręt i wyniki go bronią. Dobrze zagrał Umtiti. Nie był to występ doskonały, ale solidny i nieszkodliwy, co stanowi ogromną wartość, gdy chodzi o mecz tuż po rehabilitacji przeciw jednej z najsilniejszych kadrowo ekip w Europie.

To nie koniec

Specyficzny układ tego meczu sprawia, że trudno określić na jego podstawie, do czego zdolna w tym sezonie jest Barca. Do końca roku City to obok Sevilli i Realu teoretycznie najmocniejszy przeciwnik Katalończyków.

Jednakże wynik będący „niebezpiecznym” w pewnym sensie jest też wynikiem dobrym. Dodatkowa mobilizacja w szatni angielskiego klubu oznacza, że ludzie Luisa Enrique będą musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby wygrać mecz w Manchesterze. W środę było łatwiej, za kilkanaście dni będzie trudniej.

A wtedy zawsze jest ciekawiej.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Miałeś rację. ;-)

Artykuł niezły, ale piłka nożna to głównie wykorzystywanie błędów rywala, a Barca zrobiła to w tym meczu perfekcyjnie. Abstrachując od błędu Bravo przy bramce na 1:0 Messi wiedział gdzie być i gdzie pobiec właśnie w razie pomyłki Fernandinho. Dobrze ustawiony był też Neymar w tej sytuacji. Większych błędów w defensywie Barcy nie było, jedynie dosyć przypadkowe zagranie ręką. Barca wykonałą swoje zadanie naprawdę dobrze. Tak samo jak w meczu z Deportivo kilka dni wcześniej.

Tu bardziej zgadzam z komentującymi niż autorem.

Nie posuwałbym się do określeń "artykuł z dupy", bo wydaje mi się, że rozumiem intencje autora i próbę ustawienia tego suchego wyniku w pewnym kontekście obrazu boiskowych wydarzeń.
Zdaje się, autor zwraca uwagę na pewne "punkty zwrotne" które zagrały na korzyść Barcy, a nie musiały się zdarzyć. Zastanawia się, jak potoczyłby się mecz bez nich....

... jednakże, zdaje się, że w tej probie powiedzenia "uważajmy" (tak to odczytuję), autor pominął też pewne istotne zdarzenia, które popsuły plan gry Enrique i "zagrały", na korzyść City, a które również nie musiały się zdarzyć.
Po pierwsze ręka Diagne - ja pamiętam wielokrotnie zdania "nie obwiniajmy sędziego", wygłaszane po błędach, dużo większych, na niekorzyść Barcy.

W samej historii meczów z City, za kadencji Martino, pamiętam 2 dużo bardziej oczywiste zagrania ręką graczy City, nie zakończone rzutami karnymi.
Potem w pierwszym dwumeczu Barcy za Lucho, karny na rzecz Obywateli, odgwizdany po co tu kryć, nurze Aguero, który do tyciego kontaktu z Pique, dodał mnóstwo od siebie. Karny obroniony przez MaTSa, ale jednak odgwizdany.

Z wczorajszego meczu i rzeczy o których wspomniano (być może czerwona kartka Silvy, żółta co najmniej, dla Zabalety) . Dodałbym jeszcze, że Mathieu powinien zobaczyć tylko 1 żółtą (2).

Wracając do wspomnianego zdania - nie popadajmy w przesadę. Czemu mamy liczyć i rozpamiętywać pojedyncze błędy na naszą korzyść (choć dla mnie wcale brak karnego za "rękę" Diagne, błędem nie był), jednocześnie nie ważąc błędów nas krzywdzących na tej samej szali. Trochę równowagi.

Po drugie - kontuzje kluczowych graczy, które "rozsypały" Lucho taktykę i pole manewru w 30 minut.

Wydaje mi się, że plan był taki, by Barca była "lewo-skrętna". tzn, by włączający się ofensywnie Alba, zmuszał Sterlinga do cofania się i pomagania w obronie, wtedy De Bruyne zostawałby sam. Gdyby cofał się po piłkę, Rakitić (nie musząc tak bardzo łatać dziur na prawej - grał tam obrońca/DP), wraz z Busquetsem, skutecznie by go blokowali.

Taka taktyka pozwalała odsuwać grę od pola karnego Barcy.
Po zejściu Alby, większość akcji City toczyła się naszą lewą stroną, bo nie włączający się tak aktywnie do ataku Diagne, zapraszał Sterlinga pod nasze pole karne. Dopiero gra w przewadze, zmieniła tą sytuację, ale nawet później nie było różowo na lewej stronie.... z której na środek przeszedł Umtiti, który wbrew autorowi, uważam, ze grał świetnie i na wiele napastnikom w wyjściowym ustawieniu nie pozwalał. Dopiero kontuzja Pique, otworzyła przestrzenie City. Proszę zwrócić uwagę, od której minuty, piłkę zaczyna mieć w City Silva - wcześniej miał za gęsto i podawał niecelnie naciskany, lub nie miał tyle czasu.

Robi się z tego wypracowanie, a miała być krótka replika :)

Artykuł w ogóle nie potrzebny

Jeden z bardzo niewielu artykułów na tej stronie który uznaję za kompletną głupotę? :/

City dochodziło do sytuacji tylko jak grał kontuzjowany Pique.
W rewanżu zagra roberto na prawej, a masche z umtitim w środku.
Po za tym jak przegramy to co się stanie ?? Właściwie nic bo dalej będziemy na 1 pierwszym miejscu.

Według mnie artykuł z dupy.

jedno małe ale. Barcelona wcale nie musi wygrać w Manchesterze

Sorki ale cały ten artykuł to jedno wielkie gdybanie. Poza tym jeśli by oceniać mecz do momentu czerwonej kartki to nie graliśmy słabego spotkania. W obronie pojawiły się błędy ze względu na kontuzje. Trzeba przyznać że Lucho w najgłębszych rozważaniach nie wymyśliłby takiej linii defensywnej.

Co do ręki to moim zdaniem karnego nie było. Po pierwsze i przede wszystkim, nie było ruchu w kierunku piłki, a wręcz Digne starał się tego kontaktu uniknąć. Poza tym, co było poruszane jakieś dwa sezony temu, gdy zmieniały się przepisy, sędzia nie musi odgwizdać ręki w niektórych zagraniach jeśli uzna że nie było to celowe. Bo na kontakt z ręką może mieć np. mała odległość między zawodnikami.

Zawsze mnie śmieszy takie gdybanie, a gdyby ten, gdyby to... a może jakby nie było tej bramki Barcelona by strzelila 6 w pierwszej połowie. Dlaczego nie? Skąd wiesz jak graliby gracze. Bezsensowne gdybanie.

Rozbijamy jedną z najlepszych drużyny ligi angielskiej z rezerwową obroną i - możliwe - że przeciążonymi zawodnikami po przerwie reprezentacyjnej (choć nasi przeciwnicy też takową mieli) i szuka się problemów tam, gdzie ich nie ma.

Nie zgadzam się z tym artykułem który wręcz przeanalizowuje sytuacje, przecież Bravo dostał czerwo bo Barca stworzyłą groźną sytuacje a on głupio się zachował, gdyby nie złapał piłki byłoby 2-0. Może i ktoś przytoczy nasz mecz z Sevillą ale jeśli chodzi o Lige Mistrzów to nie pamiętam meczu w którym prowadzilibyśmy 2-0 i roztwonili tą przewage. Na pewno City zagrało lepiej niż w poprzednich meczach z nami (przed Pepem) ale to wciąż nie ten sam poziom. Widać było że odstają i nie miałem takich nerwów jak np. miałbym oglądając mecz z Realem lub Atletico.

Wynik może być niebezpieczny z tego względu, że piłkarze mogą poczuć się zbyt pewnie po tak okazałym zwycięstwie, zapominając, że wynik nie oddał obrazu gry. Mecz z City mógł potoczyć się zgoła inaczej, przez jedną zmianę decyzji arbitra. Paradoksalnie z ostatnich meczów z City, w tym ostatni zagrali najlepiej, pomimo najgorszego dla nich rezultatu.

W weekend gramy z Valencia i oby piłkarze poszli za ciosem

Akurat ta analiza autora napisana jakby na siłę...(bez obrazy).
Jaki wynik byłby bezpieczny, pytam?
To ja również pokuszę się o szybką, spontaniczną analizę x 2:

1. City szybko strzela bramkę. Idzie za ciosem, wściekle atakuje, bo "poczuło krew". Przy tym się otwiera będąc narażonym na kontry. Barca kontuje, City traci bramkę i...ochotę do gry.
2. City gra cierpliwie, swoje, czas ucieka, bramki nie wpadają. Pep dokonuje zmian i wzmacnia atak. City się otwiera, Barca kontruje...

I tak analizować można w nieskończoność.

Na koniec nie zapomnijmy, że City nie gra ze sobą, a z przeciwnikiem (i to jakim!!!), który również wie co robić z piłką. :-)
Do boju Barca!

Posypmy głowę popiołem ! Fatalny mecz z przeciwnikiem, który przez przypadek jest liderem ligi angielskiej. Powinniśmy brać przykład z zespoliku rzeźników z Madrytu i ich epokowych, spektakularnych, widowiskowych wygranych (3 razy po 1:0) albo drugiego zespoliku ze stolicy Hiszpanii, który rozgromił najlepszy klubowy zespół świata (pełen gwiazd) z kraju będącego piłkarską potęgą. Do Manchesteru może pojechać nawet Barca B i przegrać 10000:0 - co to zmieni ? Spadniemy na drugie miejsce w grupie - NIE, zaczniemy być zależni od innych wyników - NIE. Po co pisać o niebezpiecznym wyniku ? Niech sobie zespół Guardioli gryzie trawę ile tylko chce. A pisanie o wakacjach dla Pique jest co najmniej chamskie (dobrze, że skończyło się na 3 tygodniach przerwy). Zwracanie uwagi na rękę Digne (bezdyskusyjną), a pomijanie braku czerwonych kartek dla Silvy, czy sytuacji gdzie piłka po faulu na Suarezie została zatrzymana ręką i uniemożliwiła mu wyjście sam na sam jest żenujące. Widzimy co chcemy ?

P.S. malkontenctwo i gdybanie (wielokrotnie użyty tryb przypuszczający), to nasze narodowe cechy - ciekawe, kto za 20 lat będzie pamiętał coś poza wynikiem ?
P.S. 2 nie twierdzę, że zagraliśmy wielki mecz, ale liczy się rezultat, a jak widać Barca przez ostatnie lata rozbestwiła niektórych za bardzo i każdy mecz w jej wykonaniu powinien być idealny

Zostawią serca i wyplują płuca?? a cóż to za bzdury tak nie robią najemnicy a w szczególności nie ci z niebieskiej części manchesteru. Dreptanie i odpuszczanie to ich specjalność vie pierwszy gol leo i jak widać guardiola ich jeszcze z tej maniery nie wyleczył. No chyba że ktoś myli pierwsze słowa ze skłonnościami do brutalności ale to już inna sprawa.

Wystarczy remis i jest dobrze :)

Równie niebezpieczne jest wygranie mistrzostwa Hiszpanii, Pucharu Króla i Ligi Mistrzów.
Jak to mobilizuje przeciwników!

Racja bezpieczny wynik to nie 4-0, następnym razem trzeba ich znać 8-0 to ciekawe co pan redaktor wymyśli hahaha bo jakby nie patrzeć to tez może być niebezpieczny wynik hshahs

MESSI - bez niego Barca nie istnieje !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Gdyby Messi grał we wtorek w MANCity to Barca by na pewno ten mecz przegrała
Zobaczycie co warta jest barcelona w meczu z Valencią - chyba że znowu MESSI załatwi mecz.

Jak dla mnie nie ma co się rozwodzić nad tym - Guardiola zbyt dobrze zna się z Barçą, by ją pokonać. Okazuje się, że City nie potrafi skutecznie przedrzeć się przez łataną kolejnymi zmiennikami obronę. A na pewno nie na tyle, by strzelić bramkę. Szczęście szczęściem, ale nie zmienia to faktu, że w tym meczu, pomimo iż był trudny i złożony taktycznie, to Barça była lepsza.

I jako fana Barcy strasznie mnie to cieszy, ze obejrzę ten mecz na żywo. Mimo, że z trybuny City - ale jednak obstawiam, że doznania będą nieziemskie. :)

Trochę na siłę szukanie jakiś pesymistycznych akcentów tego meczu, coś w stylu "powiem teraz że to może być niebezpieczny wynik, przecież Barca prędzej czy później i tak jakiś mecz przegra i wtedy powiem że miałem racje" Takim tokiem myślenia to każdy wynik jest niebezpieczny, jak za mały to dlatego bo za mały a jak za duży to dlatego bo zdradliwy

Idealny artykuł.
Szczerze mówiąc myślałem o napisaniu podobnego komentarza na LR - na szczęście już nie muszę.

Widziałem po meczu wiele komentarzy osób piszących że są "zachwycone grą" - myślę że były raczej zachwycone(lub zaślepione) wynikiem.

Nie ulega moim zdaniem wątpliwości że Barcelona wielkiego meczu nie zagrała.
A rozmiary zwycięstwa zawdzięcza raczej... Tak często wypominanemu naszym przyjaciołom z Madrytu szczęściu ;)

Po co te wszystkie wywody i tak krytyka a wystarczy 1 zawodnik który robi różnice a my takiego nie mamy. Nie mamy kreatywnego pomocnika real ma takich aż 3 i oni robią róznice.

Ile to ja się naczytałem o Krychowiaku podczas meczu z Armenią jak go krytykowali że piłke posyłał tylko w bok i w bok lub w tył.
Teraz widze Rakitica grającego troche inaczej ale stał się fundamenten dla zarządu bo już chcą go przedłużyć.

Rakitic i to jego zagranie do Neymara i Ney trafia w bramkarza i powinien być gol.

Neymar w pierwszej połowie dostał idealną piłke od Iniestey ale momemt zawahania pól sekundy wczesniej albo minał by Bravo albo bylby karny
No i na końcu pierwszej połowy kontra Leo i Luisa mogła zakończyć na 2:0 1 połowe.

To czy była ręka na Digne tego się nie dowiemy bo żadna powtórka i udowodniała że była zmiana trajketorii lotu piłki a nie widziałem by nagle cała ekipa City protestowała.

Barcelona potrzebuje obrońcy zamiast Matheiu. On jest na słabych rywali oraz na Copa Del rey. Na teraz i tak będzie musiał grać na Valencie i Granade a potem wróci Alba.

Co za pesymistyczny artykuł. Nasza drużyna zagrała dobry mecz i wygrała z silną, solidną ekipą 4:0. Taki wynik to nie może być przypadek, równie dobrze można powiedzieć, że w ostatnim Klasyku na Bernabeu Barca miała szczęście, bo gdyby przy drugim golu Ramos był pół kroku bliżej środk boiska to sędzia odgwizdał by spalonego, Neymar nie strzeliłby gola a Real mógłby skutecznie odpowiedzieć. Piłka nożna to gra błędów i trzeba umieć je wykorzystać, skoro City je popełniło to nie znaczy tylko, że było gorsze ale też nasi piłkarze zmusili ich do popełnienia tych błędów, bo grasz tak na ile ci przeciwnik pozwala. Skoro City miało osłabione morale to co dopiero mówić o Barsie której trener już w pierwszej połowie musiał dokonać dwóch wymuszonych zmian, w tym z powodu kontuzji drugiego po Messim (moim zdaniem) najbardziej kluczowego i istotnego pilkarza, który trzyma całą defensywę. A wykluczenie jednego piłkarza wcale nie musi stawiać danej drużyny na straconej pozycji, a wręcz przeciwnie. Dla mnie zejście C. Bravo nie było w żadnym razie kluczowe.

To są te detale....

Zgadzam się s artykułem Barca jest słaba jak narazie i mnie to troszkę martwi brakuje mi dobrej wersji Busiego chyba bo połączenie między obrona a atakiem jest kiepskie.... Może przesadzam że kiepskie ale coś mi brakuje w tej maszynie.... mam wrażenie że ostatnio ganiamy za piłka i każdy liczy tylko na MSN bo i tak zawsze coś strzela.... Będzie ciężki mecz w Anglii

Chyba zapomniałeś że rewanżu Manchester City nie postawi autobusu i Barca będzie mogła grać z kontry i będzie więcej miejsca na boisku

"Nielegalne odbicie piłki przez Digne’a było więcej niż klarowne. Powinien zostać odgwizdany rzut karny dla gości, lecz na to sędziemu Mažiciowi zabrakło odwagi. Ręka ręce nierówna – jedna obrońcy, druga Bravo."

Nie przesadzałbym z tą ręką Digne - owszem, karny mógł być odgwizdany, ale również sędzia miał prawo tego nie odgwizdać. To, że na statycznych ujęciach wygląda, jak Digne miał nienaturalnie ułożoną rękę nie znaczy, że w rzeczywistości to tak wyglądało - robił wykrok to przodu i naturalne przy tym było rozstawienie rąk na boki, żeby utrzymać równowagę, a że rywal stał blisko, to nie mógł nic zrobić, żeby nie dotknąć piłki - podkreślam, dotknąć, bo to nie było odbicie, tylko muśnięcie, po którym piłka nieznacznie zmieniła kierunek. To, że antybarcelońscy sędziowie w La Liga by to pewnie odgwizdali, to nie znaczy, że w tej sytuacji nic nie zależało od interpretacji sędziego - jak dla mnie słuszna decyzja.

Owszem, Barca nie zagrała wybitnego meczu - może przez kontuzje Pique i Alby na samym początku. Jakby się czepiać detali odnośnie sędziowania, to Silva mógł obejrzeć za swój faul czerwoną kartkę, a Zabaleta powinien kończyć pierwszą połowę przynajmniej z żółtym kartonikiem. Ale Barca bezlitośnie wykorzystała wszystkie błędy City, dała im się wyszumieć z przodu, ale Umtiti i Ter Stegen bronili wszystko, co trzeba było. Wygraliśmy ten mecz doświadczeniem i klasą, pokazaliśmy, że jesteśmy bardziej dojrzałą drużyną - City może aspirować do najlepszych, ale wczoraj dostali brutalną lekcję od Barcelony, że na razie są co najwyżej uczniakami.

Podsumowując - deprecjonowanie zasług Barcelony po tym meczu nie ma sensu, a poza tym mam wrażenie, Challengerze, że ostatnio trochę na siłę starasz się wzniecać na stronie przesadną polemikę publikując bardzo jednostronne teksty, ze wszystkimi argumentami bardzo ostentacyjnie dopasowanymi pod swoją tezę - wczoraj o Pepie w City, a dzisiaj to.

Autorze, skąd ten defetyzm???
Spojrzyj na świat bardziej optymistycznie - w końcu piłka nożna to po prostu zabawa:)
Wierz w zwycięstwo!

Owszem po takiej wpadce będą chcieli zmyć plamę ale nie mają kluczowego bramkarza który robi różnicę.

Pewnie, że Barcelona miała szczęście w tym meczu, ale moim zdaniem to nie powód, żeby umniejszać im zasługi. Zagrali całkiem kompletne spotkanie, dobrze bronili, grali dobrze pressingiem. Zawodnicy z tyłu ryzykowali zdecydowanie mniej niż w poprzednich meczach, chociażby w meczu z Celtą - widać, że nie tylko Enrique wyciągnął wnioski, ale również zawodnicy. Często zamiast ryzykować posyłali piłkę poza plac gry. Sytuacje City nie były na tyle klarowne, żeby zwycięstwo Barcy przypisywać jedynie dwóm czynnikom - Messi i szczęście.
Poza tym widać po meczu, że zawodnicy strasznie się naładowali dobrą energią po tym meczu, co może dać tylko dobre rezultaty. Manchester City może zareagować dwojako, albo wyjść mega naładowani chętni zemsty, a równie dobrze mogą wyjść zagubieni i zwątpieni w styl Pepa, bo tego możemy być pewni, że on nie zmieni sposobu gry.

Nie zgadzam się tak do końca z artykułem. Czemu? Ano bo piłka to sport w którym na wygraną składa sie ilość błędów popełnionych przez drużynę i stwierdzenie, że bramka Messiego i dzieki temu prowadzenie w meczu zdobyliśmy z powodu poślizgnięcia sie zawodnika drużyny przeciwnej, pomijam, że to błąd przeciwnika, ok przypadek, poślizgnął sie chłopina ale już nikt nie wspomniał jak przed tą całą sytuacja zachował sie Messi i Masherano, jak po nieudanym dryblingu D10SA Szefuncio rzucił sie na piłkę i wybił ją obrońcom, a dalej już wiemy co zrobił Messi, pomknął przed siebie, a chwile później kładąc Bravo zdobył bramkę. Ktoś sie musi mylić żeby inny mógł to wykorzystać, taki jest sport, rywalizują i wymuszają błędy na przeciwniku, City poddało sie naszym wymuszeniom i przegrało, artykuł jak dla mnie na siłę szuka przypadku w zwycięstwie, przynajmniej taki ma wydźwięk. Jedynym z czym sie zgadzam to kwestia niepodyktowanego karnego który być powinien i być może zmieniłby obraz gry ale to też domysły na które szkoda mi czasu.

Futbol bywa przewrotny. Od ucieczki spod toporka, bo toporem to bym jeszcze tego nie nazwal, do wygrania 4:0. Tym razem do nas usmiechnelo sie szczescie i sedzia. Ale najwieksza przewaga to zawsze Messi, ktory nawet bez kosmicznego wystepu przewazyl szale, dzieki wyczuciu i skutecznosci.

W Manchesterze zwycięstwo nie jest potrzebne. Remis tez będzie dobry.

Naprawdę zaskoczyła mnie wczorajsza przecietna dyspozycja, brak werwy w grze Barcy. Naprawdę średni wystep, tak jak cały obecny sezon niestety.

A ja śmiem twierdzić, że gdyby nie Messi to mecze z Bayernem i teraz z City wyglądałyby trochę inaczej i kto wie jakby to się zakończyło. To jest po prostu era Messiego i tyle.

Wynik jest niebezpieczny, bo ludziom się wydaje, że Barcelona zagrała świetny mecz, co jest oczywistą nieprawdą. City strzeliło megababole, które zrobiło harakiri przypieczętowane klopsem Bravo. Prawda jest taka, że mecz był wyrównany, a ogromną różnicę zrobił największy silent killer wszechświata - Leoś, który bezwzględnie i bezlitośnie wykorzystuje poważne błędy. Prawda jest taka, że gdyby biegał w pomarańczowej koszulce, to wynik mógłby być odwrotny.

konto usunięte

Cieszę się, że nie tylko ja dostrzegłem wczoraj jedynie dobrą grę kilku zawodników i dostateczną innych. Prawda jest taka, że za Enrique zbyt często odpuszczamy prowadząc. Później tracimy głupio bramkę i robi się kolorowo. Przykładów jest mnóstwo, a że jestem nygus, to poszukajcie sobie sami :)