To jest wojna - taktyczne odpowiedzi Barcelony na agresję rywali

Challenger

29 października 2016, 11:22

własne

25 komentarzy

„Balet jest najwspanialszym z optycznych złudzeń. Wysiłek zamieniamy w lekkość. Trudności stają się banałem. A grawitacja jest naszą dzi*ką”.
"Flesh and Bone"

Dla jednych to balet, dla innych futbol. Powyższy cytat pasuje też do piłki. Wystarczy włączyć mecz Barcelony. Trudne przychodzi z lekkością. Karkołomne zagrania czynią banalnymi. Artystów wieczoru w sali operowej nie kopie się ani nie popycha. Na boisku są inne obyczaje. Trzeba umieć sobie z nimi radzić. Inaczej przegrasz. A wynik w piłce określa wszystko – „byliśmylepszych” kwituje się drwiną, triumfatorzy moralni nikogo nie obchodzą.

Sukces na zielonej murawie można osiągnąć na dwa sposoby: kreować coś samemu lub niszczyć cudze. Obie metody są w porządku – dopóki wszyscy grają w ramach przepisów. Przekroczenie tej granicy wywołuje mój sprzeciw. Usprawiedliwianie tego – pogardę dla usprawiedliwiających.

Coraz więcej klubów gra z Barçą coraz brutalniej. Do „klasycznego” zestawu Bilbao, Atlético, kluby włoskie, Chelsea, Real i Sevilla tylko w ostatnim miesiącu dołączyły ekipy Gijón, Celty, City, Valencii. Mourinho z Simeone mogą być dumni, że ich metody zyskują taką popularność. Rzadko kto protestuje, bo epoka zwycięstw FC Barcelony wszystkim się już dłuży. Prezes LFP Javier Tebas to kolejna z długiego łańcucha osób dająca to poznać. Suso Pitarch [LINK] powinien zająć się kręgosłupem, na głowę dawno za późno. Rozumiem, dlaczego faule Valencii zasłużyły na mniej ich uwagi. Facebookowy fanpejdż „Chcę kopnąć Messiego, Neymara, Iniestę, a Piqué dać z łokcia” miałby miliony fanów.

Po tygodniu, w którym dwóch piłkarzy FC Barcelony wypada na kilka tygodni z gry po ciężkich faulach, trudno o subtelności. To jest wojna.

A wojna oznacza ofiary. Iniesta jest ostatnią z nich. Razem z Piqué byli magnesami agresji rywali. Oba wejścia wyglądały na celowe i były celowe, uważam, że m.in. red. Wołowski [LINK] myli się twierdząc inaczej. Skoro przy takich okazjach sędziowie nie wręczają czerwonych kartek, równie dobrze mogą nie robić tego wcale.

Nudna Barcelona

Najwięcej o arbitrach mówią przegrani. Barceloniści już dawno powinni przyjąć podejście, że przed chamskimi faulami rywali nikt ich nie obroni. Każdy wyjątek jest miłą niespodzianką.

A gdy emocje zrywają się ze smyczy, łatwo o boiskową tragedię. To cud, że trenerzy akceptujący boiskowy bandytyzm swych podopiecznych nie wsadzili jeszcze – okazji w ubiegłych latach było aż nadto – żadnego piłkarza Barçy do szpitala ze złamaniem. W 2011 doznał go Villa, w niefortunnej sytuacji, nie było tam zamiaru rywala. Kilku piłkarzy Arsenalu miało mniej szczęścia.

Barcelona jest nudna, nie przestaje wygrywać. Trwa to przeszło dziesięć lat. Coraz więcej ludzi wyczekuje zmiany – kibice innych drużyn, mający swoje sympatie sędziowie, kolejny raz pokonani rywale, spora grupa dziennikarzy. Ci ostatni chyba najbardziej ze wszystkich. Kryzysów, „końca cyklu” szukają przy każdej okazji. Zmiana klika się lepiej od stagnacji. Barçy ma się dziś dość.

Wystarczy strzelić bramkę…

Chętni mogą zrzucać na piłkarzy wymienionych klubów kubeł różnych epitetów, ale to prawda: nie ma taktyki działającej na Barçę skuteczniej od zagrania z nią w kości. To oznacza, że Katalończycy muszą umieć reagować. Zdobycie bramki, a lepiej: trzech, to najprostsza metoda wybicia większości przeciwnikom ochoty do gry. Gdy czyjąś „grą” jest sztafeta fauli, wyklarowanie wyniku ma taki sam efekt, co zawsze: przeciwnikom chce się mniej, mobilizacja spada, pełny przed chwilą bak wiary znika. Plany o trzech punktach odkłada się na kolejny mecz, piszczele bordowo-granatowych już bezpieczne.

Meczom z Realem Mourinho, Atlético, Espanyolem i innymi drużynami z przerostem agresji wielokrotnie towarzyszyła ta sama prawidłowość: wyraźne prowadzenie FCB zniechęcało do dalszych fauli przez resztę meczu. Skoro Barçy przeciw rywalom świecącym korkami w metodycznych wejściach wyprostowaną nogą gra się gorzej, zdobywanie goli też przychodzi trudniej. „Duma Katalonii” to zespół słaby fizycznie. Messi, Neymar, Iniesta, Rakitić zawsze będą na straconej pozycji mając naprzeciwko Varane’a, Godína, Mario Suáreza, Mikela San José czy Gabiego. Toteż gdy nagonka przynosi efekty, trzeba szukać swoich przewag w odpowiednich zabiegach taktycznych.

Taktyka

Gdy rywal idzie na noże, a sędzia zostawił kartki w szatni, największym błędem taktycznym Azulgrany jest forsowanie gry środkiem. Stanowiło to wielki mankament PepTeamu i zadecydowało o wielu prestiżowych klęskach Barçy ery Guardioli. Od pierwszego sezonu u steru Luis Enrique kładł nacisk na powiększenie pola gry. Nakazał skrzydłowym kursować szeroko pod liniami bocznymi. Drużyna czerpie z tego do dziś, a ustąpienie przez Messiego środka Suárezowi poza uwypukleniem walorów Urugwajczyka przeniosło „dziesiątkę” w mniej zatłoczoną strefę boiska.

Pchając się środkowym korytarzem, piłkarze są bardziej narażeni na faule. Siłą rzeczy kotłuje się tam najwięcej osób, stoperzy rywala polegają na bliskim wsparciu defensywnych pomocników. Stąd tak ważne jest regularne oskrzydlanie ataków. Nawyki bywają czasem silniejsze od najlepszej strategii – gdy wynik układa się nie po myśli podopiecznych Enrique, mają tendencję do wyboru strefy środkowej. Jest to potęgowane dodatkowo cofającym się Messim. Gdy Lio podchodzi pod koło środkowe, pomocnicy powinni od razu wychodzić mu do odegrania na skrzydło. Iniesta i Rakitić nie mają takiego zwyczaju; co innego Rafinha, Turan i Denis Suárez. Ten ostatni właśnie w ten sposób – zszedł ze środka w prawy korytarz, popędził aż pod linię końcową – wypracował asystę przy golu Piqué na koniec meczu z Celtą. Pomocnicy FCB powinni grać tak częściej.

Kolejnym sposobem na wyswobodzenie się z czułych objęć bezpardonowo atakujących rywali jest jak najkrótsze trzymanie piłki. Piłkarze Barçy miewają tendencję do jej „przeholowywania” w każdej strefie boiska. To naraża na faule. Piłkarza poruszającego się dłuższy odcinek z piłką – najłatwiej sfaulować. Lepiej pozbyć się futbolówki od razu, odgrywać bez zwlekania. W tej sytuacji urazu doznał Piqué. To samo regularnie zdarza się Messiemu. Stąd najbardziej narażony na ataki w strefie środkowej jest Andrés Iniesta – główny „holownik” Barcelony. Przeciw zespołom wychodzącym z szatni z nożem w zębach barceloniści powinni grać piłką szybciej, aby ta spędzała jak najmniej czasu pod ich nogami. Gdy krąży między nimi, rywale nie mają kogo faulować.

Ten sam efekt daje drybling. Jest cennym narzędziem zdobywania terenu, gdy brakuje miejsca do rozegrania lub rozpędzenia się. Messi i środkowi pomocnicy powinni stosować je częściej, zamiast lubować się w jałowych rajdach na stratę. Dziwię się ludziom krytykującym Neymara. Pięć razy mu nie wyjdzie (nic dziwnego, w Hiszpanii nie brak świetnych obrońców), za szóstym jego akcja da gola. Równie zbawczy efekt może dać zachowanie Suáreza w polu karnym: jeden jego obrót z piłką, zwiedzenie rywala i piłka ląduje w siatce. O to chodzi.

Skutecznym antidotum na agresywną postawę przeciwnika są stałe fragmenty gry, górna piłka do wychodzącego na pozycję napastnika oraz kontra. Bardzo dobrze dla barcelońskiej ekipy, że Enrique z Juanem Carlosem Unzué znów dopracowali pierwszy z wymienionych elementów. Po tym, jak rzuty wolne i rożne dały Barçy wiele ważnych bramek w sezonie 14/15, wiosną tego roku bardzo ich brakowało w arsenale zespołu. Teraz wróciły, z głośnym przytupem.

Decyzje

Wybory taktyczne to jeden aspekt dosłownego „bronienia się” FC Barcelony. Drugim są właściwe na taką okoliczność decyzje kadrowe Lucho.

Patrząc dziś na liczbę kontuzjowanych, kolejnym razem trzeba oddać trenerowi „blaugranes” uznanie za domaganie się latem tak obfitej kadry. Są w niej zawodnicy radzący sobie w tłoku lepiej i gorzej (defensorów rywala i ich fruwających korków). Jednym z pierwszych na pewno jest Denis Suárez, moim zdaniem powinien zostać głównym beneficjentem minut pod nieobecność don Andrésa. Przegląd gry i „szybka noga” byłego gracza Villarrealu stanowią silny atut przeciw najtwardszym defensywom. Ostra walka jest prawdziwym żywiołem Turana, zaprawionego pod okiem samego Simeone. Przydatny jest też Rafinha, którego drybling przydaje się zespołowi w potrzasku. Wymienienie dwójki 22-latków stanowi też wskazówkę, że młodzi, żywiołowi zawodnicy z zestawu Enrique generalnie skuteczniej radzą sobie z fizycznym naporem przeciwnika, w przeciwieństwie np. do Iniesty i Busquetsa, którzy nigdy nie czuli się swobodnie przeciw ostro grającym rywalom. Co mnie trochę zaskakuje, do tej grupy muszę też zaliczyć wyższego i silniejszego Andre Gomesa. Na chwilę obecną nie stanowi żadnej wartości dodanej w grze kontaktowej.

O Busquetsie wspominam również z tej okazji, że w moim przekonaniu na agresywnie grających rywali powinien ustępować miejsca w składzie Javierowi Mascherano. W meczach reprezentacji Argentyny, podobnie jak kiedyś w Liverpoolu, „Szefo” udowadnia w środku pola co akcję, że żaden rzeźnik po drugiej stronie mu niestraszny. Masche poradzi sobie z każdym, chroniąc magików swego zespołu na wszystkie możliwe sposoby. Barça powinna z tego korzystać znacznie częściej.

Faulują? Przechytrzyć i pokonać!

Z dwóch drużyn na boisku obie chcą wygrać. Równie mocno. Każda dąży do celu na swój sposób. „Wyfaulowanie” rywala z meczu to też metoda. Drużyna mierząca we wszystkie trofea, jaką FC Barcelona jest obecnie co roku, powinna umieć na to reagować, przechytrzyć przeciwnika w każdej sytuacji. Na końcu liczą się tylko zwycięzcy.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Nareszcie ktos nazwał rzeczy po imieniu. Uważam że sędziowie dopuszczają coraz brutalniejszą grę. Z czasem przyzwyczajają sie do tego nawet komentatorzy i czesć kibiców. Powstają okreslenia nie godne sportowca. Co to jest do........ faul taktyczny ? Jest to niezgodny z przepisami atak na przeciwnika kiedy nie możemy sobie z mim poradzić. Takie zachowania nie powinny być tolerowane. Faule taktyczne , uderzenia łokciem, wjazdy w nogi od tyłu , łapanie rękami przeciwnika - to powinna być czerwona kartka. To jest piłka a nie mordobicie. Zwolennicy niech oglądają MMA. Piłka to kunszt umiejetnosci sportowych, a nie burda.
Co bysmy powiedzieli gdyby przegrywający mecz tenisista w przerwie obił przeciwnika rakietą - faul taktyczny ?!

Dobrze że mamy w klubie Mascherano :)

Świetny tekst, a mógłby powstać rok temu, po meczach z espanyolem. Już wtedy się "zbierało" i oznaki powracającego trendu po rozluźnieniu "post Mourinhowym" były widoczne.
A to parę brutalnych meczów bez kartek, a to kiedy w końcu kartkę zarobił (Felipe Luis, Torres), to pretensje... do ofiar zagrań.
Teraz mamy ten sposób myślenia, "podhodowany" rocznym (w praktyce dużo dłuższym) okresem bierności Barcy jako instytucji. A to nie rozmawiamy o sędziach, a to nie komentujemy ataków, a to nie odnosimy się do słów.
Dlatego dla mnie żarty Pique były ważnym głosem - "tu jest ktoś kto sobie na głowę wejść nie da".
Ale kiedy dziś jesteśmy obrzucani (przedstawiciele, piłkarze, pracownicy) Barcy butelkami, a krytyka spada na ofiary, chyba sobie wszyscy uświadomili że miarka się przebrała.

W praktyce jest tak, że w 9/10 spotkań piłkarze poradzą sobie z grą w kości na boisku. Ale by tych 10-ciu prób, nie musieć podejmować, ważne jest instytucjonalne wsparcie, komentarz, sprzeciw, wobec jawnej krzywdy.
Nie można dać sędziom myśleć, że przy dylemacie w ocenie, będą woleli pomylić się na niekorzyść Barcy, bo przynajmniej nikt ich złej pracy nawet nie skomentuje.
Muszą wiedzieć, że po każdym błędzie ktoś ową pracę oceni (nie koniecznie trener), ale ktoś z klubu. Presję można wywierać subtelnie, ale nie można naiwnie wierzyć, że za każdym razem damy radę.
Może gdyby sędziowie nie bali się pomylić na niekorzyść Realu, to nie uznaliby im bramki ze spalonego w finale LM. Może bojąc się pomylić, na naszą niekorzyść, daliby tego karnego po ręce Gabiego.... detale i pojedyncze sytuacje, które rozstrzygają o tytułach.

Ale tekstu i celnych uwag Karolowi gratuluję.

Super artykuł!

W końcu trafny artykuł po tym poprzednim blamażu. Niestety też to zauważyłem, że rośnie agresja w stosunku do Barcelony i jest na to coraz większe przyzwolenie ;/

Świetny artykuł, trafia idealnie w punkt i daje nawet wskazówki jak temu procesowi przeciwdziałać. A co do oponii o Denisie, Ardzie i Masche w środku całkowicie się zgadzam

Super super materiał. Zgadzam się ze wszystkim praktycznie. Cieszę się, ze nie tylko ja popieram grę Neymara, bo jakże głupie jest gadanie, ze facet traci piłki na skrzydle i nic nie robi. Problem tylko taki, ze on bierze w tych momentach do zrobienia to co najtrudniejsze. Poza tym strat i głupich "oddanych" piłek przez Messiego w środku jest znacznie więcej, i poszły po nich bardzo groźne akcje - kontry. Ja się tylko chce zapytać, dlaczego nikt nie rozumie, ze za 90% fauli podczas meczu Barcelony dla rywala należy się kartka, co gorsze pół na pół z tych kartek można by oddzielić kolorami - czerwony i żółty. Przecież każde zagranie skopiowane przez zawodnika Barcelony od rywala kończyło by się na pewno kartonikiem i na drugi dzień prasa miałaby stos pomyj w kierunku naszej drużyny, że jacy to my jesteśmy "mes kłe un klub".

a ja głupi jak grałem bark w bark i sędzia gwizdał faul na przeciwniku to krzyczałem "To nie jest balet!".

Ja jestem tego zdania ,że piłkarze Barcelony czasem też powinni pokazać jaja i pokusić się o jakieś faule mające na celu uspokojenie przeciwnika. Trzeba dać znać ,że się nie boją i nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. To ,że zewsząd jest nagonka na Barcelonę to już naprawdę nic dziwnego. Rzekłbym iż jest to już standard,niestety. Mam nadzieję ,że znów wygramy ligę i temu gościowi z krzywym ryjem pokarzemy ,że nie da się nas powstrzymać. Vamos Barca!!!

Boję się że któregoś dnia jakiś bandyta tak sfauluje kogoś z MSN że wypadnie na kilka miesięcy. Barcelona powinna coś z tym zrobić za celowe faule powinny być kary indywidualne, koszty leczenia itd.

Wszystko spoko, ale wymienianie Rakiticia obok Messiego, Iniesta i Neymara jako słabego fizycznie, to chyba lekka przesada.

Fajna analiza. Praktycznie ze wszystkim się zgadzam, szczególnie akapit z Masche. Szef w środku pola, to w żadnym wypadku nie jest starta jakości drużyny, tylko lekka zmiana taktyki. Busquets i Mascherano to dwaj różni piłkarze, ale dobrze mieć w drużynie opcje techniczną i siłową, a Lucho tego wcale nie wykorzystuje.