W ciszy stadionu. Priorytety

Karol Chowański 'Challenger'

24 listopada 2016, 16:05

38 komentarzy

Każdy ma swoje. Gospodarze Camp Nou sprowadzili latem pięciu nowych piłkarzy. Drugi rok zmagają się ze zmierzchem architekta sukcesów klubu i kadry Xaviego. Przed czasem – i bardzo dobrze! – zaczęli wymianę pokoleniową dwóch kluczowych piłkarzy: Mascherano i Iniesty. W takich okolicznościach Barça nie będzie tłuc co mecz rywali po 4-0. W klubie powinni się głęboko zmartwić, gdyby tak było. Przygotowanie nowego eliksiru zwycięstw musi potrwać.

Co roku schemat jest ten sam. Jesień służy do rozgrzania silników (chyba, że grasz w Anglii). W Lidze Mistrzów i Hiszpanii akcja zaczyna się wiosną. Co ważniejsze i dla niektórych z pewnością sensacyjne: to wtedy rozdawane są trofea.

Co roku masy ludzi dają się złapać na spławiki „lamenciarzy” tragedie na miarę upadku Troi widzących w porażce nad La Conchą (tradycyjnie ciężkim terenie dla FCB) lub wynikach, jak ostatni z Málagą. Sezon trwa znacznie dłużej. Mówimy o maratonie, nie podarowaniu damie dwóch najszybszych minut jej życia.

Co roku jest trudno i tym razem też będzie. Real „grzeje się” na ligę. Atléti po zbrojeniach. Furorę robi Sevilla. Do Pucharu Europy kolejka chętnych. Należy myśleć perspektywicznie, w Barcelonie starają się to robić. Jedno trofeum wiosny nikogo tu nie zadowoli. Aby tacy piłkarze, jak Umtiti, Turan, Denis Suárez, Andre Gomes, Digne, Alcácer i Rafinha stanowili realną alternatywę na jeden z ważnych meczów drugiej części sezonu w razie kontuzji lub potrzeb taktycznych, trzeba testów. Teraz. Natychmiast. Nie wolno czekać do spotkań decydujących o trofeach. Wtedy to eksperymenty wybuchają prosto w twarz, jak petarda mojemu sąsiadowi kretynowi.

Świetny przykład wprowadzania dobrych pomysłów w złym momencie to ostatni sezon Guardioli. Zaskakujące nominacje wiosną zabiły Barcelonę w kilku kluczowych meczach. Powód: były wcześniej sprawdzane za rzadko lub wcale. Rywale wystawili wysoki rachunek. Katalończykom przepadły oba główne tytuły.

Priorytety drużyny na tę jesień muszą być rozsądnie dostosowane do sytuacji. Gdzie wyczucie tej sytuacji? Mało łamane przez zero. W ocenie jesieni Barçy przez zajmujących się piłką zawodowo i wielu kibiców widać barwną karawanę nieporozumień.

Przypomniałem sezon 11/12 nie dlatego, że lubię dojeżdżać Pepowi, lecz dla zachęty do większego uznania wobec wyborów Luisa Enrique. Pod szyldem „W ciszy stadionu” i na Twitterze regularnie jestem krytyczny wobec poszczególnych wyborów trenera tej jesieni. Denis Suárez wszedł do jedenastki przebojem, by potem na miesiąc siąść na ławce. Neymar zanotował absurdalną liczbę czternastu występów po 90 minut z rzędu, to komplet od jego powrotu z Igrzysk. W Glasgow został zmieniony pierwszy raz w sezonie. Tendencja LE do „przerotowywania” składem powtórzyła się w sobotę. Rakitić ominął wtorkowy (15 XI) mecz kadry z Irlandią Płn., ale Málagę zaczął na ławce. Busquets wciąż gra dużo za dużo. Krzyczy o tym jego forma.

Widzę te czynniki i do pewnego stopnia mają one odzwierciedlenie w grze drużyny, tak często w tym sezonie szarpanej, arytmicznej. Muszę jednak Lucho oddać, że jego decyzje zdecydowanie bronią się wynikami. Drugie miejsce w tabeli, cztery punkty straty to niska cena za trzy różne formacje i dwanaście jedenastek na dwanaście ligowych wieczorów. Nie sądzicie?

Podobnie do planowania ataku na prestiżowe himalajskie pagórki, przygotowania do zdobywania szczytów piłkarskich są trudne i wymagają dalekowzroczności. Choćby Paco Alcácer nie zdobył gola przez kolejnych pięć meczów, przyklasnę każdej wiadomości o jego nominacji do wyjściowego składu. Kiedy ma się ogrywać i chwytać DNA Barçy, jak nie z Málagami? Dla środkowego napastnika Barça to najtrudniejsze miejsce na świecie. Jakim prawem kwestionuje się Alcácera, skoro odpadł stąd ktoś taki, jak Ibrahimović? Rozsądek musiał podrożeć, skoro tak niewielu ludzi piłki może sobie na niego pozwolić.

Po przyjściu do tego klubu Luis Suárez potrzebował ósmego meczu do trafienia w lidze. A umówmy się, z Alcácerem to piłkarze innego kalibru. Trochę różnią się doświadczeniem. Cierpliwości – do Alcácera, Enrique, Denisa i całej reszty.

W obecnym sezonie widziałem już tysiąc tych nagłówków. Tak, tak, Barça zaczęła rozgrywki najgorzej od czasów Hernána Cortésa… Krytyka podopiecznych Enrique ma gliniane nogi bez zwrócenia uwagi na sąsiadów. Nie mija moda na zachwyty rzekomo wyjątkową formą Realu. A przecież w poprzednich sześciu latach „Królewscy” trzykrotnie (2010, 2011, 2014) mieli po dwunastu rundach wynik wyższy lub równy obecnemu dorobkowi punktowemu drużyny Zidane’a. Coś o tym cicho. Może dlatego, że zdołali je zamienić na jeden tytuł?

Poza tym mówimy o ekipie, której trzy gole w jednym meczu „sprzedaje” Legia. Niby anegdotka, ale jakoś trudno mi ją pominąć w dyskusji o formie obu wielkich rywali z hiszpańskiego topu.

Do tego kiedy wszyscy tak są zajęci, zatroskani „problemami” FC Barcelony, nie ma komu zająć się sytuacją Atlético. Szóste miejsce w tabeli, najgorsze na tym etapie od 2011 roku. Temperatura -9 względem lidera. Najmniej punktów w epoce „Cholo”. Gdybym był dziennikarzem piszącym o lidze hiszpańskiej, to wątki na gotowy artykuł. Kłopoty Atléti i Simeone są konkretne i faktyczne. W porównaniu do nich te Barcelony są tylko wydumane.

Dla Blaugrany fotel lidera jest w zasięgu ramion Cristiano Ronaldo – cztery punkty to nie tak dużo. Gdy MNS wskoczy we właściwe tory, a tacy piłkarze, jak Iniesta i Piqué będą zdrowi choć miesiąc i jednocześnie, ten dystans wydaje mi się w zasięgu możliwości „Dumy Katalonii”.

To prawda, że pozwalam sobie na względny optymizm przed tradycyjnie kłopotliwym Barcelonie wyjazdem do boskiego o każdej porze roku San Sebastián i potyczką z Realem. Nie znam ich wyników. Wieszcze wieszczący bordowo-granatowy kataklizm na podstawie pewnych ostatnich meczów – chyba też nie. Mówię

Smakowicie – jak zdarza mu się z rozkoszną regularnością – skomentował to wszystko Luis Enrique na konferencji przed Celtikiem.

Mamy listopad, 12. kolejkę ligową, 5. kolejkę fazy grupowej Ligi Mistrzów.         Przed nami jeszcze Święta, turrony, wiosna.

Kilka oczek różnicy dzielących czołówkę w grudniu nabiera innego wymiaru na myśl o tym, że niedawno „dało się” stracić 9 pkt. przewagi w marcu. Nikt jeszcze nie wygrał ligi na Gwiazdkę. Ewentualnie ograna w tych trudnych dwóch najbliższych potyczkach z pełnej puli Barça dalej pozostanie w wąskim gronie kandydatów do mistrzostwa. Poza tym „Gran Derbi” wyjątkowo pachną mi tym razem remisem.

Przez sytuacje wymienione na wstępie priorytety Blaugrany na tę rundę jesienną powinny wyglądać tak: pierwsze miejsce w grupie C Ligi Czempionów, ligowy lider w zasięgu wzroku, nie przegrać „Klasyku”. (Kolejność zamierzona.) Dwa z nich zostały spełnione. Trzeci przed nami. Moim zdaniem jest całkiem nieźle.

Ale to tylko moje zdanie.
     
Fot. The Guardian. Twitter: @99challengerFCB

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

No widać, że "Challenger" zna się na piłce! Naprawdę El Pistolero potrzebowała 8 meczy na pierwszą bramkę? - już zapomniałem. Na marginesie: krytyka za remis czy gorszy mecz w takich klubach jak Barca jest ogromna - to jest normalne. Kibice oczekują że taki klub będzie zawsze wygrywał - dlatego ten płacz tak się przebija w mediach i na forach. Druga sprawa to podstawy wielkości Atletico są skromniejsze niż Barca (kasa, organizacja, oczekiwania, zaplecze, ławka rezerwowych) dlatego kryzys w tej drużynie musiał przyjść i jest głębszy niż w większych klubach. Co nie zmienia faktu, że ta drużyna może jeszcze w tym sezonie odrodzić się jak Feniks.

fajny artykuł. Ale co do tego wątku że w Anglii silniki są rozgrzane od początku to racja i dlatego Angielskie drużyny nic nie wygrywają od dekady już chyba

Nie zgadzam się z tezą, że trofea wygrywa się na wiosnę. Barcelona w poprzednim sezonie wygrała ligę na jesieni gdzie mieliśmy praktycznie wszystkie trudne mecze na wyjeździe. Na wiosnę forma spadła głównie przez zajechanie pierwszego składu oraz braku ławki pomimo zdobycia jednego punktu w czterech kolejnych kolejkach utrzymaliśmy lidera do końca właśnie dzięki przewadze wypracowanej wcześniej. Jestem ciekaw czy ten artykuł byłby tak napisany jeśli przegralibyśmy teraz dwa mecze pod rząd, co jest jak najbardziej możliwe. Trzeba brać pod uwagę okoliczności oraz przeciwników w meczach gdzie teoretycznie można sobie pozwolić na straty punktów i kiedy przypominam sobie bezradność i lekceważenie przeciwnika w takich meczach jak Malaga czy Alaves lub błędy indywidualne, które na takim poziomie nie mają prawa się zdarzyć jak Celta, to naturalnym jest niedosyt, który wielu nas dotyka. W mojej ocenie wiosna będzie jeszcze cięższa ( liga mistrzów, gdzie już nie można odpuścić pojedynczego meczu w fazie grupowej, dwa wyjazdy do madrytu lub villareal). Oczywiście nie jest to czas aby panikować i na szczęście ludzi z forum w zarządzie klubu nie ma bo zdążylibyśmy zmienić trenera już dwa razy w trakcie tego sezonu i jeszcze sprzedać połowę składu, lecz jakby ten scenariusz przedstawiono mi na rozpoczęciu sezonu, to w ciemno bym go nie wziął.

Bardzo ciekawy artykuł, fajnie opisane.

W piłce, tak jak w życiu, nie ma nic od razu. Praca, praca i jeszcze raz praca. Oglądając mecze Barcy widać gołym okiem że forma fizyczna nie jest najwyższa i dlatego wydaje mi się że zostały wyciągnięte wnioski z poprzedniego sezonu -forma ma przyjść na wiosnę-wtedy gdy gra się o tytuły.

Naszła mnie jeszcze taka myśl, pewnie wielu się ze mną nie zgodzi.
Myślę że mamy do czynienia z kryzysem światowej piłki. Gdzie te niedawne czasy gdy było wiele równorzędnych drużyn w Europie? Teraz tak naprawdę mamy 4 drużyny które rok w rok są faworytami LM. Gdzie są Włosi, co się stało z Anglią?
Poza tym mam wrażenie, że piłkarze są jacyś tacy słabsi.
Chcąc wymienić 6 najlepszych obrońców świata kilkanaście lat temu miałbym kłopot bogactwa. Nie ma teraz piłkarzy pokroju Cannavaro, Nesty, Hierro, Roberto Carlosa, Cafu, czy choćby Rio Ferdinanda. Takie mam wrażenie. Podobnie z pomocą: Xavi, Zidane, Pirlo, Gattuso, Gerrard, Lampard, Kaka - nie ma ich już a następców nie widać za bardzo. Pogoń za pieniądzem wymyka się spod kontroli, nie tylko w piłce zresztą.

Jest jeden podstawowy problem: mamy najlepszy skład na świecie, a nasz drugi skład jest lepszy od dużej większości hiszpańskich drużyn. To sprawia że kibice mają wymagania. A prawda jest taka, że gramy słabo i to już drugi sezon. Jesteśmy kompletnie bez formy. Paradoksalnie jednak większość goli tracimy przez fatalne indywidualne błędy, więc rezerwy są.
Do tego nasz największy rywal jest jeszcze słabszy, a fart ich wreszcie musi opuścić. Będzie dobrze.

Zwycięstwo rodzi się w bólach, pamiętajcie...

Ten artykuł to takie odwrócenie zdania po poprzednim, w którym 4:0 z MC było złym wynikiem? Pisane ku pokrzepieniu serc? Moim zdaniem od tego czasu niewiele się zmieniło w sposobie grania Barcy, a właściwie jego braku. Gra dłuższymi momentami usypia. Granie w poprzek boiska, lub cofanie do tyłu i posiadanie piłki, to od jakiegoś czasu problem. Dwa mecze, które powiedzą więcej przed nami, ale na razie rację ma al Fayed - brak błyskotliwości.

Zgadzam się z autorem, ale nie w 100%. Uważam, że 4 punkty straty na tym etapie sezonu, to cena za wysoka za posiadanie dwóch ustawień, kilku wariantów itp. Tak jak już kiedyś pisałem, przykładowo nasi piłkarze ze środka pola, każdy z nich jest dużo lepszy od każdego innego zawodnika Malagi, więc tego typu "wpadek" było zbyt dużo, jak na moje, chociaż tak, mam w głowie liczbę kontuzji... ale mimo wszystko... no i kolejna sprawa, że właśnie nie rozumiem czasami "rotacji" Enrique, w pełnie się zgadzam z przykładami podanymi przez autora, że trener przesadził i często nie trafił z rotacjami, a mógł to zrobić, bo skład np. w środku pola jest bardzo szeroki.

Pozdrawiam

Przepraszam za tę uwagę, ale ze względu na stylistykę, bardzo ciężko mi się czytało ten tekst.
Poza tym z większością tez się zgadzam, Pozdrawiam ;)

Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. W 10!

Komentarz usunięty przez użytkownika

Redakcja trafiła z tym artykułem w 10

Bardzo trafiony artykuł. Nic więcej pisał nie będę.

Suarez tak się wpasowywał, że po 20 minutach gry w Barcelonie - przypadkiem był to klasyk - miał asystę a powinien mieć dwie tylko Leo spudłował ze zdziwienia.

Ligi nie można wygrać w grudniu, ale jak najbardziej można ją przegrać.
Podstawowe zadanie drużyny na jesień to wykreowanie zawodnika, który współdźwignie wraz z Leo odpowiedzialność za wynik zespołu. Na razie takiego zawodnika nie ma

Artykuł naprawdę świetny :) Fajnie się czyta a do tego przedstawia od opinię chłodno myślącej osoby, która wierzy w naszych tak jak każdy powinien. Znakomite spostrzerzenie a propo Paco i tego że pozycja 9 u nas jest chyba najtrudniejszym miejscem w świecie piłki nożnej i nie ma co się oszukiwać a i tak większość gimbazów, bądź dzieci sukcesów sprzedaje jednego czy drugiego. Neymar potrzebował roku aby przystosować się do gry w Barcelonie to samo Suarez i każdy kkto przyjdzie będzie potrzebował takiego czasu o Turanie nie zapominając. Tak że trzeba wierzyć w naszych i przestać lamętować po każdym meczu a wspierać ich, i nie sprzedawać co kolejny mecz innego zawodnika czy zwalniać trenera.. No i oczywiście Brawo za taki fajny artykuł liczymy na więcej tego typu ;)

konto usunięte

Kilka bzdur: porownywanie sytuacji Paco do Ibry... Szwedowi nie brakowalo umiejetnosci, a pewnych cech charakteru. To roznica. Dwa, nikt nie lamentuje, ze tracimy 4p do Realu. Lamentujemy, bo procz Messiego i Pique nikt nie gra na swoim poziomie. Przeciez z roku na rok nasza pomoc wygląda coraz gorzej. Z takim trio w ataku - lm co drugi rok, to powinna byc norma. Niegdys Real bodaj z Di Stefano 5 lat z rzedu siegal po kluczowe trofeum. Juz w zeszlym sezonie otarlismy sie o frajerską strate zaklepanego mistrzostwa. Co to oznacza? Ze z roku na rok gramy coraz mniej blyskotliwie i coraz slabiej. To są fakty. I tylko klaskac nalezy losowi, ze takie tuzy jak Bayern czy Real tez miewają swoja problemy.

Ps/ jeszcze jedno. Zbytnia poblazliwosc kibicow United i nasycenie trofeami doprowadzila do tego, ze dzisiaj biją sie w LE ze skladem, ktory moglby zdobyc LM. Odszedl pierwiastek skladajacy sie na dominacje - SAF. Oby tym pierwiastkiem nie byl w Barcelonie Leo.

Zgadzam się z autorem i to samo powtarzam od naszej 1 wpadki w tym sezonie ;) Mam przeczucie że to będzie sezon podobny do pierwszego sezonu Lucho - średnia runda jesienna, ale za to znakomita wiosna i tryplet :)

Bardzo ciekawy artykuł, jasno przedstawia sprawę. Nie powinno być obaw, ja uważam, że jesteśmy w dobrej a nawet bardzo dobrej sytuacji w lidze. Cierpliwości, bo 4 punkty straty na tym etapie to jest nic. Jedynie co mnie irytuje to ciągła gra Neymara to jedno a drugie trzymanie na boisku całego MSN np. po 60 minucie przy wyniku 3:0. Mógłby czasem Lucho ściągnąć Messiego i Neymara, bo Suareza już się nauczył. Brawo za artykuł.