W ciszy stadionu. Kontrakt Messiego i rola Realu, aby Barça rozbiła bank

Karol Chowański 'Challenger'

15 stycznia 2017, 20:10

64 komentarze

Nikt w klubie nie wyobraża sobie Messiego poza Barceloną. To wcale nie ułatwia sprawy. Listopadowa zapowiedź wiceprezydenta Arroyo [LINK], że „kontrakt podpiszemy niedługo” okazała się pochopna. Dwie wypowiedzi innych przedstawicieli Barcelony wystarczyły, aby atmosfera strzeliła piorunami. Nie powinno to zwieść zainteresowanych. Bez słów Grau i Gratacósa nie byłoby łatwiej. One tylko odzwierciedlają unoszącą się od pewnego czasu nad całą operacją uzasadnioną nerwowość. Sedno leży gdzie indziej i jest stare, jak ekonomia: nie ma budżetu z plasteliny.

Sytuacja z nową umową Messiego jest skrajnie delikatna. Wszyscy w klubie powinni to rozumieć. Chodzi o utrzymanie najbardziej pożądanego piłkarza świata. Podchody innych klubów trwają. Do momentu złożenia podpisu Messi ma wybór. Nierozważne wypowiedzi osób, które nie są do tego upoważnione, mogą utrudnić pozycję negocjacyjną. W tak wyjątkowym położeniu wszyscy na Camp Nou muszą grać w jednej drużynie i uważać na słowa. Konsekwencje wobec Pere Gratacósa są tego mocnym wyrazem. Powagi sytuacji mogą nie rozumieć media czy część kibiców, ale powinien rozumieć ją Zarząd i tak odczytuję tę decyzję.

Zaznaczę to tu dla jasności: Lionel Messi zostanie w Barcelonie na wiele kolejnych lat. Względy sportowe z perspektywy piłkarza, rodzinne i relacje osobiste (z kolegami i sztabem) przesądzają moim zdaniem o tym, że jego priorytetem jest pozostanie w Katalonii. Jest jednak sporą różnicą stwierdzenie tego typu w artykule lub nad kuflem w barze, a przed mikrofonem z pozycji dyrektora Klubu. Przez znaną obu stronom rangę te negocjacje preferują ciszę. Każda wypowiedź będzie polem do reinterpretacji. Sprzyjają temu okoliczności, do których wrócimy.

Znaki zapytania pojawiają się przy dwóch kwestiach. Kiedy pojawią się podpisy? Ile to będzie kosztowało?

Do terminu zamknięcia operacji daleko. Moim zdaniem nie ma to istotnego związku z medialnym rezonansem słów Grau i Gratacósa. Uważam, że silnie dążące od 2-3 miesięcy do szybkiego porozumienia władze FC Barcelony napotkały trudność w tym, że budżetowa kołdra jest rozciągnięta jak struna, a wystają stopy. Stopy Messiego. Przy obecnej strukturze budżetu Klub może dać swemu emblematowi mniej niż ten chciałby. Inaczej kontrakt byłby przedłużony pół rok temu.

Wystarcza kalkulator i znane powszechnie okoliczności do tego, aby założyć, że koszt nowej umowy najlepszego zawodnika w historii Barçy będzie ogromny. Pensja Messiego już dziś jest astronomiczna. Wynosi ok. 44 miliony euro rocznie brutto (przy podatku dochodowym w Hiszpanii wynoszącym 52,5%) według źródeł hiszpańskich [LINK] oraz magazynu Forbes [LINK], bez bonusów za trofea i kontraktów reklamowych. Podaję stawkę brutto, bo tyle wypływa z kasy klubu. Argentyński magik znajduje się obecnie w złotym wieku futbolisty. Można zrozumieć niedawne wątpliwości renomowanych ekspertów kwestionujących 46-milionową (21,6 mln € netto) stawkę dla 32-letniego za miesiąc Cristiano Ronaldo. Messi jest wart dla Barcelony tyle samo lub więcej (np. jako wychowanek) w kategoriach sportowych, a jest młodszy o dwa i pół roku. Wręczenie mu zbliżonych lub wyższych zarobków będzie ekonomicznie uzasadnione.

Obecne zarobki Portugalczyka tworzą oczywisty benchmark, wzorzec dla negocjatorów Messiego. Jeżeli Argentyńczyk jest dla Barcelony najlepszym piłkarzem świata – co słusznie podkreślano i robi się nieustannie, w ostatnich miesiącach coraz częściej i każdymi ustami, od prezydenta po trenera – to od gracza „Królewskich” powinien zarabiać więcej. W tym sensie Real Madryt i Florentino Pérez wpływają na koszt Messiego dla „Dumy Katalonii” w sposób widoczny wszystkim jak sklepowa witryna. Trochę jak na giełdzie – z tą różnicą, że wachlarz spekulacji Barcelony ogranicza się do jednej możliwości: przebić.

Jest jeszcze inna strona tego medalu. Komentowana rzadziej, ponieważ… no, cóż, brzmi bardziej sensacyjnie. Obecność tego wątku w wiarygodnych źródłach hiszpańskich i u renomowanych autorów anglojęzycznych czyni z niej w moim odczuciu coś więcej niż szalone political-fiction.

Prezes Realu Madryt chciał sprowadzić genialnego Argentyńczyka lata temu. „Galaktyczna” natura nakazuje Pérezowi próbować sprowadzić na Santiago Bernabéu każdego wyróżniającego się piłkarza. Sukces totalny sprowadzenia Luisa Figo potwierdził potęgę medialną takiego transferu. W obecnych okolicznościach rozbudza nadzieje o wyrwaniu odwiecznemu rywalowi z Katalonii kolejnej wielkiej gwiazdy.

Otoczenie Péreza interesowało się Leo już za czasów juniorskich. Sam Florentino zakochał się w Messim później. Był marzec 2007 roku. Oglądałem „Klasyk” w fińskiej pizzerii na Erasmusie, a Leo władował hat-trick Realowi w szalonym meczu. Golami i grą zrobił furorę. Pérez był wówczas poza klubem. Miesiąc wcześniej odszedł w niesławie, po trzech latach ligowej suszy. Wojna domowa w Realu i trzy wymiany na fotelu prezesa w pięć miesięcy 2006 roku przyniosły rządy Ramóna Calderóna. Pérez był z boku, ale szybko zaczął opracowywać strategię powrotu. Jej głównym żaglem miał być Messi, jak wcześniej Figo.

Nauczona poprzednim doświadczeniem Barcelona przypilnowała sytuacji. Nie było możliwości, aby Messi trafił do Madrytu. Jednak słabość do Leo nigdy nie przeszła Pérezowi – naturalnie, nigdy nie przeszkadzało mu to chwalić pod niebiosa kolejnego Portugalczyka, wokół którego stworzył nową drużynę. Florentino Pérez jest przecież profesjonalistą.

Oficjalna oferta transferowa Realu Madryt do Barcelony na nazwisko Messi nie wpłynęła i prawdopodobnie nigdy nie wpłynie. W prywatnych rozmowach z zaufanymi dziennikarzami przedstawiciele władz katalońskiego klubu przyznawali, że Madryt systematycznie sonduje otoczenie wychowanka Blaugrany – składające się z ojca i brata Rodrigo. Padają konkretne sumy. Do tej pory odpowiedź była jedna i ta sama. Najskuteczniejsi w swych branżach biznesmeni nie znają takiej odpowiedzi, jak „nie”. Lekceważenie Florentino Péreza byłoby naiwnością. To Messi, stawka jest za wysoka. Gdy tą samą drogą sprowadzał Luisa Figo – ten nie uwierzył, że to poważna oferta. Wziął ją za element kampanii, ekscytującą wyłącznie media typową „kiełbasę wyborczą” (jak Beckham dla Rosella) i zbył prezesa Realu kilkakrotnie. Odmowa to okazja do korekty lub podbicia oferty. Kiedy mający w mieście większą władzę od burmistrz Carmeny (co tylko trochę wiąże się z faktem, że ta ostatnia identyfikuje się publicznie jako agnostyczka) wódz królewskiego klubu dojrzy okazję zaszkodzić odwiecznemu rywalowi, zrobi wszystko, aby ugrać na niej jak najwięcej.

Póki Barça nie podpisze ze swą sportową i marketingową lokomotywą nowej umowy, trafienie Messiego do Madrytu to tylko teoria. I wystarczające pole do popisu dla prezesa Realu Madryt, aby wkroczyć do gry i namieszać, ile się da. Tak jak regularnie robi z Neymarem. Sprawy sądowe inicjowane przez madryckie sądy można ująć powiedzeniem „jeśli nie wiesz, kto pociąga za sznurki, sprawdź, kto najlepiej na tym korzysta”. Póki co, nie ma na to śladów. Co innego, gdy chodzi o kontakty madryckiego klubu z otoczeniem Brazylijczyka.

Warto przypomnieć, że napastnik Barçy był w 2005 roku na 19-dniowych testach w Realu [LINK]. „To jak sen”, mówił wtedy ESPN Brazil, „Oglądałem mecz z Deportivo [4:0] z loży VIP, razem z prezydentem Pérezem”. Zainteresowanie madryckiego klubu [LINK 1] [LINK 2] piłkarz kilkakrotnie kwitował słynnymi słowami „Yo soy del Barca” (pl. „Należę do Barçy”). Po raz ostatni 23 maja podczas fiesty na Camp Nou z okazji zdobycia dubletu na koniec sezonu 15/16. Różnie można oceniać doniesienia medialne, ale skoro sytuacja prowokuje piłkarza do takich deklaracji, coś musiało być na rzeczy. „Królewscy” dopytywali też o Suáreza. Urugwajczyk miał zdecydowanie uciąć dalsze kontakty.

Pérez ponownie sondował sytuację Neymara w Katalonii latem zeszłego roku, przed ogłoszeniem decyzji o zakazie transferowym, a po podpisaniu nowej 5-letniej umowy wychowanka Santosu, oficjalnie potwierdzonej 1 lipca [LINK]. Przedstawiciele piłkarza w osobach ojca i agenta Wagnera Ribeiro mieli odesłać Real do klauzuli wykupu Brazylijczyka z Camp Nou (200 milionów euro latem 2017, 222 w 2018 i 250 w kolejnych) oraz zobowiązania pokrycia wszystkich kosztów procesowych związanych z transferem brazylijskiego diamentu do Barçy. Propozycja uwzględniała też kary zasądzone Neymarowi w przyszłości – ryzyko inwestycyjne, które nawet Pérez uznał za zbyt duże. Sprowadzono Moratę.

Wątek Messiego powrócił na Bernabéu pod koniec zeszłego roku w wyniku grudniowej decyzji Trybunału Arbitrażowego [LINK] o skróceniu transferowego zakazu Realu. Klub zyskał możliwość zakupów latem 2017, czyli dwanaście miesięcy przed końcem obecnego kontraktu Messiego z Barceloną. Zarządowi Bartomeu kategorycznie zależy na zamknięciu sprawy przed otwarciem letniego okienka – jeśli do tego czasu Messi nie będzie „podpisany”, to dopiero zrobi się gorąco.

Spodziewam się, że obie strony dogadają się do tego czasu. Nie zrzuca to jednak Realu i Péreza ze sceny. Póki brakuje podpisów, sytuacja kontraktowa Messiego stanowi rozkoszną z punktu widzenia madryckiego klubu przestrzeń do spekulacji.

Słowa prezesa Bartomeu [LINK] o tym, że ustalenie szczegółów nowej umowy z Messim zajmie jeszcze kilka miesięcy – to silna zachęta dla rekinów rynku i szukających sensacji mediów. Wszelkie obietnice finansowe docierające do uszu „obozu Messiego” stanowią argument podczas rozmów z Barceloną. Klub z Madrytu może nie mieć szans na sprowadzenie fundamentu Barçy, ale ma idealną okazję do podbijania ceny jego pozostania na Camp Nou.

Gdy tylko cokolwiek pójdzie źle w rozmowach Messiego z Barçą, dojdzie do zgrzytu lub Barça w porę nie zszyje budżetu – Pérez czuwa, podobnie jak Manchester City [LINK]. Angielski klub interesuje się Messim od zatrudnienia Ferrano z Begiristainem i konsultował się w sprawie transferu z Jorge Messim. Jeśli klub z Camp Nou kalkulował, że po „załatwieniu” umów Neymara i Suáreza uda się szybko i oszczędnie zamknąć temat kontraktu Messiego, to musiał zmienić zdanie. Stąd wynikają moim zdaniem wszystkie ostatnie nerwowe wypowiedzi płynące z ust przedstawicieli klubu z Camp Nou. Co przed chwilą wyglądało na prostą, oczywistą operację, przestało nią być. W aktywności Realu i nieustannym zainteresowaniu włodarzy City pojawiła się niewidzialna ręka rynku i miesza.

Sądzę, że sytuacja zmusza władze katalońskiego klubu do przeznaczenia na nowy kontrakt Messiego więcej niż się spodziewano. Przed rokiem klub był blisko płacowego limitu. Zgodnie z obowiązującą w Hiszpanii zasadą koszt brutto pensji dla piłkarzy nie może przekroczyć 70% budżetu. W FC Barcelonie statut dodatkowo zabezpiecza ten zapis. Złamanie go oznacza rozwiązanie Zarządu i nowe wybory. W ciągu ostatnich miesięcy podpisano nowe umowy z Neymarem, Mascherano, Busquetsem i Suárezem. Zaawansowane rozmowy z Iniestą oznaczają, że też dostanie wkrótce podwyżkę. W tym kontekście kontrakt Messiego jest poważnym wyzwaniem. Barça staje przed swoim największym wysiłkiem finansowym. Dla nikogo znającego historię barcelońsko-madryckiej rywalizacji nie będzie zaskoczeniem, jeśli okazałoby się, że klub z Madrytu miałby na niego wpływ.

Rosnących potrzeb finansowych Barcelony mogą nie wytrzymać rekordowe zyski ani umowa z Rakutenem. Nieudolność Blaugrany do sprzedawania z zyskiem jest powszechnie znana. Uważam, że jedynym trwałym rozwiązaniem jest dokapitalizowanie budżetu. Widzę tylko jedno źródło dużego, trwałego zastrzyku gotówki. Przewidywana wysokość nowej umowy Messiego może wcześniej lub później przesądzić o zmianie nazwy Camp Nou.

Źródła: FCBarcelona.com; Forbes; goal.com; ESPN; Mundo Deportivo; zdj. Newsweek

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Przegiecie... caly oboz jest pazerny na kase, ja zdecydowalem sie na mniejsza pensje dla lepszej kariery, a moje zarobki ida w tys rocznie... rozumiem ze ma do utrzymania z 20-30 osob i bedzie pracowal do min 34 ale jego zarobki ida w mln i to tylko podstawowa stawka, nalezy dodac bonusy i premie czyli x2...
Tu kopnalbym go w d*mimo ze jest naszym bohaterem... Barca go uratowala hormonalna kuracja, dala super szkolenie i wylansowala. Sama gra sie nie odwdziecza ale i rozsadnym rozumowaniem, bo juz widac ze ktos ucierpi na tym nowym kontrakcie... glownie sa to cules, albo przez podwyzki, loga, reklamy... piserwszym duzym byla koszulka (ile to wprowadzali? 3 lata?) A zaraz dojdzie nazwa stadionu albo wlasnie ktos ze skladu... Messi powinien walnac w stol do rodzinki i powiedziec mamy juz i tak duzo....

Skoro tak bardzo kocha klub i jest na tyle inteligentnym piłkarzem, że zdaje sobie sprawę z nieciekawej sytuacji ekonomicznej, to dlaczego domaga się takiej podwyżki? Heh, chyba nigdy nie zrozumiem mentalności materialistów. :)

Proste rozwiązanie widzę... trochę ryzykowne wewnętrznie ale Barca to ZAUFANIE, więc da się to zrobić i to w myśl motta "Mes que un club". Bartolomeu daje taką kasę jak chce Messiemu, a nawet więce niech będzie 2 lub 3 krotnie niż Crystyna, w zamian Messi zostaje sponsorem FCB i łożąc na Barcę kasę 2/3 kasy którą dostał, wciąż ma tyle kasy ile ręka rynku mu pozwoliła. Bartolomeu zostaje z całym zarządem w fotelu bo znalazł sposnora, a Messi postanawia nazwać stadion im. Puyola. Dodatkowy profit - Ryj madrycki pozostanie zwarty jak splot traw.

Co ma Perez do Messiego? Żeby on był w stanie tak wpływać na żądania placowe Messiego? Nie wydaje mi się.

Nawet gdyby faktycznie zaoferował Messiemu kosmiczne zarobki, to wyobrażacie sobie odejście Messiego do realu? Zostałby znienawidzony przez większość kibiców na świecie. Stracilby na swoim wizerunku i w ogóle. Nie dość że wyszły na jaw jego walki z podatkami, to jeszcze teraz taka zdrada. Na każdym kroku byłby nazywany złodziejem i zdrajca. Z miejsca stalby się sprzedawczykiem za hajs, zawodnikiem bez wyższych wartości, bez lojalności, oddania.

Perez to ma guzik do gadania w tej sprawie, może i zaoferować Messiemu 3x taki kontrakt, a i tak go nie ściągnie. Prędzej Neymara, ale nie Messiego.

W sprawie nowego kontraktu dla Messiego bardziej mogą namieszać szejkiwie z City czy PSG. Strona Messiego miałaby wyjść z tekstem przy negocjacjach, że " Perez mam daje tyle i tyle, to albo wyrównujecie ofertę, albo idziemy do realu"? No bez jaj. Jeśli to prawda, to niech idzie i sam sobie strzeli w kolano takim ruchem. Perez jedynie co może zrobić, to naciskać na prezesów innych klubów, żeby składali stronie Messiego kuriozalne oferty. Tylko w ten sposób może zamacic przy negocjacjach nad nową umową dla Messiego.

Ponoc chca sprzedac Rakiete i Turana zeby było wiecej hajsu na wyplaty...
Mam nadzieje ze nie sprzedadza Ardy....

Wg mnie można poczekać do lata, sprzedać Mathieu i Vermę i znajdzie się kilka milionów więcej dla Leo, który myślę, że wytrzyma do lipca/sierpnia/września.

Z jednej strony rozumiem Messiego, to są negocjacje i nikt nie zaprzeczy że zasługuje ale z drugiej strony zastanawiam się jak powinien się zachować. Oraz czy w ogóle ma świadomość jak bardzo nadwyręża budżet.

Przede wszystkim, każdy normalny człowiek doskonale zdaje sobie sprawę, ze takie zarobki dla piłkarza około 30, to już jest lekko przesadzone. Ile zarabiał Puyol? Xavi? Ile zarabia Iniesta? Ja wiem, ze Messi jest najlepszy, ze zyski przynosi nam wymierne, ale gdy grał swoje najlepsze lata w karierze, zarabiał mniej, wiec najgorsze jest to, ze w takich sytuacja piłkarze sami nie potrafią dogadać się z Klubem, żeby dla każdego było jak najlepiej. On pieniędzy nie wie ile ma i wiedział tego nigdy nie będzie, wiec to nie kwestia finansowa, ale czysto spekulacyjna ekonomicznie...

Może po prostu trzeba w naszym klubie zatrudnić Diego Simeone aby oprócz pieniędzy nasi piłkarze mieli jeszcze jakąś inną motywację, przynajmniej jeśli chodzi o niektórych.... Lubię Messiego i jego gra to istne piękno, ale inaczej się ogląda futbol gdy się widzi tam sport a nie tylko pieniądze.

Pytanie nasuwa się jedno skąd wziąć na to pieniądze? Przecież budżet klubu nie jest elastyczny i będzie się powiększał w nieskończoność. Wydaje mi się, że Messi na pewno podpiszę kontrakt. Pytanie brzmi czy czasem Barca nie będzie musiał do tego poświęcić ludzi? Sprzedaż piłkarza jakiegokolwiek mogłaby pomóc w sytuacji finansowej ale czy nie da się tego ominąć? Mam nadzieję, że Leo i jego ojciec są cierpliwi i spokojnie poczekają na rozwój wydarzeń i nową ofertę dla D10S. Ciekawy czy gdyby zarząd nie kupił na przykład Gomesa, to ten cały zamęt miałby miejsce? Czy to zupełnie inny gatunek finansów Barcelony?

Suarez powiedział po meczu że to Media dmuchają balonik a nie Messi i reszta oraz, że kwestia czasu jest podpisanie nowego kontraktu przez Messiego ja mu ufam zaufajmy wszyscy :D

moim zdaniem to podpisano za duze umowy z Neymarem i Suarezem i jest taka sytuacja jaka jest. P.S Messi i tak zostanie, tu jest jego dom, rodzina, tu jest wszystko.

Dla mnie temat Messiego w Realu to nic więcej niż si-fi i to naciągane jak teoria strun:)
To transfer niemożliwy do przeprowadzenia na wielu płaszczyznach i żadne pismaki mnie do tego nie przekonają.

Ból głowy dla Zarządu, ale kontrakt Messiego to priorytet, "nie ma co gadać, trzeba działać" i tyle, bo w dzisiejszych czasach, gdy angielskie kluby wydają ponad 100 baniek na moim zdaniem przereklamowanego Pogbe, nie będzie to dla nich problem wydać 200 mln. za najlepszego piłkarza świata. No chyba, że zarząd chce zarobić na jego sprzedaży.. ale wtedy to byłby jednorazowy zastrzyk gotówki, który koniec końców i tak przyniósłby wielomilionowe straty pieniężne ale i na tle sportowym.

Czyli Messi nie należy do grona największych piłkarzy (Totti, Maldini, Puyol) gdyby Barca była dla niego najważniejsza to nie byłoby problemu.

To jest moim zdaniem skutek dawania piłkarzom ciągłych podwyżek za nic. Podwyżki owszem powinny być stosowane ale tylko wtedy gdy są niezbędne, a władze Barcy rozdają je na lewo i prawo. Wgl muszę powiedzieć, że nigdy nie byłem zwolennikiem ani Rosella ani Bartomeu. Fakt że za rządów Laporty Barca może nie była takim gigantem ekonomicznym jak dzisiaj ale zdecydowanie była "więcej niż klubem". Był Unicef, byli piłkarze z la Masii, a dzisiaj? Dzisiaj mamy Katar, Beko, i inne pierdoły na koszulkach. Dzisiaj na transfery, pensje i inne rzeczy wydajemy tyle, że rekordowe, podkreślam REKORDOWE zyski w historii klubu są niewystarczające na pokrycie wszystkich kosztów.

Może i za Laporty dług klubu był większy (co wielokrotnie zarzucali mu członkowie zarządu Rosella), czego akurat nie pochwalam ale wartości nadrzędne były w Barcelonie ważniejsze, a dla Bartomeu i spółki wartością nadrzędną jest pieniądz. Barto i jego zarząd chcą wydawać i wydają ogromne sumy pieniędzy, a do tego chcą jeszcze redukować dług. W tej sytuacji nie ma wyjścia jak tylko zarabiać coraz więcej i więcej a to wiąże się ze sprzedażą miejsca na koszulkach, sprzedażą nazwy stadionu itd. Barto powoli ale sukcesywnie sprzedaje Barcę za pieniądze. Powoli stajemy się jak szara większość europejskich klubów (jak np. City, PSG, Real, Chelsea) zamiast być "więcej niż klubem".

Aby uchwycić sedno mojej wypowiedzi: uważam, że Barto sprzedaje Barcelonę bo tego wymaga jego polityka. Jestem zwolennikiem Laporty gdyż mimo, że może nie był on tak doskonałym ekonomistą jak Barto i spółka to jego polityka zarządzania klubem wymagała znacznie mniejszych pieniędzy, a dzięki temu Barca mogła być sobą i świecić przykładem w Hiszpanii jak i w Europie.

Jasne pójdzie razem grać z penaldno do jego drużyny, żeby w takie coś uwierzyć to trzeba się zdrowo puknąć. Myślę, że Messiemu zależy na sukcesach i sama kasa go nie skusi, bo już pewnie nie raz dostawał lepszą ofertę. Ewentualnie zacząłbym się obawiać może PSG, jeżeli dojdą co najmniej do finału LM, no i najbardziej MC, bo tutaj może przesądzić osoba Pepa, a z LE to nie ma takiej chemii.

Autor na pewno ma większą wiedzę na opisywany temat ode mnie, ale patrzmy trzeźwo:

1. To media podsycają całą sprawę, nie Argentyńczyk, nie klub, nie otoczenie.
2. Messi nie zagra nigdy w Realu, tak jak nie zagrają Iniesta czy Pique, i o ile jestem sobie w stanie wyobrazić jakiś kosmiczny scenariusz, w którym ten ostatni popada w wielki konflikt z klubem i ląduje na Bernabeu, to z tym pierwszym nie jestem w stanie. Wpływ Pereza - jeśli jest - to bardzo ograniczony.
3. Jedyne możliwe kierunki to City, PSG i Chiny. Pytanie co na tym zyskałby sam zainteresowany sportowo, socjalnie? Absolutnie nic.
4. To nie jest typ człowieka, który ma chorą ambicję zarabiać najwięcej na świecie, a i tak wie, że jest najlepszy. Aspekt ekonomiczny z powyższego punktu lub ambicjonalne gonienie Ronaldo czy Teveza w zarobkach też mało prawdopodobne.
5. Leo musi znać sytuację ewentualnej zmiany nazwy stadionu i przekroczenia budżetu. Czy będzie upierał się na wyrządzenie krzywdy klubowi (Barca trochę dla niego zrobiła) za kilka milionów? Mocno wątpliwe.
6. Kontrakty reklamowe i sponsorskie to wielokrotność jego zarobków w klubie.
7. Zarząd przedłużając kontrakty i planując wydatki ma jakiś plan. Bartek raczej nie obudził się któregoś dnia z dopiętym budżetem i krzykiem 'o k...a, jeszcze Messi!'

Byłbym skłonny już dać wiarę jakiejś dziwnej teorii, np. że gość po prostu prezesa nie lubi, więc próbuje te 70% przekroczyć i go ze stołka wykopać. Albo że tatuś wpadł znów na jakiś kretyński pomysł i przeszkadza w negocjacjach.

A co mi się wydaje prawdopodobne? Messi skończy w tym roku 30 lat, to jest dobry moment na dożywotni kontrakt i sporo kwestii do negocjacji, on ten kontrakt niekoniecznie musi chcieć, bo planował karierę kończyć w Rosario, oni mają zapędy do zginania się przed nim w pas, i tak to sobie może trwać i trwać. Niekoniecznie akurat wysokość podwyżki jest tu kluczowa.

Ja jestem bardzo spokojny o kontrakt Leo, przecież to jego dom. Ludzie, to nie Figo! A co do tekstu, to bardzo, bardzo dobry!

Barca dała tyle Messiemu, że pieniądze powinny w tym wypadku zacząć schodzić na drugi plan... i myślę, że i tak się dogadają

Jestem ciekawy czy nie dałoby rady przedłużyć kontraktu bez konieczności zwiększania pensji. Przecież nie jest możliwe, przy takim statucie (z tymi 70%), w nieskończoność podnosić takiemu zawodnikowi jak Messi zarobków. Ciekawe czy gdyby zaproponować Leo nową umowę, przy takiej samej gaży, przyjąłby to jak zwykle z pokorą, czy też obruszył się.

Pamietam jak Jordan i Pippen grali za male pieniadze w porownaniu do ich klasy.
Pozniej, duze grono weteranow rowniez podpisywalo male kotrakty przechodzac do innych teamow bo chcieli zdobywac tytuly (np, Boston czy Houston). W pilce wszystkim jest tych pieniedzy za malo...

Wiadomo, ze Lionelowi nalezy sie pomnik, nazwane jego imieniem szkoly, parki ulice i najwiekszy kontrakt na planecie Ziemia ale musi zrozumiec, iz jesli klub wysprzeda waznych zawodnikow, juz wiecej nic nie wygra. A jesli nie wygra trofeów to bedzie musial ogladac ta usmiechnieta morde Ronaldo, wznoszacego ZP ktora regularnie wygrywaja mu koledzy.

Barcelona to nie City czy Chelsea, nie mamy worka bez dna i mamy potezne dlugi.
Jestem za podpisaniem kontraktu z Messim - to oczywiste, ale nie kosztem dobra klubu czy innych zawodnikow a nawet innych sekcji. Messi musi zrozumiec, iz sa pewne granice i zdecydowac czy chce dorobic sie jeszcze wiekszej fortuny czy jeszcze wiekszej gablotki z pucharami.

To wszystko jest trochę chore . Doczekaliśmy się czasów kiedy piłkarzom płaci się za dużo i to zdecydowanie. Ten kontrakt Messiego to kolejna telenowela która pewnie najpóźniej skończy się pod koniec sezonu . Oczywiście z Messim trzeba przedłużyć kontakt tylko co potem ? Mam nadzieje , że za kilka lat nie dojdzie do sytuacji takiej , że Barca będzie miała jakieś gigantyczne długi a wszystko to było spowodowane w głównej mierze chorym kontaktem dla Leo .

Wiadomo,że świat obecnie pieniądzem stoi i inne wartości schodzą gdzieś na boczny tor ale tak jak Barca zawdzięcza wiele Messiemu tak jest również w drugą stronę. Jest bezgranicznie kochany za całokształt swojej twórczości i jedynym co bym zrozumiał gdyby Leo nie podpisał to chęć spróbowania sił gdzieś indziej bo jesli rozchodzi się o pieniądze którymi zasypał już kilka następnych pokoleń to hmmm... dla mnie moze nie podpisywać. Piłka to biznes i praca - wiadoma sprawa,nie On wymyslil te chore zarobki ale jesli chce zostac i dalej dawac wszystkim radoche a wie jaka jest sytuacja finansowa klubu moglby wykonac uklon w strone Barcy pokazujac,ze Messi jest wielki jako czlowiek bo sa dla niego rzeczy wazniejsze niz pieniadze. Zarabia godnie a bedzie jeszcze lepiej ale klub jest zawsze na pierwszym miejscu i albo kocha Barce i to rozumie albo nie. Ja wybieram Barce.

Czy tylko mnie zastanawia czemu Messi widząc sytuacje swojego klubu, że przekraczają ten % pensji od zysków nie jest w stanie przedłużyć kontraktu na tych samych warunków finansowych ?

Messi w Realu? To nigdy nie nastąpi, nawet jeśli miałby odejść w co i tak nie wierzę, to na pewno nie do nich nawet za dużą kasę.

Zmiana nazwy stadionu to kwestia czasu, każdy rozsądnie myślący powinien zdawać sobie z tego sprawę.

"W ciszy stadionu" powinno się pojawiać o wiele częściej.

Jak zwykle dobry artykuł challanger, który zachęca szare komórki do małej gimnastyki. Dzięki bardzo! :)
Jakiś czas temu, będąc w długiej podróży i próbując czymś zająć głowę, zacząłem się zastawiać nad tym, na ile realna jest zmiana klubu przez Messiego. Bo patrząc przez pryzmat czysto ekonomiczny, chyba nigdy nie byliśmy świadkami transferu, którego wartość mogłaby się poważnie zbliżyć do kwoty miliarda euro. Pomijając same koszty transferu czyli klauzuli Messiego, dodając wartości wynagrodzenia przez okres trwania kontraktu i ilości premii i bonusów dla tzw. "otoczenia piłkarza" wcale bym się nie zdziwił jakby powyższa kwota padła. A interesariuszy takiego transferu uważam że byłoby wielu (z wyjątkiem kibiców Barcy rzecz jasna) począwszy od taty, przez pośredników małych i dużych, speców od reklam, PR etc. Są to oczywiście czyste. teoretyczne dywagacje, dlatego nie chcę rozpoczynać dyskusji na tej płaszczyźnie i podzielam zdaniem autora, że kontrakt podpisany zostanie, pytanie tylko jakim odbije sie kosztem.
Bowiem same kwoty jeszcze nic nie mówią, ale jeśli powiemy, że np. zaakceptujemy gigantyczną ofertę za Ardę z Chin (mówiło się o kwotach od 60 do nawet 100 mln), to może się okazać że wystarczy to na sfinansowanie 12-18 m-cy pensji Messiego. Niebywałe to przebicie. Bo kibice już by przeliczali, ile też dobrego można za to kupić, a tymczasem pokryte byłoby wynagrodzenie jednego piłkarza przez okres ciut dłuższy niż rok.
Udział Pereza w negocjacjach już teraz jest spory, bo zaproponowanie takiego a nie innego wynagrodzenia dla Ronaldo to nic innego jak wysłanie sygnału do obozu Barcy, że teraz ich pora na przebicie takiego kontraktu, skoro to my mamy najlepszego piłkarza w swoich szeregach.
Rozumiem, że tekst zmierza głównie do tego, aby usprawiedliwić zapewne nieuchronną decyzję o zmianie nazwy stadionu. Oczywiście oznacza to kolejny koniec pięknej tradycji, romantyzmu etc. ale czy w obecnych czasach jest jeszcze na to miejsce? Wymagania są ogromne wobec drużyny, a jedynymi środkami do sprostania są niestety pieniądze. Przeżyliśmy reklamy na koszulkach, przeżyjemy i to. Zastanawia mnie, o jakich tylko kwotach będzie rozmowa.
Tak naprawdę sytuacja zarządu jest patowa. Mieć Messiego to luksus, ale luksus kosztuje. Tutaj rozmowy toczą się o grube miliony, więc potrzebne są też "grube" decyzje. Nie pomogą drobne akcje oszczędnościowe, z przysłowiowym wykręcaniem żarówek. Nawet hipotetyczna transakcja opisana z Ardą powyżej, to tylko rozwiązanie dorywcze, a nie stałe źródło dochodu. Pytanie, co brzmi bardziej nierealnie. Messi w PSG (lub innym klubie), czy nowa nazwa stadionu i który scenariusz byłyby trudniejszy do przyjęcia jeśli nie można odrzucić obydwu.

Boicie sie nie wiem czego ze odejdzie i co wtedy bedzie.. ludzie spokojnie, Messi mowi ze jest szczesliwy, Neymar jest spokojny Suarez to samo. Gdyby Messiemu zależało na pieniądzach to przeciez dawno odszedl by do jakiegos szejka gdzie gra jego kumpel..Di Maria, Aguero.. tam by spokojnie dostał wiecej pieniedzy z pocałowaniem reki. Ale tego nie zrobił i jestem pewien że nie zrobi. On i tak ma duzo pieniedzy wiec mysle ze nie robi mu 3 czy tam 5mln podwyzki biorąc pod uwage ze jest tu gdzie chce byc. Media nakręcają sprawę bo to sie sprzedaje i tylko tyle a w szatni podejrzewam jest optymalny spokój

Jeśli gdzieś odejdzie to tylko do ojczyzny,ale twierdzę że D10S zostanie w Barcelonie.
VeB

Sytuacja naprawdę ciężka, co tu dużo mówić. Trochę bez wyjścia nawet. W dzisiejszej piłce kasa zdominowała wszystko i nie można liczyć na to, że Messi będzie grał za darmo, bo zawdzięcza klubowi wszystko itp. Niestety jakość kosztuje. Przed zarządem bardzo trudne zadanie, by rozwiązać tę sprawę bez zbędnych nieporozumień, takich jak m.in. z Gratacosem.

Messi chce i zostanie w Barcy. Gdyby chodziło wyłącznie o kasę to odszedł by.

Messi podpisze nowy kontrakt, jednak budżet na takie astronomiczne kwoty jest za mały, dlatego jak jest napisane pod koniec nazwa Camp Nou już niedługo może zniknąć, a koszulka Barcy będzie cała pokryta logami sponsorów..