Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Kto po Lucho?

 15 kwietnia 2017, 12:55

 Karol Chowański 'Challenger'

 68 komentarzy

Jak wiele innych rzeczy, Luis Enrique zrobił to po swojemu. Odkrył karty bez zapowiedzi, na deser meczu wygranego 6:1. FC Barcelona będzie mieć latem nowego trenera. Przez chwilę wszyscy wyglądali na zaskoczonych. Nikomu nie jest smutno.

Trener, który w Katalonii nigdy nie został należycie doceniony, opuszcza drużynę, która ma go dość. Mam na myśli wyniki (od grudniowych Gran Derbi po Paryż, Málagę i Turyn), a także obraz gry, taktykę, dziwne decyzje kadrowe i relacje z piłkarzami. Ósmy marca jest tu wiadomym wyjątkiem, lecz przypominam wiele meczów tego sezonu gdy Barça wyglądała na własną karykaturę: Atlético, Betis i inne. Organizacja gry od zwycięskiej wiosny 2015 silnie przegniła. Jej resztki PSG u siebie rozszarpało z gracją sępa na kawałki. Trzy gole Málagi nie dały do myślenia mistrzom Hiszpanii. Juventus posolił ich wszystkie świeże rany, karząc naiwną taktykę trenerów i pasywność piłkarzy.

Jeśli wynik epokowego 6:1 przygniótł komuś perspektywę całego sezonu, przebieg meczu z Depor był szybką pobudką. „Klasyk” na Bernabéu będzie bolesny dla Barçy. Uzależnienie od MNS przekroczyło wszelkie rozsądne normy. Formacje funkcjonują w oderwaniu od siebie, obrona traci masę łatwych goli. Drużyna cierpi na wiele chorób, wymiana trenera nie rozwiąże wszystkich. Stanowi punkt wyjścia, od którego można zacząć.

Wczesne wyjaśnienie sprawy daje otoczeniu okazję na ekspiacyjną wdzięczność Lucho choć na finiszu jego kadencji. Z perspektywy Klubu oznacza dużo czasu na znalezienie najlepszego następcy.

  Mapa aktywności Piqué, Umtitiego, Mathieu i Roberto podczas meczu w Turynie. Przez ofensywny zamiar Enrique gry Roberto jako wahadłowym przy kontrach Juve Barça broniła we trzech. Poza tym widać, że linia defensywy gości była ustawiona za wysoko (poza Mathieu) od własnej bramki, jak na styl gry rywali oparty o szybki atak. To naiwność i duży błąd trenerów Barcelony [fot: whoscored.com]

Nowe otwarcie

Emblematyczni piłkarze Barcelony są w takim wieku, że wymagają kogoś doświadczonego. Wyborów Guardioli, Tito i Enrique dokonywano, gdy Messi, Iniesta, Piqué i Busquets byli młodsi. Dzisiaj ich pozycja w klubie jest inna, pomnikowa. Myślę, że ma to mocny wpływ na ostatni sezon Lucho: MNS praktycznie nie schodzi z boiska, a efekt zaskoczenia rywala stał się towarem obłędnie deficytowym.

Problemy z boiskową tożsamością sięgają poprzednich rozgrywek. Mając całe lato na taktyczne pobudzenie zespołu sztab Barcelony nie wyeliminował mankamentów decydujących o plajcie z Atléti dokładnie rok temu. Obecny sezon pogłębił i obnażył wszystko, co najgorsze w grze Barçy sezonu 15/16. Spadek wydajności w obronie oraz kompletne zgubienie rytmu gry przez formację pomocy sięgnęły nizin, na których katalońskiemu klubowi potrafią zagrozić nie tylko Málaga, Sociedad i Villarreal, ale także ‘Gladbach, Alavés i Leganes.

Obu stronom, być może przez postępujące przeczucie rychłego końca współpracy, zabrakło zapału przy pokonywaniu trudów tego sezonu. Aktualny w lidze do kwietnia status Umtitiego jako talizmanu [LINK] wiele mówi o taktycznej kruchości w obronie drużyny wypakowanej najlepszymi piłkarzami na swoich pozycjach. Barcelona potrzebuje nowego trenera, ale najbardziej potrzebuje „nowego otwarcia”: kogoś ze świeżą energią zdolnego przywrócić integralność między formacjami, znów wzbudzić w szatni pasję oraz wydobyć z graczy maksymalne poświęcenie. W tak delikatnej sytuacji klubu z Les Corts dorobek, charyzma i obycie w La Liga to najważniejsze z cech wymaganych u nowego szkoleniowca.

Wąska grupa kandydatów

Zmiana na ławce to jedna z chwil, kiedy należy stanowczo odróżniać plotki „dla klików” od możliwych scenariuszy. Tuchel, Pochettino, Klopp i Koeman nie będą nowymi trenerami Barcelony.

Zamiar pozostania w Sociedad natychmiast wyraził Eusebio [LINK], dalej obrażony na władze Barçy za zwolnienie z drużyny B. Oscar García to głos desperacji. Juan Carlos Unzué od dawna jest faworytem licznej frakcji w Zarządzie. Złe wyniki z ostatnich tygodni muszą obciążać jego pozycję. Asystent Enrique to przeciwieństwo nowego rozdania. Myślę, że utrzymanie funkcji to maksimum, co zaoferuje mu Bartomeu. Liczą się Valverde, Sampaoli oraz najmniej pasujący mi do sytuacji Blanc.

Swój, obcy i Francuz

Przywrócenie równowagi gry i spójności między formacjami to główne wyzwania nowego trenera. Barcelonie potrzeba kogoś o osiągnięciach sygnalizujących, że sprosta wyzwaniu. Nie ma kandydata idealnego, sytuacja Barçy jest zbyt złożona. Rozmowa o następcy Lucho to stopniowanie ryzyka.

Sampaoli zawsze będzie atrakcyjną propozycją dla Barçy. Trenując Chile pokonał Hiszpanów w Brazylii, co w połączeniu ze zdobyciem CA ’15 dało mu międzynarodową rozpoznawalność. W swym pierwszym sezonie szturmem wziął Sewillę i całą ligę. Przez ostatnie rezultaty jego pozycja w Katalonii osłabła, jednak ma naturalny autorytet i taktyczną fachowość, tak potrzebne dziś na Camp Nou. Hipsterzy futbolu ostatnio odwrócili się od „Don Sampy”, a przecież sevillistas ostatni raz weszli do Ligi Mistrzów z klucza ligowego siedem lat temu. Czwarte miejsce w lidze – najwyższe od 2010 roku – zostanie przyjęte na Pizjuán za ogromny sukces nowego szkoleniowca. Piąty Villarreal ma już 7 punktów straty. Porażka z Leicester w Andaluzji nie ma metki katastrofy. Znam kilku miejscowych fanów klubu. Wszyscy wolą porażkę z „Lisami” od kolejnej Ligi Europy. „Ligi przegrywów”, mówią i dodają, że wynik z Anglii smakuje gorzko teraz, ale zaprocentuje za rok. Myślę, że poza piłkarzami w dużym stopniu dotyczy to debiutującego w Europie trenera.

Dobrze zna on piłkarzy Barçy. Kilkakrotnie rozmawiał z Messim. Neymar gościł go w swym domu w Castelldefels. Z Suárezem darzą się wzajemnym szacunkiem.

Brak przeszłości Sampaolego na Camp Nou to jedno. Kładący na szali posadę Josep Bartomeu musi zdawać sobie sprawę, że postawienie na kogoś o równie szalonej naturze może dać nieprzewidziane skutki w delikatnej sytuacji Barçy po turbulencjach tego sezonu. Przez status bliski kultu w Chile, Argentynie i coraz bardziej w Sewilli wybór ten może być w Katalonii wielkim sukcesem albo wielkim rozczarowaniem. Czuję pewność, że dłuższy staż w Europie rozwinie go jako trenera. Poza szerszym materiałem do analizy jego dokonań, mam na myśli pewniejszą adaptację w Hiszpanii, znajomość rywali, obycie taktyczne. Za rok lub dwa będzie lepszym trenerem i ciekawszą opcją dla Barçy.

  Mimo ostatnich potknięć wulkan energii Sampaoli zmierza z Sevillą po jej najlepszy ligowy wynik od 2010 roku. Ostatnia wygrana z Deportivo wskazuje, że Argentyńczyk opanował kryzys i zespół wraca na właściwe tory

Ernesto Valverde to człowiek klubu. Bronił barw blaugrana w 22 meczach. Niby mało jak na dwa sezony (1988-90), ale nie walczył o miejsce ze mną tylko Salinasem, Linekerem, Txikim i Lobo Carrasco (#217). Cruyff stawiał na innych. Valverde odszedł do Bilbao. Po zakończeniu kariery związał się z baskijskim klubem jako trener – najpierw młodzieży, później w dwóch podejściach do pierwszej drużyny. Zapisał się w historii San Mamés: prowadził klub w największej liczbie meczów. W 2015 dał mu pierwsze trofeum od 31 lat.

W przypadku Valverde ryzyko zatrudnienia na Camp Nou dotyczy stylu jego gry. Jest kojarzony z futbolem siłowym, zorientowanym na defensywę. Dla wielu osób to wada. Dla mnie to kolosalna zaleta. Półtora roku temu obrona stała się największym problemem katalońskiego klubu i jest nim do dziś. Juventus przed 25. minutą oddał trzy celne strzały. Zdobył dwie bramki. Barça stała się klubem dobroczynnym, co mecz wręczającym rywalom klarowne okazje na gole. W rozgrywkach 16/17 przyjmuje na swoją bramkę więcej strzałów i strzałów celnych od każdego z obu poprzednich sezonów Enrique. Obronie Barçy brakuje twardości, z jakiej znany jest futbol Valverde. Wyobrażam sobie, jak przesuwa do pomocy miękkich Albę i Roberto. Lucho z Unzué nawet nie podjęli w tym sezonie takiej próby. Kto sądzi, że zdecydowana, ostra gra w obronie kłóci się z rozmachem w ofensywie, pomija historię i skład Barcelony Cruyffa, Dream Teamu 1988-94. I za rzadko ogląda Real.

Zatrudnienie trenera Athletiku z pozycji władz klubu jest ryzykiem wobec tej grupy fanów i tzw. „socios wyborczych”, którzy wymagają od trenera Barçy profilu jednoznacznie ofensywnego. Tak dali się poznać Pep w Barçy B i Lucho w Celcie. Ich nominacje przyjęto ze spokojem. Mimo przeszłości w katalońskim klubie i poparcia dla jego osoby w Zarządzie (dwukrotnie był bliski objęcia Barçy, zamiast „Taty” Martino i Enrique), postawienie na Valverde będzie wyrazem odwagi.

Blanc jest dla mnie najmniej adekwatnym kandydatem. To osoba spoza hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego, więc jak dogada się z Messim i resztą liderów? Miał z tym problem Enrique, Hiszpan i autentyczna ikona klubu. Co dopiero Francuz bez trenerskiego doświadczenia w La Liga? Do tego reputacja francuskiego futbolu w Katalonii, no cóż, ostatnio trochę podupadła.

Trzeba uwzględniać coś takiego, jak szacunek piłkarzy. Pokonali Blanca trzy razy (1:3, 0:2, 1:3) w 4 spotkaniach. Trzy przegrane ćwierćfinały LM rok po roku świadczą źle o jego kompetencjach taktycznych. Poza Francją nie ma wizerunku trenera-zwycięzcy, z tego też powodu zwolniono go z PSG. W Hiszpanii panuje zgodność, że trudno będzie mu być autorytetem w pełnej gwiazd szatni Barcelony. Dlatego jego notowania mogą stać wyżej w Polsce tezami Orłowskiego [LINK] niż za Pirenejami.

Dokonując wyboru następcy Lucho Barça musi minimalizować ryzyka. W wieku, jaki osiągnął Messi liczy się każdy jego sezon w klubie. Nie ma marginesu na eksperymenty. Blanc byłby eksperymentem. Muszę przyznać, że skrajnie ekstrawaganckim.

Decyzja kształtująca kolejne lata

W większości doniesień o następcy Enrique brakuje inteligentnej analizy i wyczucia sytuacji. Życie to nie „Football Manager”. Trenerów dotyczy to w równym stopniu, co piłkarzy. Trzeba liczyć się z charakterystyką kandydatów i obecną sytuacją drużyny. Kibice oraz wielu dziennikarzy wpadają sobie przez Google Maps do dzielnicy Nervión i mówią „Jorge, idziesz z nami”. Nie płacą nawet za parking.

Gdy kluczowi piłkarze Barçy byli młodsi, osoba trenera moim zdaniem miała mniejsze znaczenie niż tym razem. Do kampanii 17/18 Leo z Piqué przystąpią jako 30-latkowie. Busquets jest o rok młodszy. Klub nie ma czasu do stracenia. Jestem przekonany, że to najważniejszy od zaufania Pepowi moment nowej historii klubu. Decyzja o następcy Lucho wpłynie na trzy kolejne lata. Pobudzi drużynę z Messim, Piqué, Albą i Busquetsem do kolejnych rajdów po trofea albo pogłębi problemy.

Ułożyć puzzle

Diagnoza o kondycji FC Barcelony była silnie negatywna już po meczu w Paryżu. Od tego czasu ludzie Lucho „osiągnęli” Deportivo, Málagę i Turyn. Przypomina mi to rok 2008. Barça stoi na skraju przepaści. Grunt jest śliski, wiatr niekorzystny. Impuls do zmian i powrotu na zwycięską ścieżkę przyszedł wtedy od 21-letniego wychowanka. Ze strony na tamtą chwilę nieoczekiwanej – Messi błyszczał wcześniej, dopiero po przyjściu Pepa stał się gwiazdą i liderem drużyny.

Dziewięć lat później ten sam Messi gra w tej samej ekipie. Dzieli z nią wszystkie choroby, bo wyrósł z wieku wygrywania wielkich meczów samemu. Po sezonie, gdy tyle rzeczy poszło nie tak, Barcelonie znów pozostaje wypatrywanie odnowy z zupełnie niespodziewanej strony. Może od nowego trenera?

Dotkliwe porażki ostatnich tygodni maskują fakt, że w zespole wciąż tkwi wiele jakości, że wymienić tylko kręgosłup Messi, Neymar, Suárez - Busquets - Piqué. Moim zdaniem Barça przypomina dziś kupkę puzzli. Kilku trzeba się pozbyć. Resztę należy poukładać. Potrzeba do tego odpowiedniej osoby.

Swego czasu był nią Enrique i należy mu się aplauz całego „barcelonismo”. Krytykujący go dziś bez hamulców zapominają, gdzie zespół był trzy lata temu. Lucho wybrał ludzi (Suárez, Rakitić), których nie zatrudniliby jego poprzednicy i urozmaicił system gry. Reboot trenera z Asturii zawrócił na zwycięską ścieżkę drużynę, która dziś potrzebuje tego samego.

Gdyby decyzja należała do mnie, wybrałbym opiekuna Bilbao. To trener-kameleon. Kojarzony z defensywą, potrafi też zagrać z ofensywnym rozmachem, czemu dowodzą cztery gole wbite Barcelonie albo piątkowe 5:1 z Las Palmas. Ma DNA Barçy i trenerską różnorodność, dwie cechy najbardziej potrzebne dziś na Camp Nou. Jeśli zawiedzie, konieczna będzie szybka reakcja. Postawienie za rok na Sampaolego.

Udostępnij:

Komentarze (68)

Gorące tematy