W ciszy stadionu. Wielka Barça upada z wielkim hukiem

Karol Chowański 'Challenger'

18 kwietnia 2017, 19:25

40 komentarzy

Jedenaście lat temu zespół oparty na Deco, Ronaldinho i Eto’o wygrał finał z Arsenalem. Wspaniała ekipa, napędzana geniuszem wiecznie uśmiechniętego Brazylijczyka. Gdy odszedł, Barça wyglądała na skończoną. Tak jak w chwili rozstania z Pepem cztery lata później. I w roku 2013 po 0:7 z Bayernem. Większe znaczenie od wyniku miał stan zdrowia trenera Vilanovy.

To dystans ledwie kilku lat. Barcelona za każdym razem wracała do gry. Za każdym razem szybciej niż się spodziewano. W pierwszym roku bez Guardioli wyrównała rekordowy pułap stu punktów w lidze. Na drugą rocznicę Bayernu zdobyła zestaw trzech wielkich pucharów – drugi raz w dziejach klubu i hiszpańskiej piłki.

Obecna seria hucznych porażek zmieniła niedawne sukcesy w odległe wspomnienia. Ten tydzień może przynieść Katalończykom fiasko na obu głównych frontach sezonu. Przed meczami z Juventusem i Madrytem faworytami są rywale. Barçę znów uznaje się za skończoną.

---

Po spotkaniu w Máladze jedno z podsumowań przykuło moją uwagę. Płonęło słowami mocnymi nawet jak na wyspecjalizowane w przesadzie media Hiszpanii. Opis gry FC Barcelony zdobiły określenia: „nie do zaakceptowania”, „zmarnowane”, „niewybaczalny”, „bezużyteczny”, „okropny”, „wstyd”, „absurdalny”, „słaby żart” i „godny pożałowania”. Celnie. W komplecie pasują do meczu, który widziałem. Do tego z Juve nawet bardziej.

U piłkarzy i trenera słychać inny ton. W ich wypowiedziach nie ma wściekłości. Co ważniejsze, nie ma jej w ich grze. Może w tym problem? Ci, którzy w piłce wygrali już wszystko – niektórzy po parę razy – turyńskim laniem, drugim do pary z Paryżem, przejęli się mniej niż sędziowie faulami na Neymarze.

Odbiór każdej z klęsk tego sezonu byłby inny, gdyby piłkarze Lucho przegrywali gryząc trawę. A przegrywali stojąc. W Paryżu, Galicji, Máladze, Turynie…

To naturalna kolej rzeczy, wypalenie tego szkoleniowca z tą grupą ludzi. Enrique znalazł drogę powrotu na szczyt, ale były to intensywne trzy lata. Niezależnie od bilansu obecnego sezonu, każdy widz czuje koniec jednego rozdziału i konieczność otwarcia nowego. Naturalną reakcją klubu powinno być zatrudnienie trenera, który autentycznie daje zapowiedź przeprowadzenia zmian potrzebnych drużynie. Spośród realnych kandydatów [LINK] widzę tylko jedno nazwisko: Valverde.

Jakość będąca w składzie pozostanie w nim niezależnie od wyboru następcy Lucho. Kto po Juventusie zapowiada koniec „Dumy Katalonii”, robi to dla taniego poklasku [LINK] odbiorcy o rozumie filiżanki. Cykl tej Barçy minie, być może, po odejściu Messiego, Neymara, Suáreza, Busquetsa i Piqué. Ani dnia wcześniej. Turyn jest mocną traumą, jak Allianz Arena w roku 2013. Wiosną 2015 Barça odreagowała oba poprzednie sezony. Wróci po Turynie i wróci silniejsza.

Każda wielka drużyna upada z głośnym hukiem. Wiadomo, jak kończył się czwarty rok Pepa. Po Cruyffie-trenerze Katalonia czekała na mistrzostwo cztery lata. Po Cruyffie-piłkarzu: siedem. To nie tylko specjalność klubu z Les Corts. Świadczy o tym urocza w swojej tymczasowej nieskończoności klątwa jednej ósmej Realu. To nie tylko specjalność klubów Hiszpanii – po genialnej ekipie Heynckesa Bayern do dziś czeka na finał Ligi Mistrzów. Manchester United zmaga się z odejściem Sir Aleksa czwarty rok. Zmaga się w wielkim trudzie [LINK], drużynie grozi drugi kolejny sezon oglądania LM w telewizji. Patrzę dalej. Chicago Bulls poprzedni raz w finałach NBA grali z Jordanem. Od ostatniego mistrzostwa F1 Ferrari mija dziesięć lat. Tiger Woods wciąż jest tam, skąd Roger Federer właśnie wrócił.

Jeśli coś wyjątkowego jest w tym towarzystwie u Barcelony, to zdolność regeneracji. Rok po sezonie 100 punktów Realu w 2012 Barça powtórzyła ten wyczyn. Sześć lat po triplete z Pepem Enrique wstawił do gablot drugi. Póki w klubie gra Messi, Bartomeu wyda(je) na pensje i transfery każde pieniądze. Fanom Barçy zostaje dodać: „i chwała mu za to”. W tym, że większość woli szczekać na obecnego prezesa za wydumane bzdury wyraża się większości głupota i wąskie pole widzenia.

Niektórym ludziom skala zniszczeń na Camp Nou myli się z tą w Arsenalu [LINK]. Jako najlepszy klub XXI wieku Barça może i będzie upadać, to najbardziej konkurencyjne czasy w piłce. (W całym sporcie i innych dziedzinach też; dzięki, globalizacjo.) Spektakularność tych upadków wynika z kosmicznej skali ostatnich sukcesów Blaugrany, przecież do każdego ze swych Pucharów Europy dokładała mistrzostwo (Realowi na jedenaście okazji udało się to dwukrotnie). Póki gra tu Messi, owoc szkółki i symbol wartości klubu, Barcelona zawsze zdoła się podnieść. Od czasu do czasu wystarczy mu trochę pomóc. Kiedyś zrobili to Pep, Xavi i Iniesta. Dwa lata temu: Enrique, Rakitić, Neymar i Suárez. Teraz czas na kogoś nowego.

Może tę rolę spełni nowy trener? Może nowy sojusznik MNS w pomocy?

---

W sytuacji zaskoczenia wiele osób gubi perspektywę. W ciągu ostatnich lat Barça zdobyła wszystko, co mogła. Kilkakrotnie. Drużynę tworzy grupa ludzi, którzy nie raz była w tym miejscu, co dziś. Wykazali wyjątkowa zdolność do regeneracji. Wbrew ostatnim wynikom uważam, że rywale Barcelony powinni bardziej martwić się o przyszłość niż jej fani. Rdzeń zespołu tworzą Messi, Neymar, Piqué, Busquets, Suárez, Umtiti, ter Stegen. Przed nimi kilka wspólnych sezonów.

Zdobycie najwyższych szczytów często „kosztuje” w piłce spektakularny zjazd w dół. Im wyższa góra, tym dotkliwszy upadek. Na oczach świętującej konkurencji drużyna Enrique upada tej wiosny z wielkim hukiem. Upada, żeby wstać. W ostatnich 10 latach nie ma klubu potrafiącego powracać szybciej i z lepszymi efektami od FC Barcelony.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Dziś musimy zagrać jeden z najlepszych meczy w historii naszego klubu! VeB!

Panie Karolu Bardzo Fajny artykuł. Zawarł pan w nim dużo prawdy.Podobają mi się jak Pan przedstawia świetność Barcelony i to że jeden czy nawet kilka "słabszych" (czyli bez z któregoś z 3pcuharów :D) sezonów nie znaczy, że Barcelona już upadła.

Sukces polega nie na tym by oceniać go poprzez oglądanie gablot z pucharami a wygrywaniu nowych. Skoro mamy najlepszy zespół na świecie to czemu to Juve prowadzi po pierwszej połowie 3:0? Czemu to średnio grający lecz piekielnie skuteczny Real rozdaje w lidze karty? Czegoś brakuje, może czegoś jest za dużo.

potrzebne sa natychmiastowe transdfery dwoch gwiazd: jednej do ataku, typu griezman, drugi do pomocy. barcelona przespala odejscie xaviego, teraZ robi wszystko aby przesapc odejscie messiego.

obawiam sie ze czekaja nas bardzo chude lata, bo zlodeziejski madryt kupil nie tylko sedziow ale tez wielu mlodych pilkarzy a w barcelonie trzon druzyny to 30 i 30+_.

To smutna prawda. Barca umiera stojąc. Stoi bo:
1. Nie ma motywacji do gry. Z tego powodu odszedł Guardiola-" nie umiem juz ich zmotywować".
2. Brak srodka pola. Brak koncepcji, pasji, walki.
3. Pozbawione podań MSN nic nie zrobi. Gdy sie cofaja po piłke-nie ma ataku.
4. Podania aby sie pozbyć piłki, wolne , czesto niecelne bez ruchu bez piłki.

Tu musi przyjsć ktos kto "ruszy Ziemie z posad swiata" moim zdaniem ktos z zewnątrz. Tu musi być trzesienie ziemi.

Dobry artykul, przedstawiony realny punkt widzenia.

Ten zespół nie istnieje bez Messiego.
Przez 10 lat zarząd myślał głównie o tym jak zatrzymać tę "kurę znoszącą złote jajka".
Nie myślał o tym, że za kilka lat, Messi straci motywację i chęć do gry z coraz słabszymi partnerami. Nie sprowadzono nikogo wartościowego - oprócz Alexisa - a pozbyto się kilku klasowych graczy. Zarząd uwierzył w bajkę o najlepszej drużynie na świecie i nadal nią żyje. Nawet dziecko zna już zasadę: Jesteś taki dobry - jak twój ostatni mecz. Obecnie jest już za późno. Jutro zakończy się dziecinny sen o potędze.

Tylko proszę nie wspominać o Neymarze i Suarezie. Oni bez geniuszu Messiego - to zwykli kopacze - w tym jeden dzieciak, który nie dorośnie - grający nie dla klubu bądź kibiców, ale dla kasy. Przewiduję, że ten tydzień zadecyduje o odejściu Argentyńczyka, który już dawno ma dość współpracy z trenerem figurantem, i jego wspaniałych transferów.

MSN swoją drogą popatrzmy na kadre jaką w obecnym sezonie posiadamy. Jest gorzej niż kiedy kolwiek nie dość , że podstawowa 11 jest dobra tylko dobra to w dodatku brakuje zmienników . Dam przykład kogo za Neymara dajmy na to ? Nie ma kogo ...Iniesta lata lecą nie jest w najwyższej formie prawda? A stanowi siłe tej drużyny jeśli chodzi o linie pomocy. To jest Barcelona tutaj nie mogą grać przeciętniaki tutaj trzeba poprostu mieć to coś , a niestety w obecnym sezonie kupilimy zwykłych "grajków". Co przeszkadzał nam Fabregas? Bo nie radził sobie na "9" przecież to środkowy pomocnik albo Pedro? Wystarczyło dać więcej szans taka sama sytuacja była z Thiago czy Munirem , ale nie my wolimy sprzedać tanio zawodnika na klasowym poziomie żeby kupić "Gomesa " jaja w biały dzień pozdroooo...

Ta drużyna jest uzależniona od MSN. Ale nie chodzi o to, że to trio w ostatecznym rozrachunku nam szkodzi, bo "wszyscy grają na nich". Potrzebny jest nam trener, który będzie miał nie tyle kadrę, co przede wszystkim jaja, żeby znacznie częściej sadzać Messiego, i Neymara na ławce. Suareza czasem potrafią posadzić. Nie tylko wtedy, gdy są zmęczeni, ale też wtedy, gdy mecz nie należy do tych tzw. "wysokiego ryzyka". Kiedy gramy z Granadą, Osasuną czy nawet Malagą. Do tego jednak potrzebni są solidni zmiennicy, których obecność nie obniżałaby specjalnie wydajności drużyny. A z tymi jest problem. Jak jednak kupić porządnych zmienników w sytuacji, gdy MSN gra ciągle i ciągle, i ciągle, "bo musi grać"? Gdybym był piłkarzem, nawet średnim, to raczej nie przeszedłbym do klubu, w którym szanse na grę miałbym znikome. Barcelonie potrzebna jest drużyna przez wielkie "D", bo to, co teraz widzę, to jest bardziej "MSN i reszta". Gwiazdy i ci, co im podają.

Nie oszukujmy się - nie ma alternatywy dla MSN. Dopóki będą w klubie, dopóty będą grać i stanowić o sile tej drużyny. Jedynym sposobem na uwolnienie się od ich dominacji jest sprzedaż Neymara, albo czekanie aż Messi i Suarez będą mieli po 34 - 35 lat. Nie wyobrażam sobie żeby w następnym sezonie przy założeniu transferu jakiegoś cracka do ataku (choć wiadomo że to jest nierealne) któryś z MSN usiadł na ławkę. Nowy trener musi wymyślić jak i kim im pomóc.
Problem to my będziemy mieć za 4 lata, bo wtedy będą nam już odchodzić wszyscy ze "starej gwardii". Nowy trener musi nas już zacząć na to przygotowywać.

konto usunięte

Chociaż spłodziłem już jeden komentarz, to dopiero teraz przypomniałem sobie o jeszcze jednej rzeczy. Challenger napisał więc, że krytycy Bartomeu "szczekają na wydumane bzdury". Akurat ja nie szczekam - ale mój pies tak i robi to najlepiej w mieście, a przynajmniej na osiedlu - co więcej, mam dupsko ze stali i nie obruszam się na jakiekolwiek epitety czy określenia, ale myślę, że taki język nie przystoi rzetelnemu twórcy artykułu lub felietonu. Wbrew pozorom panie Challenger, nie wie pan wszystkiego. Ja nie przepadam za obecnym zarządem, który ma dużo za uszami, ale nigdy - jak sięgam pamięcią - nie obrażałem ich w żaden sposób i nie okazywałem jawnej niechęci. Natomiast respektuję odmienne zdania w tej dziedzinie.

Wszystko pięknie pan ujął, ale okrężnym ruchem omija pan sedno sprawy. Trzon zespołu za chwilę pęknie. Odszedł już Puyol, który był spoiwem łączącym Barcę ery Rijkaarda z erą Pepa, podobnie jak Xavi zresztą. Co nam pozostawili? Messiego i Inieste. Ostatnich wielkich. Możemy pisać peany o tym, że zawsze wstajemy na nogi, ale prawda jest taka, że jedynym, który utrzymuje nas od kilku lat w pozycji wyprostowanej - jest Leo. Żaden Rakitic nie przedłużył cyklu, a na pewno nie sprawił, że Barca się odrodziła.

I na pożegnanie... "Rdzeń zespołu tworzą Messi, Neymar, Piqué, Busquets, Suárez, Umtiti, ter Stegen". Naprawdę? Ter Stegen? Umtitiego również się idealizuje, powstają mity, legendy o talizmanach itp. podczas gdy to po prostu solidny, młody obrońca, który popełnia nadal niemało błędów (szczególnie w ustawieniu).

Barca to nie "perpetuum mobile" a odnoszę wrażenie, że wszyscy oczekujemy od niej nie tyle ciągłego wygrywania ale jeszcze robienia tego w sposób efektowny, spektakularny, zapierający dech w piersiach, z których można jedynie wydusić WOW
Szybko ulatuje nam z głów pamięć o nie tak dawnych sukcesach na rzecz słabego występu w jednym czy drugim meczu.
Jeśli teraz jesteśmy w stanie tak ostro i zdecydowanie krytykować Barcelonę za słabą grę, bez wyrazu i charakteru to co będzie kiedy dopadnie ją taki kryzys jakiego doświadczają takie firmy jak Milan czy Manchester United.
Pod rozwagę(!)

Uwielbiam artykuły Challengera. Zawsze w pełni odpowiada moim przekonaniom i zupełnie popieram jego punkt widzenia

A pomyślcie z innej strony. Jesteś młodym, bogatym piłkarzem barcelony. Co 3 dni wszyscy oczekują, że zagrasz na 100% bo przecież jest to Twoja praca. Mija sezon klubowych rozgrywek w których dałeś z siebie wszystko i rozpoczynają się przygotowania na mistrzostwa europy czy świata. Naród po raz kolejny liczy na Ciebie. Wierzy, że pociągniesz swój zespół do finału i wygrasz. Potem przychodzą mecze na drugim końcu świata bo przecież reklamodawcy wymagają, żeby zagrać w najlepszym składzie. Rozpoczyna się kolejny sezon klubowych rozgrywek i koło zaczyna się od początku. Presja jest niewyobrażalna, trenujesz na 100%, żeby być najlepszym ale z drugiej strony wiesz, że lata uciekają. Już nigdy nie bedziesz młodszy i nie pojedziesz sobie na impreze jak inni znajomi bo to nie profesjonalne. Ja myśle, że część zawodników naprawdę chciałoby jeszcze w wieku 20-kilku lat mieć np spokojny, bez presji i stresu maj a wtedy mecze decydują o całym sezonie. To też są ludzie. Mają problemy w domu czy w innym aspekcie życia więc trzebaby podchodzić do tego z dystansem. Takie ot moje przemyślenia :)

konto usunięte

Opis gry FC Barcelony zdobiły określenia: „nie do zaakceptowania”, „zmarnowane”, „niewybaczalny”, „okropne”, „bezużyteczny”, „wstyd”, „absurdalny”, „słaby żart” i „godny pożałowania”.



Każde z tych określeń jest prawidłowe. Porażki są nieodłącznym elementem futbolu, ale tylko małe zespoły przechodzą obok nich obojętnie. Zwłaszcza obok druzgocących porażek. O Ossasunie przegrywającej z Barceloną nikt nie napisze, że zagrała okropnie, czy że prezentowała grę godną pożałowania. Ale Barcelona to klub będący odniesieniem dla innych. Klub naznaczony wielkością. Porażka w kluczowym momencie sezonu z Malagą, czyli z drużyną ocierającą się o zwyczajność, niesie ze sobą wstyd. Zwłaszcza, że przegrywamy najczęściej przez własne błędy, przez brak należytej intensywności lub co gorsza, przez brak chęci.



Blamaż z PSG uderzył w wizerunek Barcy i chyba już utrwalił nowy = "ta Barca jest do ogrania. Ta Barca liczy, że mecz sam się wygra, więc jeśli zagramy z pasją, to wygramy. To właśnie pasji brakuje wielu zawodnikom Barcelony". Taki wizerunek poszedł w świat, a pierwszym, który go przeanalizował, był właśnie klub z Malagi. Następnie lekcję odrobił Juventus. I dlatego potrzebujemy zmiany.



Kiedyś przeczytałem pewne słowa, które postanowiłem zapamiętać. Definiują nie tylko moją osobę, bo to teraz i tutaj nie ma znaczenia, ale pasują też do Barcelony i do wizji wielkości. Mianowicie: "Dlaczego wciąż uderzam się młotkiem? Bo czuję się rewelacyjnie, kiedy przestaję". W futbolu bowiem chodzi o to, aby stale uderzać się młotkiem i czuć tego potrzebę. Bez automotywacji jesteśmy nikim. W życiu nie chodzi o to, by czekać na jegomościa, który przyjdzie i przetrzepie Ci tyłek motywując do bycia najlepszym. Jak pewnie się domyślacie, chodzi o to, by robić to samemu.

Najważniejsza jest zmiana trenera. Tak jak jest napisane, Enrique wprowadził Barcę na szczyt, po upadku, ale to kosztowało zbyt dużo sił. Następca musi podnieść ducha walki, który upadł i ruszyć zastanych piłkarzy Blaugrany.

Barcelona robi nieprzemyślane transfery Gomes, Turan, Douglas prawdopodobnie Deulofeu w Anglii nic nie grał a we Włoszech wyszło mu zaledwie kilka meczów i już Barcelona jest zachwycona rozumiem że to wychowanek itd ale są inni. Gdyby podsumować wszystkie nieudane transfery od 2000r prawdopodobnie można by kupić bez problemu Pogbe z United.

Bardzo dużo racji w tym artykule. Niestety, nic wieczne nie jest i wszystko przemija.Leo jest coraz starszy i nie zawsze Mu się chce, nie zawsze może itp.