Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:05  ·  International Champions Cup TVP Sport   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Szczęśliwe zwycięstwo w Klasyku przywraca walkę o tytuł

 28 kwietnia 2017, 21:45

 Karol Chowański 'Challenger'

 40 komentarzy

Real miał okazję zapewnić sobie mistrzostwo. Nietypowo dla siebie dał jej uciec. Barcelona w ostatniej minucie była pod murem, ale uderzyła w niego głową i wypadło nowe życie. Rezultat końcowy nie oddaje wszystkiego. Patrząc ponad nim widać w grze nowego lidera więcej wad niż powodów do optymizmu. Barça zrobiła wyjątkowo dużo, aby opuścić Bernabéu bez zwycięstwa.

„Liga wróciła”, krzyknęły okładki. I miały rację. Jednak skoro Barça odrobiła straty z PSG, żeby zaraz rozjechało ją Juve, skąd pewność, że wyniku z Realem nie zmarnuje przy pierwszej okazji?

Jedna kwestia jest bezsporna. W niedzielę widzieliśmy pokaz ludzkich fajerwerków. Messi był fantastyczny, a wielki pejzażysta futbolu Sid Lowe poświęcił mu kolejne arcydzieło. Wiedziałem już wcześniej, że jest niezłym piłkarzem. Niestety dla Barçy Leo nie gra na defensywnym pomocniku ani w obronie (choć wszyscy wiemy, że mógłby). Akcją, która zachwyciła cały świat, trudno się zachwycać oglądając cały mecz. Osiem miesięcy po rozpoczęciu sezonu chronienie bramki pozostaje ogromnym problemem Dumy Katalonii. Jeśli ktoś przegapił to w relacji z Bernabéu radzę szybko sięgnąć po „2KC”.

  Reakcja Messiego po golu Ramosa w grudniu. Na trafienie Jamesa była taka sama

Po meczu, w którym liczył się tylko wynik, liczy się cała reszta. Chcąc przedłużyć swoje szanse na mistrzostwo, Barcelona musi uszczelnić obronę, „zasejwować” formę Rakiticia i odzyskać Suáreza. Wiem, że po takiej nocy na pierwszy rzut ucha pewne rzeczy brzmią sensacyjnie, ale wydarcie zwycięstwa w Madrycie może być tą łatwiejszą częścią barcelońskiego planu zdobycia Ligi.

Ostatnia Osasuna nie była żadnym zagrożeniem, miłe samopoczucie po niedzieli mogło tylko pomóc. Przewidywalny efekt: duże lanie. Wyjazdowe derby z Espanyolem i podjęcie odrodzonych na Calderón [LINK] marzeń Villarrealu o Lidze Mistrzów to inna kategoria wyzwań. W prowincji Guipúzcoa też myślą o Europie. Eibar powalczy do końca.

Ter Stegen wypchnięty pod autobus

Każdy ma swoją ulubioną piłkarską statystykę. Przywiązanie do jednej to błąd. W życiu trzeba być elastycznym. Tym razem największe znaczenie miała dla mnie liczba „12”. Tyle razy na Bernabéu interweniował niemiecki bramkarz.

Jeśli w meczu tak wyrównanych drużyn jedna ma tuzin okazji bramkowych, zdobywa dwa gole i trafia w poprzeczkę, to dużo mówi o obronie tych drugich. Dużo złego. Gospodarze oddali w sumie dwadzieścia dwa strzały. Wynik pasujący do starcia z beniaminkiem. Defensywa Katalończyków była dziurawa, jak… w Vigo, Manchesterze, Paryżu, Máladze i Turynie.

Real miał zespół, a Barça indywidualności

Ostrzał ter Stegena, częstotliwość ataków i dośrodkowań oddają przewagi madrytczyków. Ich akcje spójnie się zazębiały, a piłka na połowie Barçy momentami krążyła jak po sznurku. Inną ciekawą wartością z niedzieli jest wskaźnik udanych dryblingów. Real miał trzynaście, Barca: dwadzieścia sześć. Gracze Zidane’a częściej nękali obronę rywali, choć zdecydowanie rzadziej sięgali po drybling. To pomaga ocenić, kto w niedzielny wieczór grał zespołowo, a kto zdał się na liderów.

Spośród decydujących sytuacji Barçy żadna nie była zasługą drużynową. Przyciągający pomeczową uwagę Sida i Grahama Messi jest tylko jednym z przykładów. Rakieta Rakiticia, główka Piqué wywalczona w lesie rywali, galop Roberto – to same przebłyski indywidualne. Wyższe posiadanie Barcelony (57,5%) nad rywalem (42,5%) stanowi jedynie statystyczną zmyłkę. Ter Stegenowi, jak pokazują heatmapy, palił się grunt pod nogami. Jego koledzy rozgrywali mozolnie, daleko od Navasa, nieszkodliwie. Wręczali piłkę stoperom albo puszczali Messiego w kolejny slalom.

  Porównanie map aktywności graczy Realu (po lewej) i Barcelony (po prawej). Widoczny 'pożar' w polu karnym ter Stegena [fot. whoscored.com]

Poddanie się osłabionym rywalom i uśmiech losu

Po zejściu Ramosa Barcelona dała się zamknąć na własnej połowie. Gdyby mecz skończył się remisem, a mistrzostwo przepadło – goście mogliby mieć pretensje tylko do siebie.

Do gry powinien wbiec gracz ofensywny (Turan) albo przynajmniej świeże siły (Gomes). Enrique wolał trzymać na placu niezdolnego już biegać Iniestę. Wszystkim wokół brakowało ostrożności. Pilnowanie wyniku się nie udało. Barceloniści pozbyli się piłki i wpatrywali we wrzutki Realu. Takie błędy kosztują. Z pierwszej groźnej sytuacji po wykluczeniu Ramosa robi się 2:2.

Pomiędzy 74. a 89. minutą to Real miał piłkę częściej (51%). Gdy zastanawiam się, czy Barça w ogóle zasłużyła na to zwycięstwo, mam w myślach ten fragment spotkania.

  Po stracie Ramosa Real miał wyższe posiadanie piłki od Barcelony [fot. whoscored]

Drużyna Enrique zagrała w Madrycie bez kontroli, a chwilami bez sensu. Prowadząc 2:1 i kończąc mecz z przewagą liczebną oddała inicjatywę rywalom i w efekcie prowadzenie. Gdyby nie Messi… Barça wygrała „trochę jak Real Madryt” [LINK], skwitował z przekąsem Lucho. Choć taka wygrana wymaga charakteru, to porównanie nie jest dla powodem do dumy dla jego zespołu ani zakochanych w zupełnie innym rodzaju futbolu fanów w Katalonii. Enrique oczywiście o tym wie. Przy okazji wbicia szpilki Realowi dał do zrozumienia swoim piłkarzom, że mieli szczęście, że wygrali.

W fazie sezonu, gdzie każdy gra o coś, rzadko zdarza się okazja przebiec bezkarnie 50 metrów i zakończyć akcję strzałem zawodnika bez krycia.

Brak Ramosa jak brak Neymara

Problemy Barcelony w defensywie pozostały aktualne po osłabieniu rywala. Pod kątem meczów pozostałych do końca sezonu to negatywny sygnał. Real wpadał na połowę Katalończyków z tą samą swobodą w dziesięciu, co w jedenastu.

Z kolei po przyjezdnych nie było widać, że grali bez Neymara – ważna wskazówka taktyczna dla Luisa Enrique. Brazylijczyk bywał ostatnio obciążeniem dla drużyny. Zdarza mu się za długo holować piłkę, co daje czasem korzyść otwarciem przestrzeni na lewym skrzydle, ale częściej wstrzymuje akcje. Po meczu w Madrycie Enrique wie, że jedenastka Barçy nie jest uzależniona od obecności wychowanka Santosu. Pytanie, czy zechce tę wiedzę wykorzystać?

Ney został udanie zastąpiony przez duet Suárez-Alcácer, których głównym zadaniem było robienie miejsca Messiemu. Trzeba zwrócić uwagę na dobry występ byłego piłkarza Valencii. Obok innych zalet jego dyscyplina taktyczna i regularne powroty na własną połowę pomogły drużynie. Gol Jamesa padł po dośrodkowaniu z prawej strony, gdy Paco nie było już na boisku.

Na wyniku Blaugrany nie odbiła się słaba ostatnio postawa Luisa Suáreza. Poprzednią bramkę zdobył sześć występów temu. W niedzielę miał inne obowiązki. Sprowadzenie kosztującego 81 milionów euro napastnika do roli luksusowej wersji Isaaca Cuenki odzwierciedla obecną formę Urugwajczyka. Luźniejszy kalendarz meczów powinien pomóc mu w odzyskaniu goli. W walce o mistrzostwo będą Barcelonie niezbędne.

Sytuacja w rękach Los Blancos

Zgadza się, bilans końcowy tego meczu jest też gorzki dla Realu. Zwłaszcza Zidane’a, który po golu na 2:2 ambitnie ruszył po zwycięstwo zamiast stanowczo cofnąć drużynę. Ambitnie i samobójczo. Francuz nie miał już do dyspozycji zmiany, jednak pole pszenicy, w jakie pognał Roberto, moim zdaniem bardziej obciąża trenera niż nieszczęsnego Marcelo. Ryzyko ZZ było oczywiście racjonalne. Każdy na Bernabéu widział, że co druga wrzutka w „szesnastkę” Barçy pachnie golem. Królewscy podjęli o jedno ryzyko za dużo. Stojąc po drugiej stronie stołu niż przed rokiem na San Siro, Zidane musiał sobie przypomnieć, że rację w piłce mają tylko zwycięzcy.

Utrzymanie remisu przez Real rozstrzygnęłoby kwestię tytułu. Drużynę prowadzącą 2:1 i kończącą mecz z przewagą liczebną uratowała akcja z przypadku w ostatniej chwili. Mimo porażki panem sytuacji pozostaje klub z Madrytu. To Barça musi wygrać wszystko i liczyć na wpadkę rywali.

Na co stać Barcelonę?

Zamroczony niedzielnym ciosem Real zawsze może stracić ligę i przegrać półfinał. Dwumecz z Atlético obciąży fizycznie ekipę Zidane’a, co w rywalizacji ligowej może oznaczać nowe zwroty akcji. Tylko trzeba umieć z tego korzystać. Mecz w Madrycie dobitnie pokazał, że Katalończycy są dziś zespołem mającym wielkie problemy z zamienianiem sprzyjających okoliczności na swoją korzyść.

Końcowy wynik trudno mi uznać za oddający układ sił w tym meczu. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo stanowi dla Barçy idealną syntezę sezonu, w którym wielkie zwycięstwa mieszają się z dotkliwymi porażkami. Czy odniesie komplet zwycięstw w czterech pozostałych meczach ligowych? Gdyby nie chorobliwa zależność od napastników oraz luki w obronie, odpowiedź byłaby łatwiejsza.

Do wyprzedzenia Realu na koniec wyścigu o mistrzostwo Barcelona potrzebuje konsekwencji i płynności gry. Cech, które w ostatnich tygodniach stanowiły mocniejszą stronę jej rywali.

---

Taktycznie: Alba i Roberto ograniczają podatność Barçy na pressing

Wzorem innych ekip, które w ostatnich tygodniach sprawiły trudności Barcelonie, Real od początku chciał wepchnąć ter Stegena z piłką do bramki. Królewscy atakowali wysoko, doskakiwali szybko.

Pierwszy kwadrans – kolejny raz w sezonie – był dla Barçy udręką, ponieważ żaden z jej pomocników nie potrafił przebić się dryblingiem przez ścianę pressingu rywali. Inieście udaje się to coraz rzadziej, Busi nie jest Xavim, a głębokie wycofywanie Messiego zabiera mu paliwo potrzebne pod bramką. Latem Barça musi kupić rozgrywającego o profilu Coutinho, bo paniczne rozgrywanie z ter Stegenem będzie znakiem firmowym drużyny także w kolejnym sezonie. Wypompowany rewanżem z Włochami don Andrés po godzinie nadawał się do zmiany. Przepływ piłki w niedzielę znów był na barkach Leo, którego wspierał wyjątkowo pobudzony Chorwat i obaj boczni obrońcy.

Roberto z Albą to jeden z niewielu plusów Barçy podczas tego szalonego wieczoru. Fenomenalni w kluczowej akcji meczu, dawali dużo więcej. Niewyczerpaną do 92. minuty energią (nic dziwnego, że w środę obaj zasiedli na ławce) i szerokim ustawieniem pod liniami ratowali MAtS-a zmuszonego kilka razy cofać się w strefę goal-line technologii. Więcej kontaktów z piłką od prawego (72) i lewego (64) obrońcy mieli tylko Busi, Iniesta i Messi.

Ustawienie 3-4-3 powinien teraz Enrique zamknąć w butelce i wyrzucić daleko w morze. W Magaluf znajdą ją pijani Anglicy i oddadzą Conte.

Udostępnij:

Komentarze (40)

Gorące tematy