W ciszy stadionu. Szczęśliwe zwycięstwo w Klasyku przywraca walkę o tytuł

Karol Chowański 'Challenger'

28 kwietnia 2017, 21:45

40 komentarzy

Real miał okazję zapewnić sobie mistrzostwo. Nietypowo dla siebie dał jej uciec. Barcelona w ostatniej minucie była pod murem, ale uderzyła w niego głową i wypadło nowe życie. Rezultat końcowy nie oddaje wszystkiego. Patrząc ponad nim widać w grze nowego lidera więcej wad niż powodów do optymizmu. Barça zrobiła wyjątkowo dużo, aby opuścić Bernabéu bez zwycięstwa.

„Liga wróciła”, krzyknęły okładki. I miały rację. Jednak skoro Barça odrobiła straty z PSG, żeby zaraz rozjechało ją Juve, skąd pewność, że wyniku z Realem nie zmarnuje przy pierwszej okazji?

Jedna kwestia jest bezsporna. W niedzielę widzieliśmy pokaz ludzkich fajerwerków. Messi był fantastyczny, a wielki pejzażysta futbolu Sid Lowe poświęcił mu kolejne arcydzieło. Wiedziałem już wcześniej, że jest niezłym piłkarzem. Niestety dla Barçy Leo nie gra na defensywnym pomocniku ani w obronie (choć wszyscy wiemy, że mógłby). Akcją, która zachwyciła cały świat, trudno się zachwycać oglądając cały mecz. Osiem miesięcy po rozpoczęciu sezonu chronienie bramki pozostaje ogromnym problemem Dumy Katalonii. Jeśli ktoś przegapił to w relacji z Bernabéu radzę szybko sięgnąć po „2KC”.

Reakcja Messiego po golu Ramosa w grudniu. Na trafienie Jamesa była taka sama

Po meczu, w którym liczył się tylko wynik, liczy się cała reszta. Chcąc przedłużyć swoje szanse na mistrzostwo, Barcelona musi uszczelnić obronę, „zasejwować” formę Rakiticia i odzyskać Suáreza. Wiem, że po takiej nocy na pierwszy rzut ucha pewne rzeczy brzmią sensacyjnie, ale wydarcie zwycięstwa w Madrycie może być tą łatwiejszą częścią barcelońskiego planu zdobycia Ligi.

Ostatnia Osasuna nie była żadnym zagrożeniem, miłe samopoczucie po niedzieli mogło tylko pomóc. Przewidywalny efekt: duże lanie. Wyjazdowe derby z Espanyolem i podjęcie odrodzonych na Calderón [LINK] marzeń Villarrealu o Lidze Mistrzów to inna kategoria wyzwań. W prowincji Guipúzcoa też myślą o Europie. Eibar powalczy do końca.

Ter Stegen wypchnięty pod autobus

Każdy ma swoją ulubioną piłkarską statystykę. Przywiązanie do jednej to błąd. W życiu trzeba być elastycznym. Tym razem największe znaczenie miała dla mnie liczba „12”. Tyle razy na Bernabéu interweniował niemiecki bramkarz.

Jeśli w meczu tak wyrównanych drużyn jedna ma tuzin okazji bramkowych, zdobywa dwa gole i trafia w poprzeczkę, to dużo mówi o obronie tych drugich. Dużo złego. Gospodarze oddali w sumie dwadzieścia dwa strzały. Wynik pasujący do starcia z beniaminkiem. Defensywa Katalończyków była dziurawa, jak… w Vigo, Manchesterze, Paryżu, Máladze i Turynie.

Real miał zespół, a Barça indywidualności

Ostrzał ter Stegena, częstotliwość ataków i dośrodkowań oddają przewagi madrytczyków. Ich akcje spójnie się zazębiały, a piłka na połowie Barçy momentami krążyła jak po sznurku. Inną ciekawą wartością z niedzieli jest wskaźnik udanych dryblingów. Real miał trzynaście, Barca: dwadzieścia sześć. Gracze Zidane’a częściej nękali obronę rywali, choć zdecydowanie rzadziej sięgali po drybling. To pomaga ocenić, kto w niedzielny wieczór grał zespołowo, a kto zdał się na liderów.

Spośród decydujących sytuacji Barçy żadna nie była zasługą drużynową. Przyciągający pomeczową uwagę Sida i Grahama Messi jest tylko jednym z przykładów. Rakieta Rakiticia, główka Piqué wywalczona w lesie rywali, galop Roberto – to same przebłyski indywidualne. Wyższe posiadanie Barcelony (57,5%) nad rywalem (42,5%) stanowi jedynie statystyczną zmyłkę. Ter Stegenowi, jak pokazują heatmapy, palił się grunt pod nogami. Jego koledzy rozgrywali mozolnie, daleko od Navasa, nieszkodliwie. Wręczali piłkę stoperom albo puszczali Messiego w kolejny slalom.

Porównanie map aktywności graczy Realu (po lewej) i Barcelony (po prawej). Widoczny 'pożar' w polu karnym ter Stegena [fot. whoscored.com]

Poddanie się osłabionym rywalom i uśmiech losu

Po zejściu Ramosa Barcelona dała się zamknąć na własnej połowie. Gdyby mecz skończył się remisem, a mistrzostwo przepadło – goście mogliby mieć pretensje tylko do siebie.

Do gry powinien wbiec gracz ofensywny (Turan) albo przynajmniej świeże siły (Gomes). Enrique wolał trzymać na placu niezdolnego już biegać Iniestę. Wszystkim wokół brakowało ostrożności. Pilnowanie wyniku się nie udało. Barceloniści pozbyli się piłki i wpatrywali we wrzutki Realu. Takie błędy kosztują. Z pierwszej groźnej sytuacji po wykluczeniu Ramosa robi się 2:2.

Pomiędzy 74. a 89. minutą to Real miał piłkę częściej (51%). Gdy zastanawiam się, czy Barça w ogóle zasłużyła na to zwycięstwo, mam w myślach ten fragment spotkania.

Po stracie Ramosa Real miał wyższe posiadanie piłki od Barcelony [fot. whoscored]

Drużyna Enrique zagrała w Madrycie bez kontroli, a chwilami bez sensu. Prowadząc 2:1 i kończąc mecz z przewagą liczebną oddała inicjatywę rywalom i w efekcie prowadzenie. Gdyby nie Messi… Barça wygrała „trochę jak Real Madryt” [LINK], skwitował z przekąsem Lucho. Choć taka wygrana wymaga charakteru, to porównanie nie jest dla powodem do dumy dla jego zespołu ani zakochanych w zupełnie innym rodzaju futbolu fanów w Katalonii. Enrique oczywiście o tym wie. Przy okazji wbicia szpilki Realowi dał do zrozumienia swoim piłkarzom, że mieli szczęście, że wygrali.

W fazie sezonu, gdzie każdy gra o coś, rzadko zdarza się okazja przebiec bezkarnie 50 metrów i zakończyć akcję strzałem zawodnika bez krycia.

Brak Ramosa jak brak Neymara

Problemy Barcelony w defensywie pozostały aktualne po osłabieniu rywala. Pod kątem meczów pozostałych do końca sezonu to negatywny sygnał. Real wpadał na połowę Katalończyków z tą samą swobodą w dziesięciu, co w jedenastu.

Z kolei po przyjezdnych nie było widać, że grali bez Neymara – ważna wskazówka taktyczna dla Luisa Enrique. Brazylijczyk bywał ostatnio obciążeniem dla drużyny. Zdarza mu się za długo holować piłkę, co daje czasem korzyść otwarciem przestrzeni na lewym skrzydle, ale częściej wstrzymuje akcje. Po meczu w Madrycie Enrique wie, że jedenastka Barçy nie jest uzależniona od obecności wychowanka Santosu. Pytanie, czy zechce tę wiedzę wykorzystać?

Ney został udanie zastąpiony przez duet Suárez-Alcácer, których głównym zadaniem było robienie miejsca Messiemu. Trzeba zwrócić uwagę na dobry występ byłego piłkarza Valencii. Obok innych zalet jego dyscyplina taktyczna i regularne powroty na własną połowę pomogły drużynie. Gol Jamesa padł po dośrodkowaniu z prawej strony, gdy Paco nie było już na boisku.

Na wyniku Blaugrany nie odbiła się słaba ostatnio postawa Luisa Suáreza. Poprzednią bramkę zdobył sześć występów temu. W niedzielę miał inne obowiązki. Sprowadzenie kosztującego 81 milionów euro napastnika do roli luksusowej wersji Isaaca Cuenki odzwierciedla obecną formę Urugwajczyka. Luźniejszy kalendarz meczów powinien pomóc mu w odzyskaniu goli. W walce o mistrzostwo będą Barcelonie niezbędne.

Sytuacja w rękach Los Blancos

Zgadza się, bilans końcowy tego meczu jest też gorzki dla Realu. Zwłaszcza Zidane’a, który po golu na 2:2 ambitnie ruszył po zwycięstwo zamiast stanowczo cofnąć drużynę. Ambitnie i samobójczo. Francuz nie miał już do dyspozycji zmiany, jednak pole pszenicy, w jakie pognał Roberto, moim zdaniem bardziej obciąża trenera niż nieszczęsnego Marcelo. Ryzyko ZZ było oczywiście racjonalne. Każdy na Bernabéu widział, że co druga wrzutka w „szesnastkę” Barçy pachnie golem. Królewscy podjęli o jedno ryzyko za dużo. Stojąc po drugiej stronie stołu niż przed rokiem na San Siro, Zidane musiał sobie przypomnieć, że rację w piłce mają tylko zwycięzcy.

Utrzymanie remisu przez Real rozstrzygnęłoby kwestię tytułu. Drużynę prowadzącą 2:1 i kończącą mecz z przewagą liczebną uratowała akcja z przypadku w ostatniej chwili. Mimo porażki panem sytuacji pozostaje klub z Madrytu. To Barça musi wygrać wszystko i liczyć na wpadkę rywali.

Na co stać Barcelonę?

Zamroczony niedzielnym ciosem Real zawsze może stracić ligę i przegrać półfinał. Dwumecz z Atlético obciąży fizycznie ekipę Zidane’a, co w rywalizacji ligowej może oznaczać nowe zwroty akcji. Tylko trzeba umieć z tego korzystać. Mecz w Madrycie dobitnie pokazał, że Katalończycy są dziś zespołem mającym wielkie problemy z zamienianiem sprzyjających okoliczności na swoją korzyść.

Końcowy wynik trudno mi uznać za oddający układ sił w tym meczu. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo stanowi dla Barçy idealną syntezę sezonu, w którym wielkie zwycięstwa mieszają się z dotkliwymi porażkami. Czy odniesie komplet zwycięstw w czterech pozostałych meczach ligowych? Gdyby nie chorobliwa zależność od napastników oraz luki w obronie, odpowiedź byłaby łatwiejsza.

Do wyprzedzenia Realu na koniec wyścigu o mistrzostwo Barcelona potrzebuje konsekwencji i płynności gry. Cech, które w ostatnich tygodniach stanowiły mocniejszą stronę jej rywali.

---

Taktycznie: Alba i Roberto ograniczają podatność Barçy na pressing

Wzorem innych ekip, które w ostatnich tygodniach sprawiły trudności Barcelonie, Real od początku chciał wepchnąć ter Stegena z piłką do bramki. Królewscy atakowali wysoko, doskakiwali szybko.

Pierwszy kwadrans – kolejny raz w sezonie – był dla Barçy udręką, ponieważ żaden z jej pomocników nie potrafił przebić się dryblingiem przez ścianę pressingu rywali. Inieście udaje się to coraz rzadziej, Busi nie jest Xavim, a głębokie wycofywanie Messiego zabiera mu paliwo potrzebne pod bramką. Latem Barça musi kupić rozgrywającego o profilu Coutinho, bo paniczne rozgrywanie z ter Stegenem będzie znakiem firmowym drużyny także w kolejnym sezonie. Wypompowany rewanżem z Włochami don Andrés po godzinie nadawał się do zmiany. Przepływ piłki w niedzielę znów był na barkach Leo, którego wspierał wyjątkowo pobudzony Chorwat i obaj boczni obrońcy.

Roberto z Albą to jeden z niewielu plusów Barçy podczas tego szalonego wieczoru. Fenomenalni w kluczowej akcji meczu, dawali dużo więcej. Niewyczerpaną do 92. minuty energią (nic dziwnego, że w środę obaj zasiedli na ławce) i szerokim ustawieniem pod liniami ratowali MAtS-a zmuszonego kilka razy cofać się w strefę goal-line technologii. Więcej kontaktów z piłką od prawego (72) i lewego (64) obrońcy mieli tylko Busi, Iniesta i Messi.

Ustawienie 3-4-3 powinien teraz Enrique zamknąć w butelce i wyrzucić daleko w morze. W Magaluf znajdą ją pijani Anglicy i oddadzą Conte.

Powiązane artykuły

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Dla ludzi, twierdzących, że świadomym wyborem jest rozgrywanie piłki przez bramkarza pod presją, chciałbym zwrócić uwagę na poniższe filmiki :
[Zobacz link: https://www.youtube.com/watch?v=kGuSPsCMW7o]
[Zobacz link: https://www.youtube.com/watch?v=M7INnQGoBkE]

Teraz pytanie konkursowe - znajdź 4 różnice w porównaniu do dzisiejszej gry. :)

Odpowiedzi drogą listowną...
A poważnie -
Warto zwrócić uwagę na 3 rzeczy właśnie -
1. tempo przemieszczania się piłki.
2. tempo przemieszczania się zawodników bez piłki w ataku
3. fakt, że nawet podanie wycofujące, jest kierowane tak, by zawodnik je otrzymujący stał przodem do kierunku ataku i mógł wykonać podanie przyspieszające atak, przenoszące go w "swobodniejszy" sektor boiska.
4. kolejny fakt - zawodnik z piłką, ma co najmniej 2 opcje do rozegrania, a często więcej.

Ostatnia rzecz jako bonus - zobaczcie, że nawet w gąszczu przeciwników, zawodnik nie przyjmuje piłki, tylko od razu odgrywa i nawet jesli atak jest przeprowadzany 3-4 graczy na 8 rywali, to jest płynny, bez momentów w których gracze Barcy najpierw rozpaczliwie muszą opanowywać trudne podanie, by potem odegrać bezpiecznie, bo nie ma czasu się rozejrzeć.
To właśnie jest defensywne posiadanie, w ułamku sekundy zmieniane w atak. Nie ryzykujemy straty, ale czyhamy na otwarcie się stref, w które wbiegną nasi zawodnicy by strzelić gola, a dzięki ruchliwości ataku, jest takich możliwości sporo.
Wiem że na drużyny grające 9 obrońców, trudno było znaleźć momentami sposób, bo nie wychodziły do krycia, ale to sposób idealny na te, grające z nami pressingiem. Jakość ataku mamy taką, że przy dobrym dostarczeniu piłki Suarez, Neymar, Messi poradzą sobie w końcu i z 9 obrońcami w tłumie. Muszą tylko wiedzieć, że ktoś im co parę minut zagra tą dopieszczoną piłkę z pomocy.

Karolu Chowański 'Challenger',
Usuń post, wytrzeźwiej, wróć i napisz od nowa.

Powinniśmy być zadowoleni, że skoro jest tak źle, to i tak jest dobrze. Wszyscy płaczą że nie mamy ławki i wszyscy zachwycają się ławką Realu. Wszyscy płaczą na Gomesem i zachwycają się Isco. I tak dalej. A mimo tego że gramy najgorszy sezon od lat, a Real dla wielu jest taki cudowny, to w najgorszym przypadku przegramy z nimi tytuł o 3 punkty, bo nie wierzę żebyśmy do końca coś stracili. Powiem więcej, wierzę w to że jak Zidane będzie grał swoim once de gala, to Barca będzie mistrzem.

Ja powiem tak : do konca sezoni mamy 5 meczow - w zadnym z nich przeciwnik nie jest swiatowej klasy : sa lepsze i gorsze druzyny, ale nie ma tam Atleti, Sevilli czy druzyn z LM. Styl w tej chwili nie jest wazny, problemy w obronie, pomocy... To wszystko nie bedzie mialo znaczenia : mozemy wygrac te mecze pomimo tego - jezeli wpadnie nam dublet (bo mam nadzieje ze PK nie damy sobie wydrzec) to bedzie to wspaniale zakonczenie slabego sezonu. Juz nie czas martwic sie tym czy tamtym - trzeba dograc te mecze, ktore jak mowilem nie sa z ultramocnymi rywalami. Potem nastapia zmiany i zobaczymy co bedzie w przyszlym roku:)

Z autorem tego tekstu Panem Karolem Chowańskim nie zgodzę się z waznymi względami. A mianowicie :

1. Real nie oddał 22 strzałow tylko miał 22 sytuacje bramkowe z czego 14 zakończyły sie strzałami co jest róznicą. I moim zdaniem nie jest to przygniatająca ilość przy 16 sytuacjach Barcelony zakończonych 9strzałami. Dodam, że kilka tych sytuacji to strzały oddane gdzies w trybuny głównie przez Ronaldo co zmniejsza jeszcze zagrozeniową ilosc tych sytuacji ( zawodnicy Barcy nie oddawali bezsennsownych strzałów). Jeśli chodzi natomiast o liczbę nie wykorzystanych 100% sytuacji to Barcelona miała ich 2x wiecej, bo tu Suarez, Paco, Pique, i jeszcze Messi na koniec pierwszej połowy. A Real miał tylko główkę Benzemy i strzał z 5metrów Ronaldo. Dodając do tego te wg autora tekstu "iluzorycznie" większe posiadanie piłki przez Barcelonę to jednak wydaje mi się że to raczej Barcelona była lepsza w tym meczu i wynik 3-2 idealnie odzwierciedla przebieg meczu a nie jak to Pan pisze jest szczęsliwy (czyt fartowny) dla Barcelony. Dodam jeszcze że ten pożar w polu karnym ter stegena (na obrazku) wynika jak to napisał wczesniej inny kibic przedemną z czestej wymiany pilek pomiędzy obroncami Barcelony i Ter stegenem a nie az takiej czestej obecnosci zawodników Realu madryt a tym samym koniecznoscia ich krycia przez obronców Barcelony.
2. Co do Neymara to fakt ma ostatnio słabszy okres (chociaz z Juve zagrał nie żle) ale to nie znaczy żeby juz pisać ze on jest obciazeniem dla Barcy i napewno Paco Alcacer nie jest lepszą alternatywą dla Barcy niz wystawienie Neymara.

Faktem natomiast jest, że Barcelona od momenty gry w przewadze po prostu siadła i zamiast dobic przeciwnika czekała az mecz sam sie wygra co ją pokarało. Ale ta gra w przewadze i Bramke na 2-2 straciłą dopiero w ostatnim kwadransie a do tego czasu była moim zdaniem lepsza. Może nie wyraznie ale no troche lepsza.

Komentarz usunięty przez użytkownika

konto usunięte

Ten "pożar" wynika z tego, że Barca często gra z bramkarzem, a nie z tego, że Real siedział cały mecz w "szesnastce" Barcy. Podejrzewam, że dla każdego meczu Barcy ten obszar będzie wyraźniejszy, niż u przeciwnika.

Kolor prawdopodobnie jest funkcją posiadania piłki przez drużynę oraz być może liczby podań/kontaktów z piłką danego zawodnika, ewentualnie jeszcze jakiejś zmiennej, ale trzeba by się trochę bardziej wgryźć, żeby rozszyfrować ten algorytm dokładnie.

Co macie w glowie piszac, ze Neymar jest obciazeniem, a Paco nagle geniuszem pilkarskim, pod wplywem sie nie pisze artykulow ;/

bzdury.... Barca jest Barca a pilka pilka i nie wszystko da sie zawsze konrtolowac ani byc tak madry na boisku jak wszyscy Ci znawcy po meczach... to tak jak u buchmachera kazdy madry po meczu..... Trzeba grac w pilke na jakims poziomie a potem troche potrenowac zeby takie rzeczy wypisyawac... Pozdro dla prawdziwych kibicow

Z tym że Neymar jest ostatnio obciążeniem i że Paco godnie go zastąpił to troszkę przesadzone i z tym się nie zgodzę

Fajnie popierane tezy statystykami, to się może podobać :)

Przykro to mówić,ale jeśli chodzi o triumf w la liga,to pozostała nam już tylko wiara.
Wierzę ,że mój ukochany klub po raz kolejny (po remontadzie z PSG,po triumfie w El Classico),zagnie czasoprzestrzeń,wprawi mnie w bezgraniczne zdumienie i wygra La Ligę.Wierzę !
Ale poza wiarą coraz bardziej brakuje mi racjonalnych argumentów,brakuje mi siły DRUŻYNY i koncepcji trenera.
Pamiętam z przeszłości, finał LM z MaNu,pamiętam dlatego,że nawet przez chwilę nie wątpiłem tak jak nie wątpili gladiatorzy z tamtej BARCY.A przecież wtedy też nie wszyscy nasi idole byli wirtuozami piłki ,że wspomnę tylko Valdesa :P.
Ale różnica podstawowa między tamtą a dzisiejszą drużyną,to brak wiary we własne siły BARCELONY jako TEAMu,gdzie jeden za drugiego skakał w ogień.
Według mnie mści się na nas ,brak takich zawodników jak Xavi,Eto'o,Puyol.
Oddałbym wszystko za powrót Carlesa.
Bo w wielkiej piłce,oprócz umiejętności stricte piłkarskich,coraz bardziej decydują właśnie zaangażowanie,motywacja i pasja.A bez większego wkładu wychownków z La Masji raczej o te cechy będzie coraz trudniej.
Obym się mylił.
VeB !

Zwycięstwo było nagrodą od losu, który ukarał Real za brutalną próbę eliminacji Messiego.

Wystarczy pomyśleć, co by się stało, gdyby po tym co zrobił rzeźnik Marcelo, nie był on w stanie grać dalej. To byłaby egzekucja. Bez Argentyńczyka, ten zespół nie istnieje. O zgrozo !

Jak można było z wielkiej drużyny zrobić taki zlepek cienkich bolków, którzy przestali trenować i grają tylko dla pieniędzy. Neymar, Suarez, Rakitić, Pique - zerwać wielomilionowe kontrakty i natychmiast out !
Gomes, D.Suarez - do rezerw.

Bardzo mądry artykuł..

lubię artykuły gdzie autor stąpa po ziemi i argumentuje swoje wywody statystykami. Chociaz mowic o szczesciu to troche za duzo, mamy indywidualnosci, na nich polegamy,wiec to ,ze akurat dzieki nim wygralismy z realem nie powinno dziwic. Problem w tym ,ze kiedy indywidualnosci maja slabszy mecz to wlasnie wtedy przegrywamy:

Przyznam się szczerzę że nie spodziewałem się takiego artykułu to na stronie piętnującego naszą grę pomimo zwycięstwa. Geniusz Messiego i ta bramka w ostatniej minucie przysłoniły trochę obraz tego meczu, również mi muszę się przyznać. Ale oglądając ten mecz na spokojnie po dwóch czy trzech dniach byłem lekko zaniepokojony jak wyglądaliśmy w tym meczu. Dla mnie było nie pojęte jak taka drużyna jak Barca grając ostatni kwadrans w przewadze jednego zawodnika mogła mieć mniejsze posiadanie piłki i pozwalać rywalowi na dochodzenie do sytuacji.
Barca którą znam by zamknęła rywala w jego polu karnym i sunęła atak za atakiem. Naprawdę mieliśmy wiele szczęścia w tym meczu i wielkiego jak dla mnie Ter Stegena. To on nam utrzymał ten mecz. 12 parad robi wrażenie.
Jeszcze raz wielki szacunek za obiektywne podejście do oceny ostatniego el clasico.

Kiedy Real mial poprzeczke? Chyba ze mowisz o slupku Ramosa - ale wtedy i tak padla bramka

I właśnie z podanego powodu uważam, że czas Rakiticia w Barcelonie dobiega końca. Ma za duże braki techniczne i nie ma tego błysku. Zwyczajnie brakuje mu umiejętności. Jak zadaję sobie pytanie:"Kto jest liderem Barcy, to nie ma odpowiedzi. Messi, Neymar, Iniesta? Może cała trójka. Kiedyś na takie pytanie można było odpowiedzieć Xavi bez zastanowienia. Jeżeli Barca chce grać jak Barca to musi sprowadzić rozgrywającego. Roberto jest świetny, ale myślę, że on zajmie pozycję Iniesty. Jak dla mnie tylko Verratti i Eriksen wchodzą w grę, jeśli chodzi o rozgrywającego.

Muszę przyznać że zgadzam się nawet z każdym przecinkiem tego artykułu. Czysta prawda w każdym słowie.

szczesliwa? barca byla w tym meczu lepsza szczesliwie to real zremisowal na camp nou gdzie przez 90 min zrobili jedna akcje.

Nawet mimo naszego zwycięstwa w klasyku potrzebujemy dużej pomocy od "losu", nie wystarczy, że Real zremisuje, oni muszą przegrać. Mało tego, my musimy wszystko wygrać a nasza forma to loteria jak wyniki w polskiej Ekstraklasie.

konto usunięte

Już nie przesadzajcie z tym szczęśliwym zwycięstwem bo zasłużyliśmy na wygraną w stu procentach. Ten mecz powinien być zamknięty do 70 minuty tylko skuteczność była tragiczna. Szczęśliwie to Real mógł zremisować. W naszym przypadku oliwa sprawiedliwa.