Siła pressingu przywraca Barçy stabilność przynajmniej na boisku [felieton]

Karol Chowański 'Challenger'

13 września 2017, 11:30

65 komentarzy

Do zapaści Valencii zdążono się przyzwyczaić, więc niedawny rezultat zaskoczył nie tylko bukmacherów. W remisie Los Che na Bernabéu kolejkę temu liczyło się więcej niż wynik. „Stracili dwa punkty, lecz odzyskali drużynę”, pisały lokalne gazety. „Dwa lata na to czekaliśmy”, dodał Cayetano Ros.

Najważniejszym dla mnie z licznych problemów, na jakie cierpiała FC Barcelona w ostatnich miesiącach kadencji Luisa Enrique, była erozja chęci do gry. Piłkarzom brakowało zaangażowania, konsekwencji, zespołowości. Radości.

Spotkanie Juventusu na tak wczesnym etapie sezonu stanowi świetną wiadomość dla ekipy z Camp Nou. Dobry rezultat z finalistą – w obecnej sytuacji klubu i drużyny będzie nim remis – natchnie Katalończyków na kolejne tygodnie. Barça przegrała wiosną w każdym aspekcie gry, taktycznie i mentalnie. Luzacka postawa Włochów na Camp Nou bez najmniejszego zamiaru zdobycia goli (okazje mieli i tak, podarowane przez gospodarzy) nie pasowała do rangi ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Barça nie gra dziś o wynik, lecz coś dużo ważniejszego. Chodzi o odzyskanie poczucia własnej wartości.

Poza chęcią szczerą Katalończycy podchodzą do rewanżu z niedawnym oprawcą wyposażeni w solidne argumenty piłkarskie. Choć sezon nie dotarł jeszcze do żłobka, pewne rzeczy widać już teraz. To będzie bardzo interesujący mecz.

Dwa lata czekania

Doceniam kolejne wyczyny strzeleckie Messiego. Widzę świetną formę Semedo. Forma stoperów, jak w minionych sezonach (i Superpucharze), pozostawia wiele do życzenia, przez co smakowity na pierwsze spojrzenie zerowy bilans bramkowy trzech kolejek biorę ze sceptycznym dystansem. Jednak wszystko, co najciekawsze w ligowym rozpędzie Barcelony – dzieje się w środku pola; i to mimo faktu, że Iniesta z Busquetsem dalej wyglądają na zardzewiałych.

Barcelona znów biega. Dzięki temu pokonała dobrze zorganizowany i zawsze zadziorny Espanyol oraz załogę autobusu z Alavés. Baskowie byli jedną z przeszkód, o którą Barça najboleśniej poturbowała się w zeszłym sezonie. Tym razem w Vitorii wyglądała spójnie i konsekwentnie. Liche 15 tysięcy widzów na Mendizorrotzie widziało, że mecz nie miał nic wspólnego z bezradną postawą Katalończyków w porażce 1:2 u siebie rok temu. Przeciwko sąsiadom z El Prat bordowo-granatowi powtórzyli tę samą intensywność. Zagrali tak, że rywalom odechciało się nawet fauli na Messim i spółce. Dla Espanyolu to rezygnacja z największej przyjemności w meczach z Barçą.

Na stadionie Valencii dwa lata czekano na drużynę. Kawałek na północ – na powrót pressingu.

Potęga pressingu

Ernesto Valverde obiecywał, że zwróci Barcelonie piłkę. Na razie się z tego wywiązuje, o czym świadczą wskaźniki posiadania w każdej z trzech kolejek.

Na podstawie Eurosport.com

Sięgam po te liczby dla uświadomienia, że momenty straty posiadania przez odrodzonych podopiecznych Valverde były rzadkie, lecz w każdym z nich natychmiast doskakiwali do rywali, aby odzyskać straconą własność i przejść do akcji ofensywnej. Byli jak wataha wilków, kolektywnie okrążająca przeciwnika, odcinająca mu ścieżki łatwych podań, zmuszająca do błędów. Wokół jednego rywala z piłką pojawiało się dwóch lub trzech barcelonistów ograniczających mu możliwości do ryzyka lub kopnięcia w aut. Widząc nadciągające bordowe koszulki rywal najpierw tracił głowę, potem piłkę.

Opis ten w różnym stopniu charakteryzuje wyzwania tego sezonu. Dwumeczem z Realem rządził jeszcze chaos, a błędy indywidualne Piqué, Umtitiego i Busquetsa okazały się kiepskim sojusznikiem drużyny. Madryt nie musiał się spocić, aby pokonać Katalończyków w takiej formie. W meczu z Betisem pomógł gol samobójczy, w moim odczuciu był to typowy mecz, który jednej z drużyn ułożył się szczęśliwiej. Jednak spokój w II połowie z Andaluzyjczykami i zachowane do końca czyste konto stanowiły już krok w dobrą stronę. Podróż do Kraju Basków obok przebiegu derbów przyniosły pierwsze mocne sygnały przemiany. Jeśli podopieczni Valverde utrzymają ten sam rytm gry, co w dwóch ostatnich meczach – Włochów czeka trudniejsze wyzwanie niż wiosną.

Co jasne, techniczne umiejętności każdego z trzech dotychczasowych przeciwników w lidze są ograniczone. Mimo to wstępne efekty pracy Valverde już teraz budzą moje uznanie. Tej drużynie bardzo brakowało wysokiej powtarzalności w skuteczności pressingu, ten element zapoczątkował rozstrój pozostałych aspektów gry. Jeśli Barcelona chce liczyć na zdobycie czegoś dużego w tym sezonie, musi zacząć od „odzyskania” pressingu.

Wszyscy na pokład

Od wydajnego pressingu całej drużyny zaczyna się geneza sukcesu Barçy Guardioli i pierwszego sezonu Enrique. Zasada „pięciu sekund” Pepa – w tym czasie należy odzyskać piłkę po jej stracie – była silnie widoczna w grze zespołu zarówno przeciw Alavés, jak i Espanyolowi. Nie brakowało momentów, kiedy piłka wracała do Katalończyków dwukrotnie szybciej.

Pressing dużej liczby piłkarzy o wysokim nasileniu zawsze wymaga wysokiej kultury piłkarskiej trenera i jego zawodników, dobrej organizacji oraz wybornej kondycji fizycznej. Jednocześnie, nie mam żadnych wątpliwości, jego wydajność zależy od zaangażowania. Drużyna, która z dowolnego powodu nie stanowi jedności, nie odniesie sukcesu w walce o szybki odbiór piłki.

Koronkowa akcja bramkowa stanowi w mniejszym stopniu system naczyń połączonych niż skuteczny pressing. Koniec końców, każda zależy przecież od celności strzału jednego piłkarza.

Mentalność „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” była kluczowym elementem największych sukcesów FC Barcelony ostatnich lat. Ponieważ klub nie ma i nie chce mieć w składzie potężnie zbudowanych, wysokich defensorów, jest realnie zmuszony do bronienia całym zespołem, aby trzymać zero z tyłu – zwłaszcza przeciwko krajowej i europejskiej czołówce. W barcelońskim systemie gry każde wypadnięcie jednego z ogniw siatki pressingu przynosi dotkliwsze skutki niż w innych drużynach, gdyż słabsi fizycznie barceloniści częściej ulegają napastnikom rywali w sytuacjach jeden na jednego. Mnogość sytuacji sam na sam z bramkarzem przeciw Barcelonie też nie stanowi przypadku. Wynika z systemu gry „Dumy Katalonii”, nasila się zawsze, gdy wysoko ustawieni środkowi i boczni obrońcy są zawodzeni przez obijających się w pressingu kolegów. Ostatnie dwa lata są galerią takich obrazków; podobnie jak kończone golami kontry Realu w Superpucharze. O tak, powrót do etosu pressingu nigdy nie daje natychmiastowych efektów.

Haruje się chętniej, gdy przykład idzie z góry

Pod pewnymi względami mistrzostwa szkoły nie różnią się od finału Ligi Mistrzów. Możesz wyjść na boisko naładowany dobrą energią i gotów dać za zespół całe swoje serce, ale jeśli zaangażowanie gry kolegi obok zostało w domu – drużyna poniesie klęskę. Jeśli inni nie robią tego samego, ochota do poświęceń mija, a bieganie po każdą piłkę staje się bez sensu.

Zupełnie jak przeciw Alavés, pressing, jaki widzieliśmy w sobotę, stanowił znakomity przykład łatwości, jakiej nabiera futbol pod stopami utalentowanych piłkarzy, kiedy w każde z naczyń nie zachowuje szczelność. Na twarzach graczy Espanyolu było widać pełne zaskoczenie sytuacją, przebiegiem meczu. Tak systematyczne i zdecydowane naciskanie rywali po stracie piłki wygląda jak by było efektem pracy choreografa. W pewnym sensie tak jest. Bramki, zwłaszcza pod koniec meczu, wyglądały jak by padały same, ale to nieprawda. Stanowiły efekt ciężkiej pracy drużyny przez całe 90 minut. Kto nie wierzy na słowo, zawsze może obejrzeć ten pojedynek jeszcze raz.

Choć najwięcej pochwał za ostatnie mecze w dziedzinie oddania drużynie słyszą inni – mam na myśli Albę, Umtitiego, niezmordowanego Semedo, Rakiticia, Busquetsa oraz maksymalnie zdyscyplinowanego Deulofeu – wszystko, co najlepsze w Barcelonie znów utożsamia Messi. Niechęć zawodnika lub rezygnacja trenera sprawiły, że w ciągu obu ostatnich sezonów Leo ekstremalnie rzadko angażował się w defensywę (w odróżnieniu od Neymara i Suáreza). To nie jest jego zadanie i nigdy nie było, ale argentyński magik też umie to robić, wiemy to wszyscy aż za dobrze. A tu proszę, Messi-obrońca wrócił, i to w najmniej spodziewanym momencie. Pognał w 45-metrowy pościg za rywalem, gdy na tablicy z Alavés był wynik 2:0 i 91. minuta. Pomyślcie, jak wpływa to na drużynę. To samo z Espanyolem – Baptistao rusza do ataku (21’) i napotyka Messiego.

Jeśli inni piłkarze widzą swojego lidera harującego dla zespołu, to jak łyk paliwa rakietowego na cały mecz. Skoczą za nim w ogień. Wspominają o tym w wywiadach. Kolejne podobieństwo drużyny szkolnej do tej najlepszego piłkarza świata.

---

Powrót z zaświatów klubu z Mestalla powinien cieszyć każdego sympatyka La Liga. W takich chwilach zawsze będę z Valencią, bo hiszpańska piłka potrzebuje silnych „Nietoperzy”. Po meczu z Madrytem zapytano trenera Marcelino,  czy w przebiegu meczu z Realem widać już jego DNA. „Nie znam mojego DNA”, odparł. „Ale na pewno widać, że ciężko pracujemy”.

Po miesiącu w wykonaniu Ernesto Valverde to samo można powiedzieć o Barcelonie.

[Artykuł ukazał się przed meczem z Juventusem]

Powiązane artykuły

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Świetny tekst. Dwa uzupełnienia mi się cisną na klawiaturę -
"Od wydajnego pressingu całej drużyny zaczyna się geneza sukcesu Barçy Guardioli"
To jest, rzekłbym jedna z 4 w ogóle i 1 z 2 tylnych łap, kudłatego psa, zwanego "sukces" w Barcelonie.
Pressing w jedną stronę i wyjście spod niego w drugą. Jeśli te dwie rzeczy funkcjonują, to przednie łapy mogą słabo działać, a meczu i tak zwykle nie przegrywamy.
To umiejętność wychodzenia Barcy spod pressingu, wiążąca się z tymi samymi atrybutami co samo zakładanie pressingu - ZAANGAŻOWANIEM, byciem pod grą, pokazywaniem się na pozycjach, kompaktowością zespołu w każdej fazie meczu, sprawiła, że przeciw teamowi Pepa nieliczne drużyny nawet pressing próbowały zakładać.
Wiem, że być może najtrudniejszym zadaniem jest znalezienie balansu, między cofnięciem na tyle wielu graczy do pomocy w wyjściu spod pressingu, a zostawieniem kogoś, by mógł szybko coś zrobić z piłką, kiedy się ten pressing rywala minie, ale to już zadanie trenera.
Te dwie przednie nogi, tak dla zaspokojenia ewentualnej ciekawości, to wedle mojej opinii - kreatywność ataku (ruchliwość, dobór zajmowanych pozycji względem kolegów, otwieranie linii podań swoim ruchem, wybieganiem w dobrym momencie na pozycję do otrzymania prostopadłej piłki). oraz skuteczność w wykorzystaniu okazji (z reguły Barca jest w tym bardzo dobra - nie oddaje nie przygotowanych strzałów, a kończący strzałem zawodnicy, mają wysokie odsetki celnych/oddanych i goli/celnych). Jeśli wszystko zagra, jest super i niemal zawsze wysoko wygrywamy. Kiedy jedna z "nóg" tej gry kuleje, to lepiej żeby to była jedna z przednich. z moich obserwacji.

"Ponieważ klub nie ma i nie chce mieć w składzie potężnie zbudowanych, wysokich defensorów,"
Tu z kolei mi się wydaje, że to nie do końca tak. Klub co okno transferowe, czyni z poparciem lub bez, aktualnego trenera, kroki, by takich wysokich/silnych/dobrze czujących się w powietrzu, znaleźć i to nie tylko ŚO ale na różne pozycje.
Problemy sa dwa - styl Barcy wymusza od zawodników poleganie na zwrotności, panowaniu nad piłką w pierwszym maks w drugim kontakcie, często w połączeniu z opanowaniem trudnych piłek. Niżsi gracze mają prościej dzięki niskiemu środkowi ciężkości. Nawet gdyby przymknąć oko, na Gomesa, który Busquetsem nigdy nie będzie, ze względu właśnie na to, ze wychowanek Barcy choć wysoki, to te atrybuty ma na poziomie pewnie niedoścignionym dla 95% pomocników defensywnych. Rzeczony Gomes mimo że poprawny technicznie, nigdy nie będzie potrafił przyjmując piłki, patrzeć gdzie drugim dotknięciem musi ją skierować.
Jedyne czego żałuję, ze Gomes nie został sprzedany, bo znalazłoby się miejsce dla Sampera. Pamiętam jak oczarował mnie swoją grą w presezonie. Nie jakimiś fajerwerkami, ale inteligencją, czytaniem gry i decyzjami. Busquets od tego zaczynał, tylko miał zaufanie Pepa. Samper też takiego potrzebuje.
Inna sprawa, ze chyba bardziej niż Gomes, szanse na pozostanie, przekreśliło mu przyjście Paulinho i choć nie znam go zbyt dobrze, a z charakterystyki sądząc, to jest właśnie ów wzrost, siła na jedynej możliwej pozycji - gdzieś między 4/6, na której jeszcze to może zdać egzamin.
Kolejne próby dodania siły i wzrostu to Mathieu, Vermalen, Umtiti. Tylko ostatni został kupiony w wieku rokującym płynne przystosowanie się do pewnej specyfiki gry w obronie Barcy. Dodatkowo ma atut niezbędny dla partnera Pique - szybkość.
Ten zdywersyfikowany układ obrony -wysoki, względnie silny, dość szybki, choć niezbyt zwrotny Pique + szybszy, zwrotniejszy, ale niższy partner, sprawdzał się u kolejnych trenerów. Myślę, ze wraz z wiekiem Pique, rola tego szybkiego gracza wzrośnie, a Umtiti oferuje wzrost i siłę.
Nie ma na rynku wielu takich klasowych stoperów, którzy odnaleźli by się w Barcelonie, oferowali niezbędne w La Liga zwrotność, szybkość.
W innych formacjach, trochę inaczej rzecz wygląda, ale nawet nasza 9, to nie "kloc" 190 cm, ale Suarez 185, choć szybki, silny, to jego podstawowym atutem jest gra po ziemi.

Valverde przywrócił ofensywnego Albę.. nieograniczany teraz jak era Pep Guardiola i Tito Vilanova ... czekam na dalej ..

Valverde przywrócił ofensywnego Albę, który był mocno ograniczany w ofensywie przez Neya - oby tak dalej !

macie link do mecuz?

Bardzo dobry felieton ;)

zauważyłem jeszcze jedną rzecz. Pomocnicy wcześniej ograniczali się do podawania piłek do MSN. Odejście Neya i zmiana systemu gry spowodowała, że cała trójka gra szybciej piłką, chętniej podejmują pojedynki jeden na jeden albo grają szybko i głęboko na skrzydła a tam boczni obrońcy z dużą pewnością siebie atakują. Bardzo podoba mi się Barca Valverde. Na razie nie widać słabych stron. Dziś pierwszy ważny test. Zobaczymy jak jest prawdziwa forma drużyny u progu sezonu.

Oby dzis messiemu tez sie chciało i bardzo jestem ciekaw Dembele

Valverde to był najlepszy i najracjonalniejszy wybór spośród tych kandydatów. Nie mamy oczywiście gwarancji, że wypali i będzie zdobywał tytuł za tytułem, ale do dzisiaj się cieszę, że go wybrali.

Zgadxa się z Messim. Za Pepa faulował częściej niż Pique. Miło papatrzeć na zaangażowanie.

Komu? Czemu? Barsie. "Barca" czytamy "barSa". Zatem tytuł felietonu powinien być taki: "Siła pressingu przywraca Barsie stabilność przynajmniej na boisku". Neymar dał się skusić forsie, nie forsy.

Takie artykuły - czyli opisujące jakieś zagadnienie, temat - czyta się dużo lepiej niż te w których autor broniąc swoich twierdzeń podpiera się niezliczoną ilością danych statystycznych, z których zrozumieć można tyle co z odczytu danych przesłanych przez satelitę obserwującego Marsa.

brawo dla autora! Z ogromną przyjemnością go przeczytałem mimo, że jak wielu uważam, iż jest troszkę za wcześnie. Jednak fragment o pracy w defensywie Messiego to jest właśnie to! Podczas oglądania meczu z Espanyolem, tylko się uśmiechałem widząc, że ten facet chce!

Za wcześnie na tego typu artykuły . W La Liga wszystko fajnie , pięknie ale graliśmy z zespołami , które do czołówki nie należą .
Jakiś czas temu Real nas zmiótł w dwumeczu i nie funkcjonowało dosłownie nic . Dziś również możemy się zdziwić i będzie to drugi poważny test w tym sezonie .
Za Tito Vilanovy też w LL było pięknie i mieliśmy w pewnym momencie 18 punktów nad Realem a w Lidze Mistrzów Bayern nas rozniósł w dwumeczu 7:0 .

Jakby znalezc nastepce dla Iniesty i mocnego konkurenta dla Rakiety to spokojnie bysmy sobie radzili z mocnymi rywalami. Teraz jestesmy nieprzewidywalni, bo mozemy kazdego rozbić jak nam sie podoba, ale tez przegrać srogo przy nastepnej okazji.

Gołym okiem widać poprawę w pressingu. Więcej biegają? hmmm, zobaczymy jak to będzie na przestrzeni całego sezonu, może trener Pozanco okaże się kluczem do sukcesu.
Valencii również kibicuje, wszystko co dobre to zasługa Marcelino, zarząd mają chyba gorszy od naszego, o właścicielu już nie wspomnę. Ciekawy jest ten Carlos Soler.
Manita z Espanyolem nie jest wyznacznikiem niczego! Papużki były bardzo słabe, zespół jeszcze nie poukładany, dużo nowych twarzy.
Poważny test dopiero dzisiaj...

Jak dla mnie to nawet Gomes w ostatnim meczu był szybszy niż dotychczas.

Jeszcze dla mnie ewidentnie widać brak zgrania nowych graczy.
Oceny wystawmy po nowym roku.

Taki artykuł powinien się pojawić najwcześniej po 2-3 miesiącach pracy Valverde. Bo co innego wywrzeć presję na średniakach ligowych a co innego zmuszać do błędów ekipy pokroju Juventus, Real czy Bayern. To w meczach z takimi rywalami zobaczymy czy nowy trener odmienił drużynę.

Dajmy jeszcze czas trenerowi na wypracowanie automatyzmu w zespole. Grają dobrze, ale z każdym treningiem, meczem zgranie będzie rosło, a co za tym idzie pewność siebie wszystkich graczy. Jeśli tylko obejdzie się bez kontuzji, a zawodnicy nie siądą na laurach to będzie dobry sezon.

Trafna uwaga: "Jeśli inni piłkarze widzą swojego lidera harującego dla zespołu, to jak łyk paliwa rakietowego na cały mecz".
Przecież LIDER to nie tylko (choć i nie zawsze) najlepszy gracz na boisku, ale również motywator, zapalnik, pistolet startowy, który poprzez swoja grę, akcję, pogoń, wślizg, odbiór, innymi słowy "boiskowe zachowanie" daje drużynie sygnał, impuls, przykład i kopa. To "lokomotywa", która niestrudzenie ciągnie za sobą cała drużynę.
Takiego Leo, jak i ambitnie grającą, głodną piłki i bramek oraz dużo biegającą Barcelonę chcemy oglądać.

Ogólnie z artykułem się zgadzam. Jedynie z dwoma tezami bym polemizował.
Po pierwsze ze stwierdzeniem że dobrym rezultatem napędzającym Barcę dalej będzie remis z Juve. Moim zdaniem patrząc, że gramy u siebie, najsilniejszym możliwym składem, z przetrzebionym kontuzjami Juventusem to dobrym wynikiem w tym przypadku może być tylko i wyłącznie zwycięstwo, nawet skromne, ale zwycięstwo.
Po drugie trochę lekceważącym podejściem do jedynego w tym sezonie jak do tej pory konkretnego sprawdzianu jakim był dwumecz o superpuchar. Przegraliśmy dwumecz 5:1, gdzie rywal był zdecydowanie lepszy. I nagle po zaledwie kilku dniach pierwsze mecze ligowe i zwycięstwa z zachowaniem czystych kont. Fajnie, ale to jakby przyjąć że za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle odmieniła się gra Barcy bo pressing zaczęli skutecznie stosować. Nie wierzę że aż tak można odmienić drużynę po niecałym tygodniu treningów. Zauważmy przeciwko jakim rywalom graliśmy, to wszak drużyny raczej na dolną połowę tabeli czy nawet walkę o utrzymanie. Łatwo grać pressingiem z rywalem który sobie z tym nie radzi, który nie jest wyszkolony technicznie i zgrany żeby z niego bez problemu wyjść. Z Realem też były próby, jednak klasa rywala pokazała że to nie takie proste. Potrafili minąć nasz pressing i jeszcze skuteczniej wdrożyć swój. Widzieliśmy wszyscy jak nasi piłkarze tracili futbolówkę nawet pod swoim polem karnym.
Reasumując musimy wziąć dużą poprawkę na to z jakimi rywalami mierzyliśmy się w lidze i nie wyciągać za wcześnie wniosków, gdzie w komentarzach podczas szczególnie ostatniego meczu pojawiały się już głosy o tryplecie. Zrzucam to jeszcze na emocje przy lepszej grze Barcy po niezbyt udanym poprzednim sezonie i całym tym cyrkiem związanym z transferami.
Ale oczywiście chcę być optymistą i wierzę że dobra ostatnio gra przełoży się na cały sezon. Dziś konkretniejszy sprawdzian, choć rywal jednak dość mocno osłabiony.

Łapczywy doskok do rywala zaraz po stracie piłki to zawsze było coś, co powinno Barcelonie towarzyszyć, ale fragmentami faktycznie piłkarze o tym zapominali. Valverde już w swoim debiucie (jako trener) pokazał, że jego drużyna będzie wściekle odbierać futbolówkę po jej stracie i osobiście, jestem tym jak dotąd zachwycony. Prawdą, że o sile pressingu stanowi w dużej mierze trójka z przodu, a w ostatnich meczach nie było widać graczy zwolnionych z zadań defensywnych. Skoro w powyższym artykule przywołano temat meczu z Alavés, to wydaje się, że w meczach z lepszymi rywalami ten doskok będzie jeszcze bardziej zaciekły, a to cieszy.

Nareszcie ktoś przywrócił tych pomocników do życia, to jest przecież w Barcelonie najważniejsze. Pytanie tylko czy Rakitic jest odpowiednim wykonawcą tej wizji Valverde, póki co tak, zobaczymy z cięższymi rywalami. Pierwszy już wieczorem.