Barça wyjechała z Bilbao jako dojrzalsza drużyna [felieton]

Karol Chowański 'Challenger'

1 listopada 2017, 12:00

39 komentarzy

Takimi meczami nie zdobywa się mistrzostwa. Jak wszyscy wiedzą, pod tę kategorię podchodzą spotkania z beniaminkami, Málagą, Celtą i wyjazd na Anoetę. Sobotni bój na San Mamés to inna paczka czekoladek. Takimi meczami hartuje się stal.

Znając potęgę ławki w sobotę, popieram decyzję o jednej zmianie. Wprowadzenie Semedo i wysłanie Roberto do środka było jednak o 25 min. spóźnione. Po przerwie Bilbao zabrało Barçy zabawę, piłkę i odcięło tlen. Niektóre ze strat drugiej połowy – Busquetsa, Rakiticia, Messiego, każdego – były niedopuszczalne. Reakcje pierwszej dwójki w krytycznych momentach: za wolne. Mimo okopania się w środku pola czwórką pomocników, Barça zaliczyła tego dnia wiele błędów w destrukcji. Uniknęły konsekwencji wyłącznie przez nieskuteczność Basków. Wobec tego, co działo się na boisku, zwlekanie ze zmianą przypominało najgorsze zwyczaje Lucho.

Barcelona była na linach. Przetrwała. EV wciąż traci w mojej ocenie dyskryminacją Alcácera, Ardy i Vermaelena. O innych krytykowanych elementach wstępnego etapu Valverde pisałem więcej w moim poprzednim artykule [LINK]. Selekcja meczowa bywa nietypowa. Bronią jej wyniki. Tym razem musi być trochę pozytywniej.

Drużynę przejętą przez nowego trenera można porównać do dziecka. Rozwija się, zbiera lekcje (na otwarcie sezonu), notuje pierwsze sukcesy (pnie się w górę tabeli), kończy szkołę (grupę Ligi Mistrzów) z możliwym wyróżnieniem (na prowadzeniu) i podchodzi do pierwszych rozmów kwalifikacyjnych (w rundzie wiosennej). Mecz w Bilbao nie określa, co osiągnie w życiu podopieczny Ernesto Valverde. Do takich testów daleko, sezon może pójść Barcelonie w bardzo różne strony. Jednak na „linii czasu” rozgrywek 17/18 Bilbao stanowi teraz ważny punkt. Kraj Basków opuściła lepsza drużyna od tej, która tam przyjechała.

Nie grała tak, że Pep na trybunach San Mamés łapałby się za głowę. Na to będzie czas w dalszej fazie sezonu. To grające ostro i posiadające silnych, wysokich graczy Bilbao, tu nie jeździ się na miłe wycieczki. Klęska z Superpucharu 2015 na długo zapadła w pamięć katalońskim fanom. Athletic obnażył wszystkie słabości ówczesnej Barçy. W sobotę goście w niczym nie przypominali swej wersji sprzed dwóch lat, bezradnej w dwumeczu i upokorzonej wynikiem 1:5. Trener, który dał wtedy srogą taktyczną lekcję Enrique, znalazł się po drugiej stronie – to jedna z przyczyn rozczarowania, jakie widzowie zabrali ze stadionu do domów.

Czemu zrobiłem tylko jedną zmianę? Na boisku znajdowali się najlepsi piłkarze w bronieniu stałych fragmentów gry (Ernesto Valverde po meczu)

Jeśli za porównanie służą wspomnienia PepTeamu i kampanii 14/15, Barcelona wzbudziła zachwyt w sobotę jeden raz. Przy żadnej z akcji bramkowych. Był to mecz walki, który, wnioskując z okazji strzeleckich (17:17 w strzałach, 5:5 w celnych), mogła wygrać każda z drużyn. Goście nie znaleźli dłuższego fragmentu meczu, o którym można stwierdzić, że w nim dominowali. Taki moment dla odmiany złapali po przerwie Baskowie. Zamknęli Barçę w polu karnym i zasypali centrami. Było groźnie, Raúl García zmarnował setkę, baskijskie ataki zasłużyły na bramkę.

Można powiedzieć, że to szczęśliwe zwycięstwo dla ekipy Ernesto Valverde – gdyby nie fakt, że przystąpiła do meczu wykonawszy wielką robotę mentalnie i taktycznie.

Jedną z głównych wad Luisa Enrique w drugiej połowie jego kadencji była taktyczna pasywność, przekładająca się w ważnych meczach na przewidywalną grę zespołu. Barça była łatwą zagadką dla każdego, kto trochę zna się na piłce. Zawężając przykłady do kampanii 16/17, udowodnili to Berizzo, Zidane, Emery w Paryżu, Allegri i nawet Míchel w meczu, który zabrał Barcelonie tytuł. Podobnie jak Enrique, Zizou nie jest wielkim strategiem, ale ma wokół siebie skutecznych współpracowników i umie ich słuchać. Hermetyczne podejście Lucho nie pomagało, jego czas musiał minąć. W odróżnieniu od poprzednika Valverde bardzo dobrze zna się na taktyce. Wynik z San Mamés pokazuje też, że jeśli eksperymentuje – to z dobrymi efektami.

Obszar gry kwartetu pomocników Barçy przeciwko Bilbao. Wolną przestrzenią w półprawym sektorze boiska opiekował się Roberto. Lewą stronę chronił Alba. Jednoczesne wystawienie Busquetsa, Rakiticia, Gomesa oraz Paulinho pomogło Valverde stopować ataki rywali na całej szerokości boiska i przeciwstawić się silnym fizycznie pomocnikom Athleticu

„Duma Katalonii” rozegrała osiem z dziesięciu meczów ligowych przeciw drużynom stacjonującym dziś w drugiej połowie tabeli. W sobotę potrzebowała czegoś ekstra, aby wygrać na jednej z najtrudniejszych aren ligi. Taktycznie mecz ten był ucztą, odkąd przedstawiono wyjściowe składy. Formacja z czterema pomocnikami – właśnie tymi! – zaskoczyła widzów i ekspertów. Przede wszystkim zaskoczyła rywali. W realiach barcelońskich odejście od kanonicznego 4-3-3 zawsze stanowi akt odwagi. Postawienie na asymetryczne 4-4-2 zdecydowało o zwyciestwie na San Mamés. W miejsce finezji z piłką i zwrotności Valverde po absencji Iniesty wybrał pomocników umiejących gonić i demolować. Trafili Messi z Paulinho, ale rezultat i gra drużyny to duża zasługa Valverde. Na drodze po laury Barça nie może być tak jednowymiarowa jak przez ostatnie półtora roku Lucho. Mimo ośmiostopniowego mrozu w Madrycie, walka o mistrzostwo będzie zacięta do końca. Jak pokazało ustawienie w Bilbao, taktyczna różnorodność może dać Barcelonie ogromne korzyści pomimo jej deficytów kadrowych.

Wynik jest mylący. Zapowiada widoczek ładnego, prostego meczu. Nic z tych rzeczy. Puzzle wskakiwały na miejsce z wielkim trudem. W II połowie wyraźnie spadło posiadanie piłki przez Barçę. Od poprzeczki Paulinho (40') drużyna Cuco Zigandy przejęła kontrolę nad grą. Między 41. a 80. minutą gospodarze oddali 11 strzałów na bramkę ter Stegena przy czterech gości. Jak ujął to Valverde, „Bilbao było groźne po przerwie. Traciliśmy wiele piłek, a oni nie schodzili z naszej połowy. To był niebezpieczny fragment meczu”.

Posiadanie piłki na różnych etapach spotkania Athletic-Barcelona
90 minut Okres 41.-80. Okres 45.-55.
39,4% - 60,6% 43,4% - 56,6% 54,8% - 45,2%

Podczas gdy Barcelona miała bramkarza ratującego zespół w każdej kolejnej sytuacji, Kepa dwukrotnie przegrał pojedynki z Messim i jeden, w 93. minucie, z samym sobą. Za cztery znakomite parady reprezentant Niemiec z wielką przewagą został moim zawodnikiem meczu. Gdyby nie dwa błędy (w klasycznym stylu Víctora Valdésa) przy wyjściach do dośrodkowań tuż po przerwie – za co przećwiczyłaby go brytyjska prasa, a hiszpańska nawet nie odnotowała – brakowałoby powodu przeciw skwitowaniu jego występu oceną 10/10. Niemiec jest znakomity w pojedynkach „1 na 1” i grze na linii, ale wyjściami do dośrodkowań i zachowaniem na przedpolu precyzyjnie nawiązuje do niedawnej historii klubu. Tym razem jego błędy nie wystawiły rachunku drużynie, ale przestał być w wieku, kiedy mogą być umniejszane.

Suárez wciąż gra bez jednego kolana. Wydajność jego gry wygląda momentami pokracznie, ale nawet półzdatny do użytku Suárez wielkim napastnikiem jest. Dla Barçy w obecnej konfiguracji kadrowo-taktycznej to po prostu zawodnik nie do zastąpienia. To on załatwił wynik na Metropolitano, gdy Messi miał cichszy wieczór. To Suárez po całym meczu batalii z Baskami i własnym zdrowiem oddał strzał w kontrze, do której najpierw trzeba było dobiec, a co Paulinho zamienił na bramkę rozstrzygającą mecz. Ten sam Paulinho, który kilkoma meczami załatwił wszystkich znawców. Wystarczyło obejrzeć czasem Brazylię w ostatnich latach, a wszystkie szczęki znajdowałyby się tam, gdzie moja. Na swoim miejscu. Przed 45-krotnym reprezentantem Canarinhos  w klasyfikacji strzelców Barçy znajdują się tylko Messi i Pan Samobój. Piłkarza potrafiącego przyjść do klubu i od razu decydować o wynikach FC Barcelona szukała od lat. Znalazła w Chinach, taka ciekawostka.

Busquets dawno nie wyglądał tak pewnie i swobodnie jak u boku partnera z São Paulo. Ile to dawno? Sezon 14/15, kiedy bordowo-granatową koszulkę zakładał Xavi. Do wielkiej formy daleko; tak w Bilbao, jak przy innych okazjach tego sezonu, Sergio popełniał błędy w ustawieniu i kryciu. Są niepokojące, acz... zupełnie zrozumiałe. U Valverde dopiero odzyskuje rytm gry po stu latach samotności jedynego defensywnego pomocnika. To piłkarz, który lśni tylko we właściwym otoczeniu. Jeśli Paulinho okaże się nowym Keitą, wróci Busi w skuteczniejszym wydaniu.

Z 23 podań Gomes zanotował 17 celnych. To wstydliwy wskaźnik jak na Barcelonę, ale nie wszystko na raz. Decyzją Valverde Portugalczyk niedawno dotarł na ten sezon i należy docenić jego solidność w innych aspektach gry. Niższy, słaby fizycznie Denis Suárez byłby żadną przeszkodą dla Basków, podobnie jak wstawiony do pomocy Sergi Roberto. Innych wyborów do środka pola Barça dzisiaj nie ma. Gomes zagrał z energią, biegał od pola karnego do pola karnego, dobrze krył i czujnie doskakiwał do podwojeń krycia kolegom. Zachęcam poczytać komentarze o jego grze na angielskich serwisach, dostarczają ciekawych wniosków. Taka gra kosztuje siły, co wyjaśnia opuszczenie placu gry przed końcem. Taktycznie w defensywie Portugalczyk wyglądał dobrze, a do tego zanotowałem udane przebłyski w ataku. Pod nieobecność Iniesty bardziej defensywne zestawienie środka pola było właściwym wyborem trenera FCB. Gomes wywiązał się z otrzymanego zaufania na bardzo trudnym terenie.

André Gomes na San Mamés w roli pomocnika biegającego od pola karnego do pola karnego (ang. 'box-to-box midfielder'). W Anglii taki rodzaj zawodnika jest częściej spotykany i bardziej doceniany

Gomes jest „biegającym pomocnikiem”, którego sposób gry rozciąga (czyli męczy) obronę rywali. W atakowaniu pola karnego bywa momentami niezgrabny, ale to piłkarz młody barcelońskim stażem i jest nadzieja, że poprawi przyjęcie oraz opanowanie w „szesnastce”. Natomiast samo dochodzenie do okazji pod bramką rywali i czujne orbitowanie na przedpolu z gotowością na uderzenie z dystansu ma ogromne znaczenie w drużynie, której podstawowi pomocnicy – Iniesta, Rakitić, a tym bardziej Busquets – nie prezentują takich akcji. Jedynym zawodnikiem wchodzącym z drugiej linii do ataku jest Paulinho. Skutki i oceny jego gry pokazują, ile dobrego daje pomocnik typu „box-to-box” w systemie gry Barcelony.

Trzeba mówić dużo i trzeba mówić dobrze o departamencie destrukcji. W kontekście grudniowego „Klasyku” wieczór w Bilbao nareszcie daje obronie Barçy światełko w tunelu. Gdy środek pola działa sprawnie, stoperzy też mają łatwiej. Oglądaliśmy niezły występ Umtitiego i Piqué. Francuz był aktywniejszy z duetu, skutecznie wychodząc do piłki, gdy rywale szyli akcje. Gerard pełnił rolę rutyniarza, który zostaje głębiej i broni w drugie tempo. Pomylił się raz, gdy dostał kartkę. Do defensywnego ideału par Puyol-Márquez i Puyol-Piqué daleko, bo ktoś dopuszczał naloty Bilbao w strefę komfortu Marca-André ter Stegena, ale w czteroosobowym bloku obronnym nareszcie widać solidność na poziomie godnym tego klubu. Witaj z powrotem, dawno cię nie było. Udany był też mecz z osłabionym Juventusem, dla równowagi dużo gorzej z Atléti. Pomijając Superpuchar spośród dotychczasowych rywali to Baskowie zmusili obronę Barçy do największego wysiłku.

Pomeczowe oceny wg SkySports. Z wyborem gracza meczu zgadzam się nie zgadzać

Od strat i pomyłek w rozegraniu ubliżających absolwentowi Masii zaczął Alba. Valverde podjął ryzyko wrzucając rekonwalescenta na taki mecz. Mało brakowało (bezkarne dośrodkowania Basków!), aby ryzyko wybuchło trenerowi i drużynie w twarz. Z czasem Alba się ocknął, a wraz z nim cały zespół. Po ostrzeżeniu w 20. minucie druga groźna akcja Barçy przyniosła prowadzenie. W obronie Alba cały wieczór stanowił najsłabsze ogniwo zespołu, ale po drugiej stronie boiska zasłużył się w typowy dla siebie sposób. Jego podanie przy golu Leo w zakresie timingu, precyzji, odległości i stopnia trudności ogólnej… było FE-no-ME-nal-NE. Sergi Roberto w kolejnym swoim występie u Valverde regularnie schodzi z prawej obrony do środka pola. Takie rozwiązanie taktyczne zabezpiecza stoperów i wspiera rozegranie. W roli tzw. „odwróconego wahadłowego”, który razem z akcją oddala się od bocznej linii, Roberto wygląda moim zdaniem bardzo przekonująco. Pep Guardiola pochwala.

Szkoda, że w tak udanym defensywnie występie znalazł się kardynalny błąd. Stanowi poważne ostrzeżenie mimo pomeczowego optymizmu, że obrona Barçy w tym zestawieniu jakiś czas pozostanie jeszcze projektem w toku. Mam na myśli klaskanie Umtitiego w stronę arbitra – niedojrzałe, nierozsądne, po prostu głupie. Od tego sezonu w La Liga jest obowiązek weryfikować takie zagrywki kartką. Zachowanie „Big Sama” kwalifikowało się na drugie żółtko. W takim układzie Barça natychmiast miałaby problem i wynik na agrafkach. Tutaj dziesięć minut (to San Mamés!) to więcej niż „bardzo dużo czasu”.

Na szczęście to tylko runda jesienna, więc sędziowie wobec Barçy zachowują jeszcze przyzwoitość. Francuzowi tym razem się „upiekło”. Po niedzielnym wyniku z Girony trenerzy powinni uczulić zespół na takie sytuacje. Piłkarze nie mogą dawać pretekstu. W sezonie jak ten jest za dużo do stracenia.

Na San Mamés kazdemu jest trudno, a my rozegraliśmy świetne spotkanie. Podobała mi się gra André Gomesa, tak jak z Atlético. Ma jakość i dlatego go sprowadzono. Nie każdy postrzega futbol w taki sam sposób. (Guillermo Amor po meczu)

Po sezonie 14/15 mówiło się, że Barça Enrique potrafi zwycięsko cierpieć w meczu i wchodzić na tryb ekonomiczny. Krótko to było aktualne. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Atlético ’16 i passa ligowych katastrof po „Klasyku” obnażyły, że umiejętność wygrywania przez Barçę ważnych meczów na autopilocie była tylko słodkim złudzeniem. Regularnie przecinany dotkliwymi rezultatami sezon 16/17 ostatecznie wyciął takie teorie. Wraz z rozwojem debiutanckiej kampanii Valverde ten temat wraca. Jak pokazały mecze z Alavés, Getafe, Atléti, Sportingiem i Málagą Barça poprawiła umiejętność wygrywania meczów, które jej nie idą – także z rywalami, którzy w poprzednich sezonach sprawiali spore problemy. Pojedynek w Bilbao – mimo nieskuteczności gospodarzy i udanych parad ter Stegena – zapowiada, że Barça Valverde może być w tej dziedzinie całkiem niezła.

Na koniec muszę podkreślić, że forma Messiego w tym sezonie jest absolutnie złotopiłkowa. Za wyjątki uznaję dwumecz w Superpucharze, Betis i długie fragmenty pojedynku na Metropolitano, lecz te wyniki już za Katalończykami. Jak wiadomo, Leo rozkręca się z sezonem i stawką. Przyjście Valverde ma na niego zbawienny wpływ. Utrzymanie w składzie Suáreza zawsze zajmuje obrońców, zapewniając przestrzeń, której potrzeba najlepszemu piłkarzowi świata do zdobywania goli. Wybory trenera dają efekty. „Dziesiątka” Barçy ma w tym sezonie udział przy 21 golach w piętnastu występach. Średnia Messiego w lidze to 1,2 trafienia na mecz. Od sierpnia dziesięciokrotnie obił obramowanie bramek rywali. Trafienie w Kraju Basków było 37. golem ligowym Messiego w całym roku 2017. To o 17 więcej niż ktokolwiek inny.

Wielki. Wspaniały. Decydujący. Taki jest Leo z tego sezonu i taki był w sobotę.

Gomes zagrał bardzo dobrze. Może być "starterem" w pomocy. Daje nam opcje na różnych pozycjach. Podczas meczu pucharowego zagrał jako środkowy pomocnik. Dzisiaj był bardziej wysunięty.
Wynik jest złudny. Cierpielismy. Jeśli chcesz wygrać na San Mamés, będziesz musiał cierpieć. To motto tego klubu.
Jesteśmy szczęśliwi, że mamy Messiego. Umie błyskawicznie podejmować decyzje, co prowadzi do goli. (Ernesto Valverde po meczu)

Drużyna stanęła latem przed dokonanym faktem straty drugiego najwydajniejszego zawodnika drużyny. Po pięciu minutach straciła jego następcę. Deulofeu zgodnie z prognozami ekspertów przed sezonem nie przeskoczy jako piłkarz pewnego sufitu. Verratti został w Paryżu, Coutinho w Liverpoolu, a Iniesta zmaga się z płynącym czasem. Nic z tego nie pomaga, a jednak Barça nie zamyka górnej połowy tabeli z dziesięciopunktową stratą do Realu. Zamiast tego z zawziętością siedzi na byku ligowego prowadzenia. To kolosalna zasługa Valverde. Można nie czuć pewnych decyzji osobowych nowego trenera, można zniesławiać jego świeżo odkrytą słabość do Gomesa, ale w miejsce zbędnych emocji lepiej pasują trzy głębokie wdechy. Przy transferowej nieudolności klubowej administracji, starzeniu osi drużyny Piqué-Busi-Messi i pomniejszych niedoskonałościach obecnej Barçy, Valverde robi z nią wyniki ponad stan.

Zawziętość, że do niej wrócę, oraz mobilizacja, z jakimi zaczęto ten sezon nie są typowe dla klubu, który całą swoją historię umie triumfować tylko w piękny, olśniewający sposób. Temu panu warto zaufać. Już udowodnił, że warto. Barça spogląda na Real bez strachu, jaki słusznie miała w sierpniu. Poprawa morale to kolejny sukces nowego trenera. Przemiana drużyny w krótkim czasie i jej nagła elastyczność taktyczna pomagają pracować dalej. Pogłoski o sprowadzeniu zimą Coutinho dowodzą, że obecny sztab trenerski nie lubi czekać i do wzmocnienia szans na trofea zamierza wykorzystać każdą okazję. Na Camp Nou to kolejna ważna odmiana po zwyczajach minionych lat.

---

Jeszcze raz oddam głos trenerowi: – Nie celebruję zwycięstw. To wczesny etap sezonu. Ale na pytanie, czy byłem zadowolony z bramek, odpowiedziałbym: tak.

Fakt, że Barcelona otrzymała w tym meczu cztery żółte kartki za przewinienia, a Athletic jedno, mówi o 90 minutach tyle co końcowy wynik. Leo też dołożył dwa faule. Ten stadion dawno nie widział takiego występu Katalończyków. Były trener Athleticu – klubu z determinacją w DNA, zaprawionego w pokonywaniu rywali innymi środkami niż wielkie transfery – jest tym, czego potrzebowała ta drużyna. Drużyna pozostawiona przez Lucho na grząskim, błotnistym poboczu.

Ruszaj, Barço. Najwyższy czas się rozpędzić. Do końca sezonu już tylko trudniej.

W dziesięciu kolejnych meczach ligowych Barça podejmie siedem ekip z pierwszej połowy tabeli i jedenaste Levante

"Cel uświęca środki" (José Mourinho)

"EV klei z gnoju, jaki latem zostawił mu zarząd, a Wy wieszacie na nim psy?"
"Czym innym jest poczucie, że jakiegoś piłkarza nie powinno być w klubie, a czym innym: ocena w jednym, konkretnym meczu"
(Powiedzenia ludowe)

Powiązane artykuły

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Trochę się ociągałem z dodaniem komentarza, ala zgadzam się z wymową felietonu. Praca Valverde przynosi efekty i to cieszy, jest efektywnie, oby było też efektownie.

Co do Lucho natomiast, jaki jest Twoje zdanie Challenger - czy Enrique rozważał zakończenie trenowania Barcelony przed jego 3. sezonem z drużyną?
Mam wrażenie, że kryzys jaki go dopadł, zmęczenie, rozdrażnienie, zaczęło się wcześniej niż kiedy dziennikarze (przeklęci) rozpoczęli dociekania co do nowej umowy. Nie chciałbym oceniać mistera w ten sposób, bo wszyscy wiemy jak wymagające jest trenowanie blaugrany. Do tego charakter Lucho etc., ale jeżeli czuł, że to będzie jego ostatni sezon, to może powinien w ogóle do niego nie podchodzić?
Dla mnie jego pierwszym oblanym egzaminem był pierwszy klasyk przeciwko drużynie Ancelottiego, który taktycznie nakrył Enrique czapką. Oczywiście przy świadomości jaką różnice w doświadczeniu mają obaj panowie.

Natomiast ostatni sezon Enrique, szczególnie jego druga część, to taki cichy pokaz niemocy, brak szybkich decyzji przy niekorzystnym wyniku, nieudane transfery, zrezygnowanie, które przelewało się też na szatnie. Ciężko się to oglądało, osobiście mam dużo sympatii dla naszego byłego trenera, uwielbiałem jego zawziętość na boisku, bezkompromisowość, niezwykle celny sarkazm. Czekam na kolejne kroki w jego karierze, jest dużo niewiadomych, a odpowiedź dać może tylko boisko.

P.S.
Nie wiem tego na pewno, ale mam nadzieję, ze nagła mięta do Gomesa, służy uniknięcia błędu, które popełniono przy Ardzie, Vidalu. Odsunięto ich od składu, z laurką "nieprzydatni" spodziewając się atrakcyjnej sprzedaży.
Gomes mam nadzieję, dostaje szanse by go nieco odbudować i korzystnie sprzedać.

Bardzo dobry tekst, po raz kolejny.
Mam jednak jak jedno ważne spostrzeżenie. Gomes nie jest i nie będzie graczem "na Barcę". Jego "sufit" jest inny niż sufit Deulofeu, ale jest i jest równie dotkliwy.
Jest mianowicie spora różnica między graczem, który rozumie taktykę trenera, ma inteligencję w grze, widać że czuje grę, a takim, który potrafi to przełożyć na swoje poczynania na boisku. Nie mam na myśli braków technicznych absolutnie.
Chodzi o prędkość, z jaką Gomes podejmuje decyzje, o tym, jak długo zajmuje mu wykonanie jakiegoś pomysłu.

Jeśli się grało w koszykówkę, to widać "objawy" które się spotykało często na poziomie AZS. Często wysocy (powyżej 200 cm) zawodnicy, byli świetnie wyszkoleni taktycznie, bo ktoś z nimi pracował od wczesnej młodości, kiedy wyprzedzili wzrostem resztę. Bywali bardzo dobrzy technicznie, nieźle rzucali, zastawiali się, górowali siłą i warunkami, ale jakże często okazywało się, że przegrywali pojedynek o zbiórkę z zawodnikiem 10-15 cm niższym - skocznością, ale przede wszystkim sprytem, ustawieniem, przewidywaniem, zwrotnością.

Gomes często przegrywa główki wyglądając jakby ostatnią sekundę już spodziewał się uderzenia piłki o głowę. Daje sobie odebrać piłkę, bo nie widzi przeciwnika nadbiegającego gdzieś delikatnie z tyłu.
Tego się nie da wyuczyć w tym wieku. To 23 lata, Tego uczą w La Massi 10-12 latków. Trzymaj głowę wysoko, nie patrz na piłkę, rozglądaj się.
W meczu Neapoli-City patrzyłem jak Sane, gracz szybszy i sprawniejszy od Gomesa, wyprowadzał kontrę. 80% tej akcji to było szczęście i czytanie gry Aguero, który pobiegł tam, gdzie miał szanse powalczyć o piłkę straconą przez Sane. Niemiec ciągle patrzy na piłkę i na trawę maks kilka metrów przed sobą. Cała jego szybkość, marnotrawiona jest na reagowanie na to, co robi przeciwnik, a nie dyktowanie własnych warunków.

To jest różnica między graczem, który ma "papiery" na grę w Barcelonie, a Gomesem.

Kto wie, może się mylę. Może Gomes faktycznie wystrzeli, ale dla mnie, wystawianie gracza, który zajmuje jedno z zaledwie 10 miejsc w polu, mając tak wąska rolę, lub inaczej, będący w stanie, tak wąską rolę wykonać, to zbytnia strata dla Barcy.
Paulinho zaimponował mi właśnie tym, co opisałeś - Toure, Keita, a teraz on, przy swojej sile i warunkach, byli bardzo mobilni, spostrzegawczy, świadomi tego co się dzieje, mieli odpowiednie tempo podejmowania decyzji.
Niestety sukces Barcy, zależy od tego w dużej mierze. by w pierwszym tempie podać do wybiegającego, by Suarez nie został na 10 spalonych.
Coutinho, wraz z wycofanym Messim zabezpieczany przez Busquetsa lub Busquetsa i Paulinho, dawałby szanse zbudowania szybko poruszającego się, środka pola.
To bardzo seksowna koncepcja, tylko roli w niej, dla Gomesa nie widzę.

Dlaczego felieton został edytowany?

Bardzo istotne jest ostatnie zdjecie. Pokazuje z jakimi rywalami gralismy. Dalo to czas Valverde do poukladania druzyny. Z drugiej strony listopad wyglada ciezko, silniejsi przeciwnicy i spotkania na wyjazdach. Hurraoptymizm przy obecnej tabeli bylby zupelna pomylka.
Do tego dosc podstawowa i ogolna postawa Gomesa. Wiele osob jedzie po nim nie znajac sie zbytnio na odpowiedniej taktyce. Nie bede sie wywyzszal ze ja wiem lepiej od innych bo tak nie jest ale jak trener stawia na zawodnika to mu ufa. Paulinho nagle strzelil 3 gole i jest bohaterem. Przeciez nie tylko tak wygrywa druzyna! Wazna jest kazda linia, ale tego nie doceniaja ludzie. Dlatego CR wygral plebiscyt a za swego czasu Buffon robil nisamowite rzeczy caly sezon ze dostal ZP.

Świetny felieton, przyjemnie się czytało przy herbatce :)

Fajnie że tworzycie własne artykuły a nie tylko tłumaczycie ale absolutnie nie mogę się zgodzić z jedną tezą.

Mianowicie, autor pisze że Gomes grał bo Denis i Roberto nie stanowiliby dla Athletic żadnej przeszkody bo są za niscy i słabi fizycznie. To jest na prawdę przedziwne myślenie. To Xavi z Iniesta są więksi i mocniejsi fizycznie? Przez wiele lat grali razem nie tylko z baskami ale też innymi dużo mocniejszymi od nich rywalami i radzili sobie znakomicie. Co w ogóle znaczy że nie stanowiliby żadnej przeszkody? To celem Barcy na ten mecz było przeszkadzanie baskom czy prowadzenie gry na własnych warunkach? Problem w tym że Valverde bał się zaryzykować i postawił na wariant bezpieczniejszy (tylko że wg mnie nie Barceloński) i zdecydował się przede wszystkim na przeszkadzanie. Szkoda również że autor tego felietonu myśli podobnie skoro chwali za takie podejścia naszego trenera.

Czy Valverde robi wynik ponad stan? Temat dyskusyjny..biorąc pod uwagę poprzedni sezon, formę piłkarzy może i można tak powiedzieć, natomiast patrząc z drugiej strony na nazwiska w tej drużynie to można wymagać dokładnie takiej zdobyczy punktowej. Mniejszy dorobek może nie byłby hańbą, co pokazuja mecze realu czy Atletico, ale na pewno można wymagać. Messi, Suarez, Inieste, Buseqets, Alba, Paulinho i kilku innych wspartych solidnymi zmiennikami. Może niektórzy nie odpalili na camp nou tak jak powinni, ale generalnie większość tych piłkarzy w każdej drużynie w latach liga poza Madrytem grałaby w pierwszym składzie.

To wszystko oczywiście nie zmienia wielkiej pracy Valverde i tak jak pisałem niedawno, zaimponował mi, szczególnie odważnie zmieniając ustawienia.

Ps co do Paulinho to mega piłkarz i ja również oglądając Brazylię prosiłem, żeby dać mu szansę. Nie gra się przez przypadek w kadrze, która jako pierwsza awansowała na mundial i to z grupy, z której nie wyjechało na lotnisko Chile.

Pozdrawiam!

Dobry tekst. Zagadką pozostaje tylko zachowanie Valverde w stosunku do Semedo. Rewelacyjny z początku sezonu piłkarz dziś jest brutalnie tłumiony. Jaki jest tego powód?

Oby wyciągnęli wnioski z tej drugiej połowy, po to właśnie są analizy i to normalne, że czasem taka słaba gra się może przydarzyć. Mam nadzieję na zrehabilitowanie się już dzisiaj.

Moze to przez to ze jestem zmeczony po nocce, ale mam wrazenie ze ten artykul wychwala Valverde za mecz ktory byl raczej slaby. Dodac nalezy ze Williams stracil w dziwny sposob kilka groznych pilek. Momentami wygladal jak dziecko.

Druzyna Enrique pozno i dosc niespodziewanie odpalila, przez rok bedac niemal na roeni z PepTeamem. Jesli jakims cudem Barca Ernesto odpali, to mistrza mozemy miec juz w marcu:)

Valverde od poczatku był najsensowniejszą opcją. W koncu doswiadczony trener. Rzeczywostosc to udowadnia. Fajnie wybadał cały skład, rozne ustawienia. Mysle ze precyzyjnie komunikuje się z zawodnikami. Dojdzie błysk w postaci Dembele i Coutinho i mozemy miec piekny cykl w najblizszej 2-3 latce.

P.s. żałuję tylko że nie kupiliśmy Mbappe, duzo opcji ofensywnych by nam dał. VeB !

Wyczerpujący, bardzo solidny artykuł! Przeleciałem na jednym wdechu :)
Valverde zbudował u mnie ogromne zaufanie. Ze spokojem podchodzę do następnych potyczek. Bardzo nam było potrzebne odzyskanie spokoju po wariackim oknie transferowym i całym zamieszaniu w drużynie. Wszystko wraca na odpowiednie tory! Uśmiech na twarzy Leo i kolejne składne akcje to miód dla oczu.
Przecież ta akcja gdzie obił słupek i spojenie Paulinho mogło już dawno skończyć mecz. Oby tak dalej, vamos!

Cóż pax jak zwykle wszystko podsumował, ja doczepię się do tekstu o szczękach, bo był on niepotrzebny a to że ktoś wyróżnia się grą w Reprezentacji Brazylii nie oznacza że będzie błyszczał w Barcelonie. Trzeba cieszyć się że Paulinhho gra świetnie ale umówmy się wielu lepszych graczy paraliżowała bordowo-granatowa koszulka co innego jest wiara w zawodnika a co innego twierdzenie że coś było wiadome chyba że autor pretenduje do miana jasnowidza to w takim razie przepraszam.

Wspaniała robota redakcjo! Teksty o taktyce są bardzo ciekawe dla zrozumienia drużyny i by następnym razem oglądać mecz pod troszkę innym kątem! Brawo!

Nie jestem fanem tego typu tekstów, ale ten urzekł mnie swoim pięknem, niczym ogólna teoria względności! Dobra robota redakcjo... oby tak dalej :)

Z kilkoma rzeczami nie sposób sie nie zgodzić. Jednak do kilku wstawię uwagi. Ogladajac mecz praktycznie w żadnym momencie nie było ustawienia 4-4-2, nie wiem skąd taki pomysł. Za to nagminnie grano ustawieniem 4-2-3-1. Skoro autor w tym tekście posiłkuje się statystykami a nawet heatmapami, to wystarczy sprawdzić w heatmapie obszar gry Messiego. On nie gra jako napastnik. To nawet nie jest „cofnięta” 9. Od kilku spotkań gra jako „podwieszony” pomocnik. On gra cały czas w środkowej strefie za plecami Suareza. Mamy wtedy ustawienie i takie było z Atletic, stoperzy i boczni obrońcy jako wahadłowi, Busi z Paulinho lub Ivanem jako dwóch pivotów (lub pivot i półpivot), i potem trójka ofensywniej grająca Gomes, Messi i Ivan lub Paulinho (w zależności od akcji) i Suarez na szpicy. Messi gra w drugiej linii i stamtąd rozpoczyna atak, albo od przerzutu lub prostopadłej piłki, albo od rajdu z dryblingiem, lub od rajdu w stylu „tiki-taki”(np.21’ z strzałem w słupek). On co raz bardziej sie cofa, tak było przy strzale Rakiticia z 24’ gdzie z przodu był Suarez na bokach Ivan i Gomes a Leo z tyłu, podobnie w 25’ gdy prawą stronę wchodził Roberto a strzelał Suarez to Leo znów operuje na środku). W akcji bramkowej Leo był tak wycofany, że przed nim w momencie podania do Alby było 6 zawodników Barcelony, on wbiegał z 2-3 linii. Nie ma mowy o ustawieniu 4-4-2. Nie rozumiem też podkreślania w każdym tekście kwestii kolana Suareza, jest sztab medyczny, który czuwa nad zdrowiem i w każdym momencie kontroluje zdrowie piłkarzy. Nie widzimy Suareza który mniej biega, który się mniej stara, utyka, który nie udziela się w obronie, dalej jest tym samym Suarezem pod względem fizycznym i mentalnym. Jeśli spada krytyka na Suareza to nie za to że nie dobiega do piłek, nie wychodzi na pozycję, ale za to że tak jak w poprzednim meczu nie trafia na pusta bramkę. Co do gry obronnej to sytuacja nie była tak piękna jak pisze autor. Alba w defensywie oczywiście był najsłabszy, ale były też przegrane pojedynki główkowe stoperów, zbyt głębokie i krycie strefy na radar Busquetsa to drugie. Wystarczy prześledzić strzał Aduriza z 17’ – najpierw Alba daje sie w dziecinny sposób wyprzedzić Inakiemu potem biernie sie przygląda jak Williams dośrodkowuje a Busi kryjąc na radar nie zauważa jak zza pleców wbiega mu Aduriz, Pique spóźniony próbuje cos zrobić, ale jest za późno, na szczęście Niemiec miał dzień konia. Valverde jeszcze blok defensywny musi poukładać, są już efekty pracy, ale to za mało przy poważniejszych rywalach. Fajnie, że autor dostrzega nie tylko doskonałą formę Leo, ale i jego pozytywny a nie destruktywny wpływ na drużynę. Messi jest tym razem „wspaniały” i „decydujący” a nie „arogancki”, „dyktatorski” i „egoistyczny”. Moim zdaniem główna zasługa wyników jest próba odbudowy drugiej linii, po zmasakrowaniu jej taktycznie przez Lucho i z obniżkami formy poszczególnych zawodników ostatnie dwa lata to była tragedia. Teraz Valverde dokonał najważniejszego transferu który jak na razie sie sprawdza. Do pomocy przeszedł Leo i został uwolniony od statycznej gry w ataku, czekając na to czy koledzy dostarcza piłkę w jego strefę. Teraz on kreuje grę. Do tego większa jakość a przede wszystkim intensywność z Paulinho. Czując konkurencje i Ivan jakby budził się z letargu, do tego ofensywne wejścia Roberto dają nadzieję że druga linia będzie funkcjonować.

Do tej pory rywale w lidze nie byli najmocniejsi, ale wygrać 9/9 takich spotkań - to jest już coś. Widać, że drużyna ma apetyt żeby odzyskać mistrzostwo i to cieszy. Bardzo istotne jest to, że zmiany w podstawowym składzie lub ustawieniu nie kończą się od razu stratą punktów, jak to często miało miejsce za czasów Enrique. Buduje to wartość zawodników którzy moim zdaniem opuszczą Barcelonę prędzej, niż później (Gomes, Deloufeu). Są młodzi i klub powinien na nich zarobić jeśli dalej będą istotni w czasie sezonu. Krytykować Valverde obecnie nie ma za co, ale za wcześnie na peany na jego cześć.

Mimo wszystko, poczekałbym jeszcze z entuzjastycznymi opiniami na temat pracy Valverde. Jeżeli na koniec sezonu liczba triumfów wynosić będzie 0, to kto będzie pamiętał o rewelacyjnym początku ?

Swietny felieton!!!!

Dzieki i pozdrawiam :)