Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Okiem Chowańskiego: Coutinho, wzmocnienie na dzisiaj, lider Barcelony jutra

 10 stycznia 2018, 11:30

 Karol Chowański 'Challenger'

 43 komentarze

Fiesta z murawy przeniosła się do szatni. Po drodze lider drużyny zatrzymał się na wywiad. Oświadczył z kamienną twarzą: „Dzisiaj nikt nie zaśnie. Zakaz wracania do domu przed piątą”. Pijane radością oblicza kolegów i kibiców dawały pewność, że Joaquín wie, co mówi. Niezależnie od pozycji obu ekip w tabeli euforia Betisu po szalonych derbach oddaje, że w piłce liczy się tu i teraz. To samo widzę w Katalonii. Drugi najdroższy wydatek w historii piłki przyjmuje odprężona.

Kibice FC Barcelony mają Gwiazdkę od listopada. Mam na myśli uszczelnioną obronę, odzyskanie Iniesty, odrodzenie Messiego, wielką formę Alby, weryfikację ligi przez Paulinho, przepyszne zdobycie Bernabéu, pewność Vermaelena, powrót do formy Suáreza, powrót do zdrowia Dembélé... Od dobrych wiadomości może się zakręcić w głowie. Zamiast świętować transfer Cou jak trofeum, po toasty sięga się z umiarem. Argumenty drużyny odmienionej przez trenera i nadzieje otoczenia przestały sprowadzać się do nowego rozgrywającego.

W gęstej paradzie powodów do zadowolenia łatwo tracić proporcje. Obok trzymania kursu przez Valverde – przebijającego tempem adaptacji oczekiwania swych największych przedsezonowych zwolenników [LINK] – sprowadzenie Coutinho uznaję za ruch decydujący o długookresowej stabilizacji drużyny w stopniu większym niż każdy z czynników wymienionych przed chwilą.

„Tu i teraz” stanowi też najczęstszy powód sięgania przez kluby do kieszeni, zwłaszcza na rekordowym poziomie cenowym. Decyzja Bartomeu się wyróżnia. Luksusowa przewaga ligowa i osiągnięta konsekwencja taktyczna sprawiają, że Coutinho jest teraz drużynie praktycznie niepotrzebny. Kosztuje majątek, nie może grać w Lidze Mistrzów. To transfer „na jutro”. Moment transakcji w zestawieniu z profilem i umiejętnościami przybyłego na Costa del Maresme 25-latka pozwalają mi widzieć w nim lidera Barçy 2021.

Na dzisiaj też jest całkiem niezły...

---

„FC Barcelona” to nie tylko nazwa klubu. To muzeum emocji. Wyrażanie katalońskiej tożsamości narodowej atrakcyjnym futbolem sięga daleko poza sport. Bardziej niż jako fundator katedry zdobionej srebrem Guardiola kochany jest za przywrócenie klubowi dumy z grania najpiękniejszej piłki na planecie. Luis Enrique tak długo był trenerem, bo na Camp Nou wszyscy, z dyrekcją włącznie, wierzyli, że zdoła przywrócić drużynie magię, jaka emanowała z pierwszego sezonu współpracy Messiego, Neymara i Luisa Suáreza.

Wystarczy obserwować sąsiadów z trybuny, zagaić ludzi w barze. Barcelona to miejsce wyjątkowe, w którym najwięcej ludzi na metr kwadratowy ceni piłkarski spektakl wyżej od wyników.

Jeśli można to połączyć – wspaniale! Dlatego Kamper, Daučík, Herrera, Míchels, Cruyff, Robson, Antić, Rijkaard, Pep i Tito cieszą się uznaniem kolejnych generacji culés. Van Gaala, dla porównania, wspomina się z taką sympatią, co średniowieczną zarazę. Epizod Menottiego został zapomniany. Wracając do Lucho, po imponującym sezonie 14/15 zespół zdobył mistrzostwo 2016, dwa Puchary Króla i trofea innej rangi. Stracił błysk. Po odejściu Xaviego pomoc łatano półśrodkami. Nie wzmocniono składu żadnym iluzjonistą piłki. Ostatnim był Neymar (2013), co oznacza czteroletnią suszę i służy podpowiedzią do pytania, czego w kryzysie brakowało Blaugranie. Coutinho to piłkarz, dla którego przychodzi się na stadion.

„Lepiej być dobrze powieszonym niż źle ożenionym”

Jeśli zwolennicy Barçy podchodzą powściągliwie do zakupu za miliony to dlatego, że mają powody. „Źle ożenionych” ostatnio nie brakowało. Neymar odszedł, Arda powinien, Denisowi grozi ścieżka Halilovicia i Munira, a największym darem André Gomesa jest dar przebitki.

Bartomeu zapłacił mnóstwo pieniędzy, bo tyle trzeba dziś wydać jeśli szukasz piłkarza o konkretnym profilu. Któż wie o tym lepiej od Liverpoolu, który dał blisko 100 mln euro za Virgila van Dijka, chcąc uniknąć reszty sezonu z parą Lovren-Klavan. Cou to jeden z tych transferów, przy których ostatnią rzeczą, jaka mnie interesuje, jest zapłacona kwota. W pewnych okolicznościach duże kluby muszą rozbić bank. To ważne dla utrzymania poziomu sportowego i atrakcyjności dla piłkarzy z topu. O opinię wystarczy spytać członka fanbazy Arsenalu. Ten sam ból czują sympatycy Bayernu, który przez niechęć do sypnięcia grubym pieniądzem stracił niedawną pozycję potentata Ligi Mistrzów, a latem straci Roberta Lewandowskiego. Panu Pérezowi daleko do bawarskiego sknerstwa. Barça znalazła się w sytuacji konieczności; była w niej zawsze, odkąd Xavi zapadł na Katar.

Choć 160 milionów euro to masa banknotów, moim zdaniem ten wydatek się opłaci.

  Mapa aktywności Coutinho w obecnym sezonie ligi angielskiej. Mecze: 14 Gole: 7 Asysty: 6 Celność podań: 75% Podania kluczowe: 41 Udane dryblingi: 39 Wślizgi: 17. (twitter.com/CEStats)

---

Valverde zaczął od łatania dziur w obronie (zaliczone). W scenariuszu, który po przegranym Superpucharze stał się koniecznością, uszczelnił kanał środkowy, oduczył Barçę atakowania duetem wahadłowych na raz oraz odświeżył znane, lecz zapomniane, kanony w pressingu i ataku pozycyjnym. Jak często eksponują ligowe transmisje z tego sezonu, formacje Barçy znów potrafią funkcjonować w jednej linii.

Pół roku szlifowania odporności defensywnej pozwala zająć się kreacją. Rozwój sytuacji zależał od Liverpoolu, lecz to według mnie lepszy moment na finalizację „operacji Coutinho” niż lato 2017. Stopniowe – co z tego, że wymuszone? – wprowadzanie do drużyny Ligi Mistrzów powinno przysłużyć się każdej ze stron: drużynie, zawodnikowi i trenerowi. Ligowa zaliczka daje Coutinho praktycznie nieograniczony czas na adaptację. Valverde ma z głowy przyjazne spojrzenia Zarządu, aby wystawiać kosztownego idola co mecz. Na podbój Europy ruszy identycznym składem, którym z tak dobrymi wynikami zarządzał jesienią.

Cou zdejmie presję z Dembélé. Francuz jest spięty. Sprawia wrażenie kogoś, kto wolałby uciec z piłką od tych wszystkich kamer i spokojnie pokopać na czyimś podjeździe do garażu. Pojedyncze zagrania (Juve, Espanyol) zdradzają, że robiłby tam wielkie rzeczy. Potrzebuje tylko swobody i czasu. Obecność Coutinho zapewni zdolnemu hipnotyzować 80-tysięczny Westfalenstadion 20-latkowi tak potrzebny bufor bezpieczeństwa, zwłaszcza wobec namiętnej publiki i mediów. Widoczna od pierwszych wypowiedzi po powrocie praca mentalna, jaką klub wykonał z Francuzem, też powinna procentować.

Odciążanie Iniesty kimś innym niż André Gomes i Denis może przedłużyć karierę Maestro na wysokim poziomie o rok lub dwa. Elastyczne podejście dyplomaty Valverde daje w tym zakresie lepsze efekty niż metody Enrique, którego niechęć do rozmów z piłkarzami była w klubie nieustannym źródłem anegdot. Swoje opinie o byłym graczu The Reds Kapitan ujawnił w grudniu: „Korzysta z obu nóg, umie przymierzyć z dystansu, ma wielki talent. Jest wielopozycyjny i umie pełnić na boisku różne zadania. Pasuje do profilu piłkarza, jakiego potrzebujemy. Nie postrzegam go jako potencjalnego konkurenta, a rewelacyjne wzmocnienie. Podniesie poziom zespołu”.

Według doniesień znawców sekretów Camp Nou Sida Lowe i Guillema Balague starszyzna szatni domagała się od Zarządu, aby sprowadzono Brazylijczyka już teraz, nie czekając do lata. W tym gronie nie mogło moim zdaniem zabraknąć Messiego, Iniesty i Suáreza. Urugwajczyk przewodził delegacji klubu na lotnisko i osobiście powitał przyjaciela na El Prat. Czarterowy lot Brazylijczyka był cztery razy przekładany z powodu dopinania ustaleń między klubami.

Zakupem Coutinho klub zrobił to samo, co w kontekście wieku kręgosłupa drużyny Iniesta-Messi-Busquets-Piqué robi od finiszu barcelońskiej kariery Xaviego: zadbał o przyszłość. Różnica leży w cenie. Zamiast osiemnastu milionów (Rakitić), trzydziestu (Gomes, Alcácer) czy trzech (Denis Suárez) zapłacono tyle, ile wymaga sytuacja.

A że zbiega się to w czasie z powiększeniem ligowych przewag nad konkurentami do nierealnych pułapów, z okresem największej stabilizacji taktycznej i kadrowej od pierwszego sezonu Pepa? Tym przyjemniej dla Coutinho i Barçy.

Ubiegłego lata byłby samotną latarnią na oceanie oczekiwań wszystkich wokół. Teraz wszystko może. Nic nie musi. To największa korzyść tego transferu. Pozostałe można sobie odświeżyć:

Udostępnij:

Komentarze (43)

Gorące tematy